Dodaj do ulubionych

Rodzic pacjenta to wróg szpitala?

    • Gość: Joa Rodzic pacjenta to wróg szpitala? IP: *.acn.waw.pl 13.07.09, 12:37
      Niestety personel szpitali bardzo często zapomina o podstawowych
      zasadach zdrowego rozsądku, uprzejmośli, życzliwości, a nawet
      dobrego wychowania. W październiku byłam z synkiem w szpitalu.
      Pozwolono mi z nim zostać, ale... na dziecięcym krzesełku (takie
      krzesełka mają dzieci w przedszkolach). Kiedy w połowie nocy
      zdrętwiała przeniosłam się do świetlicy, żeby poczytać, po chwili
      weszła pielęgniarka z pytaniem "a pani tu co?".
      Pielęgniarki były różne, miłe i nieuprzejme, troskliwe i oschłe.
      Natomiast lekarze zachowywali się jak w fabryce, gdzie dziecko jest
      tylko kolejną śrubką do przykręcenia. A oni anoniowymi robotami.
      Kiedy jedną z lekarek zapytałam kim jest (fartuch miała idenytczny
      jak salowe), oburzona odkrzyknęła "no chyba tu nie sprzątam!", ale
      dalej się nie przedstawiła. Zachowaniem normalnym wśród personelu
      był brak podstawowych manier - ani dzień dobry, ani do widzenia,
      krzyczą na dzieci i rodziców.
      A przecież kultura i uprzejmość nic nie kosztuje.
    • truten.zenobi ten medal ma dwie strony 13.07.09, 12:41
      z jednej strony szpital nie jest w stanie zapewnić całodobowej
      opieki dla dziecka więc powinien być wdzięczny że rodzice są i
      opiekują się dzieckiem.
      ( myślę że w przypadku wszelkich utrudnień można po prostu zostawić
      dziecko a następnie sfilmować że szpital nie zapewnił dziceku
      odpowiedniej opieki i złożyć zawioadomienie o popełnieniu
      przestępstwa)

      z drugiej strony jednak wielu rodziców jest nieodpowiedzialnych,
      łamią nie tylko zasady antyseptyki ale nawet podstawwej higieny, np.
      przychodzą przeziębieni, chorzy na oddział, podsuwają dzieciom
      jedzenie niezgodne z dietą, pozwalają mim szaleć itp.
      nie współpracują z lekarzami a wręcz przeciwnie...
    • ofka30 Rodzic pacjenta to wróg szpitala? 13.07.09, 12:51
      Na szpitalnej niestety tak właśnie jest.
      Ale miło zaskoczył mnie oddział laryngologiczny na "Przybysza".
      Spędziłam tam 2x po 4 dni (usunięcie migdałków). Personel miły i sympatyczny,
      nie robił żadnego problemu.
      Spałam z synem w jednym łóżku, (drugim razem dostałam osobne łóżko-było akurat
      wolne) korzystałam z łazienki, kuchni, lodówki, spacerowaliśmy po całym
      szpitalu i wychodziliśmy do szpitalnego parku.
      Nawet mąż, który w ubraniu położył się koło synka, nie został zgoniony z łóżka
      przez pielęgniarkę.
      Inna sprawa to przyjęcie na odział - tu trzeba odstać swoje w izbie, w poradni
      i odczekać na oddziale, ale co do samego pobytu jest naprawdę nieźle.
      • hela2 Re: Rodzic pacjenta to wróg szpitala? 13.07.09, 15:04
        ofka spała z synem na jednym łóżku:)))) I było podobno
        fajnie:)))))))))))))))))))))))))))))))))))))
    • jagoda2 szpital na ul. Krysiewicza 13.07.09, 12:56
      Mogę się wypowiedzieć tylko na temat izby przyjęć i oddziału dla
      dzieci starszych, na którym moja córka spędziła 10 dni.
      O ile izba przyjęć rzeczywiście jest trudna do strawienia dla
      normalnego człowieka, o tyle nie mogę powiedzieć złego słowa o
      oddziale, na którym była moja córka i na którym ja również
      codziennie przebywałam od godziny 14.00 do momentu zaśnięcia
      dziecka. Opieka bardzo dobra, ogólnie bardzo duży luz na oddziale,
      żadnego trzymania dzieci w łóżkach (jak utrzymać 3-4-5-latki w
      łóżkach?), dla maluszków codziennie przedszkole od 9 do 15, więc
      stale są czymś zajęte i niespecjalnie myślą o mamie. Pielęgniarki
      bardzo fajne i z bardzo dobrym, rewelacyjnym wręcz, podejściem do
      dzieci. Lekarki również raczej miłe, chętnie i wyczerpująco
      udzielają odpowiedzi na wszelkie pytania. W wyznaczonych godzinach
      przed południem można zadzwonić i zapytać, jak się miewa dziecko,
      czy płacze, czy się bawi itd. Generalnie rzadko można było zobaczyć
      zapłakane dziecko na oddziale, a nawet jeśli to tylko przez chwilę,
      bo zaraz przychodziła któraś z pielęgniarek i pocieszała dziecko lub
      skutecznie odwracała jego uwagę. Warunki lokalowe raczej kiepskie
      (ogromna ciasnota na salach), ale łazienki i toalety bez zarzutu.
      Najważniejsza jednak jest atmosfera, a ta była naprawdę dobra i
      bardzo życzliwa dzieciom. Po kilku dniach wychodząc ze szpitala do
      domu już nie martwiłam się o to, jak córka sobie poradzi i czy
      będzie bardzo płakać (miała 4 lata i 8 miesięcy). Mimo wszystko mam
      nadzieję, że już tam nie trafimy, ale jeśli tak, to tym razem
      naprawdę bez obaw, bo nie mogę niczego złego zarzucić personelowi
      tego konkretnego oddziału (oddział dzieci starszych, tzn. po
      ukończeniu 2-go roku życia).
    • affera123 Rodzic to darmowa pielęgniarka i salowa 13.07.09, 13:07
      Znam problem, bo spędziłam "upojne" 2 tygodnie z córką na
      Niekłańskiej w Warszawie. Biegunka, kaszel, zapalenie oskrzeli i
      ucha środkowego. "Kosz prezentowy" ze żłobka. Pediatra z przychodni
      = konował. Personel lekarski ze szpiala - bez zarzutu. Dwa dni pod
      kroplówką (to mała), dwie noce spania na złączonych krzesłach (ja).
      Kolejne dni w izolatce, gdzie nie pozwolono mi nawet usiąść na i tak
      bezużytecznym łóżku, z którego nieużywana pościel i tak została
      potem zabrana do pralni. Przykro mi, ale nie widzę powodu, żeby
      płacić 30 złotych za dobę, za taki "luksus". Wyspałam się na
      podłodze (karimata + śpiwór), a większość czynności (np. inhalacje)
      robiłam dziecku samodzielnie odciążając pielęgniarki. Sama też
      sprzątałam salę, ścieliłam łóżko, przygotowywałam dziecku posiłki, a
      maluchowi z sali obok użyczyłam pieluchy i zabawki, bo jego matka
      przywiozła go na oddział i zostawiła na tydzień bez opieki
      (prawdopodobnie była z bardzo odległej miejscowości i nie miała
      innego wyjścia). W ogóle, gdyby nie rodzice, wzajemnie wspierający
      się i wyręczający w czynnościach oraz opiekujący się wspólnie
      chorymi dziećmi i wykazujący zainteresowanie także tymi, które nie
      miały nikogo z rodziny przy boku, życie na oddziale byłoby nie do
      zniesienia. Nikt nie myślał o darmowym prysznicu czy przyrządzaniu
      sobie posiłków, a personel był w zasadzie życzliwy, choć najczęściej
      większość dnia nieobecny, pomijając obowiązkowy ranny i wieczorny
      obchód oraz zlecone badania, których rodzice nie byliby w stanie
      sami wykonać. Uważam za cios poniżej pasa żałosne biznesowe próby
      dyrekcji, która chce zarobić nie tylko na kapciach i fartuchach,
      rzecz jasna, obowiązkowych, lecz także "świadcząc usługi noclegowe".
      Leczenie mojej córki, poza bezpłatną kroplówką i zestawem do
      inhalacji, polegało też na aplikowaniu recept, które za swoje
      pieniądze musiałam wykupić w przyszpitalnej aptece. Ich koszt
      wyniósł ok. 300 złotych, a na pytanie, dlaczego szpital nie daje
      swoich leków usłyszałam, że są one starego typu i wywołują skutki
      uboczne, więc ja się pytam, po co było trzymać dziecko w szpitalu aż
      2 tygodnie? Za to pewnie placówka też ciągnie kasę od NFZ-u. Te 2-3
      dni z powodu konieczności nawodnienia organizmu rozumiem, ale jaki
      jest sens uziemienia matki i dziecka (z wymianą na ojca, babcię czy
      nawet sąsiadkę tylko po to, żeby mała nie była sama i przerażona
      poza samym faktem choroby, dość uciążliwej)na całe 2 tygodnie w
      warunkach, które trudno nazwać minimalnie przyzwoitymi. Dodam, że
      był to październik, pierwsze chłody, po prostu zimno, nieprzyjemnie
      i moim zdaniem, całkowicie niepotrzebnie aż tak długo. Nadmienię
      też, że ulubioną czynnością pielęgniarek było oglądanie telewizji,
      takie były zarobione.
      • Gość: pela Re: Rodzic to darmowa pielęgniarka i salowa IP: *.sk5.am.poznan.pl 14.07.09, 11:15
        Trzeba było wypisać się na własne żądanie, a nie utyskiwać teraz w internecie.
        Leczenie w szpitalu nie jest przymusowe!

        Doświadczona pielęgniarka.
        • tw52 Re: Rodzic to darmowa pielęgniarka i salowa 14.07.09, 13:01
          Gość portalu: pela napisał(a):
          > Trzeba było wypisać się na własne żądanie, a nie utyskiwać teraz w internecie.
          > Leczenie w szpitalu nie jest przymusowe!

          praca w szpitalu tez nie jest przymusowa.
          narzekanie na niska place to nie powod, zeby traktowac pacjentow bez troski,
          szacunku i odpowiedzialanosci.

          oczywiscie, ze zdarzaja sie pacjenci i ich rodziny, ktorzy maja nadmierne
          oczekiwania i sa zwyczjnie chamscy.
          ale wypowiedzi ludzi na tym forum pokazuja, ze rozmowa dotyczy zwyklych
          oczekiwan: tego, ze dziecko, ktore i tak jest przerazone niezwykla sytuacja
          choroby i pobytu w szpitalu, nie bedzie cierpialo strachu i osamotnienia, ze
          bedzie bezpieczne i ze bedzie mialo do czynienia z fachowym personelem.

          a "fachowosc" w kazdym zawodzie obslugujacym innych ludzi to miedzy innymi
          cierpliwosc, wyrozumienie, grzecznosc wobec klienta.

    • Gość: p.i. Rodzic pacjenta to wróg szpitala? IP: *.pool.einsundeins.de 13.07.09, 13:08
      Na szczęście żadne z moich dzieci nie leżało w polskim szpitalu i nigdy nie
      będzie. Jak czytam takie artykuły (a także opowieści rodziny i znajomych) to
      jestem pewien, ze nie wrócę do Polski dopóki moje dzieci nie będą dorosłe.

      Nasz mały leżał dwa razy w szpitalu (w Niemczech), nikt się nie pytał czy matka
      z nim zostanie - TO BYŁO OCZYWISTE. Dostała swoje łózko i mogla być cały czas
      przy nim. Nigdy nikt nas nie wypraszał w czasie badan. TO JEST PRZECIEŻ MALE
      DZIECKO KTÓRE SIĘ BOI!!! Rozumiem zanik jakichkolwiek uczuć i empatii u co
      niektórych ("Jak się nie podoba to wyp..." cytowane w artykule), ale to przecież
      można przyjąć na rozum i wbić sobie do zakutego łba! Wierze, ze to pokolenie
      niedługo odejdzie w niebyt, niestety już na forum widać glosy wiernych naśladowców.


      Jak czytam te piękne przemówienie R. z Jasnej Góry to mam ochotę go kopnąć w d.:
      niech w końcu poleci na ten zachód i zobaczy jak na prawdę wyglada szacunek dla
      czlowieka (a nie tylko dla embrionu).
      • Gość: ppp Re: Rodzic pacjenta to wróg szpitala? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.09, 14:18
        Dlaczego rodziców się wyprasza w trakcie zabiegów? Bo nie potrafią zrozumieć np,
        że jak się nie da założyć wenflonu na kończyny, to się go (u małych dzieci)
        zakłada na głowę. Ale mamusia przecież nie da dziecka skrzywdzić, więc rzuci się
        bronić dziecka, albo zacznie bluzgać na personel. Niby nic, a jednak wyobraźcie
        sobie, że piszecie na kompie i ktoś wam non-stop patrzy na ręce...
        Już nie wspominam, że mamusie często uważają, że są czyściutkie, milutkie i
        wiedzą najlepiej jak leczyć własne dzieci.

        PS. Nie widzę powodu, dla którego szpital ma być darmową noclegownią dla rodzin.
        Woda kosztuje, specjalistyczne środki dezynfekcyjne kosztują, pranie bielizny
        szpitalnej kosztuje... Kto niby ma za to płacić? Że niby podatki? Litości,
        podatki idą na utrzymanie NFZetu a nie szpitale. Przykład? Bronchoskopia.
        Końcówka aparatu, jednorazowa, którą pobiera się wycinki (a robi się to w
        większości badań) kosztuje 1000zł. Cała procedura wyceniona jest przez NFZ na
        630zł... Koszty sterylizacji sprzętu, personelu (minimum 2-3osoby), innych
        "jednorazówek" policzcie sobie sami. Wychodzi, że personel powinien płacić za
        przywilej wykonania badania...
        • tw52 Re: Rodzic pacjenta to wróg szpitala? 13.07.09, 15:33
          Gość portalu: ppp napisał(a):

          > Dlaczego rodziców się wyprasza w trakcie zabiegów? Bo nie potrafią
          zrozumieć np że jak się nie da założyć wenflonu na kończyny, to się
          go (u małych dzieci)zakłada na głowę. Ale mamusia przecież nie da
          dziecka skrzywdzić, więc rzuci się bronić dziecka, albo zacznie
          bluzgać na personel.

          to niby nie mozna wytlumaczyc dlaczego sie cos robi? przeciez
          rodzice zrozumieja, ze robi sie cos dla dobra dziecka.
          wystarczy, ze sie bedzie traaktowalo i dziecko i jego rodzicow jak
          ludzi (na poczatek, a docelowo jako klientow, ktorym sluzba zdrowia
          ma uslugiwac).

          > Niby nic, a jednak wyobraźcie sobie, że piszecie na kompie i ktoś
          wam non-stop patrzy na ręce...

          i to jest najlepsze podsumowanie.
          chodzi wiec o to, zeby utrzymac totalitarna wladze na oddziale, zeby
          nie obawiac sie odpowiedzialnosci za pomylki i zaniedbania.
          • Gość: r Re: Rodzic pacjenta to wróg szpitala? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.09, 15:50
            tw2 NAJLEPSZYM SPECJALISTĄ OD WSZYSTKIEGO:)))))))))))))))))))))))))))
        • Gość: mama b Re: Rodzic pacjenta to wróg szpitala? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.09, 17:09
          moj syn mial slady i popekane zyly w 2 miejscach kazdej reki i nogi,
          4 miesieczne dziecko bylo trzymane przeze mnie i 1 pielganiarke , 2 zakladala
          wenflon.
          dziecko plakalo, mialam swiadomosc ze bedzie ciezko ale krew mnie zalewalo gdy
          glupia baba mowila ze jej sie spieszy a wenflon nie wchodzi i zyly pekaja!!!!!
          moj syn na poczatku plakal, ruszal raczkami i nozkami po kolejnym nieudanym
          razie nawet sie nie ruszal !!!! tylko okropnie plakal!!! byl skrajnie
          wymeczony!!! a ja przerazona!!! rodzic potrafi zro9zumiec to ze musi byc wenflon
          w glowe wlozony ale niech odbywa sie to po ludzku a nie w atmosferze focha
          pielegniarki ktora chce sobie isc w cholere!!!!!dla mnie to trauma do konca
          zycia widziec swoje dziecko tam wymeczone z posiniaczonymi nastepnego dnia
          rekami i nogami z popekanymi zylami = sianiakami na szczescie on tego nie pamieta!
        • Gość: gość Re: Rodzic pacjenta to wróg szpitala? IP: *.icpnet.pl 15.07.09, 01:08
          Gość portalu: ppp napisał(a):
          > Woda kosztuje, specjalistyczne środki dezynfekcyjne kosztują,
          pranie bielizny
          > szpitalnej kosztuje... Kto niby ma za to płacić? Że niby podatki?
          Litości,
          > podatki idą na utrzymanie NFZetu a nie szpitale. Przykład?
          Bronchoskopia.
          > Końcówka aparatu, jednorazowa, którą pobiera się wycinki (a robi
          się to w
          > większości badań) kosztuje 1000zł. Cała procedura wyceniona jest
          przez NFZ na
          > 630zł... Koszty sterylizacji sprzętu, personelu (minimum 2-
          3osoby), innych
          > "jednorazówek" policzcie sobie sami. Wychodzi, że personel
          powinien płacić za
          > przywilej wykonania badania...

          A co to ma wspolnego z pobytem rodzica na oddziale.

          Koszty to sprawa dobrej organizacji a nie rodzica.
          Rodzic domaga sie tylko godziwego traktowania maego pacjenta i jego
          samego.
          Przemowienia o kosztach szpitali to do innych. Koszty rosną jak sie
          wywozi sprzet ze szpitala do prywatnej kliniki do prywatnego zabiegu.
          Anestezjolodzy dziecięcy w godzinach pracy szpitala pracuja w
          prywatnych klinikach i wracaja do szpitala po zakończonym zabiegu.
          Koszty szpitala liczone od drugiej strony, obciążaja szpitale, ale
          co ma do tego rodzic.
          Sama czekalam z dzieckiem 3 godziny na pania anestezjolog, bo
          wyjechala poza szpital, a nawet wiem gdzie, bo dzwonily po nia
          pielęgniarki.
          Moge więcej opisac o Instytucie.
          Dlatego leczę dziecko prywatnie, i unikam jak moge szpitala w
          Poznaniu.
    • Gość: autor Rodzic pacjenta to wróg szpitala? IP: 204.52.187.* 13.07.09, 13:13
      Nie tylko w Poznaniu tak jest. Niestety i w Warszawie i w Lublinie
      było podobnie. Dziecko podczas zabiegu zabierane rodzicom, a pozniej
      na rączce dziecka widzialam czerwone plamy po palcach - tak mocno go
      ściskały, dziecko aż się zachodziło z płaczu. Mysle, ze przyczyną
      jest przestarzały personel, który chyba nie zapoznał się z konwencją
      praw pacjenta i zdawałoby się normalne zasady ma w nosie. Czy
      kiedykolwiek coś się zmieni?????????? Zdrowia dla wszytskich dzieci
      i rodziców.
    • mom123 Rodzic pacjenta to wróg szpitala? 13.07.09, 13:18
      cieszę się, ze ktoś zajął się tym tematem. Oczywiście jest wiele
      przyjaznych szpitali, ale najczęście pobyt w szpitalu to horror,
      koszmar śniacy się przez wiele lat od momentu wyzdrowienia dziecka.
    • dzyndzelka Rodzic pacjenta to wróg szpitala? 13.07.09, 13:20
      Z doświadczenia jak i z obserwacji wiem, że pogodzenie i zadowolenie obu stron czyli szpitala i rodziców jest baaardzo trudne. Każda strona ma swoje racje. Ja rozumiem, że rodzic ma prawo i powinien być ze swoim dzieckiem w spzitalu ale niektórzy rodzice to na prawde przywoza ze sobą bardzo duzo rzeczy, które przeszkadzają w pracy na oddziale,nie wspominajac,że przeszkadzają także innym dzieciom w pokojach.Z kolei personel na niektórych oddziałach po prostu przegina, z tym, że nie mozna nawet karimaty rozłożyć. Takich przegięć w jedną i drugą strone jest mnustwo i najważniejsze aby znaleźć ,,ten'' złoty środek, bo to w końcu chodzi o zdrowie małych pacjentów.A warunki w szpitalu hmm nowowyremontowane oddziały są przyjazne dla dziecka jak i rodzica(chodzi o wyposażenie itp)na tych starszych...no niestety troszke jeszcze brakuje
    • Gość: jadzia Rodzic pacjenta to wróg szpitala? IP: *.sk5.am.poznan.pl 13.07.09, 13:22
      Sama miałam dziecko na szpitalnej. Moja mała była na na 3 osobowej sali, ciasno
      mało miejsca. a inni rodzice to kompletne buraki. Nie umyci, głośni, stale
      gadali przez komórki i słuchali radia.
      Było duszno, głośno, śmierdziało! Jak moje dziecko może się leczyć w takich
      warunkach!
      Im mniej rodziców tym lepiej!
      A najlepiej sale 1-osobowe dla każdego!
    • barbara.k-k Warszawa-Szpital Bielański 13.07.09, 13:25
      Takie zachowanie władz szpitalnych jak i personelu wobec rodziców a
      tym samym nieletnich pacjentów, którzy mają prawnych opekunów
      narusza podstawowe prawa człowieka. sprawę powinno się skierować do
      Rzecznika Praw Obywatelskich. W kwietniu byłam z 4-letnią córką na
      oddziale pediatrii w szpitalu Bielańskim. fantastyczne warunki,
      przyjazny, wyrozumiały i sympatyczny personel medyczny.oddział jest
      nowiutki, oddany w tym roku. na sali są po dwa łóżka, dwa fotele dla
      rodziców + łazienka.jest też kuchnia dla rodziców. Codziennie rano
      jak i w ciągu dnia robiłam ciepłą herbatę dla siebie i mleko dla
      dziecka i wnosiłam na salę, przyrządzałam domowy obiadek podgrzany w
      szpitalnej mikrofalówce. na podłodze stały dwie duże torby- jedna z
      zabawkami druga z ciuszkami i innymi potrzebnymi drobiazgami.nikt
      nic nie mówił.Wraz z druga mamą dbałyśmy o czystość i porządek na
      sali, po każdym śniadaniu czy obiedzie było posprzątane. Rodzice
      narzekali jedynie na cieknący czajnik w kuchn. Mimo nieprzyjemnych
      dla nas okoliczności pobyt w szpitalu jak i opieke lekarską
      wspominamy miło.dziecko mówiło że lubi szpital (nie wliczając w to
      zmianę welfronu czy zastrzyki).Mama wraz z Darią pozdrawia oddział
      pediatryczny w Szpitalu Bielańskim. Inne szpitale dziecięce mają w
      nim godny do naśladowania wzór.
    • nurse_manager Re: Rodzic pacjenta to wróg szpitala? 13.07.09, 13:35
      Pozwole sobie zabrac glos z drugiej strony.
      Tytulem wstepu - znam Krysiewicza i Szpitalana z praktyk (Szpitalna wtedy to
      nowiutki szpital) i krotkiego okresu pracy na OIOM-ie.
      Obecnie mieszkam i pracuje daleko poza Polska (szczegoly nie maja znaczenia, a
      reklamowac swojego szpitala nie bede, choc zasluguje).
      1. Sterylnosc - kapci nie uzywa sie od LAT. Natomiast wielu rodzicow nie raczy
      nawet umyc rak (a maja gdzie) przed czy po kontakcie z dzieckiem. Idzie
      potem rodzic dziecka z MRSA czy VRE cos zjesc, dotyka wszystkiego zainfekowanymi
      rekoma.... Musze konczyc?
      2. Dziecko lepiej sie czuje i szybciej zdrowieje w przyjaznym otoczeniu.
      Udowodnione bardzo mocno. Rodzice u nas (a i chyba w kazdym znanym mi szpitalu
      dzieciecym) nie tylko moga byc przy dziecku, ale i spac na szpitalnej
      wersalce.
      Znow bywaja rodzice, ktorzy posuwaja to ad extremum - rozbieraja
      sie, zgola przebieraja w pizamy, chodza boso i polnago po oddziale.
      3. Prysznic - jest jeden na oddzial (33 lozeczka OIOM).
      4. Jest jeden hotelik, dla rodzicow np. z daleko ktorych dziecko jest w
      stanie bardzo krytycznym. Jest to po prostu rodzaj hotelowego apartamentu,
      polaczonego bezposrednio z jednym z pokoi. Rodzice nie placa za to, jesli
      natomiast potrzebuje ktos tego bardziej, prosi sie rodzicow dziecka ktore sie
      polepsza o opuszczsenie. Zreszta codziennie trzeba odnawiac to pozwolenie.
      5. Jesc moga rodzice w kafeterii. Przy lozku dziecka JESC NIE WOLNO -
      dotyczy to wszystkich. Wyjatkiem jest przykryty kubek wody (prosze
      wytrzymac 12 godzin bez picia.)
      6. Wrzeszczace pielegniarki/lekarze. Temat jak morze. Wszyscy jestesmy
      ludzmi, nasze dzieci tez choruja, a maz czy zona ma pretensje o niedosmazone
      ziemniaki. Mowie jednak z pelnym przekonaniem, rzadko, bardzo rzadko
      widze te/tych wrzeszczacych. Odwrotnie, olbrzymia wiekszosc
      lekarzy/pielegniarek to ludzie z poswieceniem.
      7. Podejscie rodzicow to mi sie nalezy. Znow temat jak morze. Sa rodzice
      ktorzy potrafia wspolpracowac, potrafia przewinac dziecko czy nakarmic (nie
      kazdy przypadek na to pozwala), ale saa i tacy, ktorzy wrzeszcza: "Moje dziecko
      placze. Zrobcie cos", ale nawet dziecka nie poglaszcze. Czesto to sa rodziny
      dysfunkcyjne lub nadopiekuncze, szczegolnie z poczuciem winy (znany przypadek z
      Johns Hopkins, dziecko oparzone).
      8. Rozdajemy rodzicom list "Smiech". Streszczenie: Czesto siedzicie u lozka
      swojego ciezko chorego dziecka i slyszycie cos niebywalego - smiech...... My tez
      mamy dzieci, my tez myslimy o nich. To wlasnie smiech pomaga nam zrozumiec
      lepiej Wasza sytuacje.... My tez placzemy, choc tego moze nie widzicie.... A gdy
      wracamy do domu, sciskamy nasze dzieci, ze One sa.....
      Ot, kilka mysli na biezaco.
      Jesli ktos zainteresowany, prosze o maila "gazetowego".
    • mamina79 No i w końcu ktoś sprawe nagłosnił! 13.07.09, 14:33
      Nie prawda jest, że wszystkie oddziały na Szpitalnej tak samo traktują
      rodziców, pani sie chyba coś pomyliło. Ja z moim synkiem leżeliśmy na Urologii
      dziecięcej z Chirurgią gdzie nie było żadnych wygód, ale być mogłam,spałam na
      rozkładanym fotelu(swoim), mogłam wziąść prysznic poprosić o zalanie kawy.Była
      równiez lodówka w której można było pozostawić żywność. O tym co się dzieje na
      nefrologii głośno było wśród rodziców, to wstyd dla pracujących tam ludzi, bo
      człowiekiem trzeba być w każdej sytuacji.
      • baranek44 chirurgia a gastrologia 13.07.09, 20:01
        gastrologia w porównaniu do chirurgii to Sheraton! 2 tygodnie na gastrologii
        były naprwade super ,jeśli pobyt w szpitalu można tak nazwać. chirurgia to
        masakra! żadnych nawet minimalnych warunków pod każdym względem. byliśmy na
        chirurgii tygzień.
    • marafioti Rodzic pacjenta to wróg szpitala? 13.07.09, 14:39
      paranoja. Glupia Polska jak but. Zyje we wloszech. kiedys moje dziecko zostalo
      zatrzymane w szpitalu na 2 tygodnie, poniewaz niespodziewanie spuch jej palec,
      a opuchlisna nie schodzila. w kazdym badz razie spedzilam z zdrowym dzieckiem
      na szeregu badan. mialam swoje lozko. codziennie zmieniano posciel. blagalam
      pielegniarke ,zeby zmieniala mi co 2- 3 dni- nie bylo problemu. chodzilam z
      dzieckiem po korytarzu jesli bylo to mozliwe (rozumiem ,ze czasami nie mozna
      ,bo akurat panowal okropny wirus i duzo przypadkow zapalenia oskrzeli).
      higiena to podstawa. moglam sie wykapac. otrzymywalam za darmo wode i jogurty.
      oczywiscie za jedzenie musialam zaplacic- to normalne.aa jedyne wyjscie jakie
      moglam sobie urzadzic to do dziecego przedszkola, gdzie bylo duzo ksiazek,
      zabawe, zajecia z okreslona osoba. wiec nie rozumiem dlaczego w Polsce robia
      takie problemy, jak powszechnie wiadomo, ze Polacy nie sa najczystszym
      krajem. Nie wspomne o higienie osobistej.
    • joanna2008 Rodzic pacjenta to wróg szpitala? 13.07.09, 14:59
      Jestem mamą 7 miesięcznej dziewczynki. Na ww.Odział Nefrologii trafiłam z małą
      tydzień po jej narodzinach, po cieciu cesarskim. Siedziałam na tym drewnianym
      krzesełku wiele godzin przez kilka dni z boląca raną po cesarce.Uczyłam się na
      tym składanym drewnianym krzesełku karmić piersią.
      Nieludzkie traktowanie pacjenta i jego rodziców nie jest tam sprawą złych
      warunków lokalowych ale nieżyczliwego personelu średniego który sam ustala
      zasady na tym oddziale.Spędziłam w tym szpitalu również 2 tyg na oddziale
      chirurgii-brzydkimi i niewyremontowanym ale z życzliwym personelem. O ileż
      różne są moje wspomnienia z tego oddziału.
      Brak prysznica, kuchni,snu...to jest dla mnie nic choć było ciężko. Gorzej
      znieść niepotrzebny zupełnie płacz własnego dziecka.
      Zapraszam wszystkich pod Oddział przed 7 rano. Po drzwiami słychać wtedy płacz
      dzieci którego słuchają przestępujący nerwowo z nogi na nogę rodzice którzy
      zostali na czas sprzątania sal i kąpieli dzieci wywaleni brutalnie za
      drzwi.Dlaczego nie można dziecka umyć samemu albo przy tym być?Dlaczego
      wszystkich rodziców wywala się jednoczasowo przez co dzieci płaczą dłużej
      osamotnione czekając na swoją kolejkę?
      Widziałam różne szpitale i różnie zorganizowane oddziały.Takiego jak ten
      nigdy. Ciesze się że ktoś wreszcie o tym napisał.
      J.

      • Gość: gość Re: Rodzic pacjenta to wróg szpitala? IP: *.icpnet.pl 15.07.09, 01:27
        joanna2008 rodzicow sie wyrzuca, ponieważ wszystkie dzieci sa myte w
        tej samej wodzie i tej samej wanience.
        W krysiewiczu myto dzieci tak samo. Na sali były dzieci z biegunka-
        rota wirus i zapaleniem pluc. Wszystkie myte w calości w jednej
        wodzie i wannie. Ja swojej nie pozwolilam nikomu myć i w zadnej
        wanience. Szlam pod prysznic i sama myłam dziecko, wczesniej prosząc
        o środki dezynfekcyjne. Po wydezynfekowaniu brodzika-prysznica
        dopiero kapalam corkę.
        Salowe myją urzadzenia, ale nigdy nie dezynfekuja.
        Wszelkich srodkow ostrozności wymagalam od siebie jak i od personelu.
        I zawsze bylam z dzieckiem tylko i wyłącznie dla jego dobra, a nie
        personelu.
    • gregsmile Rodzic pacjenta to wróg szpitala? 13.07.09, 15:01
      rodzic może zostać z dzieckiem w szpitalu ale nie za darmo.
      odpłatność za dziecko to 23 eur dziennie, a za rodzica 32 eur
      dziennie. i są to stawki za państwowy szpital. szpitale prywatne za
      sam pokój nie są sporo droższe, natomiast zabiegi są płatne w pełni,
      można je sobie potem odpisać z ubezpieczenia zdrowotnego prywatnego
      (10% udział własny).
      tak to działa w Skandynawii. nikogo tutaj to nie szokuje jakoś.
    • Gość: dorota Rodzic pacjenta to wróg szpitala? IP: *.stk.vectranet.pl 13.07.09, 15:31
      Ja takze bylam obok swojego chorego dziecka w szpitali.Mage
      stwiedzic z pelna odpowiedzialnoscia jedno,ze wielu rodzicow
      zachowywalo sie wiele gorzej niz ich chore dzieci i wielu z nich
      chetnie wywalilabym ze szpitala
    • Gość: pf Rodzic pacjenta to wróg szpitala? IP: *.chello.pl 13.07.09, 18:04
      Rok temu hospitalizowali mi dwuletniego syna w szpitalu dziecięcym na
      Niekłańskiej (Warszawa). Miał ranę powieki, podejrzenie uszkodzenia oka.

      Pielęgniarki zabroniły mi zostać z synem, bo jestem mężczyzną, a oddział był
      koedukacyjny.
      Żona była w tym czasie w domu z noworodkiem - nie bardzo więc mogliśmy się zamienić.

      Szczęście, że pod ręką była babcia i że była ona kobietą.
    • 1agawa-online Rodzic pacjenta to wróg szpitala? 13.07.09, 21:39
      Moj syn był w Klinice przez 4tygodnie,bylam razem z nim mogłam brać
      prysznic dostałam rozkładane łóżko i pościel nawet dostałam bony na
      jedzenie.Lekarze byli mili pielęgniarki także.Niestety było to w
      Niemczech.Dlatego życze wszystkim dzieciom i rodzicom takich samych
      szpitali i klinik jak w Niemczech.
    • Gość: slawek Rodzic pacjenta to wróg szpitala? IP: 79.162.156.* 14.07.09, 00:17
      To też opowieści oparte na historiach z poznańskich szpitali - z Krysiewicza i ze Szpitalnej. Temat niedawno podnoszony w "Polityce":


      Tekst linka

      Tekst linka


      Kropla drąży skałę. Może i lekarze/służba zdrowia kiedyś się zmienią...
    • v.i.k.k.a najwiekszym wrogiem pacjenta sa pielegniarki 14.07.09, 03:05
      w kazdym szpitalu
      • mama_pisarka Re: najwiekszym wrogiem pacjenta sa pielegniarki 14.07.09, 09:27
        a moze juz czas na akcje jak np byla rodzic po ludzku zamienic na szpital
        przyjazny dziecku ci wy na to?
        • notyetde Re: najwiekszym wrogiem pacjenta sa pielegniarki 15.07.09, 00:48
          popieram, tylko ze obie akcje powinny wspołistniec. bo w szpital
          polozniczych nadal "srednio sie po ludzku rodzi" - a moze inaczej-
          infrastruktura sie polepszyla, ale podejscie niektorych lekarzy nie
          bardzo. pacjent - smiec i debil, placzaca z bolu kobieta -
          histeryczka i nie wiadomo po co chce to znieczulenie.niektore
          teksty z porodowki chbya bede pamietac do smierci.
    • marek.es Rodzic pacjenta to wróg szpitala? 14.07.09, 11:20
      Wyobraźmy sobie sytuację, w której przy każdym pacjencie ktoś czuwa.
      To dostawmy mu łóżko,zeby miał gdzie spać. A potem stolik. Może
      szafę? Rozumiem,że tak mali pacjenci wymagają opieki szczególnej,
      opieki rodzica. Ale skoro mamy szczególne wymagania, to czy owi
      rodzice byliby skłonni zapłacić gdyby pojawił się oddział szpitalny
      z funkcją hotelu? Z tym,że część hotelowa była komercyjna.
      • tw52 Re: Rodzic pacjenta to wróg szpitala? 14.07.09, 13:10
        marek.es napisał:
        > Rozumiem,że tak mali pacjenci wymagają opieki szczególnej,
        > opieki rodzica. Ale skoro mamy szczególne wymagania, to czy owi
        > rodzice byliby skłonni zapłacić gdyby pojawił się oddział szpitalny
        > z funkcją hotelu? Z tym,że część hotelowa była komercyjna.

        te wymagania w 21 wieku w Europie nie sa SZCZEGOLNE, sa normalne.
        mysle, ze wiekszosc rodzicow byla by sklonna zaplacic niewelka sume za dodatkowe
        lozko i korzystanie z odrebnej kuchenki - nalezy przeciez pokryc koszty
        sprzatania, prania poscieli itp.

        a na tych, ktorych na to nie stac, moze jakas organizacja charytatywna (przeciez
        jest w Polsce sporo katolikow) mogla by to sponsorowac, uzyskujac dochody np. z
        obnosnej sprzedazy po szpitalu gazet czy upominkow.
        • Gość: marek.es Re: Rodzic pacjenta to wróg szpitala? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.09, 06:47
          Czyli darmoszka? A co myślisz o sumie np. 30 zł za dobę?
          • alfalfa Re: Rodzic pacjenta to wróg szpitala? 16.07.09, 16:00
            Dla mnie może byc choćby euro, dla kogoś innego 30pln to za dużo.
            Pytanie tylko na co idą te moje przymusowe składki, które wpłacam do
            najlepszej ubezpieczalni na świecie?
            A.
    • Gość: O Rodzic pacjenta to wróg szpitala? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.07.09, 23:09
      SZPITAL NIE JEST OBOWIĄZKOWY. JAK TAM JEST TAK ŹLE, TO MOŻNA
      ZREZYGNOWAĆ... ZAJĄĆ SIĘ DZIECKIEM W DOMU. PRZECIEŻ JAK PISZECIE
      PRZEMĄDRZAŁE LEPIEJ ZNACIE SIĘ NA LECZENIU NIŻ CAŁY PERSONEL. A
      OTWÓRZCIE PRYWATNĄ KLINIKĘ, UDOSTĘPNIJCIE BEZPŁATNIE MIEJSCA HOTELOWE
      RODZICOM, CIOTKOM,DZIADKOM A NAWET SĄSIADOM.....
      • notyetde Re: Rodzic pacjenta to wróg szpitala? 15.07.09, 00:52
        nie szpital nie jest obowiazkowy, ale smierc tak. smierc i
        podatki.dzieckiem mozna zajac sie w domu, jesli jego stan na
        pozwala, ale pewnie O o tym wiesz? i nie twierdzimy ze znamy sie na
        leczeniu..nikt tego tu nie powiedzial. chodzi glownie o podejscie
        personelu.
      • Gość: gość Re: Rodzic pacjenta to wróg szpitala? IP: *.icpnet.pl 15.07.09, 01:44
        Gość portalu: O napisał(a):

        > SZPITAL NIE JEST OBOWIĄZKOWY.

        Ale państwowy i utrzymywany z naszych wspólnych pieniędzy.

        Szpital to lecznica i ma słuzyć chorym dzieciom, to nie dom
        wczasowy, ktory nie jest obowiązkowy.
        Natomiast szpital kiedy dziecko jest bardzo chore jest obowiązkowy,
        łacznie prawnie. Bo jezeli rodzic nie zgodzi sie na leczenie
        szpitalne i tym samym zagrozi zdrowiu lub zyciu ludzkiemu to dopiero
        ponosi odpowiedzialność. Wniosek: szpital dla bardzo chorych dzieci
        jest obowiązkowy.

        >JAK TAM JEST TAK ŹLE, TO MOŻNA
        > ZREZYGNOWAĆ...

        Nie można, grozi odpowiedzialnośc karna.


        >ZAJĄĆ SIĘ DZIECKIEM W DOMU.

        tak, o ile nie wymaga leczenia szpitalnego.

        >PRZECIEŻ JAK PISZECIE
        > PRZEMĄDRZAŁE LEPIEJ ZNACIE SIĘ NA LECZENIU NIŻ CAŁY PERSONEL.


        Tu rodzice piszą o zlym traktowaniu dzieci i ich samych a nie o
        leczeniu.


        >A OTWÓRZCIE PRYWATNĄ KLINIKĘ,


        Jest takich szpitali kilka.

        UDOSTĘPNIJCIE BEZPŁATNIE MIEJSCA HOTELOWE
        > RODZICOM, CIOTKOM,DZIADKOM A NAWET SĄSIADOM.....

        Są udosteniane, łącznie z wyrzywieniem.
        Corka miala zabieg, bardzo miły personel, otrzymalam wyrzywienie,
        kawę i inne napoje, łóżko, i wszystko do dyspozycji.
        Do tego nie bylam sama, a z malżonkiem.

        Jestem calkowicie za sprywatyzowaniem poznańskich szpitali
        dziecięcych. Powywalaniem ludzi nieodpowiedzialnych i zle
        wychowanych, traktujących dziecko i rodzica jak "taborety" ktore
        mozna przestawiać, jak sie chce i ile sie chce.
        A taki personel z takim stwierdzeniem jak twoje to pierwszy do
        odstrzału z odziału z zakazem pracy przy dzieciach łącznie.
        Bo dorosly sobie nie pozwoli na takie traktowanie.



        Jest takich szpitali kilka
    • Gość: m. Re: Rodzic pacjenta to wróg szpitala? IP: 79.97.44.* 20.04.14, 19:16
      Mialam nieprzyjemnosc byc w Polskich szpitalach w ciazy wielokrotnie, pozniej z dzieckiem trzy razy. Maly nabawil sie takiej traumy ze bal sie ludzi w bialych faruchach.... Teraz jestesmy w Dublinie. Operacja byla tu wykonana i hospitalizacja z bardzo powaznej przyczyny. Dziecko nie wiedzialo, ze jest w szpitalu, nie chcial wychodzic.
      Do operacji przygotowywany w spokojny sposob, venflon wkluwany po uspieniu gazem dopiero na sali operacyjnej, caly czas bylam z nim. Dopiro jak zasnal wyszlam z sali. Jak zabieg mial sie ku koncowi, zadzwonili na komorke ze mamy wracac., zeby syn obudzil sie przy mamie. Zabrano nas stamtad na wozku - trzymalam synka na rekach. Wszedzie zabawki, banki, kolory, ksiazki, plastry kolorowe, fartuchy kolorowe i wszyscy usmiechnieci i laskoczacy podczas badan ;-) Pamietam jak pracowlam na Szpitalnej, masc znieczulajaca dla dzieci lezala po to zeby ja pokazywac praktykantkom - ze cos takiego istnieje, ale 'trzeba za dlugo czekac zeby zadzialalo' itd...tu niedosc, ze venflon wkluwany jest po uspieniu, to i tak miejsca sa smarowane ta mascia.
      Przed iniekcjami, zawsze znieczulana jest skora srodkiem chlodzacym itp. Nie trzyma sie dzieci (jak i doroslych) niepotrzebnie w szpitalu trzy dni, po to zeby poobserwowac po drobnym zabiegu. Pomijam wyposazenie oddzialow w pokoje zabaw i 'balkony' zabaw, tak obfitujace w ksiazki, zabawki, instrumenty muzyczne ze polskie przedszkola tak nie wygladaja ale sam stosunek do rodzicow i dzieci. Nie chce jesc obiadu ? To moze tosta ? A na deser lody albo galaretka albo budyn (po co udawac debila - wszyscy wiedza ze dzieci uwielbiaja lakocie i jedza je w domu ! Tak dziecko ma sie czuc w szpitalu). I przy sniadaniu pyataja, na co mialby ochote pozniej - kurczak czy wieprzowina, a moze zupka ???? A pani cos zje ? Moze sie Pani przespi a synek pobawi sie z dziecmi ? (zwsze sa opiekunki z dzieciakami - wolontariuszki).
      Jesli nie jest to silnie zakazna choroba - odwiedzjacych moze byc cala rodzina lacznie z rodzenstwem, mozna siedziec cala noc (limit tylko dotyczy lozka na noc, mozna siedziec we dwojke ale lozko bedzie dla jednego rodzica w pokoju z dzieckiem).
      Dzieci biegaja, bawia sie, graja, smieja i robia to co w domu, nikt nie goni i nie wrzeszczy, ze maja byc cicho! Wszystkie badania inwazyjne robione sa w znieczuleniu, takze tomografia jesli dziecko nie czuje sie dobrze podczas badania, nie trzeba za nia doplacac! To podstawa. Zaznaczam, ze jestesmy pacjentami publicznymi, bez prywatnego ubezpieczenia.... Synek kolejny raz bedac w szpitalu powiedzial, ze znowu tu przyjdzie a pielegniarki dostaly stokrostki zebrane ze szpitalnego trawnika (tak, tak! mozna wychodzic na zewnatrz).
      Pamietam, jak byl trzymany przez dwie pielegniarki, tzrecia zakladala mu venflon i pobierala krew, wymiotowal, plakal tak i sie rzucal ze pekaly zyly....tutaj dalo sie to zrobic tylko z marudzeniem. W Polsce - 'jak nie nasika do pojemnika to bedziemy cewnikowac!', tutaj: ' spokojnie, mamy czas, jak nie dzis to jutro.'

      Nie chodzi o drogie wyposazenie, cieplo i dobroc nie jest chyba az tak kosztowne co ? Mozna stworzyc dobre warunki wszedzie - dzieci boja sie rozlaki, obcych i bolu - to normalne, po co maja miec traume z powodu 'leczenia' ?????
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka