Gość: marek
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
14.08.05, 21:50
W 85. rocznicę Cudu nad Wisłą, mniej znany epizod z wydarzeń 1920 roku
Ubi Petrus, ibi Christus
Jest gorzej, niż pisze „Gazeta Wyborcza” - w sierpniu 1920 roku nie tylko
wydarzył się Cud nad Wisłą, ale czuwał nad tym sam Pan Bóg. Bo gdzie jest
Piotr, tam jest Chrystus. A Piotr był... w Warszawie.
21 lipca 1920 roku zebrał się w Moskwie drugi Kongres Kominternu. Na
zjeździe „światowego proletariatu” przemawiali Lenin, Bucharin, Zinowiew. W
sali kongresowej wisiała ogromna mapa Europy, na której codziennie przesuwano
małe czerwone chorągiewki, oznaczające pozycję armii sowieckich w Polsce.
„Każdego ranka – wspomina Zinowiew - delegaci stawali z zapartym tchem przed
mapą... Wszyscy uświadamiali sobie, że jeśli cel militarny postawiony przed
naszymi wojskami zostanie osiągnięty, będzie to oznaczać ogromne
przyspieszenie tempa międzynarodowej rewolucji proletariackiej”. Ostatniego
dnia kongresu czerwone chorągiewki zbliżały się już do Warszawy.
Po trupie Polski
Lenin był od początku zdecydowanym zwolennikiem rozprawy z Polską. „Jeżeli z
punktu strategicznego jest to możliwe, to z politycznego dobicie Polski jest
sprawą arcyważną” - oświadczył 12 lipca.
Wtórował mu Lew Trocki: „Polska szlachta i burżuazja zostaną pokonane przez
polski proletariat, który następnie przekształci swój kraj w republikę
socjalistyczną”.
Stalin nigdy nie krył swojej pogardy dla wyzwalających się spod rosyjskiego
jarzma państw: „Tak zwana niepodległość... Polski, Finlandii, to tylko
oszukańczy pozór, który maskuje całkowite uzależnienie tych - przepraszam za
wyrażenie - państw od takiej czy siakiej grupy imperialistów”.
Michaił Tuchaczewski, najsławniejszy dowódca Armii Czerwonej, dowodzący w
sierpniu 1920 r. wojskami nacierającymi na Warszawę, nawoływał w odezwie do
żołnierzy: „Nadszedł czas rozrachunku! Przez trupa białej Polski prowadzi
droga ku ogólnoświatowej pożodze. Na naszych bagnetach przyniesiemy szczęście
i pokój masom pracującym. Na zachód!”.
Kilka lat później w swojej książce „Pochód za Wisłę”, wyzna bez
ogródek: „Rewolucja z zewnątrz była możliwa, Europa kapitalistyczna była
wstrząśnięta do głębi i, gdyby nie nasze błędy strategiczne, nie nasza
przegrana na polu walki, to być może, że wojna polska stałaby się ogniwem,
które by rewolucję październikową złączyło z rewolucją zachodnio-europejską”.
Pożar rewolucji nie miał się ograniczyć tylko do Polski, ale „jak wzburzony
potok, rozlałby się po całej Europie zachodniej”.
W dowód sympatii
Nie znalazła Polska zrozumienia u swoich sąsiadów. Czeski prezydent Masaryk
przekonywał członków misji alianckiej: „Polakom nic już nie pomoże w ich
beznadziejnym położeniu, ujmowanie się mocarstw za Polską może się wielkim
złem okazać”.
W ślad za oświadczeniami szła łapówka dla bolszewików: „Z chwilą zajęcia
Galicji Wschodniej przez sowieckie wojska - oświadczył Masaryk
przedstawicielowi rządu sowieckiego, Mostowience – rząd czechosłowacki
sceduje na rzecz Rosji, jako dowód swej sympatii, Ruś Zakarpacką z miastem
Użhorodem”.
W przededniu rozstrzygającej bitwy o Warszawę, czeski premier Benesz,
oświadczył polskiemu ambasadorowi w Pradze, że nie przepuści przez Czechy
francuskich transportów kolejowych z materiałem wojennym dla Polski. Do
antypolskiej akcji przyłączyły się Niemcy, ogłaszając formalny zakaz przewozu
przez Rzeszę broni, amunicji i sprzętu wojennego.
Podjęto również starania, by wyjednać u mocarstw zachodnich zgodę
na „ratowanie Polski” pod warunkiem powrotu do Rzeszy ziem przyznanych Polsce
na konferencji pokojowej w Wersalu. Kiedy to nie przyniosło efektów, Niemcy
rozpoczęli tajne negocjacje z Moskwą, rozważając możliwość rozbioru Polski.
Groźba była realna - 13 sierpnia sowiecka Rosja przekazała Niemcom zdobyte
Działdowo, a dzień później moskiewska „Prawda” zapowiedziała, że Niemcy
otrzymają z powrotem wszystkie tereny „utracone na rzecz Polski” w wyniku
traktatu wersalskiego.
Do sabotażu przyłączył się także Gdańsk, który pozostając formalnie „wolnym
miastem”, realizował cele polityki niemieckiej. Robotnicy portowi rozpoczęli
strajk, odmawiając wyładunku materiału wojennego dla Polski. Była to
odpowiedź na apel międzynarodówki komunistycznej: „Ani jeden pociąg, ani
jeden statek z zapasami żywności i bronią nie może być dopuszczony do
Polski!... Tam, gdzie rządy i sfery kapitalistyczne przed protestami
robotników nie ustąpią - organizować strajki i stosować nawet gwałt!”.
Wśród krajów graniczących z Polską, w sierpniu 1920 roku, jedynie Rumunia i
Węgry były gotowe bronić niepodległości swojego sąsiada.
Będzie śmierdzieć
W sierpniu 1920 roku mocarstwa zachodnie nie mówiły już jednym głosem. Wojna
na zachodzie była skończona, teraz każdy pilnował swoich interesów. Popierała
Polskę Francja, aczkolwiek był to raczej wynik chłodnych kalkulacji
politycznych niż sympatii. Zdecydowanie po stronie Polski opowiedziały się
Stany Zjednoczone.
We wspólnym oświadczeniu z 12 sierpnia oba rządy – francuski i Stanów
Zjednoczonych - oświadczyły, że „wierzą w konieczność istnienia niezawisłego
państwa polskiego i pragną gorąco zachowania niepodległości politycznej
Polski, przy zasadzie nietykalności jej terytorium narodowego”.
Zgoła inna była postawa Wielkiej Brytanii. Premier Lloyd George 6 sierpnia w
Izbie Gmin uznał, że w wojnie polsko-rosyjskiej agresorem jest Polska.
Powtórzył te zarzuty 10 sierpnia, dodając, że dla „napaści tej nie ma
usprawiedliwienia”. Warunki stawiane przez sowiecką Rosję, oznaczające w
praktyce przekreślenie polskiej niepodległości, uznał za uzasadnione i
usprawiedliwione.
Jeszcze gwałtowniej zareagowała brytyjska socjalistyczna Partia Pracy (Labour
Party), wydając oświadczenie, w którym pisała o „awanturniczym postępowaniu
Polski” oraz uznała, że Rosja „dąży tylko do pokoju z resztą świata”.
Silny w Wielkiej Brytanii ruch związkowy nie pozostawał w tyle, głosząc
hasło „Ręce precz od Rosji!” i wysyłając protest do polskich władz
zawierający ciekawy passus: „Jeśli polscy imperialiści będą kontynuować
obecną politykę, imię rządu polskiego będzie śmierdzieć dla całego
brytyjskiego ruchu związkowego”.
Bezradna okazała się Liga Narodów. Sowiecki komisarz spraw zagranicznych
Cziczerin jawnie z niej szydził: „Tak zwana Liga Narodów nigdy nie
poinformowała rządu rosyjskiego ani o swoim powstaniu, ani o swoim
istnieniu... Rząd sowiecki nie może w żadnych okolicznościach zgodzić się na
to, by grupa mocarstw mianowała się sądem najwyższym nad wszystkimi państwami
świata”.
Sojusznik bez dywizji
W sierpniu 1920 roku Polska miała potężnego sojusznika nie posiadającego ani
jednej dywizji. 13 sierpnia, gdy wróg pukał już do bram Warszawy, korpus
dyplomatyczny ewakuował się do Poznania. Polski rząd powiadomił dyplomatów,
przedstawicieli państw w Polsce, że nie może już zagwarantować im
bezpieczeństwa.
W tragicznych dniach sierpnia 1920 roku najwierniejszą sojuszniczką Polski na
arenie międzynarodowej pozostała Stolica Piotrowa. Nuncjusz apostolski w
Polsce Achilles Ratti, późniejszy papież Pius XI, odmówił wyjazdu z Warszawy,
pragnąc dzielić los jej obrońców. Bohaterskim gestem zyskał wdzięczność
Polaków.
Nie ukrywał swoich sympatii do Polski papież Benedykt XV, którego pontyfikat
przypadł na burzliwe czasy pierwszej wojny światowej i trudne czasy
powojenne. W 1915 roku z inicjatywy
papieża przeprowadzono kwestę na rzecz narodu polskiego we wszystkich
kościołach świata. W nocie z 1 sierpnia 1917 roku - a więc kilka miesięcy
przed ogłoszeniem słynnych „14