Gość: !
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
14.11.04, 23:55
Żarów Kwitnącej Wiśni
Łukasz Pałka 07-11-2004 , ostatnia aktualizacja 07-11-2004 21:15
Żarowianka z pochodzenia, prawniczka z wykształcenia. Nie mówi po japońsku,
od sake woli whisky, jeszcze nie gra w golfa. Ale Japończycy i tak ją lubią i
chętnie inwestują w gminie, którą zarządza
Pan chce o mnie pisać? Ja taka małomiasteczkowa dziewczyna - mówi speszona
Lilla Gruntkowska, burmistrz Żarowa. To pod jej rządami w ciągu zaledwie
dwóch lat do gminy przybyło aż pięciu dużych inwestorów, w tym trzech z Kraju
Kwitnącej Wiśni.
- Chcę poznać pani receptę na walkę z bezrobociem - mówię.
Bo jeśli spojrzeć na liczby, to w kilkutysięcznym Żarowie, koło Świdnicy, za
dwa lata ten problem będzie już tylko złym wspomnieniem. Wtedy wszystkie
rozpoczynane dzisiaj inwestycje ruszą pełną parą, a liczba miejsc pracy
przekroczy aktualną liczbę bezrobotnych. - Oczywiście zdaję sobie sprawę z
tego, że ta arytmetyka to nie wszystko. Część ludzi nie będzie spełniać
wymagań, część po prostu nie chce pracować - mówi Lilla Gruntkowska. - Ale
zawsze staram się, żeby inwestor obiecał, że pierwszeństwo w zatrudnieniu
będą mieli mieszkańcy naszej gminy. Poza tym co bardziej przedsiębiorczy
rozkręcą własny biznes, jak chociażby rozwożenie kanapek po fabrykach,
restauracje itd.
Jak to z pierwszymi Japończykami było
Dzisiaj w gabinecie pani burmistrz na biurku obok flagi polskiej i unijnej
swoje miejsce już na stałe ma flaga japońska. Po miasteczku chodzi anegdota,
że Japończyków do Żarowa przyciągnęła widoczna z ich działek Góra Pyszczyńska
albo Ślęża, które mają im przypominać magiczną górę Fudżi. Skusiła już trzech
dużych japońskich inwestorów - AKS, Yagi (elementy do łożysk) i Daicela
(poduszki powietrzne). A rozmowy z czwartym są zaawansowane.
Ale początki nie były łatwe
- Pierwsze rozmowy z AKS-em, rozpoczęte jeszcze przez poprzedniego
burmistrza, były bardzo trudne - wspomina Lilla Gruntkowska. - Japończycy są
bardzo precyzyjni. Po kilkanaście razy potrafią dopytywać o wszystkie
szczegóły. Ważny jest dla nich każdy gest. Dodatkowym utrudnieniem było to,
że jestem kobietą. Musiałam ich przekonać, że jestem dobrym partnerem do
rozmowy. To było wyzwanie.
Tuż przed podjęciem ostatecznej decyzji dotyczącej lokalizacji fabryki na
Dolnym Śląsku do Żarowa przyjechał prezes AKS-u z Japonii. - Byłam wtedy w
siódmym miesiącu ciąży - wspomina pani burmistrz. - Pojechaliśmy w pobliże
minipola golfowego. Japończycy kochają ten sport. Próbowałam udawać, że wiem
cokolwiek na temat tej gry - śmieje się Lilla Gruntkowska. - Jednak oni
szybko się zorientowali. A ja musiałam obiecać, że nadrobię zaległości i
nauczę się grać.
Potem już tylko uruchomienie produkcji w połowie tego roku pierwszej w
Żarowie japońskiej fabryki. - Chociaż nie mówię po japońsku, to wygłosiłam w
tym języku przemówienie - wspomina pani burmistrz. Po tamtej wizycie na
pamiątkę zostało jej kimono. - Założyłam je tylko raz. Pomagało mi w tym
kilka osób - wspomina. - Ostatnio słyszałam, że prezes pamięta o obietnicy
dotyczącej golfa i sprawdzi to przy okazji następnego pobytu. Będę musiała
potrenować - śmieje się.
A jeszcze dwa lata temu Japończycy w niewielkim Żarowie byli sensacją. -
Dzieci biegały za nimi i prosiły o autografy. Dzisiaj wszystko wróciło do
normy - mówi Lilla Gruntkowska. Po AKS-ie przyszły firmy Yagi i Daicel. A
Żarów doczekał się dorocznych Dni Polsko-Japońskich pod patronatem ambasady.
Jak to się robi
Recepta na przyciągnięcie inwestora? - Bardzo dobra współpraca na wszystkich
szczeblach samorządu, ogromne zaangażowanie mojego zastępcy i szybkie
podejmowanie decyzji - wylicza Lilla Gruntkowska. - Pokazujemy inwestorom, że
nasza gmina zapewni im bezpieczeństwo i stabilizację. Że współpraca
przyniesie korzyści obu stronom. Gdy Daicel uruchomi produkcję, spodziewamy
się około 30 pracowników z Japonii. Część z nich przyjedzie z rodzinami.
Czeka już na nich zakupiony przez Wałbrzyską Specjalną Strefę Ekonomiczną
budynek z apartamentami i pomieszczeniami biurowymi. Miasto dla kolejnych
pracowników chce w ciągu najbliższych dwóch lat zbudować hotel i restaurację.
W najbliższym roku powstanie lepsza droga do działek znajdujących się w
strefie ekonomicznej.
- Pole golfowe to już znacznie odleglejsza przyszłość - przyznaje pani
burmistrz. - Poza ściąganiem tu nowych inwestorów mamy też codzienną pracę.
Kałuże, dziury w jezdni, budowa basenu, chcemy wreszcie kupić budynek dworca
PKP, żeby go wyremontować.
Życie prywatne
Lilla Gruntkowska pochodzi z Żarowa. We Wrocławiu skończyła prawo, ale nigdy
nie myślała, żeby wyjechać ze swojej rodzinnej miejscowości. W żarowskim
samorządzie pracuje od ponad dziesięciu lat.
- Życia prywatnego nie da się pogodzić z zawodowym. Zawsze ktoś na tym
cierpi - przyznaje pani burmistrz. Jej mąż, pracownik biblioteki, dostarcza
do domu książki o Japonii. A dwuletni już synek Stasio? - Zabieram go często
na spacery do strefy, gdzie budują się fabryki - opowiada Lilla Gruntkowska. -
Facet w jego wieku powinien już wiedzieć, jak wygląda koparka.