3gabi
30.03.10, 11:49
To raczej wiele się zmieniło od wizyty autora artykułu.
Jak jest teraz? fatalna obsługa, arogancka chyba właścicielka, dania
niesmaczne, zimne, drogie
w stosunku do ich wielkości.
W niedzielę pojechaliśmy z mężem na rocznicowy obiad do Szczepanowa do
restauracji Ślężański Młyn. Restauracja w ładnym miejscu, otoczenie ładnie
zaaranżowane. Mieliśmy drugą rocznicę ślubu i chcieliśmy zjeść dobry obiad w
miłej atmosferze.
Niestety..... totalna porażka.
Po pierwsze dostaliśmy dania niezgodne z zapisem w karcie: zamiast rumianych
pieczonych żeberek mąż dostał rozlatujące się żeberka gotowane - sine, tłuste.
Ja zamówiłam łososia z grilla i kluski śląskie. Łosoś był suchy, odgrzewany -
ale jeszcze do zjedzenia. Natomiast kluski gumowate i w środku surowe, w smaku
niepodobne do niczego. Dania nie były tanie: łosoś 20 zł za kawałek 7 cm x 3
cm, kluski śląskie 6 zł. Żeberka tez były dość drogie, ale nie pamiętam ile.
Do tego drobiazg - w karcie widnieje cola o pojemności 0,3 l natomiast
dostaliśmy colę o pojemności 0,2 l.
Na nasze pytania dlaczego cola jest mniejsza od tej zamawianej usłyszeliśmy,
że to pomyłka w karcie. Mąż odpowiedział, że trzeba zmienić w takim razie
kartę, na co usłyszeliśmy aroganckim tonem,: " Można zmienić kartę, można
zmienić lokal". Ale dzień wyjątkowy, więc nie ciągnęliśmy dyskusji. Jednak,
gdy dostaliśmy dania - zimne, niezgodne z kartą, surowe i gumowate kluski -
poprosiliśmy Panią do stolika, żeby je zareklamować. Jakież było nasze
zdziwienie, gdy Pani aroganckim tonem zaczęła mówić, że:
- "nie będzie mi w talerzu pod nosem grzebać",
- na żeberka mają taką recepturę i może nam się to podobać, albo nie,
- mąż się nie zna, i to są żeberka pieczone a nie gotowane
- nie interesuje jej, że dostaliśmy cole o mniejszej pojemności i mamy
zapłacić tak, jak widnieje w karcie,
- ona nie będzie z nami dyskutować
Uwierzcie, że byliśmy naprawdę spokojni. Widziałam, ze mąż się hamuje ze
względu na mnie, że gotów jest zjeść to sine coś, co dostał, ale jak
usłyszałam, że nie będzie z nami dyskutować i mimo, ze ja do niej coś mówiłam,
to odwróciła się na pięcie i wyszła - nie wytrzymałam i poszłam za nią.
Siedzieliśmy w takiej małej salce, ona przeszła za bar do dużej, gdzie
siedzieli inni goście. Poszłam za nią do baru i spokojnym, ale dość głośno
powiedziałam jej co o tym myślę: że nigdy nie spotkałam się z takim aroganckim
zachowaniem i z takim lekceważeniem klienta, że mamy dziś rocznice ślubu i
zależało nam, by ten dzień był wyjątkowy, że jak to jest możliwe, że ja
zgłaszam, że kluski są surowe, a ona na to, że nie będzie mi przed nosem
grzebać itp. Pani na sali przy gościach zachowywała się zupełnie inaczej -
widać było, że jest jej głupio, zaczęła się tłumaczyć, ze wyszła, by nas
obsłużyć (przynieść sos koperkowy) i żebym się zdecydowała czy chce rozmawiać
czy dostać sos. I tak dalej w tym tonie.
Dla mnie po prostu szok. Naprawdę nigdy w życiu nie byłam w takiej sytuacji.
Po dyskusji przy barze, wróciłam do naszej salki, mąż już czekał z kurtkami i
zebraliśmy się do wyjścia.
na sali przeprosiłam gości za zakłócenie spokoju, usłyszałam pokrzepiające
"proszę się nie martwić, jesteśmy z Panią". I wyszliśmy.
Podsumowanie?
Restauracja rodem z Misia, pomimo ładnej oprawy w postaci zaaranżowania
otoczenia. Pomijając, ze drogo (bo każdy sam decyduje ile wydaje na obiad) to
dania odgrzewane, nieświeże, surowawe, niezgodne z kartą i co zaskakujące -
arogancja obsługujących godna "Misia" Bareji.
Omijajcie to miejsce szerokim łukiem.