Dodaj do ulubionych

Piąte koło u wozu

03.06.08, 00:14
Witam!

Uwielbiam czytac to forum i postanowiłam podzielić się z Wami dziwną historią, w którą sama dalej nie wierzę, chociaż wydarzył się w ubiegły weekend...
Byłam świadkiem na weselu mojej bardzo dobrej (jak mi się wydawało) koleżanki. Wesele było w Gdańsku, więc już w piątek rano wybrałam się tam z moim narzeczonym (wszystko było ustalone z przyszłą panną młodą). Pojechaliśmy prosto na salę, żeby pomóc w ostatnich przygotowaniach. Kiedy dotarliśmy na miejsce, po kilku godzinach ciągłej jazdy (Warszawa - Gdańsk)koleżanka nawet nie wstała, żeby nas przywitać, chociaż nie widzieliśmy się kilka miesięcy. Zabiegana jest, pomyślałam, nieświadomie to zrobiła...Nikt nie zapytał, jak droga, czy jesteśmy głodni (w końcu pojechaliśmy na kebaby). Całą noc siedzieliśmy na tej sali jak dwa alieny, bo miejscowe towarzystwo nas olewało (łącznie z panną młodą), nikt nie chciał naszej pomocy itd.W końcu o 3 w nocy dostaliśmy adres mieszkania, gdzie możemy się zatrzymać. Okzało się, że to MELINA z lokatorem i jego kolegami!!!(Z perspektywy czasu - bylismy głupi, że nie pojechaliśmy od razu do hotelu jakiegoś!)Całą noc nie spaliśmy bo "panowie" głośno rozmawiali i wypalili chyba tonę papierosów. Było szaro od dymu, nasze ubrania śmierdziały. Ciepłej wody brak. Słabo mi się robi na wspomnienie TEGO.
Następnego dnia, podduszona i niewyspana poszłam samotnie do osiedlowego fryzjera, później ze świadkiem (który okzazał się jednym normalnym tam)pojechaliśmy do kwiaciarni. Od początku była mowa, że ja płace za stroik na samochód, a on za kwiaty dla PM i mnie. No i zapłaciliśmy. 600 ZŁOTYCH!!! (z czego ja, szczęsciara TYLKO 270uncertain

Później poszłam wykąpać się do mieszkania PM,czułam się jak intruz, bo wszyscy krzyczeli, że szybko, że już nie ma czasu itd. (chociaż do ślubu 3 godziny były). Pomalowałam sie na szybko, pomogłam się ubrać koleżance, która tylko fukała na wszystkich dookoła (łącznie z przeklinaniem na swoją mamę!!!!!!). Wspomniałam też,że chcemy się wynieść z Meliny (nazwałam to ładniej), co było wielkim błędem, bo była wielka obraza i stwierdzenie, że muszę problemy robić a i tak rano wrócimy i przekimamy jakoś. Inni goście spali w hotelu, zaproponowałam, ze sama zapłacę za pokój, a ona, żebym przestała o tym gadać, bo ma wystarczająco dużo na głowie. Zamknęłam się. Później przez całe wesele czułam sie jak popychadło ostatnie. PM wogóle ze mną nie rozmawiała. "Posyłała" tylko po mnie jak szminki jej trzeba było. Na sesji się wymarzłam przez 3 godziny a byłam na jednym zdjęciu (bo nie chcieli świadków na fotach,a na to jedno fotograf nas zaciągnął). Oczepiny też przeżyłam w stresie, a PM fukała na mnie przy wszystkich gościach. Następnego dnia skoro świt zebraliśmy się i wróciliśmy bez słowa pożegnania do wawy.Minął tydzień, koleżanka nie dzwoniła, ja tez nie mam ochoty.
Jestem tak zniesmaczona, że odechciao mi się nawet swojego wesela...

Myślicie, że dobrze zrobiłam unosząc się i wyjeżdżając bez słowa? z jednej strony mam wyrzuty sumienia, a z drugiej wcale nie końca żałuję tej wieloletniej przyjaźni.

przepraszam za błędy.

Pozdrwiam!

