Dodaj do ulubionych

Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatelskiej

22.10.07, 09:20
Wyborcy, pamiętajcie na jaki program głosowaliście:
1. wycofanie wojsk z Iraku,
2. podatek liniowy,
3. znaczące podwyżki płac dla lekarzy i pielęgniarek,
4. znaczące podwyżki płac dla nauczycieli,
5. podwyżki rent i emerytur,
6. szybka budowa dróg i autostrat,
... i ogolnie Arkadia.
życzę Platformie realizacji tych obietnic, bo wtedy i mi będzie się
żyło lepiej. Mam tylko nadzieję, że pierwszym symptomem tego cudu
nie będzie: paliwo po 5 zł, a chleb po 4 zł, a kurczaki po 20 zł.
Platformo do dzieła!
Obserwuj wątek
    • 123_deja_vu Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel 22.10.07, 09:28
      uważam, że teraz powinno nastąpić cięcie "do żywego" i czyszczenie z
      ludzi pis w urzędach, agencjach, spółkach i mediach.
      tylko w ten sposób można doprowadzić do odrodzenia demokracji i do
      upadku tej popapranej partii - jak stracą stołki, to stracą ochotę
      do "zabawy w politykę"

      Donaldzie - do działa. Bądź bezlitosny dla szkodników!
      • 123_deja_vu Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel 22.10.07, 09:30
        aha, nie zapomnijmy o służbach...
        • Gość: vu Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel IP: *.chello.pl 09.03.08, 23:36
          Psubracie chcesz namówić pie..iętego kaczora donalda do faszyzmu ?
          Za tym gardłujesz ?
          (kto wie ? gębe i wzrok już takie ma a i pochodzenie też nie byle
          jakie!)
          a więc Polacy uwaga !
          UWAGA !Uwaga ! PO-wski eurofaszyzm nadchodzi ?

          Uważasz, że my PIS-ocy już od teraz powinniśmy się was PO-ców bać ?




    • apriori1 Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel 23.10.07, 08:51
      Zaczynamy cudowne formowanie rządu. Potrfa cudownie z jakiś miesiąc.
    • Gość: Tutejszy Nie czekamy na raj - tylko na normalny kraj_______ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.10.07, 09:30
      -bez jadu
      -bez złości
      -bez buty
      nie potrzeba nam cudu - tylko normalności
      nie potrzeba organizacji do walki z korupcją, lecz:
      -ograniczenia biurokracji,
      -koncesji,
      -zezwoleń,
      a głównie władzy urzędoli.
      Jak od takiego dupka nic nie zależy to łapówki nie bierze!
      • jawor10 Życzmy mądrości i gospodarności władzom Opola 01.02.08, 09:59
        Może poradzą sobie z wieloma problemami
        • borus6 We Wrocku też mają problemy z PO 01.02.08, 11:38
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=913
          • dar54 Wrocław sobie poradzi - tam kresowiacy 01.02.08, 18:18
            Tutaj sama inteligencja i trudno znależć wspólny język
            • Gość: gość Re: czekamy na cud gospodarczy PO IP: *.pools.arcor-ip.net 02.02.08, 10:13
              No to sobie poczekacie... I kupcie sobie mocne szkła powiększające.
              Bo inaczej przegapicie i niezauważycie tych cudów.
      • Gość: Tutejszy Re: Nie czekamy na raj - tylko na normalny kraj__ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.05.08, 13:41
        poprzednicy takie "udane" ustawy na-PiS-ali, że trzeba wszystko PO-
        prawiać
        • Gość: Obserwator mediów PO PO choćby potop! IP: 80.51.199.* 06.05.08, 13:57
          Miejmy nadzieję, że Tutejszy PO, nie za-Korzeni się u władzy za
          długo!
    • Gość: 4.5% Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel IP: *.chello.pl 03.02.08, 18:53
      Staliśmy o krok nad przepaścią.
      Teraz mamy szanse zrobić wielki krok naprzód!
    • Gość: WIBOR 5,63% Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatelskiej IP: 80.51.199.* 04.02.08, 07:48
      DZIESIĘĆ ZOBOWIĄZAŃ PO
      Polska zasługuje na cud gospodarczy

      1. Przyspieszymy i wykorzystamy wzrost gospodarczy
      2. Radykalnie podniesiemy płace dla budżetówki, zwiększymy
      emerytury i renty
      3. Wybudujemy nowoczesną sieć autostrad, dróg ekspresowych,
      mostów i obwodnic
      4. Zagwarantujemy bezpłatny dostęp do opieki medycznej i
      zlikwidujemy NFZ
      5. Uprościmy podatki – wprowadzimy podatek liniowy z ulgą
      prorodzinną, zlikwidujemy ponad 200 opłat urzędowych
      6. Przyspieszymy budowę stadionów na Euro 2012
      7. Szybko wypełnimy naszą misję w Iraku
      8. Sprawimy, że Polacy z emigracji będą chcieli wracać do domu
      i inwestować w Polsce
      9. Podniesiemy poziom edukacji i upowszechnimy Internet
      10. Podejmiemy rzeczywistą walkę z korupcją.

      Donald Tusk
      • Gość: gość Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel IP: *.pools.arcor-ip.net 04.02.08, 11:13
        Obiecanki cacanki. Obiecywano kiedyś drugą Japonię, później drugą
        Irlandię (mam nadzieję, że nie północną). Zobowiązania są po to, aby
        kupić wyborców, a nie aby je realizować. Niepowodzenia
        w "realizowaniu" owych zobowiązań zwali się na sabotaż PiS-u.
        • Gość: x Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.08, 22:51
          można zwalać też na koalicjanta, prezydenta
          lista jest długa
    • apriori1 Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel 05.02.08, 07:46
      Oddala nam się druga Irlandia
      (PAP, pr/05.02.2008, godz. 06:16)

      Rząd zaczyna mieć kłopoty z likwidacją barier dla
      przedsiębiorczości. Pakiet Szejnfelda wpadł na rafy. 15 stronom
      projektu urzędnicy przeciwstawili 300 stron uwag - pisze "Puls
      Biznesu".

      Pod znakiem zapytania stanął sztandarowy cel Platformy
      Obywatelskiej, czyli wprowadzenie rzeczywistej wolności
      gospodarczej. Jak dowiedział się "Puls Biznesu", okoniem stanęło
      antyreformatorskie lobby urzędnicze. Projekt nowelizacji ustawy o
      swobodzie gospodarczej, autorstwa Ministerstwa Gospodarki, natrafił
      bowiem na gigantyczny opór w trakcie uzgodnień międzyresortowych.
      Urzędnicy kilku ministerstw zażądali wycięcia wielu korzystnych dla
      przedsiębiorców regulacji.

      - Będę przekonywał oponentów do naszych propozycji - mówi Adam
      Szejnfeld, wiceminister gospodarki.

      Sytuacja niepokoi przedsiębiorców. - Zaczynamy się poważnie martwić,
      że także tym razem wprowadzenie prawdziwej swobody dla firm może się
      nie udać - mówi Małgorzata Krzysztoszek, ekspert PKPP Lewiatan.

      - Reformatorskie inicjatywy blokują urzędnicy średniego szczebla,
      dyrektorzy departamentów i naczelnicy, którzy od lat robią wszystko,
      by zachować przywileje swoich instytucji kosztem przedsiębiorców -
      mówi Jarosław Chałas, ekspert prawny Business Centre Club.
      • dar54 Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel 05.02.08, 08:01
        finanse.wp.pl/POD,14,wid,9628375,prasa.html?rfbawp=1202194660.517&ticaid=154e0
        • Gość: zośka Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel IP: *.punkt.pl 05.02.08, 08:07
          dopiero teraz przeczytałam "tutejszego" -bez jadu
          -bez złości
          -bez buty
          chyba jedyna konstruktywna wypowiedż.
          Szacuneczek.I oby tak było.
          • apriori1 Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel 05.02.08, 09:44
            Trzeba poczytać wcześniejsze wpisy Zośki, żeby zrozumieć co to
            znaczy bez jadu, bez złości, bez buty. Czyżby amnezja? Czy moralność
            Kalego? Dlaczego za poprzednich rządów POplecznicy nie wypowiadali
            się bez jadu i nienawiści? Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. Niech
            tylko słupki PO polecą w dół.
            • Gość: dytylius Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.08, 10:31
              będziecie mieli reformy! raj -Tuski buce wyborcy wierzący w obietnice!
              • komol Może Tymiński pomoże 05.02.08, 11:35
                Jest jego odpowiednik - Mikosza - z gondolami, które ożywią
                gospodarkę Opola, przyjadą tłumy turystów, hotele będa pękały w
                szwach ( ze śmiechu), na kursy będą przedpłaty i rezerwacja na rok
                naprzód.Wątpię czy uda się opolanom pojeździć - poszybować w amoku...
                Ale jest nadzieja , że przyjadą z Irlandii i nie wrócą.....
                • Gość: zośka Re: Może Tymiński pomoże IP: *.punkt.pl 05.02.08, 12:32
                  nie jestem ani tu, ani tu.
                  Ale lubie konstruktywne uwagi, które cokolwiek wnoszą.
                  I tylko jeden wpis był toki.
                  Dzięki za niego.
                  • Gość: Tutejszy Re: Może Tymiński pomoże IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.02.08, 13:27
                    dzięki za dzięki,
                    ale ja naprawdę chcę tylko normalnego kraju,
                    a nie raju czy cudu skąd krok do... demoludu
              • Gość: Raid Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel IP: *.punkt.pl 05.02.08, 13:26
                nie cwaniaczkuj, bo mógłbym w tym momencie zapytać gdzie moja szansa na jedno z
                3 milionów mieszkań - uwierzyłeś w to? ja nie i to ja miałem rację. dziwnym
                trafem, to co się wcześniej nazywało kiełbasą wyborczą i co wyborcy przyjmowali
                z przymrużeniem oka w przypadku PO okazało się zupełnie czymś innym. czyżby
                naród uwierzył w obietnice skoro teraz chce rozliczać? nie bądźcie śmieszni, to
                źle świadczy o waszej inteligencji
    • Gość: POczekać_trzeba Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.02.08, 13:20
      ale związki spod znaku PiS i LiD nie pozwolą
    • Gość: a ile Re: Czekam na 4 lata spokojnej pracy rzadu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.08, 14:56
      a ile lat dajecie na ten program 30 dni 60 dni 90 dni 1 rok, 2 lata
      3 lata a moze normalna pełną kadencję?
      Zastanówcie sie, czego chcecie?
      Jak ma cos być to nie w 100 dni po wyborach
      • Gość: "irlandczyk" Re: Czekam na 4 lata spokojnej pracy rzadu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.08, 17:18
        Wystarczy spojrzeć na pierwsze miesiące po wyborach i co widać? Nic.
        Wiceminister z opolszczyzny nie zdobył kasy nawet na wały
        przeciwpowodziowe choć jest najbliżej koryta. Jeszcze na coś
        liczycie?
        • Gość: nie Re: Czekam na 4 lata spokojnej pracy rzadu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.08, 17:38
          nie jest irlandczykiem i po prostu nie pcha sie do koryta...:)))
    • apriori1 Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel 06.02.08, 07:45
      Oczywistym jest, że po 3 miechach nie będzie jeszcze „cudu”. Jednak
      od partii, która do wyborów głosiła, że jej „gabinet cieni” płynnie
      przejmie władze, a w szuflady ma pełne projektów ustaw, można
      wymagać przynajmniej sformułowania programu rządu dla różnych
      dziedzin życia społeczno-gospodarczego. A tutaj czas mija, a Polacy
      nie wiedzą właściwie, jakie konkretne rozwiązania zafundowali sobie
      na 4 lata. Pytać o program i reformy trzeba już teraz, aby kolejna
      kadencja i kolejne 4 lata nie były dla nas stracone z powodu grzechu
      zaniechania. A już tak na koniec, to każdy nowy rząd powinien
      wiedzieć, że trudne reformy i zmiany przeprowadza się zaraz na
      początku rządzenia. Potem wraz z upływem kadencji brakuje już
      determinacji do trudnych zmian, a myśli się już o nowych wyborach i
      sondażach. Tak więc reformy muszą być w tym roku. Inaczej kolejna
      stracona kadencja i rozczarowania wyborców.
      • komol Widziały gały co wybierały 06.02.08, 08:11
        A co programów nie słyszały , tylko obietnice?
        A umieją po irlandzku, więc czego - skoro nie zrozumiały.
        Do nauki ...żeby potem żyć w drugiej Irlandii
        • apriori1 Kolejny przejaw realizacji "cudów" Tuska. 06.02.08, 12:28
          Suche fakty za PAP, bez jadu i nienawiści:

          "GP": Prąd znów podrożeje i to nawet o 25 proc.
          ask, PAP
          2008-02-06, ostatnia aktualizacja 2008-02-06 09:20


          Wiosną detaliczne ceny energii ponownie wzrosną, teraz o 15-25
          proc., zapowiada
          Będzie to kolejna podwyżka cen po tym, jak na początku roku ceny dla
          odbiorców detalicznych wzrosły średnio o ponad 20 proc., a dla
          przemysłu o 25 proc.

          Polska Grupa Energetyczna szacuje, że sprzedawcom prądu brakuje
          minimum 5 TWh energii. To dużo, bo sam tylko RWE Stoen sprzedał w
          2007 r. ok. 6,6 TWh prądu. Przyczyną wzrostu hurtowych cen energii
          jest ograniczenie elektrowniom uprawnień do emisji dwutlenku węgla.
          A konsekwencją - podwyżka cen dla gospodarstw domowych.

          Sytuację bada Urząd Regulacji Energetyki. "Sprawdzamy, co się
          stało" - mówi Mariusz Swora, prezes URE.
          • Gość: niePiSak Re: Kolejny przejaw głupoty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.02.08, 15:17
            ciągnie sie jeszcze PiSuarowy smród
            przez 2 lata szczali na gospodarkę, tylko agentów i afery tropili
            • komol Re: Kolejny przejaw głupoty 07.02.08, 12:11
              www.gazetawyborcza.pl/1,76498,4871149.html
              i co nas czeka ???
              Ani nowy stadion, ani nowe mieszkania ani druga Irlandia,młodzi
              uciekaja - zostana emeryci i renciści oraz wysokopłatni posłowie
              • bolko6 Gaz do EC 08.02.08, 09:42
                Nowa rura z gazem z Rosji do Elektrociepłowni w Opolu
                • dar54 ale tutaj Opole nie ma szans na ujęcie w programie 08.02.08, 12:37
                  www.ekoinfo.pl/art.php?action=more&id=1102&idg=7&wa=N-OS0806&sid=739845962&adr_no=E411326&adr_em=1131316
                  • smerfix Może ktoś otworzy farbiarnię z pralnią ??? 08.02.08, 20:50
                    Nie ma konkurencji w farbowaniu jeansu :-)))
                    • dorotakal zwalniając z podatku będzie farbiarnia jeansu.... 09.02.08, 21:09
                      Prezydent Putin podkreślił też, że Rosja wróciła na arenę
                      międzynarodową jako kraj, który jest brany pod uwagę. Opowiedział
                      się też za maksymalnym zwolnieniem z podatków firm, które inwestują
                      w szkolenie pracowników i opiekę zdrowotną.
    • Gość: bozia Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel IP: *.chello.pl 09.03.08, 07:22
      Tatka latka.Czekaj???
      • Gość: cannabis Re: Cud gospodarczy Platformy Obywatelskiej IP: *.punkt.pl 09.03.08, 13:26
        Jeśli ktoś zamierza czekać z założonymi rękami, tak jak..., no mniejsza z tym,
        to może się nie doczekać. Takie rzeczy, to tylko w komunie. I w ERZE.

        2 marca 2008 r. w niedzielę, Premier Tusk podsumował 100 dni rządu.
        Poinformował, że podatek liniowy mógłby zostać wprowadzony do 2011 r. Rząd chce
        wprowadzić:
        - "prorodzinny podatek liniowy z kwotą wolną od podatku i
        - "ulgą na dzieci".
        Wcześniej - w 2009 roku - wprowadzone zostaną dwie stawki podatku PIT - 18 i 32
        proc.

        Premier Donald Tusk zapowiedział także na posiedzeniu Rady Krajowej PO, że 10
        marca 2008 r. klub Platformy złoży do marszałka Sejmu projekt ustawy, który
        przewiduje zniesienie abonamentu rtv dla emerytów.
        Drugim krokiem będzie zniesienie abonamentu dla wszystkich.
        Abonament RTV jest ciężarem archaicznym!

        W pierwszej połowie kadencji PO będzie chciała uchylić podatek Belki w części
        opodatkowującej oszczędności.

        W końcu kadencji PO będzie chciała zlikwidować ten podatek w części dotyczącej
        transakcji giełdowych.

        Planowany jest zakup nowych jednostek pływających dla tych, którzy masowo będą
        wracać z wysp do Polski..., no choćby żeby pooglądać TiVi za fri!


    • Gość: gwiezdny patrol jest pierwszy cud! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.08, 21:49
      "Tusk obiecał w USA restytucję mienia żydowskiego

      Podczas spotkania z przedstawicielami organizacji żydowskich w USA w
      poniedziałek w Nowym Jorku premier Donald Tusk obiecał rozwiązanie
      jeszcze w tym roku ciągnącego się od lat problemu restytucji
      prywatnego mienia żydowskiego w Polsce - podali uczestnicy
      spotkania.
      Informację potwierdził szef gabinetu politycznego premiera Sławomir
      Nowak, który towarzyszył szefowi rządu podczas wizyty w USA.

      - Pracę nad projektem w ramach rządu prowadzi wiceminister skarbu
      państwa Krzysztof Łaszkiewicz. Jest w stałym kontakcie m.in. ze
      środowiskiem żydowskim, ale nie tylko, bo reprywatyzacja dotyczy
      wszystkich obywateli polskich, którzy utracili swój majątek -
      powiedział Nowak. - Minister Łaszkiewicz dostał polecenie od
      premiera, aby przyspieszyć prace, tak żeby wiosną rząd skończył
      pracę nad projektem, a do jesieni tego roku ustawa mogła być
      przedstawiona Sejmowi - podkreślił.

      Nowak zaznaczył, że premier prosił przedstawicieli organizacji
      żydowskich zainteresowanych reprywatyzacją o
      wyrozumiałość. "Powiedział, że nie jesteśmy w stanie
      usatysfakcjonować tych, którzy oczekują wysokich rekompensat rzędu
      np. kilkudziesięciu procent wartości majątku. Otwarcie mówił, że
      reprywatyzacja obejmie tyle, na ile będzie stać państwo, i że trudno
      zakreślić jej horyzont czasowy, ile będzie trwała" - stwierdził
      Nowak.
      (...)
      Przedstawiciel ADL Michael Salberg, dyrektor ds. międzynarodowych w
      tej organizacji, potwierdził wiadomość o deklaracjach szefa
      polskiego rządu na temat restytucji mienia, chociaż podał nieco
      późniejszy termin przypuszczalnego załatwienia tej sprawy. - Premier
      zobowiązał się do przeforsowania ustawy o reprywatyzacji w
      parlamencie do końca tego roku - powiedział Salberg."
      • Gość: gwiezdny patrol Ćwiąkała, Krauze, obcinacze, Doda z Krawatem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.08, 11:46
        "Było profesjonalnie: uśmiechy, zalotne spojrzenia, króciutkie
        szorty - ale i były specjalne życzenia dla nowego premiera. Niczym
        Marylin Monroe przed prezydentem Johnem F. Kennedym, Doda zaśpiewała
        Donaldowi Tuskowi jeden ze swoich utworów."

        "Polityczna deklaracja Dody ukazała się w najnowszym "Wprost", w
        rubryce "Skaner". Piosenkarka odpowiadała tam na pytania
        czytelników. Jeden z nich (Rafał Mączyński z Warszawy) zapytał
        wprost: "Na kogo będzie pani głosowała?". Oto odpowiedź Dody:
        - Będę głosowała na PO, ponieważ utożsamiam się z jej programem. Nie
        podoba mi się perspektywa życia w kraju inwigilowanym, lustrowanym,
        pełnym podsłuchów i cenzury. Wybieram kraj pełen wolności,
        tolerancji i indywidualności."

        "Piosenkarka skradła premierowi całusa. Lider Platformy nie krył
        zaskoczenia tą niespodzianką. Z piosenkarką przywitał się bardzo
        czule, a Doda - znana z niekonwencjonalnych zachowań - rzuciła się
        mu na szyję. Najważniejsze jest, żeby mieć w sobie to coś, co
        niewątpliwie ma nasz premier Donald Tusk, czym zauroczył całą
        Polskę. Zupełnie jak ja" - mówiła Doda przed swoim występem.
        Specjalnie dla premiera zaśpiewała na żywo wzruszającą balladę "To
        jest to'. "Wola istnienia, moc przenoszenia wiarą gór, dziecięca
        siła, nie ma w niej strachu" - nuciła Doda. Tusk z podziwem słuchał
        i uśmiechał się szeroko"

        "Dorota Rabczewska zwróciła się do katowickiego sądu o zgodę na
        widzenia z 33-letnim Sebastianem K. ps. "Młody Krawat", jednym z
        najbardziej znanych członków śląskiej mafii.
        13 lutego "Młody Krawat" został skazany na osiem lat więzienia za
        udział w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym
        oraz pomoc w zorganizowaniu zamachu na Wiktora Fiszmana, szefa mafii
        białoruskiej w Polsce. Sebastian K. miał zrobić rozpoznanie i
        wskazać zabójcy ofiarę. W efekcie płatny morderca z Sosnowca
        zastrzelił Białorusina w centrum Szczecina. Sebastian K. ma też
        sprawę za kradzieże samochodów.
        - Piosenkarka otrzymała zgodę na dwa spotkania z nim - potwierdza
        sędzia Hanna Szydziak, rzeczniczka prasowa Sądu Okręgowego w
        Katowicach.
        Doda rozmawiała z gangsterem w sali widzeń katowickiego aresztu. Jej
        pojawienie się wprawiało w osłupienie innych więźniów, a nawet
        strażników. - Nie było jednak żadnej taryfy ulgowej - zastrzega
        major Marian Stoszek, zastępca dyrektora aresztu. Piosenkarka tak
        jak narzeczone mafiosów musiała zostawić w depozycie komórkę,
        wykrywaczem metalu sprawdzono też, czy nie wnosi do środka
        niebezpiecznych przedmiotów.
        Po wizytach Dody Sebastian K. stał się niekwestionowaną gwiazdą
        aresztu. - Osadzeni zazdroszczą mu znajomości z piosenkarką, bo
        prawie w każdej celi można znaleźć gazety z jej zdjęciami -
        przyznaje jeden z oficerów służby więziennej.
        Dlaczego Doda odwiedzała w areszcie śląskiego gangstera? Nie
        wiadomo. Maja Sablewska, menedżer piosenkarki, nie odpowiedziała na
        nasze pytania. - Odwiedzamy różne miejsca, jak hospicja czy domy
        dziecka - tłumaczyła.
        Prokuratorzy i oficerowie CBŚ, którzy rozbili gang "Krakowiaka",
        podejrzewają, że "Młody Krawat" mógł poznać piosenkarkę w
        Szczecinie. Doda przez jakiś czas tam mieszkała, a gangster
        prowadził interesy. Policja zatrzymała go na przejściu granicznym w
        Świnoujściu, kiedy próbował wyjechać z Polski.

        Kim jest Sebastian K. pseudonim "Młody Krawat"?

        Sebastian K. jest jedną z najbardziej barwnych postaci śląskiej
        mafii. Spośród innych gangsterów wyróżnia się markowymi ubraniami
        oraz starannie ułożonymi włosami. Zasłynął z tego, że siedząc w
        katowickim areszcie, domagał się 10 tysięcy odszkodowania za
        przewlekłość procesu w sprawie gangu "Krakowiaka". Jego wniosek
        odrzucono, bo gangster nie chciał wpłacić 100 zł opłaty
        manipulacyjnej. Twierdził, że nie ma pieniędzy. Rok temu CBŚ badało,
        czy "Młody Krawat" dostał propozycję zastrzelenia znanego
        katowickiego prokuratora. Sprawę umorzono z braku dowodów.
        Za parę miesięcy Sebastian K. będzie mógł się ubiegać o warunkowe
        zwolnienie z więzienia. Sąd na poczet kary zaliczył mu bowiem prawie
        czteroletni pobyt w areszcie."

        Poparcie dla PO w więzieniach wzrośnie jeszcze bardziej.CUD !

        • Gość: gwiezdny patrol rodzinny cud Platformy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.08, 11:13
          Załatwiłam tam synowej pracę przez klubowego kolegę. Pochodzi z
          Białegostoku, ale to zdolna dziewczyna - mówi Elżbieta Neska,
          bielańska radna Platformy. Nie jest wyjątkiem. W jednej tylko
          instytucji podległej marszałkowi Mazowsza naliczyliśmy przeszło 30
          działaczy partii Tuska lub ich krewnych.

          To miała być wizytówka rządzącej województwem koalicji PO-PSL. Aby
          sprawnie podzielić 3 mld euro unijnych dotacji na lata 2007-13,
          urząd marszałkowski powołał nową instytucję - mazowiecką jednostkę
          wdrażania projektów unijnych. To ona zdecyduje, która firma,
          samorząd, czy organizacja społeczna dostanie pomoc z Brukseli.

          Moja zapracowana córa

          Szeregowi politycy Platformy chcieli powołać ekspercką komisję spoza
          urzędu, która wybierze dyrektora fachowca. Ich pomysł przepadł.
          Szefa nowej instytucji wyznaczył zarząd województwa złożony z
          działaczy PO i PSL. To Piotr Adamski, pochodzący z Szydłowca bliski
          współpracownik Ewy Kopacz, minister zdrowia i liderki mazowieckiej
          PO.
          Odtąd do pracy w unijnej jednostce zaczęli tłumnie zjeżdżać
          działacze PO z całego województwa. Na liście zatrudnionych
          znaleźliśmy aż 30 działaczy partii Tuska. Pracuje tu m.in. radna w
          Radzie Warszawy Maria Łukaszewicz i Maria Wiro-Kiro z władz
          bielańskiej PO. Są lokalni politycy tej partii z Targówka, Wawra,
          Ochoty, Pragi, Kozienic, Ostrołęki, Sochaczewa.

          Posadami w dzielącej brukselskie pieniądze instytucji zainteresowały
          się też rodziny działaczy. Wydziałem informacji kieruje żona radnego
          PO na Ochocie Piotra Żbikowskiego Dorota. - Jestem z tego dumny. Gdy
          Platforma była w opozycji, moja działalność polityczna utrudniała
          żonie karierę urzędniczą. Ale czasy się zmieniły - cieszy się Piotr
          Żbikowski.

          W wydziale organizacyjnym pracuje Aleksandra Wosztyl.
          - Czy to pana córka? - pytamy Dariusza Wosztyla, zaufanego Ewy
          Kopacz i wiceburmistrza Ursynowa.
          - A osoba o takim nazwisku tam pracuje? - dziwi się początkowo
          Dariusz Wosztyl.

          Daje za wygraną, gdy mówimy, że na stronie internetowej chwali się
          córką Aleksandrą. - Mógłbym kłamać, ale powiem prawdę - to moja
          córa. Zna świetnie niemiecki po studium nauczycielskim. Wie pan, co
          mi mówi, jak dzwonię do niej przed godz. 16? Że jest bardzo
          zapracowana - opowiada Dariusz Wosztyl.

          Wróbel dał Nesce

          Anna Neska z wydziału administracyjno-gospodarczego dostała pracę
          dzięki teściowej Elżbiecie Nesce, radnej PO na Bielanach. - Syn
          ożenił się we wrześniu, a ja już w listopadzie załatwiłam pracę Ani
          pracę przez radnego kolegę z Platformy Roberta Wróbla. On jest tam
          kierownikiem. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, może powinnam się
          postarać o lepszą? - zastanawia się Elżbieta Neska.

          W wydziale organizacyjnym pracuje Aleksandra Ruszczyk. - Czy to pana
          rodzina? - pytamy Leszka Ruszczyka, radnego PO w sejmiku Mazowsza. -
          Nie wiem muszę to sprawdzić, proszę zadzwonić wieczorem -
          odpowiedział. Gdy zatelefonowaliśmy ok. godz. 20, radny nadal nie
          wiedział. - Mogę się dowiedzieć, czy to moja krewna, ale potrzebuję
          na to jeszcze weekendu - skwitował.

          - Zatrudnianie w kontrolowanym przez PO urzędzie rodzin naszych
          działaczy jest delikatnie mówiąc, niemoralne. Poza tym to polityczne
          samobójstwo. Ja mam czyste sumienie - moja żona i nikt z rodziny nie
          korzysta z partyjnych znajomości - mówi Jacek Duchnowski (PO),
          burmistrz Wawra. W unijnej jednostce pracuje wprawdzie Agnieszka
          Duchnowska, ale to przypadkowa zbieżność nazwisk.

          - Aż tylu tu pracuje działaczy PO? Nie wiedziałem - dziwi się Piotr
          Adamski. I dodaje: - Na wszystkie stanowiska organizowaliśmy
          konkursy.- A partyjni i ich rodziny byli zawsze najlepsi? -
          dopytujemy się.
          - Może w pewnym czasie trafiali tu partyjni, ale kilka miesięcy temu
          to się skończyło. Zresztą już chyba wszyscy znaleźli pracę -
          odpowiada Adamski.

          Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
          Autor: Jan Fusiecki
          • Gość: gwiezdny patrol będą podwyżki pensji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.08, 16:18
            Minister skarbu Aleksander Grad nie wyklucza, że pensje prezesów
            spółek Skarbu Państwa mogą się zrównać z wynagrodzeniami szefów
            spółek giełdowych, czy banków komercyjnych. Ma to umożliwić
            przygotowany przez Ministerstwo Skarbu Państwa projekt
            rozporządzenia dotyczący ustawy kominowej. Nowe przepisy mają
            dotyczyć spółek, w których udział Skarbu Państwa wynosi powyżej 50
            proc.

            Szef resortu skarbu powiedział w piątek PAP, że wynagrodzenia
            zarządów spółek Skarbu Państwa będą ustalane przez rady nadzorcze.
            Ich wysokość ma zależeć m.in. od sytuacji finansowej danej spółki
            oraz od tego, czy realizuje ona projekty prywatyzacyjne,
            inwestycyjne, prorozwojowe.

            Wówczas - jak zaznaczył - wynagrodzenia prezesów spółek Skarbu
            Państwa mogą być "porównywalne do istniejących na rynku".

            W 2006 roku średnia dla szefów spółek giełdowych - uwzględnionych w
            rankingu gazety giełdy "Parkiet" - wyniosła ok. 630 tys. zł rocznie
            (52 tys. zł miesięcznie). Przeciętny pracownik - jak
            podkreślił "Parkiet" - musiałby pracować przez 21 lat, aby osiągnąć
            średni roczny poziom wynagrodzenia prezesa.
            • Gość: nemo Średnia płaca przez to urośnie, gwiezdna marudo! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.08, 16:29
              • Gość: gwiezdny patrol By żyło się lepiej ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.08, 16:39
                Świetnie to wpłynie na statystyki :-) By żyło się lepiej !
                • Gość: gwiezdny patrol sondażowy cud Platformy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.08, 21:59
                  Sondażowe oszustwo Platformy. Manipulacja TVN24? (ZOBACZ)
                  www.pardon.pl/artykul/4359/sondazowe_oszustwo_platformy_manipulacja_tvn24_zobacz
    • Gość: obywatel Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel IP: *.eranet.pl 23.03.08, 19:26
      Nie wierze w cuda
      • Gość: gwiezdny patrol jest cud gazowy-dzięki ci Tusku ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.08, 20:50
        Urząd zatwierdził podwyżki cen gazu
        (PAP, pb/10.04.2008, godz. 16:56)

        Według zatwierdzonych przez Urząd Regulacji Energetyki taryf dla
        PGNiG, ceny gazu wzrosną o nie więcej niż 16 proc. - poinformowało w
        czwartek PAP źródło bliskie negocjacji.

        "Taryfa gazowa wzrośnie o niewiele mniej niż 16 proc." - powiedziało
        PAP źródło.

        URE powinien oficjalnie poinformować o wzroście taryf gazowych
        jeszcze w czwartek .

        Mogło być więcej,np.105% czyli jakie jest poparcie dla pana phemieha.
        • Gość: gwiezdny patrol SS śpiewa dla Tuska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.08, 14:14
          www.ukaraj.pl/images/photos/1/3/1/2808/__b_5ad059cf0d7eb85cb0e6fe20cddcfd18.jpg
          • Gość: gwiezdny patrol zapowiedź kolejnych cudów Platformy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.08, 12:53
            Jesienią grozi nam ostry wzrost inflacji
            (PAP, pb/14.04.2008, godz. 09:40)

            Inflacja za marzec wyniesie prawdopodobnie nieco powyżej 4 proc. -
            powiedziała Halina Wasilewska-Trenkner, członek RPP, w CNBC.
            "Inflacja za marzec wyniesie prawdopodobnie nieco powyżej 4 proc.,
            ponieważ przeżywamy różne zdarzenia, które powodują jej wzrost" -
            powiedziała w poniedziałek.

            "Można się spodziewać drugiego ostrego wzrostu inflacji jesienią,
            chyba że bardzo dobry urodzaj powstrzyma wzrost cen żywności" -
            dodała.

            • Gość: Tusko-Odporny Kolejny cud - podatki od 2009 r ! IP: 80.51.199.* 15.04.08, 10:35
              Fiskus odda w PIT, ale odbije sobie w akcyzie
              Rafał Zasuń
              2008-04-14, ostatnia aktualizacja 2008-04-14 20:53

              W przyszłym roku droższy prąd, autogaz i droższe papierosy - takie
              będą rezultaty zmian w akcyzie, które planuje resort finansów.


              Projekt szykowano od dawna. Naciskała na nas Komisja Europejska,
              która skierowała już sprawę do Europejskiego Trybunału
              Sprawiedliwości w Luksemburgu. Poszło zaś o akcyzę na energię
              elektryczną.

              Dziś podatek ten w wysokości 20 zł za megawatogodzinę (która
              kosztuje ok. 200 zł) płacą elektrownie. Zgodnie z unijnym prawem
              powinni płacić dostawcy energii, którzy sprzedają prąd bezpośrednio
              konsumentom.

              Teoretycznie po zmianie zasad elektrownie nie będą już płacić
              akcyzy, mogłyby więc obniżyć ceny o wspomniane 20 zł. Resort
              finansów w obniżkę nie wierzył.

              Polska tłumaczyła Komisji Europejskiej, że zmiana sposobu płacenia
              akcyzy może doprowadzić do podwyżek. "Istnieje groźba wzrostu cen
              energii elektrycznej w następstwie celowych działań producentów
              energii, którzy mogą wykorzystać zmianę systemu opodatkowania dla
              zwiększenia swoich zysków" - pisał resort finansów jeszcze w 2006 r.
              do Brukseli.

              Mimo to dziś w uzasadnieniu do projektu resort twierdzi, że nie ma
              żadnych powodów, aby z powodu zmian w akcyzie ceny energii wzrosły.
              Czy tak się stanie?

              Nieoficjalnie wiadomo, że część producentów prądu zawierała
              kontrakty ze sprzedawcami detalicznymi, w których zapisano klauzulę
              obniżki cen na wypadek oczekiwanych zmian w akcyzie. Tak zrobił
              m.in. największy producent prądu Polska Grupa Energetyczna.

              - Nie obniżymy cen o 20 zł, ale może o 10 lub 15 - tłumaczy nasze
              źródło w dużym koncernie energetycznym.

              Jeśli obietnice obniżki zostałyby dotrzymane, to również dostawcy
              energii do naszych domów mogliby nie podwyższać cen o kwotę akcyzy,
              którą zaczną płacić od 1 stycznia. - Nie wiemy, czy tak będzie -
              mówi Łukasz Zimnoch z Vattenfalla dostarczającego prąd głównie na
              Śląsku. Potwierdza, że część kontraktów, które zawarli, ma "klauzulę
              akcyzową", ale jego zdaniem obniżka cen przez elektrownie jest mało
              prawdopodobna, bo "popyt na rynku zaczyna przewyższać podaż".

              Elektroenergetyka głośno domagała się obniżki akcyzy, która dziś
              jest pięć razy większa niż unijne minimum. Argumentowała, że ceny
              energii od początku roku rosną jak na drożdżach - prąd kosztuje dziś
              o 30 proc. więcej niż w zeszłym roku.

              Wczoraj wiceminister finansów Jacek Kapica nie pozostawił jednak
              złudzeń: obniżki akcyzy nie będzie, bo do budżetu w 2009 r. wpłynie
              znacznie mniej pieniędzy z PIT - w 2009 stawki tego podatku, dziś
              wynoszące 19, 30 i 40 proc., spadną do 18 i 32 proc. Budżet straci
              na tym ok. 10 mld zł.

              Zdrożeją też papierosy. O tym, że tak będzie, wiadomo już od 2004
              r., gdy wstąpiliśmy do UE. Zobowiązaliśmy się wtedy, że w 2009 r.
              dojdziemy do unijnego poziomu opodatkowania tytoniu. Dziś
              najpopularniejsze papierosy kosztują średnio prawie 6,9 zł, z tego
              akcyza pochłania ok. 4,7 zł . W przyszłym roku ma wzrosnąć jeszcze o
              15 proc., tak aby sięgnąć unijnego poziomu, który wynosi blisko 5,5
              zł.

              Producenci papierosów są podzieleni na dwie zwalczające się frakcje -
              British American Tobacco oraz Philip Morris produkują głównie
              droższe marki. Imperial Tobacco, Japan Tobacco i Scandinavian
              Tobacco - raczej tańsze. Podwyżka cen bardziej dotknie miłośników
              tańszych Mocnych i Waletów niż droższych Marlboro i Salemów.

              Dlaczego? Akcyza na papierosy składa się z dwóch elementów - stawki
              procentowej obliczanej od ceny oraz stawki kwotowej - obliczanej od
              1 tys. sztuk papierosów. Producenci tańszych papierosów chcieliby,
              żeby stawka procentowa była jak największa, a kwotowa - jak
              najmniejsza. Producenci droższych - odwrotnie.

              Resort finansów zdecydował się obniżyć stawkę procentową, a podnieść
              kwotową.

              Ministerstwo chce też ukrócić przemyt papierosów z Ukrainy i
              Białorusi. Na razie zablokowało go wejście Polski do strefy
              Schengen - przemytnicy z obu krajów muszą płacić za wizę tyle, że
              podróż do Polski z papierosami jest nieopłacalna. Już niedługo
              zacznie jednak obowiązywać umowa o małym ruchu granicznym z Ukrainą
              i mrówki spod Lwowa znowu ruszą w trasę.

              Resort chce, by od 2009 r. legalnie można było przewieźć ze Wschodu
              tylko jedną paczkę papierosów, a nie cały karton jak teraz. Dotyczyć
              to ma zarówno Polaków, jak i Ukraińców. Urzędnicy chcą też
              szczególnie uciążliwym mrówkom wbijać w paszport pieczątkę
              uniemożliwiającą wjazd do Polski. Wymaga to jednak uzgodnienia z
              MSWiA.

              Niemiłą niespodziankę szykuje też resort finansów dla ok. 1,8 mln
              kierowców, którzy jeżdżą autami na gaz skroplony LPG. Akcyza na gaz
              wzrośnie o 23 gr. Na stacjach litr gazu może w efekcie zdrożeć nawet
              o 28 gr, bo VAT liczy się od ceny z akcyzą. Dziś za litr gazu trzeba
              zapłacić na stacji ok. 2,12 zł.

              Unia nas do tego nie zmuszała, ale resort finansów uznał, że gaz
              jest za tani w stosunku do benzyny. Tłumaczy też, że podwyżka akcyzy
              nie zaszkodzi specjalnie polskim firmom, bo mają one zaledwie
              kilkunastoprocentowy udział w rynku. Dominuje na nim gaz sprowadzany
              z Rosji.

              Ustawa o akcyzie ma wejść w życie w styczniu 2009 r. Według
              szacunków Ministerstwa Finansów budżet zarobi na niej w sumie 2 mld
              zł.
              Źródło: Gazeta Wyborcza
              • Gość: gwiezdny patrol cud 6,5 lat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.04.08, 19:43
                Na 6,5 roku więzienia sąd w Środzie Wielkopolskiej skazał 55-
                letniego Andrzeja C. za wielokrotne zgwałcenie 16-latki oraz
                grożenie bronią jej i jej matce.

                C. był dyrektorem jednej z poznańskich szkół niepublicznych. Ze
                względu na dobro pokrzywdzonych sąd utajnił proces i uzasadnienie
                wyroku.

                Andrzej C. został aresztowany 19 października ub. roku. Na przełomie
                2005 i 2006 roku w swoim domu, grożąc bronią, wielokrotnie zgwałcił
                16-letnią dziewczynę, oddaną mu pod opiekę przez rodziców.
                Poszkodowana była jego daleką krewną. Nastolatka powiedziała o
                wszystkim rodzicom, a ci zgłosili sprawę policji.

                Wyrok nie jest prawomocny. Obrona zapowiada apelację.

                Andrzej C. był kandydatem Platformy Obywatelskiej do Rady Miasta
                Poznania w ostatnich wyborach samorządowych. Po aresztowaniu i
                przedstawieniu zarzutów, na wniosek poznańskich działaczy PO został
                wyrzucony z partii. Zrezygnował też z udziału w wyborach.
    • Gość: tak Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel IP: *.gprs.plus.pl 16.04.08, 10:42
      strajk za strajkiem na strajku jedzie
      • Gość: gwiezdny patrol Tusk w swoim kiepskim stylu zachęca do powrotu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.08, 11:14
        Dziennik "Polska" dotarł do głównych założeń rządowej kampanii
        mającej zachęcić Polaków do powrotu z emigracji. Jak pisze gazeta,
        jedyne co rząd będzie miał do zaproponowania, to broszura rozdawana
        w kościołach i ambasadach oraz strona internetowa, która być może
        zacznie działać w maju.

        "Polska" podaje, że szczegóły akcji jeszcze wczoraj dopracowywało
        trzydziestu ekspertów zatrudnionych przez premiera Donalda Tuska.
        Efekty ich dwumiesięcznej pracy są jednak mizerne.


        Wcześniej mówiło się o zwolnieniach z PIT, składek rentowych i
        emerytalnych oraz podatku od nieruchomości, a także o
        preferencyjnych kredytach dla powracających.

        Kilkudziesięciostronicowa broszura "Poradnik dla reemigranta" będzie
        zawierała same banały - pisze dziennik. Znajdą się tam między innymi
        rady, jak założyć w Polsce firmę, ile kosztują nieruchomości w
        Polsce czy za ile można wynająć mieszkanie. Poradniki mają być
        dołączone do polonijnych gazet i rozdawane w miejscach, gdzie często
        przebywają nasi rodacy. Gazeta zwraca jednak uwagę, że nawoływanie
        do powrotu może nie być wystarczającą zachętą. Rząd Irlandii przez
        lata zabiegał o powrót swoich rodaków, wykupując ogłoszenia w
        zagranicznej prasie i uruchamiając portal internetowy. Ale dopiero
        gdy w latach 90-tych poprawiła się sytuacja ekonomiczna w tym kraju,
        emigranci zaczęli wracać. Więcej o akcji w dzienniku "Polska".

        • Gość: gwiezdny patrol Tusk przewiduje,że cud nie wypali-kartki benzynowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.08, 14:43
          Wracają kartki na benzynę, młodszym ludziom znane z opowieści o
          ostatnich latach PRL! Już w najbliższych tygodniach wejdzie w życie
          nowe rozporządzenie ministra gospodarki, które upoważni wojewodów -
          w razie kryzysu - do wydawania kartek na benzynę.

          Starsi kierowcy czasem mają jeszcze w portfelu PRL-owską kartkę na
          benzynę. Jedni klną tamte czasy, inni z rozrzewnieniem wspominają
          interesy, jakie się robiło w czasach racjonowania paliwa.

          Jak wygląda kartka zaprojektowana przez obecny rząd? Udało nam się
          dotrzeć do projektu przygotowanego w Ministerstwie Gospodarki. W
          piątek kończy się czas na konsultacje projektu rozporządzenia.

          Kartka na benzynę to prostokąt o wymiarach 10 na 6 centymetrów.
          Pośrodku trzeba wpisać termin ważności kartki, numer rejestracyjny
          auta, nazwisko i imię właściciela pojazdu oraz jego adres
          (Ministerstwo Gospodarki nie precyzuje, czy chodzi o adres
          zamieszkania, czy zameldowania). Po prawej stronie jest miejsce na
          okrągłą pieczęć "organu wydającego". Dookoła umieszczono osiem
          kuponów, które będą odcinane na stacji przy zakupie ustalonej ilości
          paliwa. Ile benzyny będzie można kupić na miesiąc? To dopiero w
          specjalnym rozporządzeniu określi rząd. Aby uniknąć nadużyć, kartki
          na benzynę będą wykonane z papieru zabezpieczonego znakiem wodnym
          albo hologramem.

          Rząd pomyślał o odpowiednich kartkach dla właścicieli aut, w których
          stosuje się różne paliwa. Środek kartki upoważniającej do zakupu
          benzyny będzie żółty, a otaczająca go obwódka kuponów ma kolor
          pomarańczowy. Kartka na zakup oleju napędowego ma środek zielony, a
          kupony - żółte. Dla kierowców, którzy korzystają z autogazu,
          zaprojektowano kartkę z białym środkiem otoczonym niebieskimi
          kuponami.

          Ministerstwo Gospodarki opracowało też wzór upoważnienia dla
          kontrolerów, którzy będą sprawdzać, czy na stacjach benzynowych nie
          sprzedają paliwa bez kartek i czy tankują wyłączenie do zbiorników w
          samochodach. Tankowanie do kanistrów będzie zabronione. Za złamanie
          tych ograniczeń będzie grozić grzywna od 20 do 50 tys. zł.

          Kiedy dostaniemy kartki na benzynę? Tylko w razie zagrożenia
          bezpieczeństwa paliwowego państwa. Nowe rozporządzenie zakłada, że w
          razie kryzysu rząd może też w inny sposób ograniczać zużycie paliwa,
          np. obniżając limity prędkości jazdy. Za jazdę z większą prędkością
          grozić będzie wtedy mandat od 500 do 1000 zł.
          • Gość: gwiezdny patrol Wierszyk z okazji urodzin Głównego Cudotwórcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.08, 21:42
            Nasz Premieru jest wspaniały –
            młody, piękny i niemały
            W odróżnieniu od Kaczora
            cudna jest Tuskowa sfora
            Jego uśmiech topi lody
            i porywa serce Dody
            Lubi nosek przypudrować
            i policzki nasmarować
            Dobry wygląd to podstawa
            żadne żarty, nie zabawa
            Dla kondycji kopie piłkę
            bo do tego on ma żyłkę
            Z Grzesiem zawsze sobie grali
            stąd do pracy się nie pali
            Duma z Pana mnie rozpiera,
            że tak wielu Cię popiera
            Brawo, brawo nasz Premierze!
            ja już Panu tylko wierzę
            Życzę Panu w dniu urodzin
            nie za wielu w pracy godzin,
            Zdrowia, szczęścia Przyjacielu
            i poparcia Peeselu
            Przyda się na trudnej drodze
            w lęku, strachu, wielkiej trwodze
            Ciężko będzie o te cuda
            ale może Ci się uda!
            Wierzę w Ciebie Wodzu Wielki
            co masz oczy jak perełki
            Jestem z Tobą z całej siły
            mój Premierze, mój przemiły!
            Kocham Ciebie, kocham, kocham!
            gdy to piszę to aż szlocham...
            Łzy ocieram więc po cichu
            tak Cię kocham ja – Twój Ździchu :)

            • Gość: gro Re: Wierszyk z okazji urodzin Głównego Cudotwórcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.08, 08:56
              A Lenin też sie urodził 22.04 i wierszy mu nie piszesz a fe.
              • Gość: gwiezdny patrol Szymborska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.08, 21:11
                Wisława Szymborska o Leninie :
                "Że w bój poprowadził krzywdzonych, że trwałość zwycięstwu nadał,
                dla nadchodzących epok
                stawiając mocny fundament –
                grób, w którym leżał ten
                nowego człowieczeństwa Adam,
                wieńczony będzie kwiatami
                z nieznanych dziś jeszcze planet".

                • Gość: Tusko-odporny Kolejny "cud" cenowy przed nami! IP: 80.51.199.* 25.04.08, 13:19
                  Kolejny cud przed nami! Osobiście wolałem, kiedy premier nie
                  wiedział, jakie są ceny kurczaków i jabłek, a ja wiedziałem, bo były
                  stabilne i stałe. Teraz będzie dokładnie na odwrót!

                  "GP": Żywność zdrożeje o 15 proc.
                  2008-04-25, ostatnia aktualizacja 2008-04-25 07:37

                  Ceny żywności wzrosną w tym roku o 15 proc., zapowiada "Gazeta
                  Prawna". Teraz żywność stanowi 26 proc. w wydatkach przeciętnego
                  Polaka.
                  Czerpiemy z ubiegłorocznych zapasów, które się kończą. Pieczywo,
                  mąka, ryż, owoce i warzywa nadal będą drożeć, mówi dr Krystyna
                  Świetlik z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Rolnej. Według
                  niej w pierwszej połowie roku żywność zdrożeje o ok. 5 proc. Musimy
                  się też spodziewać wzrostu cen mięsa i jego przetworów. Unijne
                  rezerwy są bowiem na wyczerpaniu. To samo dotyczy drobiu i jaj.
                  Jedyna dobra wiadomość: tanieje cukier.

                  Wygląda na to, że dr Świetlik należy do optymistów. Znacznie
                  bardziej pesymistyczna jest prognoza Ministerstwa Rolnictwa.
                  Wiceminister resortu Artur Ławniczak szacuje, że żywność zdrożeje w
                  tym roku o 10-15 proc.

                  Z wyliczeń ministerstwa wynika, że w końcu marca br. produkty
                  żywnościowe były droższe niż rok wcześniej o: ryż - 16 proc.,
                  produkty mleczarskie - 15 proc., sery żółte - 26 proc., tłuszcze
                  roślinne 12 proc., jabłka - 61 proc., cytrusy - 24 proc.

                  Według resortu w końcu tego roku chleb będzie kosztował 2,8 zł
                  (obecnie 2,5 zł), olej - 4,5 zł za litr (obecnie 4 zł), ryż - 3 zł
                  (obecnie 2,5 zł). Spadnie natomiast cena mleka z 2,50 do 2,25 zł za
                  litr.
                  • Gość: gwiezdny patrol PIT Dowalda Tuska-Phemieh nie umie się podpisać IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.08, 18:20
                    Premier Tusk ujawnił swoje zeznanie podatkowe. W 2007 roku zarobił
                    prawie 140 tysięcy złotych - to ponad 11 tysięcy miesięcznie.
                    Ponieważ rozlicza się razem z niepracującą żoną, dostanie zwrot
                    podatku. Dokładnie 2414 złotych. Tylko kiedy? Bo być może najpierw
                    będzie musiał wyjaśnić, czemu w zeznaniu podał imię DOWALD...

                    www.dziennik.pl/polityka/article162484/Zobacz_PIT_Dowalda_Tuska.html
                    • Gość: gwiezdny patrol chleb podrożał o złotówkę-brawo POpaprańcy! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.08, 22:36
                      Spekulanci rzucają kłody tuskowemu rządowi miłości.

                      "Wzrost cen żywnościnie nie większy niż o 7 proc."
                      2008-05-05 14:20
                      Ceny żywności nie powinny w tym roku wzrosnąć więcej, niż o 5-7
                      proc. - powiedział dziennikarzom minister rolnictwa Marek Sawicki.
                      Dodał, że surowiec rolny stanowi w produkcie finalnym tylko kilka
                      proc. kosztów. Według Sawickiego, wzrost cen żywności spowodowany
                      jest cenami paliw oraz spekulacjami na giełdach rolnych.

                      Jego zdaniem, kapitał finansowy, który był wcześniej zaangażowany na
                      rynkach nieruchomości, został przerzucony do giełd rolno-
                      spożywczych, powodując wzrost cen żywności.
                      ab, pap"

                      "Wczoraj gościem w TVN 24 był Kurski. Powiedział on, że za rządów
                      Tuska nastąpił dramatyczny wzrost cen żywności. W nawiązaniu
                      dziennikarz zapytał, czy wzrost ceny bochenka chleba o złotówkę jest
                      dramatyczny, po czym popadł w konfuzję spowodowaną mądrością
                      zadanego pytania.Po chwili dodał : no tak jest dramatyczny. Ale
                      mleko i tak się rozlało. A Kurski mógł spokojnie dopowiedzieć: a nie
                      jest dramatyczny? O złotówkę na chlebie?

                      Gnoje z TVN-u żyją w już tylko w wirtualnym świecie, który sami
                      wykreowali.

                      Co na to wafle głosujące na PO ?







                      • Gość: gwiezdny patrol podwyżkowy szał PO IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.08, 09:57
                        W stosunku do 2007 r. sery podrożały w Polsce o blisko 30 proc.,
                        masło o 25 proc

                        pieczywo o 15 proc., mleko o 18 proc., drób ok. 25 proc., cytryny o
                        87 proc., margaryna 25 proc., makaron ok. 18 proc., jajka ok. 17
                        proc., schab ok. 15 proc., płyn do zmywania naczyń `Ludwik' ok. 16
                        proc., mydło ok. 10 proc. Podrożały też wizyty u lekarza, przejazdy,
                        w tym bilety kolejowe, autobusowe, woda, opłaty kanalizacyjne o ok.
                        10-15 proc., wywóz śmieci do 40 proc. Nie można się więc dziwić, że
                        widząc ile kosztują nas zakupy w sklepie, nie wierzymy w wyliczenia
                        inflacji przez GUS (na poziomie 4,6 proc.).

                        ~Gazeta Finansowa , 06.05.2008 09:41
                        • Gość: Obserwator mediów Rządy PO, a obiektywizm mediów! IP: 80.51.199.* 06.05.08, 10:56
                          W obecnej sytuacji drastycznego wzrostu kosztów utrzymania (żywność,
                          energia elektryczna, gaz i w zasadzie wszystko!), dużo daje do
                          myślenia postawa mediów. Wszystkie te Panie i Panowie Redaktorzy nie
                          zauważają tej tendencji i z uporem godnym maniaka, prowadzą dyskusje
                          w studio na tematy trzeciorzędne, wtórne wręcz narzucone. Poza tym
                          ciągle narzucają dyskusje o PIS-ie i tematach około pis-owychnie,
                          jakby nie zauważyli, że mija już pół roku rządów PO i to właśnie ta
                          partia odpowiada teraz za losy kraju. Nie można uciec od
                          konstatacji, że gdyby taka inflacja, drożyzna i pogorszenie się
                          wskaźników ekonomicznych w Polsce miało miejsce za poprzednich
                          rządów, to „wolni dziennikarze” już dawno nękaliby rządzących i
                          obarczali ich odpowiedzialnością za tę złą sytuację. A teraz za
                          rządów PO nic, spokój, sielanka, tak jakby nic złego się nie działo.
                          A tak a propos „wolnych dziennikarzy”, to czy rzeczywiście, ktoś,
                          kto zarabia miesięcznie ok. 50 tys. PLN może być do końca wolny i
                          obiektywny. Czy nawet podświadomie nie stara się przypodobać
                          liberalnemu i mającemu swoje interesy polityczne pracodawcy-
                          właścicielowi mediów? Poza ty działa przecież system rekrutacji
                          dziennikarzy do pracy i chyba już na tym etapie odbywa się selekcja
                          tych co myślą inaczej. Sądzę, że właśnie stąd bierze się potem ten
                          zadziwiający „obiektywizm” mediów.
                          • Gość: Adar Re: Rządy PO, a obiektywizm mediów! IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 06.05.08, 11:21

                            Rafał Ziemkiewicz "Rzeczpospolita" :

                            Usłyszcie moje orędzie!
                            4 maja 2008 autor rp
                            “Panie doktorze, wszyscy mnie ignorują”. “Następny proszę!”. Z
                            każdym tygodniem coraz bardziej kojarzy mi się ten stary kawał z
                            naszym premierem. Rządzi już dobre pół roku, a ogromna część tak
                            zwanej opiniotwórczej elity dotąd tego nie zauważyła.

                            Analizy polityczne, komentarze, programy publicystyczne – wszystko
                            ciągle tylko o Kaczyńskich i o PiS. Cokolwiek zrobi albo
                            czegokolwiek zaniecha w danym tygodniu Donald Tusk – Monika Olejnik
                            i jej goście i tak debatować będą przez cały program o tym, czy PiS
                            się rozpada, czy rządzi nim ojciec Rydzyk albo czy Ziobro wygryzie
                            Kaczyńskiego czy też Kaczyński wcześniej go wyrzuci.

                            W długi weekend zrobiłem coś, czego w trosce o zdrowie nie robiłem
                            już od bardzo dawna, czyli obejrzałem jeden po drugim dwa programy z
                            tak zwanymi młodymi kabaretami, jeden w telewizji państwowej, drugi
                            w prywatnej. Oba wypełnione były od brzega do brzega żartami z
                            bliźniactwa bliźniaków oraz z Leppera i Giertycha. Po Lepperze dawno
                            już ślady zawiało, o istnieniu mecenasa Giertycha jeśli ktoś
                            pamięta, to wyłącznie dlatego, że prowadzi on sprawę byłej żony
                            posła Palikota o podział majątku – a tu się okazuje, że nadal są oni
                            bardziej w centrum uwagi niż urzędujący premier.

                            I w żaden sposób nie może Donald Tusk tego zmienić. Nawet taki numer
                            jak przygotowanie całego pakietu ustaw reformujących służbę zdrowia,
                            które nadają się tylko do kosza, bo się odwołują wszystkie do ustawy
                            nieistniejącej nawet w projekcie, nie potrafił przykuć uwagi mediów
                            zajętych bez reszty Kaczyńskim.

                            Nie ma co deliberować, po co wydał premier górę pieniędzy na
                            orędzie, w którym nie miał nic do powiedzenia. To był rozpaczliwy
                            krzyk, abyśmy wreszcie zauważyli, że on istnieje, jest, rządzi i też
                            dostarcza tematów do komentarzy.
                            • Gość: gwiezdny patrol PO płaci TVN i Polsatowi-w tv same "sukcesy" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.08, 16:34
                              2 mln 548 tys. 411 zł to kwota, jaką rząd Donalda Tuska przekazał
                              wybranym stacjom telewizyjnym za emisję w dniach 28 kwietnia - 15
                              maja br. reklamówek promujących przyszłe "sukcesy rządu". Pieniądze
                              przetransferowano w ramach kampanii promocyjnej Narodowej Strategii
                              Spójności - serii telewizyjnych spotów typu "wybudujemy autostrady".
                              Największy kawałek finansowego tortu przypadł mediom należącym do
                              koncernu ITI: łącznie telewizje TVN, TVN 24 i TVN 7 otrzymały ok. 1
                              mln 270 tys. złotych. Ponad 600 tys. zł przypadło Polsatowi i TV 4,
                              mediom należącym do Zygmunta Solorza-Żaka. Środki pochodziły z
                              funduszy unijnych będących w dyspozycji Ministerstwa Rozwoju
                              Regionalnego.
                              www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20080507&id=po01.txt
                              • Gość: gwiezdny patrol propagandyści udający dziennikarzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.08, 15:56
                                Rafał Ziemkiewicz: Dogmatyka
                                Rafał Ziemkiewicz 20-04-2008, ostatnia aktualizacja 20-04-2008 20:50
                                Kto uważa, że przesadzam, określając grupę wpływowych mediów – którą
                                zwę Orkiestrą – mianem propagandystów udających dziennikarzy,
                                powinien przeczytać artykuł „Mój kumpel jest premierem” w
                                michnikoidalnym środowiskowym piśmie „Press”.

                                Tu, na przyjaznym sobie gruncie, gwiazdorzy i dysponenci Orkiestry
                                nawet nie próbują ukrywać, że za swą misję uważają nie bezstronność,
                                ale walkę z PiS. „Ekipa Kaczyńskiego została rozpoznana przez media
                                jako niebezpieczna” – wyznaje tę wiarę Piotr Najsztub – „rząd Tuska
                                może okazać się nieudolny, ale niebezpieczny dla państwa nie jest”.

                                Dla państwa czy tylko dla pewnego środowiska, fakt faktem, że może
                                być nie wiem jak nieudolny, a w pewnych mediach krytyka mu nie
                                grozi. „Nie wolno traktować PiS-u jak każdej innej partii, bo nosi
                                ona w sobie wirus niebezpieczny dla demokracji” – tłumaczy
                                Jerzy „Tusku musisz” Baczyński, a jego podwładny Wiesław Władyka
                                dodaje, iż „ważniejsze jest dla Polski powstrzymanie powrotu PiS-u
                                do władzy, niż rozliczanie Tuska”.

                                Nic nowego: już za Suchockiej mieliśmy opozycję „konstruktywną”
                                i „antypaństwową”, w której tępieniu cywilizowane zasady nie
                                obowiązywały. Bo Tusk, jak wywodzi Ewa Milewicz, „nie oznajmia, że
                                za protestującymi skrył się szatan, ZOMO albo łże-elita”. Kto zna
                                cytaty źródłowe, wie, że Kaczyński też bynajmniej nie oznajmiał, ale
                                wiara uzasadniająca zarzucenie dziennikarskiej uczciwości nie musi
                                być przecież oparta na faktach.

                                Nic zupełnie nie rozumie z tych dziejowych konieczności Leszek
                                Balcerowicz, który rząd Tuska właśnie skrytykował za nicnierobienie –
                                i oto Jacek Żakowski oznajmił słuchaczom, że „Balcerowicza trzeba
                                traktować z przymrużeniem oka”. Dogmat o lepszości Tuska zwycięża
                                więc nawet z dogmatem o nieomylności Balcerowicza. A to już poważna
                                sprawa…
                  • Gość: Tusko-odporny Kolejny "cud" przed nami: prywatyzacja szpitali! IP: 80.51.199.* 08.05.08, 10:30
                    Nie mogli powiedzieć prawdy, bo była kampania - pięknie, ciekawe ile
                    jeszcze nam nie powiedzieli!

                    Minister z PO: nie mówiliśmy o tym, bo była kampania!
                    Uważam, że samorządy powinny mieć prawo do prywatyzacji szpitali. Są
                    bardzo pozytywne przykłady w Polsce prywatyzacji szpitali -
                    powiedział w rozmowie z RMF FM minister skarbu Aleksander Grad. Na
                    pytanie Konrada Piaseckiego, dlaczego PO nie przyznawała się to tego
                    w kampanii wyborczej, odpowiedział: "kampania rządzi się różnymi
                    prawami".

                    Zdaniem Grada takie działanie nie jest oszukiwaniem wyborców.
                    Minister podkreślił również, że prywatyzacja szpitali będzie domeną
                    samorządów lokalnych, które są organami nadzorującymi szpitale. -
                    Jeśli się zdecydują i uznają, że to jest dobre dla tej społeczności
                    lokalnej, niech to zrobią - powiedział.

                    Zaznaczył jedank, że samorządy muszą działać rozważnie, muszą
                    zawierać określone umowy prywatyzacyjne, w których muszą być
                    długoterminowe gwarancje, ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa
                    zdrowotnego mieszkańców tych terenów. - Wierzę w odpowiedzialność i
                    rozsądek samorządów - dodał polityk Platformy Obywatelskiej w
                    Kontrwywiadzie RMF FM.

                    • Gość: gwiezdny patrol POsłanka Sawicka mówiła,że będzie kręcenie lodów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.05.08, 20:26
                      Tusk przed wyborami: nie chcemy prywatyzować szpitali
                      Prywatyzacja szpitali była jednym z głównych tematów kampanii przed
                      wyborami w 2007 r. O tym, że „biznes na służbie zdrowia będzie
                      robiony" i "ci będą mieli fart, którzy pierwsi będą wiedzieć" mówiła
                      podstawionemu funkcjonariuszowi Centralnego Biura Antykorupcyjnego
                      była posłanka PO Beata Sawicka.

                      Mówiła ona m.in, że "będzie racjonalizacja sieci szpitali, będą
                      samorządy zbywały majątki trwałe, czyli będą i sprzedawać i
                      przekształcać szpitale w spółki prawa handlowego".

                      Po ujawnieniu przez CBA nagrań na ten temat prywatyzacji szpitali
                      wybuchła polityczna burza. Politycy Platformy na czele z obecnym
                      premierem Donaldem Tuskiem i minister zdrowia Ewą Kopacz zapewniali,
                      że ich partia nie chce prywatyzować szpitali. Szef PO deklarował to
                      debacie wyborczej z Aleksandrem Kwaśniewskim. - W naszym programie
                      nie ma mowy o prywatyzacji szpitali - mówił obecny premier.

                      To, o czym Sawicka mówiła kilka miesięcy temu, dziś się potwierdza.
                      Minister skarbu wskazuje samorządy, jako podmioty odpowiedzialne za
                      prywatyzację szpitali, a czwartkowa prasa pisze o takim właśnie
                      modelu prywatyzacji, forsowanym przez Ministerstwo Zdrowia
                      • Gość: Adar Re: POsłanka Sawicka mówiła,że będzie kręcenie lo IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 08.05.08, 22:47
                        Rafał Ziemkiewicz :

                        Zdrowy rozsądek ministra Grada
                        “Należy się kierować zdrowym rozsądkiem” – odpowiedział minister
                        skarbu Aleksander Grad na pytanie dziennikarza RMF, dlaczego jego
                        partia zabiera się do prywatyzacji szpitali. Trudno odmówić temu
                        racji – rzeczywiście zdrowy rozsądek podpowiada już od dawna, że
                        uzdrowić polski system usług medycznych może tylko mechanizm
                        rynkowej konkurencji, a ten najlepiej uruchomić poprzez prywatyzację.

                        Sęk w tym, że podczas kampanii wyborczej PO zarzekała się, iż
                        oskarżanie jej o chęć sprywatyzowania szpitali to niecne
                        oszczerstwo, że absolutnie takich zamiarów nie żywi. Na pytanie o tę
                        wyborczą propagandę minister odparł z rozbrajającą szczerością,
                        że “kampania rządzi się różnymi prawami”. Wiadomo – żeby rządzić,
                        trzeba wygrać wybory, a żeby wygrać, trzeba trochę pooszukiwać. To
                        także wynika ze zdrowego rozsądku. Tylko nie sposób tego zdrowego
                        rozsądku pogodzić z uczciwością.

                        Nie wątpię, że partyjni koledzy Grada, którzy tak oburzali się na
                        przypisane Jackowi Kurskiemu powiedzenie o “ciemnym ludzie”, dla
                        swojego kolegi znajdą jakieś wytłumaczenie. Właściwie on sam już je
                        znalazł – zorientowawszy się, że pozwolił sobie na nadmierną
                        szczerość, zaczął uparcie dowodzić, że o żadnym oszustwie ze strony
                        PO mowy być nie może, bo na mocy przygotowywanego prawa szpitale
                        prywatyzować będzie nie rząd, ale samorządy. Tak jakby rzeczywiście
                        była to jakaś zasadnicza różnica.

                        Posłanka Sawicka dopiero teraz ma solidny powód, żeby się rozpłakać –
                        bo kiedy zapowiadane przez nią na czas powyborczy “kręcenie lodów”
                        w służbie zdrowia wreszcie rusza, ona została na lodzie.

                        Pozostaje tylko jedno pytanie: czy tych kilka milionów Polaków,
                        którzy zagłosowali na Platformę, kierowało się aby na pewno tym
                        samym co ona zdrowym rozsądkiem, czy może, strach spytać, naiwnie
                        jej uwierzyło?

                    • Gość: Belfer Kolejny "cud" : Tekst Żakowskiego na maturze! IP: 80.51.199.* 09.05.08, 08:13
                      Na maturze z wiedzy o społeczeństwie PO-cy z Ministerstwa Edukacji
                      dali do analizy tekst tak wielkiego „klasyka” publicystyki, jak
                      Jacek Żakowski. Tekst artykułu dotyczył oceny wyborów
                      parlamentarnych w 2005 r. z pozycji przegranego obozu „różowego
                      salonu warszawki”. Tak więc mamy kolejny cud, kiedy trzeciorzędny
                      publicysta urasta w oczach liberałów do rangi „klasyka” wiedzy o
                      społeczeństwie. Indoktrynacja młodzieży pełną gębą. Tak dla
                      równowagi, to samo bym uważał, gdyby do analizy dano tekst Dyrektora
                      Rydzyka. Chodzi o zasady i nie obniżanie poziomu i znaczenia matury
                      (ale czy to jeszcze możliwe).
    • Gość: Tutejszy Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.05.08, 10:03
      W Polsce "cud" irlandzki jest niemożliwy, gdyż nasze lobby w USA
      jest 10 a może i 100 krotnie mniejsze niż Irlandii.
      Czyli rozmiar cudu należy przeskalować do naszego wymiaru.
      Platforma musi wypić to piwo, które uważył im Donald palnięciem w
      mediach tego słowa na 3 litery. A tyle jest innych słów...
      Teraz PiSuary będą go obsikiwać za to do końca kadencji.
      Chociaż jeden cud już mamy:
      C-iągle
      U-dawany
      D-obrobyt
      :-)))
      • Gość: Tutejszy cud gospodarczy Platformy (ort.!) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.05.08, 10:04
        W Polsce "cud" irlandzki jest niemożliwy, gdyż nasze lobby w USA
        jest 10 a może i 100 krotnie mniejsze niż Irlandii.
        Czyli rozmiar cudu należy przeskalować do naszego wymiaru.
        Platforma musi wypić to piwo, które uwarzył im Donald palnięciem w
        mediach tego słowa na 3 litery. A tyle jest innych słów...
        Teraz PiSuary będą go obsikiwać za to do końca kadencji.
        Chociaż jeden cud już mamy:
        C-iągle
        U-dawany
        D-obrobyt
        :-)))
    • Gość: Turysta "Podróż życia" Tuska za 1,5 mln zł IP: 80.51.199.* 15.05.08, 08:12
      "Dziennik": To podróż życia - powiedział o swej wyprawie do Ameryki
      Południowej Donald Tusk hiszpańskiej gazecie "El Mundo". I trudno
      nie wierzyć w to wyznanie.
      Premier wraz z żoną wylądował w Peru wczoraj rano według czasu
      polskiego. W perspektywie ma zaś jeszcze całe sześć dni na ziemi
      Inków. Z tych sześciu dni jako ściśle roboczy planowany jest tylko
      jeden. Poza nim w ramach dwóch oficjalnych wizyt w Peru i Chile
      czekają na premiera same przyjemności - z degustacją win świata w
      najsłynniejszej winnicy Chile Concha y Toro włącznie.

      Podziwianie przez Tuska uroków Ameryki Południowej w ramach
      obowiązków rządowych może kosztować podatników - jak obliczyła
      gazeta - nawet 1,6 mln zł. To tylko szacunki, bo kancelaria premiera
      kosztów na razie oficjalnie nie podaje.
      - Policzymy je po powrocie premiera - mówi rzeczniczka rządu
      Agnieszka Liszka. Zastrzega tylko, że jeden z głównych punktów
      programu - wyprawę do najsłynniejszego miasta Inków, położonego w
      Andach Machu Picchu - fundują organizatorzy piątkowego V szczytu
      szefów państw i rządów Unii Europejskiej, Ameryki Łacińskiej i
      Karaibów.

      To właśnie ten szczyt był dla Tuska okazją do zorganizowania
      większej wyprawy w głąb kultury inkaskiej, którą od dawna
      zafascynowana jest jego żona. Aby oszacować koszty tej podróży,
      trzeba wziąć pod uwagę to, że premier leci nie tylko z małżonką.
      Towarzyszy im pięć osób w składzie oficjalnej delegacji i 10 osób
      obsługi - przedstawiciele protokołu dyplomatycznego i tłumacze.

      Razem z dziennikarzami korzystają z rządowego Tu-154M. Godzina lotu
      maszyny kosztuje 36 tys. zł, a podróż do Peru zajmuje 21 godzin w
      jedną stronę. Czyli sam koszt podróży w obie strony to ponad 1,5 mln
      zł. Wszyscy muszą także gdzieś nocować. Doba w najdroższym hotelu w
      Limie, który wybrała nasza delegacja, kosztuje 1035 zł od osoby.
      Tańszy (315 zł) jest hotel Grand Hyatt Santiago, gdzie premier ze
      świtą będą mieli dwa ostatnie noclegi. W sumie sześć noclegów dla 17
      osób kosztować będzie około 100 tys. zł.

      - Ja się nie dziwię, bo każdy w Polsce chciałby niezależnie od tego,
      czy w roli premiera, czy dziennikarza zobaczyć i Brazylię, i Peru, i
      Chile - odpowiadał sam Tusk na uwagi, że ta wyprawa to raczej
      turystyczna wycieczka niż oficjalna wizyta. Mówił tak w czasie
      międzylądowania w stolicy Brazylii, którą przy okazji też udało mu
      się zwiedzić - opisuje "Dziennik".
      • Gość: gwiezdny patrol międzylądowania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.08, 18:16
        m.onet.pl/_m/0e81b2c9be9e601c9549bea715c3de4d,14,1.gif
      • Gość: Turysta Re: "Podróż życia" Tuska za 1,5 mln zł IP: 80.51.199.* 16.05.08, 10:22
        - Po co Tusk poleciał do Peru?
        - Bo robią tam doskonałą "trawkę".
        • Gość: gwiezdny patrol jabłka w Peru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.08, 17:58
          - PO ile w Peru są jabłka ?
          - Twarde czy miękkie ?
    • Gość: godżgo Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel IP: 77.252.18.* 17.05.08, 13:36
      Po cud trza iść na JASNĄ GÓRĘ i modlić się i
      modl..........................................
      • Gość: gość Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel IP: *.pools.arcor-ip.net 17.05.08, 19:18
        Największym cudem będzie, jak ten "żond" przetrwa 4 lata.
        • Gość: Adar Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 27.05.08, 07:24
          Liniowy coraz dalej. Po raz drugi w ciągu kilku dni przedstawiciel
          rządu odsuwa w czasie najtwardszą obietnicę wyborczą PO. Tym razem
          minister finansów Jacek Rostowski - czytamy w DZIENNIKU. Choć
          ogólnie podtrzymuje wolę wprowadzenia podatku liniowego, to w
          rzeczywistości zapowiada jego odroczenie.



          "W latach 2010 - 2011 będą dalsze obniżki podatków" - powiedział
          wczoraj, ale zaraz zastrzegł: "W tej chwili dokładnie nie wiadomo,
          jaki będzie ten ruch podatkowy w 2010 r. Czy będzie to już
          wprowadzenie podatku liniowego, czy może jakiś inny ruch".

          W piątek podobne oświadczenie złożył premier Donald Tusk: "W tym i
          przyszłym roku nie będziemy mogli obniżyć podatków. Podatek liniowy
          może wejść w 2010 r."

          Wypowiedź Rostowskiego nie tylko przesuwa możliwą datę reformy o
          kolejny rok, ale też dopuszcza możliwość innego ruchu niż
          wprowadzenie liniowego. Co to znaczy? Gdy tę zapowiedź czytamy
          wiceszefowej sejmowej komisji finansów Krystynie Skowrońskiej (PO),
          milknie ona na chwilę. A potem oświadcza: "Nie chcę tego
          komentować".

          Dodaje, że jej klub będzie domagał się od rządu, by latem podał datę
          wprowadzenia liniowego. Ale to mało prawdopodobne, bo rząd mówi, że
          nas na to nie stać. I wskazuje na dokonane już za rządów PiS
          reformy: obowiązująca już obniżka składki rentowej, ulga prorodzinna
          i wchodzące od przyszłego roku dwie stawki podatkowe - 18 i 32. W
          sumie da to prawie 27 mld mniej w przyszłorocznym budżecie.

          Wiceszefowa sejmowej komisji finansów Aleksandra Natalli-Świat z PiS
          ironizuje: "Platforma znowu powtarza, że kiedyś może coś zrobi. Ale
          minister Grad powiedział szczerze: w kampanii mówimy jedno, a potem
          robimy drugie".

          Ten głos Platforma mogłaby zlekceważyć. Problem w tym, że takie
          słowa coraz częściej słychać w kręgach biznesowych. Ryszard Petru,
          główny ekonomista banku BPH, uważa, że rząd boi się osłabienia
          koniunktury w latach 2010 - 2011. "To może grozić spadkiem dochodów
          budżetu i dlatego do tego czasu w ogóle nie zapadnie zapewne żadna
          decyzja o reformie" - mówi Petru. A były prezes Optimusa,
          przedsiębiorca Roman Kluska, dodaje: "Na razie sytuacja
          przedsiębiorców nie polepszyła się za rządów PO ani na jotę".

          Anna Wojciechowska
          • Gość: Wkurzony Kierowca Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel IP: 80.51.199.* 02.06.08, 12:10
            Wczoraj byłem świadkiem kolejnego "cudu" na stacji paliwowej. Za
            olej napędowy zaplaciłem już prawie 5 PLN/dm3. Kto pamięta w jakiej
            cenie był ON rok temu?
            • apriori1 "Cuda" również w polityce zagranicznej! 06.06.08, 10:30
              Byli afgańscy mudżahedini z partii Hezb-e-Islami zapowiedzieli ataki
              na polskich żołnierzy w Afganistanie. To reakcja na wczorajszą
              wypowiedź ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego.
              Podczas konferencji w Kabulu Sikorski stwierdził, że lider
              ugrupowania Gulbuddin Hekmatiar powinien zostać osądzony za zbrodnie
              wojenne.W wydanym właśnie oświadczeniu rzecznik partii Hezb-e-Islami
              Harun Zargun stwierdził, że bojownicy ugrupowania otrzymali rozkaz
              ataków na polskie wojska stacjonujące w Afganistanie. Dodał, że
              Polska zapłaci za oskarżanie Hekmatiara o zbrodnie wojenne.
              • Gość: realista "Cuda" również w polskiej piłce! IP: 80.51.199.* 17.06.08, 08:13
                Polscy piłkarze na Euro pokazali, czym zawsze kończy się propaganda
                i nadmiernie rozbudzone nadzieje. Jeszcze dwa tygodnie temu polscy
                piłkarze mieli być najlepszą drużyną na mistrzostwach. W ten sam
                sposób zakończy swoje rządy PO, bo cuda się nie zdarzą chyba, że te
                związane z cenami żywności, usług, paliwa itd. Takie „cuda” to już
                obserwujemy na co dzień.
                • Gość: Adar Cuda i w wojsku... IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 17.06.08, 10:19
                  Dziennik:
                  Szefowi resortu obrony marzy się prawdziwa stajnia aut. Sto limuzyn -
                  na które ministerstwo wydaje rocznie cztery miliony złotych - to za
                  mało. Bogdan Klich przymierza się do zakupu kolejnych 40. Za każde
                  auto podatnicy musieliby zapłacić po 100 tysięcy złotych. A na tym
                  nie koniec, bo miesięczne utrzymanie wozu z kierowcą to koszt 4,5
                  tysiąca złotych.

                  czytaj dalej...REKLAMA
                  Limuzyny i kierowców mieliby dostać urzędnicy, których zagraniczni
                  odpowiednicy nawet nie śnią o takich przywilejach. Chodzi o dowódców
                  brygad, dowódców pułków i szefów wojewódzkich sztabów wojskowych -
                  pisze "Rzeczpospolita".

                  "W Stanach Zjednoczonych widywałem jednogwiazdkowych generałów,
                  którzy do Pentagonu jeździli metrem" - powiedział gazecie oficer
                  Wojska Polskiego, który był na kursach w USA.

                  Tymczasem sam zakup aut to niejedyny koszt, który ponieśliby
                  podatnicy, gdyby Bogdan Klich zdecydował się na
                  powiększenie "floty". Według "Rzeczpospolitej", roczne utrzymanie
                  resortowej limyzyny wynosi 17 tysięcy złotych - czyli ponad tysiąc
                  złotych miesięcznie. Trzeba do tego doliczyć 3,5 tysiąca złotych
                  miesięcznie na wyżywienie i zakwaterowanie żołnierza służby
                  zasadniczej, który wozi wojskowych dygnitarzy - pisze dziennik.

                  Wprawdzie decyzja o zakupie nie została jeszcze podpisana przez
                  ministra, ale plany budzą kontrowersje nawet w szeregach Platformy
                  Obywatelskiej. "Trzeba się temu dokładnie przyjrzeć, bo szliśmy do
                  wyborów z założeniem, że będziemy ograniczać przywileje władzy. Na
                  pewno nie może być tak, że samochody służbowe mają dyrektorzy
                  departamentów. Poproszę ministra Klicha o wyjaśnienia" -
                  powiedział "Rzeczpospolitej" Grzegorz Dolniak, wiceprzewodniczący
                  Klubu PO, członek Sejmowej Komisji Obrony Narodowej.
                  • Gość: realista Kolejny cud się nie zdarzył, Polakom coraz drożej! IP: 80.51.199.* 18.06.08, 13:17
                    Polska przegrała wyścig o Mercedesa

                    Niemiecki koncern motoryzacyjny Daimler-Benz wybrał Węgry jako
                    miejsce budowy swojego zakładu o wartości 800 mln euro -
                    poinformował w środę rzecznik prasowy firmy.

                    Florian Martens podał, że rada Daimlera zdecydowała o wyborze
                    węgierskiego Kecskemet pod budowę swojego pierwszego zakładu w
                    środkowo-wschodniej Europie.

                    "Kecskemet zaoferował Daimlerowi najlepsze warunki pod względem
                    infrastruktury, logistyki, siły roboczej i warunków płacowych" -
                    powiedział Martens.

                    W zakładzie będą produkowane kompaktowe modele Mercedesa klasy A i B
                    od 2012 r.

                    Zatrudnienie znajdzie tam 2,5 tys. osób.

                    Daimler brał pod uwagę Polskę, Rumunię, Serbię i Węgry jako miejsce
                    lokalizacji nowego zakładu
    • Gość: antyPiSuar Czekamy na polityczną śmierć Zawziętych Kaczek____ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.06.08, 15:14
      ___bo to byłby dopiero największy cud RP v. 3.1.
      Ale obawiam się, że bardziej realne są jednak te autostrady...
      • Gość: Realista Nie czekamy na ... IP: 80.51.199.* 19.06.08, 07:14
        Właśnie taki język w stylu "czekamy na śmierć" (nawet tę polityczną)
        cechuje tusko-maniaków. W teorii miłość i zgoda narodowa, w praktyce
        zawziętość, nienawiść i chęć spokoju dla kręcenia "cudów".
    • Gość: Kapucyn. Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel IP: 77.252.18.* 18.06.08, 20:32
      Byłem na Jasnej Gorze i się mocno modliłem.Wy niewierni!Cud ,że
      jeszcze żyjemy!
      • Gość: Adar coraz drożej... IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 18.06.08, 20:58
        za onet.pl:
        Analitycy CBOS zauważają, że pomimo wzrostu wynagrodzeń powszechnie
        odczuwany jest wzrost cen produktów - szczególnie artykułów
        spożywczych, a przewidywania dotyczące inflacji są najbardziej
        pesymistyczne z dotychczasowych i najbliższe tym z końca 1999 roku.

        "Przewidywania dotyczące cen są mało optymistyczne. O tym, że za rok
        za tę samą kwotę co dziś będzie można kupić mniej towarów,
        przekonanych jest 90 proc. ankietowanych, w tym blisko połowa (49
        proc.) sądzi, że będzie to dużo mniej towarów, niż można nabyć
        obecnie. Tylko nieliczni (4 proc.) nie przewidują spadku wartości
        złotego, a znikoma liczba badanych (1 proc.) utrzymuje, że jego siła
        nabywcza wzrośnie" - napisano w komunikacie CBOS z badań dotyczących
        percepcji cen i reakcji na podwyżki.

        Zgodnie z wynikami badań ponad połowa dorosłych (ankietowanych)
        musiała zmienić styl konsumpcji - kupując albo mniej produktów, albo
        wyroby niższej jakości" - napisano w komunikacie.

        "Ponad połowa ankietowanych przez CBOS (57 proc.) przyznaje, że
        skutki ostatnich podwyżek cen odczuła w dość dużym (43 proc.) lub
        bardzo dużym (14 proc.) stopniu. Pozostali odczuli podwyżki
        nieznacznie (37 proc.) lub w ogóle nie doświadczyli skutków wzrostu
        cen (4 proc.).

        Z uzyskanych deklaracji wynika, że większość badanych (59 proc.) w
        ciągu ostatnich trzech miesięcy ograniczyła konsumpcję, tzn.
        kupowała mniejszą ilość niektórych produktów. Niemal tyle samo (58
        proc.) twierdzi, że w tym okresie, z powodu wzrostu cen, nabywało
        towary tańsze, niższej jakości. Mniej popularną reakcją na podwyżki
        było całkowite skreślenie danych produktów z listy zakupów. Taki
        sposób radzenia sobie ze wzrostem cen praktykował co czwarty dorosły
        (24 proc.). Jeszcze mniej osób (10 proc.) przyznaje, że robiło
        zapasy niektórych produktów, spodziewając się dalszego wzrostu ich
        cen" - napisano w komunikacie.

        Zgodnie z raportem, mieszkańcy miast (szczególnie największych
        aglomeracji), w większości deklarują, że nie stosowali żadnej z
        powyższych strategii konsumenckich, podczas gdy trzy piąte
        mieszkańców wsi musiało kupować zarówno mniej produktów, jak i
        niższej jakości.

        Wśród ankietowanych panuje powszechne odczucie, że w ciągu
        ostatniego roku wzrosły ceny energii elektrycznej i gazu
        (odpowiednio: 95 proc. i 90 proc. wskazań). Nieco mniej
        ankietowanych (81 proc.) wskazuje na wzrost opłat za wodę, tylko
        nieliczni (8 proc.) sądzą, że nie uległy one zmianie.

        Najczęściej wskazywano na wzrost cen produktów zbożowych, takich jak
        pieczywo, mąka, makarony - 86 proc. badanych.

        "Co ciekawe, uzyskiwane przez gospodarstwa domowe dochody per capita
        nie różnicują istotnie percepcji cen żywności. Wszystkie
        wyodrębnione grupy - od najmniej do najwięcej zarabiających - w
        większości deklarują, że ceny produktów spożywczych wzrosły" -
        napisano.

        Zdaniem większości Polaków istotnie podrożały również lekarstwa i
        papierosy. Środki higieny osobistej i środki czystości podrożały w
        opinii ponad połowy badanych, blisko jedna trzecia zaś (30 proc.)
        uważa, że ich ceny się nie zmieniły.

        Gazety i czasopisma, to jedyna kategoria produktów, które wg
        większości ankietownych nie zmieniły cen.

        Podwyżki cen w dużym lub bardzo dużym stopniu najczęściej odczuli
        ludzie starsi, emeryci, renciści, bezrobotni, ponadto osoby słabiej
        wykształcone, mieszkańcy mniejszych miast (od 20 tys. do 100 tys.
        ludności), respondenci o niższych dochodach per capita (do 500 zł) i
        gorzej oceniający własne warunki materialne.

        • Gość: poddany Re: coraz drożej... IP: *.chello.pl 19.06.08, 03:58
          Jest dobrze, bedzie jeszcze lepiej, a potem cuda i raj na Ziemi.
          Wszystko dzięki jaśnie panom z PO.
          • Gość: Przys. Obronne Re: coraz drożej... IP: *.chello.pl 19.06.08, 15:09
            1 - Nowe autostrady zbudowane przez rząd Tuska: 0 km
            2 - Śmiertelne ofiary wypadków drogowych: 2951 (do 31.05.2008)
            3 - Liczba Polaków, którzy wrócili z Irlandii: brak danych
            4 - Podatek liniowy: wycofany
            5 - Cud gospodarczy: czekamy
            6 - Expo 2012: klęska
            7 - Długość expose premiera: 185 min.
            • Gość: Adar Cud w Izdebkach! IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 21.06.08, 21:44
              Dziennik:
              Sceny jak z komedii Barei. To, co się stało w Izdebkach na
              Podkarpaciu, żywo przypomina absurdy późnego komunizmu. W Dzień
              Dziecka premier Tusk z wielką pompą otworzył nowe boisko. Ale po
              jego wyjeździe obiekt zamknięto. Bo do terminu odbioru brakowało 20
              dni. PiS ironicznie mówi dziś o "cudzie" i "malowaniu trawy rodem z
              PRL".


              Posłowie PiS mają ubaw. W Sejmie pokazali film nakręcony - jak
              twierdzą - dzisiaj w południe. Widać na nim zamkniętą bramę
              wejściową na boisko, uszkodzoną murawę i worki z materiałami
              budowlanymi. To nowy kompleks sportowy dla młodzieży w podkarpackich
              Izdebkach. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że
              oficjalnie boisko działa. 1 czerwca uroczyście otworzył je Donald
              Tusk.

              Dlaczego zatem obiekt jest teraz zamknięty na cztery spusty? Jak
              tłumaczy wójt Izdebek Antoni Gromala, otwarcie boiska było
              symboliczne ze względu na Dzień Dziecka. Do tego gminę akurat
              odwiedzał premier, więc dobrze było się czymś pochwalić.

              Ale tuż po wyjeździe Tuska boisko zamknięto, bo odbiór techniczny
              zaplanowano dopiero na 20 czerwca, czyli na dzisiaj. Ale czy tego
              terminu uda się dotrzymać? Jak mówi wójt - na miejscu wciąż pracuje
              komisja ds. odbioru technicznego, która sprawdza atesty i dokumenty.

              Była minister sportu w rządzie Jarosława Kaczyńskiego Elżbieta
              Jakubiak jest oburzona. "Mówimy o otwieraniu boisk, które nie
              działają. Tego nie wolno robić, bo tak się kompromituje władze
              rządowe" - powiedziała Jakubiak. "Wójt miał dobre intencje, chciał
              dobrze dla swoich mieszkańców, ale nie wolno wójta namawiać, by
              malował trawę, bo te czasy się już skończyły" - dodała.

              Poseł Mariusz Błaszczak ironizował: "Cud się stał, bo premier Tusk
              był w Izdebkach, boisko zostało otwarte, tylko cud był bardzo
              krótki, premier wyjechał i boisko zostało zamknięte. To przypomina
              mi minione czasy PRL-u" - powiedział Błaszczak.

              Bosiko w Izdebkach powstało w ramach rządowego programu "Moje
              boisko - Orlik 2012", który zakłada rozbudowę infrastruktury
              sportowej, szczególnie boisk, przeznaczonych do masowego użytku i
              zarządzanych przez samorządy. W sumie do 2012 roku, za pieniądze z
              budżetu państwa, samorządów województw i samorządów gmin, ma powstać
              około 2 tysięcy obiektów sportowych.
              • Gość: Adar Masowe powroty? IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 24.06.08, 08:45
                Onet:
                W cieniu haseł o masowych powrotach Polaków na Wyspach Brytyjskich
                można zauważyć zjawisko, któremu powinni uważnie przyjrzeć się
                politycy. Kilkaset tysięcy rodaków właśnie decyduje się tam zostać.
                I ściągają rodziny z Polski - pisze "Metro".
                Za granicą pracuje dwa miliony Polaków - to najbardziej aktualne,
                choć jeszcze nieopublikowane dane GUS, do których dotarło "Metro"
                (chodzi o wyjazdy po 1 maja 2004 r.). Co najmniej połowa przebywa w
                Wielkiej Brytanii i Irlandii. Według naszych ambasad w Wielkiej
                Brytanii żyje ok. 800 tys., a w Irlandii ok. 250 tys. Polaków. Obie
                placówki przyznają, że liczba emigrantów utrzymuje się na tym samym
                poziomie od ponad roku.

                Stała liczba emigrantów jest zaskakująca, bo od wielu miesięcy mówi
                się o masowych powrotach z Wysp. Polacy wracają z powodu zapaści na
                rynku budowlanym w Irlandii (co dziesiąty zatrudniony w tej branży
                to Polak) czy słabego funta oraz euro względem złotówki. Według
                Wiesława Łagodzińskiego z GUS wracają m.in. budowlańcy,
                menedżerowie, specjaliści od zarządzania i bankowości, na których
                teraz i w Polsce czekają ciekawe oferty.

                Z badania przeprowadzonego w połowie ub.r. przez Centrum Stosunków
                Międzynarodowych wynikało, że do Polski w najbliższym czasie miała
                wrócić nawet połowa emigracji z Wysp. Hasła powrotu pojawiły się
                więc w ostatniej kampanii wyborczej, głośno mówiła o tym zwłaszcza
                PO (wcześniej PiS chwalił się rządowym programem "Powrót").

                Dlaczego liczba emigrantów od półtora roku się nie zmienia? - Tych,
                którzy wracają, zastępują rodziny tych, którzy zamierzają zostać.
                Oceniam, że z tej grupy wróci najwyżej jedna trzecia. I to
                najwcześniej za kilka lat, jeśli w Polsce będzie dobrze - mówi prof.
                Krystyna Iglicka z Centrum Stosunków Międzynarodowych.

                Według naszej ambasady w Londynie na Wyspach pracuje obecnie ok. 300
                tys. Polaków; reszta, ok. pół miliona, to ich małżonkowie, dzieci, a
                nawet dziadkowie, którzy opiekują się wnukami
                • Gość: Adar Czyżby kolejny i to wielki cud Machu Pichu? IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 24.06.08, 20:06
                  Dziennik:
                  Stało się. Piłkarskie mistrzostwa Europy w 2012 roku odbędą się
                  jednak we Włoszech i Francji, a nie w Polsce i Ukrainie. Tak
                  twierdzi włoska gazeta "Il Giornale". "Często rozmawiam z szefem
                  UEFA Michelem Platinim i o niczym takim nie mówił" - uspokaja
                  Zbigniew Boniek.


                  Według włoskiej gazety, niedługo szef UEFA Michel Platini pojedzie
                  na Ukrainę i oficjalnie przyjmie do wiadomości po wizytacji,
                  że "niemożliwa jest organizacja Euro" w tym kraju oraz w Polsce.

                  Dlaczego? Bo w obu krajach nic się nie dzieje. Przygotowania do euro
                  stoją w miejscu. Stadionów jak nie było, tak nie ma.

                  Dlatego - spekuluje gazeta - mistrzostwa zostaną przeniesione do
                  Włoch i Francji. "Il Giornale" twierdzi, że inauguracja Euro 2012
                  odbędzie się w Rzymie, a finał w Paryżu.

                  Miejmy nadzieję, że rewelacje dziennikarzy z Italii nie okażą się
                  prawdą

                  • Gość: Adar Cuda,cuda... IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 25.06.08, 23:36
                    dalej Dziennik:
                    Do kieszeni Kowalskiego wpadłyby dodatkowo cztery tysiące złotych
                    rocznie, gdyby władze zreformowały finanse publiczne i podatki -
                    szacują ekonomiści z renomowanej firmy doradczej
                    PricewaterhouseCoopers. Trzeba byłoby zrezygnować z mnóstwa zbędnych
                    instytucji państwowych, a oszczędności pozwoliłyby na obniżenie
                    podatków - mówią eksperci.

                    Wystarczy, żeby rząd nie nakręcał co roku spirali wydatków. Z
                    obietnic wyborczych trzeba się wywiązywać, ale wydatki budżetowe w
                    Polsce to gruba przesada. Z roku na rok politycy coraz bardziej
                    szastają publicznymi pieniędzmi. Jakby zapominali, że mają je z
                    naszych podatków - wskazują autorzy raportu, zatytułowanego "Jak
                    podatki mogą nas przybliżyć do cudu gospodarczego?".

                    Tymczasem tempo wzrostu wydatków publicznych zaczyna być szaleńcze.
                    W tym roku przekroczy 10,5 procenta. PricewaterhouseCoopers szacuje,
                    że wskaźnik ten powinien wynosić nie więcej niż 3,5 procenta. Tylko
                    wtedy będzie można obniżyć podatki, czyli dać ludziom więcej
                    pieniędzy do rąk.

                    Eksperci twierdzą, że przy ograniczeniu wydatków państwa można
                    byłoby obniżyć np. podatek VAT. Stawki 0 procent, 3 procent i 7
                    procent mogłyby być całkowicie zlikwidowane. Niższy VAT to również
                    tańsza benzyna. A trzeba pamiętać, że od jej ceny zależy też to, ile
                    kosztuje np. chleb czy materiały budowlane.

                    Państwo mogłoby być tańsze także dzięki likwidacji mnóstwa przepisów
                    podatkowych i zinformatyzowaniu fiskusa. Na przykład w Bułgarii
                    całkowicie zrezygnowano z papierowych rozliczeń - przypomina
                    PricewaterhouseCoopers.
                    • Gość: Adar Ile kosztują jabłka? IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 29.06.08, 18:52
                      Dziennik:
                      Żywność zdrożeje o 10 procent

                      Trzeba będzie mocniej łapać się za portfel. Po ostatnich
                      komunikatach o skutkach suszy minister rolnictwa Marek Sawicki
                      zapowiada, że ceny żywności mogą wzrosnąć nawet o dziesięć procent.


                      Jeszcze miesiąc temu Sawicki liczył na góra 6,5 procentowy wzrost
                      żywności. Po informacjach jakie otrzymał w sprawie możliwej suszy
                      musiał te dane zweryfikować.

                      "Jeśli będzie to wzrost rzędu 8-10 proc., nie będzie to dla mnie
                      żadne zaskoczenie" - powiedział minister rolnictwa z PSL.

                      Jak zaznaczył, to nie rolnicy dyktują ceny żywności na polskim
                      rynku. "O cenach żywności przesądzają ceny paliw i ceny energii, bez
                      której żywności wyprodukować się nie da" - wyjaśnił Sawicki.
                      • Gość: Adar Geneza cudów... IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 02.07.08, 09:59
                        Właściwie nie ma dnia, byśmy nie zetknęli się z jakimś
                        zafałszowaniem politycznych faktów. Niekiedy zdarza się, że ktoś
                        wyłapuje owe przeinaczenia i eufemistycznie określa je „mijaniem się
                        z prawdą” – pisze Joanna Lichocka



                        Sprawa Lecha Wałęsy i jego ewentualnej współpracy z SB jako
                        TW „Bolek” jest znana polskim elitom politycznym przynajmniej od
                        czerwca 1992 roku, kiedy Antoni Macierewicz przedstawił Sejmowi
                        listę nazwisk osób, które widnieją w kartotekach służb specjalnych
                        PRL, zarejestrowanych jako ich współpracownicy. W ciągu kilku godzin
                        informacja ta dotarła do ówczesnych posłów i do większości
                        dziennikarzy.


                        Zakrzyczany 4 czerwca 1992

                        Tego dnia, 4 czerwca 1992 roku, i przez kolejne następne dni,
                        tygodnie, miesiące i lata elity polityczne i medialne zrobiły jednak
                        wszystko, by sprawę zamilczeć lub, gdy jakaś niepokorna publikacja
                        gdzieś na marginesie nurtu medialnego sprawę te przypominała,
                        zakrzyczeć. Nie analizować. Nie badać. Nie pytać. Nie wiedzieć.
                        Tylko „oszołomy”, tylko „chorzy z nienawiści” – że przypomnę
                        poetykę „Gazety Wyborczej” – mogli chcieć się zajmować kwestią, czy
                        Lech Wałęsa to TW „Bolek”.

                        Kłamstwo nam spowszedniało. A skoro tak, to nic dziwnego, że stało
                        się powszechnie stosowaną metodą polityczną
                        Zakrzyczenie tej sprawy było jednym z większych kłamstw III RP –
                        żaden dominujący tytuł prasowy czy elektroniczny nie był miejscem,
                        gdzie można by było o tym swobodnie pisać. Dotyczyło to nie tylko
                        sprawy „Bolka”. Dziś już mało kto to pamięta i brzmi to kuriozalnie,
                        ale na żądanie ujawnienia dokumentów SB mogących wyjaśnić śmierć i
                        ujawnić morderców Stanisława Pyjasa w 1994 roku ówczesny szef MSW
                        Andrzej Milczanowski odrzekł, że żadnego ujawnienia dokumentów w tej
                        sprawie nie będzie. Dla „dobra państwa”.

                        Gdy zatem teraz, po 16 latach od ujawnienia faktu rejestracji Lecha
                        Wałęsy w kartotekach SB, słychać krzyk o „nagonce na Wałęsę”, jest w
                        nim echo tamtej nocy 4 czerwca i tamtego wrzasku, by ukryć prawdę o
                        konfidentach SB.


                        Dobrze wymyślona historia

                        Właściwie nie ma dnia, byśmy, czytając gazety, oglądając telewizję
                        czy słuchając radia, nie zetknęli się z jakimś zafałszowaniem
                        faktów. Niekiedy zdarza się, że ktoś wyłapuje owe przeinaczenia i
                        eufemistycznie określa je „mijaniem się z prawdą”. Bo kłamstwo nam
                        spowszedniało. A skoro tak, to nic dziwnego, że stało się
                        powszechnie stosowaną metodą polityczną.

                        Oczywiście nie jest tak, że używanie kłamstwa w polityce to
                        wynalazek ostatnich miesięcy – kolejne rządy, partie i poszczególni
                        politycy używali tej metody niejednokrotnie. Aleksander Kwaśniewski
                        twierdził, że nigdy nie spotkał się z Władimirem Ałganowem lub
                        szczycił się rzekomo wyższym wykształceniem – w obu przypadkach, jak
                        wiemy, kłamał. Lider LPR Roman Giertych na Jasnej Górze z Janem
                        Kulczykiem podobno… tylko przypadkiem minął się na korytarzu i
                        zamienił kilka słów. Dopiero później dowiedzieliśmy się, że byli tam
                        umówieni i razem zjedli obiad.

                        Nie przypominam sobie jednak, by jakikolwiek polityk poniósł poważne
                        konsekwencje za zafałszowanie prawdy. Nowość polega na czym innym –
                        bezkarność kłamstwa pozwala z powodzeniem stosować je w dominującej
                        dziś metodzie w polityce, czyli marketingu politycznym. Zupełnie
                        bezpośrednio mówi o tym Eryk Mistewicz, jeden z najbardziej znanych
                        speców od kreowania wizerunku politycznego w Polsce. W niedawnym
                        wywiadzie dla „Dziennika” stwierdza prosto, że najważniejsza jest
                        dobrze wymyślona historia, a to, czy ona jest prawdziwa, czy nie, ma
                        znaczenie drugorzędne. „W skutecznym przekazie nie ma żadnych
                        granic” – mówi Mistewicz.


                        Łgarstwo fundamentalne

                        Wydaje się, że granice te, od wyborów w 2005 roku, przekraczane są z
                        dużą skutecznością. Kłamstwem fundamentalnym, naznaczającym od tej
                        chwili życie polityczne, było niezrealizowanie obietnicy powstania
                        koalicji PO – PiS. Wyborcy zostali oszukani, bo politykom obu stron –
                        choć przede wszystkim Platformy Obywatelskiej – z powodu czysto
                        partykularnych interesów od początku nie opłacało się tej koalicji
                        stworzyć. Stratedzy PO obliczyli, że pozycja ich partii w koalicji
                        będzie zbyt mała, a ambicje lidera, by osiągnąć fotel prezydencki,
                        musiałyby pozostać niezaspokojone. Późniejsze negocjacje koalicyjne
                        przy włączonych kamerach, demonstracyjne wychodzenie z nich,
                        zrywanie, mówienie o upokarzających warunkach, jakie PiS miał
                        proponować Platformie, były spektaklem mającym w oczach opinii
                        publicznej usprawiedliwić to, że koalicja PO – PiS nie powstanie.
                        Dzięki wsparciu wielu dziennikarzy i mediów udało się zafałszować
                        rzeczywistość i do dziś tylko z rzadka co przytomniejsi publicyści
                        zwracają na to uwagę.

                        Ale i PiS nie jest partią, która mówi wyłącznie prawdę i traktuje
                        dane publicznie słowo przesadnie poważnie. Chętnie cytowane do dziś
                        przez przeciwników PiS deklaracje Jarosława Kaczyńskiego, że jeśli
                        jego brat zostanie prezydentem, on nie będzie szefem rządu, były
                        aktualne tylko przez kilka miesięcy działalności gabinetu Kazimierza
                        Marcinkiewicza. Ewidentnie zdarzało się kłamać ministrowi
                        sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze, który zaraz po śmierci Barbary
                        Blidy stwierdził, że nic o jej zatrzymaniu wcześniej nie wiedział.
                        Późniejsze informacje pokazały, że wiedział o takich planach nie
                        tylko on, ale i premier.

                        Blef i naciąganie faktów były specjalnością Jacka Kurskiego.
                        Dobitnie wypunktował go w jednej z debat na temat dokonań rządu
                        Jarosława Kaczyńskiego Roman Giertych, gdy Kurski przypisał PiS
                        pomysły LPR. Żal było wtedy patrzeć na Kurskiego, bo demaskacja była
                        dotkliwa.


                        Budowanie emocji

                        Podatki to jedno z wdzięczniejszych pól, na których możemy odnaleźć
                        fałsz deklaracji rządzących bez względu na barwy partyjne. W
                        przypadku Platformy Obywatelskiej jest to jednak tym bardziej
                        demonstracyjne, że na haśle obniżenia podatków i wprowadzenia
                        podatku liniowego partia ta w dużym stopniu zbudowała swój wizerunek
                        i zjednała sobie wyborców. Tymczasem kolejne decyzje i zapowiedzi
                        ministra finansów nie tylko nie zapowiadają rychłego obniżenia
                        obciążenia fiskalnego obywateli, ale przeciwnie, zwiększają je.

                        Wystarczy przypomnieć decyzję o zmniejszeniu ulgi rodzinnej od
                        przyszłego roku czy podnoszenie podatków pośrednich, jak choćby
                        drastyczne podwyższenie od 1 stycznia akcyzy na gaz płynny. W
                        mediach informacje o tym są rozproszone, ani spin doktorom
                        Platformy, ani najwyraźniej jeszcze dziennikarzom ekonomicznym nie
                        zależy na zdemaskowaniu tego całkowicie przeciwnego do wizerunku i
                        zapowiedzi, a także wciąż jeszcze tu i ówdzie składanych deklaracji,
                        faktycznego działania rządzących.

                        Zabawne jest też śledzenie zapowiedzi minister zdrowia dotyczących
                        podwyższenia składki zdrowotnej. Na początku kadencji pani minister
                        deklarowała, że nie chce zwiększenia składki – wywiad z taką
                        zapowiedzią można znaleźć na stronie internetowej Ministerstwa
                        Zdrowia. Minęło kilka miesięcy i rząd mówi coś zupełnie innego –
                        składka zdrowotna wzrośnie niebawem o 1 procent. Nie oceniam tu
                        zasadności podnoszenia składki i odrzucenia poszukiwania źródeł
                        finansowania służby zdrowia w innych niż kieszeń podatników
                        miejscach. Warto po prostu po raz kolejny zauważyć, jak lekkie są
                        deklaracje polityków.

                        Lekkie są nawet wtedy, gdy pełne są ciężkich określeń. Pamiętamy
                        kilkumiesięczną kampanię przeciw CBA i jej szefowi Mariuszowi
                        Kamińskiemu prowadzoną przez polityków Platformy. Słyszeliśmy od
                        Zbigniewa Chlebowskiego i Julii Pitery
                        o „przestępstwach”, „prowokacjach politycznych”, wykorzystywaniu
                        służb do walki politycznej.

                        Bardzo ciężkie zarzuty. Powinny natychmiast dyskwalifikowa
                        • Gość: Adar Re: Geneza cudów...c.d. IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 02.07.08, 10:04
                          Bardzo ciężkie zarzuty. Powinny natychmiast dyskwalifikować szefa
                          CBA, a same służby doprowadzić do gruntownych zmian. Jak też
                          pamiętamy, rozmiary patologii i „zbrodni” miały być opublikowane w
                          słynnym raporcie Julii Pitery. Tymczasem raportu nigdy nie
                          zobaczyliśmy, a zarzuty okazały się kłamstwem – bo żadnych dowodów
                          na nie nie przedstawiono. Pośrednio, że były to kłamstwa,
                          potwierdził premier Tusk, nie zgadzając się na publikację „dzieła”
                          Pitery i nie dymisjonując szefa CBA.

                          To, co głosili politycy PO, miało być tworzeniem klimatu
                          przyzwolenia na odwołanie w trakcie kadencji szefa CBA – nie miało
                          znaczenia, co mówią, chodziło o zbudowanie emocji. Nie powiodło się
                          to jednak na tyle, by premier zdecydował się wówczas na ten krok. My
                          zaś jesteśmy niezwykle wyrozumiali dla oszczerców – celujący w
                          miotaniu tamtych inwektyw politycy PO chodzą z odkrytym czołem od
                          stacji telewizyjnej do stacji i mentorskim głosem opowiadają kolejne
                          historie, w których często prawdziwy jest tylko pełen emocji tembr
                          głosu.


                          Lukrowane oszustwo

                          Fantastycznym doświadczeniem, na które zdecydowali się dziennikarze
                          Igor Zalewski i Robert Mazurek we „Wprost”, było przeanalizowanie
                          oświadczeń majątkowych tuzów polskiej polityki. Okazało się, że
                          fałszowanie wartości nieruchomości jest na porządku dziennym.
                          Mazurek i Zalewski nabijają się między innymi z minister Julii
                          Pitery, która kilkakrotnie zaniżyła aktualną wartość swego
                          mieszkania na warszawskim Mokotowie. Hipokryzja jest tym
                          wyrazistsza, że – jak wiadomo – Pitera ma być symbolem uczciwości i
                          przejrzystości obecnego rządu. Najwyraźniej jednak nie ma jak dotąd
                          wystarczająco silnej kontroli publicznej, by zmusić ją do pisania
                          prawdy we własnym oświadczeniu majątkowym (za te 190 tysięcy złotych
                          to i ja, jeśli Mazurek i Zalewski nie będą mogli, chętnie kupiłabym
                          strych Pitery).

                          Czystym kłamstwem są zapewnienia przedstawicieli rządu o tym, że nie
                          obsadzają stanowisk w administracji i spółkach Skarbu Państwa z
                          partyjnego klucza. Ot, tylko garść przykładów pokrętnych wyjaśnień z
                          ostatnich tygodni. Nowym prezesem krakowskiego lotniska Balice
                          został Jan Pamuła. Przewodniczący rady nadzorczej Paweł Łatacz mówił
                          mediom, że „na wybór Pamuły na to stanowisko obok wykształcenia duży
                          wpływ miała koncepcja rozwoju portu, jaką zaprezentował w trakcie
                          konkursu”. Być może. Ale bez wielkiej pomyłki można też powiedzieć,
                          że zdecydowało co innego – Jan Pamuła był od początku w KLD i jako
                          poseł KLD, a potem UW zasiadał w Sejmie, dziś związany jest z
                          Platformą Obywatelską.

                          Inny przykład prób ukrycia politycznych rekomendacji: nowy
                          wiceprezes Orlenu Jacek Krawiec – prywatnie rodzony brat minister
                          Małgorzaty Bochenek z Kancelarii Prezydenta Kaczyńskiego. Krawiec ma
                          jednak lepsze atuty niż siostra u prezydenta. Dzięki poparciu ze
                          strony Janusza Tomaszewskiego i Alicji Kornasiewicz, ministrów
                          awuesowskiego rządu, w wieku 31 lat został prezesem państwowego
                          wówczas Impexmetalu, spółki handlującej materiałami kolorowymi.
                          Stamtąd trafił na stanowisko szefa Elektrimu.

                          Jego nazwisko w kręgach politycznych pojawiło się zaś w 2005 roku.
                          Był… negocjatorem Platformy Obywatelskiej w rozmowach z PiS o
                          utworzeniu koalicji. A dziś współzarządza Orlenem i jest jednym z
                          najbliższych obecnym władzom Platformy menedżerów. Tego, że nie ma
                          żadnego doświadczenia w kierowaniu spółką paliwową, nie warto nawet
                          dodawać.

                          Takie przykłady obsadzania stanowisk z partyjnego klucza w bardziej
                          i mniej eksponowanych miejscach można wymieniać długo. Zjawisko jest
                          powszechne – zarówno Platforma Obywatelska, jak i PSL obsadzają
                          swoimi ludźmi stanowiska i pierwszym kryterium nie są kwalifikacje,
                          ale przynależność partyjna, środowiskowa lub niekiedy rodzinna. Ma
                          się to nijak do zapowiedzi wyborczych, ale także do tego, co na co
                          dzień mówią głośno politycy.

                          Robiły to też poprzednie ekipy, ale różnica dziś polega na tym, że
                          politycy PO umieją „słodko kłamać”. Uśmiechają się miło i mówią,
                          ależ skąd, to nie my, to PiS… i robią swoje. Nie wiem, czy długo
                          takie lukrowane oszustwo będzie skuteczne. Na razie, sądząc po
                          sondażach, system działa.

                        • apriori1 Geneza cudów... 02.07.08, 14:35
                          Adar!
                          Za chwilę „zajedziesz” ten wątek i nikt nie będzie do niego
                          zaglądał. Wyluzuj trochę. Ja rozumiem Twoją chęć pokazania innym,
                          jaka jest obiektywna rzeczywistość, a nie ta kreowana przez media.
                          Tylko takimi, długawymi przedrukami nie osiągniesz tego. Skupmy się
                          na tym wątku na krótkich, treściwych informacjach o dziejących się
                          tu i teraz „cudach” gospodarczych za rządu PO, bo tylko takie
                          krótkie informacje, w połączeniu z własnymi obserwacjami np. ze
                          stacji benzynowych, pozwolą ludziom zrozumieć, że znowu postawili na
                          złego konia i żadnych cudów gospodarczych pod rządami PO nie będzie,
                          a chęć zbudowania drugiej Irlandii w świetle ostatnich informacji o
                          stanie tamtejszej gospodarki zakrawa na ironię. Nic na siłę kolego,
                          ludzie muszą najpierw zostać „połaskotani” po kieszeniach, a dopiero
                          wtedy zrozumieją, czym jest nieograniczony liberalizm. Kończę, bo
                          zaraz sam się rozpędzę.
                          • Gość: antyPiSuar Będzie druga Irlandia jednak-odrzucimy traktat UE! IP: *.tktelekom.pl 02.07.08, 14:44
                            i to dzięki twórcy:
                            -Irasiada
                            -Benhałera
                            -Perejry
                            -Małpy w czerwonym
                            -spieprzaj Dziadu
                            itp. cudów językowych godnych profesora 4.RP
                          • Gość: WIEŚNIAK Re: Geneza cudów... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.08, 17:30
                            Skoro tak Cię boli liberalizm gospdoarczy, to jak rozumiem, wolałbyś
                            gospodarkę zarządzaną dekretami, jak nie przymierzając za Gomułki? A
                            może myslisz o jakiejś mitycznej "trzeciej drodze"? To tez już
                            było...i jest na Białorusi,i pod rządami Ćjaweza...A jaki PiS ma
                            pomysł na niższe ceny, przy wzroście płac? Chyba ogłuchłem, bo dotąd
                            oprócz krytyki PO nic takiego nie słyszałwem.MOżę ty masz?Chętnie
                            poczytam.
                            • Gość: Adar Panie Wiesniak... IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 04.07.08, 09:05
                              Czy liberalizm gospodarczy to cuda? Ja chce zobaczyc cuda
                              Tuskowe. Słońce Peru duuuzo naopowiadał w kampani i co? Mam to
                              rozumiec jako kłamstwa? Czy komus rosną osle uszy?
                              No ale tutaj prawdziwy cud. Cos znika...Więc Dziennik:

                              Kilka tygodni temu na łamach "Faktu" premier Tusk zapewniał, że
                              szpitale nie będą znikać. Takie obawy pojawiły się po ujawnieniu
                              planów PO na reformę służby zdrowia. Ale teraz Platforma daje
                              szpitalom ultimatum: staną się spółkami w rok, albo zostaną
                              zlikwidowane. Wiele nie zdąży - ostrzega Bolesław Piecha z PiS.


                              Szpitale będą miały rok, by przekształcić się w spółki prawa
                              handlowego - powiedział w TVP Info Marek Balicki, były minister
                              zdrowia, teraz poseł SDPL. Nierzadko ogromnie zadłużone szpitale
                              muszą to zrobić według restrykcyjnego kodeksu społek handlowych.

                              "Projekt PO zakłada, że jeśli tego nie zrobią zostaną zlikwidowane.
                              Te założenia są w stanowisku przyjętym przez rząd" - twierdzi
                              Balicki.

                              Jego informacje od razu potwierdził obecny w studiu TVP Info
                              wiceszef resortu zdrowia Marek Twardowski.

                              Czy PO nie daje szpitalom za mało czasu? Zdecydowanie - odpowiada
                              były wiceminister zdrowia z PiS Bolesław Piecha. I dodaje, że w
                              ciągu roku nie da się przekształcić wielu szpitali. Przede wszystkim
                              z powodu ich ogromnych długów. A to oznacza likwidację wielu
                              placówek i ogromne zagrożenie dla życia i zdrowia pacjentów, czyli
                              nas wszystkich.
                              • Gość: Adar Cuda Tuskowe w recyklingu starych aut... IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 04.07.08, 09:30
                                Za Onet:


                                Puls Biznesu" pisze, że rząd zdecydował się zmienić przeznaczenie
                                pieniędzy pochodzących z tak zwanej opłaty recyklingowej.










                                Zamiast na sprzątanie samochodowych wraków i ich utylizację zostaną
                                wydane na konferencje, debaty i bankiety.

                                Opłata recyklingowa w wysokości 500 złotych jest pobierana od
                                każdego używanego samochodu sprowadzanego z Unii Europejskiej.

                                Rzecznik Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki
                                poinformował "Puls Biznesu", że na koncie na które trafiają
                                pieniądze pochodzące z opłaty uzbierał się ponad miliard złotych.
                                Zamiast na recykling samochodowych wraków, rząd postanowił go wydać
                                na międzynarodową konferencję klimatyczną pod auspicjami ONZ, która
                                w grudniu odbędzie się w Poznaniu - czytamy w dzienniku.

                                "Puls Biznesu" pisze, że rząd nie ma skąd wziąć pieniędzy na
                                opłacenie dwutygodniowego pobytu w stolicy Wielkopolski delegatów ze
                                190 krajów. Spodziewanych jest nawet kilkanaście tysięcy gości.

                                Więcej na ten temat - w "Pulsie Biznesu".

                                • Gość: realista Warszawskie "cuda" Gronkowca! IP: 80.51.199.* 07.07.08, 10:50
                                  Ile będą nas kosztować rządy prezydent Warszawy?
                                  Przez półtora roku swoich rządów w stolicy osiągnęłam najlepszy
                                  wynik w historii – przekonuje „Wprost” Hanna Gronkiewicz-Waltz.
                                  Obliczyliśmy, co to znaczy w przeliczeniu na złote i kieszeń
                                  przeciętnego warszawiaka.

                                  Pani prezydent ogłosiła program inwestycyjny – istotnie największy w
                                  historii Warszawy. W ciągu czterech lat na 1200 projektów władze
                                  miasta wydadzą 15 mld zł. Druga linia metra w Warszawie będzie
                                  jednak kosztować aż trzy razy więcej niż porównywalny odcinek metra
                                  w Madrycie. Budowana w stolicy oczyszczalnia ścieków Czajka będzie
                                  najdroższa na świecie. Od czasu przejęcia władzy w Warszawie przez
                                  Hannę Gronkiewicz-Waltz w każdym dużym przetargu budowlanym w
                                  mieście ceny zakontraktowanych robót nawet dwukrotnie przekraczają
                                  kosztorysy.

                                  Nieprzypadkowo prezydent Warszawy jest przez niektórych urzędników i
                                  radnych nazywana „królową". Aby sfinansować swe bizantyjskie plany,
                                  władze Warszawy planują do 2011 r. trzykrotnie zwiększyć zadłużenie
                                  miasta. Obecne zadłużenie stolicy sięga 2,27 mld zł, a wzrośnie do
                                  ponad 7 mld zł. Każda warszawska rodzina została przez panią
                                  prezydent obarczona długiem w wysokości 16 tys. złotych. Warszawa z
                                  jednego z najmniej zapożyczonych miast w Polsce stanie się
                                  najbardziej zadłużonym.

                                  Na podstawie: WPROST
                                  • Gość: Adar Czy zdążą z cudem??? IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 07.07.08, 21:46
                                    Puls Biznesu:
                                    Sytuacja na polskim rynku pracy robi się nieciekawa!!!

                                    Sytuacja na rynku pracy powoli robi się nieciekawa dla pracowników -
                                    pisze "Puls Biznesu". Gazeta podkreśla, że powód jest prosty -
                                    gospodarka hamuje.
                                    "Puls Biznesu" powołując się dane Głównego Urzędu Statystycznego
                                    podaje, że w maju z ewidencji bezrobotnych skreślono blisko 250
                                    tysięcy osób - aż o prawie 17 procent mniej niż w tym samym miesiącu
                                    ubiegłego roku.
                                    Osobom bez pracy coraz trudniej jest wyrwać się z bezrobocia -
                                    komentuje dziennik. Potwierdzają to inne dane - w maju tego roku w
                                    urzędach pracy pojawiło się o ponad 15 procent mniej nowych ofert
                                    pracy niż przed rokiem.

                                    Główny ekonomista BGŻ Dariusz Winek tłumaczy "Pulsowi Biznesu", że
                                    popyt na pracę słabnie. Firmy czują, że koniunktura jest coraz
                                    gorsza. Koszty działalności rosną szybciej niż ich przychody, więc
                                    rentowność spada. W takich warunkach pracodawcy są mniej skłonni
                                    zatrudniać nowych pracowników - tłumaczy główny ekonomista BGŻ.
    • jasiek251 Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel 08.07.08, 00:10
      hahahah ale sie ludziska nabrali :)
      • Gość: Adar Ten internauta n ie wierzy w cuda! Skandal! IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 08.07.08, 21:57
        znalazłem jeden wpis jakiegos niedowiarka na forum Dziennika:
        j25
        »JESTEŚ WYBORCĄ PO ? _ POCZYTAJ - TO DO CIEBIE 2008-07-08 19:52

        Jesteś ofiarą pewnego mechanizmu, od dawna stosowanego z wielkimi
        sukcesami w Polsce. Polega on na wiedzy co jest w danym momencie
        modne, trendy - czyli pożądane, i co jest niemodne. Co jest w Polsce
        trendy a co jest żałosne, niemodne? Trendy jest elegancja, ładne
        garnitury, wysublimowana uroda, dobry gust, bogactwo i smak wyższych
        sfer, kultura, salony, najlepsze marki. Niemodne jest natomiast
        tzw. "wieśniactwo". Dresiki, zaciąganie w mowie, miejsca w postaci
        remizy strażackiej, brudne paznokcie, tipsy, stodoła, widok pola,
        krówek. A więc mamy jakiś rząd, czyli jak przez ostatnie 19lat mamy
        do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą w białych
        rękawiczkach, (wyjąwszy okres rządów PiS) która pasożytuje na kraju
        i mówiąc nieładnie, po prostu kradnie tworząc prawo które może
        wykorzystywać i naginać, a ukradzione pieniądze rozdaje swoim
        członkom. I teraz zaczyna się wojna psychologiczna - zestawia się na
        zasadzie skojarzeń - złodziej przewalający grube pieniądze na lewych
        prywatyzacjach - ubiera się go w ładny garnitur, i powtarza słowa
        klucze kodujące podświadomość - Europa, styl, szyk, elegancja. Czyli
        koduje nam się takie zestawienie, i teraz wystarczy pokazać w
        telewizji uśmiechniętego złodzieja w garniturze od Versace, i
        podświadomość reaguje zwracając nam sugestię, zalewając nas miłymi
        uczuciami które zostały tam wprowadzone. Potem sie zestawia
        uczciwego człowieka, np. któregoś z braci Kaczyńskich który chce
        odsunąć od władzy ludzi którzy donosili na kolegów, kradli itd., i
        rzuca się hasła typu - nienawiść, oszołomstwo, pieniactwo, kłótnie,
        jątrzenie, złość, bieda, smutek, brzydota. Gdy pokazują Kaczyńskiego
        w telewizji, zalewają nas uczucia gniewu, zakłopotania, zażenowania.
        Zauważyłeś to? to się nazywa uwarunkowanie, i odruch Pawłowa. Wie o
        tym każdy spec od reklamy. Zasada psychotechniki sprawdza się w
        polityce doskonale tak samo, jak kodowanie ludziom zachwytu do
        proszków do prania. Nie wierzysz? czy myślisz ze jakby te metody nie
        działały, to firmy by płaciły miliardy dolarów na reklamę? sprawdź
        sam, spytaj przeciętnego człowieka czemu tak bardzo nienawidzi
        Kaczyńskiego. Odpowie że - "zobacz co oni robią, jak podzielili
        ludzi, jak jątrzą" każdy z tych zarzutów jest śmieszny i wyssany z
        palca, no chyba ze zamykanie morderców w więzieniach można uznać za
        dzielenie ludzi a pogonienie klanów prawniczych i notariuszów,
        zniesienie składki rentowej, zniesienie podatków od spadków i wiele,
        wiele innych uznamy za nienawiść, Gdy zaczniesz dopytywać o
        szczegóły, wyborca PO wpadnie w furię, zaśmieje się, bądź będzie
        chciał Cię pobić czy opluć jeśli będziesz wizualnie słabszy.
        Powtarzanie i zasada skojarzeń, to typowe narzędzie do zmiany
        osobowości człowieka. Sam ich używam w pracy nad sobą, więc
        doskonale widzę jak ludzie są zwyczajnie robieni w konia, i są z
        tego dumni. Cały dramat polega na tym, że nawet gdy człowiek
        uświadomi sobie ze został oszukany, tkwi w tym. Zostało to dokładnie
        opisane przez psychologów społecznych, podam wam chętnie przykład -
        świadkowie Jehowy kilka razy mieli ogłaszany koniec świata.
        Wyprzedawali wszystko co mieli, i gdy się okazywało ze koniec świata
        jednak nie nadszedł a oni zostali golasami, ich wiara jeszcze się
        zwiększała - guru mówił że wyprosił jednak u Boga żeby nie robił
        końca świata i im to wystarczało by wierzyć jeszcze mocniej. Dziwisz
        się, że wykształceni mądrzy ludzie okazali sie aż tak naiwni? tu nie
        o wykształcenie jednak chodzi, chodzi o to że taki człowiek
        przyznając się sam przed sobą jak bardzo został wykorzystany i
        oszukiwany, straciłby do siebie szacunek - więc brnie dalej jeszcze
        mocniej. Tak jak kobieta zgwałcona która wierzy że to jej wina, ze
        facet nie umiał się powstrzymać i "musiał" to zrobić. Podobnie i
        wyborca PO, nawet jak zacznie sobie zadawać pytania, patrzeć co się
        dzieje wokoło niego, rzadko kiedy przyzna że został oszukany. Wtedy
        zaczyna działać mechanizm projekcji, i za własną naiwność i
        upodlenie obarcza Kaczyńskich, których zaczyna naprawdę nienawidzić,
        za swoje upokorzenie. Wielu ludzi często mnie pyta, czemu się bawię
        w politykowanie skoro zajmuję się zupełnie czymś innym? to proste,
        poprzez to że sam kształtuję swój umysł, i bardzo się interesuję
        manipulacjami, widzę jak ludzie zostali oszukani, więc o tym piszę.
        U Kaczyńskich widzę masę wad i błędów w polityce, mają też wiele
        rzeczy na sumieniu, jednakże nie ma w Polskiej polityce ludzi którzy
        byliby od nich uczciwsi i profesjonalni jako politycy. Natomiast
        Tusk to zupełne dno, i trzeba być naprawdę mocno zmanipulowanym żeby
        tego nie widzieć - na mnie większość manipulacji nie działa, bo ja
        cały czas obserwuję sugestie które maja na mnie wpływ, więc nie mają
        do mnie dostępu - po prostu zamykam im drzwi przed sobą. A co do
        mnie, wiele razy spotkały mnie przykrości gdy stwierdzałem w
        dyskusji że glosowałem na Kaczyńskich. Wiele razy się spotkałem z
        uwarunkowaną nienawiścią do mnie, że śmiem mieć inne zdanie niż
        ślepy tłum. Jak to dobrze że umiem dać w pysk porządnie, w innym
        wypadku byłbym nie raz dotkliwie pobity przez wyznawców jedynie
        słusznej trendy partii politycznej. Odruch Pawłowa - pokazujesz
        wyborcy PO zdjęcie Kaczyńskiego, wpada w furię, źle się czuje, kręci
        mu się z jadu zalewającego całe ciało w głowie. Pokazujesz zdjęcie
        Tuska z siatką jabłek, Pawlaka na kartoflisku z kosą - wpada w
        ekstazę, w przyjemny stan umysłu, odpręża się. Zaprogramowanie
        oczywiście też się dokonuje u wyborców PiS, ale na znacznie mniejszą
        skalę. Takiej agresji jak u wyborców PO nie widziałem u stronników
        żadnej partii politycznej. A teraz ta agresja wzrasta, ceny
        wszystkiego wraz z jabłkami szybują w górę, pensje stoją w miejscu,
        autostrady stoją, zapaść na giełdzie, inwestorzy uciekają. Zaczyna
        się obiecywana nam Irlandia. Ale niedługo będzie Belfast.


        • Gość: Adar Jak Donald Tusk złapał się na radar... IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 09.07.08, 14:06
          Piotr Gabryel w Rzeczpospolitej:
          W nowej Polsce jak w starym dowcipie: budowa autostrad i dróg
          ekspresowych – z powodu niedostosowania naszego prawa do przepisów
          unijnych – mocno zwalnia, ale za to ostro przyspiesza stawianie
          fotoradarów, które spowolnią ruch na drogach już istniejących.

          Rząd premiera Tuska z każdym miesiącem coraz bardziej stanowczo
          zmaga się z kierowcami próbującymi przedostać się z jednego krańca
          Polski na drugi, co od dawna graniczy z cudem, a od niedawna – z
          cudem Tuska.

          Do Sejmu trafił właśnie przygotowany przez posłów Platformy projekt
          ustawy radarowej, po uchwaleniu której na polskich drogach będzie
          trzy razy więcej fotoradarów, i to połączonych w system pozwalający
          na błyskawiczną identyfikację i karanie sprawców wykroczeń. Na
          realizację tego ambitnego planu władze zamierzają wydać wiele
          milionów złotych, niechybnie przyczyniając się “do dalszego
          usprawnienia ruchu na polskich drogach”.

          Ale to niejedyny pożytek z budowy sieci fotoradarów. Za ich pomocą
          wyborcy z łatwością złapią też szefa rządu i zarazem lidera
          Platformy na ewidentnym przekroczeniu prędkości w realizowaniu przez
          polityków PO programu PiS. Jak bowiem inaczej ocenić pomysł
          zastawienia Polski radarami drogowymi w kontekście takiej,
          sformułowanej za czasów rządu Jarosława Kaczyńskiego, wypowiedzi
          Donalda Tuska: “Tylko facet bez prawa jazdy może wydawać pieniądze
          na fotoradary, a nie na drogi (…). Polacy mają być kontrolowani w
          każdym miejscu (…). To jest filozofia PiS”.

          Jeśli to jest filozofia PiS, to ciekawe, jaka w tej mierze jest
          filozofia PO? To pierwsze pytanie. A drugie brzmi tak: czy Platforma
          zna inną drogę do zapowiadanego przez siebie cudu – na przykład w
          sprawie przyspieszenia tempa i zwiększenia bezpieczeństwa poruszania
          się po polskich drogach – niż ta, po której nas wiedzie? Bo jeśli
          nie, to może taniej będzie w porę zawrócić?

          Inaczej mówiąc: panowie, a nie prościej byłoby – zamiast chować się
          za fotoradarami – wziąć się wreszcie do pracy, czyli do budowania
          nowych, szerokich i bezpiecznych dróg?

          • Gość: Adar Tanie Państwo coraz droższe! IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 20.07.08, 10:04
            Dziennik:
            Miało być mniej urzędników, a jest coraz więcej. Przez rok w
            administracji rządowej przybyło 600 etatów. A każdy z przyzwoitą
            pensją. Rosną więc koszty państwa. W 2007 roku na administrację
            przeznaczono 273 milionów złotych, w tym już ponad 300 milionów -
            podliczył "Newsweek".


            Administracja ma się w Polsce równie dobrze co gospodarka. Rośnie w
            szybkim i stałym tempie. W zeszłym roku przybyło 600 urzędników. A,
            jak podsumował "Newsweek", przez ostatnie trzy lata zatrudnienie w
            administracji wzrosło o dwa tysiące osób!

            Kto tak potrzebuje nowych urzędników? Według tygodnika najbardziej
            rozrosły się trzy resorty. To MSWiA, Ministerstwo Finansów oraz
            resort gospodarki.

            Armia urzędników pochłania coraz większe koszty. O ile w budżecie na
            2007 rok na administrację przewidziano blisko 273 miliony złotych,
            to rok później już ponad 301 milionów. A przecież premier Tusk
            zapowiadał, że urzędnicza armia będzie się kurczyć, a koszty będą
            maleć.

            Eksperci rozwiewają też nadzieje, że większa ilość urzędników
            oznacza sprawniejszą pracę administracji. Ustawa o służbie cywilnej
            nie pozwala zwolnić ludzi z poprzedniej ekipy. "Nowy minister bierze
            swoich ludzi, ale nie może pozbyć się tych, których zastał po
            poprzedniku" - mówi Robert Gwiazdowski z centrum imienia Adama
            Smitha.

            "A do tego wbrew twierdzeniom Karola Marksa ilość nie przechodzi w
            jakość. Bo zazwyczaj jest tak, że odsunięty na boczny tor dyrektor
            departamentu stara się na wszelkie sposoby sabotować decyzje swojego
            następcy z nowego zaciągu. A więc urzędnicy zamiast dbać o
            gospodarkę pogrążają się w wewnętrznych walkach" - dodaje ekonomista
            w rozmowie z "Newsweekiem".
            • Gość: Adar Drogi są OK! IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 21.07.08, 10:28
              Rafał Ziemkiewicz w Rzepie:
              Punkt siedzenia premiera
              Z Peerelu każdy pamięta, co chce. Ja pamiętam braki. Na przykład
              brak foliowych torebek – także i pod tym względem za sprawą różnych
              nawiedzonych (jak również za sprawą pazerności sieci hipermarketów),
              właśnie do Peerelu wracamy.

              Jako konsument czekam na sklepy, które zaczną reklamować się
              hasłem „tu się rozdaje darmowe reklamówki”, i obiecuję, że będę
              kupować tylko tam (a zostawiam w sklepach sporo).

              Skojarzeniom moim towarzyszy coraz wyraźniejsze wspomnienie, że
              ilekroć w Peerelu czegoś brakowało, to zły okazywał się nie sam
              brak, tylko społeczeństwo. Na zasadzie: nie ma towarów w sklepach,
              bo pazerni ludzie wszystko wykupują. Od pewnego czasu słyszę od
              przedstawicieli rządzącej partii, że na polskich drogach jest tak
              niebezpiecznie nie dlatego, że są one wąskie, wyboiste i zatłoczone –
              tylko dlatego, że Polacy fatalnie jeżdżą. I że dla poprawy
              bezpieczeństwa trzeba im przykręcić śrubę, naustawiać nowych
              fotoradarów, podnieść grzywny, konfiskować prawa jazdy i samochody.

              Owszem, Polacy jeżdżą źle. Dlatego że na wąskich drogach byle
              furmanka czy traktor blokuje człowieka na godzinę i gdy w końcu
              zdoła on zawalidrogę wyprzedzić, stara się nadrobić stracony czas.
              Poza tym trudno nie być na takich drogach wściekłym i zestresowanym
              i trudno, żeby się to nie odbijało na jeździe. To, jak Platforma
              Obywatelska swą indolencję w budowaniu obiecanych dróg usiłuje dziś
              pokryć pomstowaniem na złych kierowców, jest żałosne.

              Pan premier raczył był szydzić z Kaczyńskiego, że tylko facet bez
              prawa jazdy może sądzić, iż fotoradary zastąpią nowe drogi. Nie
              wiem, czy Donald Tusk stracił prawo jazdy, ale zapewne zza
              kierownicy przeniósł się na tylne siedzenie rządowej limuzyny. A
              zmiana punktu siedzenia, wiadomo, pociąga za sobą zmianę punktu
              widzenia.

              • Gość: Adar Cuda w Sopocie.Czy tylko...? IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 22.07.08, 09:14
                Za Dziennik:
                Afery korupcyjnej w Sopocie ciąg dalszy. W 2006 r. 30 tys. zł miał
                zażądać za pozwolenie ma nadbudowę poddasza od syna ówczesnej
                senator SLD Ewy Serockiej Cezary Jakubowski, wtedy wiceprezydent
                Sopotu odpowiedzialny za sprawy lokalowe - pisze "Rzeczpospolita".
                Jakubowski to członek PO i przyjaciel Jacka Karnowskiego. Tego
                samego, którego trójmiejski biznesmen oskarża o żądanie łapówki w
                postaci dwóch mieszkań.
                Cezary Jakubowski nie jest już zastępcą prezydenta Sopotu, pełni
                funkcję wiceprzewodniczącego rady miejskiej. Twierdzi, że nie wie
                nic o oskarżeniu, nie był w tej sprawie nawet przesłuchany, a cała
                sprawa jest pomówieniem.

                Jednak - jak pisze "Rzeczpospolita" gdańska prokuratura zajęła się
                zeznaniami syna senator Serockiej. W rezultacie CBŚ zaczęło
                sprawdzać także inne pozwolenia - w tym nadbudowy strychów -
                wydziałów architektury i lokalowego w Sopocie.

                "Śledztwo jest przedłużone do września 2008 r." - potwierdza Grażyna
                Wawryniuk, rzecznik gdańskiej prokuratury okręgowej.

                To kolejna afera korupcyjna w Sopocie. Wcześniej biznesmen Sławomir
                Julke oskarżył prezydenta miasta Jacka Karnowskiego o żądanie
                łapówki w zamian za korzystne decyzje. Obaj byli członkami
                Platformy. Karnowski odszedł z partii na własna prośbę. Julkego
                wyrzucił zarząd PO, bo uznał, że biznesmen zbyt długo milczał w tej
                sprawie.
                • Gość: Adar Chwalą Platformę, bo muszą? IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 25.07.08, 22:14
                  I dale za Dziennik:
                  Chwalą Platformę, bo muszą?
                  Internauci nie ustają w podejrzeniach, który z nich komentuje
                  polityczne wydarzenia, bo lubi, a który, bo mu kazano. Ujawniona
                  poufna instrukcja, rozsyłana do młodych sympatyków PO, zachęca ich
                  do pisania w sieci peanów na cześć Platformy. "Szkoda, że partie nie
                  wierzą swoim zwolennikom, że są oni w stanie umieścić jakiś
                  komentarz bez polecenia" - komentuje na stronie dziennika.pl
                  internautka ~E.Z.
                  W sieci trwa tropienie "młodych demokratów". Po publikacji "Faktu"
                  każdy wpis popierający PO jest podejrzany. Nie wiadomo, czy powstał
                  z potrzeby serca, czy na zlecenie.

                  "Kochani, pomocy! Jak rozpoznać dywersanta w sieci? Który to młody
                  demokrata, a który stary pisowczyk?" - pyta ~Zagubiony.

                  "Panie i Panowie Forumowicze! Łapać dywersanta! Musimy zdusić w
                  zarodku tę hydrę, zdemaskować i napiętnować piątą kolumnę PO" -
                  wzywa ~Patriota_62.

                  "Jestem ciekawa, ilu z Was zwolennicy PiS-u działa na zlecenie
                  własnej partii? Ilu z Was to hipokryci? Bo widzę tu prawdziwy
                  desant" - pyta ~E.Z.

                  Na ratunek śledczym przychodzi ~pisior, opisując cechy młodego
                  demokraty:

                  "Ziobrę nazywa zerem, albo zioberkiem, uważa, że to symbol wszelkiej
                  nieprawości krwawych rządów Kaczyńskich; doktora G. uznaje za guru
                  walki o prawa człowieka; o Radiu Maryja i ojcu Rydzyku wypowiada się
                  wręcz wulgarnie. Wiarę tych ludzi w Boga i konserwatywne zasady
                  nazywa zaściankiem, głupotą i fanatyzmem; ogląda tylko TVN, a nie
                  wiejski Polsat, psychicznie onanizuje się w trakcie Szkła
                  Kontaktowego, kocha niepodważalną błyskotliwość Wojewódzkiego, z
                  gazet czyta jedynie Wyborczą, Faktem się brzydzi (choć po cichu i
                  tak ogląda w kiblu), uznaje Monikę Olejnik za najlepszą
                  bezkompromisową dziennikarkę w Polsce; głośno mówi o konieczności
                  walki z globalnym ociepleniem, jest gorącym przeciwnikiem
                  plastikowych torebek, żąda wstrzymania budowy obwodnicy przez dolinę
                  Rospudy...".

                  PiS się śmieje i ubolewa

                  "Internet jest najbardziej wolnym medium, jego idea opiera się na
                  możliwości umieszczania w nim swoich własnych przemyśleń. Instrukcja
                  nawołująca do umieszczania w sieci pozytywnych komentarzy na temat
                  tylko jednej partii po prostu wypacza tę ideę. To naganne działanie
                  i manipulowanie wolną dyskusją" - mówi Mariusz Kamiński, rzecznik
                  klubu poselskiego Prawa i Sprawiedliwości.

                  "Kuriozalny jest też związek z cała sprawą wicepremiera Grzegorza
                  Schetyny. Jeśli prawdą jest, że wmieszano go w tę instrukcję bez
                  jego zgody, to czekam na wskazanie winnego, odnalezienie konkretnej
                  osoby, która to zrobiła" - dodaje poseł PiS.

                  Kamiński uważa też, że cała sprawa podważa opinię, że Platforma
                  Obywatelska rządzi w internecie. "Mówi się, że członkowie i
                  sympatycy PO stanowią zdecydowaną większość internautów. Teraz
                  okazuje się, że być może mamy do czynienia z fabrykowaniem wielu
                  opinii ukazujących się w sieci".

                  PO nabrało wody w usta

                  Instrukcja miała być sporządzona na polecenie wicepremiera Schetyny.
                  Tak wynika z informacji, którą dziennikarze "Faktu" dostali od
                  Dariusza Słodkowskiego, zastępcy sekretarza generalnego młodzieżówki
                  Platformy.

                  Grzegorz Schetyna odcina się jednak od akcji. "Nigdy w życiu nie
                  wydawałem takich dyspozycji. Jeśli ktoś użył mojego nazwiska, to
                  wyciągnę wobec niego konsekwencje" - mówi.

                  W Klubie Parlamentarnym PO nikt nie pali się do tego, żeby
                  skomentować sprawę. "To dotyczy młodzieżówki, a nie klubu, i dlatego
                  nikt z nas na razie nie będzie komentował tych doniesień" -
                  dowiedzieliśmy się w Klubie Parlamentarnym PO.
                  • Gość: Adar Re: Chwalą Platformę, bo muszą? IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 28.07.08, 11:15
                    Drodzy Młodzi Demokraci,




                    chciałbym Was prosić o pomoc w realizacji zadania które powierzyła
                    nam Platforma Obywatelska. To dla nas niezwykle ważna, wręcz
                    kluczowa sprawa, dlatego liczę na Wasz szeroki odzew. To przy okazji
                    również okazja do przetestowania siły poszczególnych Regionów S"MD".
                    W telegraficznym skrócie chodzi o pomoc PO w kreowaniu pozytywnego
                    wizerunku w sieci.




                    Wszystkich z Was, którzy mogą poświęcić 30 - 60 minut o każdej porze
                    dnia i nocy proszę o kontakt z Dariuszem Słodkowskim, który w
                    imieniu S"MD" będzie zajmował się tym projektem. Darek udzieli Wam
                    szczegółowych informacji.




                    Z racji, że sprawa jest niezwykle pilna proszę o jak najszybsze
                    zgłoszenia, do wtorku 22 lipca! Zgłoszenia po terminie również się
                    nie zmarnują




                    Kontakt:
                    Email: admin@smd.org.pl
                    Tel: xxx-xxx-xxx
                    GG: xxxxxxxx
                    • Gość: Adar Czekamy na cuda... IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 28.07.08, 23:24
                      Bronisław Wildstein w Rzepie:
                      Zlecenie na Skrzypka
                      Wydawałoby się, że niezależność Narodowego Banku jest w Polsce
                      zasadą powszechnie uznaną. Swego czasu zwykła krytyka prezesa NBP
                      Leszka Balcerowicza traktowana była jak rzecz niedopuszczalna. Dziś
                      premier deklarujący się jako liberał rynkowy, dla którego
                      niezależność centralnego banku powinna być oczkiem w głowie,
                      dopuszcza się bezprecedensowego na tę instytucję nacisku.

                      Wydawałoby się, że niezależność Narodowego Banku jest w Polsce
                      zasadą powszechnie uznaną. Swego czasu zwykła krytyka prezesa NBP
                      Leszka Balcerowicza traktowana była jak rzecz niedopuszczalna. Dziś
                      premier deklarujący się jako liberał rynkowy, dla którego
                      niezależność centralnego banku powinna być oczkiem w głowie,
                      dopuszcza się bezprecedensowego na tę instytucję nacisku.

                      Trudno bowiem inaczej nazwać blokadę powołania wiceprezesa NBP. Z
                      niczym podobnym nie mieliśmy do czynienia przez cały okres
                      funkcjonowania tej instytucji. Normą było, że na wniosek prezesa
                      prezydent mianował jego zastępców, a premier kontrasygnował
                      nominację. Premier Donald Tusk odmawia podpisu już prawie pół roku,
                      nie wyjaśniając przyczyn swojego postępowania. Kandydat prezesa
                      Sławomira Skrzypka prof. Witold Koziński wśród profesjonalistów
                      cieszy się bardzo dobrą opinią. Natomiast brak obsadzenia ustawowego
                      stanowiska wiceprezesa i spory na ten temat tworzą niedobrą
                      atmosferę wokół najważniejszej instytucji bankowej w Polsce. A może
                      właśnie o to chodzi.

                      W ściągach, które posłowie PO dostają od swojego szefostwa, jest
                      również postulat dezawuowania prezesa Skrzypka. Fakt, że niepewność
                      związana z NBP nie służy polskiej gospodarce, wydaje się rządzącym
                      nie przeszkadzać. Główną metodą jest zarzucanie Skrzypkowi braku
                      ekonomicznego wykształcenia.

                      Parę dni temu na posiedzeniu Sejmu poseł PO wytknął prezesowi NBP
                      posiadanie magisterium z budowy mostów. Wyszedł, nie czekając na
                      wyjaśnienie. Skrzypek tymczasem tłumaczył, że w USA zrobił MBA
                      (odpowiednik polskiego magisterium) z ekonomii, nostryfikowane w
                      Polsce, po czym w Krakowie ukończył podyplomowe studia bankowe.
                      Wyjaśnił, że studia inżynieryjne były jedynymi, na które po wyjściu
                      z więzienia w stanie wojennym go przyjęto. Ciekawe, że
                      komentatorka “Gazety Wyborczej” zauważyła tylko ten element
                      wyjaśnień i napisała, iż choćby były powody dla braku studiów
                      medycznych, nie upoważnia to do leczenia pacjentów.

                      Posłowie PO dostają ściągi z Kancelarii Premiera. Od kogo ściągi
                      dostają dziennikarze?

                      • Gość: Adar Re: Czekamy na cuda... IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 29.07.08, 10:49
                        Dziennik:
                        Prąd zdrożeje o 25 procent
                        Niestety, wszyscy musimy przygotować się na znaczne podwyżki prądu.
                        Rachunki już teraz mocno biją nas po kieszeni, a w przyszłym roku
                        uderzą jeszcze mocniej. "Energia może zdrożeć nawet o 25 procent" -
                        mówi w rozmowie z "Parkietem" Filip Thon, prezes spółki RWE w Polsce.
                        Zdaniem Filipa Thona podwyżki prądu od stycznia 2009 roku są
                        nieuniknione. "Spójrzmy na czynniki wpływające na cenę energii.
                        Niedawno zapadła decyzja o rozdziale praw do emisji dwutlenku węgla
                        na najbliższe lata. Wynika z niej, że wytwórcy energii będą musieli
                        co roku dokupić od kilku do kilkunastu procent przyznanych im
                        uprawnień, bo ich rzeczywiste potrzeby są większe od limitów" -
                        wyjaśnia prezes RWE.

                        Prawa do emisji CO2 będą w przyszłości jednym z najważniejszych
                        czynników wpływających na ceny energii.

                        "Do tego dochodzi brak wystarczających mocy wytwórczych i wyższe
                        obowiązkowe limity zakupu energii ze źródeł odnawialnych i
                        produkowanej w skojarzeniu z ciepłem. Myślę, że w przyszłym roku
                        realna jest perspektywa wzrostu cen energii o około 25 procent" -
                        twierdzi Filip Thon.
                        • Gość: Adar Spowolnienie jest juz faktem... IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 29.07.08, 10:56
                          Interia.pl:
                          Okres dynamicznego rozwoju gospodarczego przeszedł do historii.
                          Silny złoty i wysokie podwyżki płac dają o sobie znać.

                          Spowolnienie gospodarcze już nie puka do drzwi. Stało się faktem.
                          Najlepiej widać to po atmosferze panującej w przedsiębiorstwach.
                          Opublikowane wczoraj badanie Narodowego Banku Polskiego, obrazujące
                          stan koniunktury, przyniosło wyniki najgorsze od lat. Firmy dawno
                          nie widziały swojej przyszłości w tak ciemnych barwach.

                          Niepokojących rekordów, wskazujących na hamowanie gospodarki, jest
                          wiele. Wskaźnik określający prognozy firm co do ich ogólnej sytuacji
                          ekonomicznej spadł do poziomu najniższego od czterech lat. Jeszcze
                          gorzej wypadają prognozy produkcji przemysłowej i oczekiwania nowych
                          zamówień ? oba wskaźniki są najsłabsze od prawie sześciu lat.

                          • Gość: Adar Apetyt na propagandę IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 29.07.08, 20:49
                            Robert Mazurek w Dzienniku:
                            Nic nie sprawiło rządowi naszemu tak wielkiej radości jak
                            prezydenckie weta i sojusz PiS z lewicą, by je utrzymać. Strata
                            wszak niewielka, a alibi doskonałe - pisze publicysta DZIENNIKA
                            Robert Mazurek.
                            Bo jakby się temu przyjrzeć, to Platforma Obywatelska poza drobną
                            porażką prestiżową nie poniosła żadnego uszczerbku. Większość mediów
                            i tak jest całkowicie pod urokiem Słońca Peru, a TVP odzyska się w
                            przyszłości.

                            Nie ma co załamywać rąk. Jak zwykle bawi groteskowa zamiana miejsc
                            przy ustawie kominowej. Pamiętacie państwo, że PiS chciało ją
                            znieść, gdy rządziło i obsadzało swymi szwagrami spółki państwowe,
                            ale protestował poseł Grad. Dziś minister Graś przeforsował w Sejmie
                            jej zmianę, ale w sukurs protestującemu PiS pospieszył prezydent i
                            użył weta. Kłopot mały, bo platformerscy i chłopscy szwagrowie
                            dorobią sobie w radach nadzorczych, za to lepszego alibi dla PO do
                            niepodejmowania trudniejszych wyzwań nie można sobie wyobrazić.
                            Przecież Kaczyński wszystko torpeduje!

                            Kiedy Donald Tusk opowiadał, że nie ma się co spieszyć ze
                            spełnianiem obietnic wyborczych, bo prezydent i tak będzie wetował,
                            traktowano to słusznie jako wykręt. A tu taki prezent. "Skoro tak,
                            to do 2010 roku będziemy administrować, a dopiero jak wygra Donald
                            Tusk, wniesiemy swoje projekty ustaw" - ogłosili zgodnie posłowie
                            Chlebowski i Niesiołowski.

                            Spełnianie niektórych obietnic bywa pracochłonne, kontrowersyjne, a
                            czasem nawet i bolesne. Więc lepiej się wykręcić. PiS tłumaczyło, że
                            nie miało większości, teraz Platforma Obywatelska będzie
                            oskarżycielsko wyciągać palec w stronę prezydenta, a wszyscy wokół
                            będą kiwać ze zrozumieniem głowami.

                            W wypowiedzi szefa klubu PO zabrzmiał jednak ton świeży i
                            zdumiewający. Oto Zbigniew Chlebowski wspomniał, że trzeba będzie
                            poczekać z fundamentalnymi reformami Platformy Obywatelskiej, bo
                            prezydent zawetował dwie z nich. Poseł albo się przejęzyczył, albo
                            popisał rzadką szczerością (jak minister Grad wspominający,
                            iż "kampania rządzi się swoimi prawami").

                            Fundamentalne reformy? Przejęcie państwowej telewizji i zapłacenie
                            swoim nominatom więcej to jakiekolwiek reformy? I to fundamentalne?
                            To taki pan Chlebowski ma pomysł na państwo? Tyle chce osiągnąć?
                            Jasne, apetyt na propagandę i kilka złotych ekstra mają wszyscy i
                            wszyscy starają się te apetyty zaspokajać, jednak nikt dotąd nie
                            nazywał tego fundamentalną reformą.

                            No dobra, nie udawajmy Greka. Przecież wiadomo, że nie chodzi tylko
                            o kasę i telewizję, a Chlebowski tak chlapnął, bo musiał jakoś
                            wytłumaczyć kalkulację PO, by przez dwa lata nie zrobić nic
                            kontrowersyjnego. Tyle że maskując cynizm, dokonał niechcący jego
                            kanonizacji.
                            • Gość: Adar List pożegnalny Wojciecha Sumlińskiego IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 30.07.08, 16:54
                              List pożegnalny Wojciecha Sumlińskiego:
                              Zdarzają się sytuacje, które diametralnie odmieniają los człowieka,
                              po których nic nie jest - i nigdy już nie będzie - takie same, jak
                              wcześniej. Zdarzają się takie dni, które dzielą życie na „do”
                              i „po”, które powodują, że człowiek umiera - chociaż żyje. Dla mnie
                              ten dzień, najbardziej tragiczny dzień mojego życia, nadszedł 13
                              maja br. Tego dnia o godzinie 6 rano w moim warszawskim mieszkaniu
                              obudził mnie cichy dzwonek do drzwi. Dwie poprzednie noce spałem
                              krótko, ponieważ spędziłem je na pisaniu końcowych sekwencji
                              książki - o operacjach inwigilacyjnych służb specjalnych PRL - dla
                              Wydawnictwa Fronda. Książkę tę pisałem od ponad roku i pracowałem
                              nocami, by ją ukończyć, tak jak obiecałem Grzegorzowi Górnemu,
                              redaktorowi naczelnemu Frondy, do końca maja. Mimo zmęczenia,
                              wystarczył jeden dzwonek do drzwi, bym się obudził. Instynkt,
                              przeczucie niebezpieczeństwa? Wyrwany z krótkiego snu podszedłem do
                              drzwi i usłyszałem - Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, proszę
                              otwierać. Było ich ośmiu. Poinformowali mnie, że od tego momentu
                              jestem zatrzymany pod zarzutem przekazania Aneksu do Raportu Komisji
                              Weryfikacyjnej WSI spółce Agora. Absurdalność zarzutu, absurdalność
                              całej sytuacji mogłaby nawet być śmieszną, gdyby nie była groźną i
                              tragiczną zarazem. Metodyczne przeszukanie trwało do godziny 21 00.
                              Centymetr po centymetrze. Szukano Aneksu, który rzekomo miałem
                              przekazać spółce Agora. (Szukano tak zapamiętale, że w użyczonym nam
                              przez teściów mieszkaniu w Białej Podlaskiej, gdzie wraz z trzema
                              córkami przebywała moja żona, funkcjonariusze ABW poprosili żonę o
                              sprzęt do spuszczenia wody z akwarium). Ponieważ nie miałem nic do
                              ukrycia, współpracowałem z funkcjonariuszami ABW, jak potrafiłem,
                              nawet na takich polach, na których współpracować nie musiałem.
                              Pokazałem, gdzie przechowuję wszystkie dokumenty, udostępniłem hasło
                              do swojej poczty mailowej, podałem numery PIN-ów do trzech telefonów
                              komórkowych, jakich używałem, odpowiedziałem na wszystkie zadanie mi
                              pytania.

                              Wierzyłem, że to nieporozumienie, które niebawem się wyjaśni. W
                              wyniku kilkunastogodzinnego przeszukania wyniesiono mi z mieszkania
                              kilka tysięcy stron rozmaitych dokumentów, kilkadziesiąt płyt DVD,
                              dyskietek, kaset VHS oraz innych nośników elektronicznych, trzy
                              komputery, wszystkie notatniki, itp. Wraz nimi przepadła znajdująca
                              się na ukończeniu książka, nad którą pracowałem od ponad roku oraz
                              materiały zbierane do kolejnej książki, którą miałem pisać dla
                              Wydawnictwa Fronda - miała to być pierwsza publikacja książkowa o
                              Wojskowych Służbach Informacyjnych.
                              • Gość: Adar Re: List pożegnalny Wojciecha Sumlińskiego cd IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 30.07.08, 16:55
                                Lustro weneckie

                                Pod koniec przeszukania, tuż przed przewiezieniem do policyjnej izby
                                zatrzymań na warszawskim Mokotowie, pozwolono mi na krótkie
                                spotkanie z Romanem Giertychem, który został moim obrońcą. Nie mam
                                właściwych słów wdzięczności względem niego - za troskę, z jaką
                                zajął się moją rodziną w tej najtragiczniejszej godzinie naszego
                                życia. Wagę prostych ludzkich gestów może zrozumieć tylko ktoś, kto
                                znalazł się w analogicznej do nas sytuacji - sytuacji której nie
                                rozumie, która go przerasta i prowadzi na dno rozpaczy. Z jednej
                                strony jej absurdalność wydawała się dawać podstawy do optymizmu, z
                                drugiej jednak skala i zakres podjętych działań wskazywały, że ktoś,
                                kto odpowiada za wdrożenie tego absurdu do realizacji, nie cofnie
                                się przed dopowiedzeniem całego alfabetu - cokolwiek by to miało
                                oznaczać - skoro powiedział "a”. Mimo wszystko miałem nadzieję…
                                Pomimo dwóch nieprzespanych wcześniej nocy nie mogłem zasnąć nawet
                                na chwilę.

                                Oszołomienie związane z szokującą sytuacją, w jakiej się znalazłem,
                                obawa o rodzinę, setki pytań cisnących się do głowy. Na
                                rozmyślaniach i analizie sytuacji minęła pierwsza noc w policyjnej
                                izbie zatrzymań, w trakcie której czekałem na spotkanie z
                                prokuratorem. Czekałem w nadziei, że ranek przyniesie odpowiedź na
                                wszystkie pytania. Około godziny 10. przyszło po mnie czterech
                                młodych funkcjonariuszy ABW. Byli sympatyczni, nawet współczujący.
                                Przekonywali, że złożę wyjaśnienia i na pewno zostanę zwolniony, bo
                                to "działania rutynowe”. Spotkanie z prokuratorami Michalskim i
                                Jolantą Mamej nie potwierdziło ich słów. Na pytania o znajomość z
                                Leszkiem Pietrzakiem i Piotrem Bączkiem, członkami Komisji
                                Weryfikacyjnej WSI oraz Aleksandrem L. i Leszkiem Tobiaszem,
                                pułkownikami WSI, odpowiadałem najdokładniej, jak potrafiłem.
                                Opowiedziałem, jak na przełomie roku 2004/2005, przy okazji
                                prowadzenia dziennikarskiego śledztwa w sprawie zabójstwa księdza
                                Jerzego Popiełuszki, poznałem Leszka Pietrzaka, współpracownikiem
                                prokuratora Andrzeja Witkowskiego zajmującego się tą najgłośniejszą,
                                a zarazem najbardziej tajemniczą zbrodnią PRL. Opowiedziałem o
                                swoich kontaktach z Piotrem Bączkiem, mało mi znanym kolegą
                                dziennikarzem, z którym ostatni raz widziałem się około przełomu
                                2006 / 2007 roku. Opowiedziałem o spotkaniach z Aleksandrem L., z
                                którym jednorazowy kontakt miałem w drugiej połowie lat 90 - przy
                                okazji zdobywania informacji uwiarygodniających tekst redakcyjnych
                                kolegów, Jacka Łęskiego i Rafała Kasprów, o wakacjach prezydenta
                                Aleksandra Kwaśniewskiego z rosyjskim szpiegiem, Władimirem
                                Ałganowem - a następnie, po blisko siedmioletniej przerwie, za
                                pośrednictwem kolegi dziennikarza z Gazety Polskiej nawiązałem z nim
                                ponowny kontakt, traktując go, jako źródło informacji. Opowiedziałem
                                wreszcie o Leszku Tobiaszu, z którym widziałem się dwa razy w życiu -
                                jeden kontakt trwał kilka sekund i polegał na powiedzeniu
                                sobie "dzień dobry”, drugi nastąpił pod koniec kwietnia 2008 roku na
                                urodzinach właściciela gospodarstwa agroturystycznego pod Białą
                                Podlaską, miasta, w którym mieszkam. Leszek Tobiasz podszedł wówczas
                                do mnie i usiłował mi wmówić, że jest moim dobrym znajomym. Ponieważ
                                nie potrafiłem sobie przypomnieć "dobrego znajomego”, zostawił mi do
                                siebie telefon z informacją, żebym "koniecznie zadzwonił”, bo musimy
                                porozmawiać o ważnych sprawach. Nie zadzwoniłem.

                                Po wyjaśnieniach nastąpiło okazanie. Postawiono mnie obok kilku
                                innych osób, by z za weneckiego lustra pułkownik Tobiasz mógł mnie
                                rozpoznać. Cała sytuacja - jak prawie wszystko w tej sprawie -
                                wyglądała absurdalnie. Godzinę wcześniej, pytany przez prokuratorów
                                o kontakty z Tobiaszem, wyjaśniłem, że pod koniec kwietnia, a więc
                                dwa tygodnie przed moim zatrzymaniem, Tobiasz podszedł do mnie na
                                urodzinach pod Białą Podlaską, co mogłoby potwierdzić wiele osób.
                                Tymczasem dla prokuratorów fakt, że pułkownik mnie rozpoznał,
                                wydawał się stanowić duży sukces.

                                Po okazaniu pani prokurator oznajmiła mi, że "w tej sytuacji będzie
                                wniosek o areszt”. Trudno mi opisać, co czułem po powrocie do
                                policyjnej izby zatrzymań. Miałem już świadomość, że ludzie
                                odpowiedzialni za realizację tej sprawy pójdą do samego końca,
                                cokolwiek by to miało oznaczać. Myślałem o bliskich, zwłaszcza o
                                żonie i córeczkach. Co zrobić, by nic nie czuć, by nie myśleć, bo
                                każda myśl przynosi niemal fizyczny ból? Jeżeli jest dno rozpaczy,
                                ja znalazłem się na tym dnie. Przypominałem sobie historie ludzi,
                                którzy w nieodległej przeszłości cierpieli w niemieckich, a
                                następnie ubeckich katowniach w latach 40 i 50. Myślałem o ludziach
                                Solidarności, którzy podążyli ich drogą i za każdym razem
                                uświadamiałem sobie, że moje cierpienie było tylko nic nie znaczącą
                                miniaturką ich cierpienia. Nikt przecież mnie nie torturował, nie
                                mordował. A jednak po tysiąckroć zazdrościłem im. Wiedzieli, że
                                cierpią za wielką sprawę i wiedział to każdy Polak - że tam w
                                katowniach znajdują się najlepsi synowie narodu. Ja nie byłem
                                maltretowany fizycznie, a jednak po tysiąckroć wolałbym odczuwać
                                fizyczny ból, niż to psychicznie cierpienie - nie uświadamiałem
                                sobie dotąd, że może istnieć tak straszny rodzaj cierpienia. Jednym
                                cięciem mnie i mojej rodzinie odebrano wszystko to, co było dla nas
                                najcenniejsze - poczucie bezpieczeństwa, ludzki szacunek. Są ludzie,
                                którzy zniosą wszystko. Ale większość ma swoją granicę
                                wytrzymałości. Gdy myślałem o tym, co zrobiono mnie i mojej
                                rodzinie, marzyłem tylko o tym, by nic nie czuć. Tak minęła kolejna
                                noc bez snu. Nad ranem przyszli po mnie w dziewięciu. Ci nie byli
                                już tak mili jak ich koledzy dzień wcześniej. "Rusz palcem w bucie
                                bez zgody, a zobaczysz, jak ci p….” - oznajmił "na dzień dobry”
                                jeden z ubranych w czarne uniformy i kominiarki funkcjonariuszy.
                                Zapakowali mnie do Nissana Patrola. Czterech funkcjonariuszy ABW w
                                samochodzie ze mną, pięciu w drugim, jadącym za nami. Po co tak
                                wielkie środki bezpieczeństwa? Jak wytłumaczyć tę pokazówkę, jeśli
                                nie kolejnym absurdem? Inwigilowano mnie od listopada 2007 roku, a
                                zatem wiedziano, że nie istnieje żadna grupa, które miałaby mnie
                                odbić, że moi koledzy, to ludzie prasy, telewizji, wydawcy, etc -
                                nie gangsterskie komando. Posiedzenie w sądzie było krótkie.
                                • Gość: Adar Re: List pożegnalny Wojciecha Sumlińskiego cd1 IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 30.07.08, 16:57
                                  Zapamiętałem płomienną mowę Romana Giertycha, który mówił, że tu i
                                  teraz decyduje się los mój i mojej rodziny, że jeżeli trafię do
                                  aresztu, a za kilka lat - bo tyle w polskich realiach trwają
                                  procesy - okaże się, że zarzuty były absurdalne, to uniewinniający
                                  wyrok sądu i tak będzie pozbawiony znaczenia, bo ja będę człowiekiem
                                  tyleż niewinnym, co skończonym. I jeszcze mowę prokuratora
                                  Michalskiego, który położył nacisk na fakt, że śledztwo jest
                                  rozwojowe, a w moim mieszkaniu znaleziono tysiące stron dokumentów,
                                  w tym setki opatrzonych klauzulą tajne, bądź ściśle tajne. Mimo
                                  całego oszołomienia zastanowiło mnie to.

                                  Istotnie, jak zapewne większość dziennikarzy śledczych, miałem tajne
                                  dokumenty: około tysiąca stron tzw. Akt "Masy”, ponad tysiąc stron
                                  dokumentów ze śledztwa dotyczącego zabójstwa księdza Jerzego
                                  Popiełuszki, kilkaset stron dokumentów od osób, które w latach 80.
                                  zostały pokrzywdzone przez funkcjonariuszy SB i uzyskały wgląd do
                                  swoich teczek, a następnie przekazały mi te teczki ujawniające
                                  agenturę SB na Lubelszczyźnie (zawartą w nich wiedzę wykorzystywałem
                                  w moim autorskim programie emitowanym w TVP Lublin pt. "Oblicza
                                  prawdy”), kilkaset stron dokumentów z różnych śledztw oraz około stu
                                  stron dotyczących handlu bronią WSI (Aneksu, którego szukano - nie
                                  miałem). Z tajnymi dokumentami obcowałem od lat, bo przecież m.in.
                                  na tym polega rola dziennikarza śledczego.

                                  Umożliwiali mi to ludzie - prokuratorzy, policjanci, funkcjonariusze
                                  służb specjalnych, a bywało, że także politycy - którzy mi ufali i
                                  zawierzyli, że z nabytej wiedzy zrobię dobry użytek. Tak było, gdy w
                                  latach 1997/1998 w dzienniku "Życie” opublikowałem serie tekstów o
                                  zorganizowanej przestępczości nad wschodnią granicą państwa, za
                                  które otrzymałem nagrodę Ministra Spraw Wewnętrznych. Tak było w
                                  roku 1998, gdy wraz z Jackiem Łęskim i Rafałem Kasprówem ujawniliśmy
                                  materiały dotyczące rosyjskich szpiegów w Polsce, po której to
                                  publikacji kilkunastu rosyjskich dyplomatów zostało poproszonych o
                                  opuszczenie Polski. Tak było, gdy w roku 2003 w Tygodniku "Wprost”
                                  ujawniłem, jako pierwszy dziennikarz w Polsce, fragmenty ściśle
                                  tajnych zeznań Jarosława S. pseudonim "Masa”. W śledztwie przeciwko
                                  mafii pruszkowskiej uznano, że "Masa” jest wiarygodny, a jednak
                                  wykorzystano tylko część jego zeznań - dokładnie tę część, która
                                  dotyczyła gangsterów, a nie polityków. "Czy można być wiarygodnym do
                                  połowy, czy można być do połowy w ciąży?” - pytali mnie ludzie,
                                  dzięki którym stałem się posiadaczem tajnej wiedzy. Tak było w roku
                                  2004, gdy wraz z Leszkiem Misiakiem ujawniliśmy tajne informacje i
                                  zdjęcia dotyczące kontaktów Jolanty Kwaśniewskiej, żony ówczesnego
                                  prezydenta RP, z Aleksandrem Żaglem i Kuną, organizatorami tzw.
                                  spotkania wiedeńskiego. Tak było, gdy w tym samym roku ujawniłem
                                  materiały o kontrakcie stulecia związanej z WSI firmy Megagaz, która
                                  otrzymała blisko miliard złotych na realizację tzw. III nitki
                                  rurociągu "Przyjaźń” (III nitka nie powstała, miliard zniknął). Tak
                                  było w roku 2005, gdy w wydawnictwie Rosner i Wspólnicy
                                  opublikowałem książkę "Kto naprawdę Go zabił?”, książkę
                                  przemilczaną, ujawniającą tajne dokumenty pokazujące, że prawie
                                  wszystko co dotąd powiedziano o zbrodni na księdzu Jerzym
                                  Popiełuszce, najgłośniejszej, a zarazem najbardziej tajemniczej
                                  zbrodni PRL, jest kłamstwem. Tak było w roku 2006, gdy wraz z
                                  Jankiem Pińskim zdobyliśmy dla „Wprost” nieznane dotąd nikomu, poza
                                  niewielką grupą funkcjonariuszy ABW, zdjęcia dowodzące kontaktów
                                  Aleksandra Kwaśniewskiego z Markiem Dochnalem, którym to kontaktom
                                  Kwaśniewski zaprzeczał i po ujawnieniu których odmówił stanięcia
                                  przed sejmową speckomisją. Tak było wreszcie w styczniu roku 2007,
                                  gdy wraz z Grzegorzem Górnym wyemitowaliśmy w Telewizji Polskiej
                                  głośny trzyodcinkowy serial o patologiach Wojskowych Służb
                                  Informacyjnych. We wszystkich tych i w wielu innych przypadkach
                                  miałem dostęp do wiedzy zawartej w materiałach opatrzonych
                                  klauzulą "tajne” bądź "ściśle tajne”. Za każdym razem z wiedzy tej
                                  robiłem wyłącznie taki użytek, jaki powinien robić dziennikarz - w
                                  miarę swoich możliwości wiedzę tę weryfikowałem, a następnie
                                  ujawniałem. I nikt nigdy (nawet "osławiony” prokurator Kapusta,
                                  który w 2003 roku po ujawnieniu przeze mnie akt "Masy” na
                                  konferencji prasowej potwierdził, że dziennikarze mają prawo do
                                  ujawniania tajnych informacji) nie czynił mi z tego zarzutu.
                                  Przeciwnie - we wszystkich znanych mi wypowiedziach zarówno
                                  politycy, publicyści jak i prokuratorzy twierdzili zgodnie, że
                                  posiadający i ujawniający tajne informacje dziennikarz nie tylko nie
                                  popełnia przestępstwa (popełnia je ten, kto dziennikarzowi tajną
                                  wiedzę udostępnia), ale wręcz robi to, co do niego należy. Dlaczego
                                  zatem prokurator Michalski poszedł dalej niż ktokolwiek inny i
                                  informacji o znalezieniu u mnie tajnych dokumentów użył, jako
                                  argumentu dla zastosowania wobec mnie aresztu? O tym wszystkim
                                  myślałem, znajdując się w stanie całkowitego oszołomienia, stając
                                  przed obliczem sądu, który miał zadecydować o moim losie.

                                  Po pięciu godzinach od posiedzenia sąd zdecydował, że pozostanę na
                                  wolności. Tych pięciu godzin oczekiwania, spędzonych na modlitwie,
                                  nie zapomnę nigdy. Trudno opisać, co wtedy czułem. Czy w ogóle można
                                  opisać uczucia człowieka, któremu dano drugie życie? Tak mi się
                                  przynajmniej wtenczas wydawało - że otrzymałem drugą szansę. Na
                                  zewnątrz zastałem jednak krajobraz zniszczenia. Najprzód przerażone,
                                  nic nie rozumiejące dzieci. Bo jak zrozumieć, że ojciec, który
                                  zawsze mówił, że najważniejsza w życiu jest uczciwość i z którego
                                  były dumne, w świetle kamer zostaje wyprowadzony z kajdankami na
                                  rękach? Średnia, 7-letnia córka zapytała mnie: "tatusiu, czy to
                                  prawda, że ty kogoś zabiłeś?” Tak powiedziały jej koleżanki w
                                  przedszkolu, które widziały moje zdjęcie na jeżdżących po Białej
                                  Podlaskiej autobusach, reklamujących najnowszy numer miejscowego
                                  tygodnika. Dalej - żona. W pierwszym momencie trzymała się dzielnie.
                                  Pomogły słowa otuchy i wsparcia środowiska dziennikarskiego, które
                                  złożyło się na kaucję dla mnie. Z każdym dniem było jej jednak coraz
                                  trudniej. W efekcie żona znalazła się pod opieką lekarza, z której
                                  korzysta do dziś. Zwłaszcza, że funkcjonariusze ABW nie dali nam o
                                  sobie zapomnieć. Na wszystkich telefonach pozostało echo - nadal
                                  byliśmy podsłuchiwani. Śledzono każdy nasz krok, pod naszym bialskim
                                  mieszkaniem niemal ostentacyjnie parkowały samochody z
                                  funkcjonariuszami. Kilkakrotnie zresztą odwiedzali nas, pod byle
                                  pretekstem. A to, by doręczyć wezwanie, to znów, by żona rozpoznała
                                  rzeczy, które nam zabrano z bialskiego mieszkania. Przychodzili tak,
                                  by wszyscy dookoła wiedzieli, że przychodzą - dzwoniąc domofonem do
                                  sąsiadów. Dobrze poinformowani koledzy dziennikarze mówili nam, że
                                  prokuratura i ABW, które z trudem przełknęły pierwszą porażkę, nie
                                  odpuszczą, dopóki nie znajdę się w areszcie. Jeden z kolegów
                                  dziennikarz i dokumentalista filmowy powiedział mi, że w ABW
                                  opracowano mój portret psychologiczny. Miało z niego wynikać, że
                                  kluczem do sukcesu jest osadzenie mnie w areszcie wydobywczym. Za
                                  wszelką cenę. Według informatorów tego dziennikarza skonstatowano,
                                  że jestem człowiekiem wrażliwym, który kocha rodzinę i zrobi
                                  wszystko, powie wszystko - nie tylko to, co wie, ale także to, czego
                                  się domyśla i czego będą chcieli prokuratorzy - by wrócić do żony i
                                  dzieci. Trzeba tylko wsadzić mnie do aresztu wydobywczego, na
                                  kilkanaście miesięcy, bądź dłużej - i nie spieszyć się. Być może ja
                                  i żona nie przejęlibyśmy się tą informacją, gdyby nie fakt, że
                                  podobne wieści przyniósł nam inny dziennikarz - prosił o
                                  anonimowość - a potwierdziło ją także dwóch kolegów z ABW. Jeden z
                                  nich pozostaje w czynnej służbie, jego pers
                                  • Gość: Adar Re: List pożegnalny Wojciecha Sumlińskiego cd2 IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 30.07.08, 17:00
                                    Jeden z nich pozostaje w czynnej służbie, jego personaliów nie
                                    ujawnię. Drugim był Tomek Budzyński, jeszcze dwa lata temu szef
                                    delegatury ABW w Lublinie, obecnie na emeryturze. Z informacji,
                                    które nam przekazano wynikało, że istnieje wiele przyczyn, dla
                                    których uruchomiono olbrzymie środki, bym trafił do aresztu.
                                    Zostając szefem ABW Krzysztof Bondaryk zapewnił kierownictwo
                                    Platformy Obywatelskiej, że za rządów Prawa i Sprawiedliwości doszło
                                    do licznych afer, które dotąd nie ujrzały światła dziennego, i że on
                                    te afery ujawni. Po analizie okazało się jednak, że afer - poza
                                    jedną - nie było. Tą jedyną miały być 84 nielegalne podsłuchy
                                    telefoniczne, które rzekomo założono za rządów PiS. Po przekazaniu
                                    tej informacji kierownictwu PO sprawę nagłośniono, mówiono o
                                    wielkiej aferze i procesach dla winnych nadużyć. Po kilku dniach
                                    sprawa jednak przygasła. Dlaczego? Okazało się bowiem, że popełniono
                                    błąd, bo nielegalnych podsłuchów nie było. Mechanizm błędu był
                                    prosty - sytuację, w której zakładano podsłuch np. od początku
                                    stycznia do końca marca, następnie robiono trzy miesiące przerwy, by
                                    ponownie założyć podsłuch od lipca do września, w ABW
                                    zakwalifikowano, jako podsłuch stały od stycznia do września, a więc
                                    zawierający w sobie trzy miesiące (od kwietnia do czerwca) podsłuchu
                                    nielegalnego. W rzekomych 84 nielegalnych podsłuchach takich
                                    sytuacji było prawie 80, zaś w kilku pozostałych przypadkach doszło
                                    do kilkudniowych przedłużeń podsłuchów, wynikających - jak ustalono -
                                    z zaniedbania, a nie świadomego działania. Tak czy inaczej, o
                                    żadnej aferze nie mogło być mowy i w efekcie całą sprawę wyciszono.
                                    W efekcie z rzekomych wielu afer, do jakich miało dojść za rządów
                                    PiS, a które miała wyjaśnić ABW, nie zostało nic. I dlatego - jak
                                    twierdzili dobrze poinformowani koledzy - "mojej” sprawy chwycono
                                    się, niczym ostatniej deski ratunku. Do tego doszły także inne
                                    elementy. Wspomniany Tomek Budzyński miał w latach 2005-2006 szereg
                                    kontaktów z ministrem Wassermannem, wynikających z charakteru
                                    służby.

                                    Słowo oficera WSI

                                    Zarówno o tych spotkaniach, o mojej znajomości z Budzyńskim jak i o
                                    moich kontaktach z ministrem Wassermannem dotyczących sprawy
                                    zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki (minister był i jest wielkim
                                    zwolennikiem koncepcji prokuratora Andrzeja Witkowskiego, w oparciu
                                    o którą powstała moja książka pt. "Kto naprawdę Go zabił?”) wiedział
                                    wiceszef ABW Jacek Mąka. Wiedział, bo od lat przyjaźnił się z
                                    Budzyńskim. Przyjaźń skończyła się na przełomie 2007/ 2008 roku, gdy
                                    Mąka złożył Budzyńskiemu propozycję - ten ostatni miał zeznać przed
                                    komisją ds. służb specjalnych, że jego spotkania z ministrem
                                    Wassermannem miały charakter nieformalny, że minister spotykał się
                                    na nieformalnych naradach z dziennikarzami, że Budzyński i inni
                                    funkcjonariusze ABW podlegali naciskom ludzi PiS, itd. Budzyński
                                    odmówił złożenia nieprawdziwych zeznań. Między dwoma oficerami ABW,
                                    niegdyś przyjaciółmi, doszło do ostrej wymiany zdań. W efekcie
                                    Budzyński zagroził, że w razie dalszych nacisków ujawni prawdę o
                                    aferach ludzi z kierownictwa ABW. Jako przykład podał ponad
                                    stumetrowe mieszkanie wiceszefa ABW Jacka Mąki na ulicy
                                    Kazimierzowskiej w Warszawie (warte ponad milion złotych), które ten
                                    otrzymał bezprawnie za kadencji Andrzeja Barcikowskiego, przed
                                    wyborami parlamentarnymi w roku 2005. (Barcikowskiemu zrewanżowano
                                    się później zatrudniając go w radzie programowej ośrodka
                                    szkoleniowego ABW). Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wystąpiła
                                    wówczas do Urzędu Miasta o lokal na cele operacyjne. Po otrzymaniu
                                    lokalu ABW wykorzystała go jednak na cele nieoperacyjne, konkretnie
                                    przekazała Jackowi Mące, który odnowił otrzymane mieszkanie przy
                                    pomocy pracowników Agencji, a następnie zameldował w nim siebie,
                                    żonę i syna. Mieszkaniem tym niechętnie chwali się zresztą do dziś -
                                    nie wykazał go np. w deklaracji majątkowej za rok 2007. Na koniec
                                    ostrej wymiany zdań zastępca szefa ABW miał zagrozić Budzyńskiemu,
                                    że i on i jego kolega dziennikarz (chodziło o mnie) "pożałują”. To
                                    wszystko opowiedział mi były szef lubelskiej delegatury ABW kilka
                                    miesięcy przed moim zatrzymaniem. Nie przywiązywałem wówczas do tego
                                    wagi, ale teraz co godzina zadaję sobie pytania: kto i dlaczego chce
                                    mnie zniszczyć? Teoretycznie naraziłem się tak licznej, tak
                                    wpływowej grupie ludzi, że zastanawianie się nad tym w ogóle traci
                                    sens. Czy na przykład fakt, że Krzysztof Bondaryk współpracował
                                    ściśle z prezesem Polsatu, zaś ja w programie "30 minut” w TVP
                                    ujawniłem związki najbliższego współpracownika prezesa Polsatu,
                                    Piotra Nurowskiego, z WSI, mógł mieć pośredni wpływ na sytuację, w
                                    której się znalazłem? Czy taki wpływ mógł mieć fakt, że zostałem
                                    umieszczony w anty raporcie - odpowiedzi PO na raport Komisji
                                    Weryfikacyjnej WSI - jako dziennikarz zajmujący się WSI? Nie wiem.
                                    Dziś wiem tylko tyle, że sytuację w której się znalazłem
                                    bezpośrednio zawdzięczam wyłącznie słowom jednego oficera WSI,
                                    Leszka Tobiasza. Tak wynika przynajmniej z akt Prokuratury, która
                                    udostępniła mi do wglądu akta dotyczące mojej sprawy (zmusiło ją do
                                    tego orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego). Pułkownik Tobiasz,
                                    specjalista od techniki operacyjnej, zajmujący się inwigilacją
                                    Kościoła, zeznał, że Aleksander L. i ja osobiście żądałem od niego
                                    pieniędzy za pozytywną weryfikację. O ile jednak L. nagrał
                                    wielokrotnie - kamerą, dyktafonem i specjalistyczną aparaturą
                                    podsłuchową - o ile nagrał wszystkie spotkania z Leszkiem
                                    Pietrzakiem, członkiem komisji weryfikacyjnej WSI, którego zwodził
                                    obiecując dostarczyć Komisji ważne informacje, o tyle mnie nie
                                    nagrał nigdy i nigdzie. Jak zeznał, nie nagrywał wszystkich spotkań
                                    i tak się złożyło, że nie nagrał akurat tych z moim udziałem. Jako
                                    dowód, że mówi prawdę, dał swoje słowo. Słowo jednego człowieka,
                                    oficera organizacji, o której od kilku lat robiłem wyłącznie
                                    negatywne materiały, wskazujące na szereg nieprawidłowości i
                                    patologii w WSI wystarczyło, by zniszczyć mi życie i doprowadzić do
                                    tragedii mojej i mojej rodziny! Słowo oficera WSI.

                                    • Gość: Adar Re: List pożegnalny Wojciecha Sumlińskiego cd3 IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 30.07.08, 17:01
                                      Nie wiem, którym materiałem "zasłużyłem się” WSI najbardziej. Czy
                                      tym z roku 2004, gdy w Tygodniku "Wprost” ujawniłem materiały o
                                      kontrakcie na miliard złotych na realizację tzw. III nitki rurociągu
                                      Przyjaźń, który otrzymała nikomu nieznana firma Megagaz, którą
                                      zakładali i we władzach której zasiadali wysocy rangą oficerowie
                                      WSI, m.in. były szef WSI Romuald Waga? Znamienne jest, że teksty o
                                      tej transakcji (w sumie kilkanaście, w Tygodniku "Wprost” i
                                      dzienniku "Życie”) pisałem w roku 2004, a proces firma Megagaz
                                      wytoczyła mi dopiero w czerwcu roku 2008, kilka tygodni po
                                      zatrzymaniu mnie przez prokuraturę. Czy tym z jesieni 2006 roku, gdy
                                      ujawniłem, że oficerowie WSW mieli udział w okolicznościach
                                      związanych z zabójstwem księdza Jerzego Popiełuszki, a oficerowie
                                      WSI - w rzeczywistości ci sami ludzie - tuszowali ślady i utrudniali
                                      prokuratorowi Andrzejowi Witkowskiemu śledztwo dotyczące tej
                                      zbrodni? ( W tej sprawie złożyłem w ubiegłym roku w prokuraturze
                                      zawiadomienie o przestępstwie – śledztwo zostało wszczęte). Czy może
                                      w styczniu 2007 roku, gdy w Telewizji Publicznej w programie "30
                                      minut” przedstawiłem 3 odcinkowy serial o patologiach WSI? ( Jeden z
                                      odcinków "Gazeta Wyborcza” zatytułowała, jako "Straszny film o
                                      WSI”.)

                                      O Wojskowych Służbach Informacyjnych mówiłem też w innych audycjach -
                                      m.in. w III Programie Polskiego Radia na zaproszenie Dariusza
                                      Rosiaka, w moim autorskim programie "Oblicza Prawdy” w Telewizji
                                      Polskiej w Lublinie, u Rafała Ziemkiewicza w TVP Historia i w wielu,
                                      wielu innych. Programy te miały wspólny mianownik - informacje,
                                      które w nich przekazywałem, wskazywały, że WSI były organizacją
                                      bazującą na patologiach.

                                      Czy w którymkolwiek z tych programów naruszyłem interesy pułkownika
                                      Tobiasza? Jego środowiska wielokrotnie, ale czy jego samego też?
                                      Pułkownik zajmował się inwigilacją Kościoła, ja pisaniem publikacji
                                      i robieniem programów o tych, którzy Kościół inwigilowali, ale
                                      nazwiska "Tobiasz” nie potrafię sobie przypomnieć.

                                      W całej sprawie pojawia się jeszcze postać innego pułkownika -
                                      Aleksandra L. To dla mnie największa zagadka. L. poznałem na
                                      przełomie 1997/1998 roku, gdy po publikacji "Życia” pt. "Wakacje z
                                      agentem” traktującej o spotkaniach prezydenta Aleksandra
                                      Kwaśniewskiego z rosyjskim szpiegiem Władimirem Ałganowem redaktor
                                      Tomasz Wołek, zaangażował wszystkich dziennikarzy śledczych do
                                      zbierania informacji pomocnych w procesie, jaki Kwaśniewski
                                      wytoczył "Życiu".

                                      Otrzymaliśmy - m.in. od redaktora Wołka - nazwiska i telefony
                                      różnych osób, które mogłyby mieć ważną dla nas wiedzę. Ja spotkałem
                                      się z dwoma osobami. Pierwszą z nich był mieszkający na Mokotowie
                                      znany rzemieślnik, który miał grywać z Kwaśniewskim i Ałganowem w
                                      tenisa, drugim miał być L., który miał mieć wiedzę w kwestii spotkań
                                      obu panów. Ani jeden ani drugi nic nie wniósł do sprawy. Po raz
                                      drugi z L. spotkałem się kilka lat później, gdy kolega z "Gazety
                                      Polskiej" powiedział mi, że ma świetnego informatora, Aleksandra L.,
                                      który przekazuje mu wiarygodne informacje. Ponieważ w tamtym czasie
                                      zacząłem wnikać w sprawy mające swoje korzenie w latach 80.,
                                      pomyślałem, że pozyskanie dodatkowego źródła jest wskazane. Słowo do
                                      słowa, spotkanie do spotkania - L. okazał się człowiekiem mającym
                                      olbrzymią wiedzę i szerokie kontakty. Znacząca część informacji,
                                      które mi przekazywał, po weryfikacji okazywała się być prawdziwa.
                                      Tak jak te, które dotyczyły związanej z WSI firmy Megagaz.
                                      Wiedziałem, kim jest L., wiedziałem, że informacje, które mi
                                      przekazuje, mogą mieć charakter rozgrywek między ludźmi wywodzącymi
                                      się z tego samego środowiska, ale uważałem, że moją rolą, jako
                                      dziennikarza, jest wykorzystywanie tych podziałów i pęknięć dla
                                      uzyskania jak największej wiedzy. Tym bardziej, że pozyskiwane od
                                      niego informacje miały charakter uzupełniający - nie inspirujący - i
                                      zawsze były weryfikowane.

                                      Podobnie postępowałem zbierając materiały do tekstów o mafii
                                      pruszkowskiej. Tam również wykorzystywałem różnice pomiędzy
                                      gangsterami i adwokatami mafii, tam również wiedza pozyskiwana w ten
                                      sposób była jedynie uzupełnieniem tego, co wcześniej znalazłem w
                                      prokuratorskich aktach, bądź czego dowiedziałem się od policjantów
                                      czy funkcjonariuszy służb specjalnych. L. był dla mnie cennym
                                      źródłem informacji, które wykorzystywałem zarówno w publikacjach
                                      prasowych jak i książkowych, m.in. w książce pisanej na zlecenie
                                      Wydawnictwa WAB o mafii pruszkowskiej (na skutek mnożących się
                                      poprawek książka nie została wydana).

                                      Cennym, ponieważ prawdziwa mafia rodziła się na styku działalności
                                      służb specjalnych PRL i gangsterów, którzy często byli
                                      współpracownikami SB oraz WSW - poprzednika WSI. L., jako były
                                      wiceszef kontrwywiadu, miał w tym zakresie olbrzymią wiedzę i
                                      powoli, acz systematycznie tę wiedzę ujawniał. Gdy w latach 2004-
                                      2005 pracowałem nad książką o zabójstwie księdza Jerzego
                                      Popiełuszki, o samej sprawie nie chciał mówić, ale opowiedział mi o
                                      metodach stosowanych przez WSW wobec przedstawicieli Kościoła, co
                                      stanowiło istotne uzupełnienie wiedzy, którą dysponowałem wcześniej.
                                      Gdy po wydaniu tej książki zacząłem pisać kolejną, tym razem dla
                                      Wydawnictwa Fronda - o operacjach inwigilacyjnych służb specjalnych
                                      PRL - ujawnił szereg szczegółów dotyczących tych operacji. Ujawniał
                                      zresztą nie tylko mnie, ale także kilkunastu innym dziennikarzom
                                      śledczym. W gronie dziennikarskim jego aktywność na polu kooperacji
                                      z mediami tłumaczyliśmy sobie tym, że L., który do niedawna znaczył
                                      bardzo dużo, z czasem znaczył coraz mniej, a kooperując z mediami
                                      wydawało mu się, że wciąż ma na coś wpływ, że wciąż jest w grze.
                                      Zasadnicze pytanie, które zadawaliśmy sobie z innymi dziennikarzami
                                      polegało na tym, kto kogo bardziej wykorzysta - on dziennikarzy, czy
                                      dziennikarze jego. Moja tragedia pokazuje, że odpowiedź na to
                                      pytanie nie jest prosta. Do pewnego stopnia i do pewnego momentu L.,
                                      w ograniczonym stopniu, ufałem. Wpływ na to z jednej strony miał
                                      fakt, że stosunkowo duża część pozyskiwanych od niego informacji
                                      była przydatna - bywało, że konfabulował, ale częściej omijał
                                      niewygodne dla siebie wątki - z drugiej strony w trakcie
                                      kilkuletniej z nim znajomości po towarzyszącej pierwszym spotkaniom
                                      głębokiej rezerwie nie zostało śladu. Tym bardziej, że z czasem
                                      okazało się, iż jest co najmniej kilka osób, które można by określić
                                      mianem „wspólnych znajomych”. Należało do nich, obok dziennikarzy,
                                      m.in. trzech biskupów - L. pozostawał z nimi w zażyłości – kilku
                                      młodych „szeregowych” księży z mojej Diecezji Siedleckiej i
                                      kojarzonych z prawicą polityków oraz przedstawicieli służb
                                      specjalnych. Aleksander L. pozostawał również w dobrych relacjach z
                                      kapelanem wojskowym i kilkoma wysokimi rangą funkcjonariuszami z
                                      Komendy Głównej Policji, m.in. z szefową ekipy badającej sprawę
                                      zabójstwa generała Marka Papały. (Jesienią ubiegłego roku wraz z nią
                                      odwiedzili mnie w mieszkaniu.) Wszystkie te elementy złożyły się na
                                      ograniczone zaufanie, którego – pomimo wszystkich dzielących nas
                                      różnic - do niego nabrałem. Zaufałem na tyle, że gdy poprosił o
                                      zorganizowanie dyskretnej pomocy psychologicznej dla chorej na raka
                                      żony - nie odmówiłem (wiedział, że ukończyłem studia psychologiczne
                                      i mam rozeznanie w tym środowisku). Nie zdziwiło mnie nawet, gdy
                                      uparł się, żeby za tę pomoc za moim pośrednictwem zapłacić.
                                      Tłumaczył, że chodziło o stałą pomoc, dwa razy w tygodniu, przez
                                      okres od sześciu miesięcy do roku. Dopiero, gdy przekazał pieniądze,
                                      a jednocześnie pod błahymi pretekstami odwlekał terminy kolejnych
                                      sesji terapeutycznych, zacząłem się niepokoić i zwróciłem wpłacone
                                      środki. Niepokój mój powiększył się, gdy raz czy drugi poprosił o
                                      ułatwienie kontaktu z kimś z Komisji Weryfikacyjnej WSI "w celu
                                      • Gość: Adar Re: List pożegnalny Wojciecha Sumlińskiego cd4 IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 30.07.08, 17:05
                                        ...przekazania informacji”. Odmówiłem. Na dobre zaniepokoiłem się
                                        wówczas, gdy mający dobre źródła informacji dwaj koledzy
                                        dziennikarze powiedzieli mi, że "nie rozmawiają już z Olkiem”, bo
                                        prowokuje do dziwnych rozmów i nagrywa. Takiej informacji udzielili
                                        mi niezależnie kolega z TVN inny z "Wprost”. Jeden z kolegów
                                        powiedział krótko: "on jest zadaniowany przez ABW”. Dopiero wówczas
                                        uświadomiłem sobie, że istotnie charakter rozmów, które inicjował w
                                        ostatnim czasie - zwłaszcza rozmów telefonicznych, na co wcześniej
                                        nie zwróciłem uwagi - mógł wskazywać na prowadzenie jakiejś
                                        specyficznej gry. Idąc śladem kolegów, na blisko miesiąc przed
                                        zatrzymaniem, postanowiłem zerwać ten kontakt.

                                        Nie wiem, dlaczego L. prowadził swoją grę. Być może chodziło tylko o
                                        pieniądze, ale dziś sądzę, że - jak to określił kolega dziennikarz -
                                        "był zadaniowany”, bo ktoś względem niego dysponował jakimś
                                        elementem nacisku. Być może chodziło o sprawę Papały, o której coś
                                        wiedział i której wyraźnie się obawiał, być może o coś zupełnie
                                        innego. Nie wiem, dlaczego "był zadaniowany” akurat na mnie. Czy
                                        chodziło o to, że znałem kilku członków Komisji Weryfikacyjnej WSI i
                                        w oczach ludzi WSI, ABW oraz prokuratury miałem być niezbędnym
                                        łącznikiem pomocnym do jej zniszczenia, a wraz z nią idei IV RP? Na
                                        to zdają się wskazywać słowo prokuratora Michalskiego, który jasno
                                        sugerował, że interesuje go wszystko, co dotyczy Komisji i tylko
                                        przekazanie wiedzy z tego zakresu może stanowić dla mnie okoliczność
                                        łagodzącą. A może chodziło o zemstę lub o to, że sprawa wyjaśniania
                                        wszystkich okoliczności zabójstwa Księdza Jerzego Popiełuszki
                                        nabrała tempa, do czego z jednej strony przyczyniło się moje
                                        zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez funkcjonariuszy WSI,
                                        z drugiej mój proces z Waldemarem Chrostowskim, który ten ostatni
                                        przegrywa (świadkowie potwierdzają, że kierowca księdza Jerzego był
                                        związany z SB), z trzeciej finalizowanie rozmów z Telewizją
                                        Publiczną, która na podstawie mojej książki pt. "Kto naprawdę Go
                                        zabił?” planowała nakręcić dziesięcioodcinkowy serial dokumentalny
                                        poświęcony tej sprawie. Z dyrektorem Agencji Filmowej TVP i prezesem
                                        Andrzejem Urbańskim mieliśmy podpisać umowę w tej sprawie w
                                        pierwszej połowie sierpnia, (Wydawnictwo Rosner & Wspólnicy
                                        przekazało już TVP prawa do produkcji, reżyserią mieli się zająć
                                        Mariusz Malec i Grzegorz Górny). Nie znam wszystkich odpowiedzi.
                                        Wiem tylko, że w obliczu decyzji sądu o zastosowaniu względem mnie
                                        aresztu na czas śledztwa, zapewne wieloletniego śledztwa, nie mam
                                        już przeszłości, teraźniejszości ani przyszłości. Zniszczono mnie,
                                        moją Bogu ducha winną rodzinę. Teraz, po zatrzymaniu mnie w areszcie
                                        może się zacząć spektakl medialny. Raz na jakiś czas być może
                                        zostanie wypuszczona informacja o "postępach w śledztwie” - i tak do
                                        wyborów, prezydenckich i parlamentarnych (w ABW jest nieformalna
                                        dyrektywa, by sprawę spowalniać). Za kilka lat nikt może nie
                                        pamiętać o mnie i mojej rodzinie, która w międzyczasie może zostać
                                        zamęczona atmosferą nagonki i zlicytowana. Wszystko, co mamy, oparte
                                        jest o kredyty i leasingi, a ja jestem jedynym źródłem utrzymania
                                        dla niepracującej żony i trójki córeczek.

                                        Popełniałem błędy, ale nigdy nie popełniłem przestępstwa.

                                        Wojciech Sumliński
                                        • Gość: Adar Cuda Tuska obśmiane w "Financial Times" IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 31.07.08, 22:25
                                          Dziennik:
                                          Polski premier nie ma dziś dobrego humoru, jeśli dzień zaczął od
                                          lektury "Financial Timesa". Wpływowy finansowy dziennik poddał
                                          polski gabinet - i premiera osobiście - totalnej krytyce. "Rząd
                                          doznał kilku żenujących porażek parlamentarnych w związku ze swymi
                                          planami reform" - napisała gazeta. Dziennikarze wytykają Tuskowi, że
                                          nie spełnił żadnej obietnicy przedwyborczej.
                                          Z czego rozliczają polskiego premiera zachodni dziennikarze?
                                          Zastrzeżeń jest cała litania. Rząd nie zbudował autostrad, nie
                                          sprywatyzował państwowych molochów, nie zreformował służby zdrowia i
                                          nie ograniczył biurokracji.

                                          "Wczoraj pan Tusk obiecał, że będzie przyspieszenie jesienią, kiedy
                                          parlament wróci po letniej przerwie" - pisze "Financial Times". Ale
                                          podkreśla jednocześnie, że np. dotychczasowe próby zredukowania
                                          biurokracji w Polsce nic nie dały. Gazeta wytyka premierowi
                                          funkcjonowanie niezrozumiałych przepisów podatkowych czy
                                          przestarzałych zezwoleń na budowę.

                                          Próbę likwidacji państwowych dotacji dla partii politycznych
                                          Brytyjczycy nazwali "nieudolnymi". "Źle napisane ustawy" - tak z
                                          kolei określili pakiet dokumentów reformujących służbę zdrowia w
                                          Polsce. Donaldowi Tuskowi wytknięto też "brak kierunku politycznego"
                                          w reformowaniu szpitalnictwa, bo zgoda na prywatyzację placówek
                                          potyka się o złe ustawodastwo.

                                          "W wielu dziedzinach brak rezultatów wynika z bałaganu, jaki Tusk
                                          odziedziczył po swych poprzednikach" - przyznaje jednak "Financial
                                          Times". "Dotyczy to budowy autostrad, z czym nie potrafił sobie
                                          poradzić żaden rząd od końca komunizmu w 1989 roku" - piszą
                                          dziennikarze.

                                          MP, PAP
                                          • Gość: Adar No i cuda na całego... IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 01.08.08, 20:52
                                            Dziennik:
                                            Ministerstwo pracy najwyraźniej pozazdrościło Donaldowi Tuskowi
                                            zagranicznych wojaży. Resort jednak chce być lepszy i kupuje od razu
                                            ponad pół tysiąca biletów lotniczych do egzotycznych krajów - podaje
                                            RMF. Co urzędnicy będą robić na Bali, w Rio de Janeiro, Tokio,
                                            Szanghaju czy Abu Dhabi? Ministerstwo tłumaczy, że lecą tam... do
                                            pracy.
                                            Na podróże do egzotycznych krajów ministerstwo przeznaczy prawie 920
                                            tysięcy złotych. Wystarczy na 540 przelotów. Przetarg na zakup
                                            biletów jest już rozpisany. Na urzędników czekają: Indonezja i
                                            piękna wyspa Bali, Rabat w Maroku, Abu Dhabi w Zjednoczonych
                                            Emiratach Arabskich, Rio de Janeiro, Tokio, Szanghaj, Canberra,
                                            Seul, Quebec i wiele innych miejsc - dowiedziało się radio RMF.

                                            Urzędnicy zapewniają, że to nie wypoczynkowe wycieczki, a wyjazdy
                                            służbowe. Na egzotycznej wyspie Bali pięć osób z kierownictwa
                                            resortu przez pięć dni będzie uczestniczyć w konferencji
                                            zatytułowanej "Więcej lepszych miejsc pracy, wzmocnienie partnerstwa
                                            w celu wykorzystania globalnych rynków pracy dla godnego
                                            zatrudnienia".

                                            Także w Maroku ma być konferencja ministerialna. Tyle że na razie
                                            nie wiadomo na jaki temat, ale nasi urzędnicy na wszelki wypadek
                                            wyślą tam trzy osoby.

                                            "Podróże być może związane są z podpisywaniem umów czy z
                                            negocjacjami" - usłyszała reporterka RMF w resorcie pracy.
                                            • Gość: Adar Mister Tusk, gdzie te cuda? IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 02.08.08, 08:58
                                              Rafał A. Ziemkiewicz w Rzepie:
                                              Grom z jasnego nieba! Już nie żadne “pisowskie” media, tylko
                                              renomowany “Financial Times” nie zostawił na Donaldzie Tusku
                                              przysłowiowej suchej nitki. Żeby tylko skrytykował – ale, prawdę
                                              mówiąc, można odnieść wrażenie, że brytyjski dziennik, oceniając
                                              dotychczasowy bilans rządów Tuska, zgoła się z naszego premiera
                                              nabija.

                                              Autor artykułu zapewne nie zna krążącego swego czasu po naszym
                                              Internecie wierszyka: “na fotelu siedzi Donek, nic nie robi cały
                                              dzionek”, niemniej to, co napisał, w wymowie bardzo ten wierszyk
                                              przypomina: nie zreformował finansów, bo mu się nie chciało, nie
                                              spełnia wyborczych obietnic, bo czasu ma za mało, nie buduje
                                              autostrad, bo to za dużo roboty, nie naprawia służby zdrowia, bo
                                              straszne z tym kłopoty… i tak dalej – a z tym wszystkim uśmiecha się
                                              promiennie, składa całą winę na prezydenta i zapowiada, że od
                                              jesieni rząd “zdynamizuje” prace.

                                              Mówiąc poważniej; jak powiada znajomy spec od tych spraw, można
                                              sobie robić dowolny pijar, byle tylko samemu weń przypadkiem nie
                                              uwierzyć. Wydaje się, że premierowi właśnie to nieszczęście się
                                              przytrafiło. Usłyszał od Zachodu tyle komplementów, że chyba
                                              naprawdę uznał, iż tylko “wystarczy być”, a raczej, że wystarczy nie
                                              być Kaczyńskim.

                                              Świat tymczasem, zwłaszcza świat gospodarki, ma jednak wobec Polski
                                              oczekiwania dalej idące, a dziennikarze te oczekiwania wyrażający
                                              nie znają tego zabobonnego lęku przed naruszeniem czci premiera,
                                              jaki cechuje tych z “Gazety Wyborczej” czy “Polityki”. I co z tym
                                              zrobić? Odmówić im za karę wywiadów? Posłać ministra Grada, żeby
                                              spróbował wydawcy “Financial Timesa” wyperswadować, że miłość ma
                                              swoje prawa? Ten akurat już nieraz próbował “wpłynąć” na brytyjskich
                                              wydawców i zdążył się przekonać, że nie takie to łatwe.
                                              • Gość: Adar Cuda w służbach... IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 03.08.08, 23:13
                                                W Dzienniku:
                                                Czy Agencja Wywiadu posłużyła się ekspertyzą prawną napisaną przez
                                                agenta wywiadu ulokowanego w prywatnej kancelarii prawnej tylko po
                                                to, aby skompromitować byłych szefów tej służby? Tak wynika z
                                                informacji, do których dotarł DZIENNIK.
                                                Ta historia zaczęła się dla nas ponad miesiąc temu. Do redakcji
                                                DZIENNIKA trafił sygnał od osoby blisko związanej z obecnym
                                                kierownictwem tajnych służb. Przekaz brzmiał atrakcyjnie. "Bliscy
                                                współpracownicy generała Zbigniewa Nowka, który rządził Agencją
                                                Wywiadu za czasów PiS, otrzymali kilkanaście służbowych mieszkań w
                                                atrakcyjnych miejscach Warszawy. To koniec kariery wpływowego w
                                                służbach generała" - usłyszeliśmy.
                                                Oprócz zapewnień do redakcji dotarły też dokumenty: lista nazwisk
                                                kilkunastu funkcjonariuszy wywiadu oraz ich adresy. Otrzymaliśmy
                                                również kilka cytatów z opinii prawnych, które sugerowały, że Nowek
                                                i jego współpracownicy popełnili przestępstwo. Jak ustaliliśmy,
                                                podobne zestawy dokumentów trafiły do innych ogólnopolskich tytułów.
                                                Poszliśmy tym tropem. Rozmawialiśmy na temat mieszkań z byłymi i
                                                obecnymi funkcjonariuszami wywiadu, pracownikami Kancelarii Premiera
                                                i posłami sejmowej komisji ds. służb specjalnych. Nabraliśmy
                                                podejrzeń, że ważni urzędnicy państwowi próbują manipulować mediami.
                                                Zrekonstruowaliśmy przebieg tej rozgrywki.
                                                Już po swojej marcowej dymisji Nowek wraz z kilkunastoma wysokimi
                                                rangą oficerami (którzy podobnie jak on nie mieszkają w stolicy)
                                                otrzymali służbowe mieszkania w Warszawie. Przed odwołaniem z
                                                funkcji zajmowali pokoje w hotelu Agencji Wywiadu, który znajduje
                                                się na terenie jej siedziby. Nowy szef AW Andrzej Ananicz i jego
                                                współpracownicy od razu zaczęli przeglądać wszystkie decyzje
                                                poprzedników. Trafili na sprawę mieszkań.
                                                Rozpoczęli od wizyty w Rządowym Centrum Legislacji. Jeszcze w marcu,
                                                już po dymisji Nowka, dwóch dyrektorów AW skonsultowało tryb
                                                przyznania lokali z wiceszefem rządowych prawników dr Jackiem
                                                Krawczykiem. Jego opinia brzmiała: służbowe mieszkania zostały
                                                przyznane zgodnie z prawem.
                                                Wówczas nowi szefowie Agencji Wywiadu sięgnęli po inną metodę. Za
                                                około 10 tys. zł zamówili niezależną ekspertyzę. Sporządzeniem jej
                                                zajął się radca prawny, współwłaściciel renomowanej warszawskiej
                                                kancelarii. Choć w opinii znajdują się zdania mówiące o tym, że
                                                oficerowie mieli prawo do mieszkań, to ostateczne konkluzje dla
                                                ekipy Nowka są miażdżące. Kruczkiem prawnym okazało się to, że przed
                                                kilkunastoma laty skorzystali z zapomóg mieszkaniowych (3 - 5 tys.
                                                zł) w Urzędzie Ochrony Państwa - wywodził radca.
                                                DZIENNIK ustalił, że wiarygodność i niezależność tej opinii są
                                                wątpliwe. Jej autorem jest bowiem prawnik (nie podajemy
                                                identyfikujących go danych ze względu na tajemnicę państwową), który
                                                miał niejawny etat w Agencji Wywiadu. Niektóre nasze źródła
                                                utrzymują, że współpracuje z nią także teraz.
                                                "Do różnych instytucji wysyłamy swoich oficerów. Pracują na dwa
                                                fronty, oprócz normalnej pracy w biurze wykonują tajne zadania
                                                zlecane przez służbę" - tłumaczy jeden z byłych szefów tajnych
                                                służb. Wysłaliśmy e-mailem pytania zarówno do mecenasa, jak i
                                                Agencji Wywiadu oraz kancelarii premiera. Do tej pory nie
                                                uzyskaliśmy odpowiedzi.
                                                W ostatnich dniach lipca nad sprawą mieszkań debatowała również
                                                sejmowa komisja ds. służb specjalnych. Pojawił się na niej generał
                                                Nowek i przedstawił swoją wersję wydarzeń. Zastrzegając anonimowość,
                                                poseł z komisji potwierdza: "Padły tam słowa o tym, że opinia prawna
                                                została sporządzona przez osobę związaną ze służbami". O swoim
                                                wystąpieniu przed komisją Nowek mówi zdawkowo. "Opinia, która krąży
                                                w mediach jest sfałszowana, poinformowałem posłów o tym, w jakim
                                                trybie i kto to zrobił. Nie mogę mówić o szczegółach, bo wiąże mnie
                                                tajemnica państwowa" - powiedział nam były szef Agencji Wywiadu.
                                                Jednak właśnie ta "niezależna" ekspertyza stała się koronnym
                                                argumentem w ataku na Zbigniewa Nowka. Obciążające go starannie
                                                dobrane fragmenty znalazły się w materiałach kolportowanych wśród
                                                dziennikarzy. W ubiegłym tygodniu na ich podstawie bez żadnej
                                                weryfikacji ukazał się tekst w "Rzeczpospolitej".
                                                Tomasz Butkiewicz, Robert Zieliński
                                                • Gość: Adar Polska moze... IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 04.08.08, 22:52
                                                  Za Interia:
                                                  Polska może wpaść w spiralę płacowo-cenową
                                                  Polska może wpaść w spiralę płacowo-cenową, w której podwyżki płac
                                                  nakręcają inflację, a ona żądania kolejnych podwyżek -
                                                  twierdzi "Puls Biznesu".

                                                  Według gazety, wśród firm zaczyna rozprzestrzeniać się infekcja
                                                  zwana przez ekonomistów efektem drugiej rundy. Rosnąca inflacja
                                                  powoduje, że pracownicy żądają wyższych pensji, pracodawcy ulegają,
                                                  wynagrodzenia i konsumpcja rosną. Popyt z kolei powoduje, że ceny
                                                  znów są wyższe i w rezultacie inflacja znów rośnie.

                                                  Eksperci oceniają, że skutki tej choroby byłyby dla polskiej
                                                  gospodarki dotkliwe, bo z pętli płacowo-cenowej trudno się wydostać.
                                                  Dziennik twierdzi, że póki co żądania płacowe nasilają się w dużych
                                                  państwowych firmach, a ich elementem przetargowym jest inflacja.
                                                  Zjawiska tego nie zauważają jeszcze pracodawcy prywatni, u których
                                                  wynagrodzenia rosną w swoim tempie, nie związanym z inflacją. Według
                                                  nich, pracownicy raczej nie zwracają uwagi na wzrost cen, ale raczej
                                                  na poziom zarobków w branży i na zachodzie Europy.

                                                  PAP/PulsBiznesu


                                                  • Gość: Adar ...no i "miedzi": IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 07.08.08, 11:49
                                                    Gazeta Wyborcza donosi o "Łupach" PO w KGHMie.
                                                    Oto relacja Dziennika:
                                                    Ludzie Platformy doją państwowego giganta
                                                    Z dobrze płatnych posad przy miedziowym gigancie KGHM korzystają
                                                    ludzie Platformy. Dzielą się stołkami, które gwarantują dochody
                                                    sięgające nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Lokalny polityk PO
                                                    Arkadiusz Gierałt oprócz dyrektorskiej pensji bierze pieniądze za
                                                    zasiadanie w aż czterech radach nadzorczych spółek podległych KGHM.
                                                    Żaden z awansowanych polityków w KGHM i spółkach zależnych nie brał
                                                    udziału w konkursie na dyrektorskie stanowisko - pisze "Gazeta
                                                    Wyborcza". Arkadiusz Gierałt, który jest szefem partii Donalda Tuska
                                                    w powiecie lubińskim, nie chce mówić o swoich zarobkach. Jednak -
                                                    według wyliczeń związkowców - jako członek aż czterech rad
                                                    nadzoryczych może inkasować miesięcznie nawet 50 tysięcy złotych.

                                                    Dobrą posadę ma też senator PO Tadeusz Maćka, który został
                                                    dyrektorem do spraw pracowniczych w podległej KGHM kopani. Sprawa
                                                    budzi kontrowersje, bo ten były prezydent Lublina jest oskarżony o
                                                    narażenie miasta na stratę 1,6 miliona złotych - pisze "Gazeta
                                                    Wyborcza".

                                                    Awansują również żony posłów PO. Choć Norbert Wojnarowski zapewnia,
                                                    że nie pomagał żonie w karierze to warto wiedzieć, że Wojnarowska
                                                    awansowała ze stanowiska specjalisty na dyrektora w ważnym
                                                    departamencie bez żadnego konkursu. Nie chce rozmawiać z
                                                    dziennikarzami, ale członkowie rady nadzorczej KGHM przyznają, że
                                                    dyrektorskie pensje w koncernie wahają się od kilkunastu do 30
                                                    tysięcy złotych.

                                                    Kolejny przykład to Karol Szczepaniak, radny Platformy Obywatelskiej
                                                    z Głogowa. Bez konkursu został dyrektorem w spółce zależnej od KGHM -
                                                    Pol-Miedź Trans. Zanim Platforma wygrała wybory, Szczepaniak był w
                                                    spółce starszym specjalistą ds. organizacyjnych i kierownikiem ds.
                                                    marketingu.

                                                    Podobną karierę zrobił członek PO z Legnicy i były radny Jerzy
                                                    Bednarz. Pod koniec maja został wiceprezesem w zarządzie spółki-
                                                    córki KGHM Inova. Jest też radny Platformy Eric Alira, który dostał
                                                    pracę w należącym do KGHM klubie piłkarskim Zagłębie Lubin.

                                                    MP
                                                  • Gość: Adar Cuda negocjacyjne... IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 11.08.08, 10:11
                                                    Rzepa:
                                                    Podczas rozmów w gronie Donald Tusk - Radosław Sikorski - Sławomir
                                                    Nowak padały opinie, że nie do przyjęcie jest taki projekt umowy,
                                                    który przez opinię publiczną może zostać odebrany jako sukces
                                                    prezydenta - powiedział Witold Waszczykowski, główny negocjator
                                                    umowy w sprawie tarczy antyrakietowej i wiceszef MSZ w wywiadzie
                                                    dla "Newsweeka".
                                                    W rozmowie z tygodnikiem Waszczykowski twierdzi, że na początku
                                                    lipca wynegocjował z USA "umowę w sprawie tarczy, która gwarantuje
                                                    bezpieczeństwo Polsce". "Ale co może nawet istotniejsze, przywiozłem
                                                    z Waszyngtonu także inny ważny dokument - deklarację współpracy
                                                    polityczno-wojskowej między polską a Stanami Zjednoczonymi" - dodał.
                                                    Miał się w niej znaleźć zapis o nawiązaniu współpracy w dziedzinie
                                                    bezpieczeństwa w formule instytucjonalnej. "Miała powstać dwustronna
                                                    rada konsultacyjna" - uważa Waszczykowski.

                                                    "Sądzę, że informacja o zakończeniu negocjacji nie przyniosłaby
                                                    politycznych korzyści rządowi Tuska. Stałoby się to za szybko po
                                                    interwencjach prezydenta w sprawie tarczy i po czerwcowej wizycie
                                                    prezydenckiej minister Anny Fotygi w USA. Powstałoby wrażenie, że to
                                                    prezydent jest twórcą tego sukcesu, a nie rząd" - uważa
                                                    Waszczykowski.

                                                    Pytany, czy prezydent sądzi, że minister spraw zagranicznych
                                                    Radosław Sikorski ma jakiś układ z lobbystą amerykańskiej Partii
                                                    Demokratycznej Ronem Asmusem, odparł: "Myślę, iż to podejrzewał".
                                                    Przyznaje też, że on sam był podobnego zdania i przytacza SMS-a od
                                                    Sikorskiego, w którym minister odpowiada na pytanie o Asmusa. "Na
                                                    piśmie nie ma żadnego dealu z demokratami" - miał napisać Sikorski.
                                                    Waszczykowski twierdzi też, że dostał informację od Daniela Frieda,
                                                    byłego ambasadora USA w Polsce, że to minister spraw zagranicznych
                                                    wstrzymuje porozumienie z powodu układu z Asmusem.

                                                    Zdaniem Waszczykowskiego powszechnie wiadomo, że prezydent nie
                                                    akceptuje charakteru ministra spraw zagranicznych i uważa, że
                                                    Sikorski jest niedojrzały. "Potwierdzam, że prezydent nie darzy go
                                                    sympatią ani zaufaniem" - powiedział Waszczykowski.

                                                    Odnosząc się do swojej dymisji Waszczykowski powiedział: "Liczyłem
                                                    się z dymisją, ale też w głębi serca czekałem na opamiętanie, na
                                                    refleksję, że należy powrócić do skonsolidowanego zespołu
                                                    negocjacyjnego (...) Liczyłem na wykorzystanie mojego kilkuletniego
                                                    doświadczenia z negocjacji z Amerykanami. Zmiana w tym momencie to
                                                    poważny błąd".

                                                    Na początku lipca Tusk powiedział, że oferta, którą polski rząd
                                                    otrzymał od strony amerykańskiej, nie jest satysfakcjonująca i
                                                    oczekuje, iż USA wezmą pod uwagę postulaty Polski dotyczące
                                                    bezpieczeństwa naszego kraju. "To stanowisko polskie pozostaje
                                                    niezmienne i w tej sprawie oczekujemy na amerykańską odpowiedź, ta
                                                    odpowiedź jest teraz rozważana" - powiedział szef MSZ.

                                                    Z propozycją rozmów w sprawie ulokowania elementów systemu obrony
                                                    przeciwrakietowej USA wystąpiły do Polski i Czech na początku
                                                    ubiegłego roku. W Polsce miałaby powstać baza 10 rakiet
                                                    przechwytujących, a w Czechach radar. Polska uzależnia zgodę na
                                                    lokalizację amerykańskiej bazy od pomocy Stanów Zjednoczonych przy
                                                    modernizacji polskich sił zbrojnych, zwłaszcza obrony powietrznej.
                                                    PAP

                                                  • Gość: Adar Tańsze Państwo Tuska IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 12.08.08, 09:44
                                                    Dziennik:
                                                    Tusk wydał cztery razy więcej niż Kaczyński
                                                    Platforma Obywatelska szła po władzę z hasłem taniego pańtwa na
                                                    ustach. Tymczasem przez ostatnich pięć miesięcy premier Donald Tusk
                                                    wydał z funduszu dyspozycyjnego kancelarii premiera więcej, niż
                                                    Jarosław Kaczyński przez dwa lata szefowiania rządowi -
                                                    wylicza "Rzeczpospolita".
                                                    Fundusz dyspozycyjny to pieniądze, za które organizowane są
                                                    posiedzenia Rady Ministrów, spotkania i konferencje. Z funduszu
                                                    kupowane są też upominki wręczane przez premiera i wicepremierów
                                                    podczas oficjalnych wizyt. Korzystają też z niego ministrowie z
                                                    kancelarii premiera, bo nie mają służbowych kart kredytowych.
                                                    W ciągu ostatnich pięciu miesięcy Donald Tusk wydał z tej puli aż
                                                    ponad 338 tysięcy złotych.To więcej niż premier Jarosław Kaczyński
                                                    przez ponad dwa lata - w 2006 roku było to 153 tysięcy złotych, a w
                                                    2007 roku ponad 148 tysięcy złotych. Fundusz dyspozycyjny premiera
                                                    wynosi co roku 1,6 miliona złotych.
                                                    Podczas gdy wydatki z funduszu premiera bardzo wzrosły, sami
                                                    ministrowie znacznie mniej wydawali ze służbowych kart kredytowych.
                                                    Gabinet Donalda Tuska ma w stosunku do poprzedniego rządu o połowę
                                                    mniej kart.
                                                    Obecni szefowie resortów wydają z nich miesięcznie o około 24
                                                    procent mniej niż poprzednicy - średnio na jedno ministerstwo
                                                    przypada 14 tysięcy złotych. Więcej wydały tylko dwa resorty:
                                                    sprawiedliwości i spraw zagranicznych. Ale sam szef minister
                                                    sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski nie ma karty służbowej. Podobnie
                                                    jak pięć resortów, między innymi skarbu i rolnictwa.

                                                  • Gość: Adar Polityczna gra na koszt Polski IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 12.08.08, 14:51
                                                    Rzepa a w niej Rafał A. Ziemkiewicz:
                                                    Gdyby w polskiej polityce chodziło o dobro państwa, a nie o bon moty
                                                    i makijaże, wywiad udzielony przez Witolda
                                                    Waszczykowskiego “Newsweekowi” przyniósłby wstrząs porównywalny w
                                                    skutkach do ujawnienia taśmy Rywina.
                                                    Waszczykowski oskarżył premiera i jego ministrów, że poważnie
                                                    zaszkodzili polskiej racji stanu po to tylko, żeby pozbawić
                                                    politycznego rywala sukcesu. Opowiedział o najwyższych urzędnikach
                                                    państwowych podejmujących kluczową dla obronności państwa decyzję
                                                    pod publiczkę, kierując się sondażami. Przedstawił obraz kompletnej
                                                    niefrasobliwości i nieodpowiedzialności, nie wspominając już o
                                                    krańcowym braku profesjonalizmu w stosunkach z największym i dla nas
                                                    strategicznie najważniejszym światowym mocarstwem. Wszystko to
                                                    przeraża do tego stopnia, że ze względu na Polskę chciałoby się, aby
                                                    prawdziwe okazały się sugestie, że Waszczykowski mści się za
                                                    zwolnienie go z funkcji i szykuje się do zajęcia wygodnego stołka u
                                                    prezydenta.
                                                    Oskarżeń, które stawia główny – do niedawna – polski negocjator
                                                    umowy o budowie tarczy antyrakietowej nie da się jednak zbyć
                                                    insynuacjami ani przykryć piarowskimi sztuczkami. Jego wersja
                                                    wydarzeń jest spójna i logiczna, a sposób, w jaki obala argumenty,
                                                    którymi premier i minister spraw zagranicznych uzasadniali
                                                    odrzucenie parafowanego już porozumienia, wydaje się przekonujący.
                                                    Na rzecz Waszczykowskiego bardzo mocno przemawia niewątpliwy fakt,
                                                    iż porozumienie, które wstępnie zawarł, zgodne było z mandatem
                                                    negocjacyjnym, a zmiana stanowiska rządu dokonała się w ostatniej
                                                    chwili. Czy możliwe jest, że tak nagle, w ostatniej chwili, premier
                                                    zorientował się, iż zapomniał we wspomnianym mandacie o należytej
                                                    liczbie patriotów i kwestii odszkodowań za ewentualne szkody
                                                    wyrządzone przez antyrakiety? Niestety, wersja Waszczykowskiego – iż
                                                    zadecydowała informacja o uzgodnieniu terminu oficjalnego podpisania
                                                    porozumienia przez prezydenta i Condoleezzę Rice w Belwederze –
                                                    brzmi bardziej przekonująco.
                                                    Na niekorzyść premiera przemawiają także analogie. Wydarzenia w
                                                    Gruzji boleśnie przypomniały, iż to prezydent, a nie rząd, miał
                                                    rację w sprawie uznania przez Polskę niepodległości Kosowa. Nie
                                                    mieliśmy oczywiście wpływu na to, iż Zachód dopuścił do tego
                                                    fatalnego w skutkach precedensu dającego Rosji do ręki potężną broń
                                                    tworzenia na swych granicach kolejnych Naddniestrzy; ale nie
                                                    musieliśmy dla poklasku, w tym wypadku głównie zachodnich salonów,
                                                    wykazywać się prymusowską gorliwością w akceptowaniu tego
                                                    precedensu. Rząd postawił wówczas na swoim i dziś, gdy domagamy się
                                                    szanowania integralności terytorialnej Gruzji, nasz głos brzmi mniej
                                                    wiarygodnie, niżby mógł.
                                                    Oskarżenie Donalda Tuska i jego ekipy o gotowość podporządkowania
                                                    wszystkiego walce o popularność i w perspektywie chęci odebrania
                                                    Lechowi Kaczyńskiemu prezydenckiego fotela padało już, nigdy zarzuty
                                                    nie miały tak wielkiej wagi i nie były tak dobrze uargumentowane.
                                                    Nie wolno dopuścić, aby pozostały niewyjaśnione.
                                                  • Gość: Adar z cyklu: tanie Państwo IP: *.cable.ubr14.uddi.blueyonder.co.uk 13.08.08, 11:02
                                                    Rzepa:
                                                    Luksus dla rządowej agencji
                                                    Izabela Kacprzak
                                                    Limuzyny za państwowe pieniądze. Urzędnicy Polskiej Agencji Rozwoju
                                                    Przedsiębiorczości będą jeździli na kontrole tak luksusowymi autami
                                                    jak Audi A6 czy Saab 9-5. Rządowa instytucja jednak ich nie kupi,
                                                    ale weźmie w leasing
                                                    PARP planuje wziąć w leasing siedem luksusowych samochodów
                                                    osobowych. Właśnie ogłosiła na nie przetarg.
                                                    – Leasing w przypadku instytucji państwowych stanowi rzadkość, bo
                                                    nie jest to tani sposób na zdobycie auta – ocenia Michał Kubisa,
                                                    menedżer odpowiedzialny za najważniejszych klientów w General
                                                    Motors. – Może jednak mieć ekonomiczne uzasadnienie, jeśli
                                                    wynajmujący chce rozłożyć koszty na lata.
                                                    PARP podlega Ministerstwu Gospodarki. Zatrudnia 400 osób. Zajmuje
                                                    się przede wszystkim wdrażaniem funduszy unijnych dla
                                                    przedsiębiorców. Dysponuje ogromnymi środkami. W ubiegłym roku
                                                    wydała na projekty ok. 1,5 mld zł.
                                                    Agencja szuka aut o bardzo wysokim standardzie. Muszą być jednakowe,
                                                    nieużywane, rocznik 2008. Z oferty wynika, że mają mieć m.in.
                                                    czujniki deszczu, autoalarm z funkcją monitorowania wnętrza oraz
                                                    czujnikiem przechyłu, podgrzewane lusterka i tempomat, który ustawia
                                                    stałą prędkość. Samochody mają być w pełni skomputeryzowane.
                                                    Kryteria podane w zamówieniu przetargowym spełniają np. opel vectra,
                                                    saab 9-5 i audi A6.
                                                    Każdy kosztuje grubo ponad 100 tys. zł.
                                                    Koszt leasingu podnosi jeszcze najwyższej opcji ubezpieczenie aut:
                                                    AC i Assistance nie tylko w kraju, ale i za granicą (według stawek
                                                    PZU Assistance zagraniczne zwiększa cenę o ok. 200 zł od auta).
                                                    PARP chce sobie zagwarantować również ubezpieczenie od wypadku:
                                                    nawet jeśli spowodowałby go kierujący autem pracownik agencji,
                                                    wysokość wypłaconego przez ubezpieczyciela odszkodowania nie
                                                    ulegałaby zmianie. – Naszym zdaniem powinno to być zmienione – mówi
                                                    Michał Witkowski, rzecznik PZU. –Specyfikacja zawiera zapisy
                                                    odmienne od spotykanych np. w AC PZU.
                                                    Agencja ubezpiecza się też od braku benzyny. Leasingujący będzie
                                                    musiał zadbać, aby w przypadku awarii dowieźć ją w dowolne miejsce w
                                                    Polsce. – Wymagania zawarte w opisie przedmiotu zamówienia są zgodne
                                                    z naszymi potrzebami i nie odbiegają od standardów rynkowych –
                                                    zapewnia Monika Karwat-Bury, rzeczniczka PARP.
                                                    Agencja ma obecnie 13 aut. – Pięć z nich zostanie sprzedanych, gdy
                                                    tylko wybierzemy firmę leasingową – zapewnia rzeczniczka. Są to
                                                    głównie seaty toledo oraz dwa fordy mondeo, dwa volkswageny jetta,
                                                    opel astra, peugeot partner, skoda fabia i superb.
                                                    Po co PARP nowe luksusowe auta? – Samochody służbowe są używane
                                                    przede wszystkim przez pracowników, wyjeżdżających w delegacje, na
                                                    których monitorują dofinansowywane przez nas projekty – tłumaczy
                                                    Monika Karwat-Bury.
                                                    Poza tym auta z dużymi bagażnikami, np. Ford Mondeo, są
                                                    wykorzystywane do transportu poczty oraz przewożenia materiałów
                                                    promocyjnych i publikacji na konferencje, w których PARP bierze
                                                    udział.
                                                    W zamówieniu przetargowym agencja zagwarantowała sobie, że po trzech
                                                    latach będzie mogła wykupić trzy samochody.
                                                    Ile PARP zamierza wydać na leasing? – Kwotę możemy podać tuż przed
                                                    otwarciem ofert – zastrzega Karwat-Bury. W dokumentach przetargowych
                                                    agencja określiła górną granicę wartości trzyletniego leasingu na
                                                    133 tys. euro, czyli ponad pół miliona złotych.
                                                    Eksperci oceniają, że miesięczny leasing jednego auta na warunkach
                                                    określonych w specyfikacji może wynieść nawet 5 tys. zł (bez kosztów
                                                    benzyny).

                                          • Gość: 123456789101112131 Re: Cuda Tuska obśmiane w "Financial Times" IP: 80.51.199.* 05.12.08, 08:37
                                            Jaki Premier, takie cuda!
                                    • prodcor11 Re: List pożegnalny Wojciecha Sumlińskiego cd2 14.10.16, 21:04
                                      Panie Wojciechu. Późno wyjasnie Panu trochę co sie stało. Niech sobie przypomni Pan Banpol i kto za tym stał ? WSI i niejaki KS. Pan KS kupił firmę telekomunikacyjną Starnet Telekom. Firma ta przez długi czas swiadczyła i nadal swiadczy usługi telekomunikacyjne (rozmowy telefoniczne i internet ) głównie Prokuraturom Warszawskim oraz US (Mycielskiego) . Niechże Pan pomysli - dlaczego do BBN, Prokuratur Warszawskich, US sprzedają usługi taniej niz kupują ? Ci ludzie od lat zbierają/mają materiały (haki) na ludzi tam pracujących. To nie sa amatorzy. Maja dostęp do prywatnych rozmów , prywatnych maili , kont bankowych - rózne ciekawe sprawy z przeszłości mozna wywlec jesli bedzie sie chciało. Rózne tez sprawy mozna zamiesc pod dywan (np. samobójstwo J Sutora) Wyłudzając setki mln pln z WAT przy pomocy Bronka Ciamajdy maja srodki na wszystko co zechca zrobic
    • Gość: Obywatel Oszukany Re: Czekamy na cud gospodarczy Platformy Obywatel IP: 213.77.39.* 03.02.09, 13:31
      Cholera, nic nie mówili, że ten cud, to pod warunkami, które nie od
      nich zależą. Generalnie, nie wiem jak to się dzieje, ale prywatnie
      lepiej mi się żyje, jak w Polsce rządzą nawiedzeni (1997-2001 i 2005-
      2007). Jak tylko zaczynają rządzić wyedukowani, liberalni
      europejczycy, to zaraz zaczyna się kicha. Kurcze, PO przynosi
      Polakom pecha! Za Napoleona nie mieli by szans zostać generałami. On
      przed nominacją zawsze sprawdzał, czy klient ma szczęście?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka