Czym statystycznie więcej rozwodów, coraz mniej trwałe związki małżeńskie, tym
bardziej rozbudowana i huczna oprawa weselna. Cała para idzie w przygotowania
tego
jedynego dnia, a co potem? Pisze się o nowym rodzaju depresji -
tzw. poweselnej. Fajerwerki się kończą i zostaje... pustka

Taki poślubny
syndrom dnia następnego. Co o tym myślicie? Czy macie jasny plan na
przyszłość, obraz waszego dalszego wspólnego życia, jakieś cele dalsze niż
suknia, przyjęcie i lista gości?