waliakon2
30.03.11, 15:06
Brawo Pani Natalio za ten artykuł, ja pochodzę z takiej właśnie rodzin rodziny. gdzie stół był jednym z najważniejszych mebli w domu naszej 6 osobowej rodziny. Mama starała się aby przy posiłkach byli wszyscy i robiła obiady na godzinę powrotu ojca z pracy, gdy byłyśmy głodni wracając ze szkoły dostawaliśmy po skibce chleba i czekaliśmy na "powrót taty". W dzień powszedni jadaliśmy w kuchni, ale w niedzielę w pokoju stołowym i oczywiście nakrycie było wyjmowane z kredensu w pokoju a nie kuchennego. Obiad był podawany w godzinę po powrocie z kościoła, mama wstawiała tylko ziemniaki reszta była wcześniej przygotowana a deser wieczorem dnia poprzedniego, na ogół był to budyń o różnych smakach. Dałabym wiele za jeden chociaż taki obiad nawet gdyby to miały być suche ziemniaki. Ja w mojej rodzinie też starałam się mimo, że pracowałam, ale moje córki już inaczej prowadzą swój dom, teraz mają większe potrzeby i pieniędzy zawsze mało, trudno zwołać rodzinę do stołu w komplecie, ale jakby się bardzo chciało, zawsze jest taka możliwość. To było jeszcze przed wojną tak było w tym okresie w każdej rodzinie nie tylko w mojej, To była tradycja rodzinna, ale gdy było przyjęcie z zaproszeniami, dzieci nie siadały do wspólnego stołu, dla nich przygotowano w pokoju obok lub w kuchni, albo w ogrodzie gdy było ciepło. Dziś dzieci siadają razem, stawia im się również kieliszek z jakimś napojem, żeby dziecko czuło się dobrze w śród dorosłych, czego nie pochwalam oczywiście.