Gość: Bella
IP: *.punkt.pl
11.02.10, 19:16
W TV3 powtórzenie wywiadu red. Myczki z prof. S. Niecieją. W którymś
momencie pada sakramentalne pytanie: no tak, to mury, a co z ludźmi.
I Pan Rektor robi gładki unik, a Pan Redaktor na to pozwala. Szkoda.
Uderzyło mnie jednak coś innego: wspomnienie, że jeden z naszych
wybitnych astronomów, "Noblista niemal", stał się znany - w opinii
Pana Rektora - dopiero wtedy, gdy "został posądzony" o współpracę z
SB, podczas gdy wcześniej, tak "półgębkiem" tylko o nim wspominano,
jako o odkrywcy pierwszej planety poza Układem Słonecznym.
Wydaje mi się, że było akurat odwrotnie. Wiele przecież było rozgłosu
w związku z tym odkryciem, a nazwisko astronoma stało się powszechnie
znane. Później jednak wypłynęła sprawa współpracy - bezdyskusyjnej, o
ile pamiętam. I to o niej raczej mówiono "półgębkiem", a przynajmniej
szybko zamknięto dyskusję. No bo jak to - taki uczony, sława
międzynarodowa, i donosił na kolegów? Czy współpraca z SB w zamian za
ułatwienie kariery może być usprawiedliwiona późniejszymi
osiągnięciami naukowymi?
Że problem jest niezwykle ważny, to widać przecież i w dyskusjach na
forum GW.