Gość: W
IP: *.toya.net.pl
11.08.03, 17:14
Włodarze Widzewa Witold Skrzydlewski i Andrzej Grajewski zdecydowali, że nie
będą nikogo wpuszczać do klubowego budynku – pisze „Dziennik Łódzki”.
Dziwnym trafem bez najmniejszych problemów poruszała się po obiekcie córka
Witolda Skrzydlewskiego i kilku znajomych. Można odnieść wrażenie, że Widzew
stał się teraz klubem rodzinnym, w którym w roli głównej występuje... córka
prezesa RTS.
Wszystko wskazuje na to, że panowie Skrzydlewski i Grajewski byli tak
pochłonięci przygotowaniem strategii pilnowania dostępu do klubowego
budynku, że zapomnieli zatrudnić specjalistyczną firmę do ochrony całego
obiektu. Na efekty nie trzeba było czekać.
Po meczu pięciu osiłków, niezadowolonych z gry łódzkich zawodników,
wtargnęło do widzewskiej szatni, gdzie przy pomocy pięści próbowali wyrazić
swoje niezadowolenie wobec postawy widzewskich piłkarzy.
To jednak nie koniec bandyckich zachowań na stadionie przy al. Piłsudskiego.
Jeden z chuliganów kopnął obserwatora PZPN i zabrał mu pieniądze.
Całe szczęście, że na trybunach nie było ani jednego kibica drużyny
przyjezdnej. Strach pomyśleć do jakiej wówczas mogłoby dojść tragedii.
---------
90minut.pl
Pieknie - ciekawe czemu w lodzkich gazetach o tym nie napisali ;-)