Dodaj do ulubionych

"Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Londyni

    • Gość: malinka Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: 78.88.16.* 21.03.09, 17:14
      Bóg jest tylko koscioła nie ma !
      • Gość: Borsuk Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.adsl.inetia.pl 22.03.09, 14:36
        Słucham?
        • Gość: Szacuneczek... Ciekawe gdzie jeszcze...? IP: 193.111.147.* 10.04.09, 07:33
          Patrzcie Państwo jak się Onet czepia. I po co im to? Akurat teraz?
          ech... wklejam za Onetem:


          Tysiące dzieci było prawdopodobnie w Irlandii w ciągu ponad 30 lat
          ofiarami nadużyć seksualnych ze strony księży - powiedział
          arcybiskup Dublina Diarmuid Martin, zapowiadając
          ogłoszenie "straszliwego" raportu na ten temat.
          Podczas tradycyjnej mszy celebrowanej w Wielki Czwartek w Dublinie
          arcybiskup zapewnił, że ogłoszenie tego dokumentu, które nastąpi w
          przyszłym tygodniu, "uczyni Kościół skromniejszym". Nastąpi to, jego
          zdaniem, w wyniku ujawnienia "fizycznych nadużyć seksualnych i
          tortur psychologicznych".

          Arcybiskup, znany z tego, że nie szczędzi krytyk irlandzkiemu
          Kościołowi katolickiemu, podkreślił, że archidiecezja Dublina,
          której głównie dotyczy dokument, stanie wobec wielu niezwykle
          poważnych wyzwań.

          - Raport Komisji ds. Nadużyć wobec Nieletnich przerazi nas
          wszystkich. Jest prawdopodobne, że tysiące dzieci i młodzieży z
          całej Irlandii było przedmiotem nadużyć ze strony księży w całym
          okresie objętym badaniami - powiedział abp Martin.

          Komisja została powołana w 2006 roku i bada sprawy z lat 1975-2004.

          Na prośbę rządu irlandzkiego rozszerzyła ona obszar objęty badaniem
          na diecezję Cloyne w hrabstwie Cork, na południu wyspy. Jej
          ordynariusz, biskup John Magee, musiał ustąpić ze swej funkcji, gdy
          w ubiegłym miesiącu wyszło na jaw, że naruszył reguły ustanowione
          przez Kościół, opóźniając rozpoczęcie dochodzeń w kwestii
          przypuszczalnych nadużyć.

          W 2006 roku inny raport opracowany przez irlandzki Kościół katolicki
          ujawnił ponad sto przypadków nadużyć seksualnych wobec nieletnich,
          popełnionych w diecezji Ferns, na południe od Dublina, w latach 1962-
          2002 przez 21 księży. Niektórzy z nich pracowali lub pracują w
          Dublinie.
          • Gość: Borsuk Re: Ciekawe gdzie jeszcze...? IP: *.adsl.inetia.pl 11.04.09, 18:15
            a moze cos z Hiszpanii? Jakies newsy?
            • Gość: Szacuneczek... Oto Polska właśnie... :))))))))))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 28.04.09, 14:40
              A cóż oni się tak czepiają? Nie mają o czym pisać...? Tym razem WP:



              4 maja Sąd Okręgowy w Słupsku (woj. pomorskie) ogłosi wyrok w
              sprawie byłego proboszcza z Dębnicy, księdza Piotra T., oskarżonego
              o namawianie do samobójstwa nieletniego ministranta.

              Proces 40-letniego obecnie księdza zaczął się w październiku i na
              wniosek wszystkich stron toczył się z wyłączoną jawnością. Sąd
              zamknął przewód.

              Prokurator zażądał w mowie końcowej dla kapłana 4 lat bezwzględnego
              więzienia. Obrońca wnosił o uniewinnienie. Publikację wyroku sąd
              odroczył do 4 maja.

              Proces księdza T. ma związek z wydarzeniami z maja 2006 roku. Kapłan
              nie powiadamiając nikogo wyjechał nagle z Dębnicy w towarzystwie
              nastolatka - ministranta ze Stargardu Gdańskiego (woj. pomorskie),
              gdzie wcześniej był wikarym.

              Nastolatek wrócił do domu po 11 dniach. Gdy opowiedział policjantom,
              że ksiądz T. podawał mu alkohol, marihuanę, amfetaminę, namawiał do
              samobójstwa i molestował, prokuratura wszczęła przeciw duchownemu
              śledztwo.

              W trakcie postępowania okazało się, że w podobny sposób ksiądz T.
              zachowywał się wobec dwóch innych ministrantów ze Stargardu
              Gdańskiego.

              Zaraz po powrocie ministranta do domu biskup diecezji pelplińskiej
              odsunął Piotra T. od wszelkich posług kapłańskich i ustanowił w
              Dębnicy nowego proboszcza. Ten szybko odkrył, że razem z księdzem T.
              z parafialnego konta zniknęło 27 tys. zł., jakie wierni wpłacili na
              budowę nowego kościoła.

              Księdza T. zatrzymano na początku lipca 2006 r. w jednej z
              nadmorskich miejscowości. Kapłan został tymczasowo aresztowany. W
              lutym 2007 r. prokuratura w Człuchowie oskarżyła go o 9 przestępstw.
              Miesiąc później w miejscowym sądzie ruszył pierwszy proces księdza.

              Ponieważ w jego trakcie okazało się, że namawianie do samobójstwa
              zgodnie z Kodeksem postępowania karnego powinno być rozpoznawane
              przez sąd okręgowy, zarzut ten wyłączono do odrębnego postępowania.

              Proces w Człuchowie zakończył się w listopadzie 2007 r. skazaniem
              Piotra T. na 4 lata więzienia i czteroletni zakaz kontaktowania się
              z molestowanym nastolatkiem. Kapłan został uniewinniony od zarzutu
              zgwałcenia i przywłaszczenia 27 tys. zł. Wyrok ten stał się
              prawomocny w marcu 2008 r., po odrzuceniu przez sąd II instancji
              apelacji prokuratora i obrońcy.

              Wobec skazania księdza słupski sąd okręgowy umorzył sprawę
              namawiania do samobójstwa. Decyzję tę uchylił jednak Sąd Apelacyjny
              w Gdańsku, do którego odwołała się prokuratura, i nakazał
              prowadzenie sprawy. Za namawianie do samobójstwa grozi do 5 lat
              więzienia.
              • Gość: Szacuneczek... Oto Polska właśnie... cd. :)))))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 04.05.09, 10:39
                Tak jak obiecano - tak i ogłoszono:


                Karę 3 i pół roku więzienia wymierzył Sąd Okręgowy w Słupsku byłemu
                księdzu Piotrowi T. W 2006 roku kapłan namawiał ministranta Damiana
                W. do powieszenia się - informuje Radio Gdańsk.

                Przez namowy księdza doszło do nieudanej próby samobójczej.
                Uzasadnienie wyroku jest niejawne. Proces toczył się za zamkniętymi
                drzwiami.

                Kapłan nie powiadamiając nikogo wyjechał nagle z Dębnicy w
                towarzystwie nastolatka - ministranta ze Stargardu Gdańskiego, gdzie
                wcześniej był wikarym.

                Nastolatek wrócił do domu po 11 dniach. Gdy opowiedział policjantom,
                że ksiądz T. podawał mu alkohol, marihuanę, amfetaminę, namawiał do
                samobójstwa i molestował, prokuratura wszczęła przeciw duchownemu
                śledztwo.

                W trakcie postępowania okazało się, że w podobny sposób ksiądz T.
                zachowywał się wobec dwóch innych ministrantów ze Stargardu
                Gdańskiego.

                Proces 40-letniego obecnie księdza zaczął się w październiku i na
                wniosek wszystkich stron toczył się z wyłączoną jawnością. Sąd
                zamknął przewód.

                Prokurator zażądał w mowie końcowej dla kapłana 4 lat bezwzględnego
                więzienia. Obrońca wnosił o uniewinnienie.

                • Gość: Szacuneczek... 2+2=4... :)))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 06.05.09, 07:48
                  A strzelanie sobie w kolano boli... :))))))))))))))))))))))))))


                  Homoseksualiści żyją krócej, co trzeci sprawca molestowania dzieci
                  jest gejem - to zagadnienia konferencji studentów z Uniwersytetu
                  Kardynała Stefana Wyszyńskiego - pisze "Gazeta Wyborcza".

                  - Czy wiesz, że sprawcami jednej trzeciej wszystkich przypadków
                  molestowania seksualnego dzieci są homoseksualiści? Dowiedz się
                  więcej - taka informacja widnieje na plakacie konferencji
                  studenckiego Koła Myśli Politycznej i Prawnej UKSW w Warszawie -
                  czytamy w "Gazecie Wyborczej".

                  Naukowcy i księża w czwartek będą tam debatować m.in. o
                  homoseksualizmie z perspektywy etycznej i o praktyce leczenia
                  homoseksualizmu.

                  Jedną z prelegentek będzie teolog dr Jolanta Próchniewicz. W 2003 r.
                  w dyskusji zorganizowanej przez czasopismo "Fronda" powiedziała: -
                  Terapia homoseksualistów może być owocna tylko wtedy, gdy zmiany
                  chce sam pacjent. Próby wyprowadzania kogoś na siłę z
                  homoseksualizmu - podobnie jak ze wszystkich zaburzeń - są skazane
                  na niepowodzenie. Homoseksualista to nie jest człowiek, który
                  normalnie funkcjonuje w społeczeństwie.
                  • Gość: Szacuneczek... Ależ zbieg okoliczności... IP: 193.111.147.* 06.05.09, 13:28
                    Ależ ta WP jest czujna i uparta. Moim zdaniem to wyjątkowy zbieg
                    okoliczności, że to był student teologii. ech...

                    Student teologii molestował seryjnie nieletnich

                    23-letni student z Gorzowa został oskarżony przez tamtejszą
                    prokuraturę o molestowanie nieletnich i gwałt - poinformował
                    rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Dariusz Domarecki.
                    Jacek P. miał dopuścić się przestępstw wobec dziewięciu chłopców w
                    wieku od 11 do 15 lat, m.in. podczas obozów harcerskich, na których
                    był wychowawcą. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił niedawno do
                    gorzowskiego sądu. Grozi mu od dwóch do 12 lat więzienia.

                    Oskarżony studiuje na drugim roku wydziału teologicznego
                    Uniwersytetu Szczecińskiego, obecnie przebywa w areszcie.

                    Przestępstwa objęte aktem oskarżenia miały mieć miejsce w latach
                    2006-2008 r., w kilku miejscowościach, w których odbywały się obozy
                    i spotkania harcerskie. Pokrzywdzonymi są sami chłopcy.

                    Łącznie P. usłyszał 12 zarzutów. Dwa z nich dotyczą gwałtu na jednym
                    z pokrzywdzonych. Inne to dopuszczenie się podstępem tzw. innych
                    czynności seksualnych wobec nieletnich.

                    Zgwałconego chłopca oskarżony miał także zastraszać i grozić mu
                    pozbawieniem życia, w razie wyjawienia prawdy o tych wydarzeniach.

                    Oskarżony mężczyzna nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu
                    czynów, a jego wyjaśnienia są sprzeczne z zebranym przez prokuraturę
                    materiałem dowodowym.


                    wiadomosci.onet.pl/1965348,11,item.html
                    • Gość: Szacuneczek... Kongregacja Braci w Chrystusie... IP: 193.111.147.* 21.05.09, 09:07
                      Jednak nie do wytrzymania z tymi portalami. Co jakis czas pojawiają
                      się informacje w które nie chce się uwierzyć. Podaję za www.sfora.pl:


                      Światło dzienne ujrzał w końcu równie kontrowersyjny co mocno
                      oczekiwany raport o irlandzkich instytucjach dla młodzieży
                      kierowanych przez katolickich księży i zakonnice - podaje "The Irish
                      Times".

                      Z 2600 stron dokumentu wynika, że w ponad 250 ośrodkach
                      przypominających obozy pracy bito, poniżano i wykorzystywano
                      seksualnie tysiące chłopców i dziewczynek.

                      Tworzony przez dziewięć lat raport zawiera zeznania byłych uczniów i
                      pensjonariuszy, dziś w wieku od 50 od 80 lat, którzy pod opiekę
                      Kościoła trafiali za złe zachowanie w publicznych szkołach, ucieczkę
                      z domu czy np. drobne kradzieże.

                      Raport jednoznacznie stwierdza, że władze irlandzkiego Kościoła
                      katolickiego zdawały sobie sprawę z tego, czego dopuszczają się
                      księża i zakonnice. Woleli jednak chronić dobre imię niż przyznać,
                      że istnieje problem - dodaje gazeta.

                      W latach 30. i 90. XX wieku, gdy działały katolickie ośrodki,
                      mieszkało w nich 30 tys. osób.

                      Najgorsze warunki panowały w placówkach dla chłopców, prowadzonych
                      przez Kongregację Braci w Chrystusie (Congregatio Fratrum
                      Christianorum).

                      Ośrodkami dla dziewcząt kierował zakon Sióstr Miłosierdzia (RMS,
                      Religious Order of the Sisters of Mercy).

                      Pełny raport o naduzyciach w Irlandzkim Kościele na:
                      www.childabusecommission.ie/rpt/pdfs/
                      • Gość: Szacuneczek... Kongregacja innych... braci... IP: 193.111.147.* 01.06.09, 13:01
                        To już się staje nudne (chyba). Ciągle o tym piszą i piszą... (WP.pl)


                        Raport o ofiarach pedofilów w irlandzkim Kościele zaszokował opinię
                        publiczną. Dokument opisuje nadużycia seksualne, do których
                        dochodziło przez 60 lat ubiegłego wieku. To jednak nie koniec – za
                        miesiąc światło dzienne ma ujrzeć kolejny wstrząsający raport o
                        irlandzkich duchownych. A jak wygląda sytuacja w polskim Kościele?
                        Niestety, ani episkopat, ani wymiar sprawiedliwości nie ma danych na
                        temat liczby duchownych-przestępców.

                        Irlandzki Kościół od lat zmaga się z grzechami seksualnymi księży,
                        co prowadzi do stopniowego upadku autorytetu tej instytucji. Kiedy
                        na początku lat 90. światło dzienne ujrzały afery seksualne z
                        udziałem irlandzkich duchownych, okazało się, że przez lata były one
                        zamiatane pod dywan. W efekcie Irlandczycy zaczęli odsuwać się od
                        Kościoła, a liczba powołań znacznie spadła.

                        Tysiące bitych i gwałconych dzieci

                        Prace na temat raportu ws. przestępstw seksualnych dokonanych przez
                        irlandzkich duchownych trwały dziewięć lat. Chodziło o to, by
                        ostatecznie rozliczyć się z niewygodnym tematem i oczyścić atmosferę
                        wokół skompromitowanej instytucji. Dokument, który został opracowany
                        przez rządową komisję działającą we współpracy z irlandzkim
                        episkopatem dotyczy znęcania się nad wychowankami ośrodków
                        wychowawczych w Irlandii, które do lat 90. były prowadzone przez
                        zakony katolickie. Dokument opierał się na zeznaniach 2,5 tys.
                        byłych uczniów i pracowników placówek – szkół, sierocińców, zakładów
                        poprawczych i szpitali.

                        To, że brutalne czyny irlandzkiego kleru dokonane w latach 1930-1990
                        (bo takiego przedziału dotyczy dokument) dopiero po latach wyszły na
                        jaw, w dużej mierze wynika z ogromnego lęku ofiar duchownych. Dzieci
                        żyły w strachu przed karami cielesnymi, tysiące z nich były
                        regularnie gwałcone i bite. Jak powiedział, tuż przed opublikowaniem
                        raportu, abp Diarmuid Martin komisja badająca okres 1975-2004
                        zidentyfikowała ok. pół tysiąca księży, którzy wykorzystywali
                        seksualnie swych podopiecznych. Latem ma ukazać się kolejne
                        sprawozdanie, które będzie dotyczyć nadużyć duchownych poza
                        placówkami wychowawczymi.

                        Czym polski Kościół różni się od irlandzkiego?

                        Ojciec David Sullivan, irlandzki zakonnik, który był rektorem
                        seminarium duchownego Ojców Białych w Lublinie, a obecnie przebywa
                        na misji w Afryce, już kilka lat temu mówił, że polski Kościół
                        powinien wyciągnąć wnioski z kryzysu irlandzkiego. – Kiedy sprawuje
                        się tak potężną władzę, trzeba się pilnować, bo łatwo jej nadużyć –
                        mówi w rozmowie z Wirtualną Polską o. Sullivan. Jednocześnie
                        wskazuje, że Kościół nie powinien zamiatać swoich problemów pod
                        dywan i zamykać się na krytyczne opinie z zewnątrz.

                        Zakonnik uspokaja jednak, że sytuacja polskiego Kościoła jest
                        zupełnie inna niż irlandzkiego. – Historie obu tych instytucji
                        znacznie się różnią. W Irlandii od połowy ubiegłego wieku, zarówno
                        sierocińce, jak i inne placówki wychowawcze były kierowane przez
                        zakony, bo tamtejszy Kościół był silnie związany z rządem. W Polsce
                        było na odwrót. Komunistyczna władza walczyła z klerem, więc siłą
                        rzeczy, duchowni nie mieli większego kontaktu z takimi placówkami –
                        mówi o. Sullivan.

                        Choć zakonnik przyznaje, że w Polsce coraz częściej słyszy się o
                        przypadkach przestępstw seksualnych z udziałem księży, to nie widzi
                        konieczności sporządzania podobnego raportu.

                        Brak statystyk na temat polskich duchownych

                        Trudno jest ocenić ile przestępstw o charakterze seksualnym jest
                        popełnianych przez księży i zakonników, ponieważ wymiar
                        sprawiedliwości nie prowadzi takich statystyk. Choć wydawać by się
                        mogło, że sądy mają doskonałą wiedzę na temat skali zjawiska, to
                        okazuje się, że nie dysponują takimi zestawieniami. – Nie
                        opracowujemy statystyk dotyczących przynależności zawodowej osób, w
                        sprawie których toczy się postępowanie. Zbieramy jedynie dane na
                        temat rodzajów przestępstw – mówi Katarzyna Szeska, rzeczniczka
                        Prokuratury Krajowej.

                        Takich danych nie ma również polski episkopat. – Każda diecezja czy
                        zakon prowadzi takie sprawy, jeśli zaistnieją, we własnym zakresie,
                        ale nie musi informować nas o tym. Nie jesteśmy biurem
                        statystycznym, aby zbierać takie dane – mówi ks. Józef Kloch,
                        rzecznik Konferencji Episkopatu Polski. Ks. Kloch dziwi się
                        jednocześnie, że prokuratura nie ma takich liczb. – Kto, jeśli nie
                        prokuratura, ma wobec tego ma takie „twarde” dane? Trudno mi
                        uwierzyć, że takie statystyki nie istnieją – konkluduje rzecznik.
                        Dodaje jednak, że słyszał o pojedynczych przypadkach molestowania,
                        ale nie przypuszcza, by podobny raport na temat skali tego zjawiska
                        w Kościele miał powstać w Polsce.

                        Dlaczego do tej pory nie ma wiarygodnych szacunków, które
                        zobrazowałyby skalę tego zjawiska w Polsce? Zdaniem ks. Jacka
                        Prusaka SJ z „Tygodnika Powszechnego” do niedawna takich statystyk w
                        ogóle nie było na świecie. Dlaczego? – Po pierwsze w krajach takich
                        jak USA, czy Irlandia, Kościół od lat miał silną pozycję, a katolicy
                        stali na czele wszystkich większych urzędów. Po drugie kwestia
                        wykorzystywania seksualnego, zwłaszcza nieletnich, była bardzo
                        delikatnym tematem obciążonym stygmatyzacją społeczną i kościelną.
                        Zwłaszcza chłopcy bali się mówić głośno o tym, że byli molestowani,
                        bo martwili się, że zostaną uznani w swoim środowisku za niemęskich –
                        mówi ks. Prusak.

                        Trzecią przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, że jeszcze do
                        niedawna w środowisku medycznym funkcjonowało przekonanie
                        o „nieszkodliwości” seksualnego wykorzystania dzieci. - Uważano, że
                        nie jest to trauma, lecz ich własna seksualna inicjatywa, forma
                        dążenia do inicjacji i przeżycia jej. Stąd jeden z biskupów
                        amerykańskich tłumaczył się ostatnio, że chronił księży
                        molestujących dzieci ponieważ powszechnie uważano, że dzieci albo o
                        takich doświadczeniach nie będą pamiętać, albo z nich „wyrosną” -
                        tłumaczy ks. Prusak.

                        4% amerykańskich duchownych molestowało nieletnich

                        Dopiero na początku lat 80., kiedy wybuchły afery seksualne w
                        amerykańskim Kościele, pojawiły się pierwsze szacunki, ale były one
                        trzymane w tajemnicy. Najbardziej reprezentatywne dane zawiera
                        Raport Johna Jay’a z 2004 roku dot. duchowieństwa amerykańskiego.
                        Wynika z niego, że 4% duchownych w latach 1950-2002 dopuściło się
                        molestowania nieletnich. Na podstawie innych badań uważa się ten
                        wskaźnik za reprezentatywny. – Ogólna populacja męskich przestępców
                        seksualnych jest szacowana w granicach 8% w społeczeństwie, dlatego
                        też duchowni nie stanowią grupy zwiększonego ryzyka. To jednak
                        niczego nie usprawiedliwia – podkreśla ks. Prusak.

                        Choć liczba skandali seksualnych wywoływanych przez polskich
                        duchownych jest znacznie mniejsza niż w USA czy Irlandii, to nie
                        oznacza jednak, że mamy powód do dumy. Media regularnie bowiem
                        donoszą o kolejnych aferach seksualnych w środowisku polskiego
                        kleru.

                        Skandale w polskim Kościele

                        W niechlubnej historii naszego Kościoła zapisał się m.in. poznański
                        arcybiskup Juliusz Paetz, który został oskarżony o molestowanie
                        seksualne kleryków w seminarium duchownym, czy ksiądz Michał M.,
                        proboszcz z Tylawy, który usłyszał zarzuty ws. molestowanie
                        dziewczynek z parafii. Do jednego z większych skandali doszło też w
                        diecezji płockiej, w której kilku księży było oskarżonych o
                        molestowanie ministrantów i członków grup oazowych oraz w
                        Szczecinie.

                        Do nagłośnienia sprawy szczecińskiej przyczynił się sam duchowny –
                        ojciec Marcin Mogielski. Dominikanin ujawnił wstrząsające zeznania
                        podopiecznych ogniska św. Brata Alberta, którzy byli molestowani
                        przez byłego dyrektora ośrodka - ks. Andrzeja D. Ojciec Mogielski,
                        który jak mówił, sam był w przeszłości molestowany przez kolegę ks.
                        Andr
                        • Gość: Szacuneczek... Kongregacja innych... braci... cd. IP: 193.111.147.* 01.06.09, 13:04
                          Do nagłośnienia sprawy szczecińskiej przyczynił się sam duchowny –
                          ojciec Marcin Mogielski. Dominikanin ujawnił wstrząsające zeznania
                          podopiecznych ogniska św. Brata Alberta, którzy byli molestowani
                          przez byłego dyrektora ośrodka - ks. Andrzeja D. Ojciec Mogielski,
                          który jak mówił, sam był w przeszłości molestowany przez kolegę ks.
                          Andrzeja, zarzucał lokalnemu środowisku kościelnemu tuszowanie całej
                          sprawy.

                          Zarówno sprawa płockiego seminarium jak i szczecińskiego ośrodka
                          została umorzona przez prokuraturę. W pierwszym przypadku
                          stwierdzono "brak znamion popełnienia przestępstwa", mimo że w toku
                          śledztwa potwierdzono "zachowania oraz sytuacje, które nie powinny
                          mieć miejsca". Odrębne śledztwo w tej sprawie toczyło się w płockiej
                          kurii. W efekcie na trzech księży nałożono karę suspensy i
                          pozbawiono ich funkcji kościelnych.

                          W przypadku sprawy szczecińskiej, umorzonej w styczniu 2009 roku,
                          przesłuchano ponad stu świadków, ale ich zeznania nie pozwoliły na
                          postawienie zarzutów dyrektorowi placówki. Zgodnie z opinią
                          prokuratorów część zdarzeń przedawniła się, a pozostałe wątki nie
                          były możliwe do zweryfikowania. Jak jednak oceniał wówczas mecenas
                          Michał Kelm, pełnomocnik ofiar, prokuratura nie wzięła pod ocenę
                          najważniejszego dowodu w sprawie – zeznań terapeuty, który
                          wypowiadał się na temat jednego z pokrzywdzonych chłopców.

                          W sprawie ks. Andrzeja D. toczy się, tak jak w przypadku płockich
                          księży, proces kanoniczny. Co ciekawe, ks. Andrzej nadal kieruje
                          ośrodkiem. Tym razem jednak jest to placówka dla emerytowanych
                          księży.

                          Choć w wielu przypadkach wymiar sprawiedliwości, z powodu braku
                          wystarczających dowodów, przedawnienia lub niskiej szkodliwości
                          społecznej czynu, umarza śledztwa ws. duchownych, to zdarzają się
                          przypadki, w których zapada wyrok. Tak się stało w przypadku
                          franciszkanina z Pakości w Kujawsko-Pomorskim, który za molestowanie
                          ministranta i posiadanie w komputerze pornografii z udziałem
                          małoletnich, został skazany na 4,5 roku więzienia. Zakonnik otrzymał
                          też zakaz pełnienia przez 10 lat funkcji związanych z opieką i
                          nauczaniem małoletnich.

                          Kim jest duchowny-pedofil?

                          Mec. Michał Kelm, który reprezentuje poszkodowanych przez ks.
                          Andrzeja D. mówi, że wciąż nie ma jednego modelu rozwiązywania
                          problemów molestowania seksualnego przez Kościół. – Niektórzy księża
                          starają się ignorować problem i traktują pokrzywdzonego jak intruza,
                          który chce coś od nich wyłudzić. Inni chcą wyjaśnić sprawy i pomóc
                          ofierze. Wszystko zależy od konkretnych zakonów i diecezji – mówi
                          mec. Kelm.

                          Pełnomocnik pokrzywdzonych przez księdza ze Szczecina opowiada też o
                          traumie, jaką przeżywają ofiary duchownych-pedofili. – Duchowny-
                          gwałciciel to nie jest facet siedzący z gazrurką w krzakach, który
                          napada na ofiarę i robi swoje. Duchowny najczęściej traktuje ofiarę
                          z szacunkiem, miłością. On nie używa przemocy fizycznej, ale
                          psychicznej. Wykorzystując zaufanie, którym darzy go ofiara,
                          doprowadza do konkretnej sytuacji. Pokrzywdzony nie jest się w
                          stanie obronić, bo często nie wie, że dzieje się coś złego. Dopiero
                          po fakcie to do niego dociera – mówi mec. Kelm.

                          Zdaniem mecenasa duchowni, którzy dopuszczają się tego rodzaju
                          przestępstw, wstydzą się swoich czynów bardziej niż zabójcy czy
                          złodzieje. Jak jednak zaznacza, większość duchownych wypiera się
                          przed sądem swoich czynów. A jeśli już zostanie udowodnione, np.
                          przez badania DNA, że molestowali seksualnie, starają się umniejszać
                          swoją winę. – Często mówią, że np. zostali sprowokowani do gwałtu –
                          mówi Michał Kelm.

                          • Gość: Szacuneczek... Kongregacja innych... braci... cd. IP: 193.111.147.* 01.06.09, 13:06
                            Zamiast pieniędzy wolą przeprosiny

                            Według Kelma, w poczuciu niewinności zbyt często umacniają
                            duchownych-pedofilów ich przełożeni, którzy zamiast odsunąć takich
                            sprawców od pracy duszpasterskiej, awansują ich. Dlaczego tak się
                            dzieje? – Poprzez nagrodzenie takiej osoby przełożeni chcą jej
                            pokazać, że wierzą w jej niewinność – podsumowuje Kelm.

                            Co zrobić aby Kościół zaczął przełamywać się i dostrzegać błędy
                            swoich przedstawicieli? – Ważne jest, aby duchowni zrozumieli, że
                            ofiarom, czyli głównie ministrantom czy osobom zaangażowanym w ruchy
                            przykościelne, zależy przede wszystkim na symbolicznym
                            słowie „przepraszam”, a nie odszkodowaniach. To są osoby ściśle
                            związane z Kościołem i nie zależy im na pieniądzach. Na szczęście
                            coraz więcej duchownych zaczyna to rozumieć – mówi mecenas.

                            Według Tomasza Królaka z Katolickiej Agencji Informacyjnej to
                            ostrożne podejście do ofiar ma swoje uzasadnienie. – Po tym jak w
                            USA wybuchły skandale pedofilskie i w grę weszły gigantyczne
                            odszkodowania, wiele diecezji dotkliwie to odczuło. Niestety
                            pojawiło się wówczas wielu naciągaczy, którzy wyczuli, że na tej
                            sytuacji mogą zarobić – twierdzi Królak.

                            Watykan mówi „nie” pedofilom

                            Zdaniem Tomasza Królaka, Kościół stara się przeciwdziałać podobnym
                            przypadkom. - Najważniejsze jest to, że Jan Paweł II i Benedykt XVI
                            ocenili czyny pedofilskie jako zbrodnię przeciw najsłabszym. Poza
                            tym powstały na ten temat konkretne dokumenty. Dwa lata temu ks.
                            Raffaello Martinelli z Kongregacji Nauki i Wiary opublikował raport
                            pt. „Pedofilia a kapłani”, w którym opisywał m.in. jak
                            przeciwdziałać takim przypadkom – mówi Tomasz Królak.

                            Ks. Prusak uzupełnia, że ważną zmianę w rozpatrywaniu tego typu
                            spraw wprowadził też Benedykt XVI. - Zgodnie z decyzją papieża
                            wycofano z prawa kościelnego pojęcie przedawnienia – mówi
                            publicysta „Tygodnika Powszechnego”. Tomasz Królak dodaje, że
                            kolejną istotną zmianą było wprowadzone dwa lata temu watykańskiej
                            instrukcji na temat przyjmowania kandydatów na kleryków. – W
                            dokumencie jest mowa o tym, że przyjmowane osoby
                            były "prześwietlane" z użyciem różnych technik naukowych. Chodzi o
                            to, by sprawdzać czy dana osoba ma skłonności np. do
                            homoseksualizmu. Dzięki coraz wyższym wymaganiom stawianym
                            kandydatom na księży, Watykan chce wyłonić ludzi silnych psychicznie
                            i skoncentrowanych wyłącznie na Ewangelii - mówi Królak.

                            Ks. Prusak podkreśla jednak, że istnieje różnica między orientacją
                            homoseksualną a pedofilią oraz że nie istnieją żadne testy
                            psychologiczne mogące „wyłapać” potencjalnego pedofila. – Prawdą
                            jednak jest, i temu ma przeciwdziałać watykańska instrukcja, że 80%
                            przypadków molestowania ze strony duchownych dotyczy osób
                            nieletnich – - zaznacza ks. Prusak.
                            • Gość: Szacuneczek... Re: Kongregacja innych... braci... cd. IP: 193.111.147.* 01.06.09, 13:08
                              Polak z Ameryki założył Ruch Ofiar Księży

                              Ważne jest również to, że na fali skandali w USA, Irlandii,
                              Włoszech, czy tych w Polsce, powstają stowarzyszenia, które chcą
                              pomagać ofiarom przestępstw kościelnych. Jedną z takich organizacji
                              jest Ruch Ofiar Księży, założony przez Wincentego Szymańskiego,
                              który jako ministrant był molestowany w parafii św. Jana w
                              Zakroczymiu. Po blisko 40 latach od tamtych bolesnych wydarzeń
                              Szymański nawiązał kontakt z Siecią Doświadczonych przez
                              Molestowanie – amerykańską organizacją, która zrzesza poszkodowanych
                              przez duchownych na całym świecie i założył własną stronę w
                              internecie, na której zachęca do zgłaszania podobnych przypadków.

                              Rozmowa z Wincentym Szymańskim




                              Agnieszka Niesłuchowska: Opublikowany tydzień temu raport jest
                              przełomem w historii Kościoła katolickiego. Kto pana zdaniem
                              przyczynił się do upublicznienia tych wstrząsających statystyk?

                              Wincenty Szymański: Nie jest on z pewnością zasługą irlandzkiego
                              episkopatu czy Watykanu. To zasługa Colmana O'Gormana – dyrektora
                              irlandzkiej sekcji Amnesty International, który jest ofiarą księdza.
                              Zgwałcony, zdruzgotany psychicznie i żyjący przez lata na ulicach
                              Dublina O'Gorman nigdy nie zaprzestał domagać się ukarania swojego
                              oprawcy i setek innych księży-pedofilów. Domagał się wszczęcia
                              dochodzeń przeciwko przestępcom w sutannach, ale wszelkie próby,
                              kończyły się niestety, porażkami. Księży pedofilów, chroniły nie
                              tylko Watykan, ale i rząd Irlandii. Jedyne, co możemy zawdzięczać
                              irlandzkiemu Kościołowi, to to, że uczynił wszystko, aby wyniki
                              dochodzenia opóźnić.




                              Czy gdyby w Polsce powstał dokument o molestowaniu i znęcaniu się
                              nad dziećmi przez polskich duchownych byłby równie szokujący jak
                              irlandzki?

                              – Myślę, że nie tylko polski raport, byłby podobny do Irlandzkiego,
                              ale też raport z każdego innego kraju, w których ludziom żyjącym
                              wbrew naturze powierza się wychowywanie dzieci. Zaufanie powinno być
                              owocem pracy, a nie wywodzić się z racji wykonywanej funkcji. Tak
                              jak to uczyniono w Irlandii, na całym świecie powinno się zakazać
                              pracownikom Kościoła prowadzenia ośrodków wychowawczych, ponieważ
                              człowiek, który nie chce być ojcem własnych dzieci, nie może być
                              ojcem innych.




                              Czy dostaje pan dużo zgłoszeń dotyczących nadużyć seksualnych w
                              polskim Kościele? Kto się najczęściej zgłasza - rodzice czy sami
                              poszkodowani?

                              – Zgłaszanie zdarzenia przez rodziców to rzadkość. Rodzice robią to
                              tylko wtedy, gdy sytuacja nie pozwala im na jakiekolwiek działanie,
                              kiedy wszyscy wokół są przeciwko nim, a ksiądz pedofil tryumfuje.
                              Napływające zgłoszenia pochodzą przeważnie od ofiar, które
                              zastrzegają sobie prawo do wykluczenia rodziców z wszelkich działań.
                              Rozumiem ich, bo sam byłem w takiej samej sytuacji i wstydziłem się
                              powiedzieć rodzicom, co się wydarzyło. Obawiałem się, że to
                              negatywnie odbije się na ich zdrowiu. Podobnie czują inne ofiary,
                              dlatego nie zawsze idą na policję czy do prokuratury. Myślę jednak,
                              że przełamanie w sobie bariery strachu i wstydu może być początkiem
                              dalszych działań. Często sama rozmowa o tym co się wydarzyło z kimś,
                              kto im wierzy, rozumie i oferuje pomoc powoduje odradzanie się
                              nowego życia.




                              Czy po latach udało się panu otrząsnąć z traumy przeżytej w
                              dzieciństwie?

                              – Moja historia to szczęście w nieszczęściu. Innym się nie powiodło
                              pewnie dlatego, że ksiądz-pedofil i cała kościelna machina zabiła w
                              nich dzieciństwo i wiarę w siebie. Na szczęście matka widząc moje
                              cierpienie pomogła mi wyjechać z Zakroczymia. Potem ożeniłem się,
                              wychowywałem dzieci i znalazłem siły na wyjazd z kraju. Pozostało mi
                              natomiast obrzydzenie do jakiegokolwiek dotyku mężczyzny i nieufność
                              do księży. Do Kościoła nie chodzę, bo nie potrafię się tam skupić.
                              Kiedy widzę księdza dotykającego dziecko czuje potrzebę podejścia do
                              niego i dania mu po łapach. Patrząc na ołtarz, widzę to, czego, pani
                              nie widzi. Widzę księdza dotykającego zaskoczone dziecko, strach i
                              obrzydzenie gwałconego ministranta. Miejsca za ołtarzem czy
                              zakrystia to dla mnie nie święte, ale diabelskie miejsca.

                              Agnieszka Niesłuchowska, Wirtualna Polska

                              • Gość: Szacuneczek... Ludzie żyjący wbrew naturze... IP: 193.111.147.* 01.06.09, 13:11
                                Ale wymyślił... Ludzie żyjący wbrew naturze...
                                • Gość: Szacuneczek... Setki (tysiące?) przykładów... IP: 193.111.147.* 01.06.09, 14:48
                                  Dwa lata w zawieszeniu dostał ksiądz ze Szczawnicy, który przez dwa
                                  lata molestował nastolatkę. Rozprawa odbywała się z wyłączeniem
                                  jawności. Nie wiadomo dlaczego wyrok jest tak łagodny -
                                  donosi "Tygodnik Podhalański".
                                  Historia jest dramatyczna. Ksiądz ze Szczawnicy przez dwa lata
                                  regularnie współżył z nastolatką. Do pierwszych kontaktów doszło,
                                  gdy dziecko miało 13 lat. Dziewczynka z myślami samobójczymi trafiła
                                  pod opiekę terapeutów i psychologów, nie otrząsnęła się tragedii,
                                  która ją dotknęła - informuje "Tygodnik Podhalański".

                                  Sąd Rejonowy w Nowym Targu skazał księdza ze Szczawnicy (Andrzeja
                                  S.) na 5 lat więzienia. Po apelacji jego obrony Sąd Okręgowy w Nowym
                                  Sączu karę złagodził. Ostateczny wyrok to 2 lata pozbawienia
                                  wolności z warunkowym zawieszeniem na 5 lat próby. Ksiądz otrzymał
                                  także zakaz wykonywania funkcji katechety i nauczyciela na okres 10
                                  lat. Nie dostał nawet dozoru kuratora sądowego, zgodnie z wyrokiem
                                  będzie jedynie pod dozorem kanclerza kurii. Rodzice są zaskoczeni
                                  wyrokiem - donosi "Tygodnik Podhalański".
                                  • Gość: Szacuneczek... Echa... IP: 193.111.147.* 02.06.09, 08:09
                                    Irlandia nie może otrząsnąć się z szoku, jaki wywołała publikacja
                                    raportu o dzieciach maltretowanych przez księży i zakonnice.
                                    Dokument sporządzony przez komisję sędziego Seana Ryana został
                                    opublikowany pod koniec maja. Dotyczy 30 tysięcy dzieci i ponad 250
                                    katolickich sierocińców i szkół .

                                    Podczas trwającego niemal dekadę dochodzenia stwierdzono, że księża
                                    i zakonnice przez wiele lat gwałcili, bili i poniżali swoich
                                    wychowanków. Zaś rządowi inspektorzy, którzy wiedzieli o znęcaniu
                                    się nad dziećmi, nie zrobili nic, aby powstrzymać oprawców.

                                    Autorzy raportu twierdzą, że w ośrodkach dla chłopców gwałty były
                                    codziennością. Pozostające pod opieką zakonnic dziewczynki
                                    molestowane były rzadko - ale za to (cytat za "The Guardian"):

                                    "W niektórych szkołach rutyną było rytualne bicie. Dziewczynki
                                    uderzano we wszystkie części ciała przedmiotami skonstruowanymi tak,
                                    by zadawały jak największy ból".

                                    Komisja Ryana zidentyfikowała 800 gwałcicieli, z których dotąd tylko
                                    kilku zostało za swoje czyny skazanych. Dla większości jedyną karą
                                    (wymierzaną przez kościelnych zwierzchników) było przeniesienie do
                                    innej placówki.

                                    Katolicka Irlandia jest wstrząśnięta. Tysiące ludzi wpisują się do
                                    księgi solidarności z ofiarami i piszą listy do gazet, w których
                                    domagają się wykluczenia Kościoła z działalności oświatowej. Można
                                    przeczytać nawoływania do bojkotu nabożeństw, a nawet do przejęcia
                                    przez państwo kościelnych majątków.

                                    Za sprawą jednego raportu autorytet Kościoła został zdruzgotany.
                                    Irlandzki duchowni nie powinni się łudzić, że sprawa wkrótce
                                    przycichnie, a owieczki znów tłumnie pojawią się na mszach. Zmiany,
                                    jakie zachodzą dziś w stanowisku Irlandczyków wobec Kościoła mogą
                                    okazać się nieodwracalne.

                                    Daniel Nogal;
                                    www.pardon.pl

                                    • Gość: Szacuneczek... Nie dziwi nic... IP: 193.111.147.* 16.06.09, 08:25
                                      Jestem dziwnie przekonany, że to wierzchołek "góry lodowej"... A WP
                                      prezentuje:



                                      Sąd Okręgowy w Bydgoszczy utrzymał wyrok z pierwszej instancji dla
                                      franciszkanina, który molestował seksualnie kilkunastoletniego
                                      ministranta. Krzysztof P. najbliższe lata spędzi w więzieniu -
                                      podaje "Gazeta Pomorska".

                                      Dramat miał miejsce w Pakości w woj. kujawsko-pomorskim. Krzysztof
                                      P. wykorzystywał chłopca od 2002 do 2006 roku. Na komputerze
                                      oskarżonego znaleziono też zdjęcia pornograficzne z udziałem dzieci.

                                      Na początku roku inowrocławski Sąd Rejonowy skazał Krzysztofa P. na
                                      cztery i pół roku więzienia. Dodatkowo zaznaczył, że zakonnik po
                                      wyjściu na wolność przez 10 lat nie będzie mógł pracować z
                                      nieletnimi. Franciszkanin odwołał się od tego wyroku - czytamy
                                      w "Gazecie Pomorskiej".

                                      Teraz Sąd Okręgowy w Bydgoszczy uznał, iż Krzysztof P. jest winny
                                      molestowania seksualnego chłopca. Stwierdził jednak, że nie można
                                      udowodnić, iż zdjęcia pornograficzne z udziałem dzieci, które
                                      znaleziono na komputerze oskarżonego, należały właśnie do niego.
                                      Zakonnik został więc od tego zarzutu uniewinniony. Sąd Okręgowy nie
                                      obniżył jednak wysokości wyroku.

                                      Krzysztof P. najbliższe trzy i pół roku spędzi w więzieniu. Na
                                      poczet kary wliczono mu bowiem czas, który spędził w areszcie
                                      tymczasowym - informuje "Gazeta Pomorska".
                                      • Gość: Szacuneczek... Śledztwo to jeszcze nie wyrok... :)))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 14.10.09, 07:41
                                        Trochę dziwne, ale podaję za WP:


                                        Ksiądz Andrzej D. mógł się dopuszczać czynów lubieżnych, co wynika z
                                        materiału dowodowego - uważa sąd w Szczecinie."Gazeta Wyborcza"
                                        wraca do głośnej sprawy, którą ujawniła w ubiegłym roku.

                                        W latach 90. kapłan miał wykorzystać seksualnie kilku nieletnich
                                        podopiecznych schroniska im. Brata Alberta. Kuria latami zamiatała
                                        sprawę pod dywan. Prokuratura uznała, że część zarzutów się
                                        przedawniła, a inne trudno udowodnić. Sprawę umorzono.

                                        Teraz sąd uznał, że prokuratura zbyt łatwo rozstrzygnęła wątpliwości
                                        na korzyść księdza. Nakazał kontynuować śledztwo.
                                        • Gość: Szacuneczek... Ech te komentarze... :))))))))))) IP: 193.111.147.* 14.10.09, 07:46
                                          A pod powyższym artykułem Internauta BEN umieszcza na WP taki swój
                                          komentarz:


                                          Zdradzone przez tych, którym ufały!
                                          Bulwersujące jest wykorzystywanie dzieci przez duchownych. Relacje z
                                          całego świata ujawniają skalę tych nadużyć, popełnianych czasami
                                          nawet w imię Boga. Na przykład skazany pastor anglikański wmawiał
                                          swej 10-letniej ofierze, że "przemawia przez niego Bóg i wszystko,
                                          co on [duchowny] robi, oraz wszystko, co robi [chłopiec], podoba się
                                          Bogu i jest słuszne".
                                          W Australii na temat seksualnego napastowania dzieci przez
                                          duchownych i inne osoby piastujące odpowiedzialne stanowiska zabrano
                                          głos w recenzji książki The Battle and the Backlash: The Child
                                          Sexual Abuse War. Jak przyznano, "uwikłane w to organizacje
                                          najwyraźniej bardziej były zainteresowane ratowaniem własnego
                                          wizerunku i własnej skóry niż chronieniem bezbronnych dzieci".

                                          • Gość: Szacuneczek... Niepełnosprawne umysłowo dzieci. Brzmi znajomo... IP: 193.111.147.* 15.10.09, 07:52
                                            Teraz z kolei Onet się czepia. Jak tak mozna? Przecież każdy ma
                                            prawo do słabszego dnia... Nieprawdaż? Na wszelki wypadek podaje
                                            linka, jest tam taki krótki filmik... a poniżej wklejam tekst za
                                            Onetem.

                                            wiadomosci.onet.pl/2060567,11,zakonnice_laly_dzieci_moze_ktos_sie_przebral,item.html

                                            Czy bicie i szarpanie to metody wychowawcze powszechnie stosowane w
                                            Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży Zgromadzenia Sióstr
                                            Franciszkanek w Studzienicznej? Reportaż o przemocy wobec
                                            podopiecznych już dziś w TVN UWAGA! o godzinie 19.50.
                                            - Tu pracują osoby oddane dzieciom. O karach cielesnych, nie ma
                                            mowy – zapewnia siostra Anna, dyrektor DPS w Studzienicznej.

                                            W Domu Pomocy Społecznej w Studzienicznej mieszka pięćdziesięcioro
                                            dzieci z porażeniem mózgowym, chorobą Downa, autyzmem,
                                            niepełnosprawnych fizycznie. Placówkę prowadzi Zgromadzenie Sióstr
                                            Franciszkanek Rodziny Maryi. Turysta przebywający na urlopie w
                                            sąsiedztwie DPS słyszał krzyki dochodzące z terenu tej placówki.

                                            - Domek, który wynajmowałem graniczył z domem opieki społecznej dla
                                            dzieci niesprawnych intelektualnie. Któregoś dnia zobaczyłem scenę,
                                            w której zakonnica idzie za dzieckiem. Nagle dziecko zatrzymuje się
                                            i ściąga buty. Zakonnica zaczyna na dziecko wrzeszczeć. Następnie
                                            bierze buty i zaczyna nimi dziecko okładać po głowie. Zaczęła je
                                            targać za włosy, bić po twarzy. To była jedna z dwóch takich scen,
                                            kiedy widziałem ewidentną przemoc wobec dzieci – mówi Piotr Banaszek.

                                            Piotr Banaszek nagrał scenę. Również kamera UWAGI! bez trudu
                                            zarejestrowała kolejne przykłady agresji personelu wobec dzieci.

                                            Zakonnice prowadzące DPS w Studzienicznej dla upośledzonych dzieci
                                            zbagatelizowały sprawę.

                                            - Ta siostra po prostu się broni – uważa siostra dyrektor DPS.

                                            Podobnie zareagowały przełożone z Warszawy.

                                            - Jeżeli dziewczynka rzuca mi się do welonu, to też się będę bronić -
                                            twierdzi siostra Wanda Kmiecik, przełożona zgromadzenia prowincji
                                            warszawskiej.

                                            Placówka jest pod bezpośrednią kontrolą Powiatowego Centrum Pomocy
                                            Rodzinie, podlega staroście augustowskiemu. Los upośledzonych dzieci
                                            tych instytucji również nie przejął.

                                            - Jakość materiału jest słaba. Nie mogę powiedzieć, że to dotyczy
                                            naszego powiatu. Nie daję żadnej wiarygodności temu materiałowi. Nie
                                            wiem, czy to dotyczy faktycznych zdarzeń. A może ktoś się przebrał? –
                                            stwierdził Franciszek Wiśniewski, starosta augustowski.

                                            Takich wątpliwości nie mają psycholodzy.

                                            - Widzę tu przemoc. Widzę, że dziewczynka szuka kontaktu za swoim
                                            opiekunem. A zamiast kontaktu, dostaje, obrywa. Nie wiem, co było
                                            wcześniej i później, ale nic nie usprawiedliwia przemocy – mówi
                                            psycholog Beata Ciejka z Fundacji Dzieci Niczyje.

                                            Czy upośledzonymi dziećmi nadal będą zajmować się te same siostry
                                            zakonne? Kto pomoże dzieciom? Czy placówka powinna dalej
                                            funkcjonować? Oglądaj TVN UWAGĘ! dziś o 19.50. A na stronie
                                            uwaga.onet.pl materiały, których nie zobaczysz w programie! Po
                                            programie także czat z księdzem Dariuszem Oko, doktorem filozofii i
                                            teologii, wykładowcą na Papieskim Uniwersytecie Jana Pawła II w
                                            Krakowie. Wejdź na czat.onet.pl do pokoju UWAGA.
                                            • Gość: Szacuneczek... I po co to było... IP: 193.111.147.* 16.10.09, 12:35
                                              WP dołożyło swoje "w temacie":


                                              Siostra zakonna, która biła niepełnosprawne dzieci w domu opieki w
                                              Studzienicznej, została zwolniona z pracy - podaje TVN24.

                                              Według TVN24, siostra zakonna, która dopuściła się przemocy wobec
                                              dziecka, przyznała się do winy. - Być może minęłam się z powołaniem -
                                              skomentowała, odchodząc z pracy.

                                              W Domu Pomocy Społecznej w Studzienicznej mieszka 50
                                              niepełnosprawnych dzieci, m.in. z porażeniem mózgowym, chorobą
                                              Downa, autyzmem, a także niepełnosprawnych fizycznie. Placówkę
                                              prowadzi Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi




                                              REKLAMA Czytaj dalej





                                              W środę reporterzy TVN ujawnili film, na którym widać, jak jedna z
                                              sióstr bije po twarzy i szarpie za włosy swojego niepełnosprawnego
                                              podopiecznego. Film nagrał turysta, który wypoczywał w domu
                                              znajdującym się obok ośrodka.

                                              W czwartek wieczorem TVN wyemitował program "Uwaga", w którym po
                                              stronie zakonnicy, która szarpała niepełnosprawną dziewczynkę z Domu
                                              Pomocy Społecznej, stają inne siostry. - Ten materiał jest
                                              tendencyjny. Zakonnica się po prostu broniła przed agresją dziecka,
                                              to była obrona konieczna - twierdziły siostry w reakcji na zarzuty
                                              dziennikarzy.

                                              W sprawie znęcania się nad chorymi dziećmi prokuratura wszczęła
                                              śledztwo. Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w
                                              ośrodku złożył Podlaski Urząd Wojewódzki.

                                              W ośrodku prowadzona jest także kontrola wewnętrzna przez Powiatowe
                                              Centrum Pomocy Rodzinie w Augustowie. Na kilka dni została przerwana
                                              z powodu wyjazdu kilku sióstr za granicę. Ma być wznowiona w
                                              poniedziałek.

                                              • Gość: Szacuneczek... O... znowu... :))))))))))))))))))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 30.10.09, 12:28
                                                Co za traf, że WP akurat dzisiaj upublicznia takie rzeczy. I... w
                                                jakim celu?


                                                Sąd Okręgowy w Rzeszowie wymierzył karę pięciu lat pozbawienia
                                                wolności byłemu wikaremu z Wysokiej Łańcuckiej (podkarpackie) za
                                                kontakty seksualne z nieletnimi dziewczynkami. Jest to kara surowsza
                                                od orzeczonej przez Sąd Rejonowy w Łańcucie, który skazał duchownego
                                                na cztery lata więzienia.

                                                Ponadto sąd okręgowy utrzymał pozostałą część wyroku, jaki zapadł w
                                                sądzie rejonowym, który zakazał 35-letniemu księdzu Tomaszowi G.
                                                kontaktować się z pokrzywdzonymi przez 10 lat. W tym czasie nie może
                                                też prowadzić działalności związanej z wychowaniem i edukacją
                                                małoletnich.

                                                Wyrok, jaki zapadł w piątek, jest prawomocny. Obrońca duchownego
                                                zapowiedział złożenie kasacji. Proces apelacyjny, podobnie jak w I
                                                instancji, toczył się za zamkniętymi drzwiami. Również uzasadnienie
                                                wyroku zostało utajnione.

                                                Jak mówił w maju br. po ogłoszeniu wyroku prezes Sądu Rejonowego w
                                                Łańcucie Dariusz Zrębiec, sąd skazał księdza za co najmniej
                                                czterokrotne obcowanie płciowe z jedną z małoletnich (do 15. roku
                                                życia) dziewcząt; obcowanie to miało miejsce również później, gdy
                                                ukończyła 15 lat; oraz za doprowadzenie innej nieletniej do tzw.
                                                innych czynności seksualnych - np. dotykanie jej miejsc intymnych.

                                                Od tego wyroku odwołała się obrona. Jak nieoficjalnie wiadomo ze
                                                źródeł zbliżonych do wymiaru sprawiedliwości, podczas procesu w
                                                sądzie rejonowym Tomasz G. nie przyznawał się do winy.

                                                Sprawa trafiła do prokuratury wiosną 2008 r. W tym czasie ksiądz
                                                Tomasz G. od dwóch lat przebywał w parafii w Brzozowie, gdzie został
                                                przeniesiony z Wysokiej Łańcuckiej. Wyrok sądu dotyczy kontaktów
                                                płciowych duchownego z nieletnimi, do których miało dochodzić, gdy
                                                Tomasz G. był jeszcze wikarym w Wysokiej Łańcuckiej.

                                                • Gość: Szacuneczek... Ciąg dalszy znanej historii... IP: 193.111.147.* 19.11.09, 07:34
                                                  Kurcze, a wydawalo mi sie, ze na poczatku twierdzono, ze to byly
                                                  klamstwa i nadinterpretacja "w sprawie"... Tak czy owak wklejam za
                                                  WP. Link podaje dla tych, ktorzy chca uslyszec relacje dziewczynek...

                                                  wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Zakonnice-znecaly-sie-nad-dziecmi-z-bidula,wid,11698167,wiadomosc.html?ticaid=19218


                                                  Przemoc wobec dzieci to metoda od lat stosowana przez siostry ze
                                                  Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Po wyemitowanym
                                                  przez program "Uwaga" w TVN programie o znęcaniu się nad upośledzoną
                                                  podopieczną sióstr w Studzienicznej do dziennikarzy zgłosiły się
                                                  kolejne osoby, byli wychowankowie domu dziecka, które doznały
                                                  przemocy ze strony zakonnic.

                                                  - Wychowanie przez siostrę zakonną polegało na tym, że dzieci się
                                                  biło. Dzień w dzień bito nas pasem po rękach. Czekaliśmy tylko na
                                                  swoją kolej - wspomina była wychowanka domu dziecka prowadzonego
                                                  przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Warszawie.
                                                  Do tego samego Zgromadzenia należy zakonnica, która znęcała się nad
                                                  swoją upośledzoną podopieczną w Studzienicznej.

                                                  - Chodziłyśmy jak w zegarku, jak w wojsku. Wstawałyśmy rano i
                                                  klęczałyśmy przed swoim łóżkiem. Nie ważne ile. Chodziło o to, żeby
                                                  widziały, że klęczysz i mówisz pacierz. Za nie mówienie pacierza też
                                                  można było dostać - mówi była wychowanka domu dziecka prowadzonego
                                                  przez Zgromadzenie.

                                                  Wspomnienia podopiecznych placówki, dziś dorosłych kobiet, są
                                                  wstrząsające. Jak mówią, bicie i znęcanie się nad dziećmi było
                                                  powszechną metodą wychowawczą stosowaną przez jedną z sióstr
                                                  zakonnych, ich opiekunkę. Pozostałe zakonnice jednak nie reagowały
                                                  na krzyki podopiecznych i przemoc stosowaną w placówce prowadzonej
                                                  przez Zgromadzenie.

                                                  O swoich traumatycznych przeżyciach kobiet zdecydowały się
                                                  opowiedzieć po tym, jak program "Uwaga!" wyemitował w TVN reportaż o
                                                  przemocy w Domu Pomocy Społecznej w Studzienicznej, w którym
                                                  mieszkają dzieci z porażeniem mózgowym, chorobą Downa, autyzmem i
                                                  niepełnosprawne fizycznie. Sfilmowana ukrytą kamerą siostra zakonna
                                                  biła i szarpała Palinkę, swoją upośledzoną podopieczną.

                                                  Placówkę w Studzienicznej prowadzi Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek
                                                  Rodziny Maryi. Sprawa bicia Pauliny wyszła na jaw po tym, jak
                                                  turysta nagrał film, na którym zakonnica szarpie dziewczynkę.
                                                  Przełożone broniły siostry. Osoby duchowne tłumaczyły jej
                                                  postępowanie. - Tego nie można usprawiedliwić, bo wszyscy się
                                                  zgodzą, że bicie jest niewłaściwe. Ale trzeba podkreślić, że ta
                                                  praca jest bardzo trudna - stwierdził ksiądz Dariusz Oko, doktor
                                                  filozofii i teologii.

                                                  - Tam pojawia się wyjątkowy element sadyzmu. Zamiatają to pod dywan
                                                  i mówią, że to dla dobra dzieci. To jest oszustwo – mówi Mirosława
                                                  Kątna z Komitetu Ochrony Praw Dziecka.

                                                  Sprawą zajęła się prokuratura, a w placówce na wniosek Rzecznika
                                                  Praw Dziecka i starosty wszczęto kontrolę. Kontrola nie skupiła się
                                                  jednak na tym, co najważniejsze.

                                                  Siostry zakonne ze Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi
                                                  pracują w 75 ośrodkach. Są to domy dziecka, przedszkola, ośrodki
                                                  opiekuńczo-wychowawcze, szkoły. We wcześniejszym reportażu
                                                  TVN "Uwaga!" przedstawił film nagrany przez przypadkowego świadka,
                                                  na którym widać, jak jedna z sióstr bije po twarzy i szarpie za
                                                  włosy swojego niepełnosprawnego podopiecznego. Film nagrał turysta,
                                                  który wypoczywał w domu znajdującym się obok ośrodka. Siostra
                                                  zakonna, która dopuściła się przemocy wobec dziecka, przyznała się
                                                  do winy. - Być może minęłam się z powołaniem - skomentowała,
                                                  odchodząc z pracy.

                                                  Więcej o przypadkach przemocy, której dopuszczały się zakonnice
                                                  wobec dzieci, w TVN "Uwaga!" w czwartek o godzinie 19.50.
                                                  • 1.moysi Re: Ciąg dalszy znanej historii... 19.11.09, 08:58
                                                    Jak czytam czy słyszę takie historie,to nie potrafię łez
                                                    powstrzymać.Miałam cudowne dzieciństwo,moja babcia to
                                                    najcudowniejsza osoba na świecie,córcia to mój największy skarb,czy
                                                    te zakonnice to idą do zakonu za karę?bóg jest miłością więc ich
                                                    postępowanie powinno być odzwierciedleniem jego przymiotów,czy to
                                                    takie trudne kochać takie maleństwa,które same ci włażą na kolana
                                                    żeby się przytulić?.A co do napisu na autobusach to chodzi o
                                                    zwrócenie uwagi na to że tak naprawdę to nie ma wolnośći słowa i
                                                    wyznania,jaka religia jest w szkołach?tylko katolicka,jakiej religii
                                                    obrzędy są obchodzone w szkołach,przedszkolach a polityka?...to że
                                                    jest nas więcej to nie znaczy że to my mamy rację....
                                                  • Gość: Szacuneczek... Re: Ciąg dalszy znanej historii... IP: 193.111.147.* 03.02.10, 11:44
                                                    ech...
                                                  • Gość: Szacuneczek... Cywilizacja... IP: 193.111.147.* 03.02.10, 11:49
                                                    Od wieków KK zamiatał różne sprawy pod dywan. Niestety (dla tej
                                                    organizacji) człowiek się cały czas rozwija... i coraz więcej wie...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka