Gość: FajfBi
IP: *.udn.pl
25.01.04, 21:58
To była najlepsza szkoła życia! Bo tego, co nauczyłem się o samochodach, już
dawno nie pamiętam, a tego, jak sobie radzić, żeby nie zginąć, nie zapomne
do końca życia! Na warsztatach niezapomniane prostowanie prętów w pierwszej
klasie, potem tworzenie monstrualnych wiórów na maszynach [który to psor
krzyczał: nie cafaj, nie cafaj!?] docieranie zaworów u Makucha [ten nigdy
nie dał wyjść wcześniej do domu]. I te fartuchy na pracowni... ;) A komisy u
Czuba...? [uczeń zrezygnował z odpowiedzi - dwa z kropką]. A poczucie humoru
Kołtuna... I lewe sprawdziany u Myszy... I wycieczka do Węgierskiej Górki
[komisyjne likwidowanie napojów wyskokowych w ubikacji na kwaterze]. A
ogniska w Kosowie... Piękne chwile! Ech, łezka się kręci, jak wspomnę
pogrzeb Ciepłej... i klasową stypę w "relaksie". Pozdrawiam! Przede
wszystkim chłopaków z "Fajf bi" ;) [pamiętacie, kto nas tak nazwał?] To se
ne vrati;)