darek_liryk
27.02.09, 09:09
Rafał Wieczyński nie robi ze swojego bohatera postaci pomnikowej.
Traktuje go czule, ale jak człowieka z krwi i kości. Jego ksiądz
Jerzy jest tak bliski oryginału jak to tylko możliwe, odtworzony
zgodnie z dziesiątkami relacji przyjaciół i świadków tamtych
wydarzeń, zdjęciami, przemówieniami i poezją tworzoną przez kapłana.
Popiełuszko w filmie ma cięty dowcip, małe wady (jak mówi do jednej
z bohaterek "A to Pani też pali? Witam siostrę w upadku"), przy
całym heroizmie swojego działania boi się, tak, jak każdy człowiek
bałby się na jego miejscu. Napędza go chęć pomocy ludziom, tylko raz
na jakiś czas blokuje go obawa o własne życie i cierpienie swoich
rodziców. Adamowi Woronowiczowi udało się stworzyć kreację, w której
księdza Jerzego nie gra, ale nim jest. W filmie wzrusza również
wiele ról drugoplanowych. Maja Komorowska i Kazimierz Kaczor grają
tu samych siebie z tego okresu, Władysław Kowalski wciela się w rolę
profesora przyjaźniącego się z księdzem. Joanna Szczepkowska,
autorka słynnych słów o zakończeniu komunizmu w Polsce, gra swoją
matkę, która przyjaźniła się z kapłanem i opiekowała się nim jak
synem. Wyjątkowy jest też udział w filmie księdza kardynała Józefa
Glempa.