08.02.09, 16:02
Trzy Walentynki
Po śmierci żony, którą bardzo kochałem, wyznaczyłem sobie jeden rok żałoby,
chociaż raczej byłem agnostykiem. Ból po jej stracie jednak nie ustępował i
tak w swej samotności, dodałem sobie jeszcze następne pół roku nostalgicznych
rozmyślań ku czci zmarłej Maigret. Ale o tym dodatkowym półroczu nikt nie
wiedział, toteż z rozdrażnieniem przyjmowałem, choć robione w dobrej intencji,
zaproszenia na różnorakie imprezy, których celem było oderwanie mnie od
rozpamiętywania przeszłości, próby swatania mi nowej żony i temu podobne,
działania moich przyjaciół. W szczególności Aleksandra hrabiego Betancourt
wraz z małżonką Nicole, Karoliny Johanson właścicielki olbrzymiej farmy,
zwariowanej nieco Pauli Dąbrowskiej dyrektorce i współwłaścicielce Fabryki
Marzeń, produkującej - głównie do Francji - luksusową odzież na zapadłej
suwalskiej wsi i całej reszty z listy, która przewijała mi się przed oczyma,
niczym film w godzinie śmierci.
Tedy niechętnie, ale przyjąłem ich zaproszenie na coroczny bal dobroczynny w
Toruniu. Niechętnie, ponieważ nadal byłem w nastroju, co najmniej nie do
zabawy, lecz już dłużej nie mogłem zrażać swoim samotnym rozpamiętywaniem,
moich przyjaciół, którzy w swoim mniemaniu robili wszystko, aby nie dopuścić
mnie do obłędu i przywrócić do świata żywych.
Od razu zauważyłem, że przy naszym stole wakuje obok mnie miejsce a ja jestem
singlem. W pierwszej chwili pomyślałem – tak, znowu będą mnie swatać a w
drugiej, ucieszyłem się. Skoro krzesło jest wolne a bal jakiś czas już trwa,
to może ta przeznaczona dla mnie przez przyjaciół kobieta nie przyjdzie, bo
jej coś nieprzewidywalnego wypadło? I ta myśl tak mnie rozbawiła, że nawet
opowiedziałem kilka dowcipów, co z kolei ucieszyło moich przyjaciół. Dzisiaj
myślę, że wtedy przyjęli to za dobry znak, że wychodzę z nostalgicznego
kryzysu. Lecz nadchodziło nowe.
Męska część w tym i ja-owczym pędem-chociaż byłem odwrócony plecami, powstała,
by przywitać nowego gościa. Zanim ujrzałem kto zacz, usłyszałem-
-Pardonnez à moi je demande le défaut de la régularité. Les chemins polonais
sont tel...impraticable.
- Nazywam się Iwona Sawińska-Lubicz, a zagaiłam po francusku, ponieważ
monsieur le comte, słabo rozumie język polski. – Przedstawiła mi się,
spoglądając na moją zapewne zdumiona minę.
Uff …Była piękna, bajecznie piękna, ślicznie ubrana, z nienagannymi manierami
i cudownie pachniała. Fizycznie, uosabiała wszystko, co straciłem. Humor też
straciłem, lecz nie wypadało mi tego okazywać.
Wszyscy przepuściliśmy pierwszą rundę tańców. W drugiej tylko Iwona i ja,
siedzieliśmy przy stoliku z trudnością nawiązując rozmowę. Nie wiem, kto, czy
Iwona lub któreś z moich przyjaciół to sprowokował, ale kolejna rundka
zaczynała się od nieśmiertelnych słów wodzireja - białe tango, czyli panie
proszę panów- rodem z siermiężnego socjalizmu. Mogłem ostatecznie nie
zapraszać wcześniej swojej sąsiadki do hołubców, ale w takiej sytuacji nie
miałem prawa odmawiać zaproszenia. Taaa….jeszcze po sali niosło echo …oszą
panów, gdy usłyszałem
– Zatańczymy? –
Chociaż nie ułomek, mentalnie przyjąłem pozycję ślimaka. Jeszcze bałem się
kobiet, bałem się nawiązywać nowe kontakty, jeszcze bałem się fizycznie
bliskiej cielesności kobiety. I kochanej Maigret zapewne nie było to w smak,
taka zdrada.
Jednakże, stanęliśmy face to face na środku parkietu.
Położyła swoją dłoń na moim ramieniu. Drugą podała.. Chwyciła moją. Mocno, co
zauważyłem, drgnąłem. Zreflektowała się. Orkiestr zagrała.
Walc.
Tańczyła poprawnie, lecz dużo gorzej niż ja. Daleko było jej do mego kunsztu,
ale być może wolne tańce nie były jej domeną, kto wie?
Tango.
W szybszym tempie czuła się nieco lepiej. Próbowała nawet dominować, ale tango
to taki męski taniec. Mężczyzna narzuca rytm i poszczególne figury a kobieta w
tym erotycznym tańcu jest tylko samczym dodatkiem.
Jive.
Już byliśmy gwiazdami parkietu, a jive w naszym wykonaniu to było coś. Iwona
teraz świetnie wczuwała się w muzykę dostosowując swe ciało do jej rytmu i
wymagań partnera.
Miałem nadzieję, że nie będę musiał kołysać się w rytm rocka, ale niezupełnie.
Orkiestra odegrała tęskne Love me tender króla Presley’a. Przeżyłem miłosną
melodię z nostalgiczną trudnością.
Samba Pa Ti Carlosa Santany
Tu również dałem popis swoich tanecznych umiejętności, więc gromkie brawa,
które otrzymaliśmy wcale nie były dla mnie zaskoczeniem. Dla Iwony tak, bo
faktycznie była ledwie przydatkiem do tańczącego mężczyzny…
Zapewne byłem trochę zniechęcony jej kokieterią lub myleniem figur bo dość
oschle, być może nawet niegrzecznie, podziękowałem za hołubce i sprowadziłem z
parkietu.
Zauważyła mój podły nastrój i zapytała wręcz
-Było tak źle?
-Pamiętasz tę scenę pod prysznicem w Psychozie Hitchcocka?
-Tak?
-Było jeszcze gorzej!
Posmutniała, zwiesiła głowę a zielone oczy zaszkliły się.
-Czego ty kobieto ode mnie chcesz?!
-Chciałabym – powiedziała cicho, prawie szeptem- abyś trzymał mnie za rękę na
sali porodowej, gdy będę rodziła nasze dzieci.
No nie! To miłosne wyznanie było nader…oryginalne, stanąłem jak wryty,
zamurowało mnie, zamieniłem się w słup soli jak biblijna żona Lota.

Kilka tygodni później w Harlington na grobie mej kochanej Maigret, znalazłem
bukiet kwiatów z czerwono-białych róż. Z szarfy odczytałem Help me, please! I
love Your husband. Tylko jedna kobieta, mogła tak postąpić.

W Saint Tropez z tarasu posiadłości le comte et la comtesse Betancourt,
podziwialiśmy zachód słońca na Lazurowym Wybrzeżu. Odstawiłem kieliszek z
cognac i opowiedziałem Nicole o moim angielskim znalezisku.
- Et que tu vas faire maintenant? – Zapytała niewieścio podniecona.
- Nic.
- Jean, tu es imbécile! Si tu ne vois pas, qu’elle T’aime???

Paznokcie Iwony, boleśnie wbijały się w moją dłoń, lecz ona z pewnością
bardziej cierpiała niż ja. Dyszała, ciężko łapiąc powietrze. Co rusz,
ocierałem jej spocone czoło. Naprawdę było mi jej żal, tym bardziej, że
sprawcą tegoż - byłem ja sam…
Przez ciężki oddech Iwony, przedarł się krzyk niemowlęcia.
- Ma pan córkę. – Powiedział położnik.
Wzorem pierwotnego samca-myśliwego, wziąłem swoje nowo narodzone dziecko w
ręce, uniosłem w górę i powiedziałem- Nadaję Ci imię Walentyna.
Fragment mojej książki, 14 lutego 2008, France. United Kingdom, Polska
Obserwuj wątek
    • kizhook Re: Facet 08.02.09, 16:44
      wzorcowa grafomania :)
      • b3ut Re: Facet 09.02.09, 13:12
        "Męska część w tym i ja-owczym pędem-chociaż byłem odwrócony plecami, powstała,
        by przywitać nowego gościa"

        Konkretnie...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka