pchlaszchrajka
05.11.13, 22:06
dawno dawno temu
była sobie firma, która ma jak to jest normalnie przynosić dochody, żeby się utrzymać, inwestować, żeby się rozwijać, tworzyć nowe miejsca pracy itp. itd.
Rada nadzorcza tej firmy powołuje prezesa, żeby nimi sprawnie rządził. No i ten prezes zaczyna podejmować decyzje:
zadłuża firmę, zaciąga kredyty... rada nadzorcza patrzy na to wszystko. Patrzy na cyferki, poniżej poziomu zera, coraz niżej i niżej i niżej... ale nic. Powstają nowe "inwestycje" prezes kupuje sobie nowiutki basen, ale basen trzeba czyścić, zmieniać wodę, ktoś musi pilnować, trzeba kupić laptopa do pilnowania basenu, zatrudnić ludzi.
ale nic to...prezes ma się gdzie kąpać
dalej prezes kupuje sobie samolot, żeby mógł latać do Hurghady. Ale samolot trzeba zatankować i gdzieś przetrzymywać. Znów zatrudnia ludzi, akurat szwagier prezesa roboty nie miał to go zatrudnił, a że dużą rodzinę ma to zapłacił mu dużo...
ale prezesowi znudził się samolot, zrzygał się kiedyś i powiedział, że latać nie będzie. Zresztą sam w samolocie, bo nikt inny nie latał tym samolotem to kupił sobie piłkę, żeby grać podskakiwać w górę i w dół. Żeby jednak grać i podskakiwać prezes musi mieć miejsce, zbudował sobie stadion i trybuny. Trybuny trzeba malować, czyścić i co jakiś czas wymieniać, zatrudnił człowieków żeby to robiły..
rada nadzorcza patrzy i patrzy na samolot to na basen, na piłkę i znów na samolot... po tym wszystkim na siebie patrzy... wyciąga kalkulator i liczy...
wychodzi 546 % zadłużenia od stanu początkowego... patrzy na samolot, na piłkę i znów na basen... później na kalkulator... nie dowierza przecież to nasz prezes On by czegoś takiego nie zrobił! przecież mówił że będzie dobrze... Rada Nadzorcza liczy kalkulatorem i znów wychodzi 546% zadłużenia...
Przychodzi czas wyborów prezesa. Rada nadzorcza przychodzi na głosowanie. Patrzy na prezesa, patrzy na samolot, basen, piłkę... i kalkulator... i wybiera Prezesa jeszcze raz....
koniec bajki....