tomek854
17.02.06, 03:19
Wy, studenci UWr, też tak macie, że was ta instytucja doprowadza do szału? Mnie tak. Przyzwyczaiłem sie na wydziale FiA że dziekanat może być uprzejmy, kompetentny, miły i przede wszystkim życzliwy. Rzeczywistość SPNJO doprowadza mnie do szału.
Kilka przykładów
:
1. Pukamy do pokoju pewnych pań - drzwi sie uchylają szerzej, jakiś chłopak wchodzi i słyszy tyradę, jakie to panie nie są zajęte (załatwienie naszej sprawy zajęłoby połowę tego czasu) a w końcu kkiedy udało mu się dojść do słowa w połowie zdania dostaje drzwiami w twarz tak, ze az leci mu krew z nosa.
2. Do sekretariatu - czynne do 15. "Nie, ja tego nie mam, kierowniczka ma". Kierowniczka porzyjmuje od 15, czekamy godzine, przychodzi 2 minuty przed czasem. Pytamy o tą rzecz "nie, to jest w sekretariacie, widać pani się pomyliła, albo chciała się was pozbyć". Lecimy na dół - 15:01 "Nieczynne!!!"
3. Przychodzę po wpis. Konsultacje powinne trwać 45 minut. Kolejka. Siedzę czytam. Pani po pół godziny wychodzi do toalety, wracając mówi do kolesia stojącego za mną w kolejce "pan da ten indeks, ja panu wpiszę ocene, bo ja juz dzisiaj nikogo nie przyjmuje"
Głosy protestów. Ona - jak zwykle tyradę, jaka to nie jest zajęta i zapracowana. Pytam "to czy mogłaby pani przy okazji i mi wpisać, ja też tylko po wpis. "Ja przyjmuję też w poniedziałki" "ale ja mam jutro egzamin przecież" "to pana problem".
Inna sprawa, ze kiedy by sie nie przyszlo to jak sie czlowiek nie dopcha slyszy "ja pryjmuje i w inne dni tygodnia"
4. Robię sobie eksternistycznie język. Zakładałem, ze zdam sobie wszystko po powrocie z UK, jak się podciągnę. Mam semestr studiów do końca i dwa sem. języka do zdania - nie ja pierwszy tak robię. Przypadkiem w tramwaju usłyszałem jak dwie dzieweczyny rozmawiały, że "w tej sesji ostatnia mozliwosc zdania eksternistycznego, w nastepnej juz nie bedzie mozna". Dopytalem, potwierdzuly, ze chodzi o UWr. Lece, pytam - to prawda. W ostatniej chwili zapisuje sie na test, kompletnie mi nie pasuje termin, nic nie czytalem, po angielsku nie gadalem od roku, zdalem, na kiepska ocene. Bedac po wpis pytam, do jakiej grupy powinienem sie teraz zapisac - "zdecydoalismy, ze dla takich jak pan bedzie jeszcze mozliwosc zdawania w nastepnym semestrze eksternistycznie". "Czyli nie musze chodzic?" "Nie".
Ok. Nastepny semestr, chce sie zapisac. "Nie moze pan - pan jest z fizyki, fizyka nie moze." "Ale przeciez semestr temu mowila pani ze bede mogl" "ale teraz sie zmienilo" "ale dlaczego wszyscy mogą, a fizyka nie?" "bo tak". Wytłumaczyłem pani (wzburzenie, acz uprzejmie) co sądzę o takim wystawianiu ludzi do wiatru "no dobrze, to ja pana zapiszę, ale żeby się pan nie zdziwił, jak pana wywalą z testu, bo pan go nie ma prawa pisać".
Nie rozumiem tego. NIgdy sie nie uczylem angielskiego, ale potrafie w nim mowic i w miare plynnie sie porozumiewac. To, ze kiedys nie dotarlem na test kwalifikacyjny i nie pozwolono mi go pisac jeszcze raz "bo jak pan sie nigdy nie uczyl, to i tak pan nie ma szans zakwalifikowac sie wyzej" jakos przebolałem. Usłyszałem "jak pan taki mądry, to niech sobie pan zdaje eksternistycznie". Zdaję sobie eksternistycznie zatem. Jakoś mi idzie. Zadnego innego języka sobie nie wziąłem w zamian, nic ich nie kosztuję - tylko te kilka testów... A kłody pod nogi się wali człowiekowi takie ze masakra. Czy nie można by po prostu być konsekwentny?
Dowiedzieć się niczego też nie idzie nigdy. Sekretariat ze wszystkim odsyła gdzie indziej, a dopchać się tam (90 minut konsultacji w tygodniu dla praktyznie całego uniwersytetu) to masakra...
Otworzyli strone niedawno, i sie podniecają jak kaczki władzą, tak jakby było czym - jedna z najwazniejszych instytucji na UWr ma stronę w 6 roku XXI wieku...
Ech. Ulzyło mi ;-) Jeszcze tylko dwa razy i skończyłem (no chyba, że któraś z obsmarowanych pań to przeczyta :P )