wemur
20.03.12, 23:17
(...)Wyobraź sobie następującą sytuację. Masz mały biznes. Nic szczególnego, ale da się wyżyć. Twój rok zaczyna się powodzią. Złe warunki pogodowe nie są winą rządu (choć oczywiście Zieloni mogliby się nie zgodzić), ale już kiepski stan wałów przeciwpowodziowych - tak. Twoja siedziba zostaje zalana i musisz wysupłać trochę kasy na odnowę. Decydujesz, że nie możesz już polegać na urzędnikach odnośnie wałów przeciwpowodziowych i decydujesz wykupić polisę na przyszłość. Ubezpieczalnia jednak doszła do tego samego wniosku na temat jakości zabezpieczeń anty-powodziowych i zwiększa znacznie cenę ubezpieczenia. Te dodatkowe koszty, sprawiają, że chętniej akceptujesz umowę z nowymi, tańszymi dostawcami, których jeszcze nie sprawdziłeś. Po pewnym czasie okazuje się, że owszem dostawcy są tańsi, ale tylko dlatego, że robią przekręty na fakturach czy VAT. Zostajesz wciągnięty w spory z urzędem skarbowym. Musisz opłacić prawników i jakieś grzywny. Żeby było ciekawiej, twój kontrahent zaczyna ci grozić jakimiś łysymi facetami z ABS i z zapałkami, jeśli będziesz zbytnio pomocny urzędowi skarbowemu. Ponieważ policja Cię olewa, zostajesz zmuszony do zatrudnienia prywatnej firmy ochroniarskiej. Rząd także zauważa wzrost oszustw podatkowych i podnosi podatki, żeby uzyskać oczekiwane przychody, tym bardziej, że też musi wysupłać trochę kasy na renowację budynków zniszczonych przez powódź. Twoje kieszenie są już puste, więc udajesz się do banku i akceptujesz pożyczkę na lichwiarski procent. Wszystkie te przykre przeżycia sprawiają, że zapadasz na zdrowiu. Masz załamanie nerwowe i potrzebujesz opieki i leków. Ponieważ publiczna opieka medyczna jest do kitu, wydajesz jeszcze więcej kasy na leczenie prywatne. Kasy której już ani Ty ani Twoja rodzina nie macie. Z tobą w szpitalu i przy niższych dochodach, Twoja żona podejmuje pracę na czarno jako prostytutka...
A teraz wyobraź sobie, że dużo Twoich wspólobywateli także miało rok jak u Lemon'ego Snicket’a. Leżysz sobie teraz w szpitalnym łóżku i zabija Cię apopleksja w momencie w którym słyszysz jak premier się chwali, że dzięki niespodziewanemu wzrostowi inwestycji i sektora usług, PKB wzrósł (!).
I to jest właśnie podstawowy (ale nie jedyny!) problem z PKB:
Utrzymanie i odnowa instalacji zwiększają PKB, nawet jeśli nie zwiększają Twojego bogactwa
Ubezpieczenia zwiększają PKB, nawet jeśli rosną przy mniej kompetentnych rządach
Prawnicy i doradcy podatkowi zwiększają PKB, pomimo tego że są tak na prawdę tylko kosztem trudnego i złego prawa
Firmy ochroniarskie zwiększają PKB, pomimo tego że są tylko kosztem nieefektywnej policji
Opłaty bankowe zwiększają PKB pomimo tego że są kosztem finansowania ekonomii
Prywatna służba zdrowia zwiększa PKB, pomimo tego, że jest oznaką nieefektywnej publicznej służby zdrowia
Ale to nie wszystko - oszustwa VAT, szara strefa, wyższe wpływy podatkowe - wszystko to zwiększa PKB według europejskiego prawa (jeśli mi nie wierzysz, sprawdź sobie np Decyzję komisji europejskiej 31998D0527 (po angielsku). Jak już to przeczytasz i pozbierasz szczękę z podłogi nie zapomnij podziękować wszystkim przestępcom skarbowym za ich wkład dla naszej ekonomii).
I na koniec jeszcze jedno - oczywiście przedsiębiorstwo pogrzebowe, które zajmie się Twoim ciałem, też zwiększy PKB. Nie zapominajmy też o naszym kochanym ZUS-ie, który dzięki twojej przedwczesnej śmierci, właśnie sobie poprawił bilans przyszłych wypłat. Bezrobocie też spadnie, jak ktoś zajmie twoje wolne miejsce. Tak więc sam widzisz, że to był naprawdę wspaniały rok dla podstawowych wskaźników Twojego kraju, więc przestań się użalać, bo Twoi ministrowie odwalili kawał dobrej roboty...
Więc jak poprawić nasz system oceniania? Po pierwsze spójrzmy na alternatywne rozwiązania. Na przykład jest jeden malutki kraj trzeciego świata, który używa Narodowego Indeksu Szczęścia (odnośnik po angielsku).... Jak pierwszy raz o tym usłyszałem, roześmiałem się na głos...Teraz myślę raczej “O kurczę, łatwiejsze i z lepszą dokładnością niż PKB”
Tylko dlatego, że coś nie brzmi jak fizyka kwantowa, nie oznacza że jest głupie. Zastanów się co jest tak na prawdę dla Ciebie ważne? Jakiś mityczny numer PKB czy to że czujesz że Twoje życie się poprawiło bądź zmierza w dobrym kierunku? Oczywiście ten wskaźnik też ma pewne wady. Szczęście może bardzo się zmieniać w krótkim odstępie czasu. Wyobraź sobie, że Polska wygrywa Mistrzostwa Świata w piłce nożnej (Ok, to może być zbyt trudne do wyobrażenia...to wyobraź sobie że wygrywamy Eurowizję...dobra, to też nie jest zbyt dobry przykład...bo ja wiem… wyobraź sobie że wygrywamy cokolwiek, że mecz z Niemcami w Gdańsku skończył się 15 sekund wcześniej) – jestem pewien, że w tym przypadku Narodowy Indeks Szczęścia poszybowałby w górę, nawet jeśli wpływ rządu na wynik był zerowy. A teraz wyobraź sobie, że 2 tygodnie później rząd obwieszcza, że kasa jest pusta i musi podwyższyć podatki (z wyobrażeniem tego niestety żaden z nas nie będzie miał problemów) - Narodowy Indeks Szczęścia leci na łeb na szyję. Tak więc jak widać czas przeprowadzania pomiaru jest szalenie istotny. Żeby to jako tako funkcjonowało musielibyśmy robić częste pomiary i obserwować trendy a nie pojedyncze badania. Poza tym jest jeszcze jeden problem z tym indeksem – ten indeks sprzyja krótkoterminowemu myśleniu. Szybkie obniżki podatków mogą wynieść indeks pod niebiosa, ale czasami lepiej jest się nie zadłużać bądź zainwestować te pieniądze w coś tak zapomnianego w krótkim okresie jak na przykład wały przeciwpowodziowe.
(...)
żródło: Kłamstwa, cholerne kłamstwa i statystyki czyli o tym jak oceniać ministrów