Dodaj do ulubionych

O Nowym Bogu.

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.06, 12:20
Ponieważ niniejsza konferencja dotyczy roli wartości zarówno w życiu
indywidualnym jak i zbiorowym, więc od razu należy dokonać zasadniczego
podziału wartości na te, zwane materialnymi, oraz te, określane jako duchowe.
Jeśli chodzi o wartości materialne, to już w starożytności były one
utożsamiane z semickim, syryjskim bóstwem Mamon, symbolizującym Pieniądz oraz
Zysk. Pochodna tego chtonicznego (podziemnego, związanego z kultem śmierci)
bóstwa jest zwykle, profaniczne bogactwo, traktowane jako wartość
sama w sobie, wymagająca do swego zaistnienia odpowiednio skonstruowanego
systemu społeczno-politycznego, gwarantującego prawo do tej własności. Do
wartości materialnych należą, w pewnym sensie, także tak zwane "wartości
rodzinne", według Biblii związane z posiadaniem, przez Głowę Rodziny, możliwie
największej ilości potomstwa, a także posiadaniem przezeń domów, żon, sług,
wołów, osłów oraz innych rzeczy które Jego są (patrz 10 przykazanie
hebrajskiego Dekalogu, Wj 20, 17).
Jeśli chodzi natomiast o obce temu materialnemu, "zewnętrznemu" systemowi
wartości, tak zwane WARTOSCI DUCHOWE, to kojarzą się one historycznie z
grecko-rzymską indywidualistyczną, zawartą wewnątrz człowieka wartością,
określaną terminem Cnota albo Virtus. Do tych wartości zalicza się
imponderabilia (rzeczy, których "nie da się zważyć") takie jak odwaga, wiedza,
oraz zdolność do racjonalnego rozumowania. Oczywiście osoby
doskonalące u siebie Cnotę, z konieczności są abnegatami, nie przywiązują
wartości do wymienionych powyżej Wartości Materialnych, symbolizowanych przez
to chtoniczne bóstwo Mamon.
W starożytności, w kręgu pisanej kultury Grecji oraz Rzymu dominowały wartości
"virtus", czego dowodem jest odnotowane przez ówczesnych historyków podejście
do życia nie tylko Pitagorejczyków (których system wartości, jak podaje
Encyklopedia Orgelbranda, był wzorem dla późniejszych o 25 wieków komunistów),
ale także podejście do życia platoników, stoików, epikurejczyków oraz
neoplatoników. We wszystkich tych grupach kulturowych
dominowała ideologia ascezy, czyli umiaru w realizacji tak zwanych
"wegetatywnych" potrzeb człowieka, przy jednoczesnej hipertrofii potrzeb
"duszy rozumującej" - a wiec potrzeby ciągłego doskonalenia swej wiedzy oraz
perfekcji zachowania się w świecie. Tak tę sprawę relacjonują znane źródła
historyczne, a w szczególności Diogenes Laertios.
Oczywiście zarówno pisma, jak i zachowanie się realne ówczesnych filozofów
odbiegało znacznie od kanonów zachowania się - oraz wyznawanych wartości -
"licznych" (określenie Heraklita) obywateli oraz niewolników Grecji oraz
Rzymu. Za wyjątkiem jednak relatywnie krótkiego okresu Demokracji Ateńskiej
pożądania (oraz wartości) tych "licznych" nie miały możliwości zdominowania
systemu etycznego Virtuti Militari (cnót wojskowych), na którym została oparta
potęga Imperium Romanum.
Inaczej przedstawiała się sytuacja na południowo-wschodnim obrzeżu Morza
Śródziemnego, gdzie dominował kult Molocha (hebrajskiego Molecha, czyli
"Króla" lub "Pana") przez Fenicjan zwanego Baalem. Z bardzo skromnych,
zachowanych zapisków o kulturze Fenicjan, (którzy dominowali podówczas
ekonomicznie w rejonie Morza Śródziemnego) wynika, ze cnota "virtus" była tam
prawie nieznana, na odwrót, panowali w tych państwach-miastach prawie niczym
niepohamowany kult Bogactwa, Zysku a zatem i Pieniądza - wprowadzonego zresztą
przez tychże Fenicjan do masowego użycia. Niewątpliwym ułatwieniem w tym
wywyższeniu Wartości Bogactwa był praktykowany przez te ludy, żyjące nie tylko
z wytwórczości oraz handlu, ale i w znacznej mierze ze zbójectwa, semicki kult
Molocha (Baala), dający możliwość "wykupienia się", wobec "boga" z
popełnionych zbrodni, zazwyczaj związanych z zawłaszczeniem dóbr należących do
plemion "obcych". Ten okrutny kult, polegający na całopalnych ofiarach z nie
zepsutego jeszcze przez grzechy", dorastającego potomstwa, był także
praktykowany we wczesnym Izraelu i z tych czasów zachowało się określenie
Gehenna - oznaczające dolinę koło Jeruzalem, gdzie dokonywano
"odkupicielskich" holocaustów - czyli całopaleń - dorastających dzieci.
Przesiąknięta kultem Mamona fenicka Kartagina została ostatecznie zburzona w
roku 146 przed Nasza Era. W tym okresie Rzym także podbił Izrael, dzięki czemu
zaczęły się w nim upowszechniać, obce ortodoksyjnemu judaizmowi, wpływy
helleńskie. To właśnie wtedy co światlejsi Żydzi zaczęli dostrzegać, że ich
Świątynia w Jerozolimie, w której praktykowano "grzechów
odkupywanie" za pomocą holokaustów niewinnych, domowych zwierząt, to jest po
prostu "jaskinia zbójców" - by przytoczyć opinie Jezusa z Nazaretu zawarta w
spisanych (już po zburzeniu tej Świątyni) Ewangeliach. To, że na przełomie
Starej i Nowej Ery nastąpiło w Izraelu zderzenie się "inanimistycznych"
wartości materialnych (wychwalanych przez Stary Testament) z wartościami o
charakterze "virtus", importowanymi ze zhellenizowanego Rzymu, najlepiej
spuentował Jezus w swych, zapamiętanych do dzisiaj, antyfaryzejskich
wystąpieniach "Nie będziesz służył dwóm Panom, albowiem jednego będziesz
nienawidził a drugiego miłował, nie będziesz służył jednocześnie Bogu i
Mamonie." Zgodnie z tym zrozumieniem Prawdziwych Wartości, dla pierwszych
chrześcijan pieniądz wydawał się być złem, po prostu śmierdział i z tego
powodu należało się wystrzegać zbyt częstych z nim kontaktów. W ciągu
pierwszego tysiąclecia po Chrystusie chrześcijanie skolonizowali praktycznie
cala europejska część starożytnego Imperium Romanum, pozostawiając tolerowanym
przez nich Żydom zajmowanie się sprawami "nieczystymi", a w szczególności
obrotem pieniądzem. (Pierwsze monety wprowadzone do użytku przez powstające
Państwo Polskie miały wybity na nich napis po hebrajsku "Mesko”, czyli
Mieszko.) Oczywiście obrót pieniężny nie we wszystkich krajach rozwijał się w
sposób równomierny, te kraje, które aż do XIX wieku zachowały kolektywne formy
własności ("królewskie" lasy, wody, oraz kopaliny w przypadku Polski
Szlacheckiej, kolektywna gospodarka wiejska, tak zwane obszcziny, na ogromnych
obszarach Rosji) nie odczuwały wielkiej konieczności oparcia swych gospodarek
na obrocie pieniężnym i tę niechęć do pieniądza bardzo propagowały ówczesne
elity tych krajów.
W Polsce na przykład, aż do polowy wieku XIX działał negujący własność
prywatną Zakon Księży Komunistów, który w Górze Kalwarii prowadził - bogato
sponsorowane przez lokalną arystokrację - seminarium kształcące nauczycieli do
szkól wiejskich. Podobna w zasadzie sytuacja Byla we wszystkich krajach
słowiańskich, za wyjątkiem być może Czech, które przeszły w pewnym momencie na
kalwinizm, by wkrótce potem, w ramach represji po przegranej Wojnie
Trzydziestoletniej, utrącić elitę swej szlachty i ulec w znacznej mierze
germanizacji. Obcy duchowi słowiańskiemu (zwłaszcza temu reprezentowanemu przez
prawosławnych, kultywujących wartość "soborności" czyli wspólnoty), kult
Mamona docierał na nasze ziemie z Zachodu, początkowo z protestanckich
Niderlandów - wtedy to zaczęła się na większą skalę korupcja szlachty,
doskonale zarabiającej podówczas na eksporcie zboża, co polscy chłopi
przypłacili zwiększeniem obciążeń wynikających z pańszczyzny. Niechęć jednak
szlachty i do industrializacji i do "plebejskiego" handlu, była w Polsce
powszechna, co widać było chociażby w strukturze społecznej przemysłowych
miast Polski przed I Wojna Światową: w Łodzi, przed stuleciem, tylko 2 procent
burżuazji było polskiego pochodzenia, jej większość stanowili Żydzi oraz
Niemcy, co doskonale podpatrzył Wl. Reymont w książce "Ziemia obiecana". W tej
sytuacji było rzeczą oczywistą, że spora część słowiańskiej inteligencji (mam
na myśli głównie Polskę oraz Rosję) rekrutującej się ze zubożonej przez
uprzemysłowienie szlachty, z entuzjazmem przyjęła idee socjalistyczne (czy
nawet komunistyczne), co ilustruje powieść Stefana Żeromskiego "Przedwiośnie".
Narzucenie Polsce, w latach 1945-48, ustroju
Obserwuj wątek
    • Gość: Ra Re: O Nowym Bogu. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.06, 12:28
      Narzucenie Polsce, w latach 1945-48, ustroju socjalistycznego zahamowało, w
      sposób decydujący, tak zwaną mamonizacje (uzależnienie od pieniądza) naszego
      kraju, a także nawet opóźniło, w krajach Zachodu, proces totalnego przejęcia
      władzy przez elity finansowe. Zachód podówczas zaczął bać się komunistów, którzy
      po drugiej wojnie światowej uzyskali ogromne wpływy we Włoszech oraz we Francji,
      a w Grecji doprowadzili do rewolucji, która w 1948 stłumiły oddziały wojsk
      amerykańskich. (Wtedy to, do rodzącej się socjalistycznej Polski uciekło z
      "amerykanizowanej" Grecji około 20 tysięcy osób, o czym się dzisiaj celowo nie
      pamięta.)
      Nagły upadek systemu komunistycznego na Wschodzie Europy (który ja przypisuje
      wyłącznie korupcji poznawczej elity przywódczej KPZR oraz PZPR, umiejętnie
      "ustawianej", przez tzw. "globalistów"), wyzwolił niewiarygodny wręcz, masowy
      pęd "do Mamony", przy jednoczesnym niebywałym rozkwicie katolickiego
      religianctwa. Oznacza to, że i w Kościele, w ukryciu zaczęto czcić tego
      semicko-syryjskiego "Pana Zastępów" pod nazwa Mamon. Jak już zwracałem uwagę we
      wcześniejszych mych pracach, obecnie traktowany jako wartość sama w sobie,
      termin WOLNY RYNEK, z niemieckiego Frei Markt, zaledwie 200-300 lat temu był
      synonimem FRYMARKU, czyli wszelkiego możliwego zła towarzyszącego sprzedaży
      przez sejm Rzeczpospolitej koncesji na eksploatacje dóbr państwowych (głownie
      chodziło wtedy o kopaliny, ale były to także królewskie majątki ziemskie czyli
      proto-PGR-y). Ten obrzydliwy dla naszych przodków FRYMARK i FRYMACZENIE dobrami
      Rzeczpospolitej stały się dla obecnie rządzących naszym krajem elit wręcz Cnota
      Najważniejszą. Przykładu tutaj dostarczają obecne, rządowe programy
      propagandowe, zachęcające do wejścia do UE, które są w istocie programami
      wyprzedaży "hurtem" - w ręce światowej hiper-burżuazji - naszych praw własności
      do rodzinnego kraju.
      Podobnej mutacji doznała tradycyjna wartość "virtus", której Polakom, aż do lat
      wczesnej "Solidarności", nie brakowało. Tutaj byliśmy świadkami, na przełomie
      lat 1989/90, prawdziwego "cudu nad Wisłą". Opowiadał o nim w szczegółach
      pierwszy przewodniczący "Solidarności" Andrzej Gwiazda w czasie spotkania
      zorganizowanego przez kwartalnik "Obywatel" w październiku 2002 roku w Lodzi.
      Otóż wczesna "Solidarność", ta z lat 1980-1981, aż do przesady manifestowała swe
      désintéressement prawa indywidualnego bogacenia się, zwłaszcza kosztem innych -
      jednemu z gierkowskich ministrów miano za złe nawet to, że kupił sobie o jeden
      garnitur za dużo. I nagle, jak nadeszła wymarzona przez tą "Solidarność"
      demokracja, "w jednej chwili, w oka mgnieniu" (by zacytować słowa św. Pawła z
      "Listu do Koryntian") elity "solidarnościowej" Polski "umarły dla skażonego
      socjalizmu i wzbudzone zostały dla nieskazitelnych wartości kapitalizmu" - czyli
      po prostu dla Pieniądza. Hasłem dnia, które trwa do dzisiaj, stało się nie
      przestarzałe "budowanie wspólnego dobra", ale na odwrót, ultra egoistyczny kult
      społecznego pasożytnictwa, streszczającego się w idei "pierwsze sto milionów
      wolno nawet ukraść, by potem stać się porządnym człowiekiem w prawdziwie wolnym
      ustroju". I ta optymistyczna KRYMINALIZACJA USTROJU STAŁA SIĘ WARTOŚCIĄ
      NADRZĘDNĄ, nie tylko w Polsce, ale w całej, w imponujący wręcz sposób
      "zamerykanizowanej", Europie Wschodniej. Współczesna Polska, wraz ze swą legendą
      "Solidarności", swym Papieżem i swymi Laureatami Nagrody Nobla stała się
      największym - obok Wielkiej Brytanii - sojusznikiem USA w jego napaści na
      socjalistyczny Irak. Co zaś sądzą inne, bardziej niż my przywiązane do wartości
      "virtus" kraje, o obecnych "mocarstwowych" poczynaniach USA wraz z garstka jego
      wasali?
      Pozwolę sobie zacytować wypowiedz prawnika Rainiera Rothe zamieszczoną na
      pierwszej stronie szwajcarskiego tygodnika Zeit-Fragen (i powtórzoną w
      dwumiesięczniku w języku angielskim Current Concerns nr 3/2003). Autor ten pisze
      "W czasie, gdy Sojusz Zbrodniarzy Wojennych zachowuje się w Iraku w coraz
      mniejszym stopniu jako armia okupująca, a coraz bardziej jak pozbawiony
      jakiejkolwiek moralności gang Złodziejskich Baronów, narody świata bardziej niż
      kiedykolwiek w przeszłości domagają się sprawiedliwości oraz pokoju."
      W warunkach Megacenzury (jest to określenie prof. Mirosława Zabierowskiego z
      Wrocławia), jaka zapanowała w polskich mediach po roku 1989, ten głos narodów
      świata jest w naszym kraju prawie niedosłyszalny. Ale i u nas znajdują się
      szczeliny w tej "Megacenzurze". Obecnemu prezydentowi miasta Krakowa,
      profesorowi Jackowi Majchrowskiemu udało się opublikować w Gazecie Krakowskiej z
      25 marca br. artykuł pt. "Pax Americana", który kończy się podobnym, jak artykuł
      w szwajcarskim Zeit-Fragen, akcentem. Jest nim (dziecinna?) nadzieja, ze tak,
      jak po II Wojnie Światowej był sad w Norymberdze nad tymi, którzy tę wojnę
      rozpętali, tak znajdzie się i kolejna Norymberga dla tych, którzy zorganizowali
      napaść na Irak (i w podtekście, rozpętali Pełzająca - jak wąż zwany Anakonda -
      III Wojnę Światową). A ponieważ my, jako Naród, w ten atak Zbrodniarzy Wojennych
      zostaliśmy wmanipulowani, więc za modły do Mamona polskich ELIT KRYMINALNYCH
      prawdopodobnie przyjdzie nam niezadługo zapłacić. Prawdopodobnie zapłacimy
      poprzez utratę części terytoriów, które otrzymaliśmy po II Wojnie Światowej jako
      rekompensatę za nasz narodowy wkład w ówczesne zwycięstwo nad nazizmem.
      Zwycięstwo osiągnięte nie podstępem względnie przekupstwem, ale dzięki cnocie
      "virtus" naszych, nie tak znowu odległych, przodków.


      Marek Glogoczowski

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka