k.l2
07.09.09, 22:37
Pomyslalam,ze w ramach odstresowywania przejetych przygotowywaniem
perfekcyjnych przyjec PM opisze wesele, na ktorym pracowalam jako
kelnerka pare tygodni temu we Francji.
Najpierw na sale dotarl jakis -jednyne okreslenie jakie mi na mysl
przychodzi- "pajacowato" ubrany facet. Bordowa kamizelka, bordowa
muszka.. Mysle sobie - pewnie DJ.. Skad, to byl Pan Mlody.
Za nim przyszlo paru gosci i Panna Mloda.. W jakis plastikowych
japonkach (podejrzewam,ze nozki sie zmeczyly w pantofelkach), biala
spodnica na wyraznym kole, bordowy goset bez ramion (za to widocznie
odcinajace sie od opalenizny ramiaczka od stanika).
Goscie przybyli w wiekszej ilosci i probowali zorientowac sie gdzie
siedza, na podstawie -doslownie- nabazgranego na wyrwanej z zeszytu
kartce planu stolow. Niestety, nie bylo to latwe, gdyz zostal
nabazgrany odwrotnie..
Pozniej juz by sie zaczelo, tylko trzeba bylo chwilke (godzine)
poczekac na ojca, ktoregos z Mlodych, bo musial podjechac do domu po
leki i wyprowdzic pieska..
I wreszcie zaczelo sie przyjecie - raczej nudne, no ale to juz
kwestia gustu.
Uwaga - to nie krytyka. Po prostu spostrzezenia. Zreszta, PM byla
usmiechnieta, a w sumie przeciez o to chodzi!