germanus
12.07.05, 10:55
Rozmówki z Misiem
Chiny 1
- Najlepiej w domu - usłyszał Wicemarszałek za plecami.
- Swięta prawda - odparł ten nie zatrzymując się.
- Szczególnie po wschodniej podróży - Miś uparcie nie dawał za wygraną.
- Zebyś wiedział - Wicemarszałek jednak przystanął.
- Długo cię nie było - zagadywał Miś.
- Też mam takie wrażenie - certolił się tamten.
- Bo Chiny są daleko - Miś zdecydował się na pierwszy konkret.
- Na szczęście wyniki wizyty są imponujące - nie wytrzymał Wice i walnął z
grubej.
- Dwa listy to rzeczywiście imponująca ilość.
- Więcej niż zero.
- Jakby to podzielić przez ilość dni, kilometrów, rozmów, członków, to
przeciętnie...
- A ty wiesz, jak trudno jest z nimi rozmawiać - Wice uciekł się do starego
triku.
- Nooo, trzeba znać język.
- Język znaliśmy!!
- Do mówienia i pisania?
- Jasne, mieliśmy świetną delegację!
- To już mieszkańcy osądzą przy najbliższej okazji. A o czym te listy? -
zapytał szybko Miś, by nie dać okazji.
- Intencyjne!?! - Wice wykrzyknął jednocześnie zdumiewająco, niedowierzająco
i informująco.
- Jakże mógłbym nie wiedzieć...
- I oni się intencjują, że zbudują.
- Jesteś pewien? - zapytał Miś w takim spokojem, że Wice się nie przejął,
choć powinien.
- Absolutnie! Tu jest napisane!
- To poczytajmy... - Miś wziął papiór w słomianą łapkę - O, bardzo ciekawe,
bardzo...
- Też tak myślę - potwierdził Wice.
- To oni tu przylecą - ni to pytał, ni stwierdzał Miś.
- Na to wychodzi.
- ... z jak najmniejszą ilością przesiadek...
- ... jak wygodnie!
- ... i zamieszkają w najlepszym hotelu...
- ... tak to jest...
- ... i będą mieli zapewniony ciekawy program pobytu...
- ... takie są standardy...
- ... a wszystko na koszt miasta...
- ... mają kasę, nie?
- ... Szczecina!
- Co??? Niemożliwe!
- Tu jest napisane - wskazał Miś - tak jak deklarowałeś.
- E tam, drobna pomyłka, wygładzi się - jakoś nie zmartwił się Wice.
- Chyba nie po to się pisze i umawia, by nie dotrzymywać...
- Ależ oczywiście, dotrzymamy. Zmienimy tylko kilka drobiazgów.
- Ty to myślisz, że można podpisać i nie podpisać, że można się zobowiązać, a
nie dotrzymać, że można sią umówić i po swojemu zinterpretować...
- Przecież tak jest! - wyraźnie zdziwił się Wice.
- Może w twoim urzędzie, ale nie na świecie...
- Zaraz dzwonię i wyjaśnię! - zobowiązał się Wice.
- To się dobrze składa - Miś zacytował Jurandota - bo po lunchu przejdziemy
do dalszej lektury.
- Omówimy moje, sorki, nasze sukcesy! - zachwycił się Wice.
- A także porażki... - dodał ciszej Miś i poszedł na lunch.