Dodaj do ulubionych

Komsomolcy Putina

11.08.05, 11:56
wiadomosci.onet.pl/1241183,2678,kioskart.html
Jest na Onecie taki art. wklejam poniżej, powyżej link

Komsomolcy Putina

Tworzenie narodowej elity

Bieg przełajowy, wykłady o prowadzeniu masowych akcji, ćwiczenia na siłowni i
dyskusja o upadku kultury zachodniej. Nad pięknym jeziorem Seliger
młodzieżówka prezydenta Putina ćwiczy scenariusz przejęcia władzy w Rosji.
O siódmej rano grzmi z głośników rosyjski hymn (czyli dawny radziecki) i obóz
budzi się do życia. 3 tys. młodych ludzi wychodzi z namiotów. Nie wolno
przeklinać, nie wolno pić alkoholu (tylko herbatę i kompot owocowy). Zbiórka
oddziałami i sekcjami. Wszyscy ruszają na poranny bieg przełajowy. Mężczyźni
biegną 5 km, dziewczęta tak długo, jak mogą. „Przyszła elita rządząca musi być
zdrowa” – tłumaczy jeden z organizatorów.

Tyle że znaczna część biegnących skończyła zaprawę zaraz za bramą i szybciutko
wróciła do namiotów. Inni jeszcze wieczorem zgłosili się do lekarzy i dostali
zwolnienie: z powodu przeziębienia, podwyższonego ciśnienia lub pogryzienia
przez komary. Ale pięciu „komisarzy” (takie tytuły noszą przywódcy), w tym
najważniejszy Wasilij Jakiemienko – były pracownik administracji prezydenta
Rosji – prze codziennie przez las, nie zważając na zmęczenie. W otoczeniu
niewielkiej grupy najwierniejszych.

W obozie nad Seligerem (300 km na północ od Moskwy) Jakiemienko zebrał 3 tys.
swoich współpracowników z prawie całego kraju. Jeszcze wiosną kremlowski
aparatczyk stał na czele młodzieżowej, proputinowskiej organizacji Idący
Razem. W ciągu trzech lat niemrawej działalności zasłynęli jedynie akcją
przeciw popularnemu rosyjskiemu pisarzowi postmoderniście Władimirowi
Sorokinowi. Oskarżyli go o szerzenie pornografii i „zachodniej zgnilizny”. Na
happeningu pod pomnikiem Marksa w Moskwie wrzucali jego książki do specjalnie
przyniesionego sedesu.

Na początku roku Kreml ciężko przeżywał klęskę na Ukrainie. Wśród rosyjskiej
elity panowało przekonanie, że Rosja będzie kolejnym państwem, w którym
wybuchnie „kolorowa” rewolucja. W nomenklaturze Kremla były to „zamieszki
sponsorowane przez Zachód”. W atmosferze histerii usiłowano znaleźć sposób na
zwalczenie „rewolucyjnej zarazy”. Wypadki w Gruzji i na Ukrainie pokazały, że
w chwilach dużych społecznych napięć rządzący nie mogą liczyć na wojsko,
milicję i różnorakie „oddziały specjalne”. Służący w nich po prostu odmawiają
strzelania do bezbronnych tłumów. Eksperci pracujący dla Kremla (zwani w Rosji
„polittechnologami”wink próbowali wymyślić jakąś siłę, która byłaby w stanie
pokonać ewentualną rewolucję. Wymyślili.

„Brakuje wam brutalności. Musicie być gotowi do rozpędzania faszystowskich
demonstracji i fizycznej konfrontacji z próbami antykonstytucyjnego puczu” –
tłumaczył obozowiczom nad Seligerem Gleb Pawłowski, jeden z zaproszonych
„polittechnologów”. Pawłowski popadł na Kremlu w straszną niełaskę z powodu
Ukrainy. Był jednym z głównych pomysłodawców rosyjskiego zaangażowania nad
Dnieprem. Po zwycięstwie pomarańczowej rewolucji Pawłowski musiał na kilka
miesięcy wyjechać za granicę, by zejść z oczu rozwścieczonym urzędnikom
administracji prezydenckiej. Powrócił na seligerski obóz, gdzie próbuje się
zrehabilitować przed władzami i naukowo udowadnia konieczność używania siły
przeciwko ewentualnym manifestacjom.

Na Kremlu wymyślono bowiem, że „kolorową” rewolucję (w której nadejście w
Rosji zdaje się wierzą wszyscy współpracownicy Putina) należy zwalczać
rewolucyjnymi metodami. Ponieważ w Gruzji i na Ukrainie siłą napędową wydarzeń
były organizacje młodzieżowe, postanowiono stworzyć w Rosji własną organizację
młodzieżową, której członkowie potrafiliby samodzielnie prowadzić „akcje
masowe”, propagandę antyrewolucyjną, a w razie czego byliby zdolni nawet do
„fizycznej konfrontacji”. Powstało coś w rodzaju hybrydy carskiej Czarnej
Sotni z komunistycznym Komsomołem, czyli Młodzieżowa Demokratyczna
Antyfaszystowska Organizacja „Nasi”.

Organizacja jeszcze nie zaczęła na dobre działać, a już wybuchły pierwsze
skandale. Dziennikarze wykryli, że „Naszymi” są również zwarte ekipy
największych rosyjskich zadymiarzy: kibiców moskiewskiego Spartaka i Dynama.
Poza zwykłymi, chuligańskimi bijatykami obie „drużyny” kilkakrotnie brały
udział w antyamerykańskich i antyzachodnich manifestacjach pod ambasadą USA.
Nigdy nie udało się ustalić, kto ich tam ściągnął i dlaczego zgodzili się
uczestniczyć w politycznych manifestacjach.

W dodatku Jakiemienko publicznie zaprosił do Naszych moskiewskich skinów. –
Powinni przyjechać na nasz obóz i zobaczyć, że można tu się rozwijać –
powiedział. – Czegoś tu jest za dużo: albo skinów, albo przymiotników w nazwie
organizacji – skomentował to jeden ze stołecznych dziennikarzy.
Ale Kreml nie widzi żadnych problemów lingwistycznych. W obowiązującej w Rosji
nowomowie słowo „faszystowski” odnosi się wyłącznie do antyrządowych ruchów
społecznych w krajach dawnego ZSRR albo manifestantów obalających władzę w
Kijowie i Tbilisi. Nie odnosi się natomiast do skinów (oskarżanych o pobicie
m.in. dwóch moskiewskich rabinów w pobliżu synagogi na Mariny Roszczy) czy też
deputowanych Dumy domagających się delegalizacji żydowskich organizacji
religijnych. Nie jest to żaden dowcip, tylko opis języka rosyjskiej propagandy
używanego na co dzień przez polityków i obowiązującego w telewizji.

Za prezydentury Putina „demokratyczny” również nabrał nowego znaczenia. Już w
czasie pierwszej kadencji prezydenckiej politolodzy związani z władzami
wylansowali tezę o najodpowiedniejszym ustroju dla Rosji – „demokracji
sterowanej”. Ten dziwny pomysł oznacza dominację władzy wykonawczej nad
wszystkimi innymi, czyli – w oficjalnym slangu – „koniec anarchii okresu
Jelcyna”. Dominacja władzy wykonawczej (i jednopartyjnej) powoduje pewną
niedogodność: brak nowych ludzi w polityce. Ponieważ trudno wyobrazić sobie w
XXI wieku dynastyczne dziedziczenie wybieralnych stanowisk, Kreml stanął przed
nierozwiązywalnym zadaniem: co zrobić z naturalną i konieczną w demokracji
wymianą elit? Również ten problem chcą rozwiązać „Nasi”.

„Przychodźcie jak najprędzej – oddamy wam kraj – obiecywał nad Seligerem
zastępca szefa prezydenckiej administracji Władisław Surkow – Będziemy
tworzyli, wychowywali narodową elitę”.

Obozowicze nie ukrywali swych ambicji przed dziennikarzami, których na jeden
dzień wpuszczono nad Seliger. „Nasi” mają już wkrótce objąć stanowiska w
administracji regionalnej i centralnej. Do tego właśnie szkoleni są nad
jeziorem. Po zakończeniu obozu zostaną studentami Moskiew-

skiego Instytutu Zarządzania stworzonego przez Kreml na wzór dawnych szkół dla
aktywu partyjnego. Władza nie przejdzie w ręce byle kogo, tylko naszych „Naszych”.

Nim zasiądą w rządowych fotelach, muszą jednak odpłacić się za okazane im
zaufanie. Pawłowski zapowiada, że już jesienią może dojść w Moskwie do
„faszystowskich rozruchów” i „zamachów na konstytucję” przy okazji wyborów do
rady miejskiej Moskwy. Nie wiadomo, skąd „polittechnolog” czerpie swą pewność.
Ale może to oznaczać, że już jesienią „Nasi” przejdą chrzest bojowy w
pogromach na ulicach rosyjskiej stolicy. Tylko z kim będą walczyć?

Mimo materialnych zachęt nie wszyscy mają ochotę przelewać krew swoją lub
cudzą. Codziennie z obozu odchodziło co najmniej 10 osób zniechęconych
dyscypliną i nudą obowiązkowych zajęć. – W upalny dzień pobiegliśmy z kolegą
do jeziora. Kiedy wbiegliśmy do wody, kolega wrzasnął z zach
Obserwuj wątek
    • fanta-girl stronka o Putinie 19.09.05, 14:11
      Raz na jakiś czas taki temat nam powstaje.

      mi wlasnie meilem podeslano linka:

      z takim obrazkiem:
      fotkidziwne.blox.pl/resource/putin.jpg
      I tak doszłam do:
      www.vladimirvladimirovich.com/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka