Gość: gość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.07, 10:30 To miasto pod rżądami pana JCM.odbiera mażenia i w bardzo poważny sposób ogranicz możliwości samorealizacji. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: nepotyści po znajomości IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.08, 22:21 Do pracy przez znajomości? - Kraj - Ludzie kształcą się, zdobywają w pocie czoła wiedzę, wydają ciężkie pieniądze na studia, by potem przyjąć za to laur, jakim jest... siedzenie w domu. Ich miejsce zajmuje najczęściej kompletnie nieprzygotowana do zawodu córka, szwagier lub siostrzeniec dyrektora czy kierownika. Takie sytuacje są ustawione na długo wcześniej. Przecież miejsce dla "przyjaciela moich przyjaciół" lub syna musi być zawczasu zaklepane... Rozmawiam z pracownikiem pewnej uczelni na temat wolnych miejsc pracy w tej placówce. - Tam już wszystko dla wnuków nawet pozajmowane. Wszędzie, gdzie można wepchnąć swoich, to praca zaklepana trzy pokolenia do przodu - śmieje się. Inna rozmowa. Dziwię się, jakim cudem pewna osoba dostała pracę w jednym z wielkopolskich szpitali, i to na reprezentacyjnym stanowisku, kiedy z wykształcenia jest nauczycielem. Kolega podsumowuje: - Nie wiesz, że tam pracuje połowa jego rodziny? Nie wiedziałam. Także o tym, że można uczyć dzieci, kompletnie nie mając odpowiedniego wykształcenia. Że wystarczy mieć nazwisko, żeby "przeskoczyć" z dziennikarstwa do urzędu skarbowego. Że tylko znajomy cioci, brata czy chrzestnego może załatwić pracę za kilkutysięczną pensję. Może to wina wychowania, ale pamiętam wpajane przez rodziców: "ucz się, ucz, bo nauka to potęgi klucz". Realia odbiegają jednak trochę od tego idealnego obrazka. Nie zawsze zdobywanie wiedzy równa się dobrej pracy. Czy to wieś, miasteczko, czy metropolia, żeby znaleźć coś ciekawego bez znajomości, musisz mieć szczęście. - Bez protekcji nie masz najmniejszych szans na zdobycie pracy, nie mówiąc już o takich zjawiskach jak awans czy pozytywne referencje od szefa - opowiada Marta, pracownik rejestracji w ośrodku zdrowia, która zanim znalazła tę pracę, 3 lata była zarejestrowana jako bezrobotna. - Ludzie kształcą się, zdobywają w pocie czoła wiedzę, wydają ciężkie pieniądze na studia, by potem przyjąć za to laur, jakim jest... siedzenie w domu. Ich miejsce zajmuje najczęściej kompletnie nieprzygotowana do zawodu córka, szwagier lub siostrzeniec dyrektora czy kierownika. Takie sytuacje są ustawione na długo wcześniej. Przecież miejsce dla ",przyjaciela moich przyjaciół" lub syna musi być zawczasu zaklepane - dodaje. Dziedziczenie znajomości Protekcja, kolesiostwo czy archaicznie brzmiące kumoterstwo. Wydawałoby się, że są zawody, które potrafią się przed tym zjawiskiem uchronić. A jednak okazuje się, że nie zawsze. - Ostatnio w moim miejscu pracy dyrektor szkoły zatrudnił siostrzenicę uznanego posła, panią, która jeszcze do niedawna udzielała się na stanowisku pracownika warsztatowego w ZSZ - bulwersuje się znajomy nauczyciel. - I nagle błyskawiczne przekwalifikowanie. Oto pani D. niczym kameleon od września ubiegłego roku uczy historii. Przemilczmy jednak, w jak profesjonalny sposób to robi. Po chwili ciszy nauczyciel nie może milczeć i wymienia przykładowy "fakt" z lekcji "historycy": Chiny są wrogiem Polski odpowiedzialnym za wybuch I wojny światowej. Czy trzeba coś dodawać...? Ale luki w wiedzy to mało. Jak się okazuje, owa pani nie dość, że nagminnie spóźnia się na lekcje, i to po 20 minut, to jeszcze o tym, co ma do przekazania na lekcji, dowiaduje się z... podręcznika czytanego wspólnie z uczniami na lekcji. Nauczyciel dodaje: - Zachowuje się jak zwykły przechodzień, który po powrocie ze sklepu ze świeżymi bułeczkami poczuł kaprys poprowadzenia lekcji ot tak sobie... Tylko co z tego, skoro jej akurat wolno? To, że stanowiska rozchodzą się według linii pokrewieństwa, najdokładniej pokazują powtarzające się nazwiska. A jeśli nie, to żeby odkryć prawidłowości, wystarczy prześledzić drzewa genealogiczne. Najbardziej chyba widać to w naszej rodzimej polityce. Fakt, można odziedziczyć talent, ale w tej sferze działalności najczęściej dziedziczy się... znajomości. Przykładowy obrazek. Pewien urząd miasta ogłasza konkurs na objęcie jednego z pomniejszych stanowisk. - Wymagania mieli mizerne, to się zgłosiłem - mówi Marcin. - Papiery sprawdzałem pięć razy, podpytywałem nawet babkę, która je przyjmowała. Powiedziała, że wszystko OK. Marcin się bulwersuje, bo po miesiącu dokumenty zostały mu odesłane z krótką notką, że są niepełne. - Wiesz, co jest w tym najciekawsze? - pyta. - Był na nich napisany ołówkiem numer 20. A do konkursu przeszły tylko 3 osoby, nie dziwne? Szczególnie przy praktycznie żadnych wymaganiach. Marcin sprawdził: w tym czasie szukano pracowników tylko na to stanowisko. Kiedy zadzwonił, żeby dopytać się, dlaczego jego dokumenty odrzucono, nikt nie chciał z nim rozmawiać. Dopiero jakiś czas później dowiedział się, że to stanowisko pracy dostał bratanek jednego z miejskich decydentów. Rodzinny interes - Najgorsze jest to - dodaje Marta - że jeśli długo nie możesz znaleźć roboty, mimo że masz studia, to od razu przylepiają ci etykietkę ostatniego łamagi. Dziewczyna jest oburzona, bo zna to z własnego doświadczenia. Również nauczycielka, ale też absolwentka administracji, kilka lat spędziła na utrzymaniu rodziców. - Przez parę miesięcy zaraz po studiach mieszkałam w Warszawie i tam też nie udało mi się nic znaleźć - wspomina. - O, przepraszam: raz pracowałam w call center, tyle tylko, że praca była na zmiany, także w nocy. Dojeżdżałam przez pół miasta na jakieś peryferia, gdzie nawet wrony zawracają. Kiedy pewnego razu przyczepił się do niej jakiś podchmielony amant, powiedziała sobie dość. Wróciła do rodziców. Pracy szukała kilka dobrych lat. Znalazła dopiero rok temu. - Przez znajomości - dodaje. - Inaczej chyba by się nie udało. Historia Marty pokazuje drugą stronę medalu. Jeśli już mamy szansę załatwić komuś pracę, wybieramy kogoś, kogo znamy. Dlaczego przyjąć obcego, jeśli "swój" siedzi na bezrobociu? Potwierdza to znajomy przedsiębiorca. - Kiedy szukam do pracy kogoś bez żadnych konkretnych umiejętności, to naturalne, że zatrudniam kogoś z rodziny - mówi. - Inaczej jest ze specjalistą - tu decyduję się na sprawdzonego pracownika. Przyznaje jednak, że zdarzały mu się wpadki. Jak ta z siostrzenicą, która zamiast pracować, malowała paznokcie. - Przeniosłem ją na mniej eksponowane stanowisko - opowiada. - Oczywiście, że nie wyrzuciłem. Przecież to rodzina. Wolne stanowiska pracy wDodany przez Anonim (niezweryfikowany), czw., 10/16/2008 - 20:57 Wolne stanowiska pracy w Ośrodkach Rządowych Prezesa Rady Ministrów szczególnie te kierownicze i dyrektorskie (bardzo dobrze płatne za samo zajmowanie takiego ciepłego stołka) są rozdawane tylko dobrym znajomym często są to ludzie o bardzo niskich kwalifikacjach i bez wcześniejszego doświadczenia zawodowego w hotelarstwie. Warto przyjrzeć się temu bliżej bo ogłoszenia o takich wolnych etatach nie pojawiają się nigdzie na stronie Centrum Obsługi Kancelarii PreZesa rady Ministów, ani na stronie Ośrodki rządowe - BRAK ZAKŁADKI OFERTY PRACY. odpowiedz » » Odpowiedz W urzędach gmin, powiatach,Dodany przez Anonim (niezweryfikowany), czw., 10/16/2008 - 21:01 W urzędach gmin, powiatach, skarbowych jest tak samo tylko po znajomości. Wynik konkursu Znajoma Pani X kierowniczki referatu wykazała się największą wiedzą...............SMIECHU WARTE te konkursy są ustawione od początku. » Odpowiedz Byłam na rekrutacji wDodany przez Anonim (niezweryfikowany), czw., 10/16/2008 - 21:04 Byłam na rekrutacji w Urzędzie Marszałkowskim Warszawa potwierdzam pracę dostała dziewczyna po znajomości. Inni stracili tylko czas. Przeszkadzali i robili niepotrzebne zamieszanie swoją obecnością. A ta co dostała pracę nawet się nie stawiła bo godzina jej nie odpowiadała. Po co się miała fatygować jak i tak już sprawa była zaklepana. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: stara baba Re: po znajomości IP: *.ols.vectranet.pl 17.10.08, 14:26 Jak słyszę, ze u nas nie ma bezrobocia, to mi się gotuje ...... . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KOMA Re: U nas praca po znajomości IP: *.ols.vectranet.pl 18.10.08, 10:42 Ludziska nie wnerwiajta się to rzecz oczywista że synalkowie i córeczki decydentów mają załatwianą robotę wykształcenie oni zdechli by z głodu to niedorajdy tylko przykro nam normalnym ludziom patrzeć na nasze pociechy ale wiedzcie że są bardziej zaradne życiowo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Vincent Re: U nas praca po znajomości IP: *.olsztyn.mm.pl 18.10.08, 12:22 Niestety, trudno się z tym pogodzić, ale to prawda. Uczelnie, to zupełnie inna sprawa. To jest instytucja średniowieczna i panują tam takie obyczaje z dawnych czasów. Przed II wojną światową na Jagiellonce nazwiska obce pojawiały się tylko na zasadzie "wżenienia się" w "ród profesorski". Prof. Pigoń ("Z Kombornii w świat") jest wyjątkiem potwierdzającym regułę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kugelschwanz Re: U nas praca po znajomości IP: *.centertel.pl 29.05.09, 20:06 eurowybory.onet.pl/562,,artykul.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: U nas praca po znajomości IP: 195.117.187.* 29.05.09, 20:20 marzenia pisze się przez "rz" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: realista IV RP Re: U nas praca po znajomości IP: *.privacyfoundation.de 29.05.09, 21:02 Już niedługo. Po pierwsze, zakażemy marzeń. Po drugie, zrewolucjonizujemy ortografię. Odpowiedz Link Zgłoś