Dodaj do ulubionych

Marzec 1968 wspomina Adam Kasprzyk

IP: *.gprs.plus.pl 08.03.08, 15:08
Minęło już 40 lat. To mało żeby zapomnieć ale i dużo by zrozumieć i
poznać.
Jak ten czas pamiętam?
W drugiej połowie lat 60-tych studiowałem w Krakowie. Średnią szkołę
skończyłem w Opolu. Po zaliczeniu pierwszych lat nauki miało się
więcej czasu dla siebie. A były to lata w których przy piwie
rozmawiało się na naprawdę poważne tematy. Spory filozoficzne,
ideologiczne to była normalność naszych dyskusji. Takim zastał mnie
Marzec 68 . W pierwszych dniach blokada informacji uniemożliwiała
zrozumienie, poznanie faktów. 13 nastąpiło brutalne, nieznanymi nam
dotychczas metodami, rozpędzenie zgromadzenia studentów UJ. Wtedy
zawrzało. Brałem udział w spotkaniach tzw. Komitetu Rewolucyjnego
Studentów. Najbardziej bolało nas to, że nie mówiono o nas, o ty co
się dzieje na uczelniach. Baliśmy się, że reszta Polski ma nas za
tych biernie przypatrujących się. Mówiono tylko o
Warszawie. „Telewizja i prasa kłamie” to najczęściej powtarzaliśmy.
Ale my też nie wiedzieliśmy nic o innych ośrodkach akademickich. Gdy
15 marca padła propozycja rozjechania się po kraju zgłosiłem się na
emisariusza, wybrałem swoje Opole.
Całą noc przygotowywano ulotki. Jedyną, możliwą wtedy metodą. Były
to zdjęcia ręcznie napisanego tekstu powiększone, odbite na papierze
fotograficznym w ciemni fotograficznej męskiego akademika. Treść
mówiła o tym, że Kraków walczy,
że brutalne represje milicji dotknęły również kadrę naukową UJ.
Rano, w sobotę 16 marca dostałem ich kilkadziesiąt. Pochowałem po
kieszeniach i w bagażu.
Pojechałem osobowym do Opola. Wciąż trzymam w swoim archiwum ten
bilet kolejowy. Między Katowicami a Gliwicami, w zatłoczonym pociągu
rozmawiałem ze studentami z Politechniki Gliwickiej. Przekazałem im
nieco ulotek. Byli bardzo zdenerwowani, pokazali mi dyskretnie dwóch
panów których podejrzewali o przynależność do SB.
Radzili uważać bo z Gliwic mogą oni zadzwonić do Opola, przekazać
mój rysopis.
Na wszelki wypadek wysiadłem w Groszowicach, okazją dotarłem na
Oleską i w południe byłem w akademiku ówczesnej WSJ. Szukałem
poleconych mi przez kolegów z Krakowa swoich znajomych studiujących
w Opolu. W środowisku opolskim coś się działo ale jeszcze nie było
strajków czy większych akcji. Większość odmówiła współpracy ale
pomału, od jednego do drugiego dotarłem do osób palących się do
działania. Umówiliśmy spotkanie na wieczór. Znany był mi już wtedy
przypadek próby uprowadzenia studentów w pobliżu WSP dlatego też
spotkanie odbyło się w pełnej konspiracji.
W pokoju, oświetlonym kilkoma świeczkami na łóżkach piętrowych
siedziało kilkanaście osób. Zapoznałem wszystkich z wydarzeniami w
Krakowie, przekazałem ulotki, wysłuchałem relacji innych.
Zastanawialiśmy się co robić. Decyzja była jedna, musimy pokazać ,
że solidaryzujemy się z innymi ośrodkami akademickimi, przekazać
Opolanom, że to nie tylko Warszawa, że chodzi o coś więcej.
A więc strajk. Koledzy z Opola zobowiązali się do niego doprowadzić
w poniedziałek.
Gdy wychodziłem ktoś przekazał mi informację, że w niedzielę o 12
chce się ze mną spotkać ktoś z kadry naukowej. O określonej godzinie
prowadzony przez nieznajomego przemierzam korytarze, sale głównego
budynku WSP. Pusto i cicho.
W końcu jest, rozmawiamy z godzinę. Od tej pory wiem, że zapał,
emocje w polityce nie dają dobrych rezultatów liczy się rozum,
wiedza, spryt i cierpliwość.
W poniedziałek idę na WSP. Strajk. Na korytarzach siedzą studenci,
dyskutują, śpiewają. Słyszę o aresztowaniach kilku chłopaków i
jednej dziewczyny. W niedzielę rozrzucali moje ulotki. W Trybunie
ukazuje się artykuł o kłamliwych informacjach rozpowszechnianych w
Opolu, mówiących jakoby milicjanci w czasie akcji w UJ pobili
również profesorów. Oczywiście jest i przytoczona telefoniczna
rozmowa TO z rektorem UJ.
Nic się nie stało, wszystko jest fajnie, ktoś was próbuje okłamać.
Uważałem swoje zadanie za spełnione.
Wtorek, wszystko wraca pozornie do dotychczasowego porządku
dziennego.
To koniec ale też i początek.
Pozdrawiam bezimiennych organizatorów strajku. Niektórzy z Was
ponieśli ofiary, mam dla Was duży szacunek.
Pozdrawiam też ( choć pewno w większości tego już wiedzieć nie
będą ) pracowników SB którzy wykonali olbrzymią pracę czytając
tysiące listów krążących między dwoma miastami by w końcu po
znalezieniu kilku podpadających zdań przyjechać po mnie szarą
warszawą z zaproszeniem na rozmowę.
Nie poniosłem konsekwencji choć zainteresowanie moją osobą trwało
jeszcze długo. Dlaczego? Może takiego marca 68 w Opolu nie było w
scenariuszu i lepiej było zamknąć sprawę bo już niektórzy wzięli za
niego nagrody.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka