Forum Kobieta Moda
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Wy tak wszystkie macie same oryginały?!

      • nessie-jp Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 15.05.07, 16:01
        Ja np. mam same oryginały :) A że nie noszę Diora, Gucciego ani Fendi, więc nie
        wydaję na te oryginały wielkich pieniędzy.

        Nie widzę sensu kupowania podróbek głównie dlatego, że te rzeczy nie są warte
        swojej ceny. Jak ktoś kupuje oryginał, to przynajmniej pławi się w poczuciu
        'oryginalności' za wielkie pieniądze. Ale jaką satysfakcję daje podróbka?
        Przecież płacisz za nią dużo więcej, niż jest warte jej wykonanie i materiały -
        a jednocześnie nie dostajesz nic w zamian.

        To tak, jakbyś kupiła Land Rovera z karoserią z tektury i silnikiem trabanta -
        tylko po to, żeby to był Rover.... :(
      • monika2022 dobra już,dobra,koniec wątku:) 15.05.07, 16:33
      • monika2022 peace ! peace! :))))))))))))))) 15.05.07, 16:34
      • hazel_dobkins Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 15.05.07, 17:51
        Nie noszę żadnych podróbek.
        Nie używam żadnych podróbek.
        Nie jestem zdolna wydać kilka tysiecy na torbę - nie stać na torbę Chole czy
        Miu Miu to jej nie kupię.
        Gardzę podróbami wszelkiego typu : ubrania, dodatki, perfumy, płyty..
        • yavanna86 Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 15.05.07, 18:19
          mamy same oryginały.oryginalny diverse,tammaris,grey wolf,H&M...zadowolona?
          ani z "wyższych półek",ani podróbek znanych marek nie kupuję.
          • martina_wawa Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 15.05.07, 19:32
            Kupuję to,na co mnie stać.
            Jeżeli mogę sobie pozwolić na coś za tysiąc złotych-kupuję.
            Jeżeli nie,idę do Zary czy innej sieciówki.
            Najczęściej jednak markowe rzeczy dostaję od mamy-bo mnie przeważnie na nie nie
            stać:)
            Dawno temu,mogłam sobie pozwolić na torebkę Gucci za kwotę większą niż zarabiają
            niektórzy ludzie.
            Czasem widuję równie fajną torebkę ale nie kupuję,bo nie stać mnie na to.
            Oglądam sobie na zdjęciach wtedy i kalkuluję,kiedy będę mogła sobie na nią pozwolić.
            I chociaż jest mozliwość kupienia podróbki za 200zł chociażby na Allegro-to nie
            kupię.

            Nie przyczepię do malucha znaczka Ferrari.
            Maluch zawsze będzie maluchem,nawet ze znaczkiem.
            • annie_laurie_starr Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 15.05.07, 19:58
              Jestem posiadaczka jednej podrobki - nabycie jej wspominam z lezka w oku, bo
              wieaz sie to akurat z bardzo milym epizodem.

              Generalnie nie kupuje podrobek bo magia logo i marek na mnie nie dziala. Moge
              laczyc cos bardzo taniego z czyms drozszym i styl mam taki jaki mam. Markowe
              rzeczy tez posiadam, ale nie mam do nich jakiegos nabozenstwa.

              Nie uwazam robienia i kupowania podrobek za kradziez, bo w wielu przypadkach
              jest to promcja marki. Nie wiem czy pamietacie jak Tommy Hilfiger kiedys
              kontrowersyjnie stwierdzil, ze jego to nawet ciesza podrobi czy nawet kradzieze
              ze sklepow, bo co ulica nosi to staje sie modne i przynosi pieniadze. I Tommy
              konsekwentnie robi ciuch dla ulicy i lepsze dla bardziej dzianych ludzi. Podnie
              Calvin Klein i Donna Karan.

              Gadki o kradziezy przez robienie podrobek smiesza zwlaszcza dlatego, ze wiele z
              tych bardzo drogich firm nie waha sie przed wykorzystaniem jak najtanszej sily
              roboczej. A co do Billa Gates - to nie zbiednieje on od paru kopii Windowsa.
              Poza tym jest zaangazowany w promocje GMO w Afryce i moim zdaniem jest to cios
              ponizej pasa.
              • sankanda Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 15.05.07, 20:27
                ...no tak, tylko widzisz, Tommy Hilfiger ma sie tak do Gucci jak trabant do
                mercedesa :)
                przeciez Hilfiger to ciuchy masowe...
              • nessie-jp Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 15.05.07, 20:29
                > Gadki o kradziezy przez robienie podrobek smiesza zwlaszcza dlatego, ze wiele z
                > tych bardzo drogich firm nie waha sie przed wykorzystaniem jak najtanszej sily

                Ale zaraz, tu chyba nie o to chodzi! Przecież sprzedawanie podróbek to okradanie
                klientów, naciąganie ich na badziewiastą rzecz przez ewidentne oszustwo. Nie
                mówię tu o rzeczach 'inspirowanych' marką, tylko podszywających się pod
                oryginał. Oczywiście można grzmieć, że tylko naiwniak kupuje markowe torebki na
                Allegro za całe 500 zł - ale fakt pozostaje faktem, jest to kradzież.

                Korzystając z analogii Windows - jeśli ktoś ci sprzeda piracką kopię za cenę
                oryginału, to okradnie CIEBIE. Gatesowi to akurat wisi, i tak cię pozwie o
                używanie pirackiej wersji :(
                • dakota77 Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 15.05.07, 20:36
                  Co ma przyklad Hilfigera do podrobek? Wilu projektantow ma tansze linie, ale gdzie tu zacheta dla nas, bysmy kupowali podrobki?
                  • sankanda Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 15.05.07, 20:37
                    wystarczy, ze kupujemy masowe hilfigery... osobiscie uwielbiam :)
                    • annie_laurie_starr Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 15.05.07, 21:10
                      Generlanie wciskanie klientowi ciemnoty, ze podrobka jest oryginalem jest
                      oszustwem, a nie kradzieza. Kradziez jest wtedy jak sie komus zabierze wbrew woli.

                      Analogia z Hilfingerem jest jak najbardziej na miejscu, bo mimo, ze jego
                      oryginaly nie sa drogie to podrobki byly bajecznie tanie. Byly tez parodie typu
                      Tommy Can't Figure, ale to chyba tylko najstarsze goralki pamietaja.

                      Troche mi brakuje logiki w Waszym mysleniu, bo z jednej stony mowicie, ze towar
                      tyle jest wart ile ktos za niego zapalci, a jak tym towarem jest podrobka to juz
                      inne reguly stosujecie. Nie to zeby bronic podrobek, ale prawa kapitalizmu nie
                      dotycza tylko rzeczy markowych.
                      • nessie-jp Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 15.05.07, 22:05
                        > Troche mi brakuje logiki w Waszym mysleniu, bo z jednej stony mowicie, ze towar
                        > tyle jest wart ile ktos za niego zapalci, a jak tym towarem jest podrobka to ju
                        > z
                        > inne reguly stosujecie.

                        Ależ nie! To trochę jak z masłem i masmiksem. Oczywiście masło jest warte tyle,
                        ile za nie zapłacisz. Ale jeśli ktoś oszuka cię, że kupujesz masło, zdecydujesz
                        się zapłacić za nie jak za masło, a dostaniesz uwodorniony olej palmowy, no to
                        jest to ewidentne oszustwo. Bo decydując się zapłacić, ty podejmujesz decyzję z
                        myślą o konkretnym towarze. O to chodzi w zdaniu, że rzecz jest warta tyle, ile
                        ktoś za nią chce zapłacić.

                        Przecież wyprodukowanie torebki LV nie kosztuje tyle, ile sama torebka. Klientki
                        płacą dużo, bo płacą za markę, za 100% LV. Jeśli ktoś im sprzeda podrobione
                        torebki, to je okradnie: dostaną tylko samą skórę i nadruk, bez żadnej
                        zawartości Vuittona :)

                        Dodam jeszcze, że jest mi wszystko jedno, co kto nosi i czy to są oryginały,
                        podróbki nabyte z naiwności czy podróbki nabyte z całą świadomością...
          • lady Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 15.05.07, 19:53
            Jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby poważnie traktować możliwość zakupu
            podróbki... Jeśli na metce oryginału jest za wysoka dla mnie cena, to wiem, że
            nie będę tej rzeczy miała. Po prostu.
            O ile ciuchy noszę ze średniej półki, to kosmetyków używam wyłącznie
            selektywnych, chyba nie mam w tej chwili niczego w dwucyfrowej cenie. Takie
            lubię, takie kupuję i używam takich właśnie, a nie innych.

            Chyba starej daty jestem.
            • sabriel Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 15.05.07, 20:25
              Ja sie ubieram w zasadzie w znanych sieciówkach, tak więc można powiedzieć, że
              kupuje oryginały.Na ciuchy typu Versace,D&G mnie nie stać, zresztą widoczne logo
              działa na mnie skutecznie odstraszająco.Kojarzy mi sie ze snobizmem.
              Kosmetyki kupuje w drogeriach,sklepach typu Superpharm,Rossman,Sephora,Douglas,
              a nie ze stolika na bazarze.
              • sankanda Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 15.05.07, 21:04
                nigdy niczego nie kupilam u Versace, nawet okularow slonecznych... dla mnie to
                to jest totalne, nowobogackie bezguscie. Ale u D&G mozna sie fajnie ubrac i
                nawet popelnilam kostium (na soldach -30%) z dzinsu i sliwkowego tweedu.
                Piekny,super skrojony, do noszenia na codzien. Logo nie widac, tylko jest na
                guzikach, ale trzeba sie naprawde przyjrzec. Tez nie cierpie ostentacyjnych
                napisow - lubie dyskretny szyk.
      • panna_sierpniowa Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 15.05.07, 21:04
        ja przewaznie nie nosze oryginalow... a to wszystko dlatego, ze nie mam na nie
        kasy, a wole miec duzo ciuszkow w szafie niz tylko kilka sztuk ;)
        Uwielbiam ubrania i nie wyobrazam sobie posiadania tylko kilku sztuk
        oryginalnych rzeczy!
        • sankanda Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 15.05.07, 21:06
          a ja z kolei nie cierpie jak moja szafa zaczyna pekac w szwach od rzeczy, z
          ktorych przeszlo polowy nie nosze... od czasu do czasu robie czystke - i dalej
          w tango !
      • disa TAAAK 15.05.07, 22:48
        Nie mam ANI JEDNEJ rzeczy ktora udaje inna drozsza......... :D
        Co nie znaczy, ze wszystkie moje rzeczy sa za kilka tys ;]
        po prostu sa slepy gdzie ubrania sa sliczne, tanie i nie sa IMITACJA/PODROBAMI innych DROGICH.......


        Jak dla mnie to MEGA wies nosic np podrabiane LV czy Versacze.... nie stac mnie to kupuje inne ladne tansze rzeczy...
        a nie "LANSUJE" sie z podrabiana rzecza i czuje sie PRAWIE drogo ;]

        TAK TAK WROCILAM :D
        • martina_wawa Re: TAAAK 16.05.07, 22:01
          Disa,a co powiesz na wysyp jeansów z cyrkoniami na pupie D&G?
          Albo bawełniane t-shirty z cyrkoniowym CHANEL?
          :D
          • disa Re: TAAAK 17.05.07, 03:37
            martina
            hmmm wsrod moich znajomych BRAK :D

            dlatego JA nosze spodnie ZARA buahahahhahahaahaaaaaaaaaaa

            i dlatego ja jak juz ide do HB, cnc, LiuJo bo najmniej podrob :D
            • martina_wawa Re: TAAAK 17.05.07, 13:47
              Kochana,za to na moim osiedlu istny pokaz mody:)
              Dziewczyna w adidasach,jeansach z pierdółkami,kurtce i w ręku torebka w napisy DIOR.
              Inna,LV na ramieniu i t shirt w cyrkonie CHANEL-od chłopaka,który sprowadza
              podróbki z Turcji.
              Zaopatruje KDT i *butiki* od Stadioniego.
              I są to osoby(ich jest więcej) ,które nie kupują w *normalnych* sklepach typu
              Esprit,Zara i inne Mango,tylko specjalnie czekają aż kolega wróci z Turcji i
              rzucają się jak sępy na wory z ubraniami.

              • disa he he ;] 17.05.07, 16:51
                Niezle!! tak sobie mysle... i boje sie, ze te FAJNE UBRANIA Z TURCJI wcale nie sa tansze od zary ;]

                Ja mieszkam na osiedlu EMERYTOW wiec u mnie nie ma lansu i blysku :D chyba, ze akurat slonce odbie sie od czyjegos zlotego zeba :D

