Dodaj do ulubionych

Dr Berlińska: Opolanie muszą się kształcić

IP: *.opole.hypnet.pl 03.11.11, 19:33
Taaa, na którejkolwiek z naszych Wyższych Szkół Gotowania na Gazie. Łącznie z tą która płaci pani doktor za zasiedzenie i sadzenie takich komunałów, a czasem w ogóle bredni po naszych lokalnych gazetkach przedszkolnych.
Komu choć trochę chce się zainteresować światem poza jego zagrodą wie jak duży, systemowo-mentalnościowy to problem. Wie też, że nie ma na to złotych środków pokroju zajęcia w szkołach średnich, fasadowa aktywizacja bezrobotnych, a już na pewno nie uzyskanie tytułu zawodowego.

To samo z reemigrantami. 350 przeszkód na wstępie byłoby małym piwem gdyby nie późniejsze traktowanie ich jako zła koniecznego przez wszystkich, od najemców przez zleceniodawców po urzędników. O daninach państwowych i groźbie wycykania przez współplemieńców, niewspółmiernie wyższych niż na Zachodzie, nawet nie wspominam.

Wiele jeszcze wody upłynie zanim nadodrzańsko-nadwiślańska dzicz przestanie przypominać Meksyk w starokontynentalnej wersji. A to, że bądź co bądź pani doktor - dość znana w naszym hajmaciku - nie ma poczucia zażenowania opowiadając do gazety fraszki dobre do rozmowy przy piwie bądź flaszce w knajpie drugiej kategorii świadczy tylko o ile bliżej nam do Tampico niż do takiego Dijon.
Obserwuj wątek
    • Gość: oo Re: Dr Berlińska: Opolanie muszą się kształcić IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.11, 19:54
      Pełna zgoda, tak własnie jest, ale komunały prawic trzeba.
      • Gość: jożech Re: Dr Berlińska: Opolanie muszą się kształcić IP: *.opole.hypnet.pl 03.11.11, 23:13
        No dobrze, student 3 roku na referacie proszę bardzo, chociaż już wtedy powinno się mocno punktować chodzenie na łatwiznę, ale w wykonaniu pani doktor-rzecznik, twarzy uniwersytetu i miasta? :)

        Pani doktor w ogóle brzmi tutaj mi jakoś po dewelopersko-hipotecznemu: "kto nie ma lic/mgr ten przegrał życie". Tymczasem jaki koń jest każdy widzi.
    • Gość: kilka uwag Re: Dr Berlińska: Opolanie muszą się kształcić IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.11, 07:50
      ja także uważam że oczekiwanie aby pozostali w Opolu jest przesadne. Tak będzie na pewno tylko wtedy, gdy będą tutaj dla nich atrakcyjne miejsca pracy. Obojętnie gdzie będą pracować, byle ich nauka i wiedza zostały przez pracodawcę docenione.
      A swoją drogą rzeczywiście niektórzy wykładowcy trochę zbytnio przeceniają swoje umiejętności, zatrudniając się w kilku mejscach - tego w ten sposób dobrze zrobić sie nie da.
      • Gość: Nie musi Re: Dr Berlińska: Opolanie muszą się kształcić IP: *.com 04.11.11, 11:45
        Musi to na Rusi ,a w Polsce jak kto chce.
        Berlińska się kształciła i jakie tego efekty?,oceńcie sami.
        Gdyby miała podstawówkę nie szkodziła by tak jak po wykształceniu.
        To reklama aby nabijać kasę opolskim uczelniom,które są darmozjadami o wątpliwym dorobku.
        • Gość: migrant Re: Dr Berlińska: Opolanie muszą się kształcić IP: *.opole.hypnet.pl 04.11.11, 21:33
          Co za gorąca dyskusja nad paroma zdaniami z dużego wywiadu!
          Tu cały wywiad:
          wyborcza.pl/1,75515,10584982,Ludzie_w_ciaglym_ruchu.html
          • Gość: behemot Re: Dr Berlińska: Opolanie muszą się kształcić IP: *.252.25.88.internetia.net.pl 05.11.11, 10:37
            w zakresie jak zarejestrować - założyć działalność gospodarczą. Tu wypada się z uczoną koleżanką zgodzić. Biurokracja krajowa i unijna namnożyła tyle bzdurnych przepisów, że wspomniane 350 przeszkód dla osoby przedsiębiorczej są skutecznym zniechęceniem. Za komuny było łatwiej założyć interes a najłatwiej na początku transformacji, gdy osłabiona klasa urzędnicza nie miała oręża w dłoni skutecznie blokującego inicjatywę. Wystarczyło przyjść do urzędu miejskiego złożyć oświadczenie i rozpocząć działalność, a urząd sam powiadamiał ZUS i skarbówkę. Po dwudziestu latach zatoczyliśmy koło i jesteśmy daleko w tyle. Państwo tak sie zatroszczyło o dobro obywatela nakładajac mu kaganiec przepisów i koncesji, ze skutecznie zabiło jego inicjatywę. W czym można upatrywać interwencjonizmu państwowego, broniącego tych, którzy firmy już mają przed konkurencją. Najlepiej to widzą wspomniani migranci. Gdzies tam, łatwiej jest realizować biznesowe przedsiewzięcia niż tu, we własnym kraju. Stąd dobrze jest zarabiać tam a wydawać tu, póki euro mozna zamienić na złotówki po dobrym kursie. Przedsiebiorczości, czy żyłki do interesów nie nauczą żadne studia. Czy dekarz, piekarz, fryzjer, budowniczy, blacharz, mechanik samochodowy itd. łatwiej, szybciej założy warsztat gdy ukończy studia wyższe? Przeciez u nas można założyć wyższą uczelnię nie mając wyższego wykształcenia ale majac pomysł. I tak powinno być. Państwo zaś nie powinno przeszkadzać. Rolnicy, którym opolskie stoi, doskonale sobie radzą a jaki wsród nich jest poziom wyzszego wykształcenia? A czy posiadający wyższe wykształcenie a tam wykonujący proste prace lepiej sobie poradza z załozeniem firmy tu? Wypowiedź dr Berlińskiej opiera sie na micie wyższego wykształcenia i posiadania własnej firmy jako realizacji sukcesu zyciowego. No ale jak pokazuje doswiadczenie wielu krajów, wyzsze wyksztalcenie zdobywaja najlepsi (przynajmniej w załozeniu - nie wszyscy) zaś firmy zakładają ci, którzy mają pomysł i kapitał. Zaś pomysł i kapitał nie jest uzależniony od dyplomu uczelni w kieszeni. Ucz się synu ucz bo nauka to potęgi klucz, zachęcał mnie mój dziadek do ślęczenia nad książkami, a ojciec dodawał - kto ma więcej kluczy zostaje woźnym. Przeciwko zdobywania wiedzy i wykształcenia przez ludzi nie mam nic. Niech jednak wstepujący w progi uczelni maję w indeksie wpisane obok uroczystego ślubowania zdanie, że ukończenie szacownej uczelni wprawdzie daje upragniony zawód, co nie jest równoznaczne z miejscem pracy, bo wielu młodych tego nie wie, czy nie rozumie, na wstępie nauki wyższej. Zastanawia mnie też troska o migrantów, których ściagnac tu trzeba z kieszeniami życiodajnej waluty, kusząc ułatwieniami, łatwymi kredytami? A co z pozostalymi? No bo proponowane rozwiazanie jest samobójcze: bo oto należy ukończyć szkołę średnią z kursem "jak założyć i prowadzić własną firmę", następnie zdobyć licencjat lub, jak to mówią, "magisterkę", wyjechać wykształconym, za chlebem (no bo roboty ni ma) a powracajacych po latach ojczyzna doceni, powita solą i chlebem w postaci ułatwień w założeniu interesu.
            • Gość: Berlińska Re: do Behemota IP: *.opole.hypnet.pl 05.11.11, 17:13
              Najgorsze jest to, że władza nic nie robi, aby zmienić sytuację przedsiębiorców. Z roku na rok jest gorzej. Polska spadła z 59 na 62 miejsce w najnowszym raporcie Doing Business 2012 - rankingu państw sprzyjających prowadzeniu działalności gospodarczej. Ostatnio czytałam, że polskie firmy przenoszą działalność do Wielkiej Brytanii:
              forsal.pl/artykuly/451289,polskie_firmy_masowo_przenosza_dzialalnosc_gospodarcza_do_wielkiej_brytanii.html
              Zgadzam się z Tobą tylko częsciowo, że do prowadzenia działalosci wystarczy pomysł i kapitał. Przecież przedsiębiorca musi umieć poszukiwać informacji, analizować je, niekiedy nauczyć się księgowości, czytać ze zrozumieniem zawiłe zapisy prawne itp. Trening edukacyjny w czasie studiów z pewnością to ułatwia, co nie oznacza, że inteligentni ludzie bez dyplomu nie mogą sobie poradzić z prowadzeniem działalności. Poza tym, jeśli osoby z wyższym wykształcniem pracują zagranicą poniżej kwalifikacji, to będą bardziej skłonne powrócić. Po długim pobycie ich dyplom może się zdezaktualizować. Jednak można właśnie próbować sił w biznesie, jeśli byłyby sprzyjające warunki.
              Moja wypowiedź nie opiema się na micie wyższego wykształcenia, tylko na analizach badaczy procesów migracyjnych. Massey stwierdził, że międzynarodowa mobilność jest następstwem tworzenia wspólnego rynku i formowania globalnej gospodarki. Katalizatorem migracji jest penetracja wielkich korporacji w peryferyjnych regionach. Inwestycje zagraniczne, wprowadzając nowe technologie, zmniejszają popyt na pracę. W tej sytuacji powstaje wykorzeniona, mobilna populacja, a jednocześnie wzmocnieniu ulegają materialne i kulturowe powiązania z wysoko rozwiniętymi krajami, prowadząc do międzynarodowych przemieszczeń. W takim kraju, jak nasz - w procesie transformacji - nie ma pracy dla osób o niskich kwalifikacjach. Jest natomiast zapotrzebowanie na prace proste i uciązliwe w krajach rozwiniętych gospodarczo (sprzątaczki hotelowe, pracownicy budowlani, opiekunki itp.)
              Zastanawiałam się, jak mozna przekuć masowe migracje z naszego regionu w jego siłę. Skoro, jak stwierdził prof. Jonczy wzmożony popyt dzięki transferom pieniędzy migrantów nie spowodował rozwoju przedsiębiorstw np. w sektorze usług, to jednym z powodów może być obawa przed założeniem firmy, brak ducha przedsiębiorczości, Prowadzenie firmy wymaga wiedzy i umiejętności, oczywiście nie musi to być poparte dyplomem wyższej uczelni. Jednak, jak pobudzić przedsiębiorczosć w niesprzyjających warunkach, przy braku wiedzy i umiejętności?
              Bez racjonalnej polityki państwa Polska pozostanie rezerwuarem taniej siły roboczej dla państw zachodnich. Również wybitnie zdolni absolwenci naszych uczelni - programiści, informtycy, analitycy ekonomiczni -, wykształceni w Polsce zostaną przyjęci tam z otwartymi ramionami,
              Zgadzam się, nigdzie dyplom wyższej uczelni nie gwarantuje pracy w wyuczonym zawodzie. Jednak jest przepustką do rynku pracy, o ile człowiek będzie się całe życie uczył. Mogę wskazać wybitnych dziennikarzy, którzy skończyli studia techniczne, socjologa, który jest dyrektorem banku (oczywiscie studiował też na SGH), filozofa - specjalistę od public relation itp.
              Ironizujesz na temat powrotów. Jednak Irlandia - właśnie dzięki polityce państwa sprzyjającej przedsiębiorczości i wspierającej nie tylko powroty, ale też dzięki otwartej polityce imigracyjnej przestała być krajem wysyłającym migrantów, a stała się przyjmującym.
              Wydaje mi się, że nie ma co wyważać otwartych drzwi. Należy korzystać z doświadczeń innych, bo jaką mamy alternatywę: wyjazdy specjalistów, absolwentów wyzszych uczelni - tych wszystkich, którzy nie widzą sensu w pracy za marne pieniądze poniżej kwalifikacji w Polsce, skoro mogą robić to samo za lepsze wynagrodzenie, a przy odrobinie szczęścia i biegłej znajomości języka mogą zmienić swoje położenie. To jest na pewno strata nie tylko wyłożonych na ich wykształcenie publicznych pieniędzy, ale ich kapitału kulturowego. Natomiast wyjazdy ludzi o niskich kwalifikacjach są korzystne, bo skoro nie ma dla nich pracy, staliby się klientami opieki społecznej.
              Już nie zasoby takie jak surowce naturalne. lecz ludzie i ich umiejętności przyciągają inwestorów. Siła robocza – zdaniem Castellsa - jest podzielona na dwie fundamentalne kategorie: tych, którzy są wyposażeni w możliwości zmiany kwalifikacji i adaptacji do nowych zadań, nowych procesów i nowych źródeł informacji zgodnie z wymogami technologii oraz pracowników niewykwalifikowanych, zdegradowanych i zbytecznych. Dlatego trudno mówić o micie wyższego wykształcenia. Natomiast osobną kwestią jest jego jakość.
              • Gość: behemot Re: do Behemota IP: *.core.lanet.net.pl 06.11.11, 00:20
                Skoro, jak stwierdził prof. Jonczy wzmożony popyt dzięki transferom pienię
                > dzy migrantów nie spowodował rozwoju przedsiębiorstw np. w sektorze usług, to j
                > ednym z powodów może być obawa przed założeniem firmy, brak ducha przedsiębiorc
                > zości, Prowadzenie firmy wymaga wiedzy i umiejętności, oczywiście nie musi to b
                > yć poparte dyplomem wyższej uczelni. Jednak, jak pobudzić przedsiębiorczosć w n
                > iesprzyjających warunkach, przy braku wiedzy i umiejętności?
                Obawa przed założeniem firmy to nie tylko cecha migrantów. Nie są oni jakąs szczególną grupą, choć profesorowi wydaje się, że są ze względu na zakumulowany kapitał, który chętniej przerzucą na konsumpcję niż na inwestycje. Opolanie (by nie używać pojęcia Ślązacy) korzystając z pewnych udogodnień, prezentowali ducha przedsiębiorczości od dawna. Jeździli na saksy do efu i mając konkretne zawody przywozili kasę, którą inwestowali w konsumpcję. Dziadek jeździl, ojciec jeździł, syn czy córka jeżdzi. No i wytworzył się pewien model, pewna tradycja tych wyjazdów i konsumowania ich owoców. Siła pewnego rodzinnego wzorca jest większa, niż wzorce proponowane przez teoretyków, co chętni by świat zmienić rękami innych. To, że migranci nie inwestują jest więc wynikiem pewnego wzorca pokoleniowego i braku zaufania do państwa w którym z jedenj strony nie czują się u siebie a z drugiej to państwo piętrzy im takie przeszkody, że wybierają, jak ich rodzice i dziadkowie, życie w rozkroku. Tam idą do dobrze zorganizowanej pracy, gdzie kapitalista ich wykorzystuje a tu konsumują owoce tej pracy. Prosto, jasno i bezpiecznie.
                W takim kraju, jak nas
                > z - w procesie transformacji - nie ma pracy dla osób o niskich kwalifikacjach
                To kolejny błąd albo raczej mit. W czasach naszej młodości droga koleżanko niższe kwalifikacje to były kwalifikacje nabyte w szkołach zawodowych, średnie w technikach no i wyższe, wiadomo gdzie. Reforma oświatowa wmówiła młodym, że wyższe wykształcenie - które umożliwiała czy też zmuszała do jego zdobycia - to droga do sukcesu zawodowego i finansowego, tudzież awans społeczny i praca "na zachodzie". Licencjat z fryzjerstwa czy elektrotechniki albo murarstwa to gwarancja wiedzy, czytania przepisów, znajomości prawa, mobilizacja przedsiebiorczości, etc. Warto więc tedy zdefiniować, co we wspólczesnej wiedzy o społeczeństwie oznaczają niższe kwalifikacje. Gdy przejrzy się ogłoszenia - dam pracę - to jasno widać, że poszukiwani są pracownicy bez licencjatów i magisterek, co można uznać za niższe kwalifikacje, wcale niezgorsze od wyższych. Operatorów sprzętu budowlanego, zbrojarzy,spawaczy, chłodziarzy itd. sprowadzamy z Ukrainy, Gruzji i Mołdawii, bo naszych nie produkujemy a ci co byli wyjechali do Unii za lepszą kasą. I dla nich, przyjeżdżających też jesteśmy Irlandią. Swoich wysłaliśmy i możemy przyjąć innych i migrantów też. Podziwiam Chińczyków i Wietnamczyków, którzy doskonale sobie radzą z naszą biurokracją i zakładają firmy jak grzyby po deszczu. Ale może to wynikać z tradycyjnej gościnności, trudności językowych i szacunku dla twardej waluty, której zrzeszony w inkubatorze przedsiębiorczości student akurat nie ma.
                To jest na pewno strata nie tylko wyłożonych na ich wykształcenie pub
                > licznych pieniędzy, ale ich kapitału kulturowego. Natomiast wyjazdy ludzi o nis
                > kich kwalifikacjach są korzystne, bo skoro nie ma dla nich pracy, staliby się k
                > lientami opieki społecznej.
                Pobrzmiewa mi to minioną epoką, gdzie wyjazd studenta ostatniego roku lub absolwenta był możliwy gdy za wydanie paszportu trzeba było opłacić kaucję zastawną za koszt studiów jakie poniosło ludowe państwo. Gdy student nie wrócił płacili ci, którzy weksle żyrowali - najczęsciej rodzina. No a ci niżej kwalifikowani mogli jeździć, bo tu państwo rezygnowało z odpłatności za naukę a pracy było dla nich od cholery. Dziś bezrobotni absolwenci, wyżsi, stają się klientami pośredniaków a może i opieki społecznej, więc zabranianie im wyjazdu i w imie czego, to dokładanie podatnikom nastepnych gąb na garnuszek.
                > Już nie zasoby takie jak surowce naturalne. lecz ludzie i ich umiejętności przy
                > ciągają inwestorów
                Gdyby tak było, to inwestorzy waliliby do nas drzwiami i oknami. Wszak wykształconych magistrów mamy całe hektary. Inwestor dobrze liczy wydaną zlotówkę. Kalkuluje, koszt nabycia ziemi, koszt wykonania inwestycji, czas, pozwolenia budowlane, koszty pracy, wysokosc podatków, i siłe roboczą. Kadrę kierowniczą może przywieźć swoją a średni menedżment może być tutejszy niekoniecznie wybrany na podstawie dyplomów.
                Przywiedziony tu Castells opiera swoje zalożenie na błędnych przesłankach albo powinien przeprowadzić swoje badania w Polsce. Zdolność przystosowania się do zmieniajacych się warunków, jest funkcją inteligencji człowieka nie zaś kwalifikacji. Inteligencja zaś mierzona posiadaniem dyplomu uczelni wyższej to pobożne życzenie. Jak pokazuje doświadczenie, nieobce nam, ludzie z wyższym wykształceniem i pewnym statusem w społeczeństwie, pozycją, trudniej podejmują pracę i podnoszą kwalifikacje lub je zmnieniaja, w zupełnie innym zawodzie niż dotychczas wykonywali a do czego zmusza ich pracodawca lub okoliczności życiowe. Odczuwają to jako degradację. Inteligentni, bystrzy, bez dyplomów, potarfili sobie radzić i radzą sobie do dziś ze zmieniającą się rzeczywistością. Według C, to niewykwalifikowani, zdegradowani i zbyteczni. Taki podział w istocie buduje mit, że wyższe wykształcenie licencjaty, magistraty, doktoraty, to remedium na bezrobocie albo gwarancja sukcesu. I chodzi o to by jak najwiecej ludzi w to uwierzyło, co producentom dyplomów jest na rękę bo wszak dbają o swój interes.
                • Gość: Berlińska Re: do Behemota IP: *.opole.hypnet.pl 06.11.11, 07:58
                  Piszesz: "Obawa przed założeniem firmy to nie tylko cecha migrantów", lecz przecież stwierdziłam to samo: polityka...nie dostarcza bodźców do rozwoju małej przedsiębiorczości, zniechęcając nie tylko migrantów, ale też tych, którzy zostali.
                  Dziękuję, że rozwinąłeś moją tezę: - Migracja prowadzi do zmiany systemu wartości - wyjazd za granicę do pracy traktowany jest jako naturalna ścieżka życiowa.
                  Piszesz, że brak pracy dla ludzi o niskich kwalifikacjach to mit. Jak w takim razie wyjaśnisz blisko 1 855 000 bezrobotnych, wśród których 247 tys. (13%) to osoby z wyższym wykształceniem. Wśród osób z wyższym wykształceniem stopa bezrobocia wynosi 5,2%, średnio w kraju 11,8%. Im niższy poziom wykształcenia, tym wyższy wskaźnik bezrobocia (wyjątek wykształcenie średnie ogólnoksztalcące).
                  Zapewne nie wszyscy migranci byliby bezrobotni, jednak nie chcą pracować za mizerne pensje lub na tzw. śmieciowych umowach. Bezrobocie byłoby znacznie wyższe, gdyby nagle 1900000 osób pracujących zagranicą wróciło do kraju.
                  Inaczej rozumiem niski poziom kwalifikacji - osobami o niskich kwalifikacjach nie są na pewno spawacze, elektrycy, tokarze itp. Niskie kwalifikacje to takie, których nabycie nie wymaga ukończenia określonej szkoły zawodowej. W PRL absolwenci zawodówek to robotnicy wykwalifikowani.
                  Piszesz: "Operatorów sprzętu budowlanego, zbrojarzy,spawaczy, chłodziarzy itd. sprowadzamy z Ukrainy, Gruzji i Mołdawii". Jednak Polska jest na szarym końcu w UE jeśli chodzi o imigrantów. Za nami jest tylko Bułgaria i Rumunia. GUS szacuje, że w 2009 r. było w Polsce ok. 200 000 imigrantów (60 tys. przebywa rok lub dłużej), 92 tys. osób miało kartę stałego pobytu – to są ułamki procenta. Polska więc przede wszystkim wysyła migrantów.
                  Wykształceni za publiczne pieniądze specjalisci wyjeżdżają i jest to strata. Np. w Polsce brakuje około 20 - 25 tysięcy lekarzy specjalistów. Rocznie na rynek wpuszcza się około 2 tysiacy lekarzy, z czego średnio 30-50% rokrocznie wyjeżdża za granicę. Z faktami się nie dyskutuje. Kto mówi o zabranianiu wyjazdów? Przecież wyraźnie stwierdziłam, że „procesy migracyjne będą nam towarzyszyły jeszcze przez dziesięciolecia. Zarówno politycy, jak i obywatele powinni zaakceptować tworzenie się transnarodowych przestrzeni wyznaczonych przez migracje zarobkowe”.
                  Kwestionujesz stwierdzenie Castellsa, pisząc: "Zdolność przystosowania się do zmieniajacych się warunków, jest funkcją inteligencji człowieka nie zaś kwalifikacji". Może więc napiszesz, w jaki sposób wystarczy sama inteligencja, jeśli w firmie wprowadzi się nowe oprogramowanie komputerów albo np. zakłady chemiczne kupią nowoczesną instalację sterowaną komputerowo - żeby właściwie zaprogramować i interpretować wskaźniki wystarczy inteligencja czy konieczna też jest specjalistyczna wiedza na temat procesów chemicznych, którą w związku z wprowadzaniem nowoczesnych technologii trzeba cały czas poszerzać?
                  Rzeczywiście kapitał idzie tam, gdzie jest odpowiednia siła robocza – dlatego uciążliwe przemysły przenoszą się do Azji, a firmy high-tech lokują się tam, gdzie są ludzie o wysokim poziomie wykształcenia. Lansujesz mit o rzekomo wysokim poziomie wykształcenia Polaków. Średnio w UE jest dwukrotnie większy odsetek osób z wyższym wykształceniem niż w Polsce, a np. wśród osób wieku 25-30 też mamy nieco niższy odsetek niż średnio w Europie: 27% wobec 29% - UE, 47% Finlandia, 43% Norwegia, 41% Belgia i Francja. Kształcimy też mniejszy odsetek inżynierów, matematyków, informatyków niż średnio w UE.
                  Zobacz dane Eurostatu:
                  epp.eurostat.ec.europa.eu/cache/ITY_OFFPUB/978-92-9201-033-1/EN/978-92-9201-033-1-EN.PDF.
                  Nowoczesna gospodarka to gospodarka oparta na wiedzy. Bez wykształconych mieszkańców będziemy krajem emigracyjnym wysyłającym do prac, które nie wymagają większych kwalifikacji lub uciązliwych, których nie chcą wykonywać Niemcy, Brytyjczycy czy Holendrzy.
              • alanta1 Re: do Behemota 06.11.11, 08:42
                Gość portalu: Berlińska napisał(a):

                > czytać ze zrozumieniem zawiłe zapisy prawne itp.

                Uczyć czytać ze zrozumieniem to powinna szkoła podstawowa i średnia, na studiach jest już za późno. A nasze szkoły uczą rozwiązywania testów, a nie myślenia, i od szkól trzeba zacząć. Ale po co, skoro głupim narodem manipulować? :/

                > Trening edukacyjny w czasie studiów z pewnością to ułatwia

                Na naszych uczelniach studenci się uczą pisać prace metodą copy-paste, bo niczego innego ich szkoły średnie nie nauczyły. To rzeczywiście bardzo tFórczy trening...

                > Jednak jest przepustką do rynku pracy

                Jest wymogiem sztucznie wytworzonym, nasze państwo chce ukrywać bezrobocie i pcha wszystkich na studia. Kiedyś 7% populacji miało studia, teraz 50% młodych studiuje, więc rynek pracy sie przystosował i nawet od konserwatora powierzchni płaskich wymaga studiów. Dlatego od kilku lat wyższe wykształcenie jest mitem.
                • Gość: anal lityk Re: do Behemota IP: *.pool.mediaWays.net 06.11.11, 15:16
                  Pani B. sama gryzie sie w ogon-jak tak uderza w trwoge ile brakuje lekarzy to niech doda-wielu
                  by medycyne studiowalo-ale nie ma miejsca. Jest biznes dla byle-doktorow i byle-profesorow
                  na smieciowe uczelnie i kierunki -przynosza tym spoleczenstwu tylko szkode-sami ale uwazaja sie
                  za elyte i (o dziwo) tak sie im placi. Jak widze te gronostaje to mi sie zle robi.
                • Gość: Berlińska Re: do alanta1 IP: *.opole.hypnet.pl 07.11.11, 02:17
                  Alanta1 stwierdził, że "Uczyć czytać ze zrozumieniem to powinna szkoła podstawowa i średnia". Oczywiście zgadzam się i te szkoły całkiem nieźle wywiązują się z tego zadania. Polscy uczniowie w testach PISA wypadają całkiem dobrze - 15 miejsce spośród 65 krajów w czytaniu ze zrozumieniem. Gorzej jest z matematyką - 25 miejsce (w 2009 r.).
                  "Na naszych uczelniach studenci się uczą pisać prace metodą copy-paste". Tak, część studentów stosuje tę technikę pisania, co z uporem godnym lepszej sprawy zwalczam. Jednak mają wybór - mogą włożyć więcej wysiłku i rozpracować problem na podstawie przeczytanej literatury, mogą uczestniczyć w badaniach, mogą działać w studenckich kołach naukowych, mogą też w ramach prac licencjackich i magisterskich zaprojektować i przeprowadzić badania własne. Zapewniam - są tacy studenci, którzy nie stosuja tej techniki. Śledzę losy naszych absolwentów - nasi najlepsi studenci nie musieli wyjeżdżać z Polski - pracują jako socjolodzy, a jeden z nich załozył firmę badań marketingowych i bardzo dobrze sobie radzi. Na starcie skorzytał z funduszy unijnych.
                  Studia dają mozliwość rozwoju, nabycia umiejętności analitycznych, krytycznego czytania tekstów, a czy student z tego skorzysta, to zależy tylko od niego.
                  Chyba nie sądzisz, że kiedy dostęp do wyższego wykształcenia był utrudniony (gdy zdawałam na socjologię było 9 kandydatów na 1 miejsce), to było korzystne. Właśnie dlatego, że w PRL było 7% z wyższym wykształceniem, dzisiaj nasze społeczeństwo jest znacznie gorzej wykształcone niż średnia dla krajów UE.
                  Obecnie problemem jest, jak skłonić do wypełnienia wymagań tych studentów, którzy poszli na uniwersytet tylko dlatego, że po liceum nie znaleźliby pracy. To nie państwo ukrywa bezrobocie, tylko młodzież dokonuje takiego wyboru. Nikt przecież nie zmusza do studiowania.
                  Wyższe wykształcenie nie jest mitem. Najlepsi studenci dobrze sobie radzą z procedurami kwalifikacyjnymi, np. dostali się na studia doktoranckie na UJ. Jednak zgadzam się, że ocena dostateczna na dyplomie to słaba przepustka do rynku pracy. Pracodawcę zresztą nie interesują stopnie tylko umiejętności i wiedza kandytata.
                  • alanta1 Re: do alanta1 07.11.11, 14:04
                    To, że uczniowie mają któreś tam miejsce nijak nie koreluje z ogólną umiejętnością czytania ze zrozumieniem. Oznacza tylko, że 14 krajów ich w tej umiejętności wyprzedziło :P
                    Gdzieś czytałam badania, ze tylko ok.10% populacji potrafi czytać ze zrozumieniem. A z próżnego i Salomon nie naleje ;)


                    > są studenci, którzy nie stosuja tej techniki

                    Mała grupa. I ta tylko powinna studiować. Reszta - won z uczelni opłacanych z podatków.

                    > Studia dają mozliwość rozwoju, nabycia umiejętności analitycznych, krytycznego
                    > czytania tekstów, a czy student z tego skorzysta, to zależy tylko od niego.

                    Jak wyżej, dają małej grupie.

                    > Chyba nie sądzisz, że kiedy dostęp do wyższego wykształcenia był utrudniony (gd
                    > y zdawałam na socjologię było 9 kandydatów na 1 miejsce), to było korzystne.

                    Było, na studia szli najlepsi, ja też zdawałam egzaminy. Czesi już zmądrzeli
                    wyborcza.pl/1,75477,9342555,Czesi__nie_studiujcie_.html
                    > To nie państwo ukrywa bezrobocie, tylko młodzież dokonuje takiego wyboru

                    Żyjesz w ułudzie i przeczysz sama sobie. Idą na studia, bo nie mają innego wyjścia, inaczej wylądowaliby w pośredniaku. Państwo płaci za każdego studenta, więc uczelnie sztucznie rozdymają ilość miejsc, w tym sensie państwo ukrywa bezrobocie.
                    A jakość leci na pysk.
                    • Gość: Berlińska Re: do alanta1 IP: *.opole.hypnet.pl 07.11.11, 14:57
                      Mogę zgodzić się z Twoją tezą: "To, że uczniowie mają któreś tam miejsce nijak nie koreluje z ogólną umiejętnością czytania ze zrozumieniem". Jednak dobrze rokuje na przyszłość, skoro w 2000 r. 23% uczniów prezentowało niski poziom czytania ze zrozumieniem, a w 2009 r. już tylko 15% (chodzi o 15-latków). Z krajów europejskich przed nami są Finlandia, Węgry, Norwegia, Estonia. Na wyniki Brytyjczyków, Niemców i Holendrów ma wpływ to, że duży odsetek stanowią imigranci, których dzieci mogą mieć kłopoty językowe.
                      Te 10% ogółu posiadających tę umiejętność, to skutek właśnie niskiego poziomu wykształcenia w czasach PRL.
                      Piszesz: "Żyjesz w ułudzie i przeczysz sama sobie. Idą na studia, bo nie mają innego wyjś
                      cia, inaczej wylądowaliby w pośredniaku." Przecież w przywołanym przez Ciebie artykule jest wypowiedź czeskiego ministra: "Załamany uczeń szkoły średniej bez matury to dla dominujących w czeskim przemyśle montowni idealny kandydat do pracy". Czyli o to właśnie chodzi.
                      Moim zdaniem takie myślenie to krótkowzroczność. Montownie można w każdej chwili zdemontować i przenieść do Chin, jak to np. zrobił zarząd Renault likwidując montownię w Belgii czy ostatnio u nas OSRAM z Pły. Jest to kwestia czasu...
                      Nie zgadzam się, że studiować powinni tylko najlepsi. Najlepsi po prostu najlepiej sobie radzą na rynku pracy, a absolwent, który w gorszym stopniu przyswoił sobie wiedzę i umiejętności ma lepsze szanse życiowe niż ten, który nie studiował, o czym świadczy niski odsetek bezrobotnych wśród osób z wyższym wykształceniem.
                      Natomiast powinno niepokoić to, że większość naszych najlepszych absolwentów musi wyjechać z woj. opolskiego (niekoniecznie zagranicę), że znaleźć dobrą pracę.
                      • alanta1 Re: do alanta1 07.11.11, 18:50
                        gość portalu: Berlińska napisał(a):

                        > Przecież w przywołanym przez Ciebie artykule jest wypowiedź czeskiego ministra: "Załamany uczeń szkoły średniej bez matury to dla dominujących w czeskim przemyśle montowni idealny kandydat do pracy". Czyli o to właśnie chodzi.

                        He, he, typowa socjologiczna manipulacja: wybrać z artykułu jedyną wypowiedz, która pasuje do własnej błędnej tezy, a pominąć całą resztę, która tej tezie przeczy :P

                        Nie lubię się kopać z koniem, dlatego EOT.
    • Gość: anal lityk Dr Berlińska: Opolanie muszą się kształcić IP: *.pool.mediaWays.net 05.11.11, 13:33
      Takie specjalizacje jak Literatura rosyjska w drugiej polowie XIX wieku to w Opolu mozna zdaje sie
      studiowac-w zyciu jest to zbyteczne. Nawet Niemiecki, wbrew pozorom, duzo nie da-bo nalezy go umiec a nie studiowac.
      Dyplom jest potrzebny np. przy zawodzie tlumacza przysieglego-ale tam
      obowiazuja juz inne prawa-obcy wstepu nie ma. Nalezy zdac sobie sprawe-jak ktos nie ma dojscia do specjalizacji albo ukladow, to studiowac moze sobie do usranej smierci a zyc bedzie jak ostatni robol. No chyba ze dostanie sie na medycyne, stomatologie, architekture itp.-ale dziwnym zbiegiem okolicznosci jest tam zawsze bardzo malo miejsc a studiuja tam potomkowie tych , ktorzy tam tez juz byli.
      Pozostaje budzetowka-tam wymaga sie dyplomu i przy odrobinie szczescia mozna jakos sie
      tam zadekowac. Ten aparat puchnie w oczach i predzej czy pozniej wybuchnie grecka choroba.
      • Gość: Nessus Re: Dr Berlińska: Opolanie muszą się kształcić IP: *.dynamic.chello.pl 05.11.11, 16:10
        „…Nalezy zdac sobie sprawe-jak ktos nie ma dojscia do specjalizacji albo ukladow, to studiowac moze sobie do usranej smierci a zyc bedzie jak ostatni robol. No chyba ze dostanie sie na medycyne, stomatologie, architekture itp.-ale dziwnym zbiegiem okolicznosci jest tam zawsze bardzo malo miejsc a studiuja tam potomkowie tych , ktorzy tam tez juz byli…”
        No witamy w Europie. A te wszystkie znane i podziwiane uniwersytety w stylu Harward to jak działają? Ojciec prawnik korporacyjny posyła syna na studia prawnicze, łoży na uczelnię kasę, a na pociechę już czeka praktyka, stanowisko i pensja. Potem w statystykach wychodzi ile to po takiej uczelni zarabiają i jakie stanowiska zajmują. A ludzie myślą, że tam to jest „Bóg wie jaki” poziom. No jest. Tyle, że do podnoszenia poziomu to oni przyjmują te naście procent bidaków. Jak przyjedzie taki zdolny Pakistanu, Puerto Rico czy Polski z gdzie funt na dzień to sporo, a dostanie stypendium to jest w euforii. Na nich nie czeka etat jedynie etos uczelni. Z konieczności drą do góry jak wilczki.
        Najbardziej smutne u nas jest to, że nawet bardzo dobrzy studenci nie potrafią znaleźć pracy. Zaraz po studiach powinna być praktyka i jeszcze raz praktyka.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka