Dodaj do ulubionych

Przychodzi petent do urzędu

IP: *.zaczek.ds.uj.edu.pl 11.11.03, 18:44
Urzędnicy to też ludzie ! Inna sprawa że powinno się
stanowczo promować kontakt z urzędem przez internet, przez
który przesłanie podania może nastąpić i w nocy.
Pozdrawiam wszystkich ciężko pracujących urzędników naszego
Radomia :)
Obserwuj wątek
    • Gość: :) Re: Przychodzi petent do urzędu IP: *.com.pl / 10.9.0.* 11.11.03, 21:44
      ciekawe kto przyjdzie 1 listopada do urzędu ????
    • best_seler Re: Przychodzi petent do urzędu 11.11.03, 21:56
      Jak się urzędnikom wypoczynek należy, to niech sobie wezmą
      urlop. Oni sa w Urzedzie dla ludzi, a nie ludzi dla nich. W
      Radomiu mamy takie bezrobocie, ze znjadzie się wielu chętnych,
      którzy za połowę pieniędzy przyjda pracować do magistratu i nie
      bedą narzekać, jeśli będą musieli pracować 10 listopada.
      • Gość: kojot Re: Przychodzi petent do urzędu IP: *.tkdami.net / 172.16.3.* 11.11.03, 22:20
        dle tych trzech zagubionych petentów mial pracowac caly urzad?
    • Gość: Staś Re: Przychodzi petent do urzędu IP: *.udn.pl 11.11.03, 22:42
      Nie potrafię zrozumieć. Dlaczego urzędnikom należy się dodatkowe
      święto? Czy dlatego że święto wypadło w święto? Dlatego urzędnik
      ma święto? Polska to jest najbogatszy kraj na świecie.Można
      świętować do woli. Przyklad ciężkiej pracy w Urzędzie Miejskim w
      Radomiu. Wchodzę do pokoju w urzędzie aby załatwić
      sprawę.Podejmuję rozmowę w mojej sprawie z młodym
      urzędnikiem.Ten rozmawia ze mną, ale wzroku z monitora nie
      spuszcza.Rąk od klawiatury niezdejmuje. Rozmowa jakoś się nie
      klei.Zerkam na monitor.Zamurowało mnie. Ten facet ma mnie w
      dupie.Bezczelnie gra sobie w "Małysza". Pomyślałem o nim.Pewnie
      jakiś pociotek. Zapytałem pana urzędnika.Czy nie przeszkadzam
      panu?Pani urzędniczka spod okna, która dotąd siedziała cicho
      poprosiła swojego kolegę o wyłączenie komputera i zajęcie się
      mną. Urzędnicy pracując w urzędzie mają święto.My podatnicy
      mamy płacić im za pierdzenie w stołki? A petentowi wyznacza się
      odległe terminy w wielu sprawach.Nasze urzędy do UE? Raczej do
      jakiegoś egzotycznego i mało znanego kraju.
    • Gość: Anti Re: Urzędnik to też człowiek? Mam wątpliwości IP: *.udn.pl 12.11.03, 00:47
      TAk? Zapraszam do Sanepidu. A przy okazji... to temat dla GW.
      Zgadnijcie, ile razy mozna badać wodę?
    • czubas W socjalizmie tak jest czesto.. 12.11.03, 04:42
      W innych krajach socjalistycznych jest podobnie. Nalezy sie
      wolne za swieto, ktore wypadlo w sobote, wiec bierzemy sobie w
      inny dzien. W dodatku zamykamy przy okazji caly urzad, ktorego
      glownym zadaniem jest obsluga klientow.
      Cale gadanie o kapitalizmie to tylko smiech. Komuna rzadzi i
      socjalizm nadal triumfuje w pelni.
    • Gość: Andrzej Re: Przychodzi petent do urzędu IP: *.udn.pl 12.11.03, 06:12
      Właśnie należy zaproponować Prezydentowi aby Urząd pracował w
      niedziele i inne święta gdyż mamy takie społeczeństwo że wie
      gdzie jest siedziba gazety, ale nie wie gdzie ją kupić aby
      dowiedzieć się o wolnnym ustawowo dniu pracy. Albo niech Urząd
      pracuje cała dobę. A tak nawiasem to Panowie dziennikarze ile
      wu pracujecie i czekacie na sensacje.Pierwsz to pan Prezydent
      kupił sobie nową kurtkę.
    • Gość: fredek Re: Przychodzi petent do urzędu IP: *.radom.pilickanet.pl 12.11.03, 06:49
      Wolny dzień im się należy, ale czy musiał być akurat wtedy,
      kiedy mają wolne inne zakłady pracy?
      • Gość: jm Re: Przychodzi petent do urzędu IP: *.proxyplus.cz / 10.14.0.* 12.11.03, 08:58
        Okazuje sie że nie tylko w pokoju 103 tak się cięzko pracuje
        nie zauważając kienta.Za Włodarczyka było to nie do pomyślenia
        żeby był zamknięty urząd.ciekawa jestem ile kosztował podatników
        tytuł fer-plei dla urzedu . We Wrocławiu zapłacili 12tys.zl.
    • syfon13 Re: Przychodzi petent do urzędu 12.11.03, 10:11
      Ja akurat jestem dość daleki od tego, by chwalić polskich (nie tylko
      radomskich) urzędników, ale człowieczeństwa faktycznie odmawiać im nie można.
      Niedawno napisałem w jednym z wątków, że uważam panią rzecznik za osobę mało
      kompetentną i niekoniecznie szybko moje zdanie na jej temat zmieni sie na
      lepsze, ale jej wypowiedź na temat prawa do dnia wolnego w jakiś dzień roboczy
      w zamian za to, że dzień ustawowo wolny od pracy pokrył się ze świętem
      narodowym, jest jak najbardziej słuszna. Stanowi tak kodeks pracy uchwalony
      ledwie kilka miesięcy temu, zatem na pewno nie za czasów komunizmu. Ktoś
      słusznie zauważył, że za Włodarczyka tego nie było. Bo jeszcze za czasów
      Włodarczyka obowiązywał inny kodeks pracy. Warto jednak pamiętać, że o kodeks
      jest ustawą i uchwalany jest przez sejm za zgodą senatu i przy aprobacie
      prezydenta RP. Ani Włodarczyk, ani Marcinkowski nie mają tu nic do gadania. A
      że taki stan rzeczy urzędnikom odpowiada, to też trudno się dziwić. Mają do
      tego prawo tak jak wszyscy pracujący obywatele RP.

      Inna rzecz, czy ze względów, powiedzmy sobie natury etycznej, magistraccy
      urzędnicy zasługują na takie samo traktowanie, jak każdy, kto pracuje rzetelnie
      i uczciwie. Mnie jednak w tym wszystkim zastanawia jedna rzecz. Otóż śmiem
      twierdzić, że można było z olbrzymim przekonaniem, iż tak właśnie będzie,
      przewidywać absencję urzędników w miejscu pracy w ostatni poniedziałek. Jeśli
      ktoś liczył na to, że ich zastanie, to dla rozwiania płonnych nadziei zawczasu,
      mógł posłużyć się telefonem. Naprawdę nie trzeba było tam jechać po to, by
      całować klamkę. Ale cóż, znaleźli się ludzie, który nie wpadli na pomysł, żeby
      zadzwonić choćby i w poniedziałek i zapytać, czy urząd pracuje. Jaki z tego
      wszystkiego pożytek? Nauczka na przyszłość? Raczej wątpię. Jedyna korzyść z
      zaistniałego stanu rzeczy to to, że pan redaktor Natorski miał o czym napisać.
      A swoją drogą, to czy GW ukazała się w poniedziałek w kioskach, czy też i jej
      decydentom nie przyszło do głowy, że ktokolwiek zechce akurat 10 listopada
      kupić właśnie TEN kilogram papieru?
    • Gość: morsin Re: Przychodzi petent do urzędu IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 12.11.03, 10:33
      Ciągle nie rozumiem jednego: czy my jesteśmy dla nich czy oni są dla nas?!
      Jeżeli mają rzetelnie wypełniać swoją misję czyli urzędnik dla obywatela to oni
      powinni dostosowywać się do mieszkańca. Wiadomą rzeczą jest że w chwili obecnej
      praca jest dobrem, które się szanuje. Nie mogę pozwolić sobie wyjść do urzędu w
      trakcie pracy a zwalnianie się też nie jest mile widziane. Dlatego takie dni
      należałoby wykorzystywać do obsługi petentów a należne dni odbierać stopniowo
      na tygodniu. Ale przecież urzędas chce mieć 5 dni wolnego bez przerwy. Czego
      było się spodziewać. Jak już ktoś wyżej napisać.Nic się nie zmieniło. Rządzi
      wszechwładna komuna i jej spadkobierca i były członek pan prezydent.
    • Gość: Staś Re: Przychodzi petent do urzędu IP: *.udn.pl 12.11.03, 12:48
      Gość Andrzej Jest pewnie urzędnikiem.Dlatego zaciekle broni
      siebie przed - petentami.Wkurza mnie jak ktoś usprawiedliwia
      mówiąc.Jest to wprowadzone ustawowo.A ustawę niby kto
      wprowadził? Marsjanie? Urzędnicy powinni sobie zdać sprawę że są
      darmozjadami i są na garnuszku zwykłych szarych
      podatników.Pieniądze na płace tychże urzędników wyrywane są z
      gardeł podatnika.W dniu 10 listopada, kiedy przemęczeni
      urzędnicy odpoczywali firmy pracowały na ich pensje.Czekam na
      ustawę dającą możliwość świętowania urzędów w
      poniedziałek,wtorek, środę i piątek.W czwartek,łaskawie niechaj
      przyjmują petentów.
      • Gość: pawelt Re: Przychodzi petent do urzędu IP: *.hisag.com 13.11.03, 08:19
        ok, że dzień wolny się należał to fakt, ale czy nie można by
        posadzić kogoś na dyżurze? No ale cóż zachciało nam się mieszkać
        w państwie SOCJALISTYCZNYM to mamy za swoje! (btw. ja w
        poniedziałek pracowałem ;-( )
        • syfon13 Re: Przychodzi petent do urzędu 13.11.03, 09:41
          Urzędnicy z Urzędu Wojewódzkiego również nie pracowali w poniedziałek, ale za
          to idą do roboty w najbliższą sobotę. Oni podlegają ustawie o służbie cywilnej,
          która przewiduje, inaczej niż kodeks pracy, że taki dzień jak poniedziałek
          należy odpracować. Jeszcze co innego mówią ustawy o wykonywaniu zawodu lekarza,
          o policji, o poczcie. Nie wiem, gdzie pracujesz, ale jeśli nie daj Boże w
          prywatnej firmie, która kodeks pracy ma w głębokim poważaniu, to serdecznie
          współczuję. Tak, czy inaczej, każdemu (no, może jeszcze z wyjątkiem wojska i
          tym podobnych służb) należy się dzień wolny w zamian za 01.11, który wypadł w
          sobotę. Można taki dzień wolny zrobić w terminie dogodnym, zatem logicznie jest
          dać wolne właśnie 10.11 - tuż przed 11.11. A że nie wszystkim się to podoba, to
          inna rzecz. Jeśli takiej rekompensaty nie będzie, to za jeden przepracowany
          dzień roboczy w danym miesiącu można się domagać zapłaty jak za pracę w
          nadgodzinach. Gdyby tak postąpiono w magistracie, to urzędnicy dostaliby
          podwójne wynagrodzenie za pracę w poniedziałek, kiedy faktycznie w urzędzie
          było może kilkunastu zapominalskich petentów. To byłoby w porządku? Płacisz na
          to podatki, pomyśl.

          A jeśli chodzi o socjalistyczne odchylenia w zakresie świętowania, to nie
          pamiętam, aby świętem za czasów socjalizmu był 11.11., 03.05. i 15.08. Było
          wolne 09.05. i 22.07., ale już nie w okoliczne piątki, czy poniedziałki. Ta
          praktyka to wymysł czasów w których zyjemy obecnie - czasów, w których prywatny
          przedsiębiorca ma prawo olać kodeks pracy i nie dać wolnego w rewanżu za 01.11,
          który akurat przypadł w sobotę. Hm..., takiego prawa w sumie nie ma, ale
          niejednokrotnie tak właśnie robi, a na dodatek za nadgodziny nie płaci. To jest
          socjalistyczna praktyka? Chyba niekoniecznie, również z tego względu, że za
          socjalizmu nikt nikomu nie dawał dodatkowych dni wolnych nawet wtedy, kiedy w
          niedzielę przypadł 1 maja.
          • Gość: Bartek Re: Przychodzi petent do urzędu IP: 217.96.6.* 13.11.03, 10:19
            syfon13 napisał:

            > Nie wiem, gdzie pracujesz, ale jeśli nie daj Boże w
            > prywatnej firmie, która kodeks pracy ma w głębokim
            poważaniu, to serdecznie
            > współczuję.

            :-) Co ten socjalizm zrobił swoim niewolnikom z mózgów...

            • syfon13 Re: Przychodzi petent do urzędu 13.11.03, 10:30
              Bartek, widzę, że chyba nadal chodzisz napięty i nie masz siły wczytywać się w
              moje wypociny. Wyjeśniam zatem, że charakter mojego postu nie był wobec
              socjalizmu wiernopoddańczy. Był jedynie krytyczny wobec NIEKTÓRYCH PRAKTYK
              STOSOWANYCH PRZEZ WSPÓŁCZESNYCH KAPITALISTÓW, a niezgodnych z obowiązującym w
              Polsce prawem. To prawo może nam się nie podobać, ale niezależnie od
              swiatopoglądu i poglądów politycznych, mamy obowiązak go przestrzegać i się do
              niego dostosowywać.

              A jeśli o urzędników chodzi, to chciałbym doczekać takich czasów, kiedy każda
              osoba zatrudniana w każdym urzędzie bedzie musiała zdać egzamin na członka
              korpusu służby cywilnej i poddać się zasado zapisanym w ustawie o niej.

              Z pozdrowieniami,

              syfon
              • Gość: Bartek Re: Przychodzi petent do urzędu IP: 217.96.6.* 13.11.03, 11:04
                syfon13 napisał:

                > Bartek, widzę, że chyba nadal chodzisz napięty i nie
                masz siły wczytywać się w
                > moje wypociny. Wyjeśniam zatem, że charakter mojego
                postu nie był wobec
                > socjalizmu wiernopoddańczy.

                Jesli tak twierdzisz... Napisałeś jednak dosławnie: "Nie
                wiem, gdzie pracujesz, ale jeśli nie daj Boże w prywatnej
                firmie, która kodeks pracy ma w głębokim poważaniu, to
                serdecznie współczuję".
                Śmiem twierdzić, że większość firm prywatnych funkcjonuje
                właśnie DLATEGO że ma socjalistyczne kodeksy w głębokim
                poważaniu. :)

                Co miałem pomysleć wobec Twojego "nie daj Boże"?

                > (...) prawo może nam się nie podobać, ale niezależnie
                > od swiatopoglądu i poglądów politycznych, mamy
                > obowiązak go przestrzegać i się do niego dostosowywać.

                Socjaliści MUSZĄ tworzyć prawa - nie ma innego sensu ich
                istnienie. A że "dobre" prawo by ich zniszczyło, muszą
                tworzyć prawo szkodliwe. Jest wiele tego przyczyn i
                jeszcze więcej skutków (problem trafnie wskazują słowa
                śp. Kisiela, który kiedyś powiedział: "Socjalizm to
                ustrój, który bohatersko walczy z problemami nieznanymi w
                żadnym innym stroju"). Zainteresowanych problematyką
                prawa (i niemożności jego stanowienia w socjaliźmie)
                odsyłam do prac np. F. Bastiata.

                Pozdrawiam

                Bartek
                • syfon13 Re: Przychodzi petent do urzędu 13.11.03, 11:41
                  Bartek, moja dyskusja z tobą nie ma sensu o tyle, że nie jestem chyba
                  dostatecznie kompetentny (ja prac Bastiata nie czytałem), natomiast nie zgodzę
                  się, że podstawą funkcjonowania prywatnych przedsiębiorstw musi być
                  nieprzestrzeganie prawa. Do ich ruiny doprowadzają często nie stanowiący
                  prawo "socjaliści", ale nierzetelni pracownicy i właściciele krwiopijcy. Jeśli
                  jedni zejdą się z drugimi, to żadne prawo, czy jego brak nic tu nie pomoże, ani
                  nie zaszkodzi. Jeśli natomiast pracownicy bedą kompetentni, pracowici i
                  odpowiednio na dodatek motywowani przez pracodawcę (choćby dodatkową płacą za
                  nadgodziny, tudzież dodatkowymi dniami wolnymi), to firma bedzie sie rozwijać,
                  właścicielowi przynosić dochody, a pracownikom satysfakcję z pracy w niej
                  wykonywanej. Przez to przedsiębiorcy będą rośli w siłe, będą mieli po co
                  zatrudniać nowych pracowników, co spowoduje spadek bezrobocia i wzrost dochodów
                  całego społeczeństwa. Tak się nakręca koniunkturę, a zaczątkiem tej całej
                  maszynerii jest taka właśnie postawa pracodawców.

                  To są założenia Keynesowskiej teorii ekonomii i temu nikt dotąd nie był w
                  stanie w sensowny sposób zaprzeczyć. Ale to zarazem tylko teoria - w życiu tego
                  nie uświadczysz zbyt często, dlatego jest jak jest.

                  A oto odrobina praktyki: skuteczne zarządzanie przedsiębiorstwem polega przede
                  wszystkim na tym, by w LUDZIACH tworzących jego załogę obudzić silne poczucie
                  wspólnoty. Identyfikacja pracownika z formą zależy w największej mierze od
                  tego, w jaki sposób ten pracownik traktowany jest przez pracodawcę. Tą i tylko
                  tą drogą da się budować wizerunek zewnętrzny przedsiębiorstwa i to dodatkowo
                  umacnia pozycję rynkową firmy. Na poparcie tych twierdzeń znaleźć można masę
                  przykładów z praktyki, której u nas brakuje. Taką odrobiną owej praktyki na
                  naszym gruncie byłoby uszanowanie prawa pracowników do dnia wolnego, który daje
                  im kodeks pracy. No i jeszcze odrobina dobrej woli w zakresie komunikacji
                  wewnetrznej z obydwu stron (pracodawca-zespół). Ale to jest praktyka, do której
                  polscy przedsiębiorcy w znakomitej większości po prostu nie dorośli. Oni wolą
                  zazwyczaj zwalczać ustanowione prawo, które przeszkadza im nieco w dorabianiu
                  się szybko olbrzymich pieniedzy kosztem totalnego wyzysku pracowników.

                  I jeszcze jedna rzecz: ja z natury jestem liberałem, choc dalekim od
                  libertarianizmu. Uważam zatem, ze każdemu należy się tyle, na ile on sam
                  zaslużył, ale prawo trzeba szanować - lub skutecznie dążyć do jego zmiany w
                  imię postulatów faktycznie słusznych i służących wszystkim, nie tylko garstce
                  najbogatszych.

                  A poza tym wszystkim nie potrafię się oprzeć wrażeniu, że socjalistami nazywasz
                  wszystkich myślących inaczej. Przykład: kodeks pracy - uchwalony przez
                  niesocjalistów w takim właśnie kształcie, o jakim tu jest mowa. Może on jest
                  socjalistyczny, ale w takim razie socjaliści polscy występują pod szyldem PO,
                  PiS, SKL, a wcześniej UW i AWS.

                  To wszystko być może, ale jeśli system mamy głupi, to sami bądźmy mądrzy. Mniej
                  ideologiii - więcej faktów. I bez zbędnego zacietrzewienia - tworzenie prawa
                  nie jest wyłączną domeną socjalistów. Jest zupełnie powszechną praktyką w
                  każdym PAŃSTWIE, a państwo, jak niewatpliwie wiesz, wymysłem socjalistów
                  absolutnie nie jest.

                  Pozdrawiam raz jeszcze,

                  syfon
                  • Gość: Bartek Re: Przychodzi petent do urzędu IP: 217.96.6.* 13.11.03, 13:46
                    syfon13 napisał:

                    > Bartek, moja dyskusja z tobą nie ma sensu o tyle, że
                    nie jestem chyba
                    > dostatecznie kompetentny (ja prac Bastiata nie czytałem),

                    Nie trzeba, tam sa napisane rzeczy OCZYWISTE.

                    > natomiast nie zgodzę
                    > się, że podstawą funkcjonowania prywatnych
                    przedsiębiorstw musi być
                    > nieprzestrzeganie prawa. Do ich ruiny doprowadzają
                    często nie stanowiący
                    > prawo "socjaliści", ale nierzetelni pracownicy i
                    właściciele krwiopijcy. Jeśli
                    > jedni zejdą się z drugimi, to żadne prawo, czy jego
                    brak nic tu nie pomoże, ani nie zaszkodzi.

                    Nierzetelnego wywalić z roboty nie za bardzo można
                    (koszty). A co do krwiopijców - po co inni mieliby istnieć?


                    Jeśli natomiast pracownicy bedą kompetentni, pracowici i
                    > odpowiednio na dodatek motywowani przez pracodawcę
                    (choćby dodatkową płacą za
                    > nadgodziny, tudzież dodatkowymi dniami wolnymi), to
                    firma bedzie sie rozwijać,
                    > właścicielowi przynosić dochody, a pracownikom
                    satysfakcję z pracy w niej
                    > wykonywanej. Przez to przedsiębiorcy będą rośli w siłe,
                    będą mieli po co
                    > zatrudniać nowych pracowników, co spowoduje spadek
                    bezrobocia i wzrost dochodów całego społeczeństwa. Tak
                    się nakręca koniunkturę, a zaczątkiem tej całej
                    > maszynerii jest taka właśnie postawa pracodawców.
                    >
                    > To są założenia Keynesowskiej teorii ekonomii

                    To chyba o innym Keynes'ie słyszeliśmy. Ja się uczyłem o
                    lordzie Maynardzie Keynesie, który uważał, że nic tak nie
                    poprawia koniunktury jak wojna, oraz że jesli państwo nie
                    będzie głęboko interweniowało w gospodarkę, to
                    nieboraczki obywatele wymrą niechybnie z głodu. Ponadto
                    snuł on opowieści, że najlepsze interesy robi się za
                    pożyczone pieniądze.

                    Czy spoglądając dookoła nie widzisz, że obecni ekonomiści
                    spod sztandaru Kołodki, Balcerowicza czy Belki wywodzą
                    się wprost ze szkoły Keynesa? Czy to nie świadczy
                    dobitnie o wartości jego myśli?

                    Znam lepsze teorie - Misesa, Friedmana i Chłopców z Chicago.


                    > I jeszcze jedna rzecz: ja z natury jestem liberałem,
                    choc dalekim od
                    > libertarianizmu. Uważam zatem, ze każdemu należy się
                    tyle, na ile on sam
                    > zaslużył, ale prawo trzeba szanować - lub skutecznie
                    dążyć do jego zmiany w
                    > imię postulatów faktycznie słusznych i służących
                    wszystkim, nie tylko garstce
                    > najbogatszych.

                    Pięknie.

                    > A poza tym wszystkim nie potrafię się oprzeć wrażeniu,
                    że socjalistami nazywasz wszystkich myślących inaczej.
                    Przykład: kodeks pracy - uchwalony przez
                    > niesocjalistów w takim właśnie kształcie, o jakim tu
                    jest mowa.

                    ??? Jakich "niesocjalistów".

                    > Może on jest
                    > socjalistyczny, ale w takim razie socjaliści polscy
                    występują pod szyldem PO, PiS, SKL, a wcześniej UW i AWS.

                    Aha. Wybacz, teraz rozumiem. Trochę się zagalopowałem
                    (faktycznie rację ma ten, który twierdzi, że zanim sie
                    zacznie dyskutować, należy uściślić pojęcia).
                    Pozwól wiec że powiem to tak: Tak uważam, że PO jest
                    partią socjaldemokratyczną (nie jest???), to samo się
                    tyczy PiS'u, UW a złaszcza AWS. Nie piszę tego ot, tak.
                    Aby się przekonać że mam rację, wystarczy przejrzeć ich
                    programy, lub choćby posłuchac tego co mówią członkowie
                    tych partii w TV, lub piszą w prasie a przede wszystkim -
                    co obiecują przed wyborami. Wtedy wszystko stanie się jasne.

                    Moja definicja socjalizmu (w uproszczeniu) podciąga pod
                    ten system tych, którzy twierdzą, że człowiek nie potrafi
                    sam stanowić o swoim losie (poprzez np. swobodne
                    dysponowanie swoimi dobrami), i że trzeba temu
                    człowiekowi wytyczyć drogę przez życie (tworzonymi
                    prawami). Wszystkie wymienione wyżej partie opdchodza pod
                    ta definicję. Konkrety? Prosze bardzo - żadna z tych
                    partii nie opowiada się za zniesieniem PRZYMUSU
                    ubezpieczeń emerytalnych, żadna nie opowiada się za
                    zniesieniem "darmowych" świadczeń państwa itd...

                    > To wszystko być może, ale jeśli system mamy głupi, to
                    sami bądźmy mądrzy. Mniej

                    > tworzenie prawa nie jest wyłączną domeną socjalistów.
                    Jest zupełnie powszechną praktyką w każdym PAŃSTWIE, a
                    państwo, jak niewatpliwie wiesz, wymysłem socjalistów
                    absolutnie nie jest.

                    Ale tworzenie prawa służącego "aparatowi" a nie
                    obywatelom jest praktyką właśnie socjalistyczną.
                    • syfon13 Re: Przychodzi petent do urzędu 13.11.03, 14:48
                      Gość portalu: Bartek napisał(a):

                      > syfon13 napisał:
                      >
                      > > Bartek, moja dyskusja z tobą nie ma sensu o tyle, że
                      > nie jestem chyba
                      > > dostatecznie kompetentny (ja prac Bastiata nie czytałem),
                      >
                      > Nie trzeba, tam sa napisane rzeczy OCZYWISTE.

                      Jeśli są oczywiste, to wręcz nie warto czytać. Przytaczać zresztą też.

                      > Nierzetelnego wywalić z roboty nie za bardzo można
                      > (koszty). A co do krwiopijców - po co inni mieliby istnieć?

                      Nierzetelnego wywalić bez względu na koszty. Tymczasem z różnych wzgledów
                      wywala się rzetelnych, bo tacy np. nie pasują do koncepcji pracodawcy, który
                      zakłada, że pracownik musi być odpowiednio głupi i jak cała reszta pracujących
                      w firmie baranów iść na rzeź razem z nimi. Rzetelny pracownik szybko się uczy i
                      może w krótkim czasie dorównać szefowi, lub nawet go przerosnąć. Trzymanie w
                      firmie takich ludzi po pierwsze rodzi konflikty w zespole, którego większość
                      nie ma ochoty się rozwijać, a po drugie pozwala im zdobyć kwalifikacje, dzięki
                      którym mogą w przyszłości zagrozić swemu dotychczasowemu pryncypałowi.

                      A co do krwiopijców - po co inni mieliby istnieć?

                      Właśnie, problem w tym, zeby, jak to już raz w dyskusji ze mną zauważyłeś,
                      wysysali krew z siebie nawzajem: kapitalista z kapitalisty, jak równy z równym.

                      > To chyba o innym Keynes'ie słyszeliśmy. Ja się uczyłem o
                      > lordzie Maynardzie Keynesie, który uważał, że nic tak nie
                      > poprawia koniunktury jak wojna, oraz że jesli państwo nie
                      > będzie głęboko interweniowało w gospodarkę, to
                      > nieboraczki obywatele wymrą niechybnie z głodu. Ponadto
                      > snuł on opowieści, że najlepsze interesy robi się za
                      > pożyczone pieniądze.


                      Słyszeliśmy dokładnie o tym samym, tylko niekoniecznie to samo utkwiło nam w
                      pamięci. Obok tego, co twierdzisz, że twierdził, twierdził również i to, co ja
                      twierdzę, że twierdził.

                      A twierdzę o jego twierdzeniach ponadto, że: "jeszcze nikt im sensownie nie
                      zaprzeczył", co znaczyć ma mniej więcej tyle:, "że obecni ekonomiści
                      > spod sztandaru Kołodki, Balcerowicza czy Belki wywodzą
                      > się wprost ze szkoły Keynesa." - a to już Twoje słowa, dzięki za uściślenie
                      moich twierdzeń.

                      > Znam lepsze teorie - Misesa, Friedmana i Chłopców z Chicago.

                      To też Twoje słowa, natomiast ja ich nie znam, dlatego śmiem twierdzić, że choć
                      w teorii panowie i chłopcy ci są może lepsi, to praktyka pokazuje, że
                      najbardziej znani ekonomiści spod sztandaru Kołodki, Belki i Balcerowicza
                      kierują się teorią gorszą, aczkolwiek lepiej upowszechnioną. Nie twierdzę, że
                      nie masz racji, tylko nie zawsze dostrzegasz to, co ważne.

                      Co do reszty chyba się zgadzamy. Cóż, porozumienia rodzą się w sporze. W
                      porozumieniu przeszkadzają zazwyczaj bariery komunikacyjne, które niekiedy
                      tworzymy sami i dość niepotrzebnie.

                      > Pozwól wiec że powiem to tak: Tak uważam, że PO jest
                      > partią socjaldemokratyczną (nie jest???), to samo się
                      > tyczy PiS'u, UW a złaszcza AWS. Nie piszę tego ot, tak.
                      > Aby się przekonać że mam rację, wystarczy przejrzeć ich
                      > programy, lub choćby posłuchac tego co mówią członkowie
                      > tych partii w TV, lub piszą w prasie a przede wszystkim -
                      > co obiecują przed wyborami. Wtedy wszystko stanie się jasne.
                      >
                      > Moja definicja socjalizmu (w uproszczeniu) podciąga pod
                      > ten system tych, którzy twierdzą, że człowiek nie potrafi
                      > sam stanowić o swoim losie (poprzez np. swobodne
                      > dysponowanie swoimi dobrami), i że trzeba temu
                      > człowiekowi wytyczyć drogę przez życie (tworzonymi
                      > prawami). Wszystkie wymienione wyżej partie opdchodza pod
                      > ta definicję. Konkrety? Prosze bardzo - żadna z tych
                      > partii nie opowiada się za zniesieniem PRZYMUSU
                      > ubezpieczeń emerytalnych, żadna nie opowiada się za
                      > zniesieniem "darmowych" świadczeń państwa itd...

                      > Ale tworzenie prawa służącego "aparatowi" a nie
                      > obywatelom jest praktyką właśnie socjalistyczną.

                      Nie trzeba było tak od razu?
                      Moja definicja socjalizmu nieco się różni i zakłada, ze wszyscy ludzie mają być
                      równi, co zazwyczaj prowadzi do równania w dół, a to znów wcale mi nie
                      odpowiada. Dlatego daleki jestem od socjalizmu, ale też nie zamierzam obarczać
                      go winą za całe zło tego świata. A przede wszystkim nie podobają mi sie
                      uogólnienia w rodzaju "to wszystko komuchy". Dziwne, że jakoś nikt na tym forum
                      nie napisał, że wszystkiemu właśnie winne są solidaruchy. Ty wrzucasz niemal
                      wszystkich do jednego wora z plakietką "socjaliści", a socjalizm to faktycznie
                      pojecie znacznie szersze od komunizmu. Nie muszę się z tobą zgadzać we
                      wszystkim, bo i nie wszystkich tych, co Ty zaliczyłbym do socjalistów.
                      Natomiast jeśli wstawiasz w ich szeregi AWS, to cacy, to już mi sie podoba.
                      Zatem pozostańmy w szacunku i dyskutujmy dalej jak ludzie. Jeśli jesteśmy w
                      stanie się zgodzić co do kilku kwestii, to może kiedyś uda się nam osiągnąć
                      pełny kompromis. Chyba że zdolność do kompromisów również uważasz za
                      przekleństwo spaczonych socjalizmem umysłów.

                      P.S.: A swoją drogą, nie zboczyliśmy za bardzo z tematu?

                      Pozdrawiam i spadam.
                      • Gość: Bartek Re: Przychodzi petent do urzędu IP: 217.96.6.* 13.11.03, 15:52
                        syfon13 napisał:

                        > Słyszeliśmy dokładnie o tym samym, tylko niekoniecznie
                        to samo utkwiło nam w
                        > pamięci. Obok tego, co twierdzisz, że twierdził,
                        twierdził również i to, co ja
                        > twierdzę, że twierdził.

                        Nie twierdzę, że nie, ale znany jest raczej z tego co ja
                        napisałem (Keynesizm = interwencjonizm).

                        > A twierdzę o jego twierdzeniach ponadto, że: "jeszcze
                        nikt im sensownie nie zaprzeczył", co znaczyć ma mniej
                        więcej tyle:, "że obecni ekonomiści spod sztandaru
                        Kołodki, Balcerowicza czy Belki wywodzą się wprost ze
                        szkoły Keynesa." - a to już Twoje słowa, dzięki za
                        uściślenie moich twierdzeń.

                        ??? Muszę napić sie kawy, bo nie mogę rozpleść Twoich słów :)

                        > > Znam lepsze teorie - Misesa, Friedmana i Chłopców z
                        Chicago.
                        >
                        > To też Twoje słowa, natomiast ja ich nie znam, dlatego
                        śmiem twierdzić, że choć w teorii panowie i chłopcy ci są
                        może lepsi, to praktyka pokazuje, że najbardziej znani
                        ekonomiści spod sztandaru Kołodki, Belki i Balcerowicza
                        > kierują się teorią gorszą, aczkolwiek lepiej
                        upowszechnioną.

                        Czyli, jeśli dobrze rozumię, to dyskredytujesz teorie
                        noblisty Miltona Friedmana, przekutą z wyśmienitym
                        skutkiem w praktykę przez rzeczonych "Chicago Boys"
                        (grupa ekonomistów, która wyprowadziła Chile z kryzysu)
                        tylko dlatego że jej nie znasz?

                        Nie twierdzę, że
                        > nie masz racji, tylko nie zawsze dostrzegasz to, co ważne.

                        Ależ staram sie dostrzegać. I myslę że mi się to udaje i
                        że czynię to poprawnie (choćby poprzez zaznajomienie się
                        z problematyką i poznanie racji obydwu stron).

                        > Moja definicja socjalizmu nieco się różni i zakłada, ze
                        wszyscy ludzie mają być równi,

                        Zdaje się że to jest definicja komunizmu.

                        > co zazwyczaj prowadzi do równania w dół, a to znów
                        wcale mi nie
                        > odpowiada. Dlatego daleki jestem od socjalizmu, ale też
                        nie zamierzam obarczać
                        > go winą za całe zło tego świata. A przede wszystkim nie
                        podobają mi sie
                        > uogólnienia w rodzaju "to wszystko komuchy". Dziwne, że
                        jakoś nikt na tym forum nie napisał, że wszystkiemu
                        właśnie winne są solidaruchy.

                        Winien jest socjalizm + demokracja.

                        > Ty wrzucasz niemal
                        > wszystkich do jednego wora z plakietką "socjaliści", a
                        socjalizm to faktycznie
                        > pojecie znacznie szersze od komunizmu.

                        Nie moja wina, że od PO, przez UW, SLD i AWS - wszystkie
                        partie (może ze względu na tendencje społeczne) propagują
                        socjalizm. Społeczeństwu socjalizm jawi się jako
                        SPRAWIDLIWOŚĆ. W takim rozumieniu, że bogatemu się
                        zabierze i rozda biednym. To wielki błąd. A to jest
                        właśnie socjalizm. "Darmowe" szkoły, szpitale, dopłaty do
                        węgla i przewozów... ludzie święcie w to wierzą i
                        politycy na tym żerują.

                        > Nie muszę się z tobą zgadzać we
                        > wszystkim, bo i nie wszystkich tych, co Ty zaliczyłbym
                        do socjalistów.

                        Wobec tego co napisałem wyżej też nie?

                        > Natomiast jeśli wstawiasz w ich szeregi AWS, to cacy,
                        to już mi sie podoba.
                        > Zatem pozostańmy w szacunku i dyskutujmy dalej jak
                        ludzie. Jeśli jesteśmy w
                        > stanie się zgodzić co do kilku kwestii, to może kiedyś
                        uda się nam osiągnąć
                        > pełny kompromis. Chyba że zdolność do kompromisów
                        również uważasz za
                        > przekleństwo spaczonych socjalizmem umysłów.

                        Wiesz, ja myślę że z pewnością możemy dojść do
                        kompromisu. Chodzi o zrozumienie problemu. Niestety jak
                        narazie wiekszość społeczeństwa żyje w przekonaniu, że
                        socjalizm = sprawiedliwość, monetaryzm = wyzysk. Tak
                        zostali nauczeni.

                        > P.S.: A swoją drogą, nie zboczyliśmy za bardzo z tematu?

                        Anglicy przy każdej okazji rozmawiają o pogodzie, Polacy
                        o polityce :)

                        Pozdrawiam
    • Gość: PITAGOR Re: Przychodzi petent do urzędu IP: *.internet.radom.pl 13.11.03, 14:58
      A tak à propos właśnie dziś mija równo 2 tygodnie od wysłania 1
      listu do UM w sprawie lotniska, czy dostał już ktoś odpowiedz ??.

      Pomóż w walce o lotnisko - podpisz APEL:
      www.lotnisko-radom.it.pl/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka