Dodaj do ulubionych

Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat

    • Gość: szaramysz Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.chello.pl 28.02.09, 23:49
      jesssu...., ja przez tego karolka zawału dostanę, już myślałam ze sobie odpuścił. Dużo, za dużo to prawda, ale uczciwie by było gdyby gość zaznaczał że wielu jest wspaniałych muzyków, poważnie traktujących pracę w filharmonii i nie są to tylko SOLIŚCI! Instrumenty służbowe? ale przecież nie wszyscy je mają, część muzyków może pomarzyć i musi sama sobie kupić, oszczędzając na wszystkim dosłownie- jedzeniu, ubraniach... Zarobki? jakie są to wstyd mówić - goniec w UM zarabia więcej niż muzyk tutti z wieloletnim stażem. Przecież to co pisze karolek czytają nasi melomani i mogą sobie wyrobić o muzykach złe zdanie, a to będzie krzywdzące. Władze miasta tu nie zaglądają i mają to w .....
      • Gość: googler Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.szczecin.mm.pl 01.03.09, 00:25
        no i co?
        niech pisze. to jego prawo.po to jest forum. nie mial biedak
        posluchu w macierzystej firmie to chociaz tu wywali, co go gryzie, a
        robi to w dobrej wierze. melomani, coz...jesli z klasa, to itak beda
        nas szanowac, jesli bez tejze, to i tak maja nas w d... taka prawda.
        ja wierze, bo rozmawiam z wieloma, ze wiekszosc ma wielka klase,
        czaem wieksza niz my sami-muzycy, bo oni doceniaja to co robimy w
        pelni, a nie ttylko nasmiewaja sie jak my z wlasnej pracy (oj czesto
        tak jest!).
        brakuje nam tego...szacunku do wlasnej pracy, nie w slowach ale
        czynach, bo slow az za duzo u nas pada (w szczegolnosci nt
        szacunku:) )
        • Gość: szaramysz Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.chello.pl 01.03.09, 11:15
          googler przyznaję ci całkowitą rację, oczywiście ze ma prawo pisać w dobrej
          wierze...Uważam tylkjo, że nie powinien w takim (dla mnie) złym tonie pisać o
          JIS, bo karolek nigdy nie był dyrektorem, nie odpowiadał za byt i codzienność
          prawie 100 osób, "tamte" czasy zna tylko z pozycji zwykłego człowieka, nie wie
          jakim naciskom Ona musiała ulegać i komu podlegać, i jeszcze wiele nie wie, więc
          to zahacza o zwyczajne krytykanctwo no i o kobiecie, starszej pani, nie wolno
          tak...Ja Ją lubię, dużo się od Niej nauczyłam. Po co zresztą ciągle mówić co
          było? może teraz pomyśleć co zrobić żeby było lepiej? Ja się nigdy z pracy
          swojej ani innych ( i z życia) nie naśmiewałam, to raczej ja ciągle jestem
          obiektem plotek za pasje, niepodporządkowanie się tradycjom i zwyczajom(głupim
          wg mnie)w prywatnym życiu, ale cóż, w każdej grupie ludzi znajdą się "ludziska",
          mnie to śmieszy, bo to nie ja wystawiam sobie świadectwo plotkując, na szczęście
          tych osób jest MAŁO u nas. Większość to pasjonaci i wspaniali artyści i
          inteligentni ludzie. Brak szacunku do własnej pracy? ....może to tak z pozoru
          wyglądać, skoro praca nie idzie w parze z zarobkami a rodzinę trzeba utrzymać,
          to problem jest.
          • Gość: karolek Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.libra.ar.szczecin.pl 01.03.09, 20:37
            Pewnie, że jest wielu fajnych ludzi i dobrych muzyków w Filharmonii.
            Kilku nie tylko podziwiam ale i lubię, innych szanuję choć nie było
            okazji się na tyle poznać aby mogła być mowa o jakiejś sympatii
            osobistej. Problem w tym, że im bardziej ktoś kulturalny - tym
            bardziej się odsuwa od tego, co się "wyrabia" w filharmonii.
            Niestety - szacunek do własnej pracy musi się objawić w postawie
            aktywnej, przejmowaniu inicjatywy. Tyle tu "natychmiastowy" pisał o
            tym - kto komu powinien narzucać styl, jakoś bez zrozumienia. To
            ludzie normalni, porządni i kulturalni powinni narzucać atmosferę i
            styl w instytucji, powinni się czuć "u siebie" i stwarzac takie
            warunki, aby to ci mniej kulturalni czuli się "nieswojo" ze swoim
            zachowaniem i obyczajami, aby byli zmuszeni "się podciągnąć" do
            wyższego poziomu większości, ogółu. Jest jednak dokładnie odwrotnie;
            dlaczego?
            Cóż z tego że są fajni ludzie, gdy siedzą cicho i we wszystkim
            ulegają zacofańcom. Nie mają szacunku do własnej pracy...
            • Gość: googler Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.szczecin.mm.pl 01.03.09, 23:04
              karolku.
              niby fajnie wszystko, ale:
              dia_dia nie musi na zapad. on jest naprawde dyrygentem duzego
              formatu, choc moze w Polsze nie tak popularnym jak polscy koledzy.
              szanujac Rycherta, nie ublizajmy innym, zwlaszacza obcokrajowcom
              (ksenofobia?oj, niebezpiecznie)

              kulturalni nigdy nie beda przejmowac inicjatywy i narzucac sie
              ogolowi. Na tym polega kultura. to srodowisko samo w sobie winno byc
              bardziej kulturalne, by kazdy mogl powiedziec i zrobic swoje. tylko
              wtedy machina ruszy do przodu jak trzeba. kulturalny nie powie nic
              bez pytania, kulturalny nie bedzie sie "rzucal" i gadal na lewo i
              prawo, ze "skandal" etc. etc.
              na tym polega kultura.sic!
              filharmonia to nie antykwariat, ale i nie targowisko. a na
              targowisku miejsca na kulture malo.
              • Gość: karolek Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.libra.ar.szczecin.pl 02.03.09, 17:27
                Rzeczywiście - jestem dość sceptyczny co do ewentualnego
                naszego "otwarcia na wschód" - czy też po prostu - tak
                zwanych "artystów zza Buga"...Trzeba mieć na uwadze, że to na Bugu
                przebiega granica Unii Europejskiej, czyli z tamtejszego punktu
                widzenia - zachodu. Uważam, że rzekomo wielka klasa i wysoki poziom
                muzyków z tamtego rejonu, powiedzmy - byłego ZSSR - jest sprawą
                ewidentnego MITU, świadomie przez nich podsycanego, a opartego
                głównie na tym właśnie zupełnie nie artystycznym "parciu na zachód" –
                dziś na szczęście bardziej „kulturowym” i indywidualnym, nie to co
                w 1920. To sprawa motywacji. Jeśli uzyskanie bardzo wysokiego
                poziomu techniki gry jest - a przynajmniej za czasów ZSSR - było
                JEDYNYM sposobem wydostania się stamtąd do normalnego świata, albo
                choćby zarobienia - jak na kurs rubla - ogromnych kwot, to znajduje
                się dużo na tyle zmotywowanych, żeby i po kilkanaście godzin
                dziennie się zajmować tylko nauką i ćwiczeniem. Ale od tego - do
                poziomu artystycznego tak samo daleko jak i stajennemu cyrkowemu.
                Wiec bez przesady: ludzie "zza Buga" wcale nie są z zasady większymi
                artystami, za to z naszego punktu widzenia czasem reprezentują dużo
                niższy od nas poziom kultury ogólnej, osobistej; na nas z kolei pod
                tym względem psioczą Anglicy, a na Anglików - Francuzi... My też tak
                jeszcze całkiem niedawno byliśmy postrzegani na zachodzie, też ktoś
                nas "wpuścił" do siebie - jako tę nieokrzesaną dzicz, „barbarzyńców
                ze wschodu” - jak to ujął Czesław Miłosz. Też jeszcze całkiem
                niedawno nie wiedzieliśmy jak wodę spuścic w nowoczesnej toalecie,
                choć przynajmniej już wtedy mieliśmy tę świadomość, że JAKOś to
                trzeba no i dlatego musi się jakoś dać spuścić... Doprawdy - od
                takiego mojego poglądu - do ksenofobii to bardzo daleko. Nie tylko
                kseno- ale i każdej innej fobii. Bez przesady. Nie trzeba być ślepym
                aby być "poprawnym politycznie", natomiast nadmierna "poprawność
                polityczna" - jest równoznaczna ze ślepotą.

                Co to znaczy "dyrygent dużego formatu" ? Otyły nie jest. Nie znam
                DiaDia, chociaż jestem przekonany - że jego format i tak okaże się
                za mały dla naszych wielkich muzyków już po kilku miesiącach pracy i
                kilku cierpkich, bezkompromisowych uwagach adresowanych do tych
                naszych "nietykalnych". Nie zgadzam się, że "nie musi na zapad".
                Musi - jeśli chce być "kimś" - tak samo jak i my. Oczywiście - nie
                musi przez Polskę, Ziemia jest podobno okrągła...Przyjąłem
                założenie, że opinie wygłaszane tu przez "cool_turalnego" są jeśli
                nie powszechnie akceptowane to przynajmniej mają więcej zwolenników.
                Autor nie od dziś sprawia wrażenie, że wie co mówi a jeśli dobrze
                się domyślam tożsamości - to jestem pewien, że wie co mówi. Jest dla
                mnie autorytetem w sprawach „światowych” instytucji muzycznych.
                Chodzi mi tu o następujące opinie:
                cool_turalny 02.03.09, 05:38
                A tak na marginesie - wracając do wspomnianego Diadury> Spójrzmy
                prawdzie w oczy. Jeśli dyrygent taki jak on jeździ na Zachód z
                własną orkiestrą ukraińską i nie dostaje tam propozycji pracy, to do
                Szczecina nie przyjedzie licząc na to, że dokona tu cudu i będzie to
                dla niego lepszą drogą do światowej kariery. Raczej z przekonaniem,
                że to najwięcej na co go stać. Dlatego nie martwiłbym się, że
                zostanie tu krótko - raczej, że będzie tu za długo. Powiedzmy sobie
                szczerze - od wielu lat bycie szefem polskiej orkiestry nie stało
                się dla nikogo drogą do międzynarodowej kariery. Wit, Kaspszyk,
                Kord, Nowak, to historie sprzed 30 lat. Z tych, którym udało się
                niedawno "wybić" na Zachód (Boreyko, Nestorowicz, Urbański, Kotla,
                Dworzyński) tylko dwóch pierwszych było dyrektorami w Polsce, a i
                tak obaj po odejściu ze swoich orkiestr (Poznań, Gdańsk) musieli
                najpierw wygrać międzynarodowe konkursy.
                01.03.09, 02:53 (Ciekawostka: Nie znam Diadury, o którym się
                ostatnio w naszej filharmonii mówi, ale zdaje się, że już nawet
                Salwarowski i Rychert dyrygowali lepszymi orkiestrami niż on - w
                Polsce nie wiem czy dyrygował gdzieś poza Białymstokiem, Katowicami
                i Szczecinem, a jego poprzednicy przecież pojawiali się w takich
                orkiestrach jak NOSPR, Narodowa, Wrocławska czy Poznańska. W dodatku
                poza Ukrainą i Polską jego nazwisko pojawia się chyba tylko przy
                dość słabej Filharmonii Sofijskiej; hmmm...).

                Jeśli się z tym nie zgadzasz, napisz dlaczego a nie "nie ubliżajmy
                obcokrajowcom". Pisząc o oczywistym, powszechnie widocznym zjawisku -
                nikomu nie ubliżam.
                • Gość: karolek Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.libra.ar.szczecin.pl 02.03.09, 17:32
                  Odnośnie kształtowania atmosfery w pracy - także nie do końca się
                  zgadzam. Nie miałem na myśli narzucania siłą. Chodziło mi o to, że
                  jeśli ludzie kulturalni nie będą chować się w swoich grupkach
                  towarzyskich i szeptać gdzieś po kątach, ale cała firma stanie się
                  ich grupą towarzyską, to wtedy następuje samoczynny nacisk
                  psychologiczny na pozostałych. Na przykład: wchodzisz gdzieś, gdzie
                  należy być bez obuwia. Wtranżalasz się w gumiakach. Widzisz, że inni
                  jakoś dziwnie na ciebie spoglądają, oglądają się, wyraz przygany w
                  oczach albo co gorsze - olitowania ...Pierwsze - rozporek: zapięty.
                  Drugie - gęba czy nie pobrudzona. Zerkasz w szybę, lusterko: nie. To
                  czego oni tak się gapią - myślisz. Zaczynasz kombinować i im
                  bardziej jesteś inteligentny - tym szybciej się domyślisz, dlaczego.
                  Możesz iść w zaparte i pozostać w gumiakach, wiesz jednak już, że to
                  nie jest mile widziane i że następnym razem mogą cię w ogóle nie
                  zaprosić, a jeśli tak - to się dostosowujesz i zdejmujesz co trzeba.
                  Nigdy nie byłeś w podobnej sytuacji? Ja kiedyś doświadczyłem takiego
                  kulturalnego nacisku, gdy niechcący wtargnąłem na niemiecką plażę
                  nudystów. Długo nie wytrzymałem spojrzeń i "sygnałów" do mnie
                  adresowanych i szybciutko zdjąłem z siebie cuchy...
                  Wcale nie wystarczy, aby jak piszesz "każdy zrobil swoje" - bo
                  znajdą się tacy, co robiąc swoje - zniszczą to co ty zrobiłeś. Dla
                  nich "swoje" znacy coś innego...więc nie tak.
                  Oczekiwanie, że ktoś dostosuje się do powszechnie akceptowanego
                  zwyczaju - nie jest wbrew kulturze. Masz dziwne wyobrażenia. Nie
                  nawoływałem by z siekierą w ręku wymagać kulturalnego zachowywania
                  się. Chodziło mi o tego typu zjawisko jedynie: nie może być tak, że
                  zachlany koleś wywrzaskuje sprośne ruskie kawały swoim kilku
                  ziomalom (charakterystyczne - oni strasznie głośni i gadatliwi
                  zawsze są - słowiańskie dusze... c.i.m.)a reszta czyli "nasi"
                  zażenowana, ze spuszczonymi głowami siedzi i stara się nie słuchać.
                  (Autentyczna sytuacja wyjazdowa z autobusu - Opera).
                  To większość zawsze powinna się czuć u siebie i zachowywać się tak,
                  aby koleś czuł się nieswojo z tymi jurnymi kawałami. Dalej uważam,
                  że to niezbędne. Dla mnie - na tym właśnie polega kultura.
                  Oczywiście, ze ta dyskusja tutaj nie jest jakoś szczególnie
                  kulturalna, ale zawsze interwencje w sytuacjach szczególnych nie są
                  kulturalne i tego się od nich nawet nie oczekuje; oczekuje się
                  skuteczności. Wojna także nie jest kulturalna ani tym bardziej
                  rewolucje, ale czasami są konieczne, jak np. tu i teraz. Nie
                  wyobrażam sobie - aby Polacy we wrześniu 1939 r nie przeciwstawili
                  się armii niemieckiej - ze względu na swoją wyższą kulturę.
                  Powiedzieli by - trudno, chce szwab włazić - niech włazi, my się nie
                  będziemy sprzeciwiać bo to takie niekulturalne by
                  było:..strzelać?... do ludzi...?
                  Abstrakcyjne porównanie - ale wcale nie takie odległe od rzeczy, bo
                  my tu mamy także pewną "wojenkę", a w czasie wojenki obowiązują
                  chwilowe prawa skuteczności...
                  Więc z ostatnią tezą także się nie zgadzam: kulturalni mogą i muszą
                  przejąć inicjatywę i to ich kulturze w żadnym stopniu nie zaprzecza.
                  Ważne jest i pod względem kultury i pod względem stosunku do pracy,
                  i stosunku do dyrektora – dyrygenta – kto komu narzuca wzorce
                  poprawności.
    • Gość: karolek Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.libra.ar.szczecin.pl 02.03.09, 17:53
      Zarząd Miasta i nasi szanowni Radni zapewne chcieli by wiedzieć, ale
      się wstydzą zapytać: skoro orkiestra gra co tydzień pod batutą
      innego dyrygenta, a każdy z nich ma prawo dażyć do realizacji swojej
      wizji artystycznej granego utworu i wydaje w tym celu polecenia,
      żąda konkretnego sposobu zagrania pewnych istotnych fragmentow - do
      czego orkiestra musi się po prostu dostosować i wykonać to -
      dlaczego tak ważny jest "dobór" akurat jednego z tych dyrygentow,
      także bywającego raz na jakiś czas na jeden tydzień - czyli
      Dyrektora Artystycznego. Pozostałych dyrygentów się nie dobiera i
      nie przebiera, przyjeżdżają po kolei co tydzień inni ludzie, to
      dlaczego ten jeden musi byc tak bardzo dobrany i akceptowalny dla
      orkiestry...? Przecież z punktu widzenia artystycznego, czy pracy
      artystycznej orkiestry - to absurd.
      • Gość: szaramysz Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.chello.pl 02.03.09, 23:00
        Czytam i czytam i prawdę mówiąc to mnie złość ogarnia - czy to nie przesada? Oczywiście, w pewnym małym zakresie to pracownicy między sobą "nadają ton", ale muzyk jest od grania a organizacja, wymagania porządkowe regulaminowe, narzucanie odpowiedniej kultury bycia i zachowania, itd to powinni zwierzchnicy czyli dyrektorzy , władze wydziału kultury, ministerstwo, władze państwowe. Ciągle się tylko kotłuje w tych " dołach", mówi się co to ci muzycy powinni, niby że nie ma im się prawa nic omsknąć, mają pracować za grosze i być zadowoleni, zabiera się im prawa nabyte, zmienia zasady, krytykuje, ponagla, straszy. Muzyk teraz czuje się jak szaramysz- piszę o sobie oczywiście, bo to najbardziej wiem z własnego długiego doświadczenia zawodowego, ale też rozmawiam z wieloma kolegami, więc to też o nich jest. Tą rewolucję powinno się zacząć od głowy a nie od ogona. Jeżeli dyrektorka boi się wymagać kultury bycia, ubioru, itd to dlaczego muzycy między sobą mają takie sprawy załatwiać? Czy nie powinno to być zapisane w regulaminach i egzekwowane? Żadnych jasnych zasad nie ma wynagradzania, premiowania, wymagań zawodowych, nawet bhp.Ciągle jak mantrę powtarza się te wymysły o przesłuchaniach a to jakieś dziwactwo. Jak widzę szanownych radnych w drogich garniturach z papierosem i łapą w kieszeni to mi się smutno robi. Sama już nie wiem kogo powinno się najpierw resocjalizować, bo każdy ma swojego zwierzchnika . Teraz mamy nową dyr, wydziału kultury i mam nadzieję że może wreszcie kobieta wprowadzi jakiś ład i porządek, że będzie jej się chciało i nikt jej nie przeszkodzi.
        • Gość: jasiu Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.gprs.plus.pl 02.03.09, 23:47
          Dobra, ale co to ma wspólnego z tym, co tu powyżej napisano...?
          • Gość: szaramysz Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: 83.168.70.* 03.03.09, 15:02
            Bardzo dużo juz zostało tu napisane jasiu, a mnie chodzi o to zeby tą rewolucję kulturalną zacząć od góry, bo tak jak dziecko uczy się od dorosłych, tak pracownik zachowuje się tak jak mu zwierzchnk pozwoli.
        • Gość: googler Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.szczecin.mm.pl 02.03.09, 23:57
          toksyczna atmosfera miasta z prowincjonalnym duchem przenika
          wszedzie. i tu racje ma collturalny. mamy taka kulture, jaki poziom
          reprezentuja mieszkancy szczecina.
          ale mamy tez aspiracje. od niedawna, ale zawsze. czy to wysmiewane
          floating garden, czy inne koncepcje rozwoju, niewazne. wazne, ze sa,
          ze komus chcialo sie rzucic pomysl w "lud prosty". wiadomo, krytyka
          bedzie zawsze, na ogol niestety tylko negatywna, ale sa tez
          przyklady dzialan na plus. wystarczy wziac Echo sprzed roku a teraz.
          dzieje sie wiecej i wiecej!
          wszyscy tworzymy nasza kulture i takie nasze zadanie.
          szaramysz ma racje, ze od nas WSZYSTKICH zalezy, jak ta nasza
          kultura bedzie wygladac.
          sila rzeczy interesuje mnie najbardziej filharmonia, bo tu, mimo
          zywych dyskusji wewnetrznych, dziej sie coraz mniej i sie cofa.
          dyr.art. pokazuje wielka klase "kladac lache" na to co sie wyrabia,
          nie ma juz ochoty do pracy i gada wiecej niz dotychczas miast
          pracowac sumiennie i dotrwac z klasa na posterunku. ludzie to widza
          i odbijaja pileczke "w-pupie-mam-to-wszystko-izmu" z najwieksza
          przyjemnoscia.
          trend moze sie przelamie za pol roku, ale prawda jest taka, ze i tak
          bez ostrych dzialan nie wybijemy sie na szczyt i nie zostaniemy
          wiodaca instytucja kulturalna regionu. jako filharmonia dajemy kilka
          koncertow (3,4?) w miesiacu.z taka iloscia nie mozna kreowac
          wizerunku. to sa "male bąki" puszczane w miasto, a nie bycie
          awangardą kultury miasta. i nic nie pomoże robienie od wielkiego
          dzwonu konceertu kameralnego albo zaproszenie gwiazdy swiatowego
          formatu G.Brodzinskiej, ktora znow dla publicznosci (srednia wieku
          78 lat) zaspiewa aaaarie ze smmmiechhheppchem...
          nie zarzucajcie mi, ze nie probuje nic zrobic i tylko narzekam.
          od kiedy tu pracuje, probowalam, chodzac do góry i namawiając doly
          na to, zeby cos zrobic. plan udalo mi sie wypelnic w moze 5 %...sam
          muru nie przebije, zwlaszcza tego wokol siebie, muru obojetnosci
          wobec przyszlosci miasta w ktorym sie rodzmy i umieramy, znieczulicy
          wobec piekna zawodu jaki wykonujey, braku szacunku do lepszych od
          siebie i pokory wobec sztuki. pytania jakie spotykalam na swojej
          drodze: "a za ile?", "a po co tyle prób?, "a kto na to przyjdzie?"
          lub z góry: "ale to sie nie sprzeda, za trudne", "za dużo
          roboty", "nie stać nas", "nieeeee...musyka wspolczesna???"
          juz nawet opera widzi, ze bez zroznicowania oferrty nie zainteresuje
          soba nikogo poza posiadaczami dozywotnich abonamentow...ech...
          • Gość: karolek Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.libra.ar.szczecin.pl 03.03.09, 00:51
            Tak jak i biskup przysłowiowy "Pierdonek" nie ma racji, gdy chce
            ustawowo zakazać ludziom grzeszenia, tak i "szaramysz" o tyle nie ma
            racji, gdy chce wprowadzić ustawowy (regulaminowy) obowiązek
            zachowywania kultury w orkiestrze. Ale poza tym rozumiem jej
            irytację, ale widać że ona nic jeszcze nie zrozumiała, bo
            pisze...jak to lubi Panią Starszą i ile to od niej się "dobrego
            nauczyła" (?) - nie bacząc że tam właśnie jest pra-przyczyna. Bardzo
            bym chciał dożyć takich czasów, gdy muzyk artysta Filharmonii
            Szczecinskiej będzie faktycznie należał do elity tego miasta,
            narzucającej modę, styl, sposób bycia, chętnie widzianym ciekawym
            gościem w każdym dobrym towarzystwie i będzie - tak jak teraz muzycy
            orkiestry kameralnej z Pranzlau - wyluzowany, wypoczęty, pachnący
            najlepszymi paryskimi perfumami... Ileż to musimy się namęczyć, aby
            dorównać ... Prenzlau.
            Całkowicie się z Tobą zgadzam "Googler" ...więc już wiesz, dlaczego
            od dwóch prawie miesięcy siedzę i piszę "jak wariat" o tym, że
            trzeba nam (Szczecinowi) Dyrektora Naczelnego z prawdziwego
            zdarzenia, fachowca od organizacji i zarządzania, który wdroży pilne
            zmiany całościowe organizacji administracji - na wzór innych
            podobnych i porządnie działających Firm, kogo trzeba - wyśle do
            szkoły, kogo brak - przyjmie (ale nie synalka Ważnego Pana X - po
            rocznych zaocznych - tylko wg. faktycznych kompetencji); że dobrze
            zorganizowana Filharmonia w nowej siedzibie może mieć zupełnie inne
            możliwości i finanse, może przejąć oficjalnie funkcje oświatowe i
            promocyjne i część budżetów w/wym ... itp. itd (no, nie będę
            przecież drugi raz przepisywał). Niech tylko Pani Agata przejmie
            obowiązki - to trza do niej z tym! Radni mam wrażenie znają sprawę,
            bo ponoć ktoś ich na samym początku powiadomił wszystkich razem i
            każdego z osobna e-mailem - o toczącej się tu dyskusji, więc pewnie
            czytali, a w każdym razie nie będą mogli powiedzieć: "my o niczym
            nie wiedzieliśmy"... no ale Dyrektora Wydziału w tym czasie nie
            było, był tylko Pan Cezary - p.o. z PO, ale siedział cicho bo był
            chyba jedynie od spraw najpilnych, mial ograniczone kompetencje -
            więc trzeba poczekać na Nową Panią Dyrektor WKiOZ UM.
            • Gość: szaramysz Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: 83.168.70.* 03.03.09, 14:56
              Ja też rozumiem Twoją niechęć do pani dyrektor, bo wiem ktoś ty i o co poszło, ale to nie w niej jest ta praprzyczyna, bo jak juz powiedziałam ona miała swoich zwierzchników i nie mogła robic co chciała, tylko co jej kazali, była tylko jednym trybikiem w tej maszynie. Niestety regulaminy powinny być w każdej zbioriwości, a szczególnie w takiej jak artyści. Mogę tu wymieniać długo, ale po co skoro Ty wiesz, zasady powinny być jawne, znane, no i formalne a nie takie "na buzię" załatwione. Np ostatnia sprawa - ubrania estradowe: pan dyrektor przyszedł, zapowiedział jak mamy być ubrani, wywiesił na tablicy zarządzenie, dał ekwiwalent. Co tydzień teraz patrzy z balkonu na tą zbieraninę ubrań, wyprzedaż z Bonprixu- błyszczy się, powiewa, goło też jest, no tragedia, nie ma to nic wspólnego z eleganckim strojem odpowiednim na estradę filharmonii. Przecież dla niego to jak pokazanie palca, a on NIC. A gdyby maił odpowiedni regulamin i chciało mu się z niego skorzystać? Przeciez ludzie przychodzą do nas nie tylko słuchać, ale też patrzeć. A zasady wynagradzania i degradacji? Przychodzisz do pracy i dowiadujesz się że zostałeś zdegradowany, bo "do dyrektora docierały głosy", a ciebie nikt nie zapytał, nie postawił zarzutów. Zarobki - jak kto sobie wyrwie. Przecież cały czas mówię że przyznaję Ci rację z potrzebą prawdziwego dyrektora i menagera, ale jeśli oni nie będą mieli podstawy w przepisach to też nic nie zrobią.
              • Gość: karolek Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.libra.ar.szczecin.pl 03.03.09, 19:02
                Nie!
                Nie zgadzam się!
                Kategorycznie protestuję!
                Nikt nikomu nie nakazywał "rżnąć hrabinę", kosztem zachowania swoich
                układzików, kłaniania się wszystkim i robienia własnego majątku -
                byle się nikomu z "ważnych" nie narazić!
                Ja mówię i piszę to, czego jestem pewien, o czym jestem przekonany -
                że jest słuszne i dobre dla firmy. Mogę się w szczegółach mylić - bo
                nie jestem omnibusem, potrafię się przyznać do błędu i przyznać
                rację innym, ale jestem AUTENTYCZNY. Dlatego nie wszystkim się to
                podoba, narażam się, tracę - mimo że w wielu sprawach mam rację,
                sami mi ją przyznajecie. Ja jestem wierny prawdzie i dlatego mam
                wrogów, a Ona ma samych "przyjaciół" KOSZTEM prawdy, kosztem
                FILHARMONII, kosztem walczenia o nasz wspólny interes.
                Mówię to co uważam za słuszne i dlatego pewnie "dostaję za swoje" i
                jestem praktycznie bezdomny! Ona mówi to co jej zwierzchnicy uważają
                za słuszne i dlatego ma chatę za kilkadziesiąt milionów! - a
                Filharmonia jest zaniedbana, skłócona, zdezorganizowana.
                Uprawiasz pic na wodę, tere fere, i "myśmy tylko wypełniali
                rozkazy" , "zapewniam was towarzysze że zawse chciałem dobrze" -...
                Tylko jedno może tu być usprawiedliwieniem i dowodem: chcę widzieć
                pisma do towarzysza Brycha - że konieczna jest w Filharmonii winda.
                Do tow. Walaszka...że lokalizacvja nie odpowiada potrzebom
                Instytucji, może w gmachu na Tarasach von Hakena by było lepiej... A
                po "wyniesieniu sztandaru" - do wszystkich kolejnych prezydentów
                miasta...wtedy i tylko wtedy będzie można powiedzieć tak jak
                Ty..."chciała załatwić ale nie dało się".
                Tu nie istnieje żadna osobista "niechęć do Pani Dyrektor" - proszę
                mnie tak nie obrażąć... W Filharmonii jest tak jak jest i za to
                odpowiada wieloletni Dyrektor> Koniec!
                W życiu musi istnieć konkretna odpowiedzialność, zwłaszcza gdy się
                za nią bierze przez dziesięciolecia grube pieniądze. A teraz -
                następna fortunka rośnie, następny domek się spłaca i kolejny
                lawirant bezradny "nic nie może" ? Więc nie pisz bzdur!
                Do Solidarności należy trzydzieści kilka osób a pracuje - 100. Kto
                im dał prawo do decydowania za wszystkich i na szkodę wszystkich?
                Część osób należy do związku "branżowego", którego przewodnicząca z
                każdą najmniejszą decyzją ogląda się na Solidarność - bo... bo
                pragnie tylko jednego: być koncertmistrzem! Może w nagrodę za dobrą
                współpracę Dyrektor jej kiedyś pozwoli. Czy to jest właściwa
                reprezentacja? Kto ją wybrał i jaką część orkiestry reprezentuje?.
                Orkiestra ma prawo powołać samorząd pracowników: jednego swojego
                przedstawiciela który w sprawach nie objętych ustawą o związkach
                zawodowych mógłby mieć spore uprawnienia do obligatoryjnej
                informacji od Dyrektora, wpływ na wiele spraw organizacyjnych i
                decyzje - którego nie mają związki ...ale z tego nie korzystacie -
                bo by się umniejszyła władza "grupy trzymającej władzę" ...grupy
                zacofanych cwaniaczków?. Wyjaśniano już tu kilkakrotnie, że Dyrektor
                nie będzie walczył o jednolitość strojów koncertowych, o wykonanie
                własnego zarządzenia w tej sprawie - bo to on tu służy orkiestrze i
                z powodu swojej niekompetencji jest od orkiestry całkowicie zależny,
                a w każdym razie - jego nowy domek...
                Widzi i nic nie zrobi bo się boi o swój kredyt; a orkiestrę, - jej
                klasę, jej prezentowanie się na estradzie ma w głębokiej dwpie...
                Nie tylko że "Artystki zza Buga" przychodzą wyszywane cekinami to
                jeszcze i panowie: a to brak pasa do fraka, a to buty mokasyny
                (jeszcze dobrze jak czarne, bo już widziałem i w brązowych) jedni w
                czarnej a inni w białej muszce...Poprzedni pracownik techniczny -
                taki starszy siwawy pan - to się starał, żeby to nie tylko wszystko
                było w komplecie, żeby nic nie brakowało, ale i było ESTETYCZNIE
                USTAWIONE, symetrcznie skomponowane na estradzie, nieraz widziałem -
                godzinę się krzątał przed koncertem i poprawiał, sprawdzał z widowni
                jak to wygląda, przejmował się swoją skromną rolą ...żeby nasza
                orkiestra się ŁADNIE PREZENTOWAŁA, to co "swoje" robił dobrze i
                każdy tak powinien...ale...
                Regulaminy są tworzone wewnętrznie przez dyrektora naczelnego. Nikt
                nikomu nie zabrania stworzyć konkretne rozwiązania. Do tego trzeba
                być organizatorem pracy, organizatorem przedsiębiorstw i ponadto
                mieć charakter, "jaja" po prostu trzeba mieć...! Ale On jest
                Aktorem - czytałaś program studiów na wydz. aktorskim który tu
                zamieścił "natychmiastowy" za życia? Gdzie tam masz organizację
                przedsiębiorstw i inne niezbędne dziedziny wiedzy?
                Brak wiedzy i charakteru - no to trzeba zaprzeczać potrzebie
                organizowania pracy. Dyrektor stwierdził publicznie, że gdyby prawo
                i regulaminy miały być w instytucjach kultury przestrzegane, to te
                instytucje musiałyby natychmiast wstrzymać działalność. Jego zdaniem
                to się programowo opiera na bezprawiu i wielkiej improwizacji na
                ostatnią chwilę. Więc o czym Ty tu piszesz. Przecież Dyrektor i
                wszyscy pracownicy administracji mają SłUŻYĆ orkiestrze - nie
                czytałaś na początku dyskusji - artukułu Pana Dyrektora? Ale On nie
                rozumie, że to porządek a nie jego brak - służy orkiestrze, nie
                odróżnia służenia orkiestrze - od służenia kilku zacofańcom
                związkowym! Nawet nie to! -służenie "związkowcom" - jest dla niego
                bezpieczniejsze i pozwala siedzieć na stołku i spłacać kredyt.
                To wszystko było już tu opisywane i nikt nie zaprzeczał. Także
                zgadzam się, że skandaliczne było to chodzenie z donosami na kolegów
                do Pani Dyrektor. Wiele osób z tego powodu ucierpiało, np. pewna
                calkiem spokojna altowiolistka, ktorą później koleżanki donosicielki
                przepraszały... Normalny dyrektor - to powinien pierwszym trzem
                walnąć za to NAGANĘ (nie naganem - broń Boże) - wtedy reszta by nie
                przychodziła, taki obyczaj by się nie pojawił - bo nie było by na
                niego przyzwolenia. Ale Pani Nasza Kochana pogłaskała po główce,
                przyznała każdemu rację, KAŻDEMU - CZYLI NIKOMU - bo racja jest
                jedna, musi być w takich okolicznosciach jasna. Sama sobie
                zaprzeczasz: dyrektor powinien być obiektywny, sprawiedliwy i
                bezstronny; jeśli już trafia do niego skarga - ma obowiązek
                sprawdzić, wysłuchać obwinionego i wyrobić sobie dopiero wtedy
                pogląd, a wówczas KTÓRĄŚ ZE STRON UKARAĆ! np. tego kto niesłusznie
                oskarżał. A jeśli się okaże, ze to ważny związkowiec zawinił? To
                ukarze niewinnego. Tak musi bo tak mu się opłaca. Więc Regulamin
                tylko by mu przeszkadzał! Jeśli Pani nasza nie była obiektywna od
                początku - tylko "łagodziła" w ten sposób, że i jednemu i drugiemu
                przyznała rację PO CICHU - to konflikt dalej się tlił, trwał; to się
                nazywa "podmiatanie pod dywan" - to było już tu opisane i nikt nie
                zaprzeczał! Więc nie pisz :"chciała ale nie pozwolili jej" bo sama
                sobie zaprzeczasz. Wszyscy wiedzą, że pierwsze co zrobił Przewodni
                natychmiast po wybraniu go - i uzyskaniu w ten sposób
                statusu "ochronnego" - to pobiegł do Pani Dyrektor z donosem na
                kolegę z garderoby...ale z innego związku... Jaki Pan taki
                kram...Sama pisałaś, że trzeba zacząć "od głowy"...
                • Gość: googler Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.szczecin.mm.pl 04.03.09, 00:18
                  tak. trudno sie z tym nie zgodzic. to dyrekcja ponosi
                  odpowiedzialnosc za "droge", ktora podaza filharmonia.
                  My mam jedynie prawo doradzania i ewentualnie opiniowania, jednak,
                  mimo wszystko, bez mocy prawnej, chyba, ze w kwestii obrony praw
                  pracowniczych (zgodnie z kodeksem i innymi takimi, na ktorych sie
                  malo znam, niestety, bo czasem przydaloby sie)...
                  znamienne jest to co karolek pisze o czlonkach zwiazkow! nie
                  wiedzialam, ze mozna sie zapisac, zeby zostac koncertmistrzem?!
                  Jak na razie mielismy ich az nadmiar, a tu nastepni sie zapowiadaja?
                  zreszta, jak tak dalej pojdzie, jak teraz postepuje, to bedziemy
                  mieli samych dyrektorow, przywodcow, kierownikow i prowadzacych,
                  tylko nikomu nie bedze sie chcialo wziac odpowiedzialnosci za
                  przyszlosc...
                • Gość: szaramysz Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: 83.168.70.* 04.03.09, 15:25
                  Przepraszam.Być może zle się wyraziłam, bo wcale nie miałam na myśli tego ze to jakieś osobiste Twoje sprawy mają wpłym na Twoje zdanie o pani dyrektor. Masz sporo racji, ale ja jednak jestem przekonana ze Ona nie mogła zrobić wszystkiego tak jak Ty to piszesz, chociaż część mogła. Niestety władze jakie są każdy wie, więc nawet jak się starała, to predko jej to wyperswadowali. Kto odda władzę i pieniadze bo tak jest uczciwie? to nie na tym swiecie. Jak jest w innych instytucjach, nie tylko kultury? Czy tam dba się o pracownika i instytucje? Zarządy i dyrekcje uczciwie rozdzielaja zarobione pieniądze i dbają o zakłady? Przecież gdyby pani dyrektor tak zaczęła działać jak mówisz to zaraz by przestała byc dyrektorem. To jest to wybierania tzw mniejszego zła- nie znoszę tego określenia. Np dyrektorzy artystyczni mają taki układ, że jeden drugiego popiera i chroni. Jak pan Rychert przyszedł do Szczecina to był dyrektorem na całym etacie w TRZECH filharmoniach i miał za to cale pensje z premią. Oczywiście normy zero, więc za każdy koncert ustalona stawka. No i wyjazdy zagraniczne. Jak jechał do innego miasta to tutaj cała pensja szła. Natomiast zwyczajny muzyk jak chce zagrać koncert wyjazdowy to tutaj musi wziąć urlop bezpłatny. Czy to jest normalne, czy jakiś dyrektor odda te przywileje bo są nieuczciwe? Jesteś idealistą i dlatego trochę się o ciebie boję . Nie jest nam potrzebny jakiś muzyczny znikający kapelan solidarności. To nie ja wymysliłam że polityka jest brudna. Tak dla uczciwości - pisząc o tej zdegradowanej koleżance nie miałam na mysli pana Oryla, to pan Rychert słyszał te głosy i nie dał koleżance szansy poznania zarzutów, a jaki sens ma degradacja skoro ktos nie rozumie dlaczego i nie może sie w zwiazku z tym poprawić? Wiesz, jak ja juz pracuję ponad pietnaście lat to trochę się nauczyłam, że nie trzeba zbyt wiele wymagać tylko robić swoje. Bo jednak w ludziach tli sie jakaś iskierka, a wiem to słysząc " jak poprzedni estradowy ustawił to było dobrze cały tydzień, a teraz nie wiadomo co do czego ...."
                  • Gość: szaramysz Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: 83.168.70.* 04.03.09, 15:35
                    Googler przepraszam, zle mi sie podpięło, tamto było do karolka oczywiście :-)A jeśli chodzi o związki to nic nie moga, nawet w sprawach pracowniczych, wystarczy przypomnieć sprawę estradowego- sam szef solidarności filharmonicznej osobiście i bez wiedzy zarządu napisał opinię, złą oczywiście, na zamówienie dyrekcji. Okropność.
                    • Gość: karolek Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.libra.ar.szczecin.pl 04.03.09, 18:48
                      Ach tak. Już rozumiem, dzięki "szarejmyszy" (dobrze że nie jesteś
                      biała...) Tu po prostu wystąpił typowy efekt mimowolnego
                      PRZERYSOWANIA. Chodzi o ten sam efekt jaki mamy w prasie codziennej
                      lub dzienniku telewizyjnym: podaje się tzw. news'y - czyli głównie
                      informacje o: katastrofach, pożarach, morderstwach, gwałtach,
                      wojnach i bliskim końcu świata - bo to się nadaje na pierwsze
                      strony. I to wszystko zapewne prawdą jest - ale prawdą wybraną z
                      całej rozmaitości życia. Gdyby to uważać za prawdziwy obraz życia -
                      to by znaczyło, że ...nie da się życ! Ale to są tylko news'y. Jeśli
                      o to chodziło "szarejmyszy" - to oczywiście ma pełną rację: Pani
                      Dyrektor ma wielkie zasługi, zapewne w długim "dyrektorowaniu"
                      dobrze rozwiązała wiele problemów z władzami, pieniędzmi, "dyktaturą
                      proletariatu" itp. Z pewnością. Nikt też nie twierdzi, że miała złą
                      wolę nawet w tym "zagłaskiwaniu orkiestry na śmierć". Jeśli skutki
                      są złe - wcale nie znaczy, że zostały zaplanowane. Ale jeśli są złe -
                      trzeba przyznać, że są złe a tego brakuje. Chodziło jednak o to,
                      aby znależć przyczyny, więc jedynie w tym celu trafnie rozpoznać to
                      co złe. "Natychmiastowy" a po nim - ja - piszę jedynie o tym co
                      uważam za złe, podobnie jak i dziennikarze o tragediach i wypadkach -
                      bo uważam, że to co złe wymaga wyjaśnienia i zmiany a nie to co
                      dobre, więc o dobrych sprawach nie warto pisać - stąd powstało
                      mimowolne przerysowanie tych złych aspektów w relacji do "całości".
                      Tu oczywiście "szaramysz" ma rację jeśli tak: nie wszystko było złe,
                      nie wiemy tak do końca co było realne a co nie. Kilka dni temu była
                      rozmowa z p. Dyrektor w R.Sz. o historii Filharmonii - to oczywiście
                      nasza niezastąpiona Pani Halinka zrobiła - i tam także i prof.
                      Szczęsny kilka bardzo ciekawych informacji podawał...nie wiedziałem
                      na przykład, że początkowo to faktycznie była jedynie aula Rady
                      Narodowej i tylko na czas koncertu rozstawiano luzem krzesła dla
                      słuchaczy a po koncercie - sprzątano...i "władzy ludowej" wcale to
                      nie przeszkadzało, nie widziała tu potrzeby żadnych zmian, bardzo
                      trudno było przekonać, że trzeba zrobić salę tylko do koncertów...to
                      rzeczywiście rzuca inne światło na stosunek "władz" do Filharmonii.
                      Oczywiście nie wycofuję się z niczego co napisałem, ale przyznaję,
                      że nastąpiło mimowolne "przerysowanie" - w tym znaczeniu, co powyżej
                      i teraz jak to już rozumiemy - mogę nawet przeprosić.
                      • Gość: karolek Re: Filharmonia Szczecińska to nie antykwariat IP: *.libra.ar.szczecin.pl 05.03.09, 14:46
                        Władzy a szczególnie "ludowej" bardzo daleko było do zrozumienia
                        rzeczywistych potrzeb instytucji oraz ludzi kultury, było ta
                        całkowicie jej obce, bo albo wywodziła się z "proletariatu" i awansu
                        społecznego opartego na opinii partyjnej, albo ze świata polityki -
                        czyli jeszcze gorzej...
                        A jak jest dziś? Jak daleko jest do świata tultury politykom i
                        działaczom współczesnym; już nie wspominam o Samoobronie Leppera,
                        ale o "liberałach" od tej "niewidzialnej ręki" ...?
                        Ciekaw jestem: czy Pani Dyrektor Agata Stankiewicz będzie się po
                        prostu jedynie ograniczała do ... realizacji zaleceń l e k a r s k
                        i c h, czy też ma jakiś własny plan i jakieś własne rozeznanie -
                        połączone z charakterem i samodzielnością? Obawiam się, że od tego
                        zależy "być albo nie być" Filharmonii w sensownym jej kształcie. Jak
                        trzeba - Pani Dyrektor - to ja - co do Filharmonii - chętnie
                        pomogę... :-)
    • Gość: faqt Ale bzdury koles popisales... IP: *.dip.t-dialin.net 05.03.09, 15:26
      Muzycy to nie "gornicy" specjalisto od pisania bredni i takie porownanie aczkolwiek pozornie blyskotliwe jest totalnie chybione. Muzyka TRWA w czasie, dlatego "muzycy-gornicy" to i gornicy i kopalnia i wiekszosc sprzetu w jednym. Wiem skad ci to porownanie przyszlo do glowy, ale teraz wyciagnij paluszek i prosze umyc rece. Muzycy maja calkowite prawo do glosu - ONI PRZEDE WSZYSTKIM. Tylko to jest gwarancja profesjonalnego poziomu. Jezeli tak nie jest to znaczy ze system jest bardzo chory.
      Po drugie - kiedy i gdzie widziales ogloszenie otwartego konkursu na pozycje tego swietlanego i obciazonego az taka kolosalna odpowiedzialnoscia supermana-Dyrektora-Artystycznego ? Juz podpowiem - nigdzie, poniewaz takie pozycje sa w Polsce (inaczej niz w Afryce i Chinach) stricte z politycznego rozdania. Kto je "wygrywa" ? Sam sobie odpowiedz - ten kto juz sobie wczesniej wybudowal dom. Zanim zaczniesz paszcze wycierac orkiestra zrozum ze ci ludzie sami powinni o tym decydowac z kim graja i w ich najlepszym interesie jest to robic dobrze. Nie "uzurpuja sobie" tylko maja psi obowiazek - rowniez w obronie interesow melomanow i kultury danego miasta. Muzykow "tutti" jest w orkiestrze 80% - oni nie sa gorsza rasa, wiele osob gra tutti, poniewaz akurat nie bylo otwarcia na "solo" - co nie znaczy ze sa w czymkolwiek gorsi. Bez muzykow tutti o ktorych piszesz z takim lekcewazeniem bedziesz mial kwartet smyczkowy.
      Po trzecie - wytknij nos z grajdola w ktorym siedzisz i zobacz co sie dzieje na swiecie - coraz wiecej orkiestr wywala tzw. "szefow" razem z ich ukladami i spolkami i same prowadzi swoj managamenent. Przyklad ? London Symphony. Kiepsko graja ? Czasy gdy jakis cienias siedzial sobie dziesiatki lat jako dyr. Filharmonii w Polsce z nadludzka wladza w kieszeni dobiegaja konca, w Polsce z wielkim opoznieniem, ale tez. Z tego nalezy sie tylko cieszyc.
      Po czwarte - wyrazanie opini to demokracja i sluzy informowaniu spoleczenstwa. Rzetelna i szczera informacja to podstawa, nawet jezeli to bolesna informacja. "Opinia nie jest skandaliczna przez to ze zostala wygloszona dziennikarzowi" stukniety filozofie. To przyklad odwagi ! Myslisz te ten czlowiek nie wie ze ryzykuje swoja praca i pozycja zeby cos zmienic na lepsze ? To jest ten skandal dla ciebie ??? Zycze choc odrobine takiej odwagi.
      A na koniec mala opowiastka - prawdziwa. Dyrektor muzyczny pieni sie na orkiestre (jedna z najlepszych w Europie..), ubliza muzykom, wkurza sie o byle co, traktuje ludzi jak smiecie, itd.
      W pewnym momencie daje Auftakt - a tu cisza...nikt nie zagral ani jednej nuty. Powtarza numer skad zaczynamy, Auftakt,...a tu cisza.... Dyrektor robi sie purpurowy na twarzy. Koncertmistrz wstaje i mowi - Maestro, tak pan brzmi bez nas, chcialby pan kontynuowac z nami prace, czy.. ? Reszta proby przebiegala wyjatkowo milo.
      • Gość: ewcia Re: Ale bzdury koles popisales... IP: *.chello.pl 05.03.09, 16:09
        Przykład odwagi - wygłaszanie opinii w imieniu całego zespołu nie mając na to
        upoważnienia :-D I po co ty klarnet, o przepraszam fagot ubliżasz karolkowi? -
        możesz się z nim nie zgadzać, nawet jeżeli przesadza to może wreszcie kogoś
        wkurzy i poruszy. A jeśli chodzi o tą opowiastkę to nie u nas, u nas na pewno by
        byli tacy którzy zagrają, niestety, chociaż w Regulaminie Zakładowym mamy
        napisane dosłownie " wszyscy pracownicy są zobowiązani do zachowania ciszy w
        czasie prób i koncertów" :-/
        • Gość: faqt Re: Ale bzdury koles popisales... IP: *.dip.t-dialin.net 05.03.09, 16:22
          klarnet? fagot ? hmm ? halo? nie ublizam karolkowi, komentuje "natychmiastowego".
          • Gość: ewcia Re: Ale bzdury koles popisales... IP: *.chello.pl 05.03.09, 16:36
            ja też z natychmiastowym (zablokowanym)-karolkiem nie zgadzam się w paru
            kwestiach, wiele mnie razi chociaż gość prawdę pisze (jak to napisał
            googler-90%), skoro można do prasy podawać wiadomości w imieniu orkiestry to
            chyba można pisać co się wie o "kuchni" ?
            • Gość: faqt Re: Ale bzdury koles popisales... IP: *.dip.t-dialin.net 05.03.09, 17:04
              Pewnie ze mozna..nawet trzeba. To co sie dzieje w Polsce to poczatek drogi ktora
              inne zespoly - tez z bolami - przechodzily np. na Zachodzie dziesiatki lat temu.
              Bialystok, Lodz, itd. To trudne, szczegolnie w czasach gdy niby jest
              kryzys..kazda negatywna opinia na temat orkiestry jest niebezpieczna.
              Problem w tym ze sa pewne mechanizmy ktorymi mozna zblizyc orkiestre do ludzi,
              to kwestia programowania, organizacji, zbierania poparcia, itd. Jestesmy w tej
              kwestii w powijakach - wejdz na strone jakiejkolwiek duzej orkiestry w USA. To
              jest ten "bufor bezpieczenstwa" ktory niweluje nieporozumienia, to sa ludzie
              ktorzy sa blisko orkiestry, wielu z nich bardzo wplywowych, osoby publiczne
              ktore popieraja zespol i wystepuja w jego obronie. U nas tego nie ma, nie znam
              ani jednego szefa orkiestry ktory sie w to zaangazowal - w USA to jest
              wazniejsze od dyrygowania...(niemal niestety..). Dlatego szlag mnie trafia jak
              jakis patafian-meloman uwaza ze "nie powinno sie wypowiadac", ze to wszystko
              mozna ustawic, skanalizowac i kontrolowac - jak za starych, dobrych czasow. Moze
              to mala wolnosc i moze to niewiele, ale z tego ma szanse wyrosnac dojrzala
              dzialalnosc administracyjna, wplywowa Rada Orkiestry, zaangazowanie samych
              muzykow w dzialalnosc zespolu. I o to chodzi.
              • Gość: ewcia Re: Ale bzdury koles popisales... IP: *.chello.pl 05.03.09, 19:10
                szczecin to nie USA, nam daleko do takiej kultury-bycia,współpracy, organizacji,
                poziomu życia, nawet ubioru,więc chyba " na początku musi być wielki wybuch"?
                Nie wiem czy to dobre porównanie. Owszem, karolek przegina, specjalnie, właśnie
                ostatnio to tłumaczył, ale on ma rację- u nas za dużo muzycy dyskutują, Rada dba
                o solistów a muzyków tutti nie ma w radzie i nie mogą się bronić. Od
                działalności administracyjnej jest administracja, a nie muzycy. Od zarządzania
                jest dyrektor. U nas Rada Artystyczna decyduje ile kto zarabia, zamiast tylko o
                artystycznych sprawach. Atmosfera koleżeńska jest taka jak pisze karolek-
                niedobra. Chcesz oszukiwać ludzi melomanów że jest fajnie? ludzie są
                inteligentni i słyszą w naszych koncertach że nie jest ok. Karolek przerysowuje
                ale nie kłamie.
                • Gość: googler Re: Ale bzdury koles popisales... IP: *.szczecin.mm.pl 06.03.09, 00:11
                  sorry, ale z tego, co se orientuje, to nie rada artystyczna, ale
                  dyrektor naczelny decyduje o wysokosci podwyzek. moze w prozumieniu
                  z artystycznym ale chyba nie rada? na pewno jest tak, ze kazdy z
                  rady swoje na niej zalatwia, bo to normalne, ze najpierw mysli sie o
                  wlasnej d... a potem o innych, ale mimo wszystko nie raz kiedy
                  zglaszalem problem kolegom z rady (zwlaszcza jednemu perkusiscie),
                  bylo to (podobno) naradzie zalatwiane, w kazdym razie odczulem to ze
                  ktos o tym rozmawial.
                  faktem jest, ze w naszej filharmonii rada ma raczej zadanie
                  paskudne - wentyla bezpieczenstwa dla dyrekcji. on sobie pogada,
                  przypodoba sie komu trzeba, a ci z rady pogadaja i tez dostana
                  swoje. kazdy jest zadowolony, a mierne zarzadzanie kwitnie.
                  i tezfakt, ze, dopoki nie znajdziemy w orkiestrze wspolnego jezyka,
                  nie zaczniemy dzialac jak jeden zespol (teamwork - usa?), nie bedzie
                  lepiej.
                  ale tu juz wracamy do poczatku dyskusji po raz kolejny...
                  • Gość: szaramysz Re: Ale bzdury koles popisales... IP: 83.168.70.* 06.03.09, 14:30
                    No własnie , zaczynamy kręcić się w kółko. A z tego co ja się orientuję to naczelny mówi ile ma kasy na podwyżki i prosi żeby artystyczny podzielił, a on z kolei woła radę.....
                    • Gość: googler Re: Ale bzdury koles popisales... IP: *.szczecin.mm.pl 07.03.09, 01:39
                      rada i tak nic nie powie ponad to w czym ma interes.
                      A podwyzki to tylko wyrownanie inflacji i ewentualnych spadkow
                      wartosci zlotowki...przeciez 200 zlotych brutto np to jakies 130 na
                      reke, ludzie...to jalmuzna nie pieniadze...
                      szkoda gadac, nudne to juz jest
    • Gość: karolek W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 08.03.09, 12:10
      W zasadzie nie chciało mi się reagować na to "coś" - co tu
      napisał "faqt" - jest to zresztą jak widać dość jednoznacznie
      ocenione choćby samą już skromnością zainteresowania tą wypowiedzią
      w porównaniu do dotychczasowych łącznie ponad 260 ważnych i
      ciekawych postów w sprawie Filharmonii - materiału do przemyśleń dla
      władz miejskich. Ta jedna wypowiedź jest nie tylko niekulturalna
      (wręcz po prostu obrzydliwa) ale głównie w naszych warunkach po
      prostu... futurystyczna. Nie wspominam wiec o jakichś paskudnych
      uwagach personalnych świadczących o "zamiłowaniach" które by
      normalnemu kulturalnemu człowiekowi nawet nie przyszły do głowy. Już
      sam nawet nick autora (faqt - czytaj fak-ju-ti), wyjaśnia sens i
      treść jego osobistej wypowiedzi. Ale cóż zrobić... Mniejsza z tym.
      To świetny popis i przykład zachowania muzyka - elity
      kulturalnej ...tak bardzo nam "drogiej" (mam na myśli pozycję w
      budżecie miasta - o czym za chwilę) - orkiestry.
      Co do treści wypowiedzi - jednak odniosę się do niej w paru
      zdaniach; - zastanowiło mnie mimo wszystko - bo to ciekawostka
      przyrodnicza; - czy to jakiś "jajogłowy" się naćpał, czy odwrotnie;
      jakiś naćpany się naczytał w internecie o "amerykańskich
      nowoczesnych orkiestrach symfonicznych"...i nie wiem, i to i tamto
      nie jest wykluczone.

      Sami Państwo widzicie - tu zwracam się jak zwykle do Radnych i
      Zarządu Miasta oraz Pani Dyrektor Odnośnego Wydziału - z jakim
      problemem mamy do czynienia. Biedny człowiek. bez użycia silnych
      środków psychotropowych czegoś takiego nikt by nie napisał...
      Wygląda na to, że - jeśli nie poświęcicie sprawie funkcjonowania
      instytucji kultury należytej uwagi, nie przestaniecie - i to
      natychmiast - lekceważyć tak jak dotychczas bałaganu, samowoli i
      niekompetencji tam panującej, to ...jak pisze "faqt" po prostu
      stracicie pracę, nastąpi rewolucyjne obalenie Dyrektora Wydziału
      Kultury i Dyrektorów Filharmonii. Trzeba zrzucić z siebie to jarzmo
      wyzysku i obalić władzę dyrektora, który tak strasznie pogardza
      sławnymi i świetnymi muzykami, co więcej: czepia się każdego fałszu,
      każe artystom grać tak - jak on sam to uważa za słuszne - nie pyta
      działaczy Zbynia, Pawełka czy Robercika; gnębi drań wielkiego i
      swobodnego ducha wolności artystycznej, czepia się takich głupot i
      drobnostek jak rytm, trzymanie tzw. pionów (co muzykom zawsze nawet
      w godzinach pracy trudno przychodziło, wszak napisał ktoś: można
      grać na trzeźwo, ale po co ryzykować?; co jak co, ale OBALAĆ to
      niektórzy nawykli), co dopiero mówić o "pionach" dźwiękowych; a
      nawet intonacji się czepia tyran, despota czyli tak zwanej czystości
      gry. Dosyć już waszej - Radni i Dyrektorzy - nadludzkiej władzy!
      Muzycy ruszą z posad bryłę i was obalą, ponieważ:
      - (cyt): "czasy gdy jakiś cienias siedział sobie dziesiątki lat
      jako dyr. Filharmonii w Polsce - z nadludzką władzą w kieszeni -
      dobiegają końca, w Polsce z wielkim opóźnieniem, ale też." (koniec
      cyt.) Z jaką nadludzką władzą? Np. kto taką ma? A kto
      tego "cieniasa" tam powołał i tolerował przez "dziesiątki lat" ?
      Dlaczego ten tak "odważny" muzyk nie przeciwstawił się "cieniasowi"
      tylko jego zastępcy - niezwykle doświadczonemu artyście z wielkim
      dorobkiem ?
      - (cyt.) "coraz więcej orkiestr wywala tzw. "szefów" razem z ich
      układami i spółkami i same prowadzi swój managamenent. (koniec cyt.)
      Zamieniają "układy i spółki" swoich szefów na własne -
      przewodniczącego i kolesiów ?
      Widać więc, że tu powstał jakiś orkiestrowy LEŃ-IN, zamierzający
      robić rewolucje. Ale my doskonale wiemy, że tamten Lenin robił
      rewolucję tylko po to, aby on sam i jego paru kolesiów mogli dorwać
      się do władzy. "Faqt" szermuje hasłem "orkiestra": orkiestra zrobi,
      orkiestra wywali...ale my wiemy, że "orkiestra" - to stu czy nawet
      czasem stu kilkudziesięciu indywidualistów, skłóconych, zawzięcie
      rywalizujących ze sobą o wszystko, łączących się jedynie w
      niewielkie kółka towarzyskie. Orkiestra to z natury pojęcie
      abstrakcyjne. Widocznie - idąc za przykładem Ludwika XV - uważa,
      że "Orkiestra - to Ja", Wasz Przewodniczący. No przecież ktoś musi
      rządzić a dyrektora żeśmy obalili...więc "tera k. MY!"...
      Ale ja się nie dziwię. To zawsze tak się kończy, kiedy BRAK
      GOSPODARZA.
      Pytałem - już dwukrotnie - jaka jest rola i zadania Dyrektora
      Artystycznego i czym on się różni od gościnnych dyrygentów, dając
      tym pretekst do wymiany opinii, wyjaśnienia nakierowanego na
      oświecenie decydentów ... ale nikt nie podjął tego tematu, za to
      takie "wojenne pogróżki"...? Omijanie tego tematu jest bardzo
      znaczące...cóż, będę musiał sam to wyjaśnić zarządowi miasta.
      • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 08.03.09, 12:16
        Dalej pisze "faqt":
        (cyt)"Muzycy to nie "górnicy" specjalisto od pisania bredni i takie
        porównanie aczkolwiek pozornie błyskotliwe jest totalnie chybione.
        Muzyka TRWA w czasie, dlatego "muzycy-górnicy" to i górnicy i
        kopalnia i większość sprzętu w jednym. Muzycy maja całkowite prawo
        do głosu - ONI PRZEDE WSZYSTKIM. Tylko to jest gwarancja
        profesjonalnego poziomu. Jeżeli tak nie jest to znaczy ze system
        jest bardzo chory" (koniec cyt.)
        Łącznie z dywagacjami na temat "Amerykańskich Orkiestr" czy London
        Symphony - to futurystyka o tyle, że tu u nas, na naszym poziomie
        rozwoju - na razie jeszcze panują inne zasady. Faqt nam śpiewa znaną
        piosenkę: "tu na razie jest ściernisko, ale bedzie San
        Francisko...". Bedzie...kiedyś bedzie, ale na razie ...jest
        ściernisko. Nie da się od razu od ścierniska przejść do „San
        Franciska” - Panie Fakju-t. Na razie w Polsce jest jeszcze tak, że
        ktoś, kto ma pieniądze albo jak w tym przypadku - prawo dysponowania
        pieniędzmi publicznymi - zakłada i organizuje firmy i ma prawo
        całkowicie władać nimi i decydować o wszystkich sprawach ich
        dotyczących. W Polsce w imieniu "ludzi" działa demokratycznie
        powołana władza, np. w imieniu i interesie mieszkańców Szczecina
        działa Zarząd Miasta - jako władza wykonawcza i Rada Miasta - jako
        władza decydująca - podległa jedynie ustawom. Ten kto założył firmę
        i płaci - ten decyduje, zarządza i organizuje, a nie "robotnicy"
        których wynajął do pracy. Czas darować sobie rewolucyjne hasełka -
        Panie Leń-in.

        Cale społeczeństwo - poprzez budżet centralny, oraz mieszkańcy
        Szczecina dodatkowo jeszcze - poprzez podatki, opłaty lokalne i
        wykupowanie biletów wstępu - finansują istnienie Filharmonii
        Szczecińskiej i pensje jej pracowników - łącznie tymczasowo ok. 3,4
        miliona złotych rocznie na same tylko płace, a wszyscy wiemy - że
        prawidłowo powinno być dwa razy więcej.
        Właśnie to że piszemy tu o funduszach publicznych - powoduje, że nie
        może być mowy o "samodzielnym decydowaniu co grać i z kim" jak by
        chciał Faqut. Przypomina mi się tu niedawny happenning zorganizowany
        przez Piotra Muszyńskiego pod hasłem "Cały Szczecin karmi Ptaka".
        Oczywiście chodziło o tego Ptaka związanego z "Pogonią" i jego
        stosunek do publicznych pieniędzy. Dziś Faqt mówi: dawajcie nam -
        "orkiestrze" - kochani durni szczecinianie - ciężkie pieniądze,
        miliony waszych społecznych pieniędzy - utrzymujcie nas i karmcie a
        my - "orkiestra" - już sami wam "zrobimy dobrze", będziemy się samo-
        rządzić i będziemy nawet bronić Waszych interesów - melomani
        kochani..." Tu już sporo tupetu wykazał Fakju-t. Ale to bzdura -
        kompletna bzdura - na dziś: tym kto zarządza publicznymi pieniędzmi -
        jest zarząd miasta, to on wynajmuje do pracy muzyków w orkiestrze -
        upoważniony przez mieszkańców wynikiem wyborów Prezydenta Miasta, on
        im płaci za pracę, on tą pracą zarządza i on decyduje - przy
        współudziale opiniodawczym reprezentacji orkiestry - z kim i co ma
        ta orkiestra grać. Muzycy - pracownicy wynajęci na koszt miasta do
        pracy artystycznej w orkiestrze miejskiej - podlegają dyscyplinie
        pracy i mają artystycznie zrealizować wizję utworów realizowaną
        przez Dyrygenta, podlegają jego poleceniom i jego ocenie. Jak będzie
        potrzeba - będzie nowy happening "Cały Szczecin karmi Orkiestrę"...
        Absolutnie niedopuszczalne jest na tym etapie jakieś "samo-rządzenie
        się" publicznymi pieniędzmi" i nawoływanie do tego szkodzi Miastu i
        Orkiestrze , a nie pisanie prawdy.
        Przypadki - gdy orkiestra sama przejmuje funkcje managera i po
        części zarządu - dotyczą zupełnie innych uwarunkowań, innego poziomu
        cywilizacyjnego społeczeństw dłużej w spokoju i samodzielności się
        rozwijających; dotyczą przypadków, gdy orkiestra jest finansowana
        przez prywatne konsorcja, z dużym udziałem kapitałów prywatnych,
        sponsoringu, wsparciem znanych osób - i nie może to mieć wiele
        wspólnego z pieniędzmi publicznymi. W Polsce gdzie Instytucje są
        finansowane w całości z funduszy publicznych - nie jest to możliwe
        prawnie - dlatego to futuryzm. Dlatego – pod tym względem – muzycy
        niczym się nie różnią od górników. Pod tym względem muzycy są tak
        samo pracownikami najemnymi i tak samo muszą się podporządkować
        dyscyplinie pracy, tak samo obowiązuje ich „warsztat zawodowy nabyty
        w szkole państwowej na koszt społeczeństwa” oraz tak samo nie
        decydują sami w którą stronę oraz na jakiej głębokości budować
        chodniki. Na tym się po prostu nie muszą znać i nie znają, nie
        znając się na tak wielu rzeczach... realizują po prostu wytyczne
        zarządy.
        • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 08.03.09, 12:31
          Jest tu jeszcze i inna bzdura: były już eksperymenty ale mimo
          kompetencji - prof. Religa jako lekarz nie naprawił służby zdrowia
          właśnie dlatego że był lekarzem. Powierzenie naprawy Straży
          Miejskiej – Komendantowi tejże Straży spowoduje, że nie zostanie ona
          naprawiona; straż miejska ustalając sama swoje obowiązki a nawet
          program naprawczy - nie robi zupełnie nic, a z pewności nie to do
          czego została powołana, musi to zrobić ktoś "z zewnątrz" i tylko
          wówczas może to się udać. Nawet mądrzy lekarze - nie leczą się sami,
          tylko proszą kolegow. I tak dalej... To fakty oczywiste, powszechnie
          znane. Ale niestety nie minęła moda na z góry nieudane eksperymenty:
          ta „orkiestra” sama się nie zreformuje, nie naprawi i nie będzie
          się „zarządzać” - to nie jest możliwe...Proponować to może tylko
          największy wróg orkiestry, zwolennik jej likwidacji i przejęcia jej
          budżetu. Wyraźnie jednak rysuje się tutaj już rzeczywisty charakter
          tego "rewolucyjnego" pomysłu...
          Dla nas niedoścignionym wzorem są na razie jeszcze orkiestry
          niemieckie, z ich profesjonalnym podejściem do zawodu, dyscypliną,
          poważnym traktowaniem pracy, obowiązków i ograniczeń stąd
          wynikających, naturalnym umiłowaniem pięknego dźwięku instrumentu...
          Na razie spróbuj Faqt dorównać muzykom z Neubrandenburga, co będzie
          bardzo trudne, potem - o ile Ci się uda dorównać - pogadamy o
          poziomie krajowym a dalej - Londynie czy USA. (Oczywiście - Ty
          jesteś przekonany, że jesteś lepszy, jesteś geniuszem i wspaniałym
          solistą, co ci tam jakiś Neubrandenburg...)

          Jednym z przypadków, gdy szef orkiestry zostaje wyłoniony drogą
          wygrania międzynarodowego konkursu - jest właśnie choćby pobliski
          Neubrandenburg (Malzew), dlatego o tym miejscu wspomniałem. Wiec
          jest to możliwe i daje dobre efekty - oczywiście w środowisku
          normalnych muzyków zawodowców a nie "rewolucjonistów". W Szczecinie
          ani Pani JIS, ani tym bardziej Pan O. - nie byli i nie są "z
          politycznego rozdania" - to bzdura. Akurat oni oboje "wybudowali
          sobie domy" dopiero po zajęciu stanowiska dyrektorskiego i wręcz -
          dzięki temu, a nie przed - jak pisze Faqt.

          Nigdy nie pisałem z lekceważeniem o muzykach tutti. Wręcz
          przeciwnie - broniłem ich. Pisałem, że szkoły produkują samych
          solistów, wirtuozów o wybujałym indywidualizmie i nadętym jak balon
          Montgolfierów - "ego" ,z powodu chorobliwej konkurencji wprowadzanej
          w szkołach. Prawdziwy muzyk tutti rozumie swoją rolę w orkiestrze i
          po pierwsze "słucha całości" szczególnie swojej grupy (smyczki) i w
          tę całość się wtapia - a nie słucha tylko i wyłącznie siebie a jak
          mu inni przeszkadzają - to gra trochę głośniej, trochę szybciej albo
          choć ciut wcześniej niż koledzy - jak to jest u nas; po drugie - z
          definicji - słucha i dokładnie realizuje wytyczne Dyrygenta - bo bez
          tego nie można być "tutti". Ale jak pisze Faqt - u nas każdy jest
          solistą a gra tutti tylko dlatego, że akurat "nie było otwarcia
          na "solo". Więc to Faqt nie rozumie istoty gry w orkiestrze i
          wartościuje muzyków tutti negatywnie - nie ja. Po prostu wystarczy
          poczytać wześniejsze posty ze zrozumieniem.
          Współczesne programowe odtwarzacze plików dźwiękowych - choćby
          rosyjski darmowy AIMP-2 - pozwalają bardzo "spowolnić" muzykę bez
          zmiany tonacji i miejsca na skali. Przy takim niewielkim nawet
          zwolnieniu - słychać jak grają nasi smyczkowcy...i płakać się chce
          czasami...
          • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 08.03.09, 12:44
            Pisałem i nadal tak uważam, że negatywna opinia o Dyrektorze
            Artystycznym - sprokurowana przez muzyka tutti Pana Baturo jest
            uprawniona - jako wyraz prawa do wygłaszania własnych lub
            związkowych opinii, ale jest skandaliczna dlatego, że została
            wypowiedziana publicznie, zupełnie niepotrzebnie upubliczniona. Po
            co. Dyrektor Artystyczny pracuje i wypełnia swoje obowiązki do
            sierpnia, więc po co podawać do publicznej wiadomości w styczniu, że
            przestał być Dyrektorem - z inicjatywy Związku Zawodowego.
            Skandaliczne jest to, że Dyrektor Naczelny bez skonsultowania się z
            Zarządem Miasta natychmiast "rzucił się" do poszukiwania innego
            Dyrektora i w ciągu 2 - 3 tygodni obiecał Podać nazwisko Nowego
            Dyrektora - podczas gdy dotychczasowy jeszcze pracuje przez wiele
            miesięcy i wcale nie kwestionował tej decyzji. Upublicznianie tej
            sprawy było zupełnie zbędne, niczemu nie służyło, nie mialo żadnego
            znaczenia praktycznego dla melomanów, cała niniejsza dyskusja od
            tego się rozpoczęła. Dla publiczności nie ma to żadnego znaczenia -
            i tak jest ona skazana na decyzję zarządu i o zmianie Dyrektora
            powinna dowiedzieć się dopiero przed pierwszym koncertem Nowego
            Dyrektora - a więc na inauguracji sezonu 2009/10. Tak by było
            kulturalnie, elegancko - jeśli te określenia coś mówią "Faqut-owi"
            To nie jest żadne bohaterstwo Przewodniczącego - tylko zupełnie
            niepotrzebna złośliwość i chęć publicznego upokorzenia Pana Zygmunta
            Rycherta. Przewodniczący niczym nie ryzykuje bo zgodnie z ustawą o
            związkach zawodowych jest "nietykalny" - więc nie wykazał się żadną
            odwagą - tylko prymitywną podłością, małostkowością, chęcią
            podbudowania swojego "ja", udowodnienia kolegom jaki to jest ważny,
            być może miał być to także jakiś sygnał adresowany do innych
            Filharmonii. Skoro "miał być" - to i jest, a że "troszkę inny"...
            Nie jestem "zwolennikiem" Pana Rycherta i nie mam żadnych
            kompetencji występować po którejś ze stron, bronię tu jedynie
            kultury, prawa do godności, szacunku należnego człowiekowi z
            wielkimi osiągnięciami.

            Co do przywołanej tu - a starej jak świat - dykteryjki dla laików,
            którą słyszałem już setki razy:
            To przykład, jak się podnoszą na duchu niektórzy muzycy, tak
            cierpiący z powodu niedowartościowania... Dyrygent nie ma prawa być
            niegrzeczny, wulgarny, niekulturalny, agresywny - temu się trzeba i
            można kategorycznie przeciwstawić. Zresztą konieczność taka
            występuje niezwykle rzadko. Podawanie instrukcji jak i co ma zostać
            zagrane, uwag odnośnie braków technicznych - nie jest zlośliwością
            tylko obowiązkiem dyrygenta. Muzycy nie mają prawa "nie wejść" na
            sygnał Dyrygenta, sabotowania jego poleceń - bo to jest złamaniem
            dyscypliny pracy i wystąpieniem przeciwko podstawowym zasadom
            zawodowym. Muzycy mają pełna swobodę kształtowania swojej osobistej
            kariery artystycznej; mogą sami sobie dobierać repertuar,
            akompaniatorów, wybierać zespoły lub tworzyć własne, realizować
            własne plany i programy koncertowe, być dla samych siebie lub
            usługowo - dla swoich znajomych managerami, a nawet komponować
            własne utwory, dyrygować nimi itp. Tu jest i zawsze była pełna
            swoboda.
            Ale w orkiestrze nie ma i nigdy nie było ani nie będzie takiej
            swobody; czy to był jakiś mecenas Książę, król, cesarz, biskup -
            który z własnej kiesy finansował orkiestrę ale narzucał co, kiedy i
            w jaki sposób ma ta orkiestra grać, wymagał stroju dworskiego,
            dyspozycyjności i kompetencji - czy to mieszkańcy miasta finansujący
            miejską orkiestrę poprzez wybrany przez siebie Zarząd - to na jedno
            wychodzi.
            • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 08.03.09, 12:49
              "...szczególnie w czasach gdy niby jest kryzys...każda negatywna
              opinia na temat orkiestry jest niebezpieczna..." - to nawoływanie do
              koniunkturalizmu, fałszu, zakłamania i picu-fotomontażu: nie ważne
              jaka jest PRAWDA - ważne żeby nie wygłaszać negatywnych opinii -
              twierdzi ktoś, kto przed chwilą tak zaciekle bronił prawa do
              upubliczniania własnych demokratycznych opinii, informowania
              społeczeństwa poprzez prasę itp. Demokracja jest jedynie dla
              pozytywnych opinii i jedynie do dyspozycji Przewodniczącego -
              prawda? Tak uczyła Pani Starsza. I Lenin.

              Nie ma takiej możliwości, aby "orkiestra" się samo-rządziła za
              publiczne pieniądze. Najpierw musimy dojść do poziomu orkiestr
              niemieckich, stanu dyscypliny, świadomości, kultury i zamożności
              muzyków orkiestr niemieckich, potem można iść dalej ... nawet i
              do "teamwork". Dziś - z tą słomą w bucikach - głupio by było udawać
              Amerykanina - Panie "Fak-ju-t"...w tym się specjalizują "artyści zza
              Buga".
              Ale tu wyłania się goła prawda i sedno całej sprawy. Oczywiście
              rewolucjonista zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że w Polsce są
              zupełnie inne uwarunkowania i nikt takiego "działacza" nie dopuści
              do publicznych pieniędzy. Po prostu prawo tego zabrania. Na tym więc
              polega cały pomysł; pozbyć się doświadczonego i kompetentnego
              Dyrygenta i organizatora, najlepiej nikogo na jego miejsce nie
              angażując, a pozostawić niekompetentnego i uzależnionego "sztukasa" -
              pachołka "orkiestry"i wtedy ...samemu przejąć realne zarządzanie -
              pod hasłami wolności i sztuki, rzekomo "w imieniu Orkiestry" - a tak
              na prawdę - to wbrew interesowi orkiestry a jedynie dla siebie i
              swoich paru kolesiów "zacofańców". Fajny plan „wydojenia”
              mieszkańców tego miasta z pieniędzy. Ale do tego nie dojdzie. Bardzo
              szanuję naszą Filharmonię i jest mi bardzo potrzebna - ale nawet
              przy takiej jak dotychczas całkowitej bierności tych co mają
              sprawować zarząd w imieniu mieszkańców miasta - zrobię wszystko aby
              nie dopuścić do powodzenia takiego planu. Szkoda tu tylko dużej
              części tych normalnych, rzetelnych muzyków zawodowców, chcących
              pracować i odnosić sukcesy wraz z Instytucją...ale cóż: sami sobie
              winni, dlaczego milczą i dają sobie niszczyć instytucję. Ostatecznie
              najwyższą władzą stanowiącą każdego związku jest w Polsce Ogólne
              Zebranie Członków Związku, w każdej chwili - tak jak powołało zarząd
              związku, tak i może każdej chwili ten zarząd odwołać ...lub
              zmienić...
              • Gość: googler Re: W obronie Filharmonii IP: *.szczecin.mm.pl 09.03.09, 00:11
                karolku...
                niestety pointa tego wszystkiego zawiera sie w liczbie osob ktore
                zagladaja na forum...i pisza cos w tym wlasnie watku...5-10 osob to
                maksimum...niestety, prawda jest taka, ze, jak mowia szczecinianie,
                wiekszosc "ch... kladzie" na to co sie wydarzy w naszej filharmonii
                a kultura wysoka kojarzy sie predzej ze stwierdzeniem: "nie warto,
                bo trzeba sie wysilic umyslowo i emocjonalnie, zeby zrozumiec i
                przezyc", niz ze stwierdzeniem: "warto sie ty zajac, pojsc,
                posluchac, wspierac, bo dzieki temu ja, moi znajomi, Szczecin,
                region, bedzie postrzegany jako cos wiecej niz region upadlej
                stoczni, wioska z tramwajami, miasto bez slonca zatopione we mgle i
                deszczu..."
                dopoki nie zmienimy mentalnosci i myslenia szczecinian, filharmonia
                w tym miejscu nie ma sensu. mozemy grac, muzykowac, ale w wiekszosci
                przypdakow robimy to dla niedobitkow, ktorzy wykupili abonament 45
                lat temu i teraz chodza d filharmonii z przyzwyczajenia lub z pasji
                zycia, bo taka a nie inna droge wybralismy w swoim zyciu - byc
                artysta muzykiem. Niezaleznie od przewalanek na gorze to muzyka
                winna byc naszym mottem, mysla przewodnia, czyms co daje nam energie
                do zycia, chec do dalszej pracy...
                ale komu ja to pisze. garstce wariatow, ktorym tez zalezy. reszty
                nie przekonam, bo powiedza, ze jestem swirem...

                ech...
                • Gość: Ania Re: W obronie Filharmonii IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.03.09, 23:37
                  Nie jesteś świrem. Świry to ci, którzy wywalili muzykę z programów
                  szkół, ci, którzy wywalają publiczne pieniądze na żałosne
                  imprezy "muzyczno"-piwne,ci, którzy traktują instytucje kultury jako
                  miejsce bezpieczne dla kolesiów - dyletantów w tej dziedzinie itd...
                  Ty jesteś normalny!!!
                  • cool_turalny Re: W obronie Filharmonii 10.03.09, 04:25
                    Ja Panu Karolowi mogę pogratulować przenikliwości spojrzenia i "doprecyzować" krytykę pomysłu, żeby to muzycy orkiestry wybierali swojego dyrektora artystycznego.

                    Londyńska Symfoniczna, Filharmonia Wiedeńska, Filharmonia Berlińska i większość orkiestr amerykańskich to rzeczywiście jedne z najlepszych orkiestr na świecie i zespoły gdzie muzycy sami wybierają swoich dyrektorów. Ale (i to jest OGROMNE ALE!) ktoś tu zapomniał, że są to instytucje prywatne-fundacje, a nie organizacje państwowe. Jako instytucje prywatne same odpowiadają za swój majątek i dotacje państwowe nie otrzymują automatycznie z rozdajnika, tylko muszą o nie walczyć z innym orkiestrami. Prawda jest taka, że muszą one ciągle konkurować z Wiener Symphoniker, Berliner Symphoniker czy London Philharmonic o pieniądze publiczne. Muzycy muszą dbać o poziom, bo odpowiadają za niego majątkiem nie tylko orkiestry (której akcje i dywidendy do nich należą), ale także swoim. Jeśli koncerty są słabe, nie przychodzi publiczność, brak nagród płytowych, kontraktów, tournee, to orkiestra wypada z rynku. Były już przypadki, że gdy tego typu orkiestry wpadały w tarapaty finansowe to musiały np. wyprzedawać swoje kolekcje instrumentów - nie dostawały na to pomocy z garnuszka państwowego. Muzycy dostawali po pensjach, bo musieli potem płacić za wypożyczanie instrumentów od prywatnej fundacji, która wcześniej je od orkiestry kupiła.

                    W Filharmonii Szczecińskiej takiej odpowiedzialności nie ma. Tu można ciągle wyciągać rękę po państwowe. Pensje nie zależą od poziomu grania, ale od tego ile da się "wyszarpnąć" z budżetu miasta. A że często przy braku międzynarodowych sukcesów "wyszarpnąć" się nie da, to jest potem tak jak jest - biedne pensje, ale kombinuje się jak by tu wyrwać się z prób i koncertów, urlopy na żądanie, chałtury na boku i stopniowe zmniejszanie ilości koncertów, żeby można było dorabiać po kątach. Niestety przypomina to trochę sytuację jakby urzędnicy z UM sami wybierali radnych i prezydenta miasta. Jak podatnicy mają rozliczyć filharmonię z jakości koncertów, które dostają za swoje ciężko zarobione podatki, jeśli UM zawsze może umyć ręce i powiedzieć, że poziom orkiestry i jej szef artystyczny zależą tylko od widzimisię muzyków? - trochę to postawione jest na głowie. Dlatego z polskimi orkiestrami nigdy nie będzie dobrze, dopóki nie pojawi się jeden z dwóch modeli: orkiestra jest dalej państwowa, ale jest kierowana przez kompetentnego menedżera mianowanego przez kompetentnych i znających się na sztuce polityków; orkiestra jest prywatna, ale wraz z innymi zespołami musi swym poziomem i jakością koncertów walczyć o subwencje państwowe (np. miasto dysponuje pulą pieniędzy na 20 koncertów symfonicznych w sezonie i 10 koncertów edukacyjnych, którą przyznaje temu zespołowi, który zapewni najlepszą jakość, ale i najlepszą cenę). Ten ostatni przypadek byłby napewno najlepszy i dawałby muzykom prawo do wyboru dyrygentów, ale i nakładał na nich obowiązek dbania o jakość orkiestry.

                    Kto jak kto, ale muzycy w FS dawno już nie mogli narzekać na brak wpływu na obsadę stanowiska dyrektora artystycznego - przynajmniej po kolei każdego potrafili "obalić". Wiłkomirski (słynne jego powiedzenie na pożegnanie "ja odchodzę, ale Pani X od tego nie będzie lepiej grała" do dziś ma chyba dość niepokojąco znajomy wydźwięk), Marczyk, Lipke, Salwarowski, teraz Rychert - wszystkich pozbywano się niemal w atmosferze skandalu, nawet jeśli po ich śmierci stawiano im tablice. Tak więc i teraz schemat się powielił - znowu tak naprawdę dyrektor artystyczny został wybrany pod presją muzyków i przyzwoleniem "słabego" naczelnego.

                    A dla tych, którzy zastanawiają się nad mądrością wyboru dokonanego właśnie przez to gremium i nad tym, czy przyczyni się on do rozwoju orkiestry i jej wyjście "na świat" mam krótki quiz:

                    Powiedzmy, że Mikołaj Diadura dostaje zaproszenie dla siebie i orkiestry na prestiżowy festiwal na zachodzie Europy. Wybiera:
                    a. jeden z czołowych zespołów świata, który ma na swoim koncie multum nagród płytowych, prężnie działające związki, jest rozchwytywany na kolejnych tournee, jednym słowem - Filharmonia Szczecińska.
                    b. Narodową Orkiestrę Ukrainy (co z tego, że tańsza, co z tego, że z jednego z największych krajów Europy, co z tego, że bogatymi tradycjami rosyjskiej szkoły kształcenia muzyków)
                    c. Seulską Orkiestrę Symfoniczną (no przecież nikt nie będzie patrzył na to, że przemawiają za nią egzotyka, sukcesy takich muzyków jak Sarah Chang, Myung Wha Chung, Myung-whun Chung i pękate kieszenie koreańskich samochodowo-elektronicznych czeboli - potencjalnych sponsorów).

                    Pytanie pomocnicze: Z jakiego kraju była orkiestra, z którą Pan Rychert ostatnio pojechał na koncerty do Szwajcarii, które najpierw obiecywał szczecińskim muzykom?

                    Ja powiem tylko jedną: mam nadzieję, że rzeczywiście do Berlina pociągi będę coraz częściej i szybciej jeździć. Chyba jednak warto będzie zainwestować w karnet jednej z tamtejszych orkiestr.
                    • Gość: googler Re: W obronie Filharmonii IP: *.szczecin.mm.pl 10.03.09, 09:53
                      cool_turalny, sprostowanie:
                      Z.Rychert pojechal do Szwajcarii z Ukraińską Orkiestrą dlatego, że
                      warunki finansowe jakie nam zaproponowano były rażąco uwłaczające.
                      Poza tym, ze to nasza pasja, to też nasza praca, a nikt o zdrowych
                      zmysłach nie będzie zostawiał rodziny dla tygodnia za granicą za
                      samą dietę...sorry. ale taka jest prawda. bez emocji. byłem przy
                      organizacji wyjazdu to wiem.
                      • cool_turalny Re: W obronie Filharmonii 10.03.09, 12:31
                        Uwłaczające? Hmmm... ciekawe. Szwajcaria to nie jest biedny kraj. Stać ich na to, żeby wydawać setki tysięcy franków na zapraszanie na festiwale chociażby do Lucerny, Gstaad czy Montreux najlepszych orkiestr świata. Widocznie na więcej FS nie wycenili.

                        Tragedią takich orkiestr jak FS jest to, że muszą operować na poziomie rynku, na którym jest niemal obojętne czy gra filharmonia ze Szczecina czy dęta strażacka z Poronina. To, że zachodni agenci oferują orkiestrze tak niskie gaże nie jest przyczyną jakiegoś problemu, ale jego skutkiem. Skutkiem wieloletniego braku inwestowania w poziom orkiestry i angażowania dyrygentów, którym zwisa jej rozwój. Ktoś kto tego nie widzi żyje w krainie złudzeń. To jest tak jak na rynku wina - albo się produkuje masowo tanie jabole, albo inwestuje czas i wysiłek w produkcję wyrafinowanego burgunda. "Rynek" wie bardzo dobrze co jest co i jedną butelkę wycenia na parę złotych a inną na tysiące złotych.

                        Rozsądek nakazywał wybrać dyrektora, któremu zależałoby na promocji TEJ konkretnej orkiestry - dla którego sukces FS byłby jego osobistym sukcesem. Wybranie kogoś, kto zaangażowany jest już w pracę i promocję innego zespołu, prawdopodobnie lepszego (w końcu jednej z największych orkiestr w największym kraju Europy), ale i tańszego jest małą gwarancją, że zaangażuje się w rozwój FS. Spójrzmy prawdzie w oczy - przy upadającej ukraińskiej ekonomii będzie tu przyjeżdżał tylko dla pieniędzy. Mylę się? Naprawdę?? Hmmm... No to zobaczmy czy dla FS Diadura zrezygnuje teraz ze swoich stanowisk na Ukrainie.
                        • cool_turalny Re: W obronie Filharmonii 10.03.09, 13:44
                          A przy okazji z niecierpliwością czekam na jakieś odpowiedzi, które odniosłyby się do reszty mojego postu, a nie tylko jego przedostatniego akapitu.

                          PS Nie śledziłem wiadomości przez ostatnią godzinę - Diadura już ogłosił odejście z Ukraińskiej Narodowej?
                          • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 10.03.09, 23:37
                            Bardzo dziękuję za to doprecyzowanie, oczywiście dokładnie o to mi
                            chodziło, lecz cóż: z pewnością nie mam tak szczegółowych
                            informacji, takiego rozeznania i wiedzy... Ważna jest tu zasada,
                            szczegóły tylko służą jej potwierdzeniu, wyjaśnieniu, to nawet
                            ważniejsze - no bo co komu po nierozumianej i przez to
                            nieakceptowanej zasadzie.
                            Co do obiekcji Googlera - przyznam się szczerze, iż także miałem
                            właśnie taką chwilę zwątpienia, ale nie tyle zwracającą moją uwagę
                            na program Berliner Philharmoniker - jak cool_turalnego, tylko
                            złapałem się na mimowolnej myśli: chyba czas kompletować jakąś dobrą
                            płytotekę na stare lata, póki można dostać jeszcze i stare genialne
                            wykonania - nawet Toscaniniego, i wcale nie gorsze - nowe...
                            Myślę że to po prostu realizm...
                            Ale pominięty troszkę został ten główny - bo najbardziej bliski
                            realiom i przez to najbardziej prawdopodobny scenariusz: orkiestra
                            tymczasowo pozostaje miejska z ew. korektą jej zadań a co za tym
                            idzie - korektą konstrukcji budżetu miasta; zmienia się Dyrektor
                            Naczelny na jakiegoś ogranizatora i managera szykującego szczegółowy
                            plan poprawy przychodów własnych instytucji poprzez pełne
                            wykorzystanie możliwości jakie daje nowy obiekt, budynek Nowej
                            Filharmonii; calkowicie i zarazem ODPOWIEDNIO zmienia się
                            organizacja (i stopniowo - liczebność) administracji i pracowników
                            nieartystycznych tak aby zapewnić wykonanie opracowanego planu... no
                            i stwarzane są możliwości zarówno rozwoju orkiestry (stały dyrygent-
                            trener, asystent Dyrektora Naczelnego - oprócz (czy zamiast?) Dyr.
                            Artystycznego? ...
                            Może znów powie szaramysz że jestem idealistą, marzycielem - ale nie
                            wydaje mi się to tak zupełnie niemożliwe. Niestety nie da się tego
                            zrobic bez przysłowiowych "jaj".
                            Trochę może to niezręcznie brzmi w odniesieniu do faktu, że
                            Dyrektorem Wydz. Kult. jest Pani A.S. - no ale ciekaw jestem co
                            myślicie - szczególnie cool_turalny i Googler na temat: czy Pani
                            Dyrektor daje ekspektatywę rozsądnych ale zdecydowanych działań,
                            zmian - no bo bez tego - nie ma o czym mówić...?
                            Fakt, że w dobie konkurencji o pieniądze budżetowe - mamy do
                            czynienia nie tylko z przyjaciółmi i miłośnikami Żywej Symfoniki ale
                            i z takimi, w których interesie leży niszczenie a nawet zawieszenie,
                            likwidacja Filharmonii Miejskiej - no i przejęcie jej budżetu na
                            swoje potrzeby, potrzeby swojej instytucji...
                            • Gość: szaramysz Re: W obronie Filharmonii IP: *.chello.pl 11.03.09, 08:11
                              :-)no pewnie że powiem - marzyciel :-), ale przecież od tego wszystko się
                              zaczyna, gdyby ludzie nie marzyli, nie widzieli tych "szklanych domów" to by
                              nikt ich nie zbudował. A co do pani dyrektor WK UM - kobiety też mogą mieć
                              "jaj", przecież podobno i Kopernik była kobietą :-D
                      • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 01:30
                        Filharmonia tak naprawdę nie miała żadnej roli sprawczej w tej
                        sprawie. Organizatorem koncertu w Szwajcarii była pianistka - Pani
                        Jacobson (z pochodzenia i charakteru - Polka), kilkakrotnie
                        wcześniej występująca na estradzie Filharmonii, w czasach Salwara.
                        Była to zagrywa na poziomie dawnego Pagartu: pozornie prosta
                        wymiana. Miał zostać zorganizowany i ujęty w roczniku koncert
                        muzyków wskazanych przez Panią Jacobson - Olivii Jacobson (córki)?
                        oraz Mateo Creuxa a w zamian okrojona orkiestra miała miec koncert w
                        Szwajcarii. Oczywiście - jak łatwo przewidziać, koncert w Szczecinie
                        odbył się pierwszy, gdy natomiast chodziło o rewanż - zaczęły się
                        zmiany, początkowo dość przyzwoite warunki zaczęły być stopniowo
                        okrajane; a to zapłata, a to koszty wyżywienia...prawdopodobnie
                        chodziło o celowe zniechęcenie muzyków do tego wyjazdu. Wiadomo
                        jednak, że pojechała "grupa muzyków z Filharmonii Ukraińskiej" a nie
                        Filharmonia Narodowa Ukrainy - jako taka, no i tym bardziej wiadomo -
                        że tamtejsi muzycy są skłonni pracować za dużo mniejsze pieniądze
                        (w euro) - bo jak je przeliczą na hrywny... Jednak zgadzam się, że
                        po pierwsze, postawę Pana Rycherta w tej sprawie należy uznać jako
                        coś w rodzaju "zdrady" czy może po prostu nielojalności wobec
                        własnej orkiestry i tak też to wówczas "na gorąco" nazywałem.
                        Jednocześnie fatalnie to świadczy o organizacji Filharmonii, braku
                        osób kompetentnych, organizatorów czy managerów - o czym już była
                        mowa...
                    • Gość: googler Re: W obronie Filharmonii IP: *.szczecin.mm.pl 10.03.09, 17:04
                      coz.
                      wobec oczekiwania odpowiedzi, sprobuje cos na biezaco sklecic:
                      byc moze faktem jest, ze londynska, wiedenska, berlinska to
                      instytucje prywatne, ktore maja wlasne fundacje i dzialaja w oparciu
                      o to co wypracuja. nie wiem. byc moze ich los zalezy od tego jak
                      graja - byc moze.
                      ale. nie oszukujmy sie i nie porownujmy do tych orkiestr, ktore sa
                      wolami pociagowymi niemiec, gb i austrii. nie ta polka, jak zwykli
                      mawiac szczecinianie.
                      sa dziesiatki orkiestr w niemczech, ktore sa staatliche, czyli
                      panstwowe, reprezentuja wysoki poziom istnieja mimo braku "parcia
                      ze strony sponsorow, publicznosci itd." to oczywiscie ironia z mojej
                      strony...to nie status instytucji powinien determinowac muzykow do
                      pracy, tylko determinacja muzykow winna przyciagac pieniadze i
                      publicznosc do nas. to nie kasa i uklady, wyjazdy i mozliwosc
                      decydowania o wyborze czy nie-wyborze dyrektora winny prowokowac do
                      dzialania, ale obraz caloksztaltu dzialania muzykow i administracji
                      powinien sklaniac decydentow do wybierania nam jak nejlepszych
                      szefow.
                      PIENIADZE NIE MAJA TU ZNACZENIA!
                      choc szaramysz pewnie powie ze jest inaczej.
                      jestem moze chory, ale czy gram zadarmo, czy za kilkaset zlotych
                      staram sie tak samo, a niejednokrotnie wiecej daje od siebie grajac
                      honorowo, bo na ogol sa to imprezy o duzym znaczeniu dla promocji
                      wlasnej osoby.
                      co do quizu...jezeli faktycznie diadura otrzyma taka propozycje, a
                      bedzie naszym dyrektorem, to pojedzie z nami. to kwestia
                      profesjonalizmu i odpowiedzialniosci za wlasna firme.

                      i jeszcze jedno cool_turalny:
                      wiele dla mnie (i kilku muzykow tez) znaczy opinia o nas w
                      srodowisku, wbrew wszelkim pozorom, ze nic nas to nie interesuje.
                      i nie dodaje nam skrzydel deklaracja o kupnie karnetu do berlina.
                      przykro mi, ze opiniujesz, majac nas jednoczesnie w pupie, bo
                      stwierdzeniem o inwestycji w berlinska kulture potwierdasz brak
                      checi zeby u nas dzialo sie powoli, jak zolw ociezale, ale zawsze
                      lepiej...odechciewa sie starac, czytajac takie stwierdzenia.
                      • Gość: szaramysz Re: W obronie Filharmonii IP: *.chello.pl 10.03.09, 20:08
                        Czuję się wywołana do pulpitu( komputera). Owszem,uważam że w pewnym sensie pieniądze mają znaczenia i to duże. Nie mogę tu pisać o innych, chociaż znam sytuację finansową, rodzinną pracowników FS. Są muzycy którzy chcą jechać nawet za dietę bo to więcej niż nic. Ogólnie mówiąc muzyk średnio zarabia netto 1800, pracownik biura 2500 a dyrekcja 9000- czy to jest normalne? Ja także staram się zawsze grać najlepiej bez względu na ilość zarobionych pieniędzy, ale jestem też odpowiedzialna za moje dzieci, muszę je kształcić, leczyć, karmić, no tak normalnie, więc nie mogę powiedzieć że pieniądze nie mają znaczenia. Sam zawód muzyka jest przyjemnością, wyzwaniem, przygodą, odpowiedzialnością- bo musimy być przykładem, ludzie nas rozpoznają na ulicy. Tylko jak być tym przykładem, jak budować dobrą opinię o muzykach pracując na kilka etatów, nie mając już w związku z tym czasu na czytania, bywanie w teatrze, w kinie, na hobby, ani na porządny odpoczynek? Więc jednak znaczenie pieniędzy - ludzi wkurza np że dyrygent bierze za jeden koncert 2 średnie pensje muzyka, albo i więcej. Ja już mam czas na hobby, ale jak patrzę na młodych ludzi "na dorobku" to mi smutno. Smutne jest też to, że takiego gościa jak karolek wyrzuca się z pracy, bo " rozrabia i krytykuje", zamiast wykorzystać dla dobra firmy jego zaangażowanie, potencjał, wiedzę, czas. Oj, dziwny jest ten świat, jak mawiał jeden gość uznawany za dziwaka, do czasu jak umarł.Teraz jest uznany za wybitnego i wielkiego.
                      • cool_turalny Re: W obronie Filharmonii 12.03.09, 04:31
                        "i nie dodaje nam skrzydel deklaracja o kupnie karnetu do berlina. przykro mi, ze opiniujesz, majac nas jednoczesnie w pupie, bo stwierdzeniem o inwestycji w berlinska kulture potwierdasz brak checi zeby u nas dzialo sie powoli, jak zolw ociezale, ale zawsze lepiej..."

                        Panie Googler. Spójrzmy prawdzie w oczy. Niech Pan popatrzy na całą sytuację oczami przeciętnego szczecińskiego melomana. Musiał dostosować się do nowej ekonomicznej rzeczywistości, zasuwa on od rana do nocy, żeby jego firma mogła być konkurencyjna wobec firm zachodnich i płaci z tego ciężkie podatki, z których dofinansowuje takie instytucje jak FS. Po czym co widzi? Widzi, że w przeciwieństwie do jego firmy FS przez ostatnie dwadzieścia lat prawie się nie zmieniła i w dodatku nie wytrzymuje konkurencji nie tylko z zachodnimi, ale i ze wschodnimi zespołami. I co może z tym zrobić? Nie może z tym zrobić nic. Nie może rozliczać z tego polityków w następnych wyborach, bo oni od decyzji o szefostwie artystycznym umyli ręce. Nie może rozliczyć muzyków wybierających szefa artystycznego, bo muzycy nie są wybierani w wyborach powszechnych i w dodatku są na dożywotnich etatach. Nie może też liczyć na to, że niezreformowana i niekonkurencyjna filharmonia w zetknięciu się z twardą rynkową rzeczywistością będzie musiała zreformować się albo upaść - tak jak to miało miejsce w przypadku paru zakładów przemysłowych w tym mieście. Co mu pozostaje? Pozostaje mu głosować nogami i te pieniądze, które mu pozostają wydawać na ofertę kulturalną o najwyższej dostępnej jakości niezależnie od tego czy ona jest w Berlinie, czy w Paryżu czy Moskwie. Niemoralne jest mówienie przez jakiegokolwiek artystę, że ktoś kto zmuszony jest do płacenia składek na jego pensję ma jeszcze "obowiązek" bezkrytycznego odbioru jego sztuki. Chyba cieszy się Pan, że w dzisiejszych czasach nie musi już Pan patrzeć na znudzone paniusie w biurach obsługi klienta TPSA tylko dlatego, że firma ma "Polska" w nazwie. Tak samo ja mogę mieć nadzieję, że nie jestem już zmuszony słuchać słabego koncertu tylko dlatego, że grający go zespół ma nazwę mojego miasta w swoim logo. Moim obowiązkiem (powiedzmy) jest wykształcenie się na dojrzałego odbiorcę sztuki, ale to Pana obowiązkiem jest to, żeby swoją pracą przekonać mnie, swojego sponsora, do jakości swojej sztuki. Dopóki wszyscy pracownicy państwowych instytucji kulturalnych nie zrozumieją tej prostej prawdy będzie tak jak jest - czyli nie najlepiej i będziemy mieli paniusie (o których tu ktoś wspomniał), które jeszcze na wtorkowej próbie nie wiedzą co grają.

                        A wracając do tematu nowego dyrektora artystycznego. Skoro ma nad sobą Naczelnego, który na muzyce się nie zna i kontaktów w świecie muzycznym nie ma, czy naprawdę podoła planowaniu pełnego sezonu i stymulowaniu rozwoju w dwóch orkiestrach, z których jedna jest jednym z głównych zespołów w 46 milionowym kraju, a druga wymaga gruntownych i rewolucyjnych wręcz reform? Już teraz słyszę głosy powątpiewania wśród znajomych muzyków. Mówi Pan o "profesjonalizmie"? Tu nie profesjonalizm się liczy, ale czysta ekonomia. Dlaczego ten sam dyrygent miałby wybierać orkiestrę mniej znaną, ale droższą, zamiast bardziej znanej, ale tańszej, gdy otrzymuje propozycję koncertu. Agenci by go wyśmiali.

                        Niestety przykre jest, że są ciągle mamy wielu artystów, którzy ignorują fakt, że w większości rozwiniętych krajów jest coś takiego jak "muzyczny rynek". I to właśnie ignorowanie tego faktu powoduje to, że nasze orkiestry albo opery są w tych krajach traktowane jako zespoły niższej i słabo opłacanej kategorii.

                        A ekonomia puka nam coraz mocniej do drzwi. Słyszałem, że te najlepsze orkiestry potrafią nawet grać 150 koncertów rocznie. Przecież to mniej więcej 5 razy więcej niż FS!!! Czy gdyby nasi muzycy zarabiali 5 razy więcej to dalej uważaliby, że zarabiają bardzo mało? Tylko, że żeby grać taką ilość koncertów, to nie można na przygotowanie każdego poświęcać aż 5 dni prób. A nagrania? Dlaczego robimy ich coraz mniej? Bo już nawet głodowe stawki polskiej orkiestry, której nagranie płyty zajmuje 5 dni to fortuna w porównaniu z kosztem drogiej orkiestry, której zajmuje to jeden dzień. I dlatego tu nie pojawiają się zachodnie wytwórnie płytowe Decca, EMI czy Deutsche Gramophone, a nagrania powstają jedynie dzięki hojności prywatnych sponsorów, polskiego radia lub organizacji samorządowych (to ostatnie to chyba ewenement na skalę światową!!!).

                        Jest dla mnie niezwykle interesujące, że w tym samym numerze Wyborczej był artykuł o nominacji Diadury i o krachu finansowym na Ukrainie. Przypadkowy zbieg okoliczności czy prawdziwy klucz do powodów jego decyzji?
                        • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 00:42
                          Właśnie o to chodzi. Cieszę się, że nie jestem tu sam i nie tylko
                          ktoś wreszcie popiera mój pogląd ale go jeszcze na dodatek
                          uzupełnia, rozwija...
                          Troszkę powiało optymizmem.
                    • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 11.03.09, 00:33
                      (cyt):"...orkiestra jest prywatna, ale wraz z innymi zespołami musi
                      swym poziomem i jakością koncertów walczyć o subwencje państwowe
                      (np. miasto dysponuje pulą pieniędzy na 20 koncertów symfonicznych w
                      sezonie i 10 koncertów edukacyjnych, którą przyznaje temu zespołowi,
                      który zapewni najlepszą jakość, ale i najlepszą cenę). Ten ostatni
                      przypadek byłby napewno najlepszy i dawałby muzykom prawo do wyboru
                      dyrygentów, ale i nakładał na nich obowiązek dbania o jakość
                      orkiestry..."(koniec cyt.)
                      Moim zdaniem pewną wadą tego toku myślenia jest to - co już było tu
                      poruszane: używanie pojęcia "orkiestra" , zarówno w sensie
                      podmiotowym jak i przedmiotowym, tak jakby chodziło o jakiś spójny
                      twór, monolit, jednorodną grupę ludzi o wspólnym celu...a tak nie
                      jest.
                      Oczywiście całościowo nigdy tak nie będzie w żadnej grupie ludzi,
                      ale chodzi mi tu o oczywisty i faktyczny, ostry konflikt postaw i
                      interesów w orkiestrze - jaki się ujawnił i w tej wymianie opinii (i
                      choćby dlatego - warto było poświęcać czas). Są tacy, którzy chcą
                      pracować dla zespołu i dla siebie zarazem, osiągać coś, rozwijać
                      się - i nie boją się tego; są tacy, którzy już chcą tylko przetrwać
                      najmniejszym kosztem nakładu pracy i czasu, uwagi; po prostu trwać
                      ale zachować przy tym dobre zdanie o samym sobie; są tacy którzy się
                      boją i popierają zawsze tych aktualnie silniejszych (chorągiewki na
                      wietrze), są jeszcze postawy ukryte pod pozorami, opancerzone
                      jakimiś pozorami...Przy tym jeszcze postawa walki, konkurencji -
                      związana z brakiem "jasnych, słusznych i akceptowalnych zasad np.
                      awansu zawodowego, awansu płacowego - o czym wspominała np.
                      szaramysz. Gdy brak zasad - w ruch idą łokcie, gęby, ale gdyby
                      zasady były - należałoby je jeszcze wyegzekwować - a tu też
                      brak "instancji" , kolejni dyrektorzy bez charakteru ...poza tym
                      niezwykle trwała postawa...ciągłej "obrony" - przed wszystkimi i
                      wszystkim, na wszelki przypadek...W takiej sytuacji
                      mówić "orkiestra" można by jedynie - gdyby istniała choć zdecydowana
                      i szeroko akceptowana platforma wewnętrzna do demokratycznego
                      kompromisu - ale takiej nie ma. Z pewnością już nie jest nią
                      Solidarność - skompromitowana, pod "zwiędłymi" sztandarami,
                      opanowana przez nowe pokolenie nie mające już nic wspólnego
                      z "korzeniami" czy "rodowodem".
                      Daje to wzajemną sprzeczność interesów i dążeń wewnątrz "zespołu" -
                      rozbitego na niezliczone grupki interesu, ambicji, poziomu
                      wykształcenia a właściwie - własnego o nim mniemania...
                      Dokąd się tego nie zmieni - nie można mówić: "orkiestra
                      to", "orkiestra tamto" - a z tym Dyrektorem Naczelnym nie zmieni się
                      tego, bo - akurat jemu to jest "na rękę"...
                      Niestety jestem przekonany, że oba związki zawodowe są "opanowane"
                      przez ludzi nastawionych "wstecznie", broniących
                      dotychczasowego "status quo", własnej pozycji "władzy", ograniczenia
                      do minimum wymagań wobec muzyków - ktorych sami nie chcą albo nie
                      umieją spełnić - i blokujących w ten sposób wszelki postęp.
                      Cóż: - najzabawniejsze jest gdy pomyśleć, jak łatwo to zmienić...
                      • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 11.03.09, 01:12
                        Szanowna Pani Dyrektor Wydziału Kultury UM w Szczecinie.

                        Filharmonia ma obecnie Dyrektora Naczelnego - będącego absolwentem
                        czteroletnich studiów na wydz. aktorskim. W ramach 4 LAT studiów
                        miał On tam ...4 GODZINY wykładu o podstawach zarządzania i
                        marketingu.
                        Przykładowy plan studiów aktorskicj - odzwierciedlający zasób wiedzy
                        Dyrektora: www.at.edu.pl/page.php?name=wa_program_studiow

                        Obecne uwarunkowania wymagają jednak, aby Dyurektor Naczelny
                        Filharmonii był rzeczywistym organizatorem i managerem:

                        Przykładowy plan studiów zarządzania i marketingu a w szczególności
                        zarządzania instytucjami kultury (podyplomowe) - jest następujący:

                        www.uczelnie.pl/nu.asp?p=1664,6110
                        www.kz.ae.katowice.pl/?contentid=2229
                        Odzwierciedlają one zasób wiedzy i umiejętności jakie powinien
                        posiadać Dyrektor Naczelny Filharmonii Szczecińskiej - a jakich nie
                        posiada.

                        Z poważaniem
                        .........................karolek
                        • Gość: szaramysz ale kupa śmiechu... IP: *.chello.pl 11.03.09, 18:34
                          no nie, pan dyrektor Oryl powiedział (wg Gazety Wyborczej )że "na razie jeszcze
                          prowadzimy z nim (Diadurą) rozmowy, ale już mogę powiedzieć że zakończą się
                          pomyślnie". Ciekawe, to o czym oni rozmawiają, skoro naczelny ma pewność
                          pomyślności ? Czy ktoś to rozumie, bo ja już się pogubiłam....
                          • Gość: realista Re: ale kupa śmiechu... IP: 212.14.54.* 12.03.09, 05:31
                            Hehe - jak to o czym? O bieżącej sytuacji ekonomicznej na Ukrainie...:-)) Diadura pewnie uzależnia swoją decyzję od spadku spadku hrywny. Jeszcze trochę spadnie a nie tylko on, ale i reszta jego orkiestry podpiszą z Orylem kontrakty na współpracę. A nasi filharmonicy? Na zieloną trawkę...:-) Że też nikt o tym nie pomyślał!
                      • cool_turalny Re: W obronie Filharmonii 12.03.09, 03:20
                        (cyt) "Moim zdaniem pewną wadą tego toku myślenia jest to - co już było tu
                        poruszane: używanie pojęcia "orkiestra" , zarówno w sensie
                        podmiotowym jak i przedmiotowym, tak jakby chodziło o jakiś spójny
                        twór, monolit, jednorodną grupę ludzi o wspólnym celu...a tak nie
                        jest.
                        Oczywiście całościowo nigdy tak nie będzie w żadnej grupie ludzi,
                        ale chodzi mi tu o oczywisty i faktyczny, ostry konflikt postaw i
                        interesów w orkiestrze - jaki się ujawnił i w tej wymianie opinii"

                        I tu Panie Karolu chyba trafił Pan przy okazji w głębokie sedno tej dyskusji. Kiedyś czytałem wywiad z dyrygentem, który opowiadał o pracy z jedną z wymienionych przeze mnie wcześniej, samozarządzających się orkiestr. Kiedy dziennikarz spytał się o to, co takiego niezwykłego jest w dyrygowaniu takim zespołem ten odpowiedział, że niezwykłe jest to, że nagle pracuje się w grupie ludzi, z których ABSOLUTNIE KAŻDY chce dać z siebie 100% i że jedynym innym miejscem, gdzie może to być możliwe są chyba tylko drużyny sportowe. W firmach można się kryć po gabinetach, "ściemniać", a w orkiestrze , która sama musi dbać o swoją przyszłość i swój sukces, żeby przetrwać, każdy pilnuje się nawzajem, a wszelkie braki techniczne, które obniżają jakość gry zespołu (nie ma tu mowy o "omsknięciu się" palca) są szybko wychwytywane przez muzyków i skutkują wykluczeniem z zespołu. Dlatego tam to nie dyrygent jest największym wrogiem złego muzyka, ale jego kolega z pulpitu. No i stąd bierze się to słynne granie o "jakości kompaktowej" na pierwszej próbie i czyste granie "a vista" nawet "Święta wiosny".(I to naprawdę nie jest mit).

                        I może to jest ten sekret, że orkiestra gra "jak jeden instrument".
                        • Gość: googler Re: W obronie Filharmonii IP: *.szczecin.mm.pl 12.03.09, 07:52
                          idac za tym tokiem myslenia nalezaloby nas wszystkich pozwalniac,
                          nieprawdaz? a zaoszczedzone pieniadze przeznaczyc na dofinansowanie
                          biletow do Berlina:)
                          Taki plytki zarcik...panie cool_turalny, ja zawsze powtarzalem, ze
                          fakt, iz gra sie "czysto, rowno i ladnym dzwiekiem", to NORMALNE. W
                          szczecinie uchodzi za ewenement, bo nigdy nikomu sie ni chcialo, a
                          jesli sie juz za-chcialo, to na ogol byly to jednostki.
                          Powod:zle uczenie w szkolach, rutyna, brak mobilizacji do pracy i..
                          (tez to mowie czesto) brak strachu, ze mozna swoja ciepla posade
                          musyka stracic.
                          Ale w obecnej sytuacji, idac za tokiem myslenia cool_turalnego
                          jedynie rozwiazanie instytucji i powolanie na nowo z egzaminami
                          wstepnymi mogloby, choc nie musialo rozwiazac problem. bo nie
                          wiadomo jak sprawdzi sie muzyk ktory gra slicznie, ale solo, bo na
                          orkiestrowe granie nie jest nauczony/przygotowany/on-jest-solista-a-
                          nie-jakims-tam-grajkiem-tutti.
                          Pachnie mi dyr. Kuncem...:)
                          czyzby?
                          • Gość: szaramysz Re: W obronie Filharmonii IP: *.chello.pl 12.03.09, 09:37
                            PROTESTUJĘ ! co ty człowieku wypisujesz? mów za siebie, bo to nie jest prawda że większości nie chce się "równo, czysto i ładnym dzwiękiem". To jakaś paranoje dęciaków. Chyba trzeba być nienormalnym żeby przyjść do pracy i specjalnie grać fałszywie i brzydko. Ja nic takiego nie widzę. Fajnie mówić komuś, kto ma służbowy, dobry instrument. Ale nie wszyscy mają, a kupienie instrumentu to trudna sprawa. To nie jest sprawiedliwe żeby jedni mieli, a innych zostawić z problemem samych sobie i krytykować. Przecież każdego widać i słychać, siedzimy tak że widać. Nie ukryje się jak ktoś nie gra, bo to słychać. Nie tylko fałszowanie, ale jak się nie gra to też słychać - taką dziurę dzwiękową, więc nie pisz bzdur. Ta paniusia co we wtorek nie wiedziała co gra, to właśnie ukrainka, więc może po polsku nie rozumiała :-D. Oczywiście , że egzaminy nie rozwiązują problemu , bo są muzycy którzy grają pięknie solo, a jako tutti nie. Nikt ich nie nauczył tych wymagań jakie się stawia tutti, więc graja głośno, prędko, sami. To nie jest prawda, że tutti to muzyk , który nie nadaje się na solistę, bo słabszy. Taki muzyk akompaniujący musi mieć po prostu inne predyspozycje niż solista. Nie musi mieć tej odwagi, przebojowości , umiejętności przewodzenia grupie, ale za to powinien umieć AKOMPANIOWAĆ, a to wcale łatwe nie jest. Owszem, ekonomia się liczy, wszyscy piszecie mądrze jakie to warunki trzeba stawiać , ale zapominacie o człowieczeństwie, uczciwości, lojalności zawodowej. Jakoś nie słyszałam jeszcze żeby wyrzucać starszych ludzi z jakichś zakładów pracy, bo już nie mają werwy młodzików i zaczynają chorować. Przecież nie można wymagać żeby starszy pracownik tak samo pracował jak młody. Tacy doświadczeniem mogą służyć, pomagać, współpracować. Teraz bardziej niż dawniej jest z tym problem, bo coraz dłużej pracujemy - już zabrali nam " szczególne warunki pracy" i nikt z dyrekcji ani ze związków nie protestuje w tej sprawie, nie pisze do ministra pracy ani kultury. Już mówiłam, że policja w tydzień załatwiła sprawę kiedy chcieli zabrać im przywilej przechodzenia na emerytury po 15 latach. Teraz mają wybór- kto chce może pracować 25, a jak nie może to po 15 idzie. A u nas? Zawsze był problem, bo starsi muzycy przed emeryturą byli szykanowani przez młodych ( inna sprawa, że też nie umieli odejść niektórzy). Chyba nie mogę podawać nazwisk, ale to wiadomo. Właśnie mówiłam tutaj, że potrzebne są jakieś rozsądne rozwiązania regulaminowe, prawne, bo to wstyd dla nas wszystkich jak muzyk po 25, czy 35 latach pracy będzie musiał iść na rentę (ok 700zł) i korzystać z pomocy społecznej. Nie wiem co z tym problemem zrobić, jak go rozwiązać, ale ja nie jestem prawnikiem, dyrektorem, nie odpowiadam za pracowników, tylko piszę jak " wariatka" o tym , ze to jest poważny problem. Niby czemu muzyk tutti ma grać solo Paganiniego, albo innego Wielkiego, pokazywać wygibasy i łamańce? A codzienność to konieczność słuchania solisty, wtopienia się w jego dzwięk, dopasowania do tempa, uwaga na to który instrument gra solo i dostosowania się itd. To tak, jak by mieć pretensje do lekarza diagnostyka świetnego, że jak taki dobry lekarz to i operację powinien chirurgiczną umieć zrobić, no bo co - przecież to lekarz! Ty się zastanów googler czy zawsze będziesz młody i zdrowy?
                            PS.Dyr Kunc to był (nie wiem jak teraz) świetny dyrygent, naprawdę dobrze się z nim pracowało- próby - i grało- przedstawienia- potrafił tak porwać muzyka, że człowiek zapominał o realiach i przenosił się w świat granego przedstawienia. Ale czy to też świadczy o jego człowieczeństwie?



                          • cool_turalny Re: W obronie Filharmonii 12.03.09, 14:21
                            "idac za tym tokiem myslenia nalezaloby nas wszystkich pozwalniac,
                            nieprawdaz? a zaoszczedzone pieniadze przeznaczyc na dofinansowanie
                            biletow do Berlina:)"

                            Panie Googler - widzę, że Pan jest coraz bardziej otwarty na nowe, stosowane "na świecie", rozwiązania...;-)

                            Jeśli filharmonia się nie zreformuje a WSZYSCY muzycy nie przyłożą się bardziej do pracy (bo niestety zawsze bardziej przyciągają uwagę Ci, którzy grają źle, a nie Ci którzy grają dobrze), to ja widzę sposoby co najmniej dwa (jeśli można pomarzyć):

                            Model anglosaski: rozwiązanie orkiestry i stworzenie z zaoszczędzonych pieniędzy budżetu na organizację koncertów, o który mogą ubiegać się na drodze konkursu różne zespoły (także takie założone przez byłych muzyków filharmonii).

                            Model m.in. szwajcarski: stworzenie kompetentnego impresariatu i zapraszanie za te pieniądze najlepszych zespołów z Polski i zagranicy. W Szwajcarii nie każde większe miasto musi mieć orkiestrę symfoniczną (np. Lozanna i Bazylea mają tylko kameralne, a Montreux ze słynną salą im. Strawińskiego - w ogóle). Łódź zapłaciła niedawno za koncert Royal Philharmonic Orchestra z Londynu 600 tys. zł. W przypadku orkiestr kameralnych (też z tej najwyższej półki) potrafi to być co najmniej dwa razy mniej. Oznacza to, że nawet za obecny budżet FS można byłoby co najmniej raz w miesiącu zapraszać do Szczecina orkiestrę z najwyższej światowej półki. A co będzie jak miasto zdecyduje, że może podwyższyć jeszcze budżet na koncerty orkiestrowe? Te relacje będą jeszcze bardziej niebezpieczne.

                            Moja rada byłaby taka, żeby zacząć poważnie myśleć o powyższych możliwych modelach i reformować orkiestry, grać lepiej, lepiej dobierać dyrygentów, zanim będzie za późno i jedno z powyższych rozwiązań stanie się faktem. Brzmi nieprawdopodobnie? Proszę popytać agentów, muzyków w innych orkiestrach. I proszę mnie nie traktować jak wroga, bo chyba lepiej, żebym ja to powiedział teraz, niż jakiś decydent za rok czy za dwa, kiedy na zmiany w FS może być już za późno.

                            5 dni na przygotowanie jednego koncertu to naprawdę luksus, na który coraz mniej orkiestr na świecie może sobie pozwolić.
                            • Gość: realista Re: W obronie Filharmonii IP: 212.14.54.* 12.03.09, 14:47
                              Wow. Czytając tę wypowiedź nasuwa się jeden komentarz: "totalny nokaut". Mam nadzieję, że ktoś z UM to czyta. Nie wiedziałem, że w tym mieście są osoby z taką wiedzą - (na Kunca jakoś mi to nie wygląda). Tylko dlaczego w takim razie nie biorą się za rządzenie kulturą??? Panie cool_turalny, niech Pan przestanie, bo Pana rozmówcy już ledwo zipią - coraz mniej wydają się mieć argumentów!!! A przecież my tu zawsze byliśmy przyzwyczajeni, że rzeczy mają iść "po staremu".
                              • Gość: szaramysz Re: W obronie Filharmonii IP: *.chello.pl 12.03.09, 20:08
                                Nie mają i nie mogą "po staremu", ale też nie powinny "po trupach". Mów za
                                siebie, bo ja nie jestem przyzwyczajona. Nam taka wiedza na nic, bo Szczecin to
                                Szczecin i nie ma co małpować zachodu. "Coraz mniej wydają się mieć argumentów "
                                ? a na co? Każdy tu jakieś swoje załatwia interesy, a komu chodzi tak naprawdę o
                                filharmonię?




















                                • skoluba2000 Re: W obronie Filharmonii 13.03.09, 04:04
                                  "Nam taka wiedza na nic, bo Szczecin to Szczecin i nie ma co małpować zachodu."

                                  Czytam to z coraz większym przerażeniem. Czyżby aż TAK niektórzy muzycy są niereformowalni??? Jeżeli 20 lat (a może i więcej) próbuje się tych samych metod i nie przynoszą one rezultatów, to może jednak warto uczyć się od tych, których sukcesy są podziwiane na całym świecie. Staram się oceniać wypowiedzi a nie ludzi, ale mówienie "Szczecin to Szczecin i nie będziemy innych małpować" w sytuacji, gdy od tylu lat FS nie jest już dumnie pokazywaną na zewnątrz wizytówką miasta - to pachnie mentalnością kresowego parobctwa. Boże uchroń nas od ludzi, którzy za nasze podatki reprezentują taki poziom myślenia. Mentalność rodem z peerelowskiej prowincji.
                                  • Gość: szaramysz Re: W obronie Filharmonii IP: *.chello.pl 13.03.09, 08:20
                                    Gratuluję rozumienia - a gdzie ja powiedziałam że nie jestem za reformowaniem?
                                    Nie wystarczy jednego posta przeczytać, żeby kogoś ocenić, bo wszystkie moje
                                    wypowiedzi są takie, że uważam zmiany za konieczne. Ale naśladowanie zachodu nam
                                    na nic, bo reformowanie instytucji nie może być oderwane od realiów życia,
                                    poziomu opieki zdrowotnej, szkolnictwa, opieki socjalnej itd. Chyba przyznasz,
                                    że u nas to wszystko trochę inaczej działa niż w Niemczech? Chodzi mi o jasne,
                                    uczciwe zasady. Jeszcze pracownik, ale przecież całe rodziny będą musiały
                                    zmierzyć się z problemem reformowania instytucji. Uważasz że myślenie o
                                    uczciwości, człowieczeństwie ludzi w trakcie koniecznych zmian jest złe i
                                    naganne ? Jakoś Ci nie przeszkadza to, że Twoje podatki wydawane są w dużych
                                    ilościach na darmozjadów "przedstawicieli boga na ziemi". Jeżeli filharmonia nie
                                    jest teraz najlepszą wizytówką miasta, to nie jest wina zwykłych muzyków tylko
                                    zarządzających instytucją, co juz tu długo omawiał karolek. To może przykład
                                    wezmiemy ze starożytnych rzymian i wszystkich uznanych ( przez kogo?) za
                                    zbędnych zrzucimy ze skały ? Jak naśladowanie to na całego:-D
                                    • skoluba2000 Re: W obronie Filharmonii 14.03.09, 03:56
                                      " To może przykład wezmiemy ze starożytnych rzymian i wszystkich uznanych ( przez kogo?) za zbędnych zrzucimy ze skały? Jak naśladowanie to na całego:-D"

                                      Po pierwsze gratuluję znajomości historii - zbędnych ze skały zrzucali Spartanie a nie Rzymianie (swoją drogą szkoda, że na wydziałach instrumentalnych naszych akademii muzycznych jest taki niski poziom ogólnego kształcenia humanistycznego).

                                      Natomiast ogromnie cieszę się, że jednak jak widać w FS zachodzą jakieś zmiany - wreszcie muzyk Filharmonii OTWARCIE przyznaje, że nie ma nic przeciwko temu, żeby orkiestrę postrzegano jako klub nieudaczników i kalek życiowych (nie obrażająć niepełnosprawnych), którym nawet za brzydkie granie należy się zapomoga z kasy państwowej.

                                      O czym Ty kobieto mówisz? O jakim reformowaniu? Przecież od czasu po-Lipkowych strajków to Wy macie najwięcej tu do powiedzenia. JIS tak samo Wam się podlizywała jak teraz Oryl. Obalaliście jednego artystycznego za drugim i tak naprawdę mieliście przemożny wpływ na wybór każdego następnego. I przez cały ten czas Wasze "reformy" doprowadziły do jeszcze większej stagnacji. Gdzie nasze miasto może zobaczyć z dumą, że reprezentuje ich na świecie Filharmonia Szczecińska? Więc skoro od tylu lat tańczycie ten bezesensowny "taniec chochoła", w którym nawet róg już gra samymi kiksami, to może wreszcie pójść po rozum do głowy, przestać za przeproszeniem "chrzanić", wypróbować pomysły, które sprawdzają się u lepszych, zanim się je krytykuje, no i przede wszystkim wziąć się wreszcie za robotę!

                                      Przeciętni Polacy i ich rodziny już dawno i często przy wielu bólach i wyrzeczeniach musieli zmierzyć się z kapitalistyczną rzeczywistością. Zresztą wystarczy spojrzeć na Stocznię. I to jest niemoralne, że muszą patrzeć, gdy grupka "artystów" żyje sobie dalej baztrosko za ich pieniądze w krainie realnego socjalizmu. A już najbardziej bezczelne jest to, że za pracując tak naprawdę tylko przez 15 tygodni w roku (czyli 30 tygodni po 20 godzin w tygodniu) narzekają, że nie zarabiają tyle co inni pracując prawie 50 tygodni w roku po 40 godzin. A przecież jak zwolnią specjalistę ze stoczni, to gdzie on pójdzie? A muzyk zawsze może gdzieś dorobić, a teraz przecież i cała Europa stoi przed nim otworem - można starać się do orkiestr.

                                      Ciekawe gdzie dzisiaj bylibyśmy, gdyby nasze firmy też tak podchodziły do życia - nie uczmy się od Zachodu, bo tam inne realia. To "wali" komuną na 100 km. Pytanie tylko po co ten filharmoniczny skansen, którego tylko za dopłatą ludzie chcą słuchać za rogatkami Szczecina, wprowadzać za 3 lata do budynku nowej filharmonii?

                                      Cieszy, że ktoś w filharmonii chce reform, ale jeśli ten najbardziej "postępowy" element ma myślenie tak głęboko osadzone w poprzedniej epoce, to może jednak rzeczywiście tę instytucję przegonić na cztery wiatry.
                                      • skoluba2000 Re: W obronie Filharmonii 14.03.09, 03:59
                                        A tak na marginesie też nie pochwalam uprzywilejowania kleru, ale jeśli jedyny
                                        argument na obronę sytuacji muzyków, to przywołanie argumentu pazerności kleru,
                                        to jest to już zupełne dno - daleko poniżej poziomu merytorycznej dyskusji.
                                      • Gość: szaramysz Re: W obronie Filharmonii IP: *.chello.pl 14.03.09, 14:40
                                        Witaj skolubo2000. Przyznaje że Spartanie, ale czy to wiadomo NA PEWNO że
                                        Rzymianie to tylko na pożarcie rzucali a Spartanie tylko ze skały? Chodziło mi
                                        raczej o barbarzyństwo a nie o "fakty" historyczne. Przyznaję, że moja wiedza o
                                        "wiedzy " starożytnej jeśli chodzi o mordowanie, wojowanie, barbarzyństwo duża
                                        nie jest. Ponieważ szkoła średnia to dawne czasy- komuny- to historia była moim
                                        mało ulubionym przedmiotem ,ze względu na jej poprawność polityczną - uczono
                                        tylko tej "właściwej " historii. Wystarczy porządnie przeczytać np " Zakazaną
                                        archeologię" Cremo i Thompsona żeby upewnić się co do marności tej "wiedzy"
                                        starożytnej jaką posiadamy. Artystów uczy się takiej namacalnej historii- to
                                        znaczy te dzieła które powstały zbudowane, namalowane, stworzone są do
                                        zobaczenia. Oczywiście starożytność też ma luki i tak na prawdę to nie wszystko
                                        wiadomo. Uważam, ze o człowieczeństwie, inteligencji, przydatności zawodowej nie
                                        decyduje wiedza ogólna wgrana jak na dysk komputera, zresztą nie wszystko muszę
                                        dobrze umieć, tak jak i Ty nie na wszystkim się znasz. Bo tak z ręką na sercu
                                        jeśli nie jesteś muzykiem to jaka jest Twoja wiedza wyniesiona ze szkoły na
                                        temat muzyki? Czy wiesz np co to są hemiole, a jak nie, to wiedzy na ten temat
                                        będziesz szukał w podręczniku do chemii? :-D Masz jakiś dziwny zwyczaj
                                        przekręcania wypowiedzi . Cały czas piszę, że muzycy w filharmonii to w
                                        większości wspaniali artyści, inteligentni ludzie. Cały czas piszę, że zmiany są
                                        konieczne i oczekiwane przez muzyków. Tylko ze do tego potrzebne są uregulowania
                                        prawne, bo takich wcale nie ma. Nie ma żadnych regulaminów, wszystko załatwia
                                        się "na buzię" bo tak chcieli decydenci a nie muzycy. Owszem, moje czasy nauki
                                        to komuna, ale dlatego chcesz mnie uznać za winną? to prawie wszyscy jesteśmy "
                                        popeerelowską prowincją". Nawet piszesz do mnie per " Wy" :-) A myślisz, ze
                                        gdzie ci wszyscy decydenci komunistyczni się podziali - wyparowali ? To właśnie
                                        jest ten problem. Już to tutaj pisałam , ze zwykły muzyk nie ma na nic wpływu,
                                        nikt go nie pyta. Przedstawiciel Solidarności uzurpuje sobie prawo występowania
                                        w imieniu wszystkich bez pozwolenia. Nikogo nie obalałam . Pani dyr JIS odeszła
                                        na emeryturę bo był jej czas, pan Marczyk zachorował na raka i nie mógł już
                                        pracować, inny dyr odszedł bo chciał wrócić do swojego miasta do chorego ojca
                                        itd. To że orkiestra czasem prosi o zmianę dyr. art.to instynkt samozachowawczy
                                        jak ktoś tylko nabija sobie kabzę i nic nie robi. Przecież to nie orkiestra
                                        organizuje koncerty, realizuje plan artystyczny, załatwia promocje itd. To jest
                                        pisanie bzdur , również o tym ile kto pracuje, bo my mamy nienormowany czas i
                                        jak trzeba to więcej niż 8 godzin dziennie pracujemy. Widzę że jesteś
                                        zwolennikiem budowania "nowego" na gruzach "starego". Ale czy to mądre jest?
                                        Najpierw zlikwidować wszystko co stare i od nowa organizować na wzór i
                                        podobieństwo zachodu? Czy jak filharmonię zlikwidujesz to też po 60 tys zł
                                        dostaną muzycy odprawy, tak jak stoczniowcy? Już nie mam siły tu pisać, bo mam
                                        swoje zajęcia, zresztą ja posługuję się głównie sercem a Ty umysłem - jak
                                        widzę." Głowa to wspaniały mechanizm, używaj jej, lecz nie bądz przez nią
                                        używany. Głowa ma służyć twym uczuciom. Kiedy myślenie służy uczuciom następuje
                                        równowaga. " Miłej soboty.
                                        • skoluba2000 Re: W obronie Filharmonii 15.03.09, 06:08
                                          No niezmiernie mi przykro, że moja jedna celna uwaga na temat wiedzy ogólnej tak łatwo Ciebie wprowadziła w totalne poplątanie. Człowiek chciałby skomentować, ale aż ręce opadają - nie wiadomo od czego zacząć. Komunizm, archeologia, Rzymianie, "namacalna" historia i Spartanie - wszystko wymieszane i wyartykułowane w formie, hmm, niezrozumiałego bełkotu. Niestety logiki i dyscypliny umysłu (która jednak do analizy utworów potrafi się bardzo przydać) w naszych szkołach muzycznych raczej nie uczą.

                                          Powiem krótko - zamiast wypowiadać się na tematy, o których w widoczny sposób nie masz pojęcia lepiej już mów o muzyce, bo jak dotąd, mimo najszczerszych chęci, pogrążasz siebie i kolegów. Aż żal patrzeć jakie opinie wypisujesz nt. potrzeby ogólnego wykształcenia humanistycznego u muzyka. Żeby grać trzeba mieć o czym grać i trzeba rozumieć co się gra. Sama technika nie wystarczy. Wrażliwość wrodzoną trzeba uzupełniać wiedzą humanistyczną - to też muzycy w najlepszych orkiestrach rozumieją. I stąd mamy np. Harnoncourta (słyszałaś?) - byłego wiolonczelistę Filharmonii Wiedeńskiej, który swoją wiedzą nie tylko muzyczną, ale i humanistyczną przebił niejednego muzykologa. Nasi "wirtuozi" niestety często do dziś uważają, że wymęczona "piątka/szóstka" z instrumentu przepchnie ich przez liceum muzyczne z wszystkich innych przedmiotów.

                                          Jednego nie rozumiem tylko. Skoro w filharmonii są tacy inteligentni i wspaniali artyści, to czemu nie widać tego po jakości koncertów? Czemu pozwalają na to, żeby grupka związkowców podejmowała za nich tak idiotyczne decyzje dot. dyrektorów artystycznych? Skąd się bierze ich przyzwolenie na chamskie i prostackie dowcipy, które podobno nierzadko pojawiają się w FS na próbach?

                                          Natomiast kolejny raz szokuje mnie protekcjonalny ton Twojej wypowiedzi. Może jednak Wasi słuchacze wiedzą o muzyce więcej niż Wam się to wydaje i wymagania jednak mają już coraz wyższe i coraz trudniej Wam im sprostać? Nie tylko wiem co to jest hemiola (zwana też hemiolią) i że w wykonaniu filharmoników szczecińskich brzmi ona zwykle niestylowo, przyciężko i niezgrabnie, ale nawet np. wiem, która z form con sordina, con sordino, con sordini, con sordine jest poprawna (ciekawe czy Ty wiesz?...:-))

                                          Radzę naprawdę łapać jak najszybciej za telefony, dowiadywać się jak orkiestry są zorganizowane w "normalnych" krajach, reformować i nie traktować swoich melomanów jak kupy idiotów, którzy mają tylko bez szemrania bulić kasę na Wasze kiksy. I skoro jesteś taka "sercowa" to nie wiem dlaczego się upierasz, że od suchych regulaminów np. sekcja kontrabasów będzie zawsze trafiała we właściwe dźwięki, a waltorniom nagle zaczną "odpalać" wszystkie nuty.

                                          Jeżeli orkiestra nie weźmie się do roboty i nie pozwoli sobie znaleźć dyrygenta, który będzie miał odwagę zagonić do roboty, naprawdę gra ze światowymi orkiestrami i który zaangażuje się w jej rozwój, to te 6 mln na odprawy dla 100 pracowników rozwiązanej "kiksarmonii" szczecińskiej będzie naprawdę dobrze wydaną kwotą.

                                          A Ty może rzeczywiście tak jak i inni Twoi koledzy powinnaś się poddać i już nie wypowiadać na ten temat, a decyzje nt. przyszłości FS pozostawić tym , którzy przynajmniej za nie będą odpowiadać przed sponsorującymi Was wyborcami.
                                          • Gość: szaramysz Re: W obronie Filharmonii IP: *.chello.pl 15.03.09, 12:49
                                            A do tej pory co niby się działo? ciągle ktos "właściwy" za filharmonię
                                            odpowiada, tylko że muzycy nie mają na to wpływu. Faktycznie, szkoda mojego
                                            czasu na tłumaczenie, bo tylko Ty masz patent na celne uwagi i raję. Tyle
                                            agresji, złości, żalów, stąd pewnie ta Twoja bezsenność - poprzedni post o 4
                                            rano, teraz o 6. Nie zrozumiałeś, bo widocznie ta Twoja nabyta wiedza książkowa
                                            nie na wiele się zdaje, do tego trzeba inteligencji a nie wykutych regułek.
                                            Widać jak na dłoni, po tych agresywnych wypowiedziach wszystkich panów tutaj,że
                                            nawet sztuka nie może obronić się przed agresywną postawą biznesmenów
                                            postkomunistycznych: żadnych świętości i zasada "po mnie choć by potop". Już
                                            czekają żeby na ruinach filharmonii biznesy robić, niczym pan Miśkiewicz na
                                            zlikwidowanej stoczni ." Przemień lęk, złość i zazdrość w twórczą energię" - dla
                                            dobra własnego i Sztuki, żeby nikt nie musiał się za Ciebie wstydzić. Miłej
                                            niedzieli.
                        • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 12.03.09, 14:45
                          Jestem przekonany, że nie da się przekroczyć zasad, konieczności
                          zachowania naturalnej formy rozwoju, w której "wartość zawodowa
                          muzyka" może wzrastać jedynie w miarę i w tempie rozwoju jego
                          kultury ogólnej, rozwoju osobowości, wzrostu także wiedzy ogólnej.
                          Obawiam się że nie da się tak nagle przeskoczyć z obecnego poziomu
                          do tamtego - typu "teamwork" - podobnie zresztą jak i w każdej innej
                          sprawie. Jak się dawniej mawiało: dać chłopu zegarek to go i tak
                          będzie kłonicą nakręcał...
                          Idea :samozarządzającej się" orkiestry - nie jest ZAMIAST normalnej
                          dyscypliny zawodowej muzyków, uczciwości i odpowiedzialności wobec
                          odbiorcy; nie ZAMIAST ale PONAD normalną dyscyplinę. Najpierw trzeba
                          dojść do normalnego poziomu dyscypliny zawodowej np. orkiestr
                          niemieckich a po tym dopiero można pomyśleć o odrzuceniu - już
                          wówczas ZBĘDNYCH struktur zarządzania. Inaczej: to nie służy
                          OMINIĘCIU konieczności poddania się w działaniach artystycznych woli
                          dyrygenta (kreatora konkretnej interpretacji utworu muzycznego),
                          tylko możliwe jest wtedy - gdy takie poddanie się jest już czymś
                          absolutnie oczywistym i naturalnym, że przestaje być czynnikiem
                          zauważalnym, w niczym nie przeszkadzając muzykowi pozostawać przez
                          cały czas aktywnym artystą. Może to trochę skomplikowanie brzmi, ale
                          trudno to wyrazić prościej...
                          • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 14.03.09, 23:04
                            Przepraszam za dłuższą nieobecność, ale miałem do zaliczenia ważny
                            egzamin...

                            Ale widzę, że ...wreszcie coś się dzieje. Moja pisanina od początku
                            stycznia jakoś procentuje. Może jednak nasza Filharmonia nie jest
                            bez szans? Może jednak jest jakaś nadzieja...?
                            To ciekawe: wszyscy tu aktywni - mieliśmy chwile zwątpienia, ale
                            jakoś jednak ciągle nam się chce, ciągle wracamy do naszych
                            nadziei...

                            Cóż jednak z tego, że trwa dyskusja i przynosi pewien postęp,
                            skoro ... "u góry" - jakby nigdy nic - rządzi sobie Pan Dyrektor,
                            prowadzi jakieś rozmowy...
                            Apelowałem na samym początku, jeszcze w styczniu, aby Pan Cezary
                            Cichy - po. Dyrektora Wydziału - wstrzymał chwilowo te działania, do
                            czasu przejęcia obowiązków przez nowego Dyrektora Wydziału Kultury.
                            W tzw. międzyczasie odbył się konkurs i osoba Dyrektora została
                            wyłoniona: Pani Agnieszka Stankiewicz. Musi ona zakończyć i "zdać"
                            swoje liczne poprzednie obowiązki, aby przejąć tę funkcję w Urzędzie
                            Miejskim. Dlatego tym bardziej było potrzebne i uzasadnione
                            wstrzymanie dziwacznych działań Dyrektora Filharmonii.

                            W G.Wyborczej zamieszczono wiadomość:
                            Mikołaj Diadiura, pierwszy dyrygent Orkiestry Symfonicznej Narodowej
                            Filharmonii Ukrainy, zostanie nowym dyrektorem artystycznym
                            szczecińskiej filharmonii.

                            "Mikołaj Diadura - To wspaniały artysta, bardzo dobrze znany
                            szczecińskiej publiczności..." - mówi Andrzej Oryl, dyrektor
                            szczecińskiej filharmonii. - "...Jego koncerty zawsze kończyły się
                            długimi owacjami na stojąco. Poza tym to człowiek o niesamowitej
                            sile przekazu, nie tylko muzycznego. Na razie prowadzimy z nim
                            rozmowy, ale już mogę powiedzieć, że zakończą się pomyślnie"...

                            Pytam: skąd całkowity laik może wiedzieć, czy "...to wspaniały
                            artysta, bardzo dobrze znany szczecińskiej publiczności..." ? Był u
                            nas dwa razy. Poprzedniczka mu powiedziała?
                            Dalej mamy bezpośredni pokaz niekompetencji: "Na razie prowadzimy z
                            nim rozmowy, ale już mogę powiedzieć, że zakończą się pomyślnie".
                            Rozmowy są o warunkach pracy, wzajemnych prawach i obowiązkach a
                            przede wszystkim - o pieniądzach. Trzeba kompletnie nie mieć pojęcia
                            o negocjacjach, żeby coś takiego "palnąć"! Inaczej - uspokoił Pan
                            Oryl stronę w rozmowach przeciwną, że rozmowy jeszcze sobie trwają
                            ale "my na wszystkie żądania Diadury się zgodzimy". To w czyim
                            interesie Dyrektor prowadzi te rozmowy? Jeśli przed końcem zapowiada
                            sukces - to chyba w swoim? A Miasto zapłaci. O prowadzeniu
                            negocjacji finansowych nie uczą studentów Wydziałów Aktorskich
                            Akademii Teatralnej!

                            Spotkałem się z Diadurą co najmniej dwa razy. Teraz, gdy w wyniku
                            sprawy tzw. "taśm Oleksego" zostało już oficjalnie zdefiniowane
                            pojęcie "buc" - można śmiało stwierdzić - że zachowanie tego
                            człowieka dokładnie odzwierciedla tę definicję. (Mnie to nie dziwi -
                            uważam to za typowe). A był wówczas jedynie gościem. Co będzie
                            teraz? Człowiek ten ożywia się i normalnieje nieco jedynie na widok
                            i głos swoich "ziomali" - muzyków ukraińskich zatrudnionych w
                            Filharmonii i ich koleżanki - posiadającej już teraz polskie
                            obywatelstwo. No to już teraz wiemy, kto będzie "rządził" i narzucał
                            styl...o czym pisałem wcześniej. Jak to zresztą sobie wyobraża Pan
                            Oryl: przecież Diadura czyli "Dziadura" - jak na niego mówią
                            pieszczotliwie jego krajanie u nas pracujący - nie mówi po polsku;
                            czy znów muzycy mają obowiązkowo uczyć się rosyjskiego. A może
                            trzeba tłumacza na etacie...?
                            To - inaczej mówiąc - po prostu taki "ruski Bevier". On nas nauczy,
                            jak grać Chopina, Moniuszkę i Karłowicza...To musi, po prostu musi -
                            po kilku czy kilkunastu miesiącach się skończyć
                            katastrofą...wybuchem...
                            • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 14.03.09, 23:14
                              Dlaczego apelowałem od początku o chwilowe powstrzymanie działań?
                              Bo przecież nie ma powodu do tak strasznego pospiechu, do września
                              daleko. Dyrektor Artystyczny jest do końca sezonu i pracuje. Jeśli
                              będzie trzeba, to się opóźni następny sezon... Uważam, że to nie
                              przypadek, że Naczelny tak się spieszy, tak się rzucił z panicznym
                              pośpiechem, aby tę sprawę natychmiast załatwić, zawrzeć wiążące
                              kontrakty. Założę się, że będzie tam punkt dot. wysokości
                              odszkodowań, gdyby Filharmonia chciała się z nich wycofać...!
                              Naczelny chce, (a dokładniej to Pani Dyrektor Nasza - Eminencja -
                              która tu podejmuje decyzje) - chce po prostu postawić nową panią
                              Dyrektor Wydziału Kultury przed faktem dokonanym. Zanim ta obejmie
                              swoje obowiązki - zawrzeć kontrakt gwarantujący utrzymanie
                              dotychczasowego "status Quo".

                              To skandal, że Wiceprezydent Jarmoliński i p.o. Pan Cichy pozwalają
                              na coś takiego!. Skoro sprawa jest tak dyskusyjna, skoro ma taki
                              oddźwięk w prasie - trzeba dać Pani Stankiewicz szansę zapoznania
                              się z problemem i wypracowania przemyślanej decyzji. Wysłuchania
                              sprzecznych opinii. Są tutaj niezwykle ważne spostrzeżenia i
                              wypowiedzi - z którymi Pani Stankiewicz powinna się zapoznać, zanim
                              zadecyduje o przyszłości Filharmonii. Powinno być dla Pana
                              Jarmolińskiego oczywiste i bezdyskusyjne, że w takich
                              okolicznościach niezbędne jest chwilowe wstrzymanie decyzji w tej
                              sprawie! Chyba że jest tak zaplanowane, że to On będzie podejmował
                              decyzje, a Pani Stankiewicz będzie je po prostu jedynie realizowała.
                              Byłoby to jednak niezmiernie dziwne, że Pan Oryl posiada całkowitą
                              samodzielność, pies z kulawą nogą się nie zainteresuje tak na
                              prawdę, co ten człowiek tam „uzgadnia” na koszt Miasta, za to jego
                              przełożona – Pani Dyrektor Stankiewicz – jest całkowicie
                              podporządkowana decyzjom T. Jarmolińskiego, nikt się nie liczy z nią
                              i jej zdaniem...
                              Ciekawe co na to Pan Premier Tusk ... no i PiS...?

                              Była tu mowa o konieczności reform, weryfikacji spojrzenia na
                              Filharmonię w ogóle, pod każdym względem. Pojawiły się bardzo
                              ciekawe głosy, ważne informacje. Dyskusja dotknęła kierunku w jakim
                              niezbędne jest przekształcenie tej Instytucji, aby dostosować ją do
                              zmieniającej się rzeczywistości finansowej, rynkowej. Ktoś tu pisał
                              o powtarzającym się od ponad dwudziestu lat cyklu konfliktów
                              i "wywalania" Dyrektorów Artystycznych. O zaklętym kręgu
                              nielogicznych i nieskutecznych działań. My tu sobie gadu...gadu... a
                              tu kolejny taki cykl się zaczyna, kolejne "wywalenie" Dyrektora,
                              kolejny niekompetentny Naczelny, kolejna próba z góry skazana na
                              niepowodzenie i kolejna strata tak cennego dziś czasu... Czy coś
                              znów odebrało mowę i siły Pani Podgajnej – że jako dziennikarz tak
                              beznamiętnie przygląda się tej całej sytuacji?

                              Po co znów próbować sposobu, który w przeszłości się po wielokroć
                              nie sprawdził.

                              Jest 14 marca 2009 roku godzina 22.00. Materiał ten znajdzie się w
                              Internecie w sposób zupełnie niezależny od Gazety Wyborczej. Apeluję
                              niniejszym do Pana Cichego: proszę powiadomić natychmiast Panią
                              Agatę Stankiewicz o toczącej się tu dyskusji! Proszę wstrzymać
                              (odroczyć) natychmiast zawarcie kontraktu z p. Diadurą do czasu
                              przejęcia obowiązków przez Panią Agatę Stankiewicz. Sprawa jest
                              poważna bo dotyczy finansów publicznych ...Ignorowanie toczącej się
                              tu dyskusji i przerzucanie odpowiedzialności za błędne decyzje na
                              Pana Oryla może w przyszłości okazać się nieskuteczne.

                              Co na to Radni – którzy zostali powiadomieni o toczącej się tu
                              dyskusji? Co na to Pani Małgorzata Jacyna Witt – znająca przecież
                              sprawę?
                              • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 00:27
                                Pan Szafrański piastując bardzo długo funkcję Dyrektora Wydziału
                                Kultury - z obojętnością patrzył przez lata na to, co się dzieje w
                                Filharmonii. Może dał się przekonać a może sam doszedł do wniosku,
                                że tak po prostu być musi, że to w tym środowisku naturalne, że
                                zawsze będzie zamieszanie, protesty związkowe, że nic się nie da
                                zmienić i nie warto nawet próbować... Zapewne nie przyszła mu na
                                myśl żadna z artykułowanych tu teraz wątpliwości, czy też żaden z
                                prezentowanych tu pomysłów - wart przemyślenia. Był bierny - jak to
                                zawsze zasiedziały urzędnik. Być może prawdą było to - co o nim
                                słyszałem z ust dyrektorów - że "szczególnie nadaje się na dyrektora
                                wydziału kultury, bo się zupełnie na tym nie zna". Nie zna się a
                                więc nie przeszkadza w realizowaniu własnych planów i interesów
                                tychże dyrektorów, w niczym nie ogranicza samodzielności dyrektorów
                                instytucji kultury, a gdyby nawet próbował - to się go łatwo
                                zbajeruje.... Odejście Dyr. Szafrańskiego było dla Dyrektorów
                                szokiem - Szczegolnie w Filharmonii. Zrozumiałe są w takim przypadku
                                próby "dobrania" odpowiedniego dyrektora Artystycznego pod potrzeby
                                orkiestrowego "zacofaństwa" - aby choć na jakiś czas jeszcze
                                przedłużyć dotychczasowy "układ". Szkoda jaka z tego wynika dla
                                Filharmonii nikogo tam nie interesuje, ważne żeby poudawac jeszcze
                                hrabinię, odebrac jeszcze parę medali i orderów, spłacić jeszcze
                                trochę rat kredytów a'konto dyrektorskiej pensji. Jak Filharmonia od
                                tego "zdechnie" - to cóż, trudno, nie nasza wina, to wina kiepskich
                                muzyków...niskich pensji... No przepraszam: teraz to jeszcze będzie
                                prawdopodobnie MOJA wina...Pan Dyrektor nic nie straci, po prostu
                                zostanie dyrektorem "czegoś innego" ...to muzycy żyjący z tej pracy
                                stracą "chleb" i na dodatek, żeby było głupiej - im bardziej byli
                                zaangażowani i skupieni na samej muzyce - tym dla nich gorzej. Jak
                                ktoś procz etatu ma sklep lub warsztat samochodowy - to i bez
                                filharmonii da sobie radę...
                                Jest jeszcze szansa, póki nie znamy obecnej faktycznej postawy Pani
                                Stankiewicz i jej obecnych kompetencji. Sądząc po dotychczasowych
                                funkcjach i spełnianych zadaniach - są one wystarczające. Pazostaje
                                jeszcze wielka zagadka ... charakter, stopień samodzielności jaki
                                sobie wywalczy u Wice Jarmolińskiego, zdecydowanie, energia,
                                obiektywizm... Zetknąłem się z Panią Stankiewicz kilka lat temu i
                                poznałem jako osobę aktywną, nie gardzącą bezposrednią pracą i
                                rozwiązywaniem bezpośrednich zadań organizacyjnych - pomimo
                                widocznej już, zaawansowanej ciaży (mam nadzieję, że urodziła
                                cudownego i zdrowego dzidziusia :-) - w czasach, gdy pracowała
                                jeszcze w Szkole. Po tym wykonywała dużo bardziej złożone i
                                odpowiedzialne funkcje. Wszystko to dobrze wróży przyszłości kultury
                                szczecińskiej. Bardzo bym chciał porozmawiać z Panią Dyrektor -
                                zanim rzucą się na nią "doradcy" - zasłużone Panie Dyrektor z
                                wielkim doświadczeniem, przodujący muzycy pilnujący własnych małych,
                                śliskich interesików, Dyrektorzy "bardzo przystojni jeżeli idzie o
                                głos" - bojący się o swoje posadki...pan dyrektor szkoły muzycznej
                                pozostający muzykiem w Filharmonii i jednym z czołowych "zacofańców"
                                związkowych...
                                Z tego - tu właśnie powstającego materiału - może się Pani
                                Stankiewicz dowiedzieć bardzo wielu ciekawych faktów i opinii,
                                zasługujących co najmniej na przemyślenie... a przecież o tak wielu
                                sprawach tu - ze względów tak zwanych "zrozumiałych" nie
                                mówimy...przynajmniej na razie jeszcze...
                                Bardzo bym chciał mieć szansę zaprezentować Pani Dyrektor inne
                                zdanie i inne podejście do tematu - niż poprzedni i obecny - pożal
                                się Boże - Dyrektor. Jest ono prezentowane i tu. Chodzi obecnie o to
                                jedynie, żeby niedopuścić do sytuacji, gdy Pani Dyrektor dojdzie do
                                właściwych wniosków a metodą faktów dokonanych za jej plecami
                                wszystko już zostanie "zaklepane".
                                • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 00:55
                                  Oczywiście rozumiem i popieram, przyłączam się z przekonaniem do
                                  wypowiedzi cool_turalnego, choć nie mam takiego dystansu:
                                  Filharmonia jest mi bliska, jestem pozytywnie zaangażowany. Uważam,
                                  że nie jest beznadziejnie o tyle - że zasadniczej zmiany, reformy po
                                  prostu wbrew pozorom dotychczas nigdy nie podjęto. Jest jednak przed
                                  nami jeszcze taka ewentualność, taka próba - by naprawić to co jest
                                  i stworzyć warunki do EWOLUCJI, szybkiego rozwoju. To o tyle wazne,
                                  że najmniej by KOSZTOWAŁO, mam tu na myśli i uwadze także, a może
                                  nawet przede wszystkim - koszty ludzkie.
                                  To nie jest tak, że próby reformy tego co tu mamy zdecydowanie się
                                  nie sprawdziły, nie powiodły. Po prostu - nigdy ich tak na prawdę
                                  nie podjęto.
                                  • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 03:21
                                    cool_turalny napisał:
                                    "...Moja rada byłaby taka, żeby zacząć poważnie myśleć o powyższych
                                    możliwych modelach i reformować orkiestry, grać lepiej, lepiej
                                    dobierać dyrygentów, zanim będzie za późno i jedno z powyższych
                                    rozwiązań stanie się faktem. Brzmi nieprawdopodobnie? Proszę popytać
                                    agentów, muzyków w innych orkiestrach. I proszę mnie nie traktować
                                    jak wroga, bo chyba lepiej, żebym ja to powiedział teraz, niż jakiś
                                    decydent za rok czy za dwa, kiedy na zmiany w FS może być już za
                                    późno.
                                    5 dni na przygotowanie jednego koncertu to naprawdę luksus, na który
                                    coraz mniej orkiestr na świecie może sobie pozwolić..."

                                    Brawo. Dokładnie to samo piszę od stycznia.

                                    Otóż zanim będzie za późno, zanim pozostanie tylko "jeden z
                                    wymienionych modeli" (zaspokojenia potrzeb kulturalnych mieszkańców -
                                    bez utrzywywania własnej wielkiej orkiestry symfonicznej) - można
                                    jeszcze spróbować zreformować tę orkiestrę i o tym od dwóch miesięcy
                                    piszę. W tej chwili obiekt ogranicza możliwości koncertowe ale nie
                                    ogranicza własnej pracy i rozwoju. Trudno tu w tej obskórnej auli
                                    przy Urzędzie Miejskim organizować więcej koncertów symfonicznych,
                                    ale orkiestra może się rozwijać.
                                    Po pierwsze - trzeba ustalić model organizacyjny. Obecny jest
                                    absurdalny, anachroniczny, przypadkowy, dostosowany do specyficznych
                                    potrzeb Pani Dyrektor i idiotycznych nacisków "związkowców" na
                                    ograniczenie "administracji". Kiedyś było nawet tak, że gdy
                                    zaistniała potrzeba zmniejszenia liczebności I skrzypiec, zwolnienia
                                    kogoś - to związkowcy wymusili - na zasadzie "odwetu" - zmniejszenie
                                    liczebności administracji o jedną osobę. Problem polega nie na
                                    ambicjach czy "socjalistycznym poczucie uprawiedliwości społecznej"
                                    działaczy solidarności - tylko na tym, że orkiestra może śmiało grać
                                    pełną symfonikę zarówno wtedy, gdy ma 14 pierwszych skrzypiec jak i -
                                    gdy ma ich 13, natomiast księgowość nie jest w stanie sprostać
                                    pełnej procedurze księgowości budżetowej i sprawozdawczości - gdy
                                    ma - przykładowo i abstrakcyjnie piszę - dwoje pracowników zamiast
                                    trojga... Stąd właśnie się wywodzi absurdalna sytuacja, gdy
                                    struktura organizacyjna administracji jest całkowicie nielogiczna i
                                    nie odpowiada niezbędnym potrzebom. Organizacja administracji jest
                                    skandalicznie wypaczona a jeszcze - z winy nepotyzmu i prywaty -
                                    bardzo dużo tam niekompetencji. Mamy skandaliczna organizacja pracy,
                                    oparta na sympatiach osobistych i "widzimisię" Pani Kierownik M a
                                    nie na sensownym i przemyślanym podziale ról, zadań i oparciu się na
                                    autentycznych kompetencjach. Ale to przecież można natychmiast
                                    zmienić; po prostu - pisałem już o tym do nudności - natychmiast
                                    zaangażowac kompetentnego dyrektora naczelnego po studiach
                                    administracyjnych lub managerskich (MBA) oraz
                                    podyplomowym "zarządzaniu instytucjami kultury" i on już będzie
                                    wiedział ile i jakich osób mu potrzeba do wykonania zadania, kto z
                                    obecnie zatrudnionych jest potrzebny a kto nie spełnia wymogów i
                                    musi albo się szybko dokształcić, albo zrobić miejsce osobie
                                    kompetentnej. To proste i oczywiste jak dwa a dwa - cztery, jednak
                                    NIGDY tego nie zrobiono, nie próbowano nawet, więc nikt nie ma
                                    żadnych podstaw twierdzić, że Filharmonia jest niereformowalna. Nikt
                                    dotychczas nie próbował jej zreformować, a z całą pewnością nie jest
                                    w stanie tego zrobic obecny Dyrektor Sztukas.
                                    • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 03:33
                                      W filharmonii jest absurdalna struktura organizacyjna, nie podobna
                                      do żadnej innej filharmonii a odpowiadająca jedynie potrzebom
                                      towarzysko-koteryjnym poprzedniej Dyrektor. Wszystko opiera się na
                                      obcięciu zatrudnienia poniżej potrzeb i zapewnieniu centralnej
                                      pozycji "niezastąpionej i niezbędnej" Pani Uniwersalnej Kierownik -
                                      bez której wszystko się zapewne rozsypie... To wynaturzenie i
                                      absurd. Jaki cymbał i kiedy ustalił "raz na zawsze", że liczba
                                      etatów osób zatrudnionych w Filharmonii nie może przekraczać 100,
                                      nie analizując obiektywnie jakie są obiektywne potrzeby wynikające z
                                      charakteru Instytucji. Przecież ta liczba musi wynikac z obiektywnej
                                      analizy a nie z zacieków na suficie! Wystarczy porównać faktyczny
                                      stan organizacji z podobnymi instytucjami. Tu kompletnie brak
                                      podziału zadań w taki sposób aby ze sobą nie kolidowały i pozwalały
                                      na pełne wykonanie. Trzeba raz na zawsze skończyć z wtrącaniem się
                                      związków zawodowych do sposobu organizacji oraz składu osobowego i
                                      ilości pracowników, bo jak to już wcześniej wykazano - muzycy-
                                      związkowcy po pierwsze nie mają najmniejszego prawa ingerowac w to,
                                      a po drugie - nie mają najmniejszego pojęcia o zadaniach
                                      poszczególnych osób i ich praco-, oraz czaso-chłonności. Nie mają
                                      pojęcia o rachunkowości budżetowej i wynikających z niej, z ustawy o
                                      VAT, ustawy o zamówieniach publicznych, ustawy o ZUS, ustaw
                                      podatkowych itp, itd - ogromnej masie terminowych obowiązków,
                                      dlatego żądanie zwolnienia kogoś z administracji w odwecie za
                                      zmniejszenie liczby muzyków - powinno po prostu trafić do kosza na
                                      śmieci! Oczywiście: trzeba uwzględniać prawo związków do OPINIOWANIA
                                      I PRZEKAZYWEANIA UWAG ale muszą one po prostu przechodzić normalny
                                      proces weryfikacji i mogą być po prostu odrzucane - gdy są
                                      nieuzasadnione. Orkiestra nie zarządza Instytucją i uwagi przez nią
                                      przekazywane nie są poleceniami dla dyrektora! Nie znaczy, że nie
                                      mogą być słuszne, pomocne i warte uwzględnienia. To jest wynaturzone
                                      w Filharmonii i musi, i może zostać unormowane, ale do tego jest
                                      potrzebny Dyrektor z charakterem i gwarancją lojalności Zarzadu
                                      Miasta. NIe może być tak, że w dziale Gospodarczym, który zajmuje
                                      się np. zakupami - jest sama Pani Kierownik, a nie ma pracownika,
                                      zaopatrzeniowca, referenta - posługującego się swobodnie komputerem.
                                      Gorzej: był zaopatrzeniowiec, magazynier, referent - posługujący się
                                      swobodnie komputerem - ale wyznaczono mu inne obowiązki. Jak można
                                      dziś - gdy wiele firm już nie wydaje katalogów drukowanych -
                                      ograniczając się dla oszczędności do istnienia w sieci - załatwiać
                                      zakupy "na telefon" - jak za Ćwieczka, nie posługując się do
                                      zbierania ofert i porównywania cen komputerem (internetem) - a tak
                                      jest w Filharmonii. Sama Pani Kierownik musi być zapoatrzeniowcem,
                                      magazynierem, referentem, specjalistą od remontów i inwestycji,
                                      zamówień publicznych i jeszcze nadzoruje utrzymanie obiektu...Przy
                                      najlepszych chęciach - brak czasu na KIEROWANIE PRACĄ, NADZOROWANIE
                                      PODWłADNYCH - kiedy się samemu zasuwa... Dokładnie tak samo jest w
                                      Dziale Koncertowym. Niedawno to było Biuro Koncertowe, ale gdy się
                                      okazało, ze Kierownik Działu może mieć wyższą pensję niż kierownik
                                      Biura - nazwę zmieniono (no i pensję - ma się rozumiec - także). Ale
                                      poza tym - nic, dalej jest chaos, wieczna improwizacja, nadrabianie
                                      błędów i pomyłek. Brak podziału ról ma bezpośrednie konsekwencje:
                                      kto inny powinien zajmować się "organizacją widowni" a więc
                                      sprzedażą biletów, promocją konkretnych koncertow i cyklów,
                                      kontaktami z klientem "instytucjonalnym" itp, a kto inny - z
                                      promocją artystów, solistów i orkiestry jako takiej. Dlatego często
                                      zdaża się - jak choćby przy niedawnym koncercie naszych muzyków -
                                      Piotra K. - że promocja nakierowana jest jedynie na sprzedaż
                                      biletow. A nie jest przeważnie trudno zapełnic tak małą salkę. Jest
                                      komlet - to brak promocji artystów występujących, no bo po co,
                                      bilety sprzedane. Ale to nie jest miejsce dla amatorów,
                                      zachowujących się jakby sprzedawali jaja na Turzynie. Przecież mimo
                                      że bilety na koncert są sprzedane - artyści; ostatecznie nie byle
                                      kto - Jan Stanienda, no i Nasz świetny Piotr z tym "nie byle kim"
                                      razem grający - zasługiwał na promocję, na te choćby trzydzieści
                                      plakatów indywidualnych, jego właśnie osobiście dotyczących. Plakaty
                                      drukuje się na OFFsecie, dlatego ich liczba jest często zbyt duża,
                                      często nie ma co zrobić z całą wydrukowaną ilością, bo Filharmonia
                                      nie dba też o miejsca ogłoszeń, niedawno Pani Dyrektor zrezygnowała
                                      ze świetnego miejsca przy placu Grunwaldzkim a własnych słupów
                                      ogłoszeniowych jest zaledwie kilka. Zamiast drukować zbyt dużą ilość
                                      plakatów i sto wyrzucać, można by wydrukować mniej a za
                                      zaoszczędzone pieniądze - trzydzieści innych, specjalnych,
                                      dotyczących promocji muzyków, solistów tej orkiestry. Ale do tego
                                      musi być fachowiec, mający pojęcie o poligrafii, najlepiej gdyby sam
                                      był plasytkiem, grafikiem komputerowym i mógł coś zaprojektować,
                                      wtedy mniej się płaci drukarnii cyfrowej... Wszystko musi mieć sens
                                      a ten sens może zapewnic jedynie kompetentny, rzutki organizator. Co
                                      zrobił Pan Oryl przez niemalże trzy "sezony" swojego urzędowania?
                                      Wydał kilka zarządzeń. Na przykład - że Inspektor orkiestry ma
                                      obowiązek rejestrowac fakty niewłaściwego zachowywania się lub
                                      łamania dyscypliny pracy przez muzyków. Ale skąd miał wiedzieć -
                                      biedak - że jak świat - światem - każdy inspektor taki obowiązek ma,
                                      od "zawsze" tak było i jest - bez jego zarządzenia. No skąd miał
                                      wiedzieć? Przecież na studiach aktorskich tego nie uczą...
                                      • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 13:05
                                        Trzeba wreszcie przestać traktować muzyków jak bałwanów, którym
                                        się "należy" pełna wysoka płaca i wielka swoboda; duża pensja za 3
                                        godziny pracy dziennie - pomimo że niektórzy faktycznie BAŁWANAMI
                                        SĄ. Tu doprawdy nie chodzi o przydział zasiłku socjalnego "na
                                        dzieci" - jak niektórzy dotychczas sądzą (szaramysz?). Proponowałem
                                        gdzieś na początku sposób, jak zwiększyć budżet Filharmonii w tym i
                                        budżet płac - bez potrzeby (tymczasowo) zmieniania wszystkiego w
                                        sposób szokowy. Po co – ktoś zapyta. Po to aby móc więcej wymagać od
                                        własnych pracowników, przejąć dodatkowe obowiązki na rzecz
                                        mieszkańców. Aby mogli poświęcić więcej czasu Filharmonii – nie
                                        musząc dorabiać „na boku”. W Filharmonii - tym bastionie socjalizmu
                                        Pani Zasłużonej - niektórzy nie zauważyli, że dwadzieścia lat temu
                                        zmienił się ustrój polityczny naszego kraju, zaczął się zmieniać
                                        ustrój gospodarczy i to nastąpiło z woli demokratycznej większości a
                                        nie w wyniku wrogiego przewrotu. Pensja muzyka jest za 8 godzin
                                        pracy, bo muzyk jest normalnym pracownikiem najemnym i podlega
                                        wszelkim przepisom Ustawy regulującej powszechnie stosunki pomiędzy
                                        zatrudniającym a zatrudnionym. Ja celowo i specjalnie nie używam tu
                                        idiotycznego sformułowania "pracodawca" - bo od dwudziestu lat nikt
                                        już nikomu i niczego nie daje! Także dotyczy to pracy. Pracę
                                        się "kupuje" i "sprzedaje" i jest to po prostu także pewna gra
                                        rynkowa. To wynik pewnej umowy a obie strony generalnie są sobie
                                        potrzebne; stosunek między nimi jest po prostu wynikiem pewnego
                                        wypośrodkowania. Daleki jestem od radykalnych twierdzeń czy
                                        rozwiązań, ale to jest po prostu oczywistość. Dziś po prostu tak
                                        jest, że aby zwiększyć zarobki, trzeba zwiększyć nakład pracy, jej
                                        wydajność i (lub) jakość i umieć to jeszcze "sprzedać".
                                        Ma wreszcie rację cool_turalny i ostrzega jak życzliwy przyjaciel,
                                        że jest OSTATNIA CHWILA na opamiętanie. Zmiany nastąpią.
                                        • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 13:08
                                          To wcale nie musi być tak, że muzyk "odbębnia" 3 godzinki z
                                          półgodzinną przerwą - "pańszczyzny" i biegnie zarabiać do innej
                                          pracy. Na tę samą wypłatę ktoś inny, też magister i wcale nie
                                          gorszy - musi pracować 10 godzin. Oczywiście - ta przerwa jest
                                          konieczna, bo nie-muzycy nie zdają sobie sprawy jak bardzo
                                          intensywna, wyczerpująca psychicznie i fizycznie jest to praca.
                                          Wcale nie musi być tak, że połowę (teoretycznie) czasu pracy
                                          stanowi "praca własna" w domu. Żeby poważnie zająć się odtworzeniem
                                          orkiestry - te proporcje mogą być czasowo zmienione. Żeby więcej
                                          zarobić - trzeba przyjąć na siebie większe obowiązki, większą pracę
                                          oraz drożej wynik tejże pracy sprzedać. Jest na to prosty sposób –
                                          podawałem go. Musi i może nastąpić okres intensywniejszego
                                          dochodzenia do formy zespołu - po to właśnie, aby kompetentny
                                          manager -0 który będzie zatrudniony - miał co sprzedawać, promować.
                                          Musi być specjalista od reklamy – a nie ma takiego: jest Pan x –
                                          któremu to wpisano do zakresu obowiązków aby mieć pretekst
                                          podwyższyć mu pensję. Jakość orkiestry zaczyna się od "materiału
                                          wyjściowego" oczywiście, ale także od ilości i jakości razem
                                          przepracowanego czasu. Trzeba zmienić proporcje pomiędzy czasem
                                          pracy zespołowej a pracą własną. Zespół w fazie rozwoju potrzebuje
                                          trenera, stałego partnera trenującego zasadnicze umiejętności
                                          zespołowe niezależnie od aktualnego programu koncertowego. Ta
                                          orkiestra nie słucha dyrygentów, wszystko gra "po swojemu" - czyli
                                          średnio głośno i średnio razem, sztampowo i schematycznie, tak jak
                                          zawsze się grało...Nieraz mnie szlag trafia jak słyszę i widzę
                                          wysiłki kolejnych gościnnych dyrygentów, aby coś zmienić,
                                          dodać...niektórzy mówią w piątek: cóż nie udało nam się zrobić tego
                                          i tamtego tak jak zamierzałem..ale już dziś jest piątek i trudno,
                                          zagramy tak jak możemy. Tak mówią i ... wyjeżdżają, zabierając ze
                                          sobą NEGATYWNĄ opinię, którą się przecież dzielą z innymi. Ta
                                          orkiestra nie umie zagrać pianissimo, wszystko jest średnio i
                                          sztampowo. Ta orkiestra nie reaguje na każdy gest dyrygenta tylko
                                          gra po swojemu, a co - przecież jesteśmy niezależni, samorządni - co
                                          nam tu TAKI będzie nakazywał. My lepiej wiemy jak grać a dyrygent
                                          ma "machać" i nie przeszkadzać! ...właściwie często odnosi się
                                          wrażenie, że dyrygent jest zaledwie z trudnością tolerowany. Pusty
                                          śmiech ogarnia na pizzicato całej grupy smyczków; to coś jakby stado
                                          kulawych szkap, a przecież to zależy od ilości wspólnej pracy
                                          treningowej, zgrania... no i pozytywnego nastawienia, od chęci -
                                          których brak.
                                          • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 13:29
                                            Cały model "Dyrektora Artystycznego" jest do poważnego przemyślenia.
                                            Naczelny jednak nie widzi konieczności myślenia, nie pozwala na to,
                                            żeby tylko koniecznie jak najszybciej "zaklepać swoje". Nikt nie
                                            chciał się tu wcześniej wypowiadać na temat roli Artystycznego – o
                                            co pytałem celowo, chcąc sprowokować wymianę opinii na ten temat. Co
                                            od Niego powinno się oczekiwać z punktu widzenia orkiestry i z
                                            punktu widzenia „Miasta” . Dotychczas to był po prostu jeden z
                                            gości, od czasu do czasu bywający w Instytucji a zajmujący się
                                            własną karierą....no i własnego syna lub córeczki... dla którego
                                            orkiestra staje się darmowym akompaniatorem. Dyrektor jest -
                                            oczywiście z "normą zerową: - co oznacza otrzymywanie pensji bez
                                            żadnej pracy, za samo istnienie. W przypadku niejakiego Pana S. - a
                                            było to już kilka lat temu w innej sytuacji ekonomicznej - było to:
                                            zasadnicza pensja 4 tysiące ZA SAMO BYCIE DYREKTOREM oraz do tego po
                                            4 tysiące - za KAŻDY dyrygowany tu koncert. Tak właściwie to był
                                            Dyrektorem gdzie indziej, wykładał w Poznaniu, mieszkał w
                                            Katowiacach a tu przyjeżdżał czasem "zadyrygować". Dyrygował bardzo
                                            dobrze – to prawda... Nigdy nie pracował poważnie z tą orkiestrą, na
                                            koniec ostentacyjnie wyznał, że nie zamierza być "trenerem" - bo
                                            jest wielkim "kreatorem" i szkoda mu czasu, a taka
                                            pensja "dyrygentowi tej klasy" się NALEŻY i nie jest wcale zawyżona.
                                            Przecież wiedziała o tym i Dyrektor Naczelna i Dyrektor Wydziału
                                            Kultury i Prezydent miasta... tak to było zaakceptowane.

                                            Co się teraz czepiać orkiestry: z tą orkiestrą nigdy nikt na
                                            poważnie nie pracował! A w każdym razie od dawna. Do Wiłkomirskiego
                                            już się nie cofajmy, bo to już i nie ta (personalnie) orkiestra.
                                            Dlatego apeluję o wstrzymanie powielania znów tego schematu, o
                                            wstrzymanie angażowanie kolejnego "kreatora" własnej kariery na
                                            zachodzie - po to aby się zastanowić, szybko i poważnie przemyśleć -
                                            jaki ma być model pracy orkiestry.
                                            Wymaga on zmiany, choćby nie wiem jak się temu przeciwstawiały siły
                                            wsteczne. Może trzeba się przyjrzeć treści umowy jaka ma być zawarta
                                            z Diadurą...żeby to znów nie było tak jak zawsze. Z tego co tu piszą
                                            muzycy wynika, że nie rozumieją oni, za co się dostaje pieniądze w
                                            filharmonii, jaka jest rola Rady Artystycznej, jakimi zasadami się
                                            rządzą ich możliwości awansu lub degradacji zawodowej; było tam
                                            wręcz oskarżenie o łamanie przez dyrektora podstawowych zasad,
                                            uleganie plotkom czy "robieniu komuś koło pióra". Winni takich
                                            działań powinni być z zespołu natychmiast usunięci. Może pomysł
                                            Dyrektora Artystycznego jest w ogóle zasadniczo zły; może powinien
                                            być jeden kompetentny dyrektor i po prostu etatowy dyrygent,
                                            codziennie będący w pracy i codziennie choć przez pół godziny
                                            pracujący z orkiestrą technicznie, wykonujący ćwiczenia techniczne
                                            poczynając od reagowania na każde polecenie dyrygenckie, nawet
                                            najbardziej zaskakujące - i to niezależnie od aktualnego programu i
                                            osoby dyrygenta przygotowującego go na koncert. Może próby powinny
                                            być 4 - 5 godzinne z przerwą na lunch i praca nad wieloma utworami
                                            występującymi w przyszłych programach, mozolne opracowywanie
                                            szczegółów przez dłuższą ilość czasu, po to aby to opanować, zmienić
                                            standardową interpretację sztampową na coś nowego, oryginalnego co
                                            się da "drogo sprzedać" , nagrać z sukcesem fonograficznym itp. A
                                            chodzi też i o przygotowanie do więcej niż jednego koncertu
                                            tygodniowo. Nie jest powiedziane że to muszą robić stale te same
                                            osoby, powinny być zmiany, przestoje, możliwość wlaściwego ułożenia
                                            planów pracy. Początkowo musi to być także praca "szkolna" - do tego
                                            doszło, żeby ponownie przypomnieć niektórym jak grać pianissimo, jak
                                            operować wspólnie charakterem brzmienia, jak patrzeć na dyrygenta i
                                            bez żadnych zastrzeżeń reagować na każde drgnienie jego ręki nawet
                                            wówczas, gdy nam się jego pomysł nie podoba, gdy jesteśmy innego
                                            zdania. Orkiestra musi być jak FALE MARTENOTA, gdy każde najmniejsze
                                            nawet drgnienie ręki dyrygenta wywołuje natychmiastową i
                                            przewidywalną, zaplanowaną zmianę dźwięku. Ale do tego trzeba UZNAĆ
                                            PRAWO DYRYGENTA DO DYRYGOWANIA – a tego przede wszystkim brak!
                                            Zawodowy muzyk orkiestrowy powinien czerpać zadowolenie ze sprawnego
                                            działania w zespole któremu się podporządkował - odwrotnie jak
                                            solista. A po godzinach pracy każdy może stac się solistą,
                                            wirtuozem, realizować swoje prywatne plany koncertowe.
                                            • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 13:41
                                              Możliwe, że się nie obejdzie bez „podziękowania” kilku osobom, ale
                                              ja wiem i obserwowałem to w swojej praktyce, że ludzie doskonale
                                              potrafią i wręcz chcą dostosowywać się do rozsądnych oczekiwań,
                                              wymagań, zwłaszcza gdy widzą realny wynik. Artyści, muzycy są ludźmi
                                              niezwykle potrzebującymi sukcesu, realnego pozytywnego wyniku
                                              własnej pracy. Wieloletnia stagnacja, błędy zarządzania –
                                              zniechęciły wielu, ale już pierwsze sukcesy, pierwsze oznaki
                                              pozytywnych zmian napędzałyby dalsze wysiłki oraz zmianę postaw. I
                                              nie chodzi tu o jakąś niesamowitą rewolucyjną zmianę: można to
                                              zrobić bardzo szybko; po kilku miesiącach orkiestra ta mogłaby być
                                              nie do poznania. Chodzi też o promowanie właściwych postaw, wzorców
                                              a otwarte ganienie tych niewłaściwych. O otwarcie, asertywnośc - a
                                              nie podmiatanie pod dywany. O obarczenie kierowników grup
                                              instrumentów realną odpowiedzialnością i realnymi możliwościami. O
                                              faktyczny autorytet koncertmistrza – zakotwiczony w lojalności
                                              Dyrektora. Za długo muzycy z pobłażliwością spoglądali
                                              na „warajana” - podśmiewając się z niego po kątach. Tu nie chodzi o
                                              żaden cud. Po prostu zwyczajne kompetentne działania organizacyjne.
                                              Dlatego piszę: przerwijmy szaleństwo dyrektora prącego jak „ruski
                                              ślizgacz” do zaangażowania nowego Dyr. Art. - na starych zasadach,
                                              jako kontynuację błędnej dotychczasowej drogi - aby się tylko nic
                                              nie zmieniło „u góry”. Bo za rok znów będzie: "orkiestra ma przecież
                                              prawo raz na jakiś czas zaopiniować swojego Dyrektora
                                              Artystycznego... w interesie melomanów..."
                                              Posiadanie własnej miejskiej doskonałej orkiestry znanej i sławnej w
                                              europie, nagrywającej ciekawe płyty i promującej miasto w sposób
                                              bezpośredni na całym świecie – to jednak coś innego niż zapraszanie
                                              jedynie obcych orkiestr, gościnnie występujących, choć melomanowi
                                              może się wydawać inaczej. Dobre, równorzędne orkiestry mogą się
                                              wszak wymieniać koncertami, z pożytkiem i dla własnych melomanów ale
                                              i dla promocji własnych miast.
                                              • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 15.03.09, 14:07
                                                Cool_turalny ma całkowitą rację. Po prostu pisze to samo co ja, ale
                                                umie to zgrabniej ująć i doprecyzowac to szczegółową wiedzą. Szanuję
                                                to i bardzo dziękuję.
                                                Myślę,że jeszcze jest możliwy pozytywny obrót spraw. Jeszcze można
                                                zawrzeć z zarządem Miasta układ oparty na przejęciu większych
                                                obowiązków, konkretnie promocyjnych i oświatowych - wraz z pewnym
                                                odpowiednim partycypowaniem w budżecie na tamte zadania, no i
                                                oczywiście zobowiązaniem się do szybkiego wzrostu poziomu, realnym,
                                                faktycznym zabraniu się do roboty, zakasaniu rękawów na najbliższy
                                                rok albo do czasu oddania nowego obiektu. Oczywiście to nie jest
                                                zadanie dla "orkiestry" tylko dla nowej administracji, managera oraz
                                                dyrygenta. Cała struktura organizacyjna musi zostać dopasowana,
                                                unowocześniona. Treść umowy z dyrygentem - Dyrektorem Artystycznym
                                                zależy od wcześniejszej decyzji w tej sprawie. Musi być tam zawarte
                                                to - czego Miasto od Dyrektora oczekuje. Nie "norma zerowa". Dlatego
                                                właśnie zanim nie zapadnie w tej sprawie decyzja, zanim nie wypowie
                                                się Pani Dyrektor Stankiewicz - nie powinno się tej umowy
                                                podpisywać, finalizować. Może się wszakże okazać, że oczekiwania i
                                                pozycja Dyrektora Artystycznego powinna być zupełnie inna albo - że
                                                Miasto rezygnuje z obsadzania takiej funkcji i rozwiązuje inaczej
                                                kwestię Dyrygenta...Oczywiście wszystko zależy od tego, czy Miasto a
                                                konkretniej Władze miasta oraz mieszkańcy będą chcieli zainwestować
                                                w pomysł posiadania własnej orkiestry, narzędzia promocji miasta i
                                                przedmiotu dumy - jak w innych wielu ośrodkach kulturalnych.
                                                A to, czy bedą chcieli - zależy od prawdopodobieństwa powodzenia
                                                takiego planu naprawy.
                                                A stopień tego prawdopodobieństwa - zależy od autentyczności postaw
                                                ludzi, od chęci...

                                                Dobra: nadrobiłem zaległości...
                            • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 22.03.09, 20:40
                              Oczywiście - Pani Agata Stankiewicz, nie Agnieszka ...ale i tak by
                              było ładnie. Oba imiona lubię, dlatego mi się mylą, za co
                              przepraszam.
                          • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.gprs.plus.pl 17.03.09, 02:43
                            Można się skontaktować z Filharmonią Narodową Ukrainy - na
                            Wołodymyrskim Spustie w Kijowie, a jakże... można ...
                            I okazuje się, że prawdopodobnie niewłaściwie piszę nazwisko
                            dyrygenta. Tutaj niestety nie mamy do dyspozycji cyrylicy, ale po
                            ukraińsku to się pisze: D - ja - d - ju - r - a ...czyli Diadiura a
                            nie Diadura. Oczywiście mamy tu jeszcze wielki problem
                            transliteracji z języka ukraińskiego z punktu widzenia nauki
                            polskiej oraz specyficznej "transliteracji" - stosowanej przez
                            samych ukraińców - dającej takie "łamańce" jak np. Mykhailo ...
                            Wydaje się jednak, że powinno się pisać Diadiura.
                            • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 18.03.09, 15:42
                              Kto się tam znowu podszywa.
                              Uwaga - bezrobotni:
                              Nowy sposób poszukiwania Dyrektora Artystycznego Filharmonii.

                              www.epuls.praca.gov.pl/index.php?ePulsNrSesji=e8e07293035d72be46218c5c293eb229

                              • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 20.03.09, 12:16
                                a to dranie: ...zmienili link;
                                Uwaga - wszyscy bezrobotni.
                                Dyrekcja Poszukuje Dyrakcji Artystycznej, takiej "w sam raz".
                                www.epuls.praca.gov.pl/index.php?up=32620
                                • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 20.03.09, 12:18
                                  Uwaga: oferta tylko dla absolwentów szkół muzycznych!
                                  Szczegóły - w pupie.
                                  • Gość: karolek Re: W obronie Filharmonii IP: *.libra.ar.szczecin.pl 21.03.09, 23:17
                                    Zaręczam, że gdy wstawiam ten link - jest on dobry, to potem nagle
                                    się zmienia. Ale jeśli postanowiłem raz pokazać to ogłoszenie -
                                    zrobię to:
                                    gutambe.sitesled.com
    • Gość: karolek Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorzej .. IP: *.libra.ar.szczecin.pl 21.03.09, 23:22
      Właściwie to przed chwilą, gdy przeczytałem informację o powołaniu
      przez Prezydenta Krzystka znanego nam pana Marka Sz. na koordynatora
      starań Szczecina o miano ESK 2016 -
      (www.kurier.szczecin.pl/Art.aspx?a=18938)
      - dopiero zrozumiałem sytuację.
      Zacząłem przypominać sobie fragmenty wcześniejszych wypowiedzi
      różnych osób; Barbary z Pogodna, Googlera, Cool_turalnego i
      innych...Nawet ja sam już wcześniej przeczuwałem prawdę...

      Zastanowiłem się więc: jak Prezydent mógł powołać kogoś takiego na
      takie stanowisko?
      Czyżby był aż do tego stopnia nieświadomy, pozbawiony rozeznania i
      informacji?

      Przecież to była bardzo głośna była sprawa – przymusowe odejście
      Pana Sz. ze stanowiska Dyrektora Opery. Opera co prawda podlega
      Urzędowi Marszałkowskiemu a nie Miejskiemu, ale
      przecież ZA COŚ musiał ten człowiek odejść, nie "za niewinność";
      tam była jakaś wielka afera, w dziwaczny sposób ukrywana i
      maskowana.

      Były tam jakieś kontrole z Urzędu Marszałkowskiego, które coś tam
      wykazywały, były podejrzenia o niegospodarność, nadmierną rozbudowę
      administracji kosztem zdziesiątkowanej orkiestry i zespołu
      artystycznego, udane próby zdeklasowania własnego zespołu -
      zastępowanego "impresariatem" obcych gotowych przedstawień..,
      delikatnie mówiąc "niewłaściwą" gospodarką finansową związaną z tym
      impresariatem prowadzącą do podejrzenia „czerpania prywatnych
      korzyści z wykorzystania majątku publicznego”, z rozdawaniem
      parotysięcznych kwartalnych premii kilku przez siebie zatrudnionym
      własnym asystentkom ...

      Nie mam dokładnej wiedzy, bo nie byłem tym osobiście zainteresowany,
      ale coś się tam musiało potwierdzić z tych negatywnych ocen i
      oskarżeń, skoro ten człowiek został zwolniony z funkcji Dyrektora,
      odszedł bez protestów i zajął się odpowiednią dla siebie
      działalnością na właściwym sobie poziomie - w organizacjach
      pozarządowych, czy może w jakimś „Domu Kolejarza”...

      Musiały być bardzo poważne powody, że usunięto go z funkcji
      Dyrektora Opery (wraz z nim odszedł wówczas i J. Kraszewski) – tym
      bardziej – gdy było to wówczas równoznaczne z powrotem do Opery
      kogoś tak histerycznie, psychopatycznie znienawidzonego przez
      operowych „związkowców” p. Bosiackiej – jak dyrektor – dr W. Kunc.

      Czy to wszystko nagle teraz już stało się nieważne? Czy Marszałek
      zupełnie nie kontaktuje się z Prezydentem Miasta - choćby i
      pośrednio – poprzez swoich urzędników? Albo w przeciwnym kierunku?
      Czy Prezydent Piotr Krzystek lub p. Jarmoliński może być do tego
      stopnia pozbawiony informacji, rozeznania kto jest kim? Czy
      Prezydent Piotr Krzystek przyjmuje bezkrytycznie każdą – podawaną mu
      przez „usłużnych” i „życzliwych” - informację?
      • Gość: karolek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.libra.ar.szczecin.pl 21.03.09, 23:27
        Wreszcie trzeba zapytać: czy istotnie w tym mieście nie mamy już
        nikogo odpowiedniego, że sięgamy po takie osobistości?

        A może to jest po prostu wielka gra pozorów z "fantami" do wygrania -
        i wcale tu nie jest potrzebny ktoś kompetentny, kto by chciał się
        poświęcić kulturze tego miasta i zostawić tu swoją pracę, wysiłek i
        część życia – tylko ktoś sprawny w przechwytywaniu tychże „fantów” ?
        Może po prostu jesteśmy naiwni - oczekując czegoś podobnego – jako
        mieszkańcy i miłośnicy muzyki? Może cała sztuka polega na tym, żeby
        zrobić wiele szumu wokół konkursu ESK 2016, zamącić wodę i pomimo
        nieuniknionej przegranej Szczecina - wypłynąć bezpiecznie i
        niezauważalnie ...z dziwnie rozepchanymi kieszeniami...załapawszy
        się na „fanty” i urwawszy dla siebie co się da z ogromnej masy
        zmarnowanych na ten konkurs pieniędzy publicznych.
        Może to wszystko, cała ta „przepychanka” i „podchody” różnych osób i
        organizacji wokół sprawy konkursu na ESK 2016 – to po prostu jakby
        ustawianie się i przepychanie prosiaków ryjem do żłoba – pustego
        jeszcze – i brakuje jedynie kogoś, kto coś do tego żłoba wrzuci...a
        to „coś” - to dziesiątki czy setki milionów złotych z publicznych
        funduszy, asygnowanych na ten – z góry skazany na niepowodzenie –
        cel. Dla niewielkiej grupy dobrze ustawionych pod żłobem prosiaków –
        z pewnością zakończy się to powodzeniem ...a pozostałe 450.000
        mieszkańców...
        • Gość: karolek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.libra.ar.szczecin.pl 21.03.09, 23:33
          Kiedyś - w PRL mawiano, że wszelkie dyskusje są bezsensowne, bo o
          czymkolwiek by nie zacząć rozmawiać, prędzej czy później dojdzie się
          do "przewodniej roli partii" - a ta już była poza dyskusją, to
          kończyło wszelką dyskusję. Wygląda więc na to, że niewiele się
          zmieniło, bo i obecnie - nieuchronnie dochodzimy do roli władzy
          samorządowej czy wojewódzkiej między innymi w sytuacji kultury,
          sytuacji ludzi i instytucji kultury...
          Analizując sytuację w Filharmonii – dochodzę do wniosku, że dalej
          dokładnie to się potwierdza. Wszystko zawsze zależało od władzy;
          partyjnej, państwowej a teraz – samorządowej.
          Od początku mojej pracy uderzał mnie niesamowity brak samodzielności
          tej instytucji. I tu nie tylko chodzi o specyficzną postawę Pani
          Dyrektor; postawę koniunkturalizmu, uległości i konformizmu.
          Uderzała też agresywna postawa urzędników Urzędu Miejskiego.
          Słusznym by było pytanie, co było tu przyczyną a co skutkiem.
          Najrozmaitsi dyrektorzy, kierownicy z UM – zachowywali się wobec
          pracowników Filharmonii tak, jakby wszyscy byli ich zwierzchnikami.
          Nawet każdy pożal się Boże młodszy referent z Działu Gospodarczego
          UM – czuł się i zachowywał, jak ktoś mający więcej do powiedzenia w
          sprawach naszej instytucji – niż jej Dyrektor Naczelna. Przychodziła
          Pani Słodkowska i wydawała polecenia – jakby tu chodziło o jeden z
          wydziałów Urzędu Miejskiego a nie odrębną instytucję, mającą odrębną
          dyrekcję i odrębny budżet – a przypadkowo jedynie mieszczącą się w
          tym samym budynku. Wydział Oświaty, Wydział Kultury – to samo:
          telefon z poleceniem wykonania tego czy owego, poleceniem
          udostępnienia sali na ich potrzeby – no i wielkie zdziwienie, że
          ktoś nieśmiało protestuje albo co gorsze – zapyta o zapłatę za pracę
          po godzinach...
          Łatwo sobie oczywiście wyobrazić, jak to wpływało na sytuację i
          samopoczucie w naszej instytucji. To oczywiście można traktować
          jedynie jak skandaliczne wypaczenie, za które jest odpowiedzialna
          postawa „władzy” - w tym przypadku Dyrektor Naczelnej. Co
          zadziwiające – nigdy nie słyszałem, aby Dyrektor Wydziału Kultury
          zajmował taką postawę, zdecydowanie ingerował w nieprawidłowości – a
          to akurat było by potrzebne, zrozumiałe, słuszne a nawet
          zbawienne... Pani Dyrektor zawsze dawała wiarę obcym a nie swoim,
          pozwalała na wtrącanie się nawet przypadkowych osób – do planów
          koncertowych, repertuaru, decyzji ... Ulegała najdziwniejszym i
          najbardziej choćby niebezpiecznym pomysłom ludzi urządzających w tej
          sali własne, komercyjne koncerty, jak choćby sprzedanie przez p.
          Muszyńskiego 700 biletów na tę salę (mającą ok. 450 miejsc) – co
          doprowadziło do sytuacji nawet bardzo niebezpiecznej. Obecnie
          sytuacja nie jest lepsza... tradycja jest kontynuowana.
          • Gość: karolek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.libra.ar.szczecin.pl 21.03.09, 23:43
            Odnosząc to do postawy pracowników aktywnych, działaczy związkowych –
            można ich postawę rozumieć i oceniać także i w tym aspekcie: czy
            można mieć pretensję, że widząc taką bezwolność, bark charakteru,
            koniunkturalną postawę p.Dyrektor – uważali się za zmuszonych
            do „przejmowania władzy”, poczuwając się we własnym interesie do
            odpowiedzialności za instytucję – starali się „zastąpić” w jakimś
            sensie uległą Dyrekcję – co właśnie doprowadziło do obecnego
            ogromnego wypaczenia – prób zarządzania instytucją przez związek
            zawodowy? Z wypowiedzi pracowników – tutaj prezentowanych –
            wyraźnie wynikało przekonanie, iż muszą „w interesie melomanów”
            przeciwstawić się „władzy” a także uważali to za objaw działania
            instynktu samozachowawczego – jako zawodowcy „żyjący” z tej pracy.
            Nie mamy tu miejsca na dłuższą analizę, ale dla mnie postawa
            związkowców widziana z tej perspektywy – podlega zupełnie innej
            ocenie a w każdym razie można ją zrozumieć.
            A przyczyna – brak kompetentnego zarządzania Instytucją.
            Podobnie – jeśli chodzi o płace.
            Wspomnijmy o obecnej sytuacji w Filharmonii Koszalińskiej. Związek
            Zawodowy Solidarność zażądał tam – podobnie jak to było w
            Szczecińskiej – podwyżek płac o 1000,- zł. Po odmowie – powstał
            protest, narastające napięcie i konflikt z Dyrektorem.
            Dyrektor w wyniku tego zaoferował podwyżki o 300,- co nie zostało
            całościowo zaakceptowane.
            Ale spójrzmy na to z innej strony. Wiadomo, że płace w Filharmoniach
            są o wiele za niskie. Tego już nikt nie kwestionuje. Wiedział to i
            Dyrektor, ale ... nie dał. Po prostu czekał chyba na takie żądanie i
            strajk. Po co?! Skoro dał po 300,- zł – widać takie możliwości BYŁY.
            Posiadając takie możliwości – mógł po prostu tę podwyżkę
            przeprowadzić wcześniej, przekonać pracowników że wykorzystuje
            zawsze posiadane możliwości i jeśli takie będą w przyszłości – także
            z nich na pewno skorzysta. Inaczej – jeśli nie będzie podwyżki –
            znaczy że faktycznie nie było możliwości. To kwestia zaufania –
            które należy budować i które ... buduje, a nie walki – która zawsze
            niszczy.
            A jak wyszło? Dyrektor wymusił protest, przekonał pracowników, że
            jeśli czegoś nie wymuszą siłą, nie wydrą pazurami – nie dostaną, że
            droga do podwyżki wiedzie tylko poprzez spór, konflikt, strajk –
            kosztem pracy instytucji i kosztem poziomu artystycznego (bo taka
            sytuacja konfliktowa natychmiast się odbija...).
            Więc Filharmonia Koszalińska wiele straciła, ugruntowała się zła
            tradycja – z winy ... „władzy”...

            Jeśli więc wynaturzoną i wypaczoną „samorządność” pracowników
            Filharmonii Szczecińskiej (tak jak i Opery, F.Koszalińskiej i
            innych) traktować jako formę dbałości o własne miejsce pracy,
            przeciwstawienia się kolejnym niekompetentnym osobom z „władzy”
            obojętnego szczebla – trzeba to uznać za wynik niewłaściwej polityki
            kadrowej „władzy zwierzchniej nad dyrekcją”, braku dbałości o
            kompetencje zarządzających i szczegółowego nad nimi nadzoru.

            Pytam więc: kto i na jakiej podstawie uznał p. Jarmolińskiego –
            wiceprezydenta – za kompetentnego w sprawach zarządzania miejskimi
            instytucjami kultury? No chyba Pan Prezydent – dobrał sobie ekipę
            po linii partyjnej. Jakie sam miał kompetencje merytoryczne, aby to
            ocenić? Czy kompetencje merytoryczne miały jakieś znaczenie wobec PO-
            litycznego wyniku wyborów?
            Kto i na jakiej podstawie merytorycznej wybrał w konkursie na
            Dyrektora Filharmonii – tego akurat kandydata który jest Dyrektorem –
            i czym się przy tym kierował?
            • Gość: karolek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.libra.ar.szczecin.pl 21.03.09, 23:58
              Mam przed sobą – między innymi – dokument o nazwie: „Formalne
              kryteria wyboru kandydatów na stanowisko Dyrektora Naczelnego
              Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza z siedzibą przy Pl. Armii
              Krajowej 1 w Szczecinie”.- z sierpnia 2006 roku.

              I.Kandydaci przystępujący do konkursu powinni spełniać następujące
              warunki:

              1.posiadać wykształcenie wyższe;
              2.posiadać udokumentowany co najmniej 5-letni staż pracy na
              stanowiskach związanych z organizacją, upowszechnianiem,
              prowadzeniem lub zarządzaniem działalnością kulturalną;
              3.dysponować znajomością problematyki związanej z organizacją,
              współtworzeniem i upowszechnianiem kultury muzycznej, w
              szczególności poprzez organizowanie i realizację koncertów
              symfonicznych, kameralnych, instrumentalnych, wokalnych,
              oratoryjnych oraz recitali, festiwali i innych przedsięwzięć
              muzycznych;
              4.dysponować umiejętnością organizacji pracy i kierowania zespołem
              pracowników;
              5.dysponować znajomością przepisów prawnych, dotyczących
              funkcjonowania instytucji kultury, w szczególności działających w
              formie filharmonii;
              6.posiadać wiedzę i doświadczenie na temat pozyskiwania
              pozabudżetowych środków finansowych na działalność kulturalną;
              7.posługiwać się językiem obcym (preferowany angielski lub
              niemiecki);
              8.dysponować dobrym stanem zdrowia, potwierdzonym zaświadczeniem
              lekarskim.

              II.Przystępujący do konkursu powinni złożyć następujące dokumenty:

              1.pisemną koncepcję programową dotyczącą prowadzenia Filharmonii im.
              Mieczysława Karłowicza w Szczecinie.
              2.... itp, itd...

              Można zapytać: kto właściwie i na jakiej podstawie uznał, że ten
              kandydat spełnia choćby wymienione tu warunki formalne. W maju 2006
              r. kandydatura Pana O. została skonsultowana i zaopiniowana przez
              związek zawodowy Solidarność w Filharmonii, (nie przez „orkiestrę”
              ani nie przez „związki” tylko przez DWIE OSOBY), do dnia 30 sierpnia
              trwało składanie zgłoszeń przez kandydatów (i było kilka innych,
              z "Polski" - które skonsultowane nie zostały) a 6 września odbyło
              się „rozpatrzenie kandydatur”... Pozostawiam to bez komentarza.
              Kto widział – a zwłaszcza czytał „pisemną koncepcję programową
              dotyczącą prowadzenia Filharmonii im m. Karłowicza” - złożoną do
              konkursu przez Pana O. (Dot. ust.II, pkt 1 - pracownicy śmiali się,
              że prawdziwą autorką i tak jest Nasza Kochana Pani Dyrektor...)
              Na ile – przez niemalże trzy pełne sezony artystyczne – zrealizował
              on tę przedstawioną komisji konkursowej swoją koncepcję programową –
              która uzyskała tak wysoką ocenę „komisji konkursowej”. Czy to
              zupełnie nie interesuje P.P Jarmolińskiego i Krzystka? Przecież
              powszechnie mówi się w firmie – że nie zrobił on przez ten czas
              absolutnie nic istotnego. Mało tego: mówi się, że tym którzy
              doprowadzili do wygrania przez niego tego konkursu – dokładnie
              właśnie o to chodziło, aby nic nie zrobił (nic nie zmienił)...

              Więc cóż? ...niekompetentny dyrektor, nieaktywny były Dyrektor
              Wydziału, niekompetentny w tej akurat sprawie Wiceprezydent
              (lekarz), nie mający o tym pojęcia Prezydent (prawnik), niewiele o
              tym wiedzący Radni z Komisji (w większości – nauczyciele)...Jak się
              dziwić, że to muzycy usiłują z fatalnym skutkiem „zarządzać”
              instytucją – wtrącając się do wszystkiego i powodując totalny
              bałagan – wszak bronią swojego miejsca pracy, chleba... Sam tu
              nawoływałem do zaproszenia wreszcie kogoś nowego, poszukiwania w
              drodze AUTENTYCZNEGO konkursu kogoś kompetentnego, kogoś spoza
              Szczecina, kogoś kto tu się osiedli i poświęci się temu miastu...
              Teraz znów - powołanie kolejnego „lokalnego specjalisty” - jakby
              przesądza o wszystkim. Przepełnia miarę. Chyba już dość!

              W mieście, w którym są tak wielkie zaniedbania, tak wielkie potrzeby
              społeczne, tak wiele biedy i zacofania – ta zabawa o wielomilionowym
              budżecie – faktycznie wydaje się skandaliczna, w sytuacji
              niespełniania podstawowych potrzeb życiowych bardzo wielu
              mieszkańców.

              Jak długo będzie jeszcze ona tolerowana?
              • Gość: karolek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorze IP: *.libra.ar.szczecin.pl 22.03.09, 00:10
                Pisząc z przekąsem o "powołaniu kolejnego lokalnego specjalisty" -
                miałem oczywiście na myśli pełnonocnika - Pana Sz. W żadnym
                przypadku nie Pani Agaty Stankiewicz. Ale - zastanowiłem się; cóż
                Ona nawet przy pełnym zaangażowaniu i oddaniu sprawie - może
                zdziałać w takim towarzystwie. Musiała by faktycznie dostać "białą
                kartę"...pokazać charakterek, podporządkować sobie Dyrekcję
                Filharmonii i zachować samodzielnosć od "porad lekarskich" ...
                Jeśli Rada Miasta w poniedziałek zatwierdzi "pełnomocnika" - to
                koniec!
                • Gość: tomaszek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.09, 15:07
                  Szkoda, ze jednym klamliwym postem naplules na swoje dobre imie, Karolku.
      • Gość: tomaszek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.09, 01:45
        Gość portalu: karolek napisał(a):
        Przecież to była bardzo głośna była sprawa – przymusowe odejście
        > Pana Sz. ze stanowiska Dyrektora Opery. Opera co prawda podlega
        > Urzędowi Marszałkowskiemu a nie Miejskiemu, ale
        > przecież ZA COŚ musiał ten człowiek odejść, nie "za niewinność";
        > tam była jakaś wielka afera, w dziwaczny sposób ukrywana i
        > maskowana.
        odejscie wymuszone ,aby splacic dlugi wyborcze wobec Kunca, ktory "wygral" ustawiony konkurs.
        Gość portalu: karolek napisał(a):

        > Były tam jakieś kontrole z Urzędu Marszałkowskiego, które coś tam
        > wykazywały, były podejrzenia o niegospodarność, nadmierną rozbudowę
        > administracji kosztem zdziesiątkowanej orkiestry i zespołu
        > artystycznego, udane próby zdeklasowania własnego zespołu -
        > zastępowanego "impresariatem" obcych gotowych przedstawień..,
        > delikatnie mówiąc "niewłaściwą" gospodarką finansową związaną z tym
        > impresariatem prowadzącą do podejrzenia „czerpania prywatnych
        > korzyści z wykorzystania majątku publicznego”, z rozdawaniem
        > parotysięcznych kwartalnych premii kilku przez siebie zatrudnionym
        > własnym asystentkom ...
        >
        > Nie mam dokładnej wiedzy, bo nie byłem tym osobiście zainteresowany,
        > ale coś się tam musiało potwierdzić z tych negatywnych ocen i
        > oskarżeń, skoro ten człowiek został zwolniony z funkcji Dyrektora,
        > odszedł bez protestów i zajął się odpowiednią dla siebie
        > działalnością na właściwym sobie poziomie - w organizacjach
        > pozarządowych, czy może w jakimś „Domu Kolejarza”...

        piszesz, ze nie wiesz, a jednak...
        Te rewelacje wyssales ze swego brudnego palucha? Prawda jest taka,ze
        RIO oddalilo wszystkie zarzuty postawione Sz. ,mimo usilnych staran i upierdliwosci Opery (czytaj K.)prokuratura tez.
        • Gość: karolek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.libra.ar.szczecin.pl 22.03.09, 15:06
          Czyżby to znowu „Fa-kiu-ti”...znów o tym palcu...
          Nie lubię się babrać w gvwnie i dlatego właśnie szczegółów tej
          sprawy w Operze już nie pamiętam. "Bozia" mnie na szczęście nie
          pokarała aż tak, żebym musiał pracować w Operze na Zamku w
          Szczecinie. Obserwowałem jednak jego (Pana Sz.) pracę bezpośrednio i
          wyrobiłem sobie konkretny pogląd.
          To nie są żadne "rewelacje" tylko sprawa publiczna, powszechnie
          znana.
          Była to bardzo głośna wówczas sprawa (jesień 2007). Przykłady?
          choćby artykuł pt. "Gdzie jest milion z kasy Opery!" - patrz
          www.e-teatr.pl/pl/artykuly/46158.html

          Pewnie i był tam element wojenki politycznej pomiędzy marszałkiem
          Mejerem (SLD) a młodymi "Orłami" z nowego politycznego klucza...Pan
          SZ. mógł się i po części stać ofiarą przepychanki, nie można
          wykluczyć. Mówiono wówczas i o takiej ewentualności, że Pan Sz.
          dlatego tak skwapliwie skorzystał z możliwości "podania się do
          dymisji", iż od tego uzależniono ...upublicznienie wyników kontroli
          w Operze, bądź ich ...nieupublicznianie. Tak ludzie gadali na
          mieście, i rzeczywiście dziwne jest, że dziś wyników tych kontroli
          faktycznie nigdzie nie ma; ani w archiwum Urzędu Marszałkowskiego,
          ani w archiwum RIO, ani w audycie wewnętrznym Urzędu
          Marszałkowskiego...
          Pan Sz. odszedł - i jak się okazuje ... żadnych kontroli nie było.
          To czyni powyższą wersję prawdopodobną.
          Pod wyżej przytoczonym artykułem bardzo trafnie napisał wtedy Pan
          Maciej Deuar:
          (cyt): "...Niezależnie od argumentacji obu stron ewentualnego
          konfliktu jedno jest pewne: finansowanie i działalność Opery na
          Zamku powinna być bardziej przejrzysta dla pracowników, urzędników i
          opinii publicznej. Robienie sztuki z natury bardzo kosztownej
          środkami adekwatnymi dla kameralnego teatru, a nie reprezentacyjnej
          dla regionu sceny muzycznej, będzie w nieskończoność powodować
          konflikty i wzajemne oskarżenia. A przede wszystkim całkowicie
          zaciemni sens istnienia tego teatru.»

          "Gdzie jest milion?"
          (MaD)
          Kurier Szczeciński online
          26-10-2007
          (koniec cyt.)

          Minęło kilkanaście miesięcy - i dalej jest to aktualne, dalej jest
          chryja w Operze.
          • Gość: karolek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.libra.ar.szczecin.pl 22.03.09, 15:20
            Powracam wiec do sprawy kompetencji osób zarządzających kulturą.
            Jak długo jeszcze mieszkańcy będą się przyglądać na ten chocholi
            taniec.
            Podam przykład absurdalności całej tej sytuacji.
            Pan Sz. zorganizował koncert na stoczni - w rocznicę
            Grudnia. "Reqiem Polskie" Krzysztofa Pendereckiego. Była to współ-
            organizacja ale całą zasługę przypisał SOBIE i Operze. Sądząc po
            filmie video jaki z tego powstał - byłby doskonałym propagandystą
            partyjnym w PO - z wielkim pożytkiem dla kultury szczecińskiej by
            było, gdyby się jej nie "tykał". Ustawienie estrady na stoczni
            przygotowali pracownicy Filharmonii, własnumi instrumentami i
            własnym transportem, z niewielką pomocą Pana Michała - woźnego z
            Opery. Co więcej - 70% muzyków grających tam - to byli muzycy
            Filharmonii a nie Opery. Nie ma o tym nawet cienia wzmianki.
            Wszystkie próby, wraz z pierwszą połową generalnej - prowadził z
            wielkim wysiłkiem Pan Zygmunt Rychert a nie dyrygent z Opery - J.K. -
            nikt na ten temat nie pisnął. Pan J.K. przyszedł jedynie na
            ostatnią próbę do tego koncertu - odbywającą się w filharmonii i
            posiedział 10 minut NA BALKONIE - po czym zainkasował za to od pana
            Sz. - 5.000,- zł. Nie ma o tym nawet wzmianki. Pan Zygmunt Rychert
            jest zbyt wielkim i doświadczonym dyrygentem, żeby się o to
            upominać. Na wspomnianym filmie jest TYLKO Pan SZ; największy
            organizator wszechczasów. Żeby tak mógł dłużej - to już by był
            pewnie po własnej beatyfikacji. Pan Penderecki był bardzo
            zadowolony. Dyrygował oczywiście za darmo. No wziął ...oczywiście że
            wziął 25.000,- zł, ale to było za prawo do wykonania jego utworu, a
            nie za dyrygowanie...
            Nic dziwnego, że w sporze o Operę, proszony o wsparcie przez Pana
            Sz. - opowiedział się po jego stronie. To tak, jakby pilnował
            własnej kasy pancernej (przyszłej owocnej współpracy). Niepokoi mnie
            jednak - że ogromna liczba mieszkańców szczecina zarabia tę kwotę na
            rok. PRZEZ CAŁY ROK PRACUJĄ NA DOCHÓD = 25,000.-
            Na czym jednak polegała ta "współ-organizacja" - że Filharmonia nie
            dość że praktycznie zagrała ten koncert, zaangażowała własne
            instrumentarium, transport i sprzęt - to jeszcze dopłaciła na koniec
            Operze - 150.000 zł? Chyba za to właśnie, aby jej nie pokazywać na
            tym filmie w towarzystwie Pana Sz, bo faktycznie - filharmonia tam
            zupełnie nie istnieje.
            Przypomniało mi się jeszcze jedno; na czym polega ta zabawa - ciężko
            tyrający na swój chleb szczecinianie: w czasie próby generalnej
            prowadzonej przez Pana Pendereckiego - w pewnym miejscu były tam w
            partii wiolonczel takie bardzo szybkie pasaże bardzo małymi
            wartościami nut itp. bardzo dużo i gęsto ich było i nagle Penderecki-
            kompozytor przerwał i pyta wiolonczelistek: a co wy tam tak gracie
            strasznie, moje Panie. Na to one, że tak jest w nutach, tak Pan to -
            Maestro - skomponował. A to kto wam kazał tak to dokładnie grać? -
            pyta Penderecki. To trzeba tak "ogólnie", to mają być takie
            tylko "przebiegi melodyczno-rytmiczne"...no wiecie Panie o co
            chodzi... nie widziałem czy tu „puścił oczko” do wiolonczelistek,
            ale mu zagrały "takie przebiegi", pewnie każda inaczej ale i tak
            tego nie było słychać w ogólnej kakofonii... =(25.000,-)
            Budżet tego jednego koncertu odpowiadał rocznym kosztom utrzymania
            Filharmonii Szczecińskiej. Był to koncert poświęcony pamięci ofiar
            Grudnia, wydał na niego Pan Sz. kilka milionów, zapomniał jednak, że
            większość prawdziwych ofiar Grudnia, szczególnie tych żyjących,
            okaleczonych, prześladowanych wówczas psychicznie i fizycznie, żyje
            z poniżających rent i nie doczekała się do dzisiaj żadnego
            odszkodowania za swoje cierpienia, cierpienia w słusznej sprawie.
            Może należało to najpierw załatwić, a potem robić koncert....?

            Mam więc inne zdanie niż „tomaszek” i nie widzę powodu by zdanie
            zmieniać. Dla mnie Pan Sz. - to hochsztapler z ogromną łatwością
            robienia propagandy i rozrzucania pieniędzy - i dlatego pewnie tak
            się podoba "władzy". Jeśli zostanie pełnonocnikiem - to szczecin na
            pewno wygra ... Oscara ...za film o doskonałym mieście Szczecinie,
            stolicy kultury wszechświatowej. Pan Sz. - już jako Prezydent -
            będzie osobiście rozdawał video-kasety z autografem - "mieszkańcom
            slamsów i bezrobotnym ku pamięci – Prezydent Sz.".
            • Gość: tomaszek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.09, 16:10
              stosujesz taktyke z czasow slusznie minionych, jedne klamstwa pokrywasz innymi, wiekszymi. Nie chce mi sie z Toba gadac!
              • Gość: karolek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.libra.ar.szczecin.pl 22.03.09, 17:14
                Oczywiście Ty znasz całą obiektywną prawdę. Jesteś wszechstronnie
                zorientowany w sytuacji, wiesz wszystko - co jest prawdą, a co
                kłamstwem. I jesteś nieomylny ...tylko nic nie mówisz, bo ci się nie
                chce. Ostatnio kogoś takiego spotkałem ... w przedszkolu...jakieś
                czterdzieści lat temu...
                Nigdy nie twierdziłem, że wiem wszystko albo że nie jestem
                subiektywny. Nikt nie jest obiektywny ale nie wszyscy o tym wiedzą,
                zdają sobie z tego sprawę...

                To jest miejsce, gdzie można zaprezentować swój pogląd, swoje zdanie
                czy opinię. Pogląd, zdanie lub opinię zawsze i z natury subiektywną.
                Dlatego tylko wszyscy tu opuszczają tę część zdania o treści:"moim
                zdaniem to..., ja uważam że...ja myślę...,wydaje mi się... itp, itd -
                bo to w domyśle JEST w każdej wypowiedzi zawarte - prócz Twojej.
                Nie mam zamiaru wnikać w spory w innych instytucjach. Nie interesuje
                mnie historia Dyrektorów w Operze. Chodzi mi jedynie o to, że od
                wielu lat działalność operowa jest tam prowadzona na marginesie
                niekończącej się chryi. Opery się wystawia przy okazji wojenki
                podjazdowej wewnątrz instytucji - o czym pisał Deuar w przytaczanej
                wyżej wypowiedzi. A to z kolei interesuje mnie JEDYNIE w aspekcie
                niesprawności władzy województwa. Konkretnie - niedoboru "jaj".
                Intrersuje mnie to w aspekcie niewyczerpanej cierpliwości
                mieszkańców tego miasta ciężko pracujących na swoje potrzeby.
                Subiektywnie, prywatnie jestem miłośnikiem symfoniki, muzyki
                instrumentalnej i po części chóralnej a nie cenię teatru, nawet
                operowego. Nigdy jednak bym się nie odważył nawet pomyśleć, nie
                tylko publicznie głosić, że z tego powodu trzeba namawiać do
                likwidacji Opery - tak jak to się zdarzało Operowym mentorom. Mam
                własne poglądy i własne przekonania i na podstawie przedstawianej
                merytorycznej argumentacji czasem je zmieniam. Nie jestem
                marionetką, kukiełką na sznureczkach i nie interesuje mnie, czy się
                moje poglądy komuś ważnemu (np. Tobie) podobają czy nie, czy mnie
                pochwalą - czy zganią. Jestem człowiekiem "z jajami" , z charakterem
                i dlatego właśnie pewnie kogoś podobnego poszukuję, by zajął się
                Filharmonią, albo i wszystkimi instytucjami kultury w tym mieście.
                Wszelkie znaki wskazują, że ktoś taki tylko może coś zmienić, nadać
                nowy kierunek. Pan Sz. w mojej subiektywnej ocenie powstałej z
                bezpośredniej obserwacji - takim kimś nie jest - i o tym tu piszę,
                takie mam osobiste przekonanie. Gdzie tu widzisz miejsce
                na "kłamstwo". Ja wiem, że bardzo trudno może byc komuś kto przywykł
                prowadzić wojenki, podjazdy, rozgrywki itp - po prostu wygłaszać -
                jak ja szczere, subiektywne poglądy i wysłuchiwać z uwagą także
                subiektywnych poglądów innych, rozpatrywać ich słuszność i
                zasadnosć. Wyłącz kalkulatorek - człowieku, i powiedz prawdę, całą
                prawdę. To pomoże Szczecinowi. Masz tendencje do manipulowania
                marionetkami ? - to kariera w Nowej Pleciudze stoi przed Tobą
                otworem - Przyjacielu. Tylko zaakceptuj pensję - 1200 na rękę, i
                możesz "manipulować" do woli.

                No ale dość tych porad psychologicznych - amatorskich, przyznaję.
                Nie tylko Tobie - widać nikomu już się nie chce tu gadać.
                cóż: poniedziałek 23 marca - sesja Rady Miasta...
                • Gość: googler Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.szczecin.mm.pl 23.03.09, 22:00
                  o...
                  ale karolek sie napisales???
                  i co?
                  dalej nic do przodu.
                  a w filharmonii coraz gorzej...ja juz nie daje rady!
                  jeszzce troche a bedziemy grac pod kierownictwem "pana x", bo zna
                  sie z obecnym artystycznym...
                  sorry, serce mnie boli jak musze pracowac pod takimi artystami jak
                  ostatnio...
                  a z forum mimo pieknych slow zbyt duzo nie wyplywa na miasto, bo
                  jakos nic sie nie zmienia...

                  • Gość: karolek Re: Filharmonia to niestety nie antykwariat; gorz IP: *.libra.ar.szczecin.pl 24.03.09, 02:11
                    Nic do przodu. Wręcz przeciwnie. Szukali DNA i znaleźli. Na czele
                    instytucji organizującej udział Miasta w konkursie - stanął dziś
                    niejaki Sz. (...) Zrobi wam audyt w Filharmonii (ile się da od
                    was "wygospodarować"i zaangażuje znów tę słynną piątkę asystentek
                    (czyli "zaangażuje kompetentne osoby" - jak to już zapowiadał. Co o
                    tym myślę - jest podane wcześniej. Jest dokładniejszy artykuł o tym,
                    napisał niejaki mur. A wiadomo głową mura nie przebijesz. Od
                    miesięcy widać, ze jakaś powszechna głupawka, szajba zajebista się
                    rozlewa po Mieście. Szkoda czasu na to. Wyglądasz na równego gościa,
                    też mi Ciebie szkoda... jak się pomyśli, że każda chwila naszego
                    życia jest niepowtarzalna i bezpowrotnie przemija ...na waleniu
                    głową w mur. Ustawiaj się - przyjacielu - "ryjem do żłoba" albo
                    wyjeżdżaj stąd do normalniejszego miejsca na ziemi. Ja niestety nie
                    mogę zrobić ani tego, ani tamtego. A wiesz, że domy w Liverpool są
                    tańsze niż w Szczecinie?
                    Ten materiał wypłynie pewnie - przy wyborach. Wypłynie wcześniej i
                    nie tylko ten, ale przy wyborach się przyda.
                    Powyżej doszedłem jak pewnie wyczytałeś - do wniosku, że to władza
                    jest wszystkiemu winna; i bałaganowi organizacyjnemu, i tendencji
                    wtrącania się pracowników do zarządzania - co uznałem za - jeśli nie
                    częściowo usprawiedliwione to przynajmniej zrozumiałe, i nawet
                    strajkom i protestom, jak teraz w Koszalinie - i towarzyszącemu im
                    bałaganowi. A jak wiadomo o "przewodniej roli" się nie dyskutuje.
                    • Gość: googler no i...? IP: *.szczecin.mm.pl 17.08.09, 15:33
                      cos dluga przerwa w filharmonii:)

                      czyzby mozolne budowanie poziomu i tajna promocja w podziemiach?

                      buuuuahahahaaaaaa
                      • Gość: sankir Re: no i...? IP: *.205.16.51.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 09.08.13, 00:26
                        no i... sprawa się rypła;

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka