Gość: A.G.
IP: *.lodz.msk.pl
02.09.05, 21:20
Ja poddałam się hipnotycznej sile przyciagania Noa juz kilka lat temu.
Najpierw ćwiczyłam przy jej muzyce w dość siermiężnym Domu Sportu
callanetics. Już wtedy ten głos, energia i emocje w balladach mnie "niosły".
Pożyczyłam więc kasetę, ale nie była podpisana. Później rozpoznałam ten sam
głos na płycie Smooth Jazz Cafe 2 w uroczej, radosnej i żywiołowej
piosence 'Child of Man'(teraz juz wiem, że solówkę na bębnach i bongosach
mogę przypisać Achinoam Nini). Kiedy już wiedziałam, czyj to głos, zakupiłam
płyty ('Blue touches blue' i koncertową z Gilem Dorem; dla zainteresowanych
do zakupienia w MediaMarkt, M1). 'Blue touches blue' zawiera nie dającą się
zapomnieć piosenkę z filmu Roberto Benigniego "Życie jest piekne" ('Beautiful
that way').
Znałam więc Noa i kiedy tylko na kilka godzin przed jej koncertem,
przypadkowo natknęłam się na artykuł w GW, obdzwoniłam CIK i kasy Teatru
Wielkiego. Tuż przed 19.00 dokonałam "skoku" na kasę i na szczęcie - dzięki
temu,że to Noa a nie Tomasz Stańko - posadzono mnie w Amfiteatrze na wprost
sceny.
Było cudownie! Głos Noa porusza nawet kiedy po prostu mówi (w przeciwieństwie
do niektórych rodzimych wokalistek;)Roniłam łzy i wiwatowałałam na stojąco
trzy razy. Warto było tą dziewczynę zobaczyć i posłuchać na żywo. To było
moje największe przeżycie koncertowe w życiu!
Wycienek prasowy i bilet zachowałam. Płyty nie udało mi się niestety już
nabyć (nie lubię straganów w dzień targowy, chociaż Noa mnie nęciła).
Dziękuję Tomaszowi Gołębiewsiemu, którego pozdrawiam serdecznie!
Czekam na kolejny koncert Noa w Łodzi.