Dodaj do ulubionych

mury (uniwersyteckie) i ludzie

IP: *.punkt.pl 11.02.10, 19:16
W TV3 powtórzenie wywiadu red. Myczki z prof. S. Niecieją. W którymś
momencie pada sakramentalne pytanie: no tak, to mury, a co z ludźmi.
I Pan Rektor robi gładki unik, a Pan Redaktor na to pozwala. Szkoda.
Uderzyło mnie jednak coś innego: wspomnienie, że jeden z naszych
wybitnych astronomów, "Noblista niemal", stał się znany - w opinii
Pana Rektora - dopiero wtedy, gdy "został posądzony" o współpracę z
SB, podczas gdy wcześniej, tak "półgębkiem" tylko o nim wspominano,
jako o odkrywcy pierwszej planety poza Układem Słonecznym.
Wydaje mi się, że było akurat odwrotnie. Wiele przecież było rozgłosu
w związku z tym odkryciem, a nazwisko astronoma stało się powszechnie
znane. Później jednak wypłynęła sprawa współpracy - bezdyskusyjnej, o
ile pamiętam. I to o niej raczej mówiono "półgębkiem", a przynajmniej
szybko zamknięto dyskusję. No bo jak to - taki uczony, sława
międzynarodowa, i donosił na kolegów? Czy współpraca z SB w zamian za
ułatwienie kariery może być usprawiedliwiona późniejszymi
osiągnięciami naukowymi?
Że problem jest niezwykle ważny, to widać przecież i w dyskusjach na
forum GW.
Obserwuj wątek
    • pamejudd Re: mury (uniwersyteckie) i ludzie 12.02.10, 12:52
      Zgodnie z zawodowym nawykiem odpowiem: to zalezy.

      Zalezy od rodzaju wspolpracy (dobrowolnosci, stopnia szkodliwosci, itp.) oraz od rodzaju ulatwien, jakie otrzymywano w zamian.


      Przyklad Wolszczana: nieszkodliwy jako agent, okazal sie wybitnym naukowcem (swoja droga, p. rektor jako "humanista" niekoniecznie musial go znac - nie od dzis wiadomo, ze "humanisci" z reguly maja alergie na wiedze).


      Przyklad K.*: donosiciel; jako pracownik akademicki zaslynal co najwyzej niedwuznacznymi zachowaniami w stosunku do studentek (podobnie zreszta jak naukowo - "zaslynal" wylacznie na szczeblu lokalnym).

      Mam wrazenie, ze jesli chodzi o kapital ludzki UO, glownym problemem i tak nie jest wspolpraca tego czy owego z SB, ale przede wszystkim - glupota i lenistwo intelektualne kadry (z pewnymi wyjatkami:) ). Przyczyna jest prosta - z tego miasta wyjezdzaja co zdolniejsi kandydaci na naukowcow, a z tych ktorzy zostaja dosc trudno jest sformowac plodne srodowisko badawcze. (Dobrym przykladem jest chyba psychologia UO). Z kolei bez chocby zalazkow tego "srodowiska" trudno liczyc na to, ze UO stanie sie kiedykolwiek dobrym uniwersytetem.




      *nie mialem na mysli prof. Kozery ;-)
      • Gość: spin doktor Re: mury (uniwersyteckie) i ludzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.10, 13:18
        odezwal sie pamejud znany w Opolu polglowek... i ocenia !
        A idy ty w buraki palancie !
        • pamejudd Do mnie piszesz, poldupku z rozna? 12.02.10, 18:47
          Przymknij papiszcze, bo jakos nie wniosles wiele do tematu... oprocz smrodu.
        • pamejudd Swoja droga, zabawny jestes... 12.02.10, 18:52
          Rozumiem, ze w odpowiedzi na moje zarzuty co do jakosci uczelnianej kadry, twoje mozdzatko wiecej nie potrafilo wykrzesac?

          Coz, wiecej po opolskim "spin doKtorze" (kto ci wymyslil ten nick - chomik?) spodziewac sie nie moglem...
          • Gość: jakie zarzuty Re: Swoja droga, zabawny jestes... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.10, 02:36
            No wlasnie jakie zarzuty? Ty nawet zarzutow nie umiesz postawic,
            najwyzej chamsko oczerniac, bo zeby to sensownie uczynic to raczej
            trzeba miec troche oleju w glowie, a u ciebie pusta konew, az dudni,
            chocbys sie nie wiadomo jak sadzil ! A nick tez mozesz se juz
            zmienic, bo to ani jude, ani "pamezaniec bozy" :))
            A idy ty w buraki zakompleksiony dukajacy ciemniaku !
            • pamejudd Proponuje potrenowac czytanie... 14.02.10, 16:58
              Rybenko, w moim poscie padl co najmniej jeden konkretnie sformulowany zarzut wzgledem wiekszosci opolskich "akademikow": lenistwo intelektualne. Widze, ze stanowisz dobra jego reprezentacje...
    • Gość: Bella Re: mury (uniwersyteckie) i ludzie IP: *.punkt.pl 13.02.10, 08:51
      Była w tej dyskusji jeszcze jedna ciekawa myśl. Redaktor Myczka wyraził
      zal, że Opole nie ma wybitnych naukowców, profesorów, którzy
      występowali by w telewizji (poza, jak to bodajże określono, grupka
      dyżurnych historyków). Ciekawe kryterium, znakomicie oddające stan
      myślenia nie tylko gwiazd opolskiej tiwi, ale chyba i całego
      społeczeństwa. SSN, oczywiście, nie zaprzeczył. Zapewne z wrodzonej
      skromności.
      • Gość: pracuś Re: mury (uniwersyteckie) i ludzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.10, 09:31
        Są naprawdę wybitni uczeni na UO, ale czy TV lub wyborcza interesują się ich
        osiągnięciami? Ci wybitni są znani bardziej poza opolszczyzną niż w medialnym
        światku Opola.Niechże dziennikarze ruszą głową, przyjdą na UO, niechże się w
        końcu dowiedzą, co się tu robi i za co się ceni konkretnych ludzi,
        reprezentujących uczelnię w kraju i za granicą. Nie należy mylić autentycznych
        uczonych z medialnymi gwiazdami, bo to tak, jakby - zachowując proporcje - mylić
        np. Annę Polony z Dodą.
      • Gość: Nessus kwaśne i za wysoko? IP: *.chello.pl 13.02.10, 13:05
        „…Redaktor Myczka wyraził żal, że Opole nie ma wybitnych naukowców,
        profesorów, którzy występowali by w telewizji…”
        Ciekawe spostrzeżenie. Jednocześnie wyjaśnienie wydaje się bardzo
        prozaiczne. Trzeba lubić kamerę lub przyjść z gotowym tematem do
        pana redaktora, jak prof. Nicieja. Wtedy ma się wywiad lub pełne
        strony co tydzień (jak w NTO). Pan redaktor nie musi się wtedy
        wysilać. Pan redaktor raczy zauważyć, że nie każdy czuje się dobrze
        w mediach i czuję potrzebę bycia znaną osoba publiczną. Co nie
        znaczy, że nie jest dobrym w tym co robi.
        Ostatnio zespół z Politechniki Opolskiej pozyskał okrągły milion na
        badania. ZAŁOŻĘ SIĘ O STÓWĘ (wpłacę na wskazana instytucję
        charytatywną), że NTO nie poświęci pełnych dwóch stron tekstu w
        piątkowym wydaniu (największy nakład). To samo się tyczy GW.
        Przyjmuję, że żaden dziennikarz nie pomoże temu zespołowi w
        przystępny sposób przedstawić czytelnikom dlaczego dostali taką
        kwotę. Ponieważ to czasochłonne, temat może trudny (dla
        redaktora) ... ogólnie kwaśne i za wysoko.
        • Gość: pracusia Re: kwaśne i za wysoko? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.10, 14:36
          mam pytanie: jeśli poruszony został w wywiadzie problem wybitnych uczonych na
          UO, to czy były rektor tej uczelni, znający środowisko doskonale i orientujący
          się kto jest kto, wymienił choć jedno nazwisko? Czy wspomniał kolegów, którzy są
          wizytówką nauki opolskiej, cenieni w Polsce i poza jej granicami? Jego
          gwiazdorstwo nic by na tym nie ucierpiało, a redaktor by się dowiedział, że
          uniwersytet to nie tylko mury, a w nim ofiary IPN-u. Przy okazji: wielcy uczeni
          są jak góry, do redaktora-mahometa na pewno nie przyjdą. Mahomet musi sam.
          • Gość: Nessus przykład 1 IP: *.chello.pl 13.02.10, 16:05
            Oto przykład dla szacownych redaktorów wszelakich gazet opolskich.
            Pewna Pani Profesor (na pierwszym i jedynym etacie na UO) otrzymała
            i opatentowała syntetyczną penicylinę, którą bodajże po dziś dzień
            produkują zakłady w Tarchominie. Temat o użyteczności wiedzy,
            powiązaniu nauki z przemysłem, ciężkich czasach komunizmu, nakazach
            pracy, a jednocześnie o spektakularnym sukcesie (dzięki któremu
            właściciele farm drobiu i trzody kontrolują choroby zwierząt i mają
            kasę), odbudowie zniszczonego kraju i próbach uzyskania
            niezależności technologicznej. O blaskach, ale także cieniach życia
            w całości poświęconemu nauce. Temat, że szczęka opada. Jego waga
            naukowa, przy całym szacunku dla prof. Nicieni, wymiata opracowania
            o Lwowie i okolicach. Obecnie niepozorna już staruszka, na
            emeryturze, czasami pojawia się w murach uczelni, obojętnie mijana
            przez studentów rodzimego wydziału.
            • Gość: Janusz Sawczuk Re: przykład 1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.10, 10:19
              No tak,ale ta Pani Profesor jako prawdziwy naukowiec nie posiadajaca
              owego "instynktu politycznego" jeno polityczną naiwność, w dobrej
              wierze, nie chcąc w kraju mordobicia, poparla w swej politycznej
              naiwności, zresztą ja też, ideę "ruchu odrodzenia narodowego", co
              dla patriotycznej duszy brzmialo calkiem sensownie, bo wszystko
              wskazywalo na niechybne chwycenie sie Polaków za łby, otóż ta Pani
              Profesor nie zrobila zadnej kariery...i dziś mozna o Niej juz tylko
              milczeć.
              Zostala zmieciona na margines historii, margines zycia uczelnianego.
              Cale szczeście ze wychowla rownie mocno zaangazowaną, ale juz
              bardziej ukladową Panią Rektor, która wie jak sie poruszac po
              salonach wladzy i korytarzach UO.

              Z innej beczki:
              jak tu wspolpracować z dziennikarzami, jak potrafia być nie fair,
              żywić sie treściami uzyskanymi od tego czy innego profesora, a potem
              przy kasie zapominać kto dostarczył główne wątki i osnowy
              drukowanegho tekstu. Gazety chetnie korzystają z wiedzy, ale nie ma
              w nich na tyle przyzwoitości, by zaproponować honorarium za
              wypowiedź (wywiad, rozmowę itp). Na taką współpracę nie ma zgody.
              Tu przyklad z wlasnego doświadczenia. Wielokrotnie wspolpracowałem
              z GW. Nigdy nie otrzymalem ani zlotówki. Taka jest prawda.
              • Gość: Nessus Re: przykład 1 IP: *.chello.pl 14.02.10, 13:03
                To nie ta Pani Profesor :)
                • Gość: Bella Re: przykład 1 IP: 77.252.18.* 14.02.10, 21:02
                  Nie ma pan racji, panie profesorze Sawczuk. A opowieść o wspomnianej
                  Pani Profesor z pewnością byłaby ciekawa i dla dziennikarza, i dla
                  czytelników. Byle dziennikarz nie zgrzeszył jednostronnością. Bo nie
                  chodzi chyba o panegiryki, jak w przypadku pewnego innego profesora.
              • Gość: bella Re: przykład 1- P.S. IP: 77.252.18.* 14.02.10, 21:04
                P.S. A co do drugiej Pani profesor - to zależy, co kto uważa za
                karierę. I nie wiem, Panie Profesorze, czy akurat Pan powinien oceniać,
                jak to z tymi marginesami było.
                • Gość: Janusz Sawczuk Re: przykład 1- P.S. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.10, 05:45
                  Nie dam sobie zamknąć ust tylko dlatego, ze urodzony w dobie
                  wkraczania NKWD do Polski, poddany indoktrynacji PRL-u na kazdym
                  szczeblu edukacji, dopiero teraz na starość z coraz wiekszą mocą
                  rozumiem tamte błędy i tragiczne losy. Moze Pani urodzila sie od
                  razu bojownikiem wartości zachodnich, nie wiem, jesli tak to miala
                  Pani lepiej. Gdy Gierek wolal do Polaków pomóżcie, bo kraj sie wali,
                  mialem 20 lat i goowno wiedzialem o tym gdzie jest prawda, ale w
                  szlachetnym porywie powiedzialem "dobra", OK, róbmy to. Ale bylem
                  już wówczas po wstapieniu do PZPR (1971 )na tyle krytyczny by
                  wiecznie żądać na zebraniach partyjnych demokracji i reform, nawet
                  napisalem: "bo zycie w takim systemie nie sprawia mi satysfakcji"
                  (bodaj 1971/2). Z opinii agenta SB w IŚl.: "Sawczuk to wróg naszej
                  rewolucji, socjaldemeokrata, agent zachodnioniemieckich służb".
                  Dlatego wstapienie do Solidarności w IŚL w Opolu bylo dla mnie
                  oczywistą oczywistościa. Mój ojciec nie byl komuchem przyniesionym
                  na bagnetach ze wschodu. Byl biednym polskim nauczycielem, który
                  na "grze o demokrację" nie dorobił sie fortuny jak wielu
                  dzisiejszych mądrali, którzy usta mieli pelne demokracji a panstwo
                  polskie okradli z majatku.
                  Mam prawo z perspektywy dzisiejszej patrzec na tamte wydarzenia jak
                  kazdy Pani Bello, jak Pani , Pani Bello.
                  • Gość: volksterier Re: przykład 1- P.S. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.10, 12:08
                    panie profesorze, proszę nie robić z siebie koziołka-matołka, przynależność do
                    pzpr, mimo wszystko, obowiązkowa nie była, a wielu "szarych ludzi", mimo, że nie
                    informowanych (czyli - w pańskiej poetyce - "gooowno wiedzących" ;-) zdołała
                    zachować zdrowy rozsądek
                    • Gość: Janusz Sawczuk Re: przykład 1- P.S. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.10, 16:16
                      A kto pisał o obowiązku? Szara masa z reguly jest apolityczna, żadna
                      to jej zasluga, ot, tak ma, woli zbijać bąki i mieć wszystko gdzieś.
                      Jak się ma 20 lat to nie ma sie wszystkiego gdzieś. Przynalezność do
                      pzpr nawet z dzisiejszej perspektywy nie jest grzechem, a
                      bezpartyjność zasługą, czy cnotą. Można było być np. bezpartyjnym
                      łajdakiem... Czyżbyś piesku pospolity poszczekiwal bo posiadles
                      patent na mądrość ludową (volkswahrheit)
                      • Gość: volksterier Re: przykład 1- P.S. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.10, 17:51
                        raczej jestem psem na miarę każdego obywatela, jak - nie przymierzając -
                        volkswagen dla ludu ;-)
                        • Gość: Janusz Sawczuk Re: przykład 1- P.S. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.10, 06:26
                          Piesek ludowy, piesek dla ludu, obie formy do kitu, wole foxteriera -
                          ten przynajmniej jak ucapi to juz trzyma na amen ! :)
                          Pozdrawiam i sorry
                  • pamejudd Na litosc boska... 15.02.10, 14:07
                    Fajnie, ze scie Panstwo wywaliczyli Polsce wolnosc, ale to.. bylo 20 lat temu. Dla rozwoju opolskiego uniwerku wieksze znaczenie ma, czy sa na nim ludzie bedacy w stanie cos opublikowac (i nie mowie o parapublikacjach w lokalnym pismie redagowanym przez kolege). Do tego zas, zeby publikowac, potrzebne sa badania.


                    Czy nie byloby zatem wlasciwie dyskutowac o wartosci pracy badawczej obecnie zatrudnionych naukowcow, niz rozwazac zyciorysy? (szczegolnie w kontekscie politycznym).
                  • Gość: Bella Re: przykład 1- P.S. IP: *.punkt.pl 16.02.10, 08:32
                    Nie były moim zamiarem wycieczki osobiste, no, ale skoro Pan Profesor
                    tak obszernie uzasadnia swoje wybory, to przypomnę jednak młodszym
                    czytelnikom, że jednak w tamtym czasie - i to nie w latach
                    stalinowskich, ale jeszcze w 70. - warunkiem kariery, awansu
                    zawodowego była przynależność do PZPR. No, od biedy do "satelitów" -
                    ZSL, SD. Nawet żeby dostać etat na uczelni, konieczna była opinia POP
                    (Podstawowej Organizacji Partyjnej), która dla absolwenta, nie
                    będącego członkiem PZPR, pozytywna nie była. Także staże zagraniczne
                    i związany z tym rozwój naukowy były limitowane wg partyjnych
                    kryteriów. Nie można było zostać dyrektorem szkoły, nie należąc do
                    partii lub stronnictw.
                    Wszystko to musi pan świetnie pamiętać. Pisze Pan Profesor o swojej
                    "konieczności" wstąpienia do PZPR w 1971 r. Proszę jeszcze podać,
                    kiedy Pan z tej organizacji wystąpił - to ważne.
                    A co do osiągnięć Pani Profesor, o której Pan pisał, mając zapewne na
                    myśli przede wszystkim jej przynależność do PRON (ale nie do PZPR!),
                    to oceniam je jednak znacznie wyżej. Wystarczy popatrzeć na
                    dzisiejszą pozycję naukową Wydziału Chemii na mapie uczelni.
                    • Gość: Janusz Sawczuk Re: przykład 1- P.S. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.10, 10:40
                      Oczywiście, że pamietam. Zgadzam sie na ogół z Pani ujęciami. Ale
                      niektóre slowa mylą. Np. u mnie "konieczności" wstapienia do pzpr
                      nie bylo, była chęć uczestnictwa w "czymś konkretnym" dla Polski,
                      pamietam zwlaszcza tamten dramatyczny apel Gierka. Może to śmieszne
                      co napiszę, ale pamietam nawet dokladnie moment, kiedy podjąłem
                      decyzję. Bylem na jakiejś konferencji w Warszawie, mieszkalem w
                      Hotelu Warszawa, w centrum, po obradach wlaczylem radio, leciał
                      Gierek, autentyzm i dramatyzm sytuacji musial docierać do każdego, a
                      ze zawsze bylem idealista troche naiwnym wiec pomyslalem: "trzeba
                      sie wlaczyc". Nie bylo tam mysli o karierze, bo nie bylo mi wcale
                      źle, mialem praktycznie napisany doktorat, szczęśliwą rodzinę,
                      kupilem na raty Skodę, tamten horyzont mi wystarczal.
                      Ale w jednym ma Pani rację: rola pzpr w ksztaltowaniu dróg zyciowych
                      byla duza. Opinia POP ważyła. Ojciec zapytał mnie mnie: "po co ci to
                      synku?" Sam byl czlonkiem ZSL, przedtem PSL. Zawsze czytal "Zielony
                      Sztandar" i "Glos Nauczycielski". Ja odpowiadałem: Tato, ja chce coś
                      z zyciu osiągnąć ! Jednak na zadnym stazu nie bylem, wrecz
                      przeciwnie, gdy juz pracowalem w IŚl, moja partyjnosc nie pomogla mi
