jap_1
19.05.08, 14:04
Jest sobie działka, na której stał drewniany dom. A że był
drewniany, to ze 20 lat temu się spalił. Ponieważ z całej rodziny
nikt się tym nie interesował, a ja tak, mam szansę na objęcie tej
działki przez zasiedzenie. Sprawa w sądzie i jest to oddzielna
bajka.
Teraz chodzi mi o to, że działka jest "kotem w worku". Jak był na
niej dom, to oczywiście płaciło się podatek od nieruchomości. Ale
kolejne władze (różne, bo przez te kilkadziesiąt lat sporo się
zmieniało) od nieruchomości zdecydowały, że teren nie jest do
zabudowy, mają być tereny zielone. Czyli zrobili z tego działkę
leśną. Ostatnie plany zagospodarowania przewidują autostradę
dokładnie przez tę działkę. Ale za ile lat, nikt nie wie. Wiadomo,
jak się te autostrady budujemy. Może się okazać, że tam nic nie
powstanie. Pojęcia nie mam, ile ta działka jest warta. Jeśli leśna,
pewnie marne grosze. Na gminę nie mam co liczyć, bo nie chcą ze mną
gadać, zanim nie przedstawię prawa własności. A tu za sąd zapłacić
trzeba, US też podatek weźmie (od jakiej wartości???). Stąd pytania:
1. Jak są wyceniane takie działki pod budowę dróg?
2. Skoro przy wzroście wartości nieruchomości, bo np. gmina zrobiła
kanalizację, trzeba płacić opłaty adjacenckie, czy w przypadku
obniżenia tej wartości na skutek powyższych decyzji, przysługuje
jakaś rekompensata? Przecież tam był legalnie dom z księgą
wieczystą.
3. Czy urzędy mogą w nieskończoność blokować teren? Plany
zagospodarowania stale się zmieniają ( to las, a to autostrada),
budować nie można, wykupić nikt nie chce i nikt nie wie, czy to
jeszcze z 50 lat nie potrwa.