mwirek
28.01.05, 22:06
Wszyscy obecni członkowie Wspólnoty Mieszkaniowej zawieraliśmy Akty
Notarialne u tego samego notariusza. Lokale i piwnice były wydzielone decyzją
Urzędu Powiatowego i na tej podstawie były później spisywane Akty Notarialne.
Inwestor zostawił sobie dwa lokale. Jeden z przynależną bardzo dużą piwnicą.
Po czasie okazało się że ... w aktach notarialnych ta piwnica nie została
ujęta. Nie wiem dlaczego, bo bardzo wyraźnie figuruje ona w podziale lokali z
Urzędu Powiatowego. Wobec powyższego: przy obliczaniu naszych udziałów w
nieruchomości licznik zawiera rzeczywiste nasze powierzchnie, natomiast w
mianowniku (suma wszystkich powierzchni bez tej piwnicy) jest zaniżona
wartość. A więc mamy zawyżone udziały. Wobec tego musimy ponosić zawyżone
koszty podatków i (bardzo dużej) wieczystej dzierżawy. Rok temu inwestor
przedał dwa ostatnie lokale swojej siostrze. Okazuje się, że piwnicę
przynależną wg podziału z powiatu do jednego z lokali oczywiście również
sprzedał. Lecz w tym przypadku w liczniku jest wpisana wartość powierzchni
bez tej piwnicy (czyli zaniżona), natomiast w mianowniku wartość taka jaką
mamy wszyscy (bez piwnicy). Tak więc udział w nieruchmości lokali inwestora
jest zaniżony, natomiast nasz zawyżony.
Dwa miesiące po dokonaniu wszystkich aktów notarialnych notariusz przystawił
swój stempel na dokumencie podziału lokali z Urzędu Powiatowego z adnotacją
że czytał ten dokument. Jest przecież oczywiste że wcześniej nie mógł go nie
czytać, bowiem tylko i wyłącznie na jego podstawie zawieraliśmy akty
notarialne.
Zupełnie nie wiem jak zrozumieć tą sytuację. Zawsze sądziłem (i jest to we
mnie głęboko utrwalone przekonanie), że notariusz to jest instytucja
niepodważalnej solidności i moralności. Że jest to ten zasadniczy urząd
stosowania prawa. Bardzo proszę o radę. Co robić?