Gość: behemot
IP: *.dynamic.chello.pl
08.08.16, 14:27
Dziennikarze Neues Tribune, której redakcja znajduje się na Pasiece, uderzeni smrodem w nozdrza i doniesieniami pasieczników czytelników, protestantów, skurczybyków, rozpoczęli dochodzenie - skąd wziął się nieznośny smród w płucach Opola, jak niesłusznie nazywają Pasiekę. Rzecz jasna przyszedł z zachodu w czwartkowy wieczór i utrzymuje się do dziś. Do redakcji Wyborczej , ten smród jeszcze nie dotarł, bo dalej położona za Młynówką, więc tematu ogórkowego, choć śmierdzącego jak goowno, jeszcze nie ruszają. Na nogi i koła zostały postawione patrole SM a i sanepid idzie do boju rozpoznać czy to aby nie sprawka gnoju. Tymczasem rzecz jest prozaicznie, choć może nie do końca prosta.Wjeżdżając na wał p .powodziowy koło Pagaja w czwartek o zachodzie slońca, ów smród zatrzymał mi oddech,co nie przeszkodziło pokonać przestrzeni do mostu kolejpwego w zawrotnym tempie. Gdyby Majka taki smród poczuł na Copacabanie to miałby złoto z przewagą kilku minut nad drugim zawodnikiem. Zbliżając się do prędkości światła płynącego z mojej lampy rowerowej, kątem oka dostrzegłem poczciwy traktor wlokący na dyszlu bekę, na końcu której rozpościerał się wachlarz gnojowicy sądząc po kolorze, bo po zapachu zdecydowanie nie. W kwestii gnojówki jestem niekwestionowanym ekspertem, bowiem jako pacholę w końcu lat pięćdziesiatych ubiegłego wieku, będąc wieziony na ramie roweru przez jakiegoś dalekiego krewniaka na podkrakowskiej wsi, wpadliśmy z impetem do zbiornika gnojówki, jaki przy każdej stajni i chlewie wówczas się znajdował. Owa gnojówka stanowiła wodny roztwór odchodów końskich, krowich, baranich, swińskich i co tam jeszcze chłop miał w stajni i chlewie. Niezapomniany bukiet, mieszanka zapachów, która niczym Coco Chanel 5 znacznie poźniej wryła się w twardy dysk. Tamta gnojówka to był zapach życia. Jak widok bociusia w Seksmisji - Jak on żyje to i my żyjemy. Jak gnój pachnie to i my żyjemy, bo jak przestanie to my są na masową skalę wegetarianie, weganie i inni ..anie. No ale wtedy bydlątka nie były modyfikowane genetycznie, żarły trawę na pastwisku, siano, owies, ziemniaki z parnika, pomyje, pokrzywy i inne specyjały, ponadto się ruszały. Krowa na pastwisku nażarła się trawy, legła sobie wygodnie i przeżuwała dostojnie. Potem walnęła ciepły zielony placek, albo talerz o normalnym zapachu. A dzisiaj? Krowa nie widzi łąki, komputer jej paszę i wodę poda, maszyna wyczochra, a ta pasza? Co to jest?Druga maszyna wydoi i stoją takie fabryki mleka zmodyfikowane genetycznie by po dwie cysterny rocznie wyprodukować. To samo ze świniami. Stoją na betonie bez słomy, mocznik spłukiwany do zbiorników spotyka się z krowimi wypłukami i tworzy kisnąc smrodliwy produkt niewiele mający wspólnego z tradycyjną gnojówką. To smród zepsutej gnojowicy, w której brakuje nutki końskiej, owczej, zapachu słomy, trawy,siana. Dlatego tak śmierdzi i jest nie do zniesienia. Utrzymuje sie długo. Dawniej, wiaterek dmuchnął i nie było smrodku czuć mimo, że rdzawe oko zbiornika z gnojówką - nie gnojowicą- stało pośrodku podwórka chlopskiego. Swojego czasu nawet miałem pomysł, na przemysłową skalę by ten zapach pakować w puszki i wysyłać do stanów czy Kanady pod nazwą Zapach Ojczyzny/ Ojcowizny. Rynek był rozeznany i popyt by był ale trudno bylo przeskoczyć amerykańskie przepisy sanitarne. Dodam, że zapach gnojówki jest inny w okolicach np. Łomży na rozlewiskach Narwi, inny na podbeskidziu i w górach a inny na Kaszubach czy Mazurach i Warmii.
W ty co farmer wylał na szczepanowickich polach za wałami wyraźnie czuć było domieszke jakby ludzkich odchodów, co oczywiście wydaje sie nie powinno wchodzic w rachubę. Tak więc sprawa została wyjasniona. Sanepid może pozostać w biurze a strażnicy by rolnikowi uszczuplić dopłaty unuine i ukarać go mandatem muszą wyjść w teren i wywąchać nosami własnymi, które to ściernisko capi bynajmniej nie jak San Francisco.