Kochane mam mega doła i nie mogę sie otrząsnąć. Pare lat temu
mój mąż żyrował swojemu przyjacielowi duzy kredyt. Byl jednym
z dwojga żyrantów. jego przyjaciel wyjechał potem za granicę, ale
przysyłał swojej mamie pieniądze na spłate kredytu.Wszystko było
ok, mój mąż był spokojny. Od ponad roku kontakt z tym jego
przyjacielem sie jakos urwal. Pare dni temu dostalismy pismo i okazało się, że kredytobiorca jest niewyplacalany, drugi żyrant
również, bo stracił prace i mój mąż ma spłacić reszte kredytu.
Pomyslelismy sobie, że właściwie nie powinna to byc duża suma bo
minęło juz przecież troche lat a tamten niby przysyłał matce kasę
na raty. I okazało sie K...mac że to jest ponad 10 tys, bo szanowna
matka tego pana ostatnią kasę dostała ponad rok temu. Tak przynajmniej twierdzi

No i mam megadoła bo kurna tyle co przeszłam na wychowawczy,
bo mielismy odłożone troszke pieniążków, żebym mogła posiedziec
z Filipkiem przez rok w domu, a tu całe nasze oszczedności pójdą
na konto jakiegoś gnoja, który nawet nie wiemy gdzie jest i co
sie z nim dzieje i co właściwie z tą kasą zrobił tez nikt nie
wie, bo miał firmę zakładać ale nie założył.
Teraz mąż kombinuje coś u radcy prawnego, powiedział że choćby
miał do Anglii pojechać to pojedzie i go znajdzie, żeby to spłacił.
Przyjaciel taki ze znali sie od dzieciństwa, razem chodzili
do szkoły sredniej, potem na politechnikę, zawsze nierozłączni, a taki mu numer wywinął. Juz nie mam siły sie nawet denerwować.