joannabarska
16.07.06, 11:52
Polską rządzą wampiry. Muszą one bezustannie ssać krew, by napędzać nią
politykę historyczną, pamięć narodową, narodowe wychowanie i takież
dziedzictwo. Nawet drobne incydenty wywołują w rządzie zew krwi. Gdy Giertych
np. poszczuł policję na uczniów szykujących przeciw niemu nowe protesty, a
pedagogika policyjna w szkolnictwie wywołała kąśliwe uwagi prasy, wice-
Giertych się oburzył, że Inicjatywa Uczniowska atakowała budynek Ministerstwa
Edukacji, który stoi na krwi polskiej. Chodziło mianowicie o to, że w
siedzibie MEN mieściło się w latach wojny gestapo. Tak więc krew ofiar tej
formacji ma Giertycha osłaniać przed protestami ofiar Giertycha dręczonych
jego ideologiczną krucjatą w szkołach.
Giertych siedzi w gabinecie i za biurkiem śp. generała SS i policji Kutchery
zabitego z czasem przez AK. Jeśli jest taki wrażliwy, to niech się wyniesie
do innego rządowego budynku, w którego dziejach koniak był jedynym płynem, a
biuro w alei Szucha przeznaczy np. na fabrykę kaszanki.
W czerwcu odbyły się huczne obchody wypadków poznańskich. Krwawy ten epizod
wyrwano z całego ciągu wydarzeń 1956 r., które rozpoczął referat
antystalinowski Chruszczowa na zjeździe KPZR, a zakończył warszawski wiec
tłumów wiwatujących na cześć Gomułki (bo przecież nie Andersa). Dla kaczystów
ma znaczenie tylko ten fragment wyrwany z historycznego kontekstu, który był
antykomunistyczny a krwawy.
W lipcu karmić się będą krwią Żydów pomordowanych w czasie pogromu w Kielcach
w 1946 r. Ich „Nasz Dziennik” – gazeta rządowa – dzień w dzień objaśnia, że
na polecenie NKWD i bezpieki Żydzi wymordowali się sami, aby popsuć obraz
Polski na Zachodzie. Państwowa telewizja prowadzi zaś kampanię propagandową
tworząc dla pogromu przeciwwagę. Osławiony red. Pospieszalski poprowadził 27
czerwca w programie I dyskusję, z której wynikało, że w epoce Holocaustu
Polacy katolicy masowo ukrywali Żydów oddając za nich życie wraz z rodzinami.
Dodawano, że tu i ówdzie trafiali się polscy myśliwi – tropiący Żydów
szubrawcy-szmalcownicy. I znowu – politycznie pożądaną cząstkę prawdy
wydłubuje się z okoliczności wielce pogmatwanych. Szmalcownicy łowili Żydów
nie po to, żeby ich wydawać na śmierć, lecz żeby brać okup. Kiedy okupu nie
dostawali, jedni prowadzili złapaną zwierzynę na śmierć, drudzy odpuszczali.
Niemcy szmalcowników zabijali, podobnie jak Polaków dających Żydom pomoc, lub
wysyłali do obozów koncentracyjnych, gdyż pilnowali swojej praworządności
uznającej szantaż za przestępstwo. Liczni polscy przechowywacze Żydów
wyraziście dla pieniędzy narażali na śmierć siebie i swoje rodziny. Po wojnie
byli zaś fetowani i odznaczani. Kontrast szmalcownicy-ratownicy nie zawsze
jest więc tak oczywisty, jak go malują. Polscy chrześcijanie trzymający
bogatych Żydów czasem ich nie przeganiali ani nie wydawali, kiedy już
ukrywani nie mieli forsy, i wówczas z hien przemieniali się w bohaterów.
Jako dziecko wraz z rodzicami żyłem w owe lata na tzw. aryjskich papierach,
czyli udając Polaków katolików. Po wojnie aż parę osób zgłosiło się po dowody
wdzięczności za to, że nas nie wydali Niemcom, choć podejrzewali, iż
ewentualnie możemy być Żydami. Swoją zasługę uznawali za oczywistą, a brak
wdzięczności za podłość.
Od 1956 r. nigdy historia nie była tak zakłamywana i upraszczana, jak to się
teraz robi pod ideologicznym panowaniem nacjonalistycznego antykomunizmu.
Nie będzie takiego miesiąca w roku, w którym rządzące wampiry nie wyszukają
tropu krwi, aby się nią pożywić. Ich pomysłowość jest jednak mierna, a
przecież można znaleźć także świeżą krew. (Z takiej gotuje się czerninę. Jest
to popularna na Pomorzu zupa z kaczej posoki).
Ogłupione społeczeństwo mniema, że w stosunkach polsko-amerykańskich
najważniejsza jest trzeciorzędna w istocie sprawa wpuszczania nas bez wiz do
USA. W tej kwestii w Kongresie obrabiany jest projekt ustawy, która nie
będzie uchwalona. Mówi on o tym, że bez wiz mogliby wjeżdżać do Stanów
obywatele takiego państwa, które należy do Unii Europejskiej i wysłało na
amerykańską wojnę co najmniej 300 żołnierzy. Oba te kryteria naraz odnoszą
się bowiem wyłącznie do Polski.
Warszawskie władze powinny podpowiedzieć w Waszyngtonie modyfikację projektu
zgodną z krwawymi upodobaniami tu rządzących. Nie 300 żołnierzy wysłanych,
lecz 100 żołnierzy poległych dla Stanów Zjednoczonych – oto właściwe
kryterium wjeżdżania Polaków do Ameryki żywcem i darmo. Na mnożenie
wojskowych kontyngentów nas nie stać. O to, żeby Polaków zabito, świetnie
potrafimy się starać. Kochamy trupy. Martwi żołnierze są tańsi niż żywi.
Niezbędna do rządzenia Polską krew przelana w przypadku zabitych i rannych
przestaje być metaforą, staje się mierzalna w litrach jak mleko i wódka.
"Chcieliście Polski? No to ja macie. Skumbrie w tomacie, pstrąg."
K.I.GAŁCZYŃSKI