                ale fakt faktem, ze kilka starszych Pan biega z dorami :D
                • martina_wawa Re: he he ;] 17.05.07, 17:06
                  hehehehehe
                  Wiesz,już są produkowane naklejki na paznokcie z logo Chanel lub Dior więc może
                  gdybyś się przyjrzała to być może taki ząbek ma właśnie dziurke w kształcie dwóch C?
                  Czasem starsi ludzie też chcą być modni.
                  Np na 1 listopada w Swieto zmarłych widzialam kilka pań z takimi samymi torbami
                  Escada.
                  Wszystkie torby takie same-przypuszczam ze u Stadioniego wtedy byla dostawa tych
                  toreb.
                  Emerycie też chcą błyszczeć:D
                  • disa Re: he he ;] 17.05.07, 21:14
                    wiesz ja chyba zbyt zajeta soba jestem zeby zwracac uwage na tandeciary...
                    kiedys wychodzilam z zalozenia jak ktos ma cos markowego to ma oryginalne.. teraz mnie smieszy to........
                    osobiscie lansuje sie z torebkami no name -skorzane, zazwyczaj recznie robione kupowane po 12euro
                    Niedawno kupilam sobie za niecale 40 euro 2 piekne, skorzane, brazowe torebki
                    Jedna taka na codzien 2 bardziej podrozna-weekendowa ;]
                    szczezre to nawet jak bym dostala (w zyciu bym sobie sama nie kupila) jakiegos diora, vesace czy lv to bym oddala bez zalu Siostrze...
                    bo bym czula dyskomfort psychiczny, ze bede KOLEJNA laska z TYMI torbusiami -bo pewnie wiekszosc by i tak uwazala, ze to stadion czy kdt.......
                    dlatego stawiam na rzeczy nie firmowe ;] albo te skromniejsze firmy ;]
                    w zupelnosci mi wystarcza ;]
                    • katinkova Re: he he ;] 21.07.07, 03:44
                      gdzie można kupić skórzane torebki za 12 euro? :P
          • hotally Re: TAAAK 17.05.07, 18:55
            Wczoraj przed Moim bankomatem stały takie dolcze&gabany i chciałam im zrobić
            zdjęcie, ale były DUŻE i sie bałam :D
      • big2.munich Tak! 17.05.07, 10:27
        Nie kupuje podrobek.. Albo oryginal znanej marki, albo - no-name...
      • glamourous Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 17.05.07, 18:04
        Nie stac na Vuittona czy Chloe za kilka tysiecy (albo moze raczej nie chodzi o
        to ze nie stac, tylko po prostu uwazam to gruba przesade i wyrzucanie pieniedzy
        w bloto) wiec kupuje dodatki innych znanych i dobrych marek - takich, na ktore
        mnie STAC.

        Uwazam ze to zalosne miesiacami ciulac na torebke za 7 tysiecy zlotych czy robic
        sobie debet na koncie, a potem szpanowac i udawac ze sie jest corka panstwa
        Kulczykow ;-) Czy nie lepiej kupic sobie zamiast koszmarnie drogiego Vuittona
        sliczna, oryginalna torebke np. od Furli, ktora kosztuje ok. 1000 PLN? Ich
        kolekcja jest piekna, szykowna, z klasa i moim zdaniem o wiele ladniejsza od
        oklepanych vuittonek...

        Ja na przyklad w swojej kolekcji torebek mam Longchamp, Furle, Sequoie oraz
        Lamarthe. Sa piekne, skorzane i zadna z nich nie kosztowala mnie wiecej niz 300
        euro.

        Bo nie oszukujmy sie, noszenie ciuchow i dodatkow za kilka tysiecy to cos w
        rodzaju znaku rozpoznawczego statusu majatkowego pewnej grupy spolecznej. Jesli
        ktos zarabia krocie, to prosze bardzo, dla niego kupna koszmarnie drogiej
        torebki to nie obciazajaca portfela oczywistosc. Ale nie ma powodu, zeby
        studentka pracujaca w McDonaldzie na sile starala sie wmowic ludziom ze ja
        naturalnie stac na tak drogie rzeczy, ciulajac miesiacami na to zeby potem
        obnosc sie z takim "skarbem" na ramieniu. Wyglada to nienaturalnie i smiesznie.
        Jeszcze gorzej wyglada noszenie podrobki - to juz totalnie zalosne. Takie
        zachowanie to wlasnie snobizmw czystej postaci.

        Bo i co z tego ze w reku Vuitton, Chloe czy Hermes (podrabiany czy prawdziwy)
        skoro na nogach taniutkie buty z KDT, a ciuchy z Orsaya... PO CO narazac sie na
        smiesznosc...?
        • k1k2 trafilas w sedno 17.05.07, 18:11
        • sankanda Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 17.05.07, 18:19
          o co draka ? ;) ceny torebek u Vuittona zaczynaja sie od 150 €... kazdy moze
          sobie na podstawowa malenka torebke pozwolic...
          Ale zgadzam sie, ze longchamp za trzy stowki jest o niebo ! (:) od Vuittona. Bo
          i skore juz masz za te cene... i to bardzo dobra skore. Furla ma sliczne
          torebki, natomiast Lamarthe kojarzy mi sie juz inaczej. Nie kupuje tam.

          PS. "Stadioni" jest boski :)))
          • k1k2 Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 17.05.07, 19:57
            > o co draka ? ;) ceny torebek u Vuittona zaczynaja sie od 150 €... kazdy
            > moze sobie na podstawowa malenka torebke pozwolic...

            no chyba jednak nie kazdy

            poza tym wydaje mi sie ze wiele kobiet wygladaloby korzystniej gdyby majac 150€
            wydalo je na porzadne buty, albo dobra odzywke i inn. kosmetyki pielegnacyjne,
            albo paromiesieczny karnet na basen czy klub fitness. takie torebki moga dobrze
            wygladac jedynie na kobiecie po ktorej widac ze zainwestowala juz w podstawowe
            sprawy.
            • sankanda Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 17.05.07, 20:24
              no, trudno sie z tym nie zgodzic...
            • martina_wawa Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 17.05.07, 20:26
              Furla ma rzeczywiście piękne torebki ale ja marzę o Pola la.:)

              Ally,duże osoby noszące D&G czy może duży znaczek?
              Niech zgadne-na tylnich kieszeniach spodni?
              :D
              • nessie-jp Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 18.05.07, 00:51
                > Niech zgadne-na tylnich kieszeniach spodni?
                > :D

                Zadnich albo tylnych, ale nie oba te słowa na raz! :D
                • martina_wawa Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 18.05.07, 01:54
                  Ja piernicze,fakt:D
                  heheh
          • glamourous Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 17.05.07, 21:24
            sankanda napisała:

            > o co draka ? ;) ceny torebek u Vuittona zaczynaja sie od 150 €... kazdy m
            > oze
            > sobie na podstawowa malenka torebke pozwolic...

            Tylko ze nie kazdemu sie podoba ten nachalny wzorek.

            Ja na przyklad nie cierpie vuittonow, sa dla mnie nieladne, ostentacyjne,
            pretensjonalne i noszone przez cale tabuny japonskich turystek w Paryzu.
            A poza tym za duzo juz jest ich podrobek zeby te torebki kojarzyly sie z klasa i
            szykiem. Noszac torebke nie chcialabym, zeby ludzie zastanawiali sie czy to
            podrobka czy oryginal. Wole cos, co wiadomo ze podrobka nie jest.

            Z Lamarthe akurat mam model New York Soho, uwazam ze jest swietna i pasuje do
            stylu mlodej dziewczyny.

            Z torebek mam jeszcze Gianfranco Ferre oraz Versace, nie wymienilam ich, bo to
            prezenty i nie kupilam ich sama. Zreszta to modele sprzed kilku lat i juz ich
            nie nosze.
      • beesok A mnie dziwi Twoje pytanie i..... 17.05.07, 23:27
        ..przepraszam...naiwnosc...
        Po cholere wydaje na marke? Poniewaz mnie stac i mam ochote! Nie stac mnie na WSZYSTKO i osobiscie
        nie wydaje kazdego grosza na ciuchy i nie kupuje ciuchow dla "marki" ale denerwuja mnie reakcje tego
        typu: no jak moglas tyle wydac na buty/torebke/bluzke/sukienke (niepotrzebne skreslic)....moja kasa,
        moja sprawa :)

        >naprawdę jesteście zdolne wydać na ciuch czy dodatek kilka stów lub (co
        > gorsza) tysiące?
        Naprawde trudno Ci wyobrazic, ze sa ludzie, ktorzy zarabiajaja (i nie mowie to o gangsterskich
        machlojach) kilkanaszcie lub ("co gorsza"!!!!!) kilkadziesiat tysiecy miesiecznie i wydatek rzedu kilka
        tysiecy euro to dla nich nic??!!!!!

        Co do podrobek - nie, nie nosze i nie kupuje. I owszem krytykuje i producentow i tych co kupuja
        podroby: jest to kradziez, falszerstwo i objaw kompletnego braku klasy!!

        • sankanda Re: A mnie dziwi Twoje pytanie i..... 18.05.07, 09:07
          a
          • sankanda Re: A mnie dziwi Twoje pytanie i..... 18.05.07, 09:14
            a mnie troche dziwi "strach" przed kupieniem marki, bo ludzie moga pomyslec, ze
            podroba...
            ale to jest chyba odbiciem polskiej codziennej normalki i powstalej na tym tle
            mentalnosci, ktora w sumie mozna zrozumiec, ale...
          • miska_malcova Re: A ja... 18.05.07, 09:36
            nie kupuję podróbek. Markę LV czy D&G skutecznie obrzydziły mi właśnie
            podróbki, a Escadę moja ciocia z hameryki :-)))
            Kupuję to, na co mnie stać, ale po podróbki nie sięgnę.
            Czasem coś mam z H&M, czasem z Solara...
            Jeśli cos podoba mi się w drogich sklepach, to staram się polować na przeceny
            (czasem się udaje). Tak kupiłam piękną bluzkę Valentino :)
      • kundziorek1 Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 20.07.07, 11:42
        Jak nie bylo mnie stac na oryginaly to nie kupowalam podrobek. Zawsze mi sie
        wydawalo, ze to widac z daleka ze podrobka i wstyd.
        Teraz stac mnie na wiele markowych rzeczy z najwyzszej polki. Jak cos mi sie
        bardzo podoba to kupuje, ale kupuje tez tansze rzeczy. Wazne, zeby mi sie
        podobaly i byly wyjatkowe, dlatego zazwyczaj kupuje za granica.
      • katinkova Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 20.07.07, 13:18
        Ja mam same oryginały :)
        Mimo że również, podobnie jak ty, nie widzę sensu wydawania kupy kasy na drogie
        markowe przedmioty, ani mnie na nie nie stać :P
        Dlatego kupuję po prostu tańsze marki.

        Wolę perfumy Esprit ze sklepu niż Chanel z bazaru.

        Noszenie podróbek jest w kiepskim guście.
        W życiu nie kupiłam żadnej i nie kupię.
        Jeśli będzie mi się podobać coś, na co mnie nie stać, poszukam czegoś tańszego w
        podobnym klimacie.
        • yavanna86 Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 20.07.07, 16:52
          Mam same oryginały w sensie braku podróbek.
          Nie mam nic praktycznie marek luksusowych.
          Czyli tak jak przedmówczyni;)
          • awioletta Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 20.07.07, 17:39
            nie kupuję podróbek, nie muszę udawać kogoś kim nie jestem i pokazywać co to nie ja i na co to mnie nie stać. ponadto dochodzą względy natury etycznej i moim zadniem podróbki są zwyczajnie brzydkie. nie wydaję na jeden ciuch nie wiadomo ile, zaopatrzam się w ubrania w sieciówkach i nie narzekam jak na razie, może po studiach będzie mnie stać na ciuchy z wyższej półki, na razie mnie zwyczajnie na to nie stać i nie zamierzam udawać, że jest inaczej kupując podróbkę Diora czy Prady
            • napolnoc Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 20.07.07, 23:32
              nie mam podrobek
              same oryginaly
              a nawet kilka markowych ;P
      • magdaksp Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 21.07.07, 00:10
        jestem przecwiko podróbkom,sciaganiu filmow i muzyki z sieci itd.nie kupuje
        diora ani lv bo po pierwsze mnie nie stac ale nie mam ztym problemu.ubieram sie
        w ciucholandach i sieciowkach i nie cieprie ztego powodu ze nie stac mnie na
        chanel.wole kupic 10 torebek w sh,sieciowkach itd niz jedna lv
      • r.richelieu a co z mp3? 21.07.07, 00:51
        właściciele stron, na których można kupić jedną mp3 za 5 zł, muszą być
        potwornie bogaci. Rynek odtwarzaczy mp3 po władowaniu ich do przeciętnego
        telefonu, jest już tak wielki, że sprzedaż muzyki w tym formacie musi przynosić
        dużo większe zyski niż sprzedaż CD, koncerty i gadżety razem wzięte. Tylko
        dlaczego nie przynosi?
        • carnivore69 Re: a co z mp3? 21.07.07, 01:17
          Sa bogaci ;-) Sam Apple generuje okolo miliarda dolarow przychodu rocznie ze
          sprzedazy plikow do iTunes. A sprzedaz muzyki na nosnikach (mp3/CD) nie bedzie
          przynosic wiekszych przychodow niz gadzety i koncerty z tej przyczyny, ze
          kompletne dyskografie wiekszosci zespolow mozna kupic za kilkadziesiat
          euro/dolarow/funtow, czyli nierzadko mniej niz bilet na pojedynczy koncert.

          Pzdr.
          • r.richelieu Re: a co z mp3? 21.07.07, 19:22
            Masz ci los, nie pomądrzę się na forum moda przez Ciebie ;)

            Więcej ludzi kupuje płyty niż chodzi na koncerty. Więcej ludzi słucha muzyki
            przez mp3 niż przez cd. Ilu z nich kupuje mp3? Chodzi o fakt mp3 jako formatu
            powszechnie, nielegalnie ściąganego stąd i z owąd, w niewielu przypadkach
            zamienianych z formatów audio czy cd. W kontekście sporu o podróbki ubrań i
            galanterii proceder powszechnej kradzieży mp3 i nienazywania jego kradzieżą,
            jest hipokryzją.

            Też miło Cię widzieć G. ;)
            • carnivore69 Re: a co z mp3? 22.07.07, 00:33
              Spoko, wpisuje sie wylacznie dlatego, ze wiem, iz w polemice zablysniesz
              bardziej niz w pojedynczym wpisie ;)

              Co do samego kupowania plyt/chodzenia na koncerty itp - sam sie ostatnio
              zdziwilem czytajac, ze obecnie dwa razy tyle pieniedzy trafia do kieszeni
              muzykow z koncertow/gadzetow co z plyt/mp3. Niewatpliwie ma to rowniez zwiazek
              ze wspomniana przez Ciebie zerowa cena substytutu, czyli nielegalnej empetrojki.

              (Do ew. poczytania o w/w i innych ciekawostkach z rynku muzycznego pod
              www.economist.com/business/displaystory.cfm?story_id=9443082 )

              Ad meritum - nie uwazam, ze w kazdej sytuacji sciaganie owych nielegalnych
              plikow (jak rowniez kupowanie podrobek/uzywanie pirackich programow
              komputerowych itp) jest rzecza naganna (takowa niewatpliwie jest kradziez). W
              spoleczenstwach "na dorobku" (a takim jest nasze) poszanowanie, zwlaszcza
              importowanej, wlasnosci intelektualnej moze obnizyc "dobrobyt spoleczny",
              zamiast go zwiekszyc (do czego de facto powinno prowadzic przestrzeganie przez
              obywateli obowiazujacych praw). Czesto piracki autocad czy matlab dla studenta,
              kolekcja nielegalnych empetrojek dla nastolatka z Goldapi, czy tez bluzka z
              nielicencjonowanego sweatshopu z logo D&G dla jego siostry stanowia jedyna
              mozliwosc obcowania ze wspolczesna cywilizacja - w dziedzinie nauki/techniki,
              popkultury czy tez mody.

              Za komuny bylo identycznie - calel rzesze nosily podrobki levisow, sluchaly
              pirackich kaset, a producenci wytwarzali imitacje wyrobow zachodnich. I nikt nie
              uznawal tych czynnosci za w jakikolwiek sposob naganne. Prawo o ochronie
              wlasnosci intelektualnej sie zmienilo, lecz sytuacja ekonomiczna wielu ludzi -
              nie (albo na gorsze). Wiec moim zdaniem - sama tylko zmiana prawa (bez
              towarzyszacych jej zmian ekonomicznych) nie czyni z dnia na dzien tych czynnosci
              nagannymi.

              Co dalej? Osoby, ktorym udaje sie stac uczestnikami rozwinietej gospodarki
              rynkowej (przez np. wyjazd z owej Goldapi, ukonczenie studiow, otrzymanie dobrze
              platnej pracy) z czasem przestawia sie na korzystanie z dobr "legalnych" -
              najczesciej z czystej wygody (nie ma sensu sciagac plikow z niewiadomych zrodel
              z internetu, gdy mozna kupic plyte) lub wyzszej ich jakosci. Dzieki temu, ze
              wczesniej osoby te korzystaly z dobr nielegalnych i dzieki temu sa "na czasie"
              (czyli znaja wiecej np. muzyki/maja wiekszy dochod) - prawdopodobnie wydaja
              teraz wiecej na dobra legalne niz wydawaliby gdyby z nielegalnymi nigdy nie
              mieli stycznosci. Grupa osob, ktore uczestnikami gospodarki rynkowej z roznych
              przyczyn sie nie staly dalej korzysta z dobr nielegalnych, nie uszczuplajac
              przychodow koncernow (na legalne dobra jej nie stac), przez co ma namiastke
              "zycia w wielkim swiecie".

              Swoja droga, istnienie szarej strefy rynku muzycznego/software'u itp w obecnym
              rozmiarze moze byc optymalnym stanem rownowagi i niewykluczone, ze nikomu nie
              zalezy na zmianie owego stanu.

              OK, to tyle tytulem szybkiego glosu w dyskusji ;)

              Pzdr.
              • r.richelieu Re: a co z mp3? 22.07.07, 21:53
                Aha, zwłaszcza w polemice z ekonomistą mającym o ekonomii pojęcia więcej w
                małym palcu niż ja w całych 45 kg mięsa z kością. ;)


                Czyli kontakt z Dodą lub chodzenie w spodniach Versace ubogaca?

                Wydaje mi się to bardziej próbą powiększania samooceny poprzez korzystanie z
                tych samych dóbr, z których korzystają podziwiani znajomi. Chodzenie w Levisach
                20 lat temu miało tak samo podnosić nasz kompleks bycia nie po ten stronie
                kurtyny. Pewex czy ciotka w Ameryce dawali możliwość posmakowania
                niedostępnego, tym bardziej pożądanego im trudniej dostępnego. Że Levisy to
                świetne portki to jedno, ale wtedy chodziło raz, że nikt ich nie miał, dwa, że
                paradowało się po mieście w symbolu Zachodu, za który można było pałą od
                nadgorliwca oberwać.

                Nielegalne programy tkwią mi ością w gardle ;) Bo zgadzam się co do joty z
                Tobą. Zresztą pisała wyżej o tym panistrusia. Ciekawe na czym jadą informatycy
                z Chin i Indii mając wyniki najlepsze na świecie. Taki mały Mahatma biegający
                codziennie z wynajętą rikszą po 10 latach wypracuje sobie 500$ czystego zysku,
                który może przeznaczyć na nowiutki program. Jeszcze tylko 2 życia i starczy na
                komputer.

                Możliwość zaistnienia w kulturze masowej nie wiąże się z posiadaniem dóbr
                luksusowych niezależnie od regionu. Jak sama nazwa wskazuje "masowy" jest dla
                statystycznego Kowalskiego, "luksusowy" dla wybranych. Nie chodzi tu więc o
                chęć poznania (więc nauczenia się programów) i bycia lepszym, ale o chęć
                pozornego bycia lepszym drogą na skróty. Kupię se torebkę TegotoaTego
                (podróbkę, nikt nie zauważy) więc jestem lepszy. Z oryginałami TegotoaTego
                kupowanymi tylko i wyłącznie dla marki, a nie dla jakości wykonania, designu,
                materiału etc., nie jest wcale lepiej, bo służą do potwierdzania własnej
                wysokiej stopy życiowej, co jest typowe dla nowobogackich. Dopiero nasycenie
                gadżetami daje właściwy dystans do marki i włączenie rozumu w wyborze produktu
                tak, żeby stał się normalnym zakupem, który trzeba rozważyć i porównać z
                konkurencją. Często pada twierdzenie jakoby marka gwarantowała jakość i zwykle
                tak jest. Jednak lwią część wyznaczników jakości się pomija, bo jest się zbyt
                dużym laikiem na to by zrozumieć co producent miał na myśli i wierzy mu się na
                słowo, że produkt jest najlepszy. Produkt zresztą może i być najlepszy wg tych
                wskaźników, których nie jesteśmy świadomi, ale różnica pomiędzy nim a produktem
                konkurencji o znacznie niższej cenie, jest minimalna. Brak wiedzy nt faktów i
                ufność w suche zapewnienie, że jesteśmy Dior to jesteśmy debest, powoduje
                przepłacanie kilkuset % za różnicę między produktem konkurencji.

                • carnivore69 Re: a co z mp3? 23.07.07, 00:52
                  Ekonomia - ekonomia, lecz teraz wyprowadzilas mnie w takie rewiry, ze nie wiem
                  czy rownowartosc jednego i dwoch trzecich worka cementu pomoze ;) (swoja droga -
                  linie trzymasz zdecydowanie lepiej niz poeci z Ewki).

                  Niemniej sprobuje temat nieco uporzadkowac (po swojemu) - dyskusja sprowadza sie
                  do kilku bardziej podstawowych kwestii. Po pierwsze - czy uzywanie podrobek jest
                  legalne/akceptowalne moralnie etc. Po drugie - czy owe podrobki w Goldapi
                  spelniaja podobna funkcje co marki luksusowe w np. Warszawie. I po trzecie -
                  jaki jest sens kupowania owych luksusowych marek.

                  Co do pierwszego - oprogramowanie mamy z glowy. Specjalnie tez nie
                  oprotestowalas mojego przyzwolenia na kopiowanie plikow/noszenie loga Versace w
                  miejscach gdzie gospodarka rynkowa z prawdziwego zdarzenia jeszcze nie dotarla.
                  Wiec z glowy rowniez.

                  Co do drugiego i trzeciego - wszystko sprowadza sie do wlasnie proby poprawy
                  samooceny (tudziez domniemanego wizerunku w oczach innych). Dopoki jednak odbywa
                  sie to z przestrzeganiem jakichs tam norm spolecznych (ktore to zalozenie w
                  punkcie pierwszym przemycilem), uwazam, ze problemu nie ma. (Wniosek z tej
                  czesci wywodu - kupowanie podrobek/sciaganie nielegalnych plikow jest ok w
                  sytuacji, gdy de facto zadnej alternatywy nie ma, wiec w takich przypadkach
                  procederow owych nie ma co krytykowac.)

                  Wracajac do punktu drugiego (mniej ciekawego) - zakladam, ze odpowiedz brzmi
                  tak. Czyli - noszenie podrabianej koszulki marki X w miescie Y jest mechanizmem
                  lansu/poprawy samopoczucia ekwiwalentnym do noszenia koszulki marki X w miejscu
                  "bardziej cywilizowanym". (Ale moge sie mylic.)

                  I wreszcie punkt ostatni - po co to wszystko (i czy jest to chodzenie na
                  skroty). Na poczatek jeszcze raz powtorze - nie widze tu zadnego problemu, czyli
                  zupelnie tak jak mowia stereotypowi Anglicy 'live and let live' i Polacy 'g...
                  mnie to obchodzi'. Rzeklszy to, moge oczywiscie podywagowac na zadany temat.
                  Zakladajac, ze w zyciu chodzi o ktoras z dwoch rzeczy - maksymalizacje
                  konsumpcji (wg ekonomistow) lub maksymalizacje prawdopodobienstwa przekazania
                  swoich genow (wg innych naukowcow spolecznych i nie tylko), w tym szalenstwie
                  moze byc metoda.

                  Ekonomisci powiedza, ze samo posiadanie/korzystanie z owych luksusowych
                  produktow jest przejawem konsumpcji (bmw/egzotyczne wakacje/futro z norek),
                  decyzja o ich zakupie jest wiec czyms zupelnie racjonalnym. Dodatkowo uczestnicy
                  rynku stosuja 'signalling'. Kupuje bmw nie tylko dla jego wlasciwosci jezdnych,
                  lecz dlatego aby (potencjalni) kontrahenci postrzegali mnie jako czlowieka
                  sukcesu (i chcieli ze mna prowadzic interesy), co w dluzszym okresie jeszcze
                  bardziej zwieksza dochody i - docelowo - konsumpcje. Oczywiscie 'talk is cheap',
                  wiec aby wiarygodnie zasygnalizowac moj sukces, musze wydac te trzysta kawalkow
                  na porzadna fure. (I niewykluczone, ze ceny dodbr luksusowych oscyluja wlasnie
                  na takich poziomach, przy ktorych ich stosowanie wcale nie jest "droga na skroty".)

                  Wg pozostalych badaczy, czlowiek rowniez uprawia 'signalling', tyle, ze nieco w
                  innym celu - a wiec pozyskania odpowiedniego partnera. Jeden wymysli proch,
                  drugi kupi owe bmw, a jeszcze inny bedzie paradowal z logo Diora. Podswiadomie
                  czy nie - wszyscy w celu wyroznienia sie z tlumu. Zakladajac, ze 'the winner
                  takes all', racjonalne jest wydanie 10 razy wiekszej sumy/poniesienie 10 razy
                  wiekszego wysilku w celu uzyskania minimalnie ciezszego wagowo atrybutu swojego
                  sukcesu od posiadanego przez konkurenta, jesli tylko mialby on doprowadzic do
                  wygranej.

                  To jak Ci idzie wymyslanie prochu? ;)
                  • r.richelieu Re: a co z mp3? 23.07.07, 19:52

                    Osz Ty, co to za ustrojstwo ci poeci z Ewki? Bo nie wiem na ile jeszcze można
                    tej liny trzymać.

                    Nie oprotestowałam bo wiem, że dla ekonomisty czym się więcej kupuje tym się
                    kupuje jeszcze więcej. I będzie zalecał kupowanie w każdej postaci aby wyrobić
                    nawyk czy nałóg kupo-niepotrzebnych-gratów-holizmu. Zaś ja w tym wszystkim
                    jestem jak najbardziej za holizmem, za całościowym i harmonijnym rozwojem,
                    który w równym stopniu dba o kontakt z kulturą medialną, nawet badziewną, jak o
                    kształtowanie własnego "ja" bez udziału gadżetów. W takim układzie podnoszenie
                    własnej samooceny, czy to w Gołdapii czy w Mediolanie, odbywać się powinno na
                    kozetce i/lub wśród bliskich i/lub w wyniku refleksji. Niestety dla rynku taka
                    poprawa samooceny wiąże się z tym, że nie będzie się zakupami kompensować
                    swoich domniemanych braków, zakupy będą ograniczać się do tego co pożyteczne i
                    ładne, a nie trendy, więc modę szlag trafi, nie mówiąc o całej gospodarce.
                    Chyba ;)

                    Alternatywa. mp3, programy, to raczej brak alternatywy jeśli średniozamożnego
                    nie stać. Wybór między ciuchami jest ogromny i dlatego to zupełnie inna sprawa.
                    Spodnie Versace nie są lepsze niż Wranglery (ba, Wranglery dłużej trzymają
                    kolor, a szwy, w przeciwieństwie do Versace, mają nie do rozdarcia), a mimo to
                    kusi właśnie marka.

                    Koszulka marki X w miasteczku Y a w mieście Z. Masz na myśli to, że ciuch
                    noszony na co dzień w mieście "cywilizowanym" będzie obiektem pożądania w
                    miasteczku? Racja. Sęk w tym, że ten sam ciuch z miasta "cywilizowanego" nie
                    pełni roli lansiarskiej, a ich nosiciele marzą o jeszcze lepszych ciuchach.
                    Mowa tu naturalnie o tych, dla których ważny jest lans lub o tych, którzy widzą
                    w lansie szansę na poprawie swojej kondycji życiowej wyłącznie przez robienie
                    dobrego wizerunku. To nakręcenie na coraz lepsze gadżety nie będzie miało końca
                    dopóki nie osiągnie się pułapu, na którym nie ma już czego kupować, bo już
                    wszystko się ma. Niestety tylko geniusze i dzieci Rockeffelerów mogą pozwolić
                    sobie na ekscentryczność abnegacji, mając w dupie wyścig szczurów i gadżety o
                    krok wyprzedzające ich samych.

                    A co prochu. Nie wierzę w minimalne różnice za które trzeba płacić
                    astronomiczne ceny, bo to są różnice niedostrzegalne dopóki nie wie się o
                    cenie. To cena każe nam wierzyć, że produkt jest lepszy niż jest. Jeśli zaś w
                    materii towarów, których wskaźniki możemy otrzymać super dokładne, nasze oko
                    jest tak ułomne, to jak bardzo musi być ułomne w cechach niemierzalnych? Jeśli
                    nawet mamy do czynienia ze skrajnym materialistą to nie jest on w stanie
                    wycenić we wszystkich szczegółach kandydatów tak, aby wybrać najdroższego.
                    Ocenia na podstawie ogólnego zarysu: np. wg cechy dominującej- bo ma świetną
                    furę lub seksowne cycki, więc reszta też jest ok. lub bo ma mnóstwo zalet, co z
                    tego, że nieważnych i tylko jedną wadę, niedopuszczalną; itd. Ekonomia dąży
                    chyba do minimalizacji strat, co więc ekonomia mówi o przepłacaniu? Czy wygrana
                    aby na pewno jest tego warta?
                    Po drugie lans protowarzyski a nie probiznesowy powinien opierać się na
                    empatii. W końcu chce się uwieźć, a w uwodzeniu najlepsza metoda to prezentacja
                    zbliżonych poglądów (wszystko jedno czy na tematy „wysokie” czy „niskie”) do
                    tych, jakie ma cel uwiedzenia. I tu powinien/nna ze skóry wyleźć aby wczuć się
                    w rolę tego celu i dowiedzieć się w jaki sposób najlepiej jej/jemu zrobić
                    dobrze. Sęk w tym, że nawet jeśli ten proces opiera się na szczerych chęciach
                    poznania odczuć drugiego a nie li tylko na stroszeniu własnych piórek w
                    nadziei, że jeśli nie ta/ten to inna/y, to wymyślamy proch taki jaki nam się
                    wydaje, że jej/jemu będzie się podobał, a nie taki jak jej/jemu się podoba
                    faktycznie. Ponieważ każdy w tym teatrzyku uwodzenia) ma inne doświadczenia,
                    zainteresowania no i płeć (poza homo), obu stronom co inne się wydaje za
                    słuszne. I tak chłopcy inwestują w bryki z bajerami, na których dziewczynki ni
                    w ząb się nie znają, a dziewczynki kupują ciuchów co sezon nową, modną szafę,
                    chociaż przeciętny chłopak nie rozróżnia pończoch od rajstop. Lansiarstwo to, w
                    kontekście biologicznym, ma więc na celu nie uwiedzenie, ale odstraszenie
                    rywali/ lek.

                    Sama zaś wymyślam proch aby ludziom było lepiej a kraj żył dostatniej,
                    blablabla. Wcale nie po to by złapać męża, chehe.
                    • carnivore69 Re: a co z mp3? 24.07.07, 02:34
                      Cholera, pewnie, ze prorocy moi, a nie zadni poeci. I o trzymaniu linii, a nie
                      liny tu wspominano ;)

                      Swoja droga - mozna pokusic sie o bardziej ogolna obserwacje, ze -holizmy z
                      holizmem nie ida w parze. (Brak uzalenienia od zakupow, whisky i pracy warunkiem
                      koniecznym harmonijnego rozwoju, prosze panstwa.)

                      Widze tez juz, ze poprzednio nieopatrznie wrzucilem do jednego worka samoocene i
                      wlasna opinie n/t postrzegania nas przez innych. Zgadzam sie, ze samooceny
                      gadzetami poprawic sie nie da (pomijajac przyplywy krotkotrwalej ogolnej euforii
                      potencjalnie wywolanej zakupem) i ze telefon do przyjeciela, tudziez
                      rozprawienie sie z samym soba sa tu niezastapione. Co zreszta przyznali sami
                      ekonomisci ;), jako ze wspomniany przeze mnie 'signalling' w gospodarkach
                      Robinsona Crusoe nie wystepuje.

                      Co do nastepnego kawalka - tu ogolnie zgoda. Gadzeciarstwo jest jedna ze
                      strategii polepszania wlasnego wizerunku. Czy skuteczna - mozna sie spierac.
                      Definicja gadzetu nie jest rowniez do konca jasna (cala dyskusja zaczela m.in.
                      od tego czy podrobki za takowe mozna uznac). Niemniej rzeczywiscie obraz jest
                      taki, ze wyscig zbrojen wsrod przynajmniej czesci spoleczenstwa trwa w najlepsze
                      (i nie jest to najistotniejsze, ze jedni uzywaja pociskow trident, a inni
                      jedynie granatnikow przemycanych wsrod stada owiec).

                      Natiomast co do prochu i zasadnosci ponoszenia kosztow - tu pozwole sie z Toba
                      nie zgodzic ;). Po pierwsze w kwestii niedostrzegalnosci (mniej wazne) - jesli
                      wszyscy uczestnicy gry sa swiadomi ceny, problem z precyzyjnym skwantyfikowaniem
                      atrybutow nie gra roli. (Wszyscy zgadzaja sie co do tego, ze bmw 335 jest lepsze
                      od 330, bo musi tak byc skoro kosztuje te pare dych wiecej.) Oczywiscie jesli
                      atrybutow jest wiele, trzeba agregowac, a wyzsza srednia uzyskuje sie u
                      delikwenta/-tki o lepszych parametrach jednostkowych, do ktorych to parametrow
                      zaliczajaj sie rowniez te materialne (istnienie owych cech dominujacych typu
                      fajne cycki czy fura sprawia jedynie, ze srednia jest wazona, a nie arytmetyczna).

                      I tu dochodzimy do kwestii drugiej - przeplacania. W swiecie, w ktorym w coraz
                      wiekszej liczbie dziedzin roznica miedzy nagroda przypadajaca zwyciezcy, a
                      zawodnikowi zajmujacemu pozycje druga jest ogromna (sport zawodowy, hierarchia w
                      firmie, badania naukowe, standardy w sektorze nowych technologii (typu systemy
                      operacyjne) itp.), a o sukcesie/porazce decyduja - poza czystym przypadkiem -
                      ulamki sekund czy tez marginalne roznice zdolnosci, warto jest czasem poniesc
                      owe astronomiczne koszty, aby ta minimalna przewage uzyskac. Bo owa minimalna
                      przewaga przeklada z kolei sie na astronomiczne roznice w nagrodach.

                      Co do ostatniego akapitu - bardzo podoba mi sie Twoje zdanie. Chcac nagiac
                      rzeczywistosc do modelu, nie wykluczylbym gadzeciarstwa jako nadawania na pewnej
                      czestotliwosci, zrozumialej i akceptowanej przez "wtajemniczonych". Obserwujac
                      lansujacego sie kolesia, dziewczyna moze widziec nie tyle osobnika stroszacego
                      piorka, co sygnalizujacego przynaleznosc do pewnej grupy, z ktora ona sama jest
                      kompatybilna. (Czyli mamy tu 'signalling' poziomy, a nie pionowy - noszac
                      gadzety nie chcemy byc lepsi, lecz po prostu inni, co - z konkurencyjnego punktu
                      widzenia - jest rownoznaczne z otworzeniem budki z lodami przy koncu plazy, a
                      nie na jej srodku - czyli w poblizu innych sprzedajacych.)

                      Z dekonstrukcji modelu przemyslu marek luksusowych i ich imitacji wynika wiec,
                      ze wzbogacaja one spektrum mozliwych dzialan i tu lezy ich glowna wartosc dodana
                      (jako, ze ich wartosc czysto utylitarna nie usprawiedliwia wysokiej ceny).
                      Prawdopodobnie tak jak proces wymyslania prochu, ktorego o poranku zamierzam sie
                      jednak podjac.

                      PS. Kwestie samej empatii porusze ew. innym razem ;)
        • carnivore69 Re: a co z mp3? 21.07.07, 01:19
          (A poza tym - milo Cie widziec.)
      • jo-asiunka Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 21.07.07, 08:25
        ja nie noszę podróbek wcale - jak mnie nie stać na jakąś firmę, to nie kupuję
        jej podróbek, tylko inne tańsze wyroby. Proste chyba, nie? Nie kradnę i nie
        wydaję tysięcy na torebkę.
        • katlak Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 21.07.07, 08:58
          A co np z rzeczami które co prawda zadnej metki nie mają przypietej ale są tak
          wiernymi kopiami, ze to aż żenada vide zeszłoroczna letnia kolekcja torebek
          solara wiekszość torebek były "wzorowane " na torebkach fendi na tyle mocno,że
          wiało to podróbka w sumie nie bazarową bez logo ale jednak i to w świetle
          prawa. A ile jest takich rzeczy w naszych szafach, ze ciężko bylo by powiedzieć
          że były tylko wzorowane na oryginale a pomimo braku metki przypominaja go do
          bólu. fakt faktem że jest to trudniej zauważalne bo musiałybysmy ogladać
          wiekszość modowych kolekcji i to dość dokladnie. Ja nie kupuje podróbek
          oryginały czasem tak ale generalnie nie zauważyłam żeby większość kupowanych
          przeze mnie rzeczy miały jakieś rzucajace sie loga w oczy, z drugiej strony
          chodząc z osławiona torebką LV - oryginałem czułabym się głupio bo i tak
          wszyscy mysleli by ze to podróbka;-)))
          • gina_rossi Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 21.07.07, 09:12
            katlak napisala
            Ja nie kupuje podróbek
            > z drugiej strony
            > chodząc z osławiona torebką LV - oryginałem czułabym się głupio bo i tak
            > wszyscy mysleli by ze to podróbka;-)))
            Niekoniecznie! Szczegolnie, ze baaaardzo duzo ludzi sie wcale nie zna.. i nie
            rozpoznaje..jesli nie ma ewidentnego monogramu.. ;-)
      • greentea2 Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 21.07.07, 10:13
        Tak, mam same oryginaly, a jezeli na cos mnie nie stac to kupuje inne tansze rzeczy.
        Wolalabym chodzic z reklamowka, niz podrobka:)
      • ania.87 Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 23.07.07, 19:34
        > Wy dziewczyny macie wszystko oryginalne i po kilka tysięcy?
        > nie nosicie podróbek?

        > naprawdę jesteście zdolne wydać na ciuch czy dodatek kilka stów lub (co
        > gorsza) tysiące?

        tak;)
        Jezeli na firmowy ciuch akurat mnie nie stac, to kupuje "bezfirmowe", ale
        podrubek nie nosze. Podroba, czyli rzecz udajaca orginal; pocóż mialabym
        udawac, za mam cos, czego nie mam?

        > za co tyle przepłacanie? za markę tak?
        > no cóż...można i tak - ale po cholere!

        Taki maly paradoks, i uwaga skierowana do tych, ktorzy wypominaja innym
        orginaly:

        Jezeli kupuje spodnie za 500zl, to place za ich jakosc, za kroj, za material,
        za ogolny wyglad i wiem, ze bede je nosila.
        Jezeli kupuje podrobe za 80zl, to kupuje chyba tylko falszywa metke, bo poza
        mozliwoscia pokazania odpowiedniego znaczka, czy napisu, do nieczego wiecej mi
        sie one nie przydadza.


      • scarlett_07 Re: Wy tak wszystkie macie same oryginały?! 24.07.07, 13:06
        Jeżeli mnie stać na taką rzecz to kupuję, ale nie dlatego że pisze na niej
        chanel czy dior, tylko dlatego ze mi się podoba i jest dobrej jakści. Nigdy nie
        kupiłam podróbek i nie kupię bo to zwykłe oszustwo i kradzież. A takie podróby
        to są tylko dlatego zeby dowartosciować osoby które marza o tym aby mieć
        napisane a bluzce versace, a nie stać je na nie. Przeciez jest tyle bardzo
        fajnych rzeczy w sieciówkach wzorowanych na dziełach projektantow.Fakt nie
        pisze na nich chanel, ale lepiej zyc ze swiadomosią ze ma się cos
        nieorginalnego ale nie kradzionego.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka