Dziewczyny,
Moje wczorajsze przejścia z sukienką (wątek zamiania sukienki na 2 tygodnie
przed ślubem) skłoniły mnie do refleksji.
Wymarzyłam sobie suknię, upatrzyłam ją na wiele miesięcy przed ślubem,
pojechałam przymierzyć i byłam zachwycona. Podobnie jak towarzysząca mi
siostra i koleżanka i właścicielka salonu.
Zrobiłam zdjęcia, wysłałam do kilku znajomych do oceny. Wszystkie opinie, poza
opinią narzeczonego, były podobne - w takim fasonie (józefinka) wyglądasz
grubo, jakbys chciała coś ukryć, a najlepiej ci będzie w sukience w literę A.
Pojechałam więc szukać dalej, trochę wbrew sobie. Miałam jednak nadzieję, że
suknia którą zamówiłam będzie ok, bo wyglądałam w niej na przymairce naprawdę
zgrabnie.
Inna kwestia, że mi ją uszyli niezgodnie z zamówieniem.
Ale dodtkowo czułam, że to nie ja. To nie moja suknia, ona do mnie nie pasuje.
A jeszcze jak mi pani na siłę chciała wciskać do niej świecidełka, to już w
ogóle zwątpiłam.
Efekt tego był taki, że na 2 tygodnie przed slube wróciłam do pierwszego
salony gdzie przymierzałąm tę wymarzoną.
I szcześćie, że jeszcze mogłam ją zamówić, choć już miałam łzy w oczach.
Diewczyny ku przestrodze, nie dajcie sobie wmówić, że w czymś będziecie
wyglądały lepiej, że panna młoda musi wyglądać tak i tak.
Kwestia opalenizny.
Stereotyp, że każda panna młoda (a już na pewno ta wakacyjna) musi być opalona
spędzała mi sen z powiek. Ja jestem blada, mam wrażliwą skórę, nigdy nie
opaliłam się na brązowo. Stwierdziłam więc że póje kilka razy na solarium.
1 wizyta 5min lekkie zaczerwienienie, zero efektu.
2 wizyta po kilku dniach 5min zero efektu
3 wizyta po tygodniu 10min, skóra poparzona (dekolt, plecy, uda, brzuch,
piersi, twarz). Leczyłam się kilak dni pianką panthenolem, smarowałąm
nawilżajacymi kremami. Efekt? skóra po tygodniu i tak zaczyna schodzić, zero
opalenizny a przez kilka dni byłam czerwona.
Co ciekawe moja koleżanka zrobiła dokładnie to samo poszla 2x na 8min i się
poparzyła tak że później leżała z ranami i płaczem.
I po co to wszystko?
Po co robić coś wbrew sobie i swojej naturze?
Paradoksalnie do wybranej przeze mnei sukni (józefinka) oplenizna nie pasuje!
Bo kiedy je noszono opalenizna była oznakiem pracy fizycznej w polu i panny
zasłaniały swoje blade ciało parasolkami.
Kwestia odchudzania.
Kolejny mit- panna młoda musi by szczupła. Mając kilka kilogramów nadawagi
wzięłam się za odchudzanie. Schudłam, wszystko super, do przymiarek sukni
przytyłam

I nei dlatego, że się obżeram i nie dbam o siebie. Po prostu
odstawiłam dietę i jem normalnie i mój organzim wraca do wagi, którą miałam
przez ostatnie 7 lat mojego życia.
Myślę, że można by dodać jeszcze kilka takich utartych schematów jak w tym
dniu powinna wyglądać panna młoda. Jednego jestem pewna, powinan wyglądać tak
jak chce i tak jak lubi.