Gość: detritus
IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl
25.11.02, 13:36
Noc w areszcie - tak skończyła się dla dwóch mieszkańców Olsztyna próba
zwrócenia uwagi kierowcy, który utrudniał ruch na drodze. Mieli pecha, bo
okazał się on "urzędnikiem państwowym"
Przygoda - jak ze złego snu - zaczęła się dla olsztyniaków w miniony wtorek.
Dwaj koledzy - Sławomir B. i Marek K. - wybrali się swoimi autami do
Bartoszyc. Przed nimi - w tym samym kierunku - jechało seicento.
- Auto gwałtownie przyspieszało, by za chwilę hamować, blokując drogę nam i
innym kierowcom - opowiada pan Sławomir. - W końcu, kiedy kierowca zatrzymał
się na poboczu za Lidzbarkiem, powiedziałem mu, by przestał robić takie
rzeczy i pojechaliśmy dalej.
Seicento dogoniło ich w Bartoszycach. Kierowca przed światłami zajechał drogę
panu Sławomirowi i zatrzymał przejeżdżający obok radiowóz. Cała trójka w
asyście policji pojechała na komendę.
Kierowca seicento oznajmił policjantom, że jest "funkcjonariuszem państwowym"
i chroni go prawo, a obu olsztyniaków oskarżył o "groźby karalne". Zaznaczył
też, by jego skargę potraktować poważnie, bo "zna wysoko postawionego
generała".
- Początkowo traktowaliśmy to jak głupi dowcip - mówi Sławomir B. - Jednak
funkcjonariusze drogówki zaprowadzili nas do policjantów od spraw
kryminalnych. Tam pobrano od nas odciski palców, zabrano sznurowadła i
zamknięto w areszcie - mówi pan Marek. - Nawet nie zapytali nas o nazwiska.
Policjanci przeszukali też auta obu olsztyniaków, nie zapominając o
rozkręceniu tapicerki - sprawdzano "czy nie ma tam niebezpiecznych narzędzi".
Następnego dnia przedstawiono im zarzut groźby karalnej oraz stwarzania
zagrożenia przez "najeżdżanie na kierowcę seicento" i puszczono do domów.
Przedtem jednak musieli zapłacić 90 zł za odholowanie swoich aut na policyjny
parking.
- Przecież to skandal, żeby zamykać człowieka tylko za to, że ktoś poczuł się
urażony zwróconą mu uwagą - mówi pan Marek. - Policjantów nie interesowało,
że jestem po udarze mózgu i potrzebuję specjalnych lekarstw.
Zdaniem bartoszyckiej policji wszystko odbyło się zgodnie z przepisami. -
Kierowca seicento jest celnikiem, czyli urzędnikiem państwowym - twierdzi
Henryk Sołodki, rzecznik komendy w Bartoszycach. - Musimy więc zbadać, czy
ktoś mu rzeczywiście groził.
Sprawdziliśmy. Kierowca seicento, rzeczywiście jest zatrudniony w Izbie
Celnej. Z granicą nie ma jednak nic wspólnego. Jest bowiem... fachowcem od
BHP i kontroluje, czy w halach odpraw nie ma zbyt dużego stężenia spalin.
Obaj olsztyńscy kierowcy skierują skargę do komendanta na traktowanie ich
przez bartoszyckich policjantów.