torquemada_pl
23.04.10, 08:37
Skandaliczne zachowanie delegacji marszałka Komorowskiego - opisuje
pogrzeb Matki Solidarności Portalpomorza.pl. Według
reportera "Dziennika Pomorza", asystenci polityka PO spóźnili się
2,5 godziny i czuć było od nich alkohol.
Przy grobie legendarnej opozycjonistki nie było już przyjaciół i
rodziny. Uroczystość zakończyła się ponad 2 godziny temu. Pod sam
grób zajechał samochód, z którego wysiadło kilku mężczyzn. A wśród
nich byli: asystent Bronisława Komorowskiego, Waldemar Strzałkowski
i pełniący funkcję rzecznika marszałka, Jerzy Smoliński. Z bagażnika
wyjęli żałobny wieniec, a na wstędze było napisane: "Bronisław
Komorowski - Marszałek Sejmu"
- Nieśli wieniec chwiejnym krokiem – czytamy na pomorskim portalu.
Na cmentarzu Srebrzysko w Gdańsku-Wrzeszczu, gdzie spoczęła
Walentynowicz był jeszcze reporter „Dziennika Pomorskiego”. Udało mu
się porozmawiać z jednym z nich, który nie chciał zdradzić, dlaczego
dopiero 2,5 godziny po ceremonii żałobnej, bez przyjaciół i rodziny
Anny Walentynowicz i bez złożenia kondolencji, podrzucają wieniec od
Marszałka Sejmu.
Reporter czuł od mężczyzny alkohol – powiedział portalowi Gazeta.pl,
Wojciech Szramowski, prezes firmy, która wydaje Dziennik Pomorza.
W jaki sposób tłumaczą się ludzie Komorowskiego? - Nie byliśmy
delegacją, byliśmy tam prywatnie, po pracy. Marszałek nie mógł
przybyć na pogrzeb, bo zatrzymały go inne obowiązki – wyjaśnia
rzecznik marszałka Komorowskiego, Jerzy Smoliński. - My wcześniej
byliśmy na obiedzie w rezydencji abp. Sławoja Leszka Głodzia. Do
obiadu podano wino. Wypiliśmy po lampce, może dwie - powiedział
serwisowi TVN 24.
mm/Portalpomorza.pl/Gazeta.pl/TVN24