                      w niczym. Typowany na studia roczne do Akademii Dyplomatyczne w
                      Poczdamie/Babelsbergu (razem z dr Kutymą i dr Bahrem (obecny
                      ambasador RP w Moskwie) odpadlem z powodu zony Slazaczki i jej
                      rodziny w RFN - tu bylem spalony. Z drugiej strony dobrze, bo pewnie
                      przeszedlbym cykl prania mozgu, uwierzyl "w rewolucję" światową i
                      zostal agentem polskiego wywiadu, jak inni prominnentni dziś
                      politycy z pierwszych stron gazet (nomina sunt odiosa). Dopiero
                      rozwój procesu odpręznia 1972-75-79 umozliwil mi wyjazd na
                      stypendium do RFN ale z PAN-u, za materialami do habilitacji. Tu na
                      pewno czlonkostwo pzpr pomoglo, bo mimo wszystko selekcja byla.
                      Pamietam taki szczegół. Tuż przed wyjazdem do Bonn byl pogrzeb
                      naszego profesora z Wroclawia, Józefa Leszczyńskiego. Mialem juz
                      paszport i na cmentarzu w oczekiwaniu na ceremonię wędrowal on przez
                      liczne ręce, oglądany był jak kuriosum, wtedy po raz pierwszy
                      błysnęła mi myśl, że budzi to sensację, zacząłem sie zastanawiać
                      dlaczego, szybko zorientowalem sie, ze nie wszyscy dostaja
                      paszporty, ze to jest "towar reglamentowany". Skoro Pani tak ładnie
                      pyta kiedy wystapiłem z PZPR to musze szczerze odpowiedziec ze nie
                      wystąpilem. Dlaczego: bo mam taką głupią naturę faceta, który jest
                      przekorny, i wydaje mi sie, ze bylo niehonorowo wystepowac z czegoś
                      co sie wali... Okręt tonie, szczuty uciekają, taka filozofia byla mi
                      obca...
                      Co do roli Instytutu Chemii i jego pozycji na WSP. Pamietajmy, że
                      mielismy i mamy na Opolszczyźnie jedyny autentyczny kompleks
                      przemyslowy z prawdziwego zdarzenia (obok przemyslu materialow
                      budowlanych i branzy samaochodowo metalowej - FSD Nysa, ZUP) -
                      WIELKĄ CHEMIĘ ! Jest ona ciagle obok, na wyciagniecie ręki. Wiec
                      przeplyw kadr miedzy nauka a praktyka byl autentyczny. To nie byla
                      chemia czysto akademicka, tam byla praktyka, wdrozenia, patenty,
                      wynalażki, konkrety... Tak sobie to tlumaczę. Dziala mi na
                      wyobraźnię stale Blachowani/Blechhammer - gdzie najnowoczesniejsza
                      fabrykę benzyny syntetycznej jednak Niemcy zostawili, co prawda
                      rozmobntowana i wyszabrowaną przez Ruskich, ale byla...- pisalem
                      maly szkic na ten temat na autentycznych niemieckich żródlach, ale
                      nie bede sie powtarzal, bo juz o tym pisalem. Dlatego wlasnie boli
                      mnie, ze proces prywatyzacji ma to oddac w obce rece, ręce
                      poprzednich wlascicieli niejako...Dlaczego nasze państwo jest takie
                      krótkowzroczne i sprzedaje od razu pakiet wiekszościowy? Dlaczego
                      nie 49 % ?
                    • pamejudd Re: przykład 1- P.S. 16.02.10, 13:25
                      Jakie to ma znaczenie, ze wtedy tak robilo sie kariere?

                      Obecnie, na wielu uczelniach profesury zdobyly juz osoby spoza tamtych ukladow i to ich rola jest ksztalcic mlodych naukowcow. Mimo wszystko, idzie to jak po grudzie (choc w dyscyplinach przyrodniczych znam i przyklady odwrotne, jak np. prezne zespoly na UJ czy UW). Mam wrazenie, ze PRL-owskie losy maja tu znaczenie drugo-, o ile nie trzeciorzedne...
                      • Gość: volksterier Re: przykład 1- P.S. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.10, 16:59
                        że tak sobie znowu szczeknę - prlowskie losy może i mają znaczenie drugorzędne,
                        ale zadziwiająco dobrze na uo zakonserwowała się prlowska mentalność. czy to
                        może tutejsza chemia pracowała nad opatentowaniem środka do konserwacji
                        mentalności? ;-P
                        • pamejudd Dobre :-) 16.02.10, 17:06
                          A ja w miedzyczasie wynalazlem szczegolny kwiatek z rabatki naukowych UOmnosci:

                          www.psychologia.uni.opole.pl/index.php?id=instytut&temat=kadra&idd=WISZNIA

                          Ech... Mury zaludniac mozna na sile... ale czy trzeba bylo z az taka desperacja?
                          • Gość: pracuś Re: Dobre :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.10, 18:26
                            Doktor habilitowany nauk psychologicznych? Coś takiego nie istnieje! Można
                            sprawdzić w wykazie podanym przez CKK.
                            • Gość: Wrocławianin Re: Dobre :-) IP: *.ssp.dialog.net.pl 16.02.10, 18:40
                              Istnieje - na Białorusi. Miałem zajęcia z tą panią. Zatrudnili ją podobno
                              dlatego, że ona się jakoś tam liczy do wymogów, żeby psychologia mogła istnieć
                              jako kierunek.
                              • pamejudd I jak sie zajecia podobaly? :) 16.02.10, 19:23
                                Zastanawiam sie, czy nie lepiej byloby, gdyby opolska psychologia padla, nizli zapychanie dziur kadrowych dyplomowana p. akmeolog.


                                Lista publikacji tej pani jest... zabawna.
                                • Gość: Wrocławianin Re: I jak sie zajecia podobaly? :) IP: *.ssp.dialog.net.pl 16.02.10, 19:57
                                  Publikacji nie czytałem, a zajęcia podobały mi się tak, jak Tobie ubranko. Tam
                                  była jeszcze jedna fajna pani, miała, z kolei, ubranko mundurowe. Obie panie
                                  wpisywały się dobrze w Twoją tezę, że lepiej, gdyby opolska psychologia padła.
                                  • Gość: opolanin Re: I jak sie zajecia podobaly? :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.10, 20:11
                                    Wroclawianie maja jakas dziwna ulomnosc a moze kompleks: nie zycza
                                    niczego dobrego Opolu ! najczesciej pragna by Opole po prostu padlo.
                                    Ale dlaczego? Przeciez Wr. nie musi sie bac o swoja wielkosc,
                                    przeciez wiedzie w roznych dziedzinach, jest pieknym rozwijajacym
                                    sie osrodkiem, powinien asertywnie wspierac mniejszych partnerow i
                                    zyczyc im wszystkiego najlepszego. Wroclawianinie co Ty o tym
                                    sadzisz?
                                    • Gość: Wrocławianin Re: I jak sie zajecia podobaly? :) IP: *.ssp.dialog.net.pl 16.02.10, 20:40
                                      Najpierw stawiasz tezę, że zależy mi na tym, żeby się wszystko w Opolu
                                      rozwaliło, a potem zapraszasz do dyskusji. Ja Cię nie obrażam, w Opolu spędziłem
                                      niezłe 5 lat mojego życia i dobrze temu miastu życzę. Dobrze tez życzę opolskiej
                                      psychologii i studentom psychologii w Opolu. Ale problem pań w zielonym odblasku
                                      i czarnym mundurku istnieje (choć ten drugi już podobno nie). I pojawia się
                                      dylemat, czy słaby ośrodek, jakim teraz niestety opolska psychologia jest
                                      powinien istnieć, czy nie. To jest tez problem jakości Uniwersytetu - czy lepiej
                                      mieć mniej (ale co najmniej dobrych) kierunków, czy utrzymywać na siłę słabe i
                                      mieć dużo kierunków, ale kieskich. Stawianie takich pytań naprawdę nie ma nic
                                      wspólnego ze złymi życzeniami dla Opola ze strony Wrocławia.
                                      Pozdrawiam (szczerze i życzliwie) Opole i Opolan.
                                  • pamejudd Chodzi o "siostre profesor"? :) 17.02.10, 13:48
                                    To tez niezly przyklad, ale chyba juz sie jej pozbyli, wiec nie chcialem przywolywac:)
                                    • Gość: Wrocławianin Re: Chodzi o "siostre profesor"? :) IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.02.10, 16:10
                                      Tak, słyszałem, że już jej nie ma.
                                      • Gość: Bella Re: Chodzi o "siostre profesor"? :) IP: *.punkt.pl 17.02.10, 17:05
                                        Nie ma na psychologii :)
                                        • pamejudd Ech, ta wybiorczosc niebytu... 17.02.10, 18:45
                                          .
              • Gość: bt Re: przykład 1 IP: *.147.202.234.nat.umts.dynamic.eranet.pl 15.02.10, 15:13
                Żadna szanująca się gazeta nie płaci za wywiad.
        • Gość: medium Re: kwaśne i za wysoko? IP: *.xdsl.centertel.pl 14.02.10, 10:02
          A coż to za żale mozna wyczytac!jacy ci redaktorzy leniwi, nie
          zalegają karnie pod gabinetami sław nauk wszelakich z Opola,
          pokornie czekając, aż "wybitni nałkowcy" skończą jeśc kanapkę i
          pogawędkę z kolegą/-żanką...Prawda jest taka, że naukowcy, którzy z
          założenia powini całej reszcie tłumaczyc świat są miałcy
          intelektualnie i leniwi. Wiem co pisze, bo pisze z doświadczaenia
          dziennikarskiego. Ileż to razy próbnując uzyskac komentarz do
          czegokolwiek słyuszałem:" A dlaczego ja?Kolega zrobi to lepiej...Ja
          nie ma czasu...to nie moja dziedzina...Nie nadaję się...prosze
          przyjśc jutro, a najlepiej za tydzień...Nie udzielam
          wywaidów..."itd. itp.
          Ad Nessus: a na czym dziennikarz ma oprzec taki materiał o waznym
          odkryciu naukowym?Kto mu o nim opowie?Skoro prośba o wypowiedź
          skierowana do wiekszości ludzi na uczelniach, którzy powiinni się na
          tym zna wzbudza jedynie panikę?
          • Gość: Nessus Jednak kwaśne IP: *.chello.pl 14.02.10, 13:01
            Dobrze sobie niektóre sprawy powyjaśniać.
            „…Kolega zrobi to lepiej...Ja nie ma czasu...to nie moja
            dziedzina...Nie nadaję się...”
            Tak. To prawda. A może rzeczywiście kolega wie lepiej ponieważ to
            nie jest dziedzina rozmówcy, który jasno i uczciwie mówi, że się na
            tym nie zna? Błąd rozmówcy ponieważ nie okazał należytej uwagi
            Redaktorowi, który odczytał to jako spławianie.
            „…proszę przyjść jutro, a najlepiej za tydzień…”
            To też prawda. Trzeba pozbierać myśli, zastanowić się, poszukać w
            literaturze, określić z redaktorem cel, charakter i formę wywiadu,
            zastanowić się nad listą pytań, zrobić wstępny szkic, napisać,
            sprawdzić, ponownie przemyśleć, jeszcze raz sprawdzić, dopiero wtedy
            zatwierdzić do druku. Tak pracujemy. Ponieważ opublikować w dobrym
            czasopiśmie nie jest łatwo. Usunąć pomyłkę – praktycznie się nie da.
            Nad takim wywiadem popracuje Pan ciężko miesiąc, jak nie dłużej.
            Dlatego nadal podtrzymuję zakład. Nie zrobi Pan, ani Pańscy koledzy
            pełnego wywiadu z zespołem z Politechniki.
            Tak przy okazji. Czym się zajmuje prof. Nicieja to pewnie Pan zna. A
            czym się zajmuje obecny rektor jak i prorektorzy? A poprzedni? Mało
            interesujące? Przykładowo. Obecny prorektor ds. nauki pierwszy
            zainicjował otwarcie uniwersytetu organizując I Opolski Festiwal
            Nauki. Potrafi pojechać z wykładem do szkół. Zawsze był otwarty na
            popularyzację nauki. Chce mi Pan powiedzieć ze Pana zbył? Nie wierzę.
            • pamejudd Re: Jednak kwaśne 15.02.10, 14:12
              Nie do konca rozumiem ten fragment:

              > Tak pracujemy. Ponieważ opublikować w dobrym
              > czasopiśmie nie jest łatwo.

              Przeciez mowa byla o wywiadzie, a nie publikacji artykulu z badan?

              Mysle, ze kolega medium podniosl wazny problem - moze lokalnym naukowcom przydaloby sie troche przeszkolenia medialnego? Przeciez uzielanie wywiadu prasie/telewizji to nie jest zanadto obciazajace zajecie. Mozna wypowiedziec sie nt. jakiegos problemu prostym jezykiem, jednoczesnie nie chrzaniac od rzeczy. Mediom masowym nie potrzeba specjalistycznej precyzji!
              • Gość: Bella Re: Jednak kwaśne IP: *.punkt.pl 15.02.10, 19:39
                Można spróbować też z drugiej strony: zatrudnić dziennikarza, który
                będzie w stanie porozmawiać np. z fizykiem, bo będzie rozumiał, co ten
                mówi.
                • Gość: Nessus przykład 2 IP: *.chello.pl 15.02.10, 21:20
                  Rozmowa z np. dziennikarzem „Wiedzy i Życia” to inna bajka.
                  Parafrazując przytoczone przez Bellę słowa redaktora, mogę wyrazić
                  żal, że Opole nie ma tak wybitnych redaktorów którzy byliby zdolni
                  zredagować także wywiad popularnonaukowy. I tu leży istota naszej
                  dyskusji. Rozumiem krytykę środowiska akademickiego. Przyjmijmy to
                  jako przejaw troski o poziom uczelni wyższej. Analogicznie proszę
                  zrozumieć krytykę środowiska dziennikarskiego i przyjąć to jako
                  przejaw troski o poziom mediów. Nie potrzeba nam „wybitnych
                  profesorów”. Wystarczy zwykła rzetelna praca. I to samo dotyczy
                  naszego dziennikarstwa. Dlatego podoba mi się ten wpis Belli.

                  I tak znowu przy okazji. Pewien Profesor na naszej fizyce ma piękny
                  wykład popularnonaukowy o wielowymiarowości świata. Dlaczego akurat
                  ma się tym zainteresować gazeta opolska? Ponieważ ten wielowymiarowy
                  świat zaproponował naukowiec urodzony tutaj, na Śląsku. I silnie z
                  nim związany. Rzecz o pięknej śląskiej biografii, z miejscowościami
                  znanymi czytelnikom. O zwiniętym spiralnie czwartym wymiarze
                  zaklętym w sercach cząstek elementarnych. O subtelnych
                  oddziaływaniach potężnych sił. O Ślązaku i Wielkiej Fizyce. Z
                  najwyższej półki. Czyż nie wspaniały temat? I chce się żyć. Właśnie
                  tutaj.
                  • Gość: Janusz Sawczuk Re: przykład 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.10, 09:50
                    Nawet domyslamy sie o kogo chodzi. Jestem za wiekszym reklamowaniem
                    sie opolskich naukowcow, nie ma sie czego wstydzić, mądry lud to na
                    pewno kupi:)
                    Niektorzy jednak nie moga przelamac w sobie wlasnej skromnosci
                    zapominajac ze żyja w swiecie rozpasanych mediow i gry wizerunkowej.
                    Ale jest na to sposob: trzeba zaczac wspolprace z dziennikarzami z
                    Warszawy. Bo nasi jako malo znani w swiecie mediow nie budza
                    zaufania ani odbiorcow, ani tym bardziej pracownikow naukowych.
                    Rozmowa z (niemal) anonimowym dziennikarzem nic nie daje. Trzeba od
                    razu wchodzic na centralne anteny. Wystep przed ogolnopolska
                    publicznoscia na pewno bardziej mobilizuje.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka