mjot1
11.04.05, 09:49
Nie żył tylko dla siebie do końca starał się też czynić coś dla innych.
Starał się żyć najlepiej jak potrafił.
Szedł przez życie drogą niełatwą a w tę swą podróż wyruszył wcześnie już w
latach szczenięcych. Dokonał tego wyboru pod wpływem „wewnętrznej potrzeby”,
którą niektórzy zwą powołaniem.
Narzędziem, którym się posługiwał było słowo.
Słowem tym, w które wkładał całego siebie całe swe wnętrze potrafił zapalić
wielu szczególnie młodych.
Nie były to słowa ciepłe, pochlebcze na poklask łatwy obliczone a wręcz
przeciwnie ostre i oskarżycielskie.
Piętnował szarą rzeczywistość z lekka jedynie osłaniając ją zwiewną mgiełką
historii.
Wytykał zawiść, pazerność, skąpstwo, nienawiść, przekupstwo, władzy rządzę
owe zwykłe ludzkie przywary od wieków będące motorem naszych działań.
Akcentując zło powodował, że w ostrzejszym świetle i wyraźniej zaczęliśmy
widzieć dobro ba! w ogóle dostrzegać jego istnienie.
Ojczyznę ukochał najbardziej. Nawet wówczas, gdy los cisnął go w daleki kraj
o niej ciągle myślał i starał się jej służyć tak jak potrafił.
Byli tacy, którzy jedynie śmiechem go kwitowali, lecz jakże wielu gdzieś w
ciemnych mieszkaniach rozświetlonych drgającym płomyczkiem świec słuchało
słów jego z wypiekami na twarzach i z okiem błyszczącym nierzadko łzy
diamentem.
I nadszedł czas, gdy Opatrzność swą nieodgadnioną wolą odebrała mu to, co
miał jedyne. Odebrano mu to, czym żył; głos.
Więc zamilkł...
Kilku jeszcze o Tobie pamięta Jacku K.
Najniższe ukłony!
Nieśmiało przypominając M.J.