tow.stalin
10.06.05, 07:54
tekst z dziennika zachodniego:
Metropolia Katowice?
Piątek, 10 czerwca 2005r.
Gdyby Siemianowice, Świętochłowice oraz Chorzów-Batory, śląskie obszary o
bardzo dużym bezrobociu i z marnymi perspektywami na przyszłość, przyłączyć do
Katowic, powstałby blisko półmilionowy organizm miejski, który mógłby być
prawdziwym sercem naszego regionu i poważnym partnerem dla Warszawy, Krakowa
Poznania czy Wrocławia. Takie wielkie miasto miałoby też zdecydowanie
łatwiejszy dostęp do funduszy europejskich. Ta nasza propozycja na razie
oburza świętochłowiczan i siemianowiczan, a zawłaszcza samorządowe elity tych
miast, ale doskonale broni się w konfrontacji na argumenty.
320-tysięczne Katowice są zbyt małe, aby w skali kraju mogły być poważnie
traktowane. Pozostaną niewyróżniającym się miastem położonym w sercu wielkiej
aglomeracji, stolicą administracyjną bez wyrazu, obszarem administracyjnym
tylko nieznacznie większym od Gliwic czy Sosnowca. Już dzisiaj gołym okiem
widać, że przez prowinicjonalizację Katowic na znaczeniu traci całe
województwo. Wielkie firmy, światowe czy europejskie, coraz częściej stąd
uciekają, przenosząc się do Warszawy lub, co gorsza, za granicę – do czeskiej
Ostrawy. W ślad za nimi w poszukiwaniu chleba nasz region opuszczają
najzdolniejsi młodzi ludzie, bo dla specjalistów wysokiej klasy nie ma u nas
ani pracy ani pieniędzy. Tymczasem sąsiadujące z Katowicami Siemianowice czy
Świętochłowice ledwie dyszą, borykając się z bezrobociem i brakiem pieniędzy.
– Niewątpliwie takie wielkie, półmilione miasto miałoby o wiele szerszy i
większy dostęp do unijnych środków pomocowych niż dzisiejsze Katowice,
Siemianowice i Świętochłowice razem wzięte – mówi Jan Olbrycht, eurodeputowany
i były marszałek województwa śląskiego.
Śląscy samorządowcy zgadzają się z naszą tezą, ale mają inny pomysł:
zbudowanie na obszarze od Dąbrowy Górniczej do Gliwic konurbacji (czyli
zespołu równorzędnych miast o wspólnej sieci komunikacyjnej) pod nazwą
„Katowice”, zarządzanej przez nadburmistrza, ale z zachowaniem tożsamości i
odrębności dziś istniejących miast. Wadą ich propozycji jest jednak to, że nie
ma rozwiązań ustawowych pozwalających na stworzenie takiego organizmu.
Aglomeracja górnośląska, obszar o największym zaludnieniu w kraju i ogromnym
potencjale, z powodu fatalnej struktury administracyjnej i braku silnego
centrum administracyjnego, naukowego, gospodarczego i kulturalnego, rozwija
się w ostatnich latach zdecydowanie słabiej niż Wrocław, Poznań czy Gdańsk. O
dogonieniu Krakowa czy Warszawy nawet nie mamy co marzyć. Jeśli w krótkim
czasie nie dojdzie do poważnego przełomu w tej sprawie, koło nosa mogą przejść
nam miliony euro ze środków pomocowych Unii Europejskiej.
Wyjścia są dwa – możemy, trochę sztucznie, powiększyć o sąsiadujące miasta
Katowice i uczynić z nich przeszło półmilionową stolicę regionu z prawdziwego
zdarzenia, albo zmusić Sejm do uchwalenia ustawy, która pozwoliłaby
równomiernie rozwijać się wszystkim miastom. W tej chwili dynamicznie
rozwijają się Katowice i Gliwice oraz – z mniejszych miast – Tychy, a reszta
coraz bardziej odstaje od czołówki. Takie miasta jak Świętochłowice, Ruda
Śląska, Zabrze, Siemianowice coraz bardziej odstają od średniej krajowej.
Samorządy wielu miast są bardzo słabe i nie mają pomysłu na rozwój. Mogą
jedynie liczyć na środki pomocowe z UE, ale 70-80-tysięczne miasta mają
ograniczenia w pozyskiwaniu tych pieniędzy.
Inercję molochowatego regionu widać było wyraźnie ostatnio co najmniej dwa
razy – przy okazji problemów z finansowaniem Wojewódzkiego Parku Kultury i
Wypoczynku oraz przy organizacji komunikacji ponadlokalnej. WPKiW, dzięki
konsekwencji marszałka Michała Czarskiego, jakimś cudem jeszcze funkcjonuje,
ale o rozwoju nie ma co marzyć.
W tej sytuacji my, mieszkańcy województwa śląskiego, powinniśmy żądać od
śląskich posłów, aby niezwłocznie wypracowali projekt ustawy aglomeracyjnej,
która otwiera zupełnie inne pole działania. Modele ustawy mogą być dwa –
właśnie aglomeracyjny z silnymi, wielkimi Katowicami, do których można by
przyłączyć Siemianowice oraz Świętochłowce, albo konurbacyjny, czyli
stworzenie partnerskiego związku miast od Dąbrowy Górniczej po Gliwice, pod
nazwą „Katowice”. Wówczas – podobnie jak w niemieckiej Nadrenii
Północnej-Westfalii takim obszarem zawiadywałby „nadprezydent”, wybierany w
bezpośrednich wyborach samorządowych. Prezydenci śląskich miast musieliby
zrzec się na jego rzecz całego szeregu kompetencji, oddając w jego ręce
utrzymanie komunikacji, dróg, infrastruktury wodociągowej i kanalizacyjnej,
która w wielu naszych miastach jest wspólna, a przez to bardzo trudna do
zarządzania.
Powstanie takiej konurbacji z 2,8 miliona mieszkańców nie odbierałoby
tożsamości poszczególnym miastom, a z drugiej strony spowodowałoby, że
stalibyśmy się równorzędnym partnerem nie tylko dla Warszawy, ale też dla
takich miast jak Wiedeń, Hamburg czy Paryż.
--------------------------------------------------------------------------------
Plusy i minusy
Beneficja płynące z utworzenia Katowic połączonych z Siemianowicami i
Świętochłowicami:
Półmilionowy organizm miejski będzie miał dostęp do zdecydowanie większych
funduszy europejskich.
Obszary Świętochłowic i Siemianowic, miast o największej stopie bezrobocia w
aglomeracji, będą mogły łatwiej pozyskać inwestorów.
W województwie powstanie stolica, która będzie spełniała rolę metropolii.
Wspólna infrastruktura, która i tak istnieje, będzie zdecydowanie łatwiejsza
do zarządzania.
Minusy połączenia:
Opór elit Świętochłowic i Siemianowic, bo stracą one swoją podmiotowość.
Ogromny teren miasta będzie trudny do spójnego ogarnięcia.
Problemy proceduralne i prawne związane z podjęciem takiej decyzji.
Nowe Katowice w liczbach
Katowice – 330 tysięcy mieszkańców
Siemianowice – 75 tysięcy
Chorzów Batory z przyległościami – 20 tysięcy mieszkańców
w sumie 483 tysiące mieszkańców
Głową w piasek
W ciągu trzech minonych dni, przez służby prasowe katowickiego magistratu,
usiłowaliśmy skontaktować się w tej sprawie z prezydentem Katowic Piotrem
Uszokiem. Niestety, z niewiadomych powodów, nie chciał na ten temat z nami
rozmawiać, choć od kilku polityków wiemy, że pomysł inkorporowania
Świętochłowic i Siemianowic jest mu już doskonale znany. Dlaczego prezydent
Uszok chowa w tej sprawie głowę w piasek?