Dodaj do ulubionych

Kochane Dziewczyny...

14.12.07, 17:45
Od środy i w każdą środę, o godzinie 21-ej, wykonuję przekazy Energii Reiki
dla osób chorych, lub na konkretną Afirmację.Przekaz ten będzie trwał 20
minut.Jeśli byłby ktoś zainteresowany, proszę o maila z imieniem osoby chorej,
wiekiem i jeśli można prosić z jednostką chorobową.Jestem z zawodu
pielęgniarką i wówczas mogłabym skupić się na konkretnym układzie.Przekazy są
bezpłatne, liczy się wola i chęć przyjęcia Energii Reiki ode mnie.Pozdrawiam
bardzo serdecznie, Wiola.
Obserwuj wątek
    • k1234561 Re: Kochane Dziewczyny... 14.12.07, 19:26
      Czy osoba chora,musi wiedzieć ,że coś takiego się będzie odbywało?
      Mam chorego szwagra po ciężkim wypadku samochodowym.Jednak nie sądzę
      aby jego najbliższa rodzina (żona,matka) wierzyły że coś takiego mu
      pomoże.On sam nie jest jeszcze w pełni psychicznie i umysłowo
      sprawny,więc pytanie go o zgodę nie ma większego sensu.Napisz co o
      tym myślisz.Sądzę osobiście,że bardzo by mu to pomogło.

      Pozdrawiam
      Anika
      • wyrdlove1 Re: Kochane Dziewczyny... 14.12.07, 20:55

        Tak Słonko, powinien się zgodzić.Urmilo, co sądzisz o tym jako Mistrz?
        • ania.la Re: Kochane Dziewczyny... 14.12.07, 21:22
          Ja chętnie skorzystałabym, tylko prosze mi wyjasnić na czy to polega, jak ta energia bedzie przekazywana?
        • urmila Re: Kochane Dziewczyny... 14.12.07, 21:42
          Powiem tak... osoba, która chce by jej pomóc powinna o tym wiedzieć i zgodzić
          sie na to. jesli jednak jest ktoś nieprzytomny i nie możemy usłyszeć jej woli w
          tym temacie, prosimy Boga o zgodę. Ja zawsze to sprawdzam, czy mogę komuś
          energię posłać. Czasem słyszę "nie" i tego nie robię. Może tu działać jakieś
          prawo karmy etc... Pamiętajmy, że mimo szczerych chęci nie każdemu powinniśmy pomóc.
          • azza4 Re: Kochane Dziewczyny... 14.12.07, 21:45
            Ale jesli chodzi o dzieci to decyduje rodzic?
            • urmila Re: Kochane Dziewczyny... 14.12.07, 22:20
              Myślę, że tak :) Ale ja jako osoba wykonująca zabieg pytam "górę" czy mogę to
              zrobić...Dobrymi chęciami bywa piekło wybrukowane, a wielu z nas przychodzi na
              świat z pewnym planem. Wiem, trudno to zaakceptować...
          • zoyka30 Re: Kochane Dziewczyny... 14.12.07, 23:58
            Mam nadzieję,że miła Wyrdlove nie będzie się gniewac,ze zaśmiecam
            jej wątek. Mam pytanie do Urmili.
            Droga Urmilo, po przeczytaniu tego co napisałaś-mam pełno myśli w
            głowie, po prostu mętlik..... Z tym tematem jestem trochę obeznana
            (chociaż muszę się jeszcze wiele nauczyc i wiele zrozumiec)-karma,
            plan do wykonania przez duszę..itp. Zastanawia mnie- mój przypadek i
            mamy-może Ty mi rozjaśnisz w głowie. Kiedy mama zachorowała-
            wydarzyły się conajmniej dwie sytuacje(było ich conajmniej
            kilka,ale te dwie były bardzo wyraźne i jasne dla mnie)- pewne
            działania lekarzy powodowały że mama dwukrotnie o mały włos nie
            zmarła w szpitalu.Wtedy ja się "zjawiam" biorę sprawy w swoje ręce i
            niebezpieczeństwo mija. Mija 3 miesiące- sytuacja się powtarza,ale
            jest coraz trudniej - tym razem oparło się o prokuraturę,ale mama
            przeżyła. Mija następne 4 miesiące-wtedy także kilka razy muszę
            interweniowac - nie jestem ani lekarzem,ani pielęgniarką-nie
            potrafię powiedziec,w jaki sposób zauważałam niebezpieczeństwo-że z
            mamą coś się dzieje niedobrego-ale tak było. Aż nadchodzi
            moment,kiedy mama umiera. Ciężko jest mi się pogodzic z tym,ale
            wiem,że takie jest zycie.

            Nie rozumiem tylko,dlaczego dopiero po śmierci mamy dowiaduję się
            tylu rzeczy ,które mogły pomóc nam w tej walce,byc może mama jeszcze
            by żyła,gdybym np.to forum znalazła kilka miesięcy wcześniej. Film
            Sekret jest dla mnie także wazny,nawiązuję kontakt z osobami-które
            leczą raka w sposób niekonwencjonalny- i chyba z dobrym skutkiem,
            długo by wymieniac...

            Ja wiem,taka choroba, taki mama wybrała program- ale po co było to
            wszystko wcześniej-6 miesięcy koszmaru-pilnowania lekarzy,patrzenia
            im na ręce,za każdym razem jak mama trafiała do szpitala historia
            się powtarzała- dlaczego ja mamę ratowałam i tylko ja pierwsza
            zauważałam że cos sie dzieje? Może tym wtrącaniem sie w plan Boski
            w czymś przeszkodziłam i teraz mama np.musi powtarzac program? Czy
            dlatego to,co mogłoby pomóc mamie poznaję juz po jej śmierci? Żeby
            nie dac mamie tej szansy na wyzdowienie,bo jej pisane było mimo
            wszystko odejśc?

            Droga Urmilo,wytłumacz mi, jak to jest. Zastanawiam się też,czy
            kiedy dusza przerabia program swój na ziemi - to może ten jej
            program zostac zmieniony tzn. miała urzec w wyniku choroby ale coś
            nauczyła się,zrozumiała i nie umrze?
            Pytam się dlatego,gdyż mama miała kilka osób,które źle ją
            potraktowały kiedyś(przez jedną z nich także o mało by nie zmarła z
            wykrwawienia 17 lat temu)i źle myślała o nich. Nie wiem skąd się to
            u mnie wzięło-ale kazałam mamie wybaczyc tym osobom, nie czuc żalu
            do nich.Mam chyba zrobiła to z głębi serca.Ja także wiele spraw
            zrozumiałam w trakcie mamy choroby-i wybaczyłam tym,co mi szkodzą i
            kiedys mamie źle sie przysłużyli. I jest dobrze-mam swięty spokój,
            jest mi lekko.
            Wiem że nasze losy tak sie splatały,bo miałam pewnie też coś
            przerobic. Ale jak sprawdzic,czy dobrze że robiłam to co robiłam? W
            jakim celu akurat ja,taka spokojna,trochę nieśmiała - stawałam
            się "lwicą" w walce o mamy życie? Mamy nie ma-ja znowu
            spokojna,opanowana, już nie potrafie tak walczyc, nawet pismo o
            umorzeniu sprawy sądowej mnie nie zdenerwowało. Mam to gdzies-nie
            chcę juz walczyc, do lekarzy nie mam żalu,chociaz to przez nich
            mama tyle przezsła przez ostatnie miesiące. Mam wrażenie,że przez
            tamte miesiące to jakbym nie była ja. Teraz jestem znowu soba,ale
            juz tez inna, bez złości,gniewu... Jakis etap skończył się. Nie
            wiem,czy dobrze wyjasniłam,co chodzi mi po głowie,o czym myślę ale
            może Urmilo coś mi doradzisz,rozjaśnisz mysli moje.

            Pozdrawiam. Z.
            • urmila Re: Kochane Dziewczyny... 15.12.07, 00:23
              Hmm... Nie wiem czy jestem kompetentna by cokolwiek tu wyjaśniać...
              jednak można coś porozważać. Niewątpliwie każdy z nas przychodzi na świat z
              jakimś boskim planem, mamy coś do przerobienia. Ale skąd mamy to wiedzieć?
              Przecież nie pamiętamy na co "umawialiśmy" się przed urodzeniem... wszelkie
              tragedie, nieszczęścia, choroby szczególnie u osób nam bliskich od razu wywołuja
              w nas mechanizm pomocy. Sam człowiek dotknięty chorobą stara się nie poddawać.
              są ludzie, którzy z nich wychodzą i zyja dalej, bo dostaja tzw. drugą szansę.
              Widocznie nie wszyscy muszą umierac na raka, choroba jest dla nich
              doświadczeniem, często odmianą życia, postępowania itd... często wła.snie dzieki
              niej tworzą np. fundacje, pomagaja naprawiać świat. ich doświadczenia staja się
              inspiracją dla innych, zatacza się szeroki krąg pomocy, ci ludzie staja się
              takimi aniołami na ziemi.
              Walczyłaś o mamę, bo tak Ci serce dyktowało. Jak widzisz najwyraźniej własnie
              tak miało być. Gdybyś nic nie robiła, mogłabyś mieć wyrzuty sumienia, ale i tak
              przeznaczenie się dokonało. Ty wyszłaś z tego z juz innym nastawieniem do życia,
              bo na pewno na zawsze cie to odmieniło, ale może to też jest jakaś forma
              zmobilizowania Cię do działania? Nie wiem, może by pomóc innym w podobnych
              sytuacjach, choćby słowem i wsparciem. Może powinnas założyc np. forum, które
              traktowałoby o błędach lekarskich, by wzajemnie sie wspierać i szukać różnych
              mozliwości dla osób w podobnych sytuacjach?
              Piszesz, że przeszłyście 6 miesięcy koszmaru... Bo walczyłyście o zycie mamy, to
              najbardziej naturalna rzecz na świecie. Prawdopodobnie tak postępują wszyscy,
              którzy stanęli w obliczu choroby. Zarówno sam chory jak i jego bliscy. Chciałaś,
              by mama żyła, w rozpaczy nie wyobrażałaś sobie bez nie dalszego życia. To bardzo
              smutne, gdy ktos odchodzi i nie można juz ngdy zobaczyc jego smiejących sie oczu
              czy tez usłyszeć głosu. Ten czas jest dla Ciebie cenna nauką, byłaś
              bezpośrednim uczestnikiem zdarzeń, ale pielęgnuj w sobie miłośc do mamy, bo ona
              na zawsze zostanie w Tobie. Ona już jest spokojna i na pewno jest dla Ciebie
              Opiekunem. Może tez taka była jej rola, tylko kto mógł o tym wiedzieć? Ja
              straciłam ojca jak miałam 2 tygodnie, dziadka w wieku 5 lat, babcię w wieku 11
              lat, dziadków ze strony taty nie znałam. Gdy o nich wszystkich myślę często
              żałuję że tak szybko odeszli, szczególnie chodzi mi o ojca. Ale wiem, że sie mna
              Opiekuje, przychodzi gdy jest mi źle, pociesza, czuję go bardzo blisko... Z
              tamtego świata wziął sobie za punkt honoru by mimo wszystko byc przy mnie...
              Myślę, że twoja mama też jest tylko jej nie widzisz....
              Nie wiem, ale wydaje mi się, że ta cała smutna historia miała Cie do czegos
              zmobilizować. Może poproś by Anioły podpowiedziały Ci o co w tym wszystkim
              chodziło i jaka jest nauka dla Ciebie oraz co masz wobec tego z tym zrobić?
              pozdrawiam ciepło:)
              • urmila Re: Kochane Dziewczyny... 15.12.07, 00:44
                Jeszcze jedno... pisałaś, że mamę ktos kiedyś źle potraktował i im wybaczyła. I
                o to właśnie chodzi. Wybaczanie powoduje uwolnienie naszej duszy i duszy
                delikwenta. Przecięcie więzów karmicznych.
                To jest na zasadzie "wybaczamy wam, wybaczcie i nam" i robi się porządek. To
                dotyczy wielu sytuacji w życiu. Po takich sprawach trzeba tez poprosić, by
                miejsca w naszej duszy po ranach, jakie doznaliśmy w życiu zapełnić boskim
                światłem.
                Dodam także, że często ludzie sami sobie "hodują" choroby. Nie zawsze tak bywa,
                ale zdarza się. To kumulacja złych energii. Dlatego w dzisiejszych czasach tak
                ważne jest wybaczanie i oczyszczanie. Trzeba to robić by potem znów nie
                przerabiać tego samego. Dobranoc:)
                • zoyka30 Re: Kochane Dziewczyny... 15.12.07, 11:24
                  Dziękuję Urmilo. U mamy chyba tak było,że sama wyhodowała sobie
                  chorobę ze stresu, gniewu. ostatnie 2 miesiace to był czas kiedy
                  uczyła się wybaczyc.Chyba udało się,bo była inna,spokojna.Mam
                  nadzieje,że ma ten spokój nadal.
                  Nie prosiłam Aniołów o pomoc- o co w tym wszystkim chodziło,o dalszą
                  drogę-ale zapytam się. Chyba jednak nie potrafie nawiązac kontaktu z
                  nimi,bo nie czuję ich obecności,może za wczesnie oczekuję znaku.
                  Proszę natomiast swojego Przewodnika Duchowego często o pomoc w
                  róznych sprawach- wysłuchuje mnie-kiedy jednak prosiłam o jakieś
                  wskazówki,w jakim kierunku mam iśc-też nie dostałam wskazówki,albo
                  jej nie zobaczyłam po prostu.
                  Opowiem jedną zabawną historię z Przewodnikiem Duchowym. Kiedy mama
                  była chora nawiązałam kontakt z panią która jest chirurgiem
                  fantomowym. To ona czasami podpowiadała mi kogo mam prosic o pomoc-
                  np. Archanioła Rafaela albo Zadkiela. I często prosiłam tego mojego
                  Przewodnika żeby porozumiał sie z Przewodnikiem mamy,i żeby tamten
                  przekonał ją do tego,aby miała chęci życ,walczyc(bo od wyjścia ze
                  szpitala była w złym stanie psychicznym,załamała się,mówiła że
                  umiera).Miał przewodnik noc na przekonanie mamy.I mama po pewnym
                  czasie nabrała chęci,cwiczyłyśmy oddychanie-mama sama wołała mnie do
                  pomocy,nawet w nocy(Ty Urmilo pewnie wiesz jakie-po 3 oddechy-
                  zapomniałam nazwę tego)-nabrałam przekonania że mama wyjdzie z
                  tego,mama tez uwierzyła. Gorzej było z apetytem.Więc długo nie
                  zastanawiałam się i poprosiłam Przewodnika aby wpłynąc na mamę,żeby
                  jadła jajka-zółtka-mają dużo witamin,nie trzeba duzo ich jeśc-a
                  wszystkie witaminy,aminokwasy i coś tam jeszcze dostarczą dla
                  organizmu.Problem był,bo mama miała wstręt do jajek.Po kilku dniach
                  rano mama mówi-"nie wiem dlaczego ,ale chodzą mi jajka po
                  głowie,ugotuj mi na miękko".Zaczęła zjadac ich po2-3 dziennie.
                  Ciągle nie dziwiła,skąd apetyt na te jajka,przecież ich nie cierpi
                  jesc,patrzec na nich nie może:) Więc to jakos działa.Myslałam,że
                  obrazi może się na mnie Przewodnik,że zawracam mu głowę jajkami,ale
                  chyba nie,bo pomógł mi jeszcze raz.
                  Ale co mam robic-nie dostałam odpowiedzi.

                  pozdrawiam.
                  • urmila Re: Kochane Dziewczyny... 15.12.07, 11:27
                    Nie zawsze od razu dostajemy wyraźne odpowiedzi...
                    wiesz... czasem samo zadanie pytania samemu sobie, czy komuś innemu wskazuje na
                    odpowiedź:)
                    Ale jak widzisz kontakt z Przewodnikiem działa :)
          • k1234561 Re: Kochane Dziewczyny... 15.12.07, 12:03
            Wiecie,to jest tak,że szwagier jest przytomny, tylk nie stoi i nie
            chodzi o własnych siłach.Właściwie to na jakies 10 sekund uda mu się
            utrzymać równowagę,ale musi się nad tym niezwykle skupić.Stawia
            kroki oparty o drugą osobę.Nie zrobi wokół siebie nic.Trzeba go
            myć,ubierać ,karmić itd.
            Jeśli chodzi o sprawy psychiczne tu jest zdecydowanie gorzej.Czasami
            cos mu się wydaje np.że jedzie w pociągu,podczas gdy siedzi na
            fotelu w pokoju w domu.Nie rozróżnia dni tygodnia i miesięcy,do
            niedawna nie rozrózniał pór roku.Mieliśmy 28 stopni w cieniu a dla
            niego to była zima.Jemu czas się na tej zimie zatrzymał,bo 24 lutego
            miał ten wypadek.
            Sytuacja jest o tyle jeszcze skomplikowana,ze tego dnia,kiedy miał
            wypadek,a było to ok.godz. 21 to rano tego dnia urodził mu sie
            synek.Jego trzecie dziecko.On zupełnie tego nie kojarzy ,nie
            pamieta,ciągle się pyta czyje to dziecko małe u niego w domu.Posądza
            żonę,że go zdradziła,no horror.Jego żona też załamana,bo zjednej
            strony 3 dzieci w tym jeden niemowlak,z drugiej niepełnosprawny
            fizycznie i umysłowo mąż.Żaden lekarz nie jest w stanie nam
            powiedziec czy pamięc mu wróci czy nie.Szwagier ma czasem takie
            przebłyski i wtedy nawet logicznie mówi,ale to są przebłyski i
            wdodatku bardzo rzadko.A może na odległość mogłybyś
            sprawdzić,czy "dostałabyś zgodę" na taki przekaz energii.Być może
            ten wypadek to było jego przeznaczenie i ta rehabilitacja i ten stan
            w którym jest teraz.Sama nie wiem.Napiszcie co o tym sądzicie.

            Pozdrawiam
            Anika

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka