Gość: malinka Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: 78.88.16.* 21.03.09, 17:14 Bóg jest tylko koscioła nie ma ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Borsuk Re: "Boga raczej nie ma" Napis na autobusach w Lo IP: *.adsl.inetia.pl 22.03.09, 14:36 Słucham? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... Ciekawe gdzie jeszcze...? IP: 193.111.147.* 10.04.09, 07:33 Patrzcie Państwo jak się Onet czepia. I po co im to? Akurat teraz? ech... wklejam za Onetem: Tysiące dzieci było prawdopodobnie w Irlandii w ciągu ponad 30 lat ofiarami nadużyć seksualnych ze strony księży - powiedział arcybiskup Dublina Diarmuid Martin, zapowiadając ogłoszenie "straszliwego" raportu na ten temat. Podczas tradycyjnej mszy celebrowanej w Wielki Czwartek w Dublinie arcybiskup zapewnił, że ogłoszenie tego dokumentu, które nastąpi w przyszłym tygodniu, "uczyni Kościół skromniejszym". Nastąpi to, jego zdaniem, w wyniku ujawnienia "fizycznych nadużyć seksualnych i tortur psychologicznych". Arcybiskup, znany z tego, że nie szczędzi krytyk irlandzkiemu Kościołowi katolickiemu, podkreślił, że archidiecezja Dublina, której głównie dotyczy dokument, stanie wobec wielu niezwykle poważnych wyzwań. - Raport Komisji ds. Nadużyć wobec Nieletnich przerazi nas wszystkich. Jest prawdopodobne, że tysiące dzieci i młodzieży z całej Irlandii było przedmiotem nadużyć ze strony księży w całym okresie objętym badaniami - powiedział abp Martin. Komisja została powołana w 2006 roku i bada sprawy z lat 1975-2004. Na prośbę rządu irlandzkiego rozszerzyła ona obszar objęty badaniem na diecezję Cloyne w hrabstwie Cork, na południu wyspy. Jej ordynariusz, biskup John Magee, musiał ustąpić ze swej funkcji, gdy w ubiegłym miesiącu wyszło na jaw, że naruszył reguły ustanowione przez Kościół, opóźniając rozpoczęcie dochodzeń w kwestii przypuszczalnych nadużyć. W 2006 roku inny raport opracowany przez irlandzki Kościół katolicki ujawnił ponad sto przypadków nadużyć seksualnych wobec nieletnich, popełnionych w diecezji Ferns, na południe od Dublina, w latach 1962- 2002 przez 21 księży. Niektórzy z nich pracowali lub pracują w Dublinie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Borsuk Re: Ciekawe gdzie jeszcze...? IP: *.adsl.inetia.pl 11.04.09, 18:15 a moze cos z Hiszpanii? Jakies newsy? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... Oto Polska właśnie... :))))))))))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 28.04.09, 14:40 A cóż oni się tak czepiają? Nie mają o czym pisać...? Tym razem WP: 4 maja Sąd Okręgowy w Słupsku (woj. pomorskie) ogłosi wyrok w sprawie byłego proboszcza z Dębnicy, księdza Piotra T., oskarżonego o namawianie do samobójstwa nieletniego ministranta. Proces 40-letniego obecnie księdza zaczął się w październiku i na wniosek wszystkich stron toczył się z wyłączoną jawnością. Sąd zamknął przewód. Prokurator zażądał w mowie końcowej dla kapłana 4 lat bezwzględnego więzienia. Obrońca wnosił o uniewinnienie. Publikację wyroku sąd odroczył do 4 maja. Proces księdza T. ma związek z wydarzeniami z maja 2006 roku. Kapłan nie powiadamiając nikogo wyjechał nagle z Dębnicy w towarzystwie nastolatka - ministranta ze Stargardu Gdańskiego (woj. pomorskie), gdzie wcześniej był wikarym. Nastolatek wrócił do domu po 11 dniach. Gdy opowiedział policjantom, że ksiądz T. podawał mu alkohol, marihuanę, amfetaminę, namawiał do samobójstwa i molestował, prokuratura wszczęła przeciw duchownemu śledztwo. W trakcie postępowania okazało się, że w podobny sposób ksiądz T. zachowywał się wobec dwóch innych ministrantów ze Stargardu Gdańskiego. Zaraz po powrocie ministranta do domu biskup diecezji pelplińskiej odsunął Piotra T. od wszelkich posług kapłańskich i ustanowił w Dębnicy nowego proboszcza. Ten szybko odkrył, że razem z księdzem T. z parafialnego konta zniknęło 27 tys. zł., jakie wierni wpłacili na budowę nowego kościoła. Księdza T. zatrzymano na początku lipca 2006 r. w jednej z nadmorskich miejscowości. Kapłan został tymczasowo aresztowany. W lutym 2007 r. prokuratura w Człuchowie oskarżyła go o 9 przestępstw. Miesiąc później w miejscowym sądzie ruszył pierwszy proces księdza. Ponieważ w jego trakcie okazało się, że namawianie do samobójstwa zgodnie z Kodeksem postępowania karnego powinno być rozpoznawane przez sąd okręgowy, zarzut ten wyłączono do odrębnego postępowania. Proces w Człuchowie zakończył się w listopadzie 2007 r. skazaniem Piotra T. na 4 lata więzienia i czteroletni zakaz kontaktowania się z molestowanym nastolatkiem. Kapłan został uniewinniony od zarzutu zgwałcenia i przywłaszczenia 27 tys. zł. Wyrok ten stał się prawomocny w marcu 2008 r., po odrzuceniu przez sąd II instancji apelacji prokuratora i obrońcy. Wobec skazania księdza słupski sąd okręgowy umorzył sprawę namawiania do samobójstwa. Decyzję tę uchylił jednak Sąd Apelacyjny w Gdańsku, do którego odwołała się prokuratura, i nakazał prowadzenie sprawy. Za namawianie do samobójstwa grozi do 5 lat więzienia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... Oto Polska właśnie... cd. :)))))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 04.05.09, 10:39 Tak jak obiecano - tak i ogłoszono: Karę 3 i pół roku więzienia wymierzył Sąd Okręgowy w Słupsku byłemu księdzu Piotrowi T. W 2006 roku kapłan namawiał ministranta Damiana W. do powieszenia się - informuje Radio Gdańsk. Przez namowy księdza doszło do nieudanej próby samobójczej. Uzasadnienie wyroku jest niejawne. Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. Kapłan nie powiadamiając nikogo wyjechał nagle z Dębnicy w towarzystwie nastolatka - ministranta ze Stargardu Gdańskiego, gdzie wcześniej był wikarym. Nastolatek wrócił do domu po 11 dniach. Gdy opowiedział policjantom, że ksiądz T. podawał mu alkohol, marihuanę, amfetaminę, namawiał do samobójstwa i molestował, prokuratura wszczęła przeciw duchownemu śledztwo. W trakcie postępowania okazało się, że w podobny sposób ksiądz T. zachowywał się wobec dwóch innych ministrantów ze Stargardu Gdańskiego. Proces 40-letniego obecnie księdza zaczął się w październiku i na wniosek wszystkich stron toczył się z wyłączoną jawnością. Sąd zamknął przewód. Prokurator zażądał w mowie końcowej dla kapłana 4 lat bezwzględnego więzienia. Obrońca wnosił o uniewinnienie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... 2+2=4... :)))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 06.05.09, 07:48 A strzelanie sobie w kolano boli... :)))))))))))))))))))))))))) Homoseksualiści żyją krócej, co trzeci sprawca molestowania dzieci jest gejem - to zagadnienia konferencji studentów z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego - pisze "Gazeta Wyborcza". - Czy wiesz, że sprawcami jednej trzeciej wszystkich przypadków molestowania seksualnego dzieci są homoseksualiści? Dowiedz się więcej - taka informacja widnieje na plakacie konferencji studenckiego Koła Myśli Politycznej i Prawnej UKSW w Warszawie - czytamy w "Gazecie Wyborczej". Naukowcy i księża w czwartek będą tam debatować m.in. o homoseksualizmie z perspektywy etycznej i o praktyce leczenia homoseksualizmu. Jedną z prelegentek będzie teolog dr Jolanta Próchniewicz. W 2003 r. w dyskusji zorganizowanej przez czasopismo "Fronda" powiedziała: - Terapia homoseksualistów może być owocna tylko wtedy, gdy zmiany chce sam pacjent. Próby wyprowadzania kogoś na siłę z homoseksualizmu - podobnie jak ze wszystkich zaburzeń - są skazane na niepowodzenie. Homoseksualista to nie jest człowiek, który normalnie funkcjonuje w społeczeństwie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... Ależ zbieg okoliczności... IP: 193.111.147.* 06.05.09, 13:28 Ależ ta WP jest czujna i uparta. Moim zdaniem to wyjątkowy zbieg okoliczności, że to był student teologii. ech... Student teologii molestował seryjnie nieletnich 23-letni student z Gorzowa został oskarżony przez tamtejszą prokuraturę o molestowanie nieletnich i gwałt - poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Dariusz Domarecki. Jacek P. miał dopuścić się przestępstw wobec dziewięciu chłopców w wieku od 11 do 15 lat, m.in. podczas obozów harcerskich, na których był wychowawcą. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił niedawno do gorzowskiego sądu. Grozi mu od dwóch do 12 lat więzienia. Oskarżony studiuje na drugim roku wydziału teologicznego Uniwersytetu Szczecińskiego, obecnie przebywa w areszcie. Przestępstwa objęte aktem oskarżenia miały mieć miejsce w latach 2006-2008 r., w kilku miejscowościach, w których odbywały się obozy i spotkania harcerskie. Pokrzywdzonymi są sami chłopcy. Łącznie P. usłyszał 12 zarzutów. Dwa z nich dotyczą gwałtu na jednym z pokrzywdzonych. Inne to dopuszczenie się podstępem tzw. innych czynności seksualnych wobec nieletnich. Zgwałconego chłopca oskarżony miał także zastraszać i grozić mu pozbawieniem życia, w razie wyjawienia prawdy o tych wydarzeniach. Oskarżony mężczyzna nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów, a jego wyjaśnienia są sprzeczne z zebranym przez prokuraturę materiałem dowodowym. wiadomosci.onet.pl/1965348,11,item.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... Kongregacja Braci w Chrystusie... IP: 193.111.147.* 21.05.09, 09:07 Jednak nie do wytrzymania z tymi portalami. Co jakis czas pojawiają się informacje w które nie chce się uwierzyć. Podaję za www.sfora.pl: Światło dzienne ujrzał w końcu równie kontrowersyjny co mocno oczekiwany raport o irlandzkich instytucjach dla młodzieży kierowanych przez katolickich księży i zakonnice - podaje "The Irish Times". Z 2600 stron dokumentu wynika, że w ponad 250 ośrodkach przypominających obozy pracy bito, poniżano i wykorzystywano seksualnie tysiące chłopców i dziewczynek. Tworzony przez dziewięć lat raport zawiera zeznania byłych uczniów i pensjonariuszy, dziś w wieku od 50 od 80 lat, którzy pod opiekę Kościoła trafiali za złe zachowanie w publicznych szkołach, ucieczkę z domu czy np. drobne kradzieże. Raport jednoznacznie stwierdza, że władze irlandzkiego Kościoła katolickiego zdawały sobie sprawę z tego, czego dopuszczają się księża i zakonnice. Woleli jednak chronić dobre imię niż przyznać, że istnieje problem - dodaje gazeta. W latach 30. i 90. XX wieku, gdy działały katolickie ośrodki, mieszkało w nich 30 tys. osób. Najgorsze warunki panowały w placówkach dla chłopców, prowadzonych przez Kongregację Braci w Chrystusie (Congregatio Fratrum Christianorum). Ośrodkami dla dziewcząt kierował zakon Sióstr Miłosierdzia (RMS, Religious Order of the Sisters of Mercy). Pełny raport o naduzyciach w Irlandzkim Kościele na: www.childabusecommission.ie/rpt/pdfs/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... Kongregacja innych... braci... IP: 193.111.147.* 01.06.09, 13:01 To już się staje nudne (chyba). Ciągle o tym piszą i piszą... (WP.pl) Raport o ofiarach pedofilów w irlandzkim Kościele zaszokował opinię publiczną. Dokument opisuje nadużycia seksualne, do których dochodziło przez 60 lat ubiegłego wieku. To jednak nie koniec – za miesiąc światło dzienne ma ujrzeć kolejny wstrząsający raport o irlandzkich duchownych. A jak wygląda sytuacja w polskim Kościele? Niestety, ani episkopat, ani wymiar sprawiedliwości nie ma danych na temat liczby duchownych-przestępców. Irlandzki Kościół od lat zmaga się z grzechami seksualnymi księży, co prowadzi do stopniowego upadku autorytetu tej instytucji. Kiedy na początku lat 90. światło dzienne ujrzały afery seksualne z udziałem irlandzkich duchownych, okazało się, że przez lata były one zamiatane pod dywan. W efekcie Irlandczycy zaczęli odsuwać się od Kościoła, a liczba powołań znacznie spadła. Tysiące bitych i gwałconych dzieci Prace na temat raportu ws. przestępstw seksualnych dokonanych przez irlandzkich duchownych trwały dziewięć lat. Chodziło o to, by ostatecznie rozliczyć się z niewygodnym tematem i oczyścić atmosferę wokół skompromitowanej instytucji. Dokument, który został opracowany przez rządową komisję działającą we współpracy z irlandzkim episkopatem dotyczy znęcania się nad wychowankami ośrodków wychowawczych w Irlandii, które do lat 90. były prowadzone przez zakony katolickie. Dokument opierał się na zeznaniach 2,5 tys. byłych uczniów i pracowników placówek – szkół, sierocińców, zakładów poprawczych i szpitali. To, że brutalne czyny irlandzkiego kleru dokonane w latach 1930-1990 (bo takiego przedziału dotyczy dokument) dopiero po latach wyszły na jaw, w dużej mierze wynika z ogromnego lęku ofiar duchownych. Dzieci żyły w strachu przed karami cielesnymi, tysiące z nich były regularnie gwałcone i bite. Jak powiedział, tuż przed opublikowaniem raportu, abp Diarmuid Martin komisja badająca okres 1975-2004 zidentyfikowała ok. pół tysiąca księży, którzy wykorzystywali seksualnie swych podopiecznych. Latem ma ukazać się kolejne sprawozdanie, które będzie dotyczyć nadużyć duchownych poza placówkami wychowawczymi. Czym polski Kościół różni się od irlandzkiego? Ojciec David Sullivan, irlandzki zakonnik, który był rektorem seminarium duchownego Ojców Białych w Lublinie, a obecnie przebywa na misji w Afryce, już kilka lat temu mówił, że polski Kościół powinien wyciągnąć wnioski z kryzysu irlandzkiego. – Kiedy sprawuje się tak potężną władzę, trzeba się pilnować, bo łatwo jej nadużyć – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską o. Sullivan. Jednocześnie wskazuje, że Kościół nie powinien zamiatać swoich problemów pod dywan i zamykać się na krytyczne opinie z zewnątrz. Zakonnik uspokaja jednak, że sytuacja polskiego Kościoła jest zupełnie inna niż irlandzkiego. – Historie obu tych instytucji znacznie się różnią. W Irlandii od połowy ubiegłego wieku, zarówno sierocińce, jak i inne placówki wychowawcze były kierowane przez zakony, bo tamtejszy Kościół był silnie związany z rządem. W Polsce było na odwrót. Komunistyczna władza walczyła z klerem, więc siłą rzeczy, duchowni nie mieli większego kontaktu z takimi placówkami – mówi o. Sullivan. Choć zakonnik przyznaje, że w Polsce coraz częściej słyszy się o przypadkach przestępstw seksualnych z udziałem księży, to nie widzi konieczności sporządzania podobnego raportu. Brak statystyk na temat polskich duchownych Trudno jest ocenić ile przestępstw o charakterze seksualnym jest popełnianych przez księży i zakonników, ponieważ wymiar sprawiedliwości nie prowadzi takich statystyk. Choć wydawać by się mogło, że sądy mają doskonałą wiedzę na temat skali zjawiska, to okazuje się, że nie dysponują takimi zestawieniami. – Nie opracowujemy statystyk dotyczących przynależności zawodowej osób, w sprawie których toczy się postępowanie. Zbieramy jedynie dane na temat rodzajów przestępstw – mówi Katarzyna Szeska, rzeczniczka Prokuratury Krajowej. Takich danych nie ma również polski episkopat. – Każda diecezja czy zakon prowadzi takie sprawy, jeśli zaistnieją, we własnym zakresie, ale nie musi informować nas o tym. Nie jesteśmy biurem statystycznym, aby zbierać takie dane – mówi ks. Józef Kloch, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski. Ks. Kloch dziwi się jednocześnie, że prokuratura nie ma takich liczb. – Kto, jeśli nie prokuratura, ma wobec tego ma takie „twarde” dane? Trudno mi uwierzyć, że takie statystyki nie istnieją – konkluduje rzecznik. Dodaje jednak, że słyszał o pojedynczych przypadkach molestowania, ale nie przypuszcza, by podobny raport na temat skali tego zjawiska w Kościele miał powstać w Polsce. Dlaczego do tej pory nie ma wiarygodnych szacunków, które zobrazowałyby skalę tego zjawiska w Polsce? Zdaniem ks. Jacka Prusaka SJ z „Tygodnika Powszechnego” do niedawna takich statystyk w ogóle nie było na świecie. Dlaczego? – Po pierwsze w krajach takich jak USA, czy Irlandia, Kościół od lat miał silną pozycję, a katolicy stali na czele wszystkich większych urzędów. Po drugie kwestia wykorzystywania seksualnego, zwłaszcza nieletnich, była bardzo delikatnym tematem obciążonym stygmatyzacją społeczną i kościelną. Zwłaszcza chłopcy bali się mówić głośno o tym, że byli molestowani, bo martwili się, że zostaną uznani w swoim środowisku za niemęskich – mówi ks. Prusak. Trzecią przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, że jeszcze do niedawna w środowisku medycznym funkcjonowało przekonanie o „nieszkodliwości” seksualnego wykorzystania dzieci. - Uważano, że nie jest to trauma, lecz ich własna seksualna inicjatywa, forma dążenia do inicjacji i przeżycia jej. Stąd jeden z biskupów amerykańskich tłumaczył się ostatnio, że chronił księży molestujących dzieci ponieważ powszechnie uważano, że dzieci albo o takich doświadczeniach nie będą pamiętać, albo z nich „wyrosną” - tłumaczy ks. Prusak. 4% amerykańskich duchownych molestowało nieletnich Dopiero na początku lat 80., kiedy wybuchły afery seksualne w amerykańskim Kościele, pojawiły się pierwsze szacunki, ale były one trzymane w tajemnicy. Najbardziej reprezentatywne dane zawiera Raport Johna Jay’a z 2004 roku dot. duchowieństwa amerykańskiego. Wynika z niego, że 4% duchownych w latach 1950-2002 dopuściło się molestowania nieletnich. Na podstawie innych badań uważa się ten wskaźnik za reprezentatywny. – Ogólna populacja męskich przestępców seksualnych jest szacowana w granicach 8% w społeczeństwie, dlatego też duchowni nie stanowią grupy zwiększonego ryzyka. To jednak niczego nie usprawiedliwia – podkreśla ks. Prusak. Choć liczba skandali seksualnych wywoływanych przez polskich duchownych jest znacznie mniejsza niż w USA czy Irlandii, to nie oznacza jednak, że mamy powód do dumy. Media regularnie bowiem donoszą o kolejnych aferach seksualnych w środowisku polskiego kleru. Skandale w polskim Kościele W niechlubnej historii naszego Kościoła zapisał się m.in. poznański arcybiskup Juliusz Paetz, który został oskarżony o molestowanie seksualne kleryków w seminarium duchownym, czy ksiądz Michał M., proboszcz z Tylawy, który usłyszał zarzuty ws. molestowanie dziewczynek z parafii. Do jednego z większych skandali doszło też w diecezji płockiej, w której kilku księży było oskarżonych o molestowanie ministrantów i członków grup oazowych oraz w Szczecinie. Do nagłośnienia sprawy szczecińskiej przyczynił się sam duchowny – ojciec Marcin Mogielski. Dominikanin ujawnił wstrząsające zeznania podopiecznych ogniska św. Brata Alberta, którzy byli molestowani przez byłego dyrektora ośrodka - ks. Andrzeja D. Ojciec Mogielski, który jak mówił, sam był w przeszłości molestowany przez kolegę ks. Andr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... Kongregacja innych... braci... cd. IP: 193.111.147.* 01.06.09, 13:04 Do nagłośnienia sprawy szczecińskiej przyczynił się sam duchowny – ojciec Marcin Mogielski. Dominikanin ujawnił wstrząsające zeznania podopiecznych ogniska św. Brata Alberta, którzy byli molestowani przez byłego dyrektora ośrodka - ks. Andrzeja D. Ojciec Mogielski, który jak mówił, sam był w przeszłości molestowany przez kolegę ks. Andrzeja, zarzucał lokalnemu środowisku kościelnemu tuszowanie całej sprawy. Zarówno sprawa płockiego seminarium jak i szczecińskiego ośrodka została umorzona przez prokuraturę. W pierwszym przypadku stwierdzono "brak znamion popełnienia przestępstwa", mimo że w toku śledztwa potwierdzono "zachowania oraz sytuacje, które nie powinny mieć miejsca". Odrębne śledztwo w tej sprawie toczyło się w płockiej kurii. W efekcie na trzech księży nałożono karę suspensy i pozbawiono ich funkcji kościelnych. W przypadku sprawy szczecińskiej, umorzonej w styczniu 2009 roku, przesłuchano ponad stu świadków, ale ich zeznania nie pozwoliły na postawienie zarzutów dyrektorowi placówki. Zgodnie z opinią prokuratorów część zdarzeń przedawniła się, a pozostałe wątki nie były możliwe do zweryfikowania. Jak jednak oceniał wówczas mecenas Michał Kelm, pełnomocnik ofiar, prokuratura nie wzięła pod ocenę najważniejszego dowodu w sprawie – zeznań terapeuty, który wypowiadał się na temat jednego z pokrzywdzonych chłopców. W sprawie ks. Andrzeja D. toczy się, tak jak w przypadku płockich księży, proces kanoniczny. Co ciekawe, ks. Andrzej nadal kieruje ośrodkiem. Tym razem jednak jest to placówka dla emerytowanych księży. Choć w wielu przypadkach wymiar sprawiedliwości, z powodu braku wystarczających dowodów, przedawnienia lub niskiej szkodliwości społecznej czynu, umarza śledztwa ws. duchownych, to zdarzają się przypadki, w których zapada wyrok. Tak się stało w przypadku franciszkanina z Pakości w Kujawsko-Pomorskim, który za molestowanie ministranta i posiadanie w komputerze pornografii z udziałem małoletnich, został skazany na 4,5 roku więzienia. Zakonnik otrzymał też zakaz pełnienia przez 10 lat funkcji związanych z opieką i nauczaniem małoletnich. Kim jest duchowny-pedofil? Mec. Michał Kelm, który reprezentuje poszkodowanych przez ks. Andrzeja D. mówi, że wciąż nie ma jednego modelu rozwiązywania problemów molestowania seksualnego przez Kościół. – Niektórzy księża starają się ignorować problem i traktują pokrzywdzonego jak intruza, który chce coś od nich wyłudzić. Inni chcą wyjaśnić sprawy i pomóc ofierze. Wszystko zależy od konkretnych zakonów i diecezji – mówi mec. Kelm. Pełnomocnik pokrzywdzonych przez księdza ze Szczecina opowiada też o traumie, jaką przeżywają ofiary duchownych-pedofili. – Duchowny- gwałciciel to nie jest facet siedzący z gazrurką w krzakach, który napada na ofiarę i robi swoje. Duchowny najczęściej traktuje ofiarę z szacunkiem, miłością. On nie używa przemocy fizycznej, ale psychicznej. Wykorzystując zaufanie, którym darzy go ofiara, doprowadza do konkretnej sytuacji. Pokrzywdzony nie jest się w stanie obronić, bo często nie wie, że dzieje się coś złego. Dopiero po fakcie to do niego dociera – mówi mec. Kelm. Zdaniem mecenasa duchowni, którzy dopuszczają się tego rodzaju przestępstw, wstydzą się swoich czynów bardziej niż zabójcy czy złodzieje. Jak jednak zaznacza, większość duchownych wypiera się przed sądem swoich czynów. A jeśli już zostanie udowodnione, np. przez badania DNA, że molestowali seksualnie, starają się umniejszać swoją winę. – Często mówią, że np. zostali sprowokowani do gwałtu – mówi Michał Kelm. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... Kongregacja innych... braci... cd. IP: 193.111.147.* 01.06.09, 13:06 Zamiast pieniędzy wolą przeprosiny Według Kelma, w poczuciu niewinności zbyt często umacniają duchownych-pedofilów ich przełożeni, którzy zamiast odsunąć takich sprawców od pracy duszpasterskiej, awansują ich. Dlaczego tak się dzieje? – Poprzez nagrodzenie takiej osoby przełożeni chcą jej pokazać, że wierzą w jej niewinność – podsumowuje Kelm. Co zrobić aby Kościół zaczął przełamywać się i dostrzegać błędy swoich przedstawicieli? – Ważne jest, aby duchowni zrozumieli, że ofiarom, czyli głównie ministrantom czy osobom zaangażowanym w ruchy przykościelne, zależy przede wszystkim na symbolicznym słowie „przepraszam”, a nie odszkodowaniach. To są osoby ściśle związane z Kościołem i nie zależy im na pieniądzach. Na szczęście coraz więcej duchownych zaczyna to rozumieć – mówi mecenas. Według Tomasza Królaka z Katolickiej Agencji Informacyjnej to ostrożne podejście do ofiar ma swoje uzasadnienie. – Po tym jak w USA wybuchły skandale pedofilskie i w grę weszły gigantyczne odszkodowania, wiele diecezji dotkliwie to odczuło. Niestety pojawiło się wówczas wielu naciągaczy, którzy wyczuli, że na tej sytuacji mogą zarobić – twierdzi Królak. Watykan mówi „nie” pedofilom Zdaniem Tomasza Królaka, Kościół stara się przeciwdziałać podobnym przypadkom. - Najważniejsze jest to, że Jan Paweł II i Benedykt XVI ocenili czyny pedofilskie jako zbrodnię przeciw najsłabszym. Poza tym powstały na ten temat konkretne dokumenty. Dwa lata temu ks. Raffaello Martinelli z Kongregacji Nauki i Wiary opublikował raport pt. „Pedofilia a kapłani”, w którym opisywał m.in. jak przeciwdziałać takim przypadkom – mówi Tomasz Królak. Ks. Prusak uzupełnia, że ważną zmianę w rozpatrywaniu tego typu spraw wprowadził też Benedykt XVI. - Zgodnie z decyzją papieża wycofano z prawa kościelnego pojęcie przedawnienia – mówi publicysta „Tygodnika Powszechnego”. Tomasz Królak dodaje, że kolejną istotną zmianą było wprowadzone dwa lata temu watykańskiej instrukcji na temat przyjmowania kandydatów na kleryków. – W dokumencie jest mowa o tym, że przyjmowane osoby były "prześwietlane" z użyciem różnych technik naukowych. Chodzi o to, by sprawdzać czy dana osoba ma skłonności np. do homoseksualizmu. Dzięki coraz wyższym wymaganiom stawianym kandydatom na księży, Watykan chce wyłonić ludzi silnych psychicznie i skoncentrowanych wyłącznie na Ewangelii - mówi Królak. Ks. Prusak podkreśla jednak, że istnieje różnica między orientacją homoseksualną a pedofilią oraz że nie istnieją żadne testy psychologiczne mogące „wyłapać” potencjalnego pedofila. – Prawdą jednak jest, i temu ma przeciwdziałać watykańska instrukcja, że 80% przypadków molestowania ze strony duchownych dotyczy osób nieletnich – - zaznacza ks. Prusak. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... Re: Kongregacja innych... braci... cd. IP: 193.111.147.* 01.06.09, 13:08 Polak z Ameryki założył Ruch Ofiar Księży Ważne jest również to, że na fali skandali w USA, Irlandii, Włoszech, czy tych w Polsce, powstają stowarzyszenia, które chcą pomagać ofiarom przestępstw kościelnych. Jedną z takich organizacji jest Ruch Ofiar Księży, założony przez Wincentego Szymańskiego, który jako ministrant był molestowany w parafii św. Jana w Zakroczymiu. Po blisko 40 latach od tamtych bolesnych wydarzeń Szymański nawiązał kontakt z Siecią Doświadczonych przez Molestowanie – amerykańską organizacją, która zrzesza poszkodowanych przez duchownych na całym świecie i założył własną stronę w internecie, na której zachęca do zgłaszania podobnych przypadków. Rozmowa z Wincentym Szymańskim Agnieszka Niesłuchowska: Opublikowany tydzień temu raport jest przełomem w historii Kościoła katolickiego. Kto pana zdaniem przyczynił się do upublicznienia tych wstrząsających statystyk? Wincenty Szymański: Nie jest on z pewnością zasługą irlandzkiego episkopatu czy Watykanu. To zasługa Colmana O'Gormana – dyrektora irlandzkiej sekcji Amnesty International, który jest ofiarą księdza. Zgwałcony, zdruzgotany psychicznie i żyjący przez lata na ulicach Dublina O'Gorman nigdy nie zaprzestał domagać się ukarania swojego oprawcy i setek innych księży-pedofilów. Domagał się wszczęcia dochodzeń przeciwko przestępcom w sutannach, ale wszelkie próby, kończyły się niestety, porażkami. Księży pedofilów, chroniły nie tylko Watykan, ale i rząd Irlandii. Jedyne, co możemy zawdzięczać irlandzkiemu Kościołowi, to to, że uczynił wszystko, aby wyniki dochodzenia opóźnić. Czy gdyby w Polsce powstał dokument o molestowaniu i znęcaniu się nad dziećmi przez polskich duchownych byłby równie szokujący jak irlandzki? – Myślę, że nie tylko polski raport, byłby podobny do Irlandzkiego, ale też raport z każdego innego kraju, w których ludziom żyjącym wbrew naturze powierza się wychowywanie dzieci. Zaufanie powinno być owocem pracy, a nie wywodzić się z racji wykonywanej funkcji. Tak jak to uczyniono w Irlandii, na całym świecie powinno się zakazać pracownikom Kościoła prowadzenia ośrodków wychowawczych, ponieważ człowiek, który nie chce być ojcem własnych dzieci, nie może być ojcem innych. Czy dostaje pan dużo zgłoszeń dotyczących nadużyć seksualnych w polskim Kościele? Kto się najczęściej zgłasza - rodzice czy sami poszkodowani? – Zgłaszanie zdarzenia przez rodziców to rzadkość. Rodzice robią to tylko wtedy, gdy sytuacja nie pozwala im na jakiekolwiek działanie, kiedy wszyscy wokół są przeciwko nim, a ksiądz pedofil tryumfuje. Napływające zgłoszenia pochodzą przeważnie od ofiar, które zastrzegają sobie prawo do wykluczenia rodziców z wszelkich działań. Rozumiem ich, bo sam byłem w takiej samej sytuacji i wstydziłem się powiedzieć rodzicom, co się wydarzyło. Obawiałem się, że to negatywnie odbije się na ich zdrowiu. Podobnie czują inne ofiary, dlatego nie zawsze idą na policję czy do prokuratury. Myślę jednak, że przełamanie w sobie bariery strachu i wstydu może być początkiem dalszych działań. Często sama rozmowa o tym co się wydarzyło z kimś, kto im wierzy, rozumie i oferuje pomoc powoduje odradzanie się nowego życia. Czy po latach udało się panu otrząsnąć z traumy przeżytej w dzieciństwie? – Moja historia to szczęście w nieszczęściu. Innym się nie powiodło pewnie dlatego, że ksiądz-pedofil i cała kościelna machina zabiła w nich dzieciństwo i wiarę w siebie. Na szczęście matka widząc moje cierpienie pomogła mi wyjechać z Zakroczymia. Potem ożeniłem się, wychowywałem dzieci i znalazłem siły na wyjazd z kraju. Pozostało mi natomiast obrzydzenie do jakiegokolwiek dotyku mężczyzny i nieufność do księży. Do Kościoła nie chodzę, bo nie potrafię się tam skupić. Kiedy widzę księdza dotykającego dziecko czuje potrzebę podejścia do niego i dania mu po łapach. Patrząc na ołtarz, widzę to, czego, pani nie widzi. Widzę księdza dotykającego zaskoczone dziecko, strach i obrzydzenie gwałconego ministranta. Miejsca za ołtarzem czy zakrystia to dla mnie nie święte, ale diabelskie miejsca. Agnieszka Niesłuchowska, Wirtualna Polska Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... Ludzie żyjący wbrew naturze... IP: 193.111.147.* 01.06.09, 13:11 Ale wymyślił... Ludzie żyjący wbrew naturze... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... Setki (tysiące?) przykładów... IP: 193.111.147.* 01.06.09, 14:48 Dwa lata w zawieszeniu dostał ksiądz ze Szczawnicy, który przez dwa lata molestował nastolatkę. Rozprawa odbywała się z wyłączeniem jawności. Nie wiadomo dlaczego wyrok jest tak łagodny - donosi "Tygodnik Podhalański". Historia jest dramatyczna. Ksiądz ze Szczawnicy przez dwa lata regularnie współżył z nastolatką. Do pierwszych kontaktów doszło, gdy dziecko miało 13 lat. Dziewczynka z myślami samobójczymi trafiła pod opiekę terapeutów i psychologów, nie otrząsnęła się tragedii, która ją dotknęła - informuje "Tygodnik Podhalański". Sąd Rejonowy w Nowym Targu skazał księdza ze Szczawnicy (Andrzeja S.) na 5 lat więzienia. Po apelacji jego obrony Sąd Okręgowy w Nowym Sączu karę złagodził. Ostateczny wyrok to 2 lata pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na 5 lat próby. Ksiądz otrzymał także zakaz wykonywania funkcji katechety i nauczyciela na okres 10 lat. Nie dostał nawet dozoru kuratora sądowego, zgodnie z wyrokiem będzie jedynie pod dozorem kanclerza kurii. Rodzice są zaskoczeni wyrokiem - donosi "Tygodnik Podhalański". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... Echa... IP: 193.111.147.* 02.06.09, 08:09 Irlandia nie może otrząsnąć się z szoku, jaki wywołała publikacja raportu o dzieciach maltretowanych przez księży i zakonnice. Dokument sporządzony przez komisję sędziego Seana Ryana został opublikowany pod koniec maja. Dotyczy 30 tysięcy dzieci i ponad 250 katolickich sierocińców i szkół . Podczas trwającego niemal dekadę dochodzenia stwierdzono, że księża i zakonnice przez wiele lat gwałcili, bili i poniżali swoich wychowanków. Zaś rządowi inspektorzy, którzy wiedzieli o znęcaniu się nad dziećmi, nie zrobili nic, aby powstrzymać oprawców. Autorzy raportu twierdzą, że w ośrodkach dla chłopców gwałty były codziennością. Pozostające pod opieką zakonnic dziewczynki molestowane były rzadko - ale za to (cytat za "The Guardian"): "W niektórych szkołach rutyną było rytualne bicie. Dziewczynki uderzano we wszystkie części ciała przedmiotami skonstruowanymi tak, by zadawały jak największy ból". Komisja Ryana zidentyfikowała 800 gwałcicieli, z których dotąd tylko kilku zostało za swoje czyny skazanych. Dla większości jedyną karą (wymierzaną przez kościelnych zwierzchników) było przeniesienie do innej placówki. Katolicka Irlandia jest wstrząśnięta. Tysiące ludzi wpisują się do księgi solidarności z ofiarami i piszą listy do gazet, w których domagają się wykluczenia Kościoła z działalności oświatowej. Można przeczytać nawoływania do bojkotu nabożeństw, a nawet do przejęcia przez państwo kościelnych majątków. Za sprawą jednego raportu autorytet Kościoła został zdruzgotany. Irlandzki duchowni nie powinni się łudzić, że sprawa wkrótce przycichnie, a owieczki znów tłumnie pojawią się na mszach. Zmiany, jakie zachodzą dziś w stanowisku Irlandczyków wobec Kościoła mogą okazać się nieodwracalne. Daniel Nogal; www.pardon.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... Nie dziwi nic... IP: 193.111.147.* 16.06.09, 08:25 Jestem dziwnie przekonany, że to wierzchołek "góry lodowej"... A WP prezentuje: Sąd Okręgowy w Bydgoszczy utrzymał wyrok z pierwszej instancji dla franciszkanina, który molestował seksualnie kilkunastoletniego ministranta. Krzysztof P. najbliższe lata spędzi w więzieniu - podaje "Gazeta Pomorska". Dramat miał miejsce w Pakości w woj. kujawsko-pomorskim. Krzysztof P. wykorzystywał chłopca od 2002 do 2006 roku. Na komputerze oskarżonego znaleziono też zdjęcia pornograficzne z udziałem dzieci. Na początku roku inowrocławski Sąd Rejonowy skazał Krzysztofa P. na cztery i pół roku więzienia. Dodatkowo zaznaczył, że zakonnik po wyjściu na wolność przez 10 lat nie będzie mógł pracować z nieletnimi. Franciszkanin odwołał się od tego wyroku - czytamy w "Gazecie Pomorskiej". Teraz Sąd Okręgowy w Bydgoszczy uznał, iż Krzysztof P. jest winny molestowania seksualnego chłopca. Stwierdził jednak, że nie można udowodnić, iż zdjęcia pornograficzne z udziałem dzieci, które znaleziono na komputerze oskarżonego, należały właśnie do niego. Zakonnik został więc od tego zarzutu uniewinniony. Sąd Okręgowy nie obniżył jednak wysokości wyroku. Krzysztof P. najbliższe trzy i pół roku spędzi w więzieniu. Na poczet kary wliczono mu bowiem czas, który spędził w areszcie tymczasowym - informuje "Gazeta Pomorska". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... Śledztwo to jeszcze nie wyrok... :)))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 14.10.09, 07:41 Trochę dziwne, ale podaję za WP: Ksiądz Andrzej D. mógł się dopuszczać czynów lubieżnych, co wynika z materiału dowodowego - uważa sąd w Szczecinie."Gazeta Wyborcza" wraca do głośnej sprawy, którą ujawniła w ubiegłym roku. W latach 90. kapłan miał wykorzystać seksualnie kilku nieletnich podopiecznych schroniska im. Brata Alberta. Kuria latami zamiatała sprawę pod dywan. Prokuratura uznała, że część zarzutów się przedawniła, a inne trudno udowodnić. Sprawę umorzono. Teraz sąd uznał, że prokuratura zbyt łatwo rozstrzygnęła wątpliwości na korzyść księdza. Nakazał kontynuować śledztwo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... Ech te komentarze... :))))))))))) IP: 193.111.147.* 14.10.09, 07:46 A pod powyższym artykułem Internauta BEN umieszcza na WP taki swój komentarz: Zdradzone przez tych, którym ufały! Bulwersujące jest wykorzystywanie dzieci przez duchownych. Relacje z całego świata ujawniają skalę tych nadużyć, popełnianych czasami nawet w imię Boga. Na przykład skazany pastor anglikański wmawiał swej 10-letniej ofierze, że "przemawia przez niego Bóg i wszystko, co on [duchowny] robi, oraz wszystko, co robi [chłopiec], podoba się Bogu i jest słuszne". W Australii na temat seksualnego napastowania dzieci przez duchownych i inne osoby piastujące odpowiedzialne stanowiska zabrano głos w recenzji książki The Battle and the Backlash: The Child Sexual Abuse War. Jak przyznano, "uwikłane w to organizacje najwyraźniej bardziej były zainteresowane ratowaniem własnego wizerunku i własnej skóry niż chronieniem bezbronnych dzieci". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... Niepełnosprawne umysłowo dzieci. Brzmi znajomo... IP: 193.111.147.* 15.10.09, 07:52 Teraz z kolei Onet się czepia. Jak tak mozna? Przecież każdy ma prawo do słabszego dnia... Nieprawdaż? Na wszelki wypadek podaje linka, jest tam taki krótki filmik... a poniżej wklejam tekst za Onetem. wiadomosci.onet.pl/2060567,11,zakonnice_laly_dzieci_moze_ktos_sie_przebral,item.html Czy bicie i szarpanie to metody wychowawcze powszechnie stosowane w Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek w Studzienicznej? Reportaż o przemocy wobec podopiecznych już dziś w TVN UWAGA! o godzinie 19.50. - Tu pracują osoby oddane dzieciom. O karach cielesnych, nie ma mowy – zapewnia siostra Anna, dyrektor DPS w Studzienicznej. W Domu Pomocy Społecznej w Studzienicznej mieszka pięćdziesięcioro dzieci z porażeniem mózgowym, chorobą Downa, autyzmem, niepełnosprawnych fizycznie. Placówkę prowadzi Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Turysta przebywający na urlopie w sąsiedztwie DPS słyszał krzyki dochodzące z terenu tej placówki. - Domek, który wynajmowałem graniczył z domem opieki społecznej dla dzieci niesprawnych intelektualnie. Któregoś dnia zobaczyłem scenę, w której zakonnica idzie za dzieckiem. Nagle dziecko zatrzymuje się i ściąga buty. Zakonnica zaczyna na dziecko wrzeszczeć. Następnie bierze buty i zaczyna nimi dziecko okładać po głowie. Zaczęła je targać za włosy, bić po twarzy. To była jedna z dwóch takich scen, kiedy widziałem ewidentną przemoc wobec dzieci – mówi Piotr Banaszek. Piotr Banaszek nagrał scenę. Również kamera UWAGI! bez trudu zarejestrowała kolejne przykłady agresji personelu wobec dzieci. Zakonnice prowadzące DPS w Studzienicznej dla upośledzonych dzieci zbagatelizowały sprawę. - Ta siostra po prostu się broni – uważa siostra dyrektor DPS. Podobnie zareagowały przełożone z Warszawy. - Jeżeli dziewczynka rzuca mi się do welonu, to też się będę bronić - twierdzi siostra Wanda Kmiecik, przełożona zgromadzenia prowincji warszawskiej. Placówka jest pod bezpośrednią kontrolą Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, podlega staroście augustowskiemu. Los upośledzonych dzieci tych instytucji również nie przejął. - Jakość materiału jest słaba. Nie mogę powiedzieć, że to dotyczy naszego powiatu. Nie daję żadnej wiarygodności temu materiałowi. Nie wiem, czy to dotyczy faktycznych zdarzeń. A może ktoś się przebrał? – stwierdził Franciszek Wiśniewski, starosta augustowski. Takich wątpliwości nie mają psycholodzy. - Widzę tu przemoc. Widzę, że dziewczynka szuka kontaktu za swoim opiekunem. A zamiast kontaktu, dostaje, obrywa. Nie wiem, co było wcześniej i później, ale nic nie usprawiedliwia przemocy – mówi psycholog Beata Ciejka z Fundacji Dzieci Niczyje. Czy upośledzonymi dziećmi nadal będą zajmować się te same siostry zakonne? Kto pomoże dzieciom? Czy placówka powinna dalej funkcjonować? Oglądaj TVN UWAGĘ! dziś o 19.50. A na stronie uwaga.onet.pl materiały, których nie zobaczysz w programie! Po programie także czat z księdzem Dariuszem Oko, doktorem filozofii i teologii, wykładowcą na Papieskim Uniwersytecie Jana Pawła II w Krakowie. Wejdź na czat.onet.pl do pokoju UWAGA. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... I po co to było... IP: 193.111.147.* 16.10.09, 12:35 WP dołożyło swoje "w temacie": Siostra zakonna, która biła niepełnosprawne dzieci w domu opieki w Studzienicznej, została zwolniona z pracy - podaje TVN24. Według TVN24, siostra zakonna, która dopuściła się przemocy wobec dziecka, przyznała się do winy. - Być może minęłam się z powołaniem - skomentowała, odchodząc z pracy. W Domu Pomocy Społecznej w Studzienicznej mieszka 50 niepełnosprawnych dzieci, m.in. z porażeniem mózgowym, chorobą Downa, autyzmem, a także niepełnosprawnych fizycznie. Placówkę prowadzi Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi REKLAMA Czytaj dalej W środę reporterzy TVN ujawnili film, na którym widać, jak jedna z sióstr bije po twarzy i szarpie za włosy swojego niepełnosprawnego podopiecznego. Film nagrał turysta, który wypoczywał w domu znajdującym się obok ośrodka. W czwartek wieczorem TVN wyemitował program "Uwaga", w którym po stronie zakonnicy, która szarpała niepełnosprawną dziewczynkę z Domu Pomocy Społecznej, stają inne siostry. - Ten materiał jest tendencyjny. Zakonnica się po prostu broniła przed agresją dziecka, to była obrona konieczna - twierdziły siostry w reakcji na zarzuty dziennikarzy. W sprawie znęcania się nad chorymi dziećmi prokuratura wszczęła śledztwo. Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w ośrodku złożył Podlaski Urząd Wojewódzki. W ośrodku prowadzona jest także kontrola wewnętrzna przez Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Augustowie. Na kilka dni została przerwana z powodu wyjazdu kilku sióstr za granicę. Ma być wznowiona w poniedziałek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... O... znowu... :))))))))))))))))))))))))))))))))))) IP: 193.111.147.* 30.10.09, 12:28 Co za traf, że WP akurat dzisiaj upublicznia takie rzeczy. I... w jakim celu? Sąd Okręgowy w Rzeszowie wymierzył karę pięciu lat pozbawienia wolności byłemu wikaremu z Wysokiej Łańcuckiej (podkarpackie) za kontakty seksualne z nieletnimi dziewczynkami. Jest to kara surowsza od orzeczonej przez Sąd Rejonowy w Łańcucie, który skazał duchownego na cztery lata więzienia. Ponadto sąd okręgowy utrzymał pozostałą część wyroku, jaki zapadł w sądzie rejonowym, który zakazał 35-letniemu księdzu Tomaszowi G. kontaktować się z pokrzywdzonymi przez 10 lat. W tym czasie nie może też prowadzić działalności związanej z wychowaniem i edukacją małoletnich. Wyrok, jaki zapadł w piątek, jest prawomocny. Obrońca duchownego zapowiedział złożenie kasacji. Proces apelacyjny, podobnie jak w I instancji, toczył się za zamkniętymi drzwiami. Również uzasadnienie wyroku zostało utajnione. Jak mówił w maju br. po ogłoszeniu wyroku prezes Sądu Rejonowego w Łańcucie Dariusz Zrębiec, sąd skazał księdza za co najmniej czterokrotne obcowanie płciowe z jedną z małoletnich (do 15. roku życia) dziewcząt; obcowanie to miało miejsce również później, gdy ukończyła 15 lat; oraz za doprowadzenie innej nieletniej do tzw. innych czynności seksualnych - np. dotykanie jej miejsc intymnych. Od tego wyroku odwołała się obrona. Jak nieoficjalnie wiadomo ze źródeł zbliżonych do wymiaru sprawiedliwości, podczas procesu w sądzie rejonowym Tomasz G. nie przyznawał się do winy. Sprawa trafiła do prokuratury wiosną 2008 r. W tym czasie ksiądz Tomasz G. od dwóch lat przebywał w parafii w Brzozowie, gdzie został przeniesiony z Wysokiej Łańcuckiej. Wyrok sądu dotyczy kontaktów płciowych duchownego z nieletnimi, do których miało dochodzić, gdy Tomasz G. był jeszcze wikarym w Wysokiej Łańcuckiej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... Ciąg dalszy znanej historii... IP: 193.111.147.* 19.11.09, 07:34 Kurcze, a wydawalo mi sie, ze na poczatku twierdzono, ze to byly klamstwa i nadinterpretacja "w sprawie"... Tak czy owak wklejam za WP. Link podaje dla tych, ktorzy chca uslyszec relacje dziewczynek... wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Zakonnice-znecaly-sie-nad-dziecmi-z-bidula,wid,11698167,wiadomosc.html?ticaid=19218 Przemoc wobec dzieci to metoda od lat stosowana przez siostry ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Po wyemitowanym przez program "Uwaga" w TVN programie o znęcaniu się nad upośledzoną podopieczną sióstr w Studzienicznej do dziennikarzy zgłosiły się kolejne osoby, byli wychowankowie domu dziecka, które doznały przemocy ze strony zakonnic. - Wychowanie przez siostrę zakonną polegało na tym, że dzieci się biło. Dzień w dzień bito nas pasem po rękach. Czekaliśmy tylko na swoją kolej - wspomina była wychowanka domu dziecka prowadzonego przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Warszawie. Do tego samego Zgromadzenia należy zakonnica, która znęcała się nad swoją upośledzoną podopieczną w Studzienicznej. - Chodziłyśmy jak w zegarku, jak w wojsku. Wstawałyśmy rano i klęczałyśmy przed swoim łóżkiem. Nie ważne ile. Chodziło o to, żeby widziały, że klęczysz i mówisz pacierz. Za nie mówienie pacierza też można było dostać - mówi była wychowanka domu dziecka prowadzonego przez Zgromadzenie. Wspomnienia podopiecznych placówki, dziś dorosłych kobiet, są wstrząsające. Jak mówią, bicie i znęcanie się nad dziećmi było powszechną metodą wychowawczą stosowaną przez jedną z sióstr zakonnych, ich opiekunkę. Pozostałe zakonnice jednak nie reagowały na krzyki podopiecznych i przemoc stosowaną w placówce prowadzonej przez Zgromadzenie. O swoich traumatycznych przeżyciach kobiet zdecydowały się opowiedzieć po tym, jak program "Uwaga!" wyemitował w TVN reportaż o przemocy w Domu Pomocy Społecznej w Studzienicznej, w którym mieszkają dzieci z porażeniem mózgowym, chorobą Downa, autyzmem i niepełnosprawne fizycznie. Sfilmowana ukrytą kamerą siostra zakonna biła i szarpała Palinkę, swoją upośledzoną podopieczną. Placówkę w Studzienicznej prowadzi Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Sprawa bicia Pauliny wyszła na jaw po tym, jak turysta nagrał film, na którym zakonnica szarpie dziewczynkę. Przełożone broniły siostry. Osoby duchowne tłumaczyły jej postępowanie. - Tego nie można usprawiedliwić, bo wszyscy się zgodzą, że bicie jest niewłaściwe. Ale trzeba podkreślić, że ta praca jest bardzo trudna - stwierdził ksiądz Dariusz Oko, doktor filozofii i teologii. - Tam pojawia się wyjątkowy element sadyzmu. Zamiatają to pod dywan i mówią, że to dla dobra dzieci. To jest oszustwo – mówi Mirosława Kątna z Komitetu Ochrony Praw Dziecka. Sprawą zajęła się prokuratura, a w placówce na wniosek Rzecznika Praw Dziecka i starosty wszczęto kontrolę. Kontrola nie skupiła się jednak na tym, co najważniejsze. Siostry zakonne ze Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi pracują w 75 ośrodkach. Są to domy dziecka, przedszkola, ośrodki opiekuńczo-wychowawcze, szkoły. We wcześniejszym reportażu TVN "Uwaga!" przedstawił film nagrany przez przypadkowego świadka, na którym widać, jak jedna z sióstr bije po twarzy i szarpie za włosy swojego niepełnosprawnego podopiecznego. Film nagrał turysta, który wypoczywał w domu znajdującym się obok ośrodka. Siostra zakonna, która dopuściła się przemocy wobec dziecka, przyznała się do winy. - Być może minęłam się z powołaniem - skomentowała, odchodząc z pracy. Więcej o przypadkach przemocy, której dopuszczały się zakonnice wobec dzieci, w TVN "Uwaga!" w czwartek o godzinie 19.50. Odpowiedz Link Zgłoś
1.moysi Re: Ciąg dalszy znanej historii... 19.11.09, 08:58 Jak czytam czy słyszę takie historie,to nie potrafię łez powstrzymać.Miałam cudowne dzieciństwo,moja babcia to najcudowniejsza osoba na świecie,córcia to mój największy skarb,czy te zakonnice to idą do zakonu za karę?bóg jest miłością więc ich postępowanie powinno być odzwierciedleniem jego przymiotów,czy to takie trudne kochać takie maleństwa,które same ci włażą na kolana żeby się przytulić?.A co do napisu na autobusach to chodzi o zwrócenie uwagi na to że tak naprawdę to nie ma wolnośći słowa i wyznania,jaka religia jest w szkołach?tylko katolicka,jakiej religii obrzędy są obchodzone w szkołach,przedszkolach a polityka?...to że jest nas więcej to nie znaczy że to my mamy rację.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... Re: Ciąg dalszy znanej historii... IP: 193.111.147.* 03.02.10, 11:44 ech... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szacuneczek... Cywilizacja... IP: 193.111.147.* 03.02.10, 11:49 Od wieków KK zamiatał różne sprawy pod dywan. Niestety (dla tej organizacji) człowiek się cały czas rozwija... i coraz więcej wie... Odpowiedz Link Zgłoś