Obserwuj wątek
    • hanulllka Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 00:22
      Uważam, że nie do końca dobrze zrobiłaś. Powinnaś jeszcze nawtykać żałosnej PM i
      wtedy dopiero wyjechać. Ja bym nie wytrzymała chyba! Współczuję Ci bardzo.
      Podejrzewam, że na tym zakończy się wasza przyjaźń.
    • arieska Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 00:22
      Zmylabym sie juz w dniu przed slubem-nawet wtedy mieliscie probke potraktowania.
      Nie mialabym zadnych wyrzutow sumienia-ubraliby w "swiadkowanie" kogos
      przypadkowego i nie widzieliby roznicy. Pewnymi ludzmi nie warto sie przejmowac
      ani dla nich poswiecac, a juz tym bardziej dreczyc wyrzutami sumienia.
      • milowy_las Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 00:44
        tak trochę dziwnie że koleżanka cię prosi na świadkową a nie potrafi
        podstawowych rzeczy załatwic. W końcu świadkowa to niezła "fucha" i jest druga
        po pannie młodej "oblegana" kobieta. Dziwny zwyczaj z tym płaceniem... ja
        rozumiem ze swiadkowie powinni się poczuć i pomóc w przygotowaniach,ale płacenie
        600zł za bukiet dla PM?? specjalnie z japonii byly sprowadzane te kwiaty??
        • chictigresse Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 06:11
          Gratuluje Ci Dziewczyno cierpliwosci - naprawde. Moja pewnie by sie
          skonczyla duzo wczesciej. Nawet ani na chwile nie powinnas miec
          wyrzutow sumienia!
          Szkoda ze tak drogo kosztowalo przekonanie sie, ze nie warto bylo
          inwestowac w przyjazn z taka osoba....
          Pokazalas klase wytrzymujac w TAKIEJ atmosferze - teraz zycze Ci,
          zebys mogla jak najszybciej o tym zapomniec.

          Na "pocieszenie" opowiem Ci historie mojej bliskiej kolezanki.
          Zostala potraktowana chyba jeszcze gorzej jak Ty. Otoz miala byc
          swiadkowa na slubie swojej "dobrej" kolezanki. Pracuje w salonie
          kosmetycznym, wiec w ramach przygotowania do slubu udostepnila
          przyszlej PM kilka wizyt za friko. Na 2 tygodnie przed slubem
          wyprawila "wypasiony" wieczor panienski z limuzyna, a na kilka dni
          przed slubem zostala poinformowana, ze swiadkowa juz nie bedzie,
          poniewaz przyjechala niespodziewanie siostra ktoregos z PM i to ona
          bedzei swiadkiem!
          Oczywiscie na tym slubie moja kolezanka sie nie pojawila, a
          wspomniana PM nie byla nawet na tyle wzruszona, zeby jakiekolwiek
          przepraszam powiedziec. Moja kolezanka byla
          ""zdruzgotana"", poniewaz nie spodziewala sie takiego obrotu
          sytuacji...
          Bez komentarza............
        • marina111 Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 23:21
          Jak nie płaciła to co jej szkodziło sobie wybrac najdrozszy smile
    • my.day Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 13:10
      nawet nie jestem sobie w stanie tego wyobrźić, że też są takie
      pannice (panny) młode... rozumiem stres, sama już panikuje a do
      ślubu mam 2,5 tygodnia, ale takie traktowanie świadkowej.

      a teraz z innej beczki - moja świadkowa, super dziewczyna, naprawde
      wspiera mnie we wszystkich przygotowaniach tak jak może. A świadek
      mojego N? ślub i wesele jest 21 czerwca, na pytanie czy może znalazł
      by czas obgadać z nami co i jak, słyszymy w kółko że nie, bo nie ma
      czasu, bo ma pracę (ha my wszyscy mamy), że ma studia (my też i
      jeszcze obronę mgr na głowie), ze ma inne sprawy itp, itd...\
      i że możemy go zaprosić do knajpy na piwo, to pogadamy wieczorkiem.
      Normalnie nóż się w kieszeni otwiera, bo nie dość że koleś totalnie
      nas olał z przygotowaniami, nie znalazł nawet czasu, żebyśmy go
      zaprosili oficjalnie (!!!!), to jeszcze próbuje nas naciągać na
      knajpy, skoro my mamy masę innych wydatków na głowie.
      uff, trochę mi ulżyło
      • justynaaaa2 Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 13:29
        Hmmm, teoretycznie świadek nie ma żadnych obowiązków wobec Was. Ma się stawić 21
        czerwca na ślubie i się podpisać, nic innego nie musi. Owszem może...ale to już
        zależy od niego. Świadkowa się poczuwa, bo widocznie taka z niej dobra osóbka,
        ale robi to pewnie z własnej woli a nie dlatego, że jest do czegoś przymuszana
        (o zgrozo!). Ciesz się, że chociaż jedna osoba Wam pomaga, a nie martw tym, że
        ktoś nic nie robi. A tak swoją drogą to czego Wy oczekujecie od niego? Bo ja
        jakoś nie bardzo wiem co facet-świadek może mieć do roboty...już były tu takie
        wątki o obowiązkach świadków- każdy ma swoje zdanie smile
        A jeśli już tak koniecznie chcecie się z nim spotkać to pójdźcie z nim na to
        piwo (bez przesady majątek to nie jest), albo zaproście go do domu wieczorem i
        po sprawie. Jemu wypominasz, że nie ma czasu dla Was, bo praca, bo szkoła, a
        sama nie możesz mu poświęcić jednego wieczoru.
        • my.day Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 13:58
          ale on nie chce do nas przyjechać, do mu nie po drodze i za daleko i
          nie ma czasu...
          do siebie tez nas nie zaprosi, nie dostał nawet zaproszenia bo nie
          znalazł czasu.

          jakie ma obowiązki? pewnie żadnych, może poza tym, że jestem z moim
          N już ponad pięc lat i prakycznie nie znam mojego pożal się boże
          świadka i najlepsiejszego kumpla (od siedmiu boleści) mojego N. wiec
          może fajnie byłoby się spotkać, porozmawiać, poznać się, żeby w
          czasie imprezy czuć się dobrze i swobodnie w czyimś towarzystwie.

          i żeby nie było, mieszkamy w jednym mieście, a warszawa nie jest
          znów taka wielka, żeby nie móc się spotkać.
          • justynaaaa2 Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 14:14
            Ehhh nawet wybieranie świadków to nie jest prosta sprawa. Skoro Twój N. go sobie
            wybrał, to pewnie jakieś powody miał. Nie pozostaje Wam nic innego jak
            zaakceptować obecną sytuacje i dalej próbować się z nim umówić, jeśli faktycznie
            tak Wam na tym zależy. No i ciesz się tym, że chociaż świadkowa Ci się życzliwa
            trafiła. Moim zdaniem świadkowie nic nie muszą, ale miło jest, gdy wykażą
            chociaż minimum zainteresowania.
          • figa-z-makiem Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 14:16
            moim zdaniem zadreczanie swiadka przygotowaniem wesela jest nie na
            miejscu, to wasze wesele, to wy sie za bardzo przejmujecie i nie
            rozumiem czemu swiadek ma w tym wszystkim uczestniczyc. w tamtym
            roku byłam na 6 weselach, kilka razy byłam świadkowa i nie wyobrażam
            sobie, żebym była odpowiedzialna za przygotowania do tych wesel. Mam
            swoja prace, swoje zycie i po prostu nie miałabym czasu na wszystko.
            owszem, mozna się spotkac przed weselem ustalic najwazniejsze
            szczególy i to wszystko. To wasze wesele i wszystkim sie za bardzo
            przejmujecie (co oczywiscie zrozumiałe) ale nie angazujcie w to
            innych i nie miejcie pretensji o to, że dla kogos ten dzień jest
            normalnym dniem a nie tak jak dla Was najwazniejszym w zyciu.

            szokiem jest dla mnie fakt, ze świadkowie płaca za kwiaty na
            samochód czy bukiet panny młodej. gdzie jest taka tradycja bo az
            dziw bierze??? i jesli ktos zapłaci za te kwiaty to jeszcze prezent
            potem daje???
            • my.day Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 14:20
              figa-z-makiem napisała:

              > moim zdaniem zadreczanie swiadka przygotowaniem wesela jest nie na
              > miejscu, to wasze wesele, to wy sie za bardzo przejmujecie i nie
              > rozumiem czemu swiadek ma w tym wszystkim uczestniczyc. w tamtym
              > roku byłam na 6 weselach, kilka razy byłam świadkowa i nie
              wyobrażam
              > sobie, żebym była odpowiedzialna za przygotowania do tych wesel.
              Mam
              > swoja prace, swoje zycie i po prostu nie miałabym czasu na
              wszystko.
              > owszem, mozna się spotkac przed weselem ustalic najwazniejsze
              > szczególy i to wszystko.

              czytasz ze zrozumieniem? koleś nie ma "czasu" spotkać się i ustalić
              najważniejszych szczegółów (nie wie nawek jaki kościół i która
              restauracja...)


              > szokiem jest dla mnie fakt, ze świadkowie płaca za kwiaty na
              > samochód czy bukiet panny młodej. gdzie jest taka tradycja bo az
              > dziw bierze??? i jesli ktos zapłaci za te kwiaty to jeszcze
              prezent
              > potem daje???

              za NIC nie musi płacić, nie widzę po prostu sensu w płaceniu za piwo
              w knajpach za tego jegomościa
              • justynaaaa2 Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 14:41
                my.day napisała:

                > czytasz ze zrozumieniem? koleś nie ma "czasu" spotkać się i ustalić
                > najważniejszych szczegółów (nie wie nawek jaki kościół i która
                > restauracja...)

                A może on w ogólnie nie wie, że będzie świadkiem??? Może mu się zdaje, że kiedyś
                coś tam mu powiedzieliście, ale nie na 100%, zaproszenia do tej pory nie dostał
                (skoro nie miał czasu się spotkać, to trzeba było wysłać pocztą), więc nie
                dziwota, że koleś się nie poczuwa do spotkania, bo i po co...
                Lepiej się upewnijcie, bo będzie niespodzianka.
                • my.day Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 14:51
                  wie, wie...

                  mało tego, z moin N znają się jak łyse konie, a może znali się w
                  dzieciństwie i sobie obiecali świadkowanie jakieś dwadzieścia lat
                  temu..... także wie i ucieszył się z tego "zaszczytu", ale jakoś
                  nie ma czasu się spotkać.

                  a tu druga strona medalu: obiecali sobie świadkowanie, więc jak mój
                  N, a wtedy już mąż bedzie jego świadkiem, to postaram się o to, aby
                  był równie "pomocny"
                  • kaamilka Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 14:56
                    to bardzo nie ładnie być taką zawistną...
            • maiwlys Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 14:20
              > szokiem jest dla mnie fakt, ze świadkowie płaca za kwiaty na
              > samochód czy bukiet panny młodej.

              TAm gdzie ja będę brała ślub podbno jest taka tradycja (narzeczony
              potwierdza), że za ślub w kościele płaci (co łaska HAHA) właśnie
              świadek, i niech im będzie ta tradycja, ale temu świdkowi kasę na to
              damy MY, bez sensu obciążać świadka kosztami, to nie on chciał
              naszego ślubu, wesela tylko MY sami, więc nie widzę podstaw.
            • zamyslona4 Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 15:04
              My wybralismy swiadkow wlasnie pod katem tego, na ile mozemy na te
              osoby liczyc no i oczywiscie jak bliskie nam sa. dla nich to
              oczywiste ze beda nam pomagac i w ogole to oni nas pytali jak moga
              nam pomoc. dla mnie swiadek to ktos wiecej niz "podpisywacz"
              papierow, po panu mlodym sa dla mnie tego dnia najwazniejsi ; no i
              rodzice, ale moi akurat te zbaardzo nam pomagaja- nie tylko
              finansowo, ale to pewnie dlatego ze ciesza sie z takiego 'przyszlego
              syna" smile
              • maiwlys Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 15:20
                My na świadków raczej nie mamy co liczyć jak sami nie poprosimy (nie
                potrzebujemy), ale pomoc proponowili zaproiszeni znajomi i rodzice N
                bardzo dużo pomagają.
          • kasiulkkaa Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 16:36
            > do siebie tez nas nie zaprosi
            Szkoda wam na piwo, a święte oburzenie, że koleś nie chce zapraszać do siebie.
            Pewnie mu się to zaproszenie, i słusznie, z poczęstunkiem kojarzy.

            nie dostał nawet zaproszenia bo nie
            > znalazł czasu.
            I tak trudno było mu je wysłać pocztą?

            . wiec
            > może fajnie byłoby się spotkać, porozmawiać, poznać się, żeby w
            > czasie imprezy czuć się dobrze i swobodnie w czyimś towarzystwie.
            Fajnie, tylko, lalcia, szkoda Ci paru złotych na piwo. Trafiła kosa na kamień.

          • lelabo Re: Piąte koło u wozu 04.06.08, 21:29
            my.day napisała:

            > jestem z moim N już ponad pięc lat i prakycznie nie znam mojego >
            pożal się boże
            > świadka i najlepsiejszego kumpla (od siedmiu boleści) mojego N.
            (...)
            > i żeby nie było, mieszkamy w jednym mieście, a warszawa nie jest
            > znów taka wielka, żeby nie móc się spotkać.

            Że co? Jesteś z facetem pięć lat i nie znasz jego kolegów? To chyba
            z Tobą jest coś nie tak, a nie z tym człowiekiem. Sorry za
            bezpośredniość, ale nie wyobrażam sobie być z kimś tyle czasu i nie
            znać jego znajomych i to nie tylko tych najbliższych.
            Ja z moim chłopakiem jestem od roku i poznałam wszystkich jego
            bliższych i dalszych znajomych, którzy mieszkają w tym samym
            mieście, a z imion i opowiadań tych, którzy wyjechali. A my nie
            mieszkamy w jednym mieście, nawet nie w jednym kraju...
            W przyszłym roku się pobieramy, a już dzisiaj doskonale znam jego
            świadka.

            A jeśli chodzi o różne dziwne obyczaje. W kulturze mojego chłopaka
            suknię młodej kupuje matka młodego. Obrączki zaś wybiera i finansuje
            świadek młodego.
            • mell24 Re: Piąte koło u wozu 05.06.08, 10:18
              lelabo napisała:



              > A jeśli chodzi o różne dziwne obyczaje. W kulturze mojego chłopaka
              > suknię młodej kupuje matka młodego.

              oooo.....gdyby u nas był taki zwyczaj już widzę jak by wrzało na forumsmile)))
              • lelabo Re: Piąte koło u wozu 05.06.08, 20:40
                mell24 napisała:

                > oooo.....gdyby u nas był taki zwyczaj już widzę jak by wrzało na
                forumsmile)))

                Eee, pewnie nie. Bo większość zwyczajów jest jednak w jakimś tam
                stopniu wypadkową ogólnych zachowań przyjętych w danym
                społeczeństwie. Oni też mają masę ślubnych forów i wcale tam aż tak
                nie jest gorąco. Swoją drogą to i tak zawsze zależy od kultury osób
                zainteresowanych. Moja przyszła teściowa od razu mnie zapytała jak
                widzę sprawę sukni i sama zaproponowała rozwiązania, które pozwolą
                obu stronom zachować tradycje. Ale wiem, że są i takie teściowe,
                które stawiają sprawę jak niektóre panny młode na tym forum: albo
                będzie po mojemu, albo pójdziemy na noże.
    • maiwlys Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 14:12
      Przyjaciółka rzeczywiście nie zachowała się miło, wręcz jak
      niedojrzała, rozpiszczona ignorantka widząca czubek swojego nosa
      (nie chciała czasem osobiście złapać welonu o północy? smile )
      Ale mnie interesuje jedna kwestia, dlaczego pytałaś ja o zdanie w
      kwestii noclegu. JA po prostu zabrałabym swoje rzeczy i przeniosła
      się do hotelu/pensjonatu/domu turysty (chyba nawet to lepsze od
      warunków w jakich przyszło wam mieszkać) i nie pytałabym jej o
      zdanie! NIe żebym była aż tak asertywna, ale sa pewne granice, poza
      tym ona załatwiła nocleg taki jaki mogła (! żal) i jeżeli gościom
      nie pasuje to niech załatwiają sobie coś sami. Na szczęście miałabym
      poparcie przyszłego i pewnie sam by nas spakował smile
      Nie czuj wyrzutów sumienia z powodu tego, że wyjechałaś pożegnania.
      • mell24 Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 18:39
        Jeśli chodzi o wyjazd smile to pewnie też bym wyjechała bez pożegnaniatongue_out
        a jeśli o świadka, który nie kwapi się z pomocą - olejcie faceta, wyślijcie mu
        zaproszenie, niech tylko przyjdzie na ślub i podpisze papiery - macie siebie,
        świadkową i innych, dajcie mu spokój, jeśli sam nie wychodzi z propozycją pomocywink
    • vickydt Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 21:10
      nauka asertywnosci kosztuje. Podpowiedź: nie ci, ktorzy sie nazywaja
      przyjaciolmi/rodziną są warci atencji, ale ci, ktorzy cos od siebie dają. Nalezy
      nauczyc sie mowiec "nie" nawet przeciw wlasnym zasadom (tu: po kilku pier4wszych
      wymienionych zdarzeniach NALEZY zawinac sie na piecie i spedzic reszte weekendu
      w milej atmosferze a PM pozostawic z bigosem, ktorego nawarzyli).

      Co do PM, to niezle sobie bat ukrecaja. Co robimy innym, do nas wraca, a dla
      mnie takie zachowanie na poczatku nowej drogi czyni ją baardzo wyboistą.

      Co bym zrobila? Napisalabym do "kolezanki" list, nawet przekleila to, co tu
      napisalas... albo np. na naszej klasie dala linka pod zdjeciem tej lalki do
      opowiesci z forum. Zanim sie zorientuje, juz sie zblazni w oczach paru osob.
      • maiwlys Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 23:01
        Haha Rozwalił mnie ten pomysł z naszą-klasą smile Kompromitacja byłaby
        100%. Zpewnościa każda osoba która oglądałaby zdjęcie kliknełaby na
        link smile alez to by było perfidne (jędza ze mnie wyłazi!) big_grin
        • vickydt Re: Piąte koło u wozu 04.06.08, 10:10
          ze mnie tez, ale nie znosze wrednych kreatur, ktore ponizaja nie tylko
          znajomych, ale i najblizszych (ta sie podle do matki w obecnosci trzecich osob
          odzywala, wiec na nic dobrego nie zasluguje)
    • 18_lipcowa1 Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 21:11
      matko boska ale kolezanka!!!!
      ja bym nie zostala na weselu juz po takim potraktowaniu po
      przyjezdzie.
    • marina111 Re: Piąte koło u wozu 03.06.08, 23:18
      Współczuje. To jakas wariatka, ja bym chcyba w trakcje sie zawineła
      z tamtąd.
      • zimny_ogien Re: Piąte koło u wozu 04.06.08, 23:15
        Dzięki dziewczyny, wydawało mi się, że to ja sie unisłam, ale z każdym dniem (bo nie mogę się z tego otrząsnąć do tej pory...)czuje, że powinnam (tak jak piszecie)wyjechac wcześniej.
        Fakt, to był wielki błąd, że nie załatwiliśmy sami hotelu, ale wtedy inaczej na to patrzyłam - po 1 myślałam, że skoro inni goście śpią w ładnych pokojach to i dla nas miejsce się zanjdzie, po 2 szkoda nam trochę kasy było, bo wydaliśmy na to wesele mnóstwo pieniędzy (moje buty, sukienka, torebka, koszula, krawat,kosmetyki, dojazd, jedzenie, prezent, kwiaty i tysiące różnych drobizgów - teraz akurat na urlop w górach naszych kochanych by było), po 3 przez cały czas jeździłam i załatwiałam różne sprawy, więc czasu nie było. Mój facet okazał się mało kreatywny niestety...Teraz to już nie ważne, nauczka na przyszłość.
        Najgorsze jest to, że myślałam, że mam przyjaciółkę do końca życia, że będziemy sie spotykać zawsze itd, a tu klops - tak, to mnie najbardziej boli.
        I jeszcze jedno, chociaż na początku stwierdziliśmy, że nic sobie z tego nie robimy i jedziemy się świetnie bawić - na zaproszeniu byłam wymieniona ja z os.tow (jestem z moim P już ponad 5 lat i milion razy spotykaliśmy sie z tą kolezanką, codziennie niemal do siebie chodziliśmy - ona do nas, my do niej, do kanjpy itd.), trochę mi się przykro zrobiło, ale jak napisałam, uznaliśmy to za nieistotny szczegół. Teraz wydaje mi się, że była to zapowiedź żenady, która nas spotkała...
        • zimny_ogien Re: Piąte koło u wozu 04.06.08, 23:23
          Apropos numerów na naszej klasie itd, to świetny pomysł, lubie takie hardcorowe zagrywki, ale niestety tylko w wykonaniu innych. Ja bym nie mogła. Jestem raczej taka, że myślę sobie "ja sobie poradzę, nie potrzebuję takiej przyjaźni a im niech się najlepiej powodzi, ale wspólnego nic już mieć z nimi nie chcę".

          eh, pozdrawiam i dziękuję za komentarze.
          • vickydt Re: Piąte koło u wozu 04.06.08, 23:38
            Nic na sile. Pamietaj, ze jesli sie nie nauczysz asertywnosci, to zycie Cie
            nauczy niestety. To byla twarda lekcja...
    • diablitza Re: Piąte koło u wozu 09.06.08, 18:20
      ot dotarł do mnie sens starego łacińskiego przysłowia: chroń mnie panie od przyjaciół z wrogami dam sobie radę sam... naprawdę jesteś wielka dziewczyno taka cierpliwość == oj ja to bym nie wytrzymała
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka