Gość: Ja
IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl
23.07.03, 20:33
Może to nie ładnie tak się chwalić, ale co mi tam. Wyszło tego 4 500 km,
trwało od 11 VI do 21 VII, zużyłem 11 rolek filmu... :) Kilka (tylko)razy
jechałem w deszczu, kilka razy po nocy (co przy posiadaniu jedynie lampki
diodowej jest nawet zabawne...). Do przygotowania trasy używałem
kilkudziesięciu map (swoją drogą to co polscy kartografowie wyrabiają
przyprawia o zgrozę/mdłości/pomieszanie zmysłów/coś jeszcze).
Sporo zwiedziłem, sporo zostało mi do zobaczenia. Niemal w każdym miejscu
znajdowało się jeszcze wiele ciekawych obiektów do zobaczenia, ale musiałem
rezygnować z braku czasu. Generalnie zaskoczyło mnie, iż tzw. polska
gościnność nie skończyła się jednak do końca za czasów "Pana Tadeusza" -
zdarzało się, że całkiem przypadkowe osoby zagadywały mnie, częstowały
herbatą czy nawet obiadem (rodzina podejrzewa, że to dlatego, że nieco
schudłem przez tę wyprawę :) ). Generalnie przyjmowano mnie bardzo gościnnie
i z sympatią (nie mówię tu o kierowcach, bo o nich za chwilę). O dziwo ani
razu nie miałem też problemów z zostawieniem roweru przy wejściu do muzeów
itp. (choć przyznam - nie było ich jakoś bardzo dużo)
Kilka refleksji typowo rowerowych:
1. Szalona większość miast nie dopuszcza ruchu rowerów na deptakach
(nieliczne wyjątki to: Kraków, Nowy Sącz i może jeszcze ze dwa mniejsze;
rowerem nie wolno zaś wjechać na strefy zakazu ruchu w GOPie, Przemyślu,
Chełmie, Bielsku Białej, Gdańsku, Słupsku, Opolu, długo by wymieniać)
2. Miasta portowe (Trójmiasto, Szczecin) są wyjątkowo ciężkie dla rowerzystów
(liczne estakady, często brak dróg alternatywnych dla wielkich tras).
Najcięższym (i chyba niereformowalnym) przypadkiem jest Gdańsk, gdzie na
większość głównych tras nie wolno rowerem, co skutecznie uniemożliwia
dojechanie do Gdyni bez łamania przepisów. Inna paranoja - sopockie molo na
które nawet nie można WPROWADZIĆ roweru (żeby było śmieszniej właśnie do molo
prowadzi z Gdańska ścieżka rowerowa), ale cóż, spodziewałem się, iż Sopot
cierpi na syndrom kurortu.
3. Połowę kierowców TIRów powinno się rozstrzelać, do tego jedną trzecią
kierowców z Warszawy i Lubelszczyzny i jedną czwartą pozostałych! Wymijanie
rowerzysty o centymetry (wg przepisów 1,5 metra!)przytrafia się nawet
(zwłaszcza?)kierowcom wielkich ciężarówek, ponadto używanie klaksonu zamiast
hamulca i wyprzedzanie na zderzenie czołowe to niestety normalka w niektórych
rejonach. Kilka razy na prawdę porządnie się bałem, że nie dojadę w jednym
kawałku. Dodam jeszcze, że jeżeli tylko nie byłem zmuszony to nie korzystałem
z tras krajowych i międzynarodowych a i szosy wojewódzkie starałem się w
miarę możliwości omijać.
4. Kierowcy! Zajrzyjcie sobie do kodeksu drogowego i sprawdźcie sobie jak się
oznacza ścieżki dla rowerów i przejazdy takowych przez jezdnię. Jeden idiota
pod Wałbrzychem usiłował mi wmówić, że jadę po chodniku i przez jezdnię
powinienem rower przeprowadzić. Albo oszczędzę wam - linia ciągła lub zebra -
przejście; linia przerywana - ścieżka. Generalnie znajomość przepisów dot.
ruchu rowerów u kierowców jest raczej zerowa.
5. Zapomniałbym o wymuszaniu pierwszeństwa przejazdu. Na większości terenów -
kto większy ten jedzie pierwszy.
P.S. Wiem też o innych ludziach, którzy postanowili tak jak ja objechać
Polskę rowerem dookoła. M. in. o człowieku z Łodzi, który wybrał się w taką
trasę 4 lata temu. Może ktoś go zna?