michael00
27.04.06, 19:49
No dawno nie widziałem już takiej kretynki.
Ja z moim psem (jak każdy z moich psów prowadzany na smyczy) idziemy. Podbiega
do nas jakiś kundelek i jakmniczek. Nagle z 2. strony bloku jakiś babus drze
się do mnie:
- Niech pan weźmie tego psa!
- Którego psa? - pytam z lekka zaskoczony.
- Niech pan weźmie tego psa!
- Ale ten czarny to nie mój - odpowiadam ironicznie podejrzewając, że to pies
tej baby.
- Ja mówię o pańskim psie!
- Słucham?! - pytam z niedowierzaniem? Baba kilkanaście metrów stąd, jej pies
przyleciał do nas i pn nas zaczepia przecież.
- On stwarza zagrożenie! Niech pan go weźmie - idiotka pogrąża się jeszcze
bardziej
- Ale to pani pies przyleciał do mojego, to niech się pani ruszy. Poza tym
jakie zagorżenie jak jest na smyczy KOŁO WŁAŚCICIELA - tracę cieprliwość.
- Ale jest zagorżeniem i powinien mieć kaganiec - baba przechodzi samą siebie
chyba. Tak - kaganiec, kluczowy argument, ale zapomniała chyba, że jej nie ma
nawet kagańca.
- Ty głupia kobieto - nie wytrzymałem i pojechałem jak Rene - mój jest na
smyczy, Twój kobieto nawet smyczy nie ma i przecież to on przyleciał do mojego.
Prawie już płaczę, bo widzę, że to jakiś zakuty łeb i nie wiem czy wytrzymam.
Pedagogiczne metody nie skutkują, to kobiety nic nie dociera. Ale jakoś daję
radę nie walnąć baby prosto w czoło.
- No niech pan powie, który stwarza zagrożenie, mój czy tamten? - kobieta pyta
jakieś przechodzącego mężczyznę .Sprytne - nie wtajemnicza go w całą akcję ...
a może to nie spryt, tylko zwyczajnie jest głupi?
- Ale ja nie wiem o co chodzi - odpowiada mężczyzna lekko zdezorientowany i
wzrokiem szuka u mnie wyjaśnień.
No nic, baba poszła w drugą stronę biorąc psa na ręce, ja poszedłem w swoją.
Ech, jak to jest. Sama nie ma psa na smyczy, nie ma kagańca pies też, nie ma
nad nim kontroli, pies zaczepia innych, ona jest w drugim końcu bloku, a
pyszczy na mnie, z psem u nogi, na smyczy, spokojnie sobie idącym ze mną.