nizinny
06.01.09, 14:21
Nur folksdojcze?
Felieton · „Nasz Dziennik” · 2009-01-03 | www.michalkiewicz.pl
30 grudnia Ministerstwo Spraw Wewnętrznych kierowane przez Grzegorza
Schetynę poinformowało o odmowie zezwolenia na przeprowadzenie
zbiórki publicznej w celu sfinansowania wierceń geotermalnych w
Toruniu. Odmowa jest uzasadniona pretekstami natury prawnej, ale nie
należy przywiązywać do nich wagi, bo specjaliści z Ministerstwa
Spraw Wewnętrznych niejedno już uzasadniali i gdyby, dajmy na to,
otrzymali jutro rozkaz uzasadnienia zezwolenia na przeprowadzenie
zbiórki, to też potrafiliby to zrobić. W rzeczywistości chodzi
bowiem o stworzenie pozorów legalności dla walki z Radiem Maryja i
innymi przedsięwzięciami podejmowanymi przez o. Tadeusza Rydzyka.
Jak pamiętamy, stosowny rozkaz został wydany w grudniu 2005 roku,
kiedy to u premiera Marcinkiewicza interweniował ambasador Izraela,
domagając się „zrobienia porządku” z toruńską rozgłośnią. O ile mi
wiadomo, pan premier, zamiast zapytać ambasadora, od kiedy ma te
objawy, swoim zwyczajem coś mu tam naobiecywał. Ta interwencja
ambasadora została skoordynowana z nagonka medialną; w samej
tylko „Gazecie Wyborczej”, która, nawiasem mówiąc, zatrudniła
specjalnego alfonsa, w grudniu 2005 roku ukazało się 26 krytycznych
materiałów na temat Radia Maryja, a przecież inne media, zwłaszcza
stacja telewizyjna TVN, też dokładały swoje. Na domiar złego, do tej
nagonki przyłączyli się nawet niektórzy przedstawiciele hierarchii,
co początkowo wydawało się niezrozumiałe i dopiero po ujawnieniu
dokumentacji Instytutu Pamięci Narodowej już takie być przestało. 9
września 2007 roku, podczas ceremonii reaktywowania w Polsce
Niezależnego Zakonu Synów Przymierza, czyli żydowskiej loży B’nai
B’rith, w której oficjalnie działa co najmniej jeden ksiądz
katolicki, nakreślone zostały dwa cele na najbliższą przyszłość:
realizacja tzw. roszczeń majątkowych i pacyfikacja Radia Maryja.
Rząd premiera Donalda Tuska obydwa rozkazy spełnia posłusznie i w
podskokach.
Dlatego szkoda czasu na wdawanie się w egzegezę uzasadnienia
Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, bo rąbka tajemnicy uchylił w
dzienniku „Dziennik” pan Krzysztof Masiuk, członek Rady Nadzorczej
Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, w dodatku z ramienia
Platformy Obywatelskiej. „Kontrowersje wzbudza nie wniosek, tylko
osoba o. Rydzyka, który wywołuje zainteresowanie opinii publicznej”
i z wyjątkową szczerością dodał, że „gdyby odwierty geotermalne
robił jakiś zwykły człowiek, nie byłoby w ogóle tematu”.
Trudno o bardziej wymowną i przekonującą ilustrację wrogości rządu
premiera Donalda Tuska przynajmniej do pewnej części obywateli
Rzeczypospolitej. Wprawdzie formalnie nie zostali oni pozbawieni
ochrony prawnej na mocy jakichś „ustaw norymberskich” a rebours, ale
to nic nie szkodzi, bo szykanować obywateli można również bez
upoważnienia ustawowego. Upoważnienie od loży B’nai
B’rith, „człowieków honoru” i razwiedki niemieckiej najwyraźniej
rządowi premiera Donalda Tuska wystarczy, a zresztą jest ważniejsze,
niż jakaś tubylcza ustawa. Gdyby tak - co oczywiście jest
niepodobieństwem – ale gdyby tak wspólnikiem wierceń geotermalnych
została grupa ITI, to nie mam wątpliwości, że pan minister Schetyna
nie tylko wydałby całkiem inną decyzję, ale w dodatku dostarczyłby
ją osobiście, nawet w środku nocy, tak samo, jak minister Janusz
Kaczmarek meldunek panu Krauzemu w hotelu Marriott w Warszawie.
Zasada równości obywateli wobec prawa jeszcze niby funkcjonuje siła
inercji, ale coraz wyraźniej widać, że pewne sprawy są już
zastrzeżone „nur folksdojcze”.
Stanisław Michalkiewicz
www.michalkiewicz.pl