Dodaj do ulubionych

pomysły na rozruszanie forum

20.12.07, 09:10
Od dziś nie umieszczamy na forum żadnych ogłoszeń typu: "kupię", "sprzedam".
Od tego jest Dwukropek i taki dla Włocławka założony będzie.

Co- Waszym zdaniem- należy zrobić, by nasze forum nie było takie martwe?
Obserwuj wątek
    • carwszechrusi Re: pomysły na rozruszanie forum 24.12.07, 12:42
      Należy uświadomić mieszkańcom Włocławka, że internet nie służy tylko
      do oglądania pornuchów i czytania bzdur na pudelku. Należy im
      uświadomić także że dyskusja o sprawach tego smutnego jak p...
      miasta być może coś zmieni na lepsze. Należy przeprowadzić szeroko
      zakrojoną kampanię reklamową w internecie (opisy GG, zachęcanko
      znajomych) Należy także wstawić kilka poddziałów tematycznych. Gdy
      to nie poskutkuje należy sięgnąć dalej w głąb włocławskich
      zapyziałych umysłów i bodźcami podprogowymi starać się prostować
      mentalność i wiedzę o świecie. Włocławianie muszą się przekonać że
      zasługują na coś więcej niż koncert DODY raz w roku i autobusy
      kursujące co 45 min w godzinach szczytu. Muszą wiedzieć że w życiu
      można spotkać większe szczęście niż autobus któremu dziś akurat
      udało się przyjechać na czas. Trzeba jednak pamiętać że we Włocławku
      dopiero od roku jest kino i to ono skupia uwagę Włocławian a nie
      jakieśtam forum.
          • sauber1 Re: Mam pomysł ! 10.07.08, 02:57
            Tu nie trzeba żadnych pomysłów, wystarczy jak w ludziach obudzi się człowiek i
            normalnym głosem przemówi, takim prostym jak przy spotkaniu na żywo, bez
            owijania w bawełnę i bez zbędnego szpanu. Pozdrawiam Was wszystkich i tych co
            przybędą tu być może ?;)))
          • sauber1 Re: Mam pomysł ! 10.07.08, 03:00
            karagandak napisała:

            > N.p.: O co chodzi z księdzem Markiem?
            > Pieniądze zebrane na organy się rozpłynęły?
            > Kto tutaj coś konkretniejszego wie?

            Czy o to pytasz Karagandak?:)
            Ksiądz z zarzutami
            Bycie księdzem to naprawdę świetna fucha. Nie tylko dlatego, że można żyć
            kosztem biednych emerytek. Można nawet ogłosić wielką zbiórkę, np. na organy,
            zgarnąć kasę i zwinąć się z Polski.

            „Zaginął ksiądz wielce zasłużony dla katolickiego Kościoła. Nie szuka go biskup
            ani policja” – napisały „Fakty i Mity” w jednym z ostatnich numerów. Nikt nie
            wie, co się stało z Markiem Z. z Kruszyny, który zbierał właśnie na nowe organy
            i nagle zniknął. „Kwota minimum 50 złotych od rodziny, ale ludzie dawali
            znacznie więcej. Najbardziej majętni nie skąpili nawet tysięcy, a jeden z
            okolicznych bogoli wyłożył nawet kilkanaście tysięcy. Według ostrożnych
            szacunków, w kasie parafialnej powinno być ponad 200 tysięcy” – szacuje w
            rozmowie z naszym dziennikarzem mieszkający w Kruszynie ochotniczy strażak
            pożarny. Księdza nie ma, pieniędzy też – to stan na dzisiaj. Ksiądz miał nawet
            zapożyczać się u ludzi spoza parafii. W sugestiach opartych na obserwacjach
            wiernych pojawia się wątek jakiejś kobiety, co rodzi być może prawidłowe
            wnioski. Jak na razie nikomu jednak nie spieszy się do poszukiwań księdza.

            Inaczej jest na szczęście w Łowiczu. Tam zniknął w 2006 roku były proboszcz
            parafii św. Ducha – ks. Franciszek A. Przypadek niemal identyczny – ksiądz
            zbiera kasę na szczytny cel (remont kościoła), a potem znika. Wraz z nim ginie
            ponad 230 tys. złotych z parafii i ponad 70 tys. z pożyczek u innych księży. Po
            licznych publikacjach prasowych, w tym głównie „Faktów i Mitów”, prokuratura
            wszczęła śledztwo. Zarzuty: przywłaszczenia na szkodę parafii ponad 233 tys. zł
            pochodzących z pożyczki zaciągniętej na remont kościoła, doprowadzenie do
            niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości 60 tys. i 10 tys. zł dwóch
            księży z innych parafii. Zagubionego księdza odnaleziono, miał przebywać w
            Anglii. Nie miał większych szans, bo wydano za nim list gończy. Miesiąc temu sam
            zgłosił się do prokuratury. W poniedziałek 30 czerwca Prokuratura Rejonowa w
            Łowiczu skierowała wreszcie akt oskarżenia. Franciszek A. będzie odpowiadał z
            wolnej stopy. Nie wolno mu opuszczać kraju. Musiał tez przedstawić poręczenie
            osoby godnej zaufania. Księdzu grozi do 10 lat więzienia.



            MW
            ****************************************************
            Biskup w jajo zrobiony
            Łowicki biskup pomocniczy poręczył 300-tysięczny kredyt dla jednego z
            proboszczów, a ten zniknął z kasą, bo teraz Kościół to mu lotto.
            Wraz z upływem czasu poznajemy coraz więcej szczegółów dotyczących ucieczki z
            kraju 65-letniego ks. Franciszka Augustyńskiego – proboszcza parafii Świętego
            Ducha w Łowiczu. Pisaliśmy o tym skandalu w „FiM” 22/2006, sugerując już kilka
            miesięcy temu, że powodem zniknięcia sutannowego były pieniądze, a być może
            także niekonwencjonalne upodobania seksualne.
            W łowickiej kurii nikt wówczas nie chciał potwierdzić naszych przypuszczeń.
            Ksiądz Augustyński zniknął 17 maja br. Prawdopodobnie wyjechał do któregoś z
            zachodnich krajów (według naszych ustaleń – do Anglii). Na lotnisku Okęcie
            odnaleziono jego samochód. Z parafialnej kasy znikły wszystkie pieniądze
            (proboszcz zbierał kasę na odrestaurowanie jednego z ołtarzy, a parafianie nie
            szczędzili grosza).
            Teraz okazało się, że ks. Augustyński w jednym z banków wziął kredyt wysokości
            300 tys. zł, poręczony przez samego Józefa Zawitkowskiego – biskupa pomocniczego
            łowickiej kurii. Tak wysoki kredyt był wzięty pod zastaw... łowickiej świątyni.
            Po ucieczce proboszcza parafii Świętego Ducha pieniądze musiała zwrócić łowicka
            kuria. Zgodnie z kościelnymi przepisami, bp Zawitkowski nie miał prawa udzielać
            poręczenia – mógł to zrobić jedynie biskup ordynariusz i to po zasięgnięciu
            opinii m.in. diecezjalnej rady ekonomicznej (Kościół jest w sprawie pieniędzy
            bardzo ostrożny). Biskup Zawitkowski żałuje swojej decyzji i wyjaśnia, że
            poręczył kredyt, gdyż parafia prowadziła szeroko zakrojone prace remontowe.
            Prokuratura dopiero pod presją mediów wszczęła śledztwo w sprawie kradzieży
            pieniędzy i zaginięcia kapłana. Zdaniem ks. kan. Stanisława Plichty, kanclerza
            łowickiej kurii, przez kilka miesięcy była to „wewnętrzna sprawa Kościoła”.
            Pewnie tak, bo duchownym koło tyłków lata fakt, że skradzione pieniądze w
            przeważającej części pochodziły od parafian.
            Przed kilku laty w łowickiej kurii milczeniem skwitowano także podobnie
            tajemnicze zniknięcie ekonoma diecezjalnego – ks. Krzysztofa Malczyka.
            ***************************************************************
            Teraz mu to lotto!
            Do walizki między koszule i skarpetki spakował pieniądze, samochodem dostał się
            na warszawskie Okęcie i... wszelki słuch po księdzu zaginął.

            Łowicz aż huczy od plotek. Parę dni temu zniknął bowiem niczym kamfora ks.
            Franciszek Augustyński (na zdjęciu). Figura w diecezji łowickiej nie byle jaka,
            bo wikariusz generalny, czyli zastępca biskupa, a jednocześnie proboszcz dużej
            parafii pod wezwaniem Świętego Ducha. Miał tyle tytułów i zasług dla Kościoła,
            że jednego artykułu za mało, żeby je wszystkie wymienić. Kim on nie był: członek
            Kolegium Konsultorów, Rady Duszpasterskiej, prałat honorowy Jego Świątobliwości,
            kanonik gremialny (cokolwiek by to znaczyło), a w swoim czasie nawet kanclerz kurii.
            – Aż wierzyć mi się nie chce, że taki człowiek mógł nagle opuścić swoją parafię
            i uciec za granicę. Przecież dbał o parafię, dużo robił dla uporządkowania
            naszej świątyni – mówi rozżalona pani Henryka.
            Ksiądz Franciszek zniknął 17 maja. Wkrótce do Łowicza dotarła informacja, że
            odleciał w siną dal, zostawiając na Okęciu samochód. W kasie parafii pozostawił
            100 złotych... Chyba na rozkurz. W każdym razie musiało tam być dużo więcej, bo
            uzbierał ostatnio niemało pieniędzy – m.in. na remont jednego z ołtarzy, na
            zbliżającą się pierwszą komunię. Pożyczał też gdzie się dało, a ponadto – jako
            odpowiedzialny w kurii za czerwcowe nominacje – od przynajmniej 14 księży zebrał
            haracz po kilkanaście tysięcy złotych od łebka.
            – Bezustannie namawiał nas do dawania pieniędzy, bo – jak twierdził – wszystko
            kosztuje – opowiada pani Anna, jedna z parafianek. – Na sam ołtarz św. Rocha,
            który przekazał do konserwacji, potrzeba było 100 tysięcy złotych, a wcześniej
            na ołtarz główny zebrał 200 tysięcy. Ludzie nie szczędzili grosza.
            Ale nie wszyscy z taką wyrozumiałością oceniają ks. Franciszka. Pan Jan
            twierdzi, że proboszcz był dobrym taktykiem i potrafił sprytnie podejść
            parafian. A pieniądze kochał jak mało co!
            Dopiero teraz, gdy wielu łowiczan ochłonęło, ludzie kojarzą różnorodne zdarzenia
            i z ich opowieści wyłania się zupełnie dotąd nieznany portret kapłana. Miał
            wiele twarzy.
            – Był moralistą, bezustannie nas pouczał – wspomina jedna z parafianek. – A
            jednocześnie zamknięty w sobie, trzymający ludzi na dystans.
            W łowickiej kurii chcieliśmy usłyszeć jakiś komentarz, ale nic z tego, ani
            słowa! Tylko nieoficjalnie zdołaliśmy się dowiedzieć, że już trzy dni po
            zniknięciu wielebny został zwolniony z urzędu proboszcza oraz z funkcji
            wikariusza generalnego diecezji łowickiej. Świadczy to o tym, że władze kurialne
            doskonale znają kulisy ucieczki. Na mieście mówi się, że miał długi, bo był
            hazardzistą, ale wiadomo też, że nie stronił od chłopców. Być może był szantażowany?
            W diecezji łowickiej to niejedyny taki przypadek. Kilka lat temu niespodziewanie
            rozpłynął się niczym we mgle ekonom diecezjalny, ks. Krzysztof Malczyk, który
            był jednocześnie proboszczem na największym skierniewickim osiedlu „Widok”.
            Ówczesny biskup łowicki zatuszował sprawę, informując media, że ksiądz ekonom
            skorzystał z urlopu dla poratow

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka