zarloczek23
21.01.06, 21:12
moze warto o tym pomyslec w Radomiu...
swietne rozladowanie agresji dla mlodziezy,
tej mlodszej tez...
miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3123819.html?nltxx=1077762&nltdt=2006-01-21-03-05
Najniższa ścianka ma cztery metry wysokości, najwyższa - siedemnaście.
Najmłodsi alpiniści skończyli cztery lata, wzrost - metr z kawałkiem. W
Centrum Wspinaczkowym "Forteca" wspina się trzydzieścioro dzieciaków (w dwóch
grupach wiekowych). Czy to nowa moda? - Możliwe. Ale bardziej pasuje chyba
słowo "popularność". Wspinaczka rzeczywiście stała się powszechnym zajęciem,
i dobrze, bo to sport ogólnorozwojowy - mówi Anna Mysza z Fortecy. - I
świetna zabawa dla dzieciaków.
Uchwyty-zwierzaki
Marta zapisała na kursy w Fortecy dwójkę swoich dzieci - dziewięcioletnią
Weronikę i siedmioletniego Kacpra: - Koleżanka mi powiedziała, że są takie
zajęcia, i że znakomicie rozładowują nagromadzoną energię. A moje dzieciaki
zawsze były nadpobudliwe, nie mogłam ich upilnować. Bałam się za każdym
razem, kiedy wdrapywały się na drzewa. Teraz przynajmniej mam pewność, że
dzieci wiedzą, gdzie jest granica bezpieczeństwa. To bardzo ważne.
Kiedy Marta przyszła na zajęcia po raz pierwszy i zobaczyła dzieci wspinające
się na kilkumetrowe ścianki, przeraziła się: - Zrobiło się mi słabo ze
strachu, że mogą spać; a one śmig, śmig i już były na górze.
Oczywiście musiała sprawdzić, czy dzieci naprawdę będą bezpieczne. Nauka
wspinaczki kilkulatka wymaga większej koncentracji od instruktora, niż
poprowadzenie kursu dla dorosłego. Instruktorzy z Fortecy mają dyplomy
ukończenia kursu wspinaczki sportowej na AWF, sami też wspinają się od wielu
lat. Każdy z nich nie może opiekować się więcej niż trójką dzieci.
Kursy wspinaczki dla dzieci wyglądają zupełnie inaczej, niż te dla dorosłych.
Najpierw maluchy muszą oswoić się z wysokością, muszą dobrze poznać
instruktora, żeby mu zaufać.
- Poznajemy się poprzez zabawę - tłumaczy Anna Mysza. - Bawimy się na
materacu, robimy śmieszną gimnastykę, uczymy się zeskakiwać na nóżki; dla
dorosłych to oczywiste i już instynktowne. Uchwyty są w kształcie zwierzaków,
wszystko jest kolorowe...
Dzieci Marty radzą sobie już całkiem dobrze. Wiosną pojadą wspinać się w
plenerze, na prawdziwe skałki. Czy to też będzie bezpieczne? - Uprzęże są tak
skonstruowane, że nie ma mowy, żeby dziecku coś się stało - opowiada Marta. -
I jeszcze dodatkowe liny asekuracyjne, poza tym żadne dziecko nie zostaje bez
nadzoru nawet przez sekundę.
Jestem wygimnastykowana
Paweł Derlatka zdobył w ubiegłym roku Mont Blanc, wspina się od dawna. Teraz
w Nowej Hucie, na obiektach KS Hutnik będzie organizował największe w
Małopolsce centrum wspinaczkowe pod gołym niebem (być może nawet ze ścianą
lodową). Właśnie tam chce stworzyć sekcję wspinaczkową dla dzieci.
- Ścianki powinny być w sali gimnastycznej każdej podstawówki - mówi
Derlatka. - Wspinanie się jest takim samym sportem, jak pływanie: rozwija
mięśnie, koryguje wady postawy, korzystnie wpływa na układ kostny. Jestem
pewien, że będzie coraz większe zainteresowanie tą dyscypliną. Może w
przypadku tych najmłodszych dzieci to rodzice będą się interesować, a nie one
same. Dziecko, kiedy się wspina, musi wiedzieć, po co to robi; a jak mu
wytłumaczyć, że wchodzi na górę tylko po to, żeby wejść?
Za miesiąc wspinania się Marta płaci 140 zł (za dwójkę dzieci). Weronika,
córka Marty, mówi, że mama nie mogła im znaleźć lepszej zabawy, niż
wspinanie: - Na początku się bałam, bo mam lęk wysokości, ale teraz mi
przeszło. Mam zaufanie do sprzętu i do pani instruktorki. I jestem bardzo
wygimnastykowana.
Dla "Gazety"
Zofia Kosek
socjolog
Dzieci też mają potrzebę ekstremalnych przeżyć. Gdzie mają te potrzeby
realizować? Ich rodzice jeszcze mieli dziadków na wsi, więc jeździli tam i
chodzili po drzewach, zeskakiwali ze stogów siana. Dzisiejsze dzieci też
potrzebują przestrzeni, a miasto im jej nie daje. Nie mówiłabym o modzie, a
raczej o zdrowym kaprysie. To rzeczywiście tylko kaprys rodziców, ale
przynosi sporo korzyści.