Gość: mark
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
12.07.08, 20:31
Zrobiłem sobie ostatnio spacerek przez las miejski do Wadągu i po usłyszeniu
wycia psów w schronisku zwierząt wspartych niedawnymi notatkami prasowymi,
naszły mnie takie refleksje:
- Czy trzymanie psa w czterech ścianach jest humanitarne?
- Czy ludzie mieszkający na osiedlach nie mają prawa do czystych chodników bez
psich kup?
- Czy wszyscy musimy płacić za utrzymywanie schroniska dla zwierząt tylko dla
tego, że nieodpowiedzialni właściciele pozbywają się psów w sposób karygodny?
- Czy przechodnie muszą być narażeni na pogryzienia przez psy i następstwa z
tym związane, ponieważ właściciele psów najwyraźniej kpią sobie z własnych
obowiązków i praw innych do bezpieczeństwa i spokoju?
- Czy psy muszą cierpieć z powodu nieodpowiedzialnego postępowania ich
właścicieli?
Pytań sporo i w naszych warunkach wydają się być całkowicie retoryczne. A czy
tak rzeczywiście musi być?
Są kraje (w tym takie stare liberalne demokracje jak choćby Wlk. Brytania), w
których nie wolno hodować psów ras uznanych za niebezpieczne. W Szkocji
NIGDZIE - ani w bloku ani w zamku.
W Kanadzie istnieje zakaz posiadania psów, kotów a nawet mniejszych zwierzątek
jak chomiki czy króliki w wynajmowanych mieszkaniach przede wszystkim ze
względu na szkody, jakie te robią – oraz smród, który po nich jest najbardziej
uciążliwy.
Bywa i tak ze nawet w kupionym na własność apartamencie albo "townhouse"
przepisy nie pozwalają na trzymanie psa czy kota. O tym się mówi z góry i
najwyżej takiego się nie kupuje.
W Stanach są bloki, w których jest całkowity zakaz trzymania
zwierząt (dotyczy to nie tylko wynajmujących, ale także i WŁASCICIELI
poszczególnych mieszkań).
W Niemczech jest podobnie. Tutaj również są osiedla, gdzie nie można trzymać
zwierząt lub... nawet dzieci!!! Ale każdy mieszka tam, gdzie chce. Natomiast
obowiązuje (wszędzie) zakaz posiadania szczękającego w domu psa - wiec.. psy
nie szczękają!!! :))
Proste, prawda?
Bardzo rzadko zdarza się też, by kogoś pies pogryzł. Jest to jest bardzo
kosztowna impreza ze względu na wysokość odszkodowań. Jeżeli wiec taki
przypadek ma miejsce, właśiciel psa jest na ogół lumpem lub na takim poziomie
jest traktowany.
Tak też jest w Unii i nie inaczej może być w Polsce, w tym także w Olsztynie.
Problem nie zasadza się jednak generalnie w przepisach, lecz kulturze danego
społeczeństwa. A ponieważ z tym jest bardzo różnie, a najczęściej w tym
wypadku bardzo źle (co niejednokrotnie wykazywały dyskusje na forum), można do
tego problemu podejść zupełnie inaczej i ja spokojnie.
Można przecież zacząć inicjatywę obywatelską, zebrać ileś tam podpisów - z
żądaniem do władz spółdzielni, by np. właściciele psów mogli chodzić z nimi
tylko w kagańcach, by musieli pod groźbą kary zbierać kupy itd...
Decyzje takie zawsze może może wydać:
- w blokach miejskich - miasto
- w blokach spółdzielczych - spółdzielnie
- w blokach prywatnych - właściciele.
Takie przepisy w większości miast i gmin istnieją już od dawna, tylko z
przestrzeganiem są jak zwykle kłopoty. Skoro jednak można było wprowadzić
kontrowersyjny przepis karania mandatem w wys. 500zł za brak włączonych
świateł, tym bardziej można ukarać mandatem 500 zł za nie sprzątniętą kupę czy
1000 zł za dużego psa bez kagańca i - jak się wydaje - prędko byłoby po
kłopocie. Przecież w samej straży miejskiej można przecież powołać specjalną
do tego celu sekcję, co przyniosło by znacznie większych korzyści społecznych,
niż funkcjonowanie całej straży dotychczas.
Co o tym sądzicie???
Zapraszam do dyskusji.