Gość: byłylogowany
IP: *.radogoszcz.arise.pl
16.11.04, 23:49
Patrick Mgamba to nikt ważny, czy znany. Przynajmniej na razie. Patrick w
swojej Ojczyźnie nie wyróżniał się specjalnie. Pochodzi z wielodzietnej,
niezbyt zamożnej rodziny. Jego rodzice zajęci przez cały dzień gospodarstwem,
nie poświęcali Patrickowi nazbyt wiele czasu. Ale jednocześnie dostrzegając w
synu ogromny zapał do nauki, nie gonili Patrica do pracy w obejściu czy polu.
Przymykali oko na jego ślęczenie nad książkami i mapami. Z myślą o przyszłości
najstarszego dziecka, odkładali każdy, najmniejszy nawet grosz. Tylko trochę
martwiło ich niechętne wychodzenie z domu ich syna. Tylko odrobinę żałowali,
że syn nie biega za piłką, tak jak rówieśnicy. Że woli wertować grube tomy,
miast ganiać z kolegami. Taki już był, a oni akceptowali wszystko to, co robił
ich ukochany Patrick. Czasem tylko Patricka odwiedzał jego najbliższy
przyjaciel Emmanuel. Emmanuel to przeciwieństwo Patricka. Każdą wolną chwilę
spędzał poza domem. Od rana do wieczora uganiał się za piłką. Szlifował
technikę strzału, ciągle poprawiał zwody, trenował do upadłego szybkość.
Szybko zaczął się wyróżniać na tle rówieśników. Marzył o wielkiej piłkarskiej
karierze. Jeszcze będąc nastolatkiem dostrzegli go zagraniczni menadżerowie.
Wprawdzie nie złożył mu oferty żaden wielki klub, ale zainteresowanie przyszło
z Europy. A dokładnie z Polski. Emmanuel nie miał zielonego pojęcia, że w
ogóle istnieje taki kraj. Od czego jednak jest tak oczytany przyjaciel?
Patrick szybko wskazał Emmanuelowi na mapie Europy Polskę. Interesował się
zresztą tym krajem już od dość dawna. Dotarły do niego wieści o przemianach w
tym rejonie świata, które zapoczątkowane zostały właśnie tam. To skłoniło go
do żywego zainteresowania się Polską. Chciał poznać jej historię, ludzi,
bogactwa i język. Ten ostatni zaintrygował go tym bardziej, że przypadkowo
stał się posiadaczem tomiku wierszy pewnej poetki, która została Noblistką w
dziedzinie literatury. Jego niepohamowany pęd do nauki kazał mu uczyć się tego
trudnego języka. Przychodziło to Patrickowi z mozołem, choć był nieprzeciętnie
zdolny. Pokonał jednak granice, tak mu się w każdym razie zdawało. Ale nie
uprzedzajmy wypadków. Oczywiście, na wieść o możliwym przez Emmanuela
wyjeździe do Polski gorąco go do tego namawiał. Nie był zazdrosny, ani
zawistny. O nie! Tylko troszkę w głębi serca żałował, że jemu nie będzie dane
przeżyć takiej przygody.
Emmanuel wyjechał. Nie zapomniał jednak o Patricku. Przy okazji każdej przerwy
w rozgrywkach, kiedy tylko była taka możliwość, Emmanuel jechał do Ojczyzny. I
nie spędzał całego czasu na bycie z rodziną. Chadzał do przyjaciela i zawsze
odwiedziny te spędzali na nie kończących się opowieściach o nowej Ojczyźnie
Emmanuela. Jego fascynacji tym krajem. Opowiadał o krajobrazie z wierzbami w
tle, o pięknych górach, czystych wodach i sympatycznych ludziach. Tak miłych,
że było to wprost nie do wiary. O dziewczynach pięknych jak we śnie i o ich
pełnej aprobacie dla przybyszów. Do tego stopnia życzliwych, że z jedną z nich
Emmanuel nawet się ożenił. Nie odwiedzał Emmanuel Patricka nigdy z pustymi
rękami. A że wiedział jak uradować przyjaciela, za każdym razem przywoził mu
mnóstwo polskich książek. Były wśród nich, można powiedzieć, dzieła pomnikowe,
ale nie brakowało też literatury popularnej. Każda książka to był miód na
serce Patricka. Chłonął je niczym świeże bułeczki, radowało go każde spotkanie
z polskim słowem. Dzięki swemu zacięciu już wkrótce znacznie przewyższył
Emmanuela w znajomości tej egzotycznej mowy. I to mimo tego, że Emmanuel mógł
przecież obcować z polskim na codzień. Po kilku latach Emmanuel nagle przestał
odwiedzać swój kraj. Patrick stracił kontakt z przyjacielem. Nie znał powodów
braku wieści od Emmanuela. Martwiło go to wszystko.
Pewnego, jak sie wtedy wydawało, pięknego dnia, rodzice Patricka obwieścili mu
radosną nowinę: uzbieraliśmy pieniądze. Jest tego tyle, że możesz się dalej
uczyć. I to uczyć tam gdzie chcesz. Możesz wybrać każdy uniwersytet, w każdym
kraju na świecie. Wybieraj synu i jedź!
Jaki kraj mógł wybrać Patrick?! Oczywiście, tylko Polskę! Świadomość tego, że
już wkrótce zobaczy wymarzony kraj, że spotka dawno nie widzianego
przyjaciela, że zobaczy śnieg, stanie własną stopą na ziemi Papieża, omal go
nie powaliła. A więc stało się! Ja również jestem szczęściarzem - Patrick
szalał z radości.
Lot minął niczym błyskawica. Ani się obejrzał, już stał na Polskiej ziemii.
Nie zaprzątał sobie myśli o tym, że nic nie rozumiał z tego, o czym rozmawiali
Polacy w samolocie. To pewnie zresztą nie byli Polacy, bo byłoby dziwne, że
nie rozmawiają w ojczystym języku. Tak to sobie tłumaczył. Wyszedł z lotniska
i udał się do taksówki. Kierowca zawiózł go na dworzec kolejowy, ale też gadał
jakoś dziwnie. - Pazdrawlaju, cinć many, hundreds dolars - to wszystko, co od
niego usłyszał. Pewnie zatrudnili jakiegoś obcego - pomyślał Patrick. Na
dworcu, przy kasie biletowej, a później na peronie nie było lepiej. Tylko
jakimś cudem Patrick kupił bilet do Łodzi, a następnie wsiadł do właściwego
pociągu. Ale to sobie tłumaczył marnym stanem dworcowego nagłośnienia i
przemęczenia pani kasowej. Trochę zaskoczyły go warunki jady pociągiem. Nie
chodzi już o sam stan wagonu, bo to było do przeżycia, ale fakt, iż 90%
pasażerów wysiadło w Skierniewicach. - Chyba znam Polskę z nieaktualnych map,
bo zdawało mi się, że Łódź jest przynajmniej z dziesięć razy większa, a tu
kupa ludzi wysiada w połowie drogi. Musi się ta Polska strasznie dynamicznie
rozwijać, a zwłaszcza miasta w pobliżu stolicy - zadumał się Patrick. Nie
licząc jednego incydentu, kiedy to rozbawiona młodzież mówiła coś o jakimś
bambusie, asfalcie, małpach i palmach, to jazda minęła spokojnie. Wysiadł na
stacji. Bał się, że zrobił to przedwcześnie, bo ten dworzec był jakiś taki
zapyziały. Ale zaraz okazało się, że dalej nie ma torów, tzn że dotarł na
miejsce. Po kolejnej przejażdzce taksówką był już pewien, że tą dziedzinę
życia opanowali obcokrajowcy. Tak jak w Warszawie nie usłyszał nic po polsku.
Okazało sie też, że Łódź wcale nie jest taka mała jak sądził. Z planu miasta,
w który przezornie zaopatrzył się wcześniej, wynikało że z dworca do akademika
jest całkiem blisko. A tu trzeba było jechać 55 minut. Przy okazji zobaczył
jakąś górę (nawet nie przypuszczał, że w Łodzi może być tor saneczkowy!),
piękne stawy (ale te były już dużo dalej) i jeszcze parę innych rzeczy.
Zapłacił i wysiadł. Okazało się, że jednak ten cudzoziemski kierowca słabo zna
miasto. Zawiózł Patricka nie tam gdzie potrzeba. - Te, brudasie, kopsnij
szluga - usłyszał Patrick. Rozejrzał się, nikogo więcej nie zobaczył. _
Słucham? - spytał. Nic nie rozumiał z tej mowy. Musiał mieć wyjątkowego pecha,
bo był już w Polsce ładnych parę godzin, a nie trafił jeszcze na rdzennego
Polaka. - Wyskakuj z gatek, frajerze! - padło z ust chłopaka. Później usłyszał
jeszcze coś jakby: palant, cw.., kapucha, było coś o szarpaniu, przewinęła się
jakaś laska, padły słowa, na które nigdy nie natknął się w żadnej polskiej
książce! Powoli zaczynał rozumieć! Wiedział dlaczego Emmanuel nie dawał znaku
życia w ostatnim czasie. Emmanuel go oszukał! Wszystkie książki z jakich
Patrick się uczył, nie były napisane po polsku! Pewnie Emmanuel jakoś
dowiedział się, że Patrick wybiera się do Polski i zdał sobie sprawę, że jego
przyjaciel odkryje oszustwo. Jak na ironię, nawet ten tomik wierszy, który
jako pierwszy trafił do rąk Patricka, nie był jak mylnie sądził napisany
polszczyzną! - Co ja tu robię?! Wyszedłem na kompletnego idiotę! Nie rozumiem
nic, ani w ząb!- z goryczą pomyślał Patrick. - Tylko dlaczego tak mnie
wyrolował Emmanuel? - zupełnie nie mógł się z tym pogodzić Patrick Mgamba.