Dodaj do ulubionych

Quo vadis prezesie?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.06, 22:29
Quo vadis Prezesie???
Ktoś z członków Prawa i Sprawiedliwości musi w końcu zadać to pytanie. PiS
został tak pomyślany, że nie postawi go nikt z władz partii (i żaden z
parlamentarzystów). Na razie... Sukces Jarosława Kaczyńskiego jest faktem-
wiara w jego „geniusz” powszechna wśród członków naszej partii i obecna
również poza nią (np. część komentatorów politycznych;
wielu polityków Platformy itd. itp.). Właściwie PiS to Jarosław Kaczyński-i
to on jest odpowiedzialny za politykę partii. Rola trybika w pisowskiej
maszynie niespecjalnie mi jednak odpowiada-tym bardziej, że jej działanie-
moim zdaniem-szkodzi: raz Polsce, dwa polskiej centroprawicy. Mój głos jest
słaby-cóż może szary członek-niemniej jednak, jako się rzekło: ktoś musi
zacząć...
Gwoli porządku-przypomnę wszystkim dzisiejszym krytykom PiS-u, dlaczego tacy
ludzie jak ja (niekoniecznie kochający Ojca Dyrektora, całkiem nieźle
wykształceni-czyli niestereotypowi „fani bliźniaków”) głosowali na PiS . Po
pierwsze, Polacy łaknęli (i łakną!) uczciwości w życiu publicznym. Uczciwości
rozumianej jako zaprzeczenie złodziejstwa (pamiętamy AWS-owski i SLD-owski
TKM) i wyrzeczenia się korzyści, które są pochodną sprawowanej władzy (czyli
bezinteresowności). Po drugie, Polacy chcieli być dumni z
własnej tożsamości narodowej-z własnego dziedzictwa. Po trzecie, Polacy
chcieli (i nadal chcą!) wzmocnienia instytucji państwa, które
wielokrotnie w ciągu ostatnich szesnastu lat, okazywało się bezsilne wobec
patologii (korupcji, ale też kolesiostwa, czy pospolitego
bandytyzmu).
Prawo i Sprawiedliwość wyszło naprzeciw tym oczekiwaniom. Kto był w Muzeum
Powstania Warszawskiego, ten wie, że Lech Kaczyński spełnił oczekiwania
Polaków czekających na upamiętnienie i rozpropagowanie tego, co w naszej-
polskiej historii...(„brakuje”mi przymiotnika) wielkie. Kto czytał program
PiS-u i śledził działania polityków naszej partii, ten wie, że jak mantra
przejawiało się w nich żądanie wzmocnienia sądów i usprawnienie
admninistracji publicznej. „Podkładkę” intelektualną do tego punktu programu
dorobiła profesor Staniszkis, wołająca od lat o wzmocnienie
państwa, bez którego i wolny rynek nie może sprawnie
funkcjonować (ostatnio zresztą pisał o tym guru republikanów i liberałów-
Milton Friedman). Dorzucić do tego trzeba (zapomnianą?) ideę zmian
własnościowych w tzw. spółdzielniach mieszkaniowych, o co nie zadbał żaden
(!) z rządów wolnej Polski, w tym żaden z tych, które szermowały
ideologią liberalną (a własność jak wiadomo...).
Jeżeli dodamy niewątpliwą uczciwość braci Kaczyńskich i
ogromnej większości polityków PiS-u, mamy już gotową odpowiedź na pytanie o
przyczyny sukcesu. I nawet hasło solidaryzmu, który nie jest tożsamy z
socjalizmem (a przynajmniej nie miał być!), świetnie trafiało i do tych,
którzy z sentymentem wspominali czas pierwszej Solidarności, i do tych,
którzy na co dzień spotykają się z łamaniem swoich praw (np.
pracowniczych) i takiego solidaryzmu oczekują (ze strony państwa i innych
Polaków). Na koniec dodam jeszcze, że alternatywą dla PiS-u były zaklęcia w
stylu 3 razy 15 (a dlaczego nie 3 razy 12.5?) i
kilkanaście (!) stroniczek „programu”, który wstyd było pokazać w wersji
papierowej (później się okazało, że Jan Rokita pracował z grupą znanych
ekonomistów nad programem gospodarczym-wyłącznie!, ale wyniki prac pokazał
dopiero po wyborach!!!).
Powie ktoś: a gdzie sojusz z Ojcem dyrektorem, wyraźnie zaznaczony w czasie
kampanii? Jak mogłem go nie zauważać? Ależ zauważałem! Ale jestem
czterdziestolatkiem, śledzę politykę nie od dziś i pamiętam, że to Jarosław
Kaczyński określił działanie neoendeckiego ZChN-u mianem „prostej drogi do
dechrystianizacji Polski”. Pamiętam, że bracia Kaczyńscy
wyrośli w tradycji zupełnie odmiennej-piłsudczykowskiej i akowskiej, czyli
obcej nacjonalizmowi. Pamiętam, że Jarosław Kaczyński wiele razy oskarżał (i
słusznie) Ojca Rydzyka o otaczanie się byłymi działaczami PZPR-u i
Grunwaldu. Pamiętam oskarżenia (słuszne!!!) o prorosyjskość (dostało się
kiedyś nawet Giertychowi-do pewnego czasu pupilowi Radia Maryja). Mogłem więc
mieć nadzieję, że wizyty w telewizji Trwam, to jedynie czasowy
sojusz, obliczony na zwycięstwo wyborcze i „uwiedzenie”
elektoratu „neoendeckiego”-jego ucywilizowanie. Pomyliłem się...
Pomyliłem się albo zostałem zrobiony w bambuko. Tak, czy siak, zauważam, że
kapitan wiedzie statek na mielizny, że nie zauważa skał i gór lodowych.... I
chcę o tym napisać.
Pierwsze moje zaskoczenie budzi język jakiego prezes, od pewnego czasu
używa. I nie chodzi mi o to, że jest dosadny. Na to mógłbym
się z oporami zgodzić. Język, którego używa Jarosław Kaczyński to... bełkot.
To mowa, która niczego nie tłumaczy, nie nazywa. Gdybym chciał go
sparafrazować-napisałbym, że to łże-język, ale nie muszę. Mogę się odnieść do
konkretów. Cóż znaczy określenie: „lumpenliberalizm/lumpenliberałowie”? Konia
z rzędem temu, kto znajdzie desygnat dla tej nazwy! Że niby liberałowie, ale
niedouczeni? Że liberałowie werbalnie, ale w działaniu
etatyści??? Ale lumpenliberałowie? Nie rozumiem.
A cóż znaczy, że Gazeta Wyborcza jest „mutacją Komunistycznej Partii Polski”?
Można nie zgadzać się z liberalna linią Gazety; można się z nią spierać (i
trzeba!). Ale, że mutacja KPP? To co-przemycają myśli Marksa pod płaszczykiem
liberalnej doktryny? Nie? Więc co? Że liberalizm szkodzi Polsce tak samo jak
żądania rewolucji proletariackiej i wyrzeczenie się
(programowe) niepodległości? Absurd!
A łże-elity? Że niby zawsze kłamią? A kto konkretnie? I kiedy?
A „Pan który prawie zawsze się mylił”? Że niby co: prezes Kaczyński wie
lepiej, jak kontrolować podaż pieniądza, tak, żeby nie wywołać inflacji?
I tu przechodzę do mojego drugiego zaskoczenia: jak można było dyskusję o
polityce monetarnej (zna się na tym paru ludzi w Polsce!) sprowadzić do
wrzasków człowieczka, którego zawsze się miało w pogardzie??? Jak można było,
będąc wiernym przekonaniom i uczciwości (!), odwoływać się do
najniższych instynktów prostych ludzi, którzy za
wszystkie swoje niepowodzenia gotowi są winić profesora Balcerowicza??? Jak
można było tak mocno dopieścić homo-sovieticusa??? Żeby nie powiedzieć po
prostu:chama (albo Polactwo-jak napisał Rafał Ziemkiewicz). To,
co dzieje się wokół osoby Leszka Balcerowicza i instytucji NBP, jest po
prostu antypaństwową destrukcją Panie Prezesie! Jeżeli chce Pan budować
partię chamsko-nacjonalistyczną (bo wszak nie ludowo-
narodową), to trzeba było to powiedzieć przed wyborami!
Czemu służy bowiem kluczenie w kwestii: będzie Lepper w rządzie, czy nie
będzie? Wchodzenie w alians z Lepperem jest błędem-Pana błędem-za który
zapłaci cały naród. Czym różni się dla Pana PZPRowski dyrektor
PGR-u, od sekretarza Millera? Ten drugi przynajmniej udaje, że się czegoś
nauczył! Ten pierwszy-nie nauczył się niczego (poza doskonaleniem
postpańszczyźnianego cwaniactwa). Nie wolno igrać z ogniem! Szczególnie
wtedy, gdy poparzyć się mają inni!
A gdzie ustawy Panie Prezesie: wzmacniające polskie sądy, policję,
administrację? Gdzie pomysł uwłaszczenia spółdzielców? Gdzie gospodarka-w tym
dbałość o młode pokolenie, które musi wszak utrzymać nie tylko siebie!??

Czas się obudzić-członkowie PiS-u! Kapitan (z wiadomych sobie powodów) chce
rozbić łajbę, w której płyniemy! Zwinął już dumną banderę i wywiesił...kaftan!
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka