Dodaj do ulubionych

DOROŚLI I DZIECI W OŚWIĘCIMIU

25.01.05, 17:03
DOROŚLI I DZIECI W OŚWIĘCIMIU

"Jeżeli objąć myślą ogrom przyśpieszonej śmierci, jakiej miejscem
- niezależnie od działań wojennych - stały się tereny Polski, to obok zgrozy
najsilniejszym uczuciem, jakiego doświadczamy, jest zdziwienie. Uduszono i
spalono te nieprzebrane masy ludzkie w trybie najstaranniej przemyślanej,
zracjonalizowanej, sprawnej i udoskonalonej organizacji. Nie wyrzekano się
przy tym sposobów bardziej dowolnych, amatorskich, odpowiadających
upodobaniom
indywidualnym. Nie dziesiątki tysięcy i nie setki tysięcy, ale miliony
istnień człowieczych uległy przeróbce na surowiec i towar w polskich obozach
śmierci.
Oprócz szeroko znanych miejscowości, jak Majdanek, Oświęcim, Brzezinki,
Treblinka, raz po raz odkrywamy nowe, mniej głośne. Ukryte pośród lasów i
zielonych wzgórz, nieraz z dala od torów kolejowych, pozwały na rozwinięcie
systemów jeszcze bardziej uproszczonych i oszczędnych. Tak znaleziono całe
złoża umarłych, zagrzebane w Tuszynku i Wiączynie pod Łodzią. Tak wystarczył
jeden stary pałac w Chełmnie, położony na wzgórzu, z przepięknym widokiem na
rozkołysany trawami i zbożami krajobraz, jeden na pół zrujnowany spichrz,
jedna
w pobliżu rozległa, ściśle oparkaniona parcela młodego sosnowego lasu, by
osiągnąć cyfrę ofiar sięgającą miliona. Wystarczył mały czerwony budynek z
cegły obok Instytutu Anatomicznego we Wrzeszczu pod Gdańskiem, by z ludzi
zamordowanych wytapiać tłuszcz na mydło, a skórę ich garbować na pergamin.
Żydom aresztowanym we Włoszech, w Holandii, w Norwegii i w Czechosłowacji
Niemcy obiecywali doskonałe warunki pracy w obozach Polski, uczonym
zapewniano
stanowiska w instytutach badań naukowych. Pewnej grupie Żydów darowano na
własność bogate polskie miasto przemysłowe Łódź. Przy tym zalecano im, by
zabierali ze sobą tylko rzeczy najcenniejsze. Gdy transport więźniów
przybywał
na miejsce przeznaczenia, ludzie wysiadali z wagonów na jedną stronę toru,
walizki zaś zrzucano w wielkie stosy po stronie przeciwnej. Ponadto w blokach
mieszkalnych kazano im się wszystkim rozbierać przed wejściem do łazienki i
ubrania starannie złożyć. Gdy stamtąd wyszli, nikt z nich ubrania swego nie
odnalazł. Jednych wpędzono prawie nagich do komory gazowej lub do
hermetycznych
samochodów, w których podczas jazdy do krematorium dusili się gazem
spalinowym.
Inni otrzymywali w zamian łachmany w których prowadzeni byli do pracy. Jak w
innych obozach, i w Oświęcimiu gromadziły się całe składy ubrań wełnianych,
obuwia, kosztowności, przedmiotów osobistego użytku. Naładowane towarem
pociągi
odchodziły do Rzeszy. Brylanty zdemontowanych pierścieni wywożono w
zakorkowanych butelkach. Wagonami szły całe skrzynie okularów, zegarki,
puderniczki, szczoteczki do zębów - wszystko miało swoją wartość.
Utylizowanie
spalonych kości na nawóz, tłuszczu na mydło, skóry na wyroby skórzane, włosów
na materace - to był już tylko produkt uboczny tego olbrzymiego
przedsiębiorstwa państwowego, przynoszącego w ciągu lat nieobliczalne
dochody.
Ta stała dywidenda płynęła z ludzkiej męczarni i z ludzkiego przerażenia, a
także z ludzkiego upodlenia i zbrodni, i stanowiła istotną ekonomiczną rację
całej imprezy obozów. Ideologiczny postulat wytracenia ras i narodów służył
temu celowi, stanowił jego usprawiedliwienie. Od więźniów, powracających
teraz
do Polski z obozów niemieckich, z Dachau, z Oranienburga, dowiadujemy się
nowych szczegółów, które uzupełniają naszą wiedzę o faktycznym stanie rzeczy.
Okazuje się, że w Rzeszy całe zastępy specjalistów zajmowały się rozpruwaniem
ubrań i obuwia zwożonego z obozów polskich do centrali. W szwach odzienia, w
podeszwach i pod obcasami trzewików znajdowali oni mnóstwo zaszytych złotych
monet. Nie darmo po śmierci Himmlera odkryto schowane w jego siedzibie pod
Berchtesgaden setki tysięcy funtów szterlingów w dewizach dwudziestu sześciu
państw. Przy zapoznaniu się z niezwykłym zjawiskiem Oświęcimia - zarówno na
zasadzie materiału, który przyniosły zeznania świadków, jak przy naocznych
oględzinach miejsca dramatu - uderza fakt bardzo celowego przystosowania
systemu i urządzeń tego obozu do zadania mającego charakter dwojaki:
polityczny
i ekonomiczny, można by rzec - idealny i praktyczny. Zadaniem politycznym
było
uwolnienie pewnych terenów od ich mieszkańców, by terenami tymi wraz z ich
naturalnym i kulturalnym bogactwem niepodzielnie zawładnąć. Zadaniem
ekonomicznym było, aby samo przeprowadzenie tego zamierzenia nie tylko nie
przyniosło uszczerbku, nie powodowało żadnych kosztów, ale na odwrót: aby
stało
się zarazem źródłem, z którego można ciągnąć zyski - po pierwsze w postaci
wykonanej przez więźniów pracy dla fabryk przemysłu wojennego, po drugie w
naturze, to jest majątki zagarniętym po zmarłych. Tak zamyślona i
zrealizowana
impreza była dziełem ludzi. Oni byli jej wykonawcami i jej przedmiotem.
Ludzie
ludziom zgotowali ten los. Jacyż byli ci ludzie? Przed Komisją Badania
Zbrodni
Niemieckich przesunął się szereg byłych więźniów obozu, ocalałych od śmierci
wbrew wszelkiej nadziei. Byli między nimi ludzie nauki, politycy, lekarze,
profesorowie, stanowiący chlubę swoich narodów. Każdy ocalał jeden spośród
swoich najbliższych, każdy dowiedział się o śmierci swoich rodziców, swej
żony
albo dzieci. Ocaleli, wcale na to nie licząc. Doktor Mansfeld, profesor
uniwersytetu w Budapeszcie, powiedział: "Tylko dlatego mogłem to przeżyć, że
ani przez chwilę nie wierzyłem w ocalenie. Gdybym oddawał się złudzeniom, nie
miałbym tego moralnego spokoju, który zachował mnie przy życiu". Zadaniem
tych
ludzi w obozie było niesienie pomocy innym wówczas, gdy sami co dnia ocierali
się o śmierć, gdy na równi z innymi podlegali wszelkim odmianom udręczenia.
Jako lekarze byli Niemcom potrzebni w obozie, to dawało im pewne możliwości
ratowania ich ofiar. Tak, doktor Grabczyński, z Krakowa, objąwszy blok Nr 22,
miejsce mordu i postrach kierowanych tam na "wykończenie" chorych,
przeobraził
go w szpital prawdziwy. Nie tylko otoczył ich opieką jako lekarz, nie tylko
wyjednał dla nich lekarstwa i środki opatrunkowe, ale podstępem bronił ciężko
chorych od zagazowania, ratował ich życie, zapewniając, źe w ciągu pięciu dni
będą zdrowi. Ale i ci, którzy własnymi rękami wykonywali ten precyzyjny plan
mordu i grabieży, byli także ludźmi. I ludźmi byli ci, którzy rozszerzali
ramy
rozkazów, którzy mordowali ponad przepisaną normę z amatorstwa. Ze świetnych
pod względem plastyki zeznań posła Mayera, który dwanaście lat swego życia
spędził w obozach niemieckich, mamy pojęcie, jak wyglądali oprawcy z
Oświęcimia. Największym zbrodniarzem w obozie był August Glass, krępy i
muskularny, przechadzający się co dnia po blokach kolebiącym się krokiem
atlety. Ten upatrzone ofiary bił w nerki w ten sposób, żeby nie zostawić
śladów, a śmierć następowała po trzech dniach. Inny stawiał stopę na gardle
człowieka i miażdżył mu krtań swym ciężarem. Inny zanurzał głowę więźnia w
kadzi, tak długo ją trzymając, póki nieszczęsny się nie udusił. Jeden z
najbardziej krwiożerczych blokowych, zawodowy złoczyńca, był bardzo
wymagający
przy apelu i za niedokładne wyczyszczenie ubrania lub butów uderzał gumą,
zakończoną ołowiem, po głowie tak celnie, że na miejscu zabijał. Zależało mu
na
tym, by mieć na dzień piętnastu zabitych. Jeszcze inny, wysoki na dwa metry,
o
długim nosie, długiej twarzy i wąskich oczach, z poruszającą się na szyi
grdyką, z bardzo długimi rękami
- codziennie tymi rękami dusił przed śniadaniem kilku więźniów, wybierając
ich
sobie na oko w różnych blokach podczas porannej przechadzki. Niewątpliwie
byli
to ludzie, którzy mogli to robić, ale robić tego nie musieli."
Obserwuj wątek
    • Gość: MDS czy aby na pewno? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 25.01.05, 20:05
      > Wystarczył mały czerwony budynek z
      > cegły obok Instytutu Anatomicznego we Wrzeszczu pod Gdańskiem, by z ludzi
      > zamordowanych wytapiać tłuszcz na mydło, a skórę ich garbować na pergamin.

      czy aby na pewno?
      • henry.morgenthau_jr.jr Ten budynek stoi do dnia dzisiejszego ... 25.01.05, 23:33
        Gość portalu: MDS napisał(a):

        > > Wystarczył mały czerwony budynek z
        > > cegły obok Instytutu Anatomicznego we Wrzeszczu pod Gdańskiem, by z ludzi
        > > zamordowanych wytapiać tłuszcz na mydło, a skórę ich garbować na pergamin
        > .
        >


        > czy aby na pewno?


        Ten budynek stoi do dnia dzisiejszego na terenie Politechniki w Gdańsku
        Wrzeszczu. Niestety to straszna i przygnębiajaca prawda ...


        Bye !
        Against fascism !
        HENRY MORGENTHAU jr. jr.
        • Gość: MDS Re: Ten budynek stoi do dnia dzisiejszego ... IP: *.dip0.t-ipconnect.de 26.01.05, 00:25
          > Ten budynek stoi do dnia dzisiejszego na terenie Politechniki w Gdańsku
          > Wrzeszczu. Niestety to straszna i przygnębiajaca prawda ...

          taaak!... taka przygnebiajaca prawda, ze budynki obywateli Niemiec zostaly
          bezprawnie przejete przez Polakow- tak jak we wrzeszczu!

          PS:
          a cco z ta skora i mydlem?
          • piast1025 Re: Ten budynek stoi do dnia dzisiejszego ... 26.01.05, 08:26

            ...potomek obozowych katów się odezwał! A wmawiają nam Polakom, że to już
            przeszłość... ;-D
            • Gość: mds Re: Ten budynek stoi do dnia dzisiejszego ... IP: *.dip0.t-ipconnect.de 26.01.05, 10:24
              co z tym mydlem i pergaminem? czyzbys polskiego nie rozumial?
              • henry.morgenthau_jr.jr Instytut Anatomiczny we Wrzeszczu 26.01.05, 10:40
                O Instytucie i o pracy w nim wypowiada sie 19- sto letni zgermanizowany
                Gdanszczanin, który pracował przy selekcji trupów. Prace w Instytucie
                przebiegały wedlug ścisle okreslonej receptury: oddzielano skórę od mięsa
                ludzkiego oraz tłuszczuz którego wyrabiano mydło. Z kościotrupów robiono
                rekwizyty, ze skóry różne materiały a włosami wypychano materace. W oddzielnych
                kadziach byly głowy, torsy oraz kończyny. Najsmutniejszym jednak faktem, jest
                wypowiedz młodego Gdańszczanina, który stwierdził, iż \" W Niemczech, można
                powiedziec, ludzie umieją coś zrobic z niczego\". Tym czyms byly materace,
                mydlo, pergamin, preparaty ..."


                Bye !
                Against fascism !
                HENRY MORGENTHAU jr. jr.
                • henry.morgenthau_jr.jr Ludzkie mydło 26.01.05, 10:50
                  Ludzkie mydło

                  -----------------------------
                • henry.morgenthau_jr.jr Ludzkie mydło (vol. 2) 26.01.05, 10:54
                  Powyższy napis jest wielce kurtuazyjny wobec sąsiedniego narodu. Jeśli
                  dzisiejsi Niemcy chcą zmiany napisu, to całkowicie popieram tę inicjatywę, ale
                  z pewnymi modyfikacjami...
                  Do robotników na Wybrzeżu strzelali nie polscy komuniści, ale Polacy.
                  Wietnamskie wioski były pacyfikowane nie przez amerykańskich kapitalistów, ale
                  przez Amerykanów. Miliony Żydów wymordowali nie niemieccy faszyści, ale Niemcy.
                  Owi Niemcy byli w większości ochrzczeni, chodzili do kościołów i
                  wychowywali swe dzieci w wierze do Boga.
                  W szeregu słowników można spotkać słowo fabrykacja, ale nie w Słowniku
                  wyrazów obcych (Kopaliński, 2000); tamże jest fabrykat oraz... Internet. Stare
                  słowa są zapominane, powstają nowe... Inny słownik języka polskiego (PWN 2000)
                  ma jedynie fabrykować, które zresztą uznano za przestarzałe (tamże - jeśli ktoś
                  fabrykuje jakieś rzeczy, to je produkuje, zwykle w dużych ilościach).
                  Zatem nowy napis powinien być wygrawerowany na kształt -

                  W tym gmachu Niemcy, nasi zachodni bracia, w większości chrześcijanie,
                  podczas drugiej wojny światowej popełnili zbrodnię przeciwko ludzkości używając
                  zwłok więźniów obozu koncentracyjnego Stutthof jako surowca do wytwarzania
                  mydła.

                  W odwecie można przymocować do elewacji budynku przy Wiejskiej -

                  W tym gmachu Polacy, nasi wschodni bracia, w większości chrześcijanie, u
                  progu trzeciego tysiąclecia popełniają zbrodnię przeciwko ludzkości
                  ustanawiając prawo zwiększające śmiertelność swych współplemieńców.

                  Wysłano 27 marca 2002 do szeregu redakcji, Sejmu oraz Prezydenta RP.



                  www.mirnal.neostrada.pl/mydlo.html

                  Bye !
                  Against fascism !
                  HENRY MORGENTHAU jr. jr.
          • Gość: mysl7 Re: Ten budynek stoi do dnia dzisiejszego ... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 26.01.05, 10:45
            Gość portalu: MDS napisał(a):

            > taaak!... taka przygnebiajaca prawda, ze budynki obywateli Niemiec zostaly
            > bezprawnie przejete przez Polakow- tak jak we wrzeszczu!

            Gdansk nie byl niemiecki nawet przed wojna. :)
            • Gość: Element Re: Ten budynek stoi do dnia dzisiejszego ... IP: *.kdvz.de / *.kdvz-hellweg-sauerland.de 26.01.05, 11:20
              Gość portalu: mysl7 napisał(a):
              > Gdansk nie byl niemiecki nawet przed wojna. :)
              a co, moze turecki ?
              • piast1025 Re: Ten budynek stoi do dnia dzisiejszego ... 26.01.05, 11:22

                ...a o Wolnym Mieście słyszałeś kiedyś ELEMETarny ignorancie?
                • henry.morgenthau_jr.jr Szwajcaria i nawet Liechtenstein są niemieckie :) 26.01.05, 11:32
                  piast1025 napisał:

                  >
                  > ...a o Wolnym Mieście słyszałeś kiedyś ELEMETarny ignorancie?


                  He he ... dla takiego ELEMENTarnego ignoranta to i Szwajcaria i nawet
                  Liechtenstein są niemieckie :)


                  Bye !
                  Against fascism !
                  HENRY MORGENTHAU jr. jr.
                  • piast1025 Re: Szwajcaria i nawet Liechtenstein są niemiecki 26.01.05, 11:35

                    ...he,he,he - no i Ibiza i Majorka też są pewnie niemieckie ;-D

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka