michelino
20.08.03, 15:08
Walka o bilety
Do dantejskich scen dochodzi na dworcu PKS w Poznaniu. W kasach nie można już
kupić biletów na gorzowskie, żarskie, myśliborskie i słubickie autobusy. To
efekt wprowadzenia przez poznaniaków wysokich stawek za wjazd na ich teren.
Od niedawna pasażerowie z Gorzowa Wlkp., Myśliborza, Słubic i Żar są zdani w
Poznaniu na łut szczęścia, że uda im się kupić bilet u kierowcy. - Obowiązuje
prawo silniejszego. Jeśli jest kolejka, przegrywają starsi ludzie - opowiada
Wojtek, który przed długim weekendem wracał z Poznania do Gorzowa ostatnim
autobusem. Na peronie było tak dużo pasażerów, że część została. - Teraz na
poznański dworzec trzeba przychodzić przynajmniej godzinę wcześniej, żeby
ustawić się w kolejce - żali się gorzowianka Justyna.
Zasada wzajemności
Szef gorzowskiego PKS Krzysztof Częstochowski tłumaczy, że zarządca
komisaryczny poznańskiego PKS wprowadził wysokie opłaty za wjazd każdego
autobusu na dworzec. Gorzowianie muszą płacić 13 zł, a inni przewoźnicy nawet
16 zł. - Przez pół wieku obowiązywała zasada wzajemności. My nie płaciliśmy
za wjazdy poznaniakom, oni nie płacili nam. Poznaniacy pobierają od sprzedaży
naszych biletów aż 10 proc. prowizji, co do tej pory pokrywało również koszty
wjazdu i odprawy autobusów. Nowa opłata za wjazd na ich dworzec jest na tyle
wygórowana, że musieliśmy wycofać z poznańskich kas swoje bilety. Po
zsumowaniu wszystkich wydatków nie wyszlibyśmy na swoje - tłumaczy prezes
Częstochowski.
PKS w Gorzowie odpowiedział poznaniakom równie wysoką opłatą za wjazd
autobusów. Szefostwo firmy liczy jednak, że poznaniacy spuszczą z tonu i
najpóźniej z początkiem roku akademickiego wszystko wróci do normy. Trwają
negocjacje. - Jeżeli nie uda nam się dogadać, możliwe, że sprawa trafi do
sądu albo poprosimy o interwencję Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Chodzi o dobro naszych pasażerów - mówi prezes. Podobnie uważa szef
słubickiej firmy przewozowej Józef Kwiatkowski. - Poznaniacy zagrali nie
fair. Choć mamy tam tylko jeden kurs, poprzemy w sądzie wniosek gorzowian -
zapewnia.
Stanowisko gorzowskiego PKS popierają również myśliborzanie. - Z punktu
widzenia naszej firmy nowa sytuacja jest korzystniejsza, bo wycofując bilety
z poznańskich kas, oszczędzamy na wysokiej prowizji za ich sprzedaż. Jednak z
uwagi na naszych pasażerów chętnie wrócilibyśmy do dotychczasowego
rozwiązania - zapewnia pełnomocnik prezesa myśliborskiego PKS Janusz
Baranowicz.
Szef PKS w Żarach Józef Słowikowski także uważa, że dla jego firmy nowe
rozwiązanie na poznańskim dworcu jest korzystne finansowo ze względu na
oszczędności, jakie będzie miała z prowizji za sprzedaż biletów. Denerwuje go
jednak, że poznaniacy żądają od przewoźników różnych stawek za wjazd na
dworzec. - Może sprawą powinien zająć się Urząd Ochrony Konkurencji i
Konsumentów? - zastanawia się.
Z sercem na ramieniu
Swoje bilety sprzedaje na razie na dworcu w Poznaniu zielonogórski PKS. - Z
duszą na ramieniu zastanawiamy się, czy poznaniacy nie przedstawią nam nowych
warunków korzystania z dworca. Na razie obowiązuje nas taka sama stawka
wjazdowa jak przed rokiem, a więc kilka złotych od autobusu. Przy takiej
cenie stać nas jeszcze na opłacenie prowizji za sprzedaż biletów w
poznańskich kasach - mówi dyrektor Jan Dwojewski.
Mimo usilnych starań nie udało nam się skontaktować z zarządcą komisarycznym
PKS w Poznaniu. Jego sekretarka przekazała nam, że ma on teraz na głowie
ważniejsze sprawy niż kontakty z prasą, tzn. wycenę firmy przed prywatyzacją.
W poznańskiej informacji o odjazdach usłyszeliśmy, że bilety czterech
przewoźników nie będą sprzedawane w Poznaniu do odwołania. - Wszystko w
rękach szefostwa - mówi pracownica.
TOMASZ NIECIECKI