rabin_wesolek
05.08.06, 11:53
Przykro mi, jednak takie wrażenie zrobiło na mnie to miasto. We Wrocławiu
byłem dwukrotnie. Zawsze krótko. Jednak zdążałem odwiedzić rynek i
antykwariat przy Szewskiej. W ubieglym roku Wrocław poraził mnie brudem - w
tym roku było podobnie. Dziesiątki zdechłych gołębi wokół dworca, śmieci,
odchody. Nawet nie odważyłem się na trawnik wpuścić swojego psa. Na sąsiednim
osiedlu było podobnie - zaśmiecone trawniki i chodniki. Zaraz zapewne ktoś
pomyśli, że to przez takich jak ja - psiarzy, których psy sr..ją gdzie
popadnie. No właśnie. Mój pies załatwił potrzebę na chodniku. Oczywiście jak
mam w zwyczaju postanowiłem po nim posprzątać. Odchody w woreczku niosłem
przez jakieś 400 - 500 metrów zanim natrafiłem na kosz na śmieci. Nie
wspomnę, że nie ma specjalnych pojemników na psie odchody. Kosza na śmieci
wolę nie opisywać, bo jeszcze bym komuś zafundował mdłości. Na rynku, w
jednej z knajp zamówiłem dla siebie i dla małżonki obiad. Gdy nam podano...
to zastanawialiśmy się co z nim zrobić. Talerze tłuste, szklanka od piwa
również, sztućce musieliśmy wyczyścić na własną rękę. Oczywiście mogliśmy
zwrócić obsłudze uwagę. Owszem. Zastanawialiśmy się nad tym, ale... po
doświadczeniach z tego roku cieszę się, że tego nie zrobiłem.
W tym roku - dokładnie wczoraj - postanowiliśmy ponownie odwiedzić
Wrocław. Wybrałem się tradycyjnie do antykwariatu, a żona z dzieckiem i psem
czekała na mnie chroniąc się przed deszczem w pobliżu jednego ze sklepów
obuwniczych. Przez 20 minut mojej nieobecności, od przechodzącej mieszkanki
Wrocławia usłyszała, że jest "kurwą z psem", dwóch panów w niewybredny sposób
zwróciło żonie uwagę, że pies nie ma kagańca, no i znaleźli się też tacy,
którzy byli niezadowoleni, że w ogóle psy żyją na świecie. Już się nie mogę
doczekać Waszych opinii w stylu "ze wsi przyjechał i nie wie że psa w kagańcu
trzeba prowadzić". Otóż uprzejmie donoszę, że w cywilizowanych krajach - np w
Niemczech - Labradorów w kagańcach się nie prowadza, a podobno wrocławianom
bliżej do Berlina niż Warszawy. No chyba, że pies jest agresywnie nastawiony
do ludzi. Mój tego nie okazuje.
W każdym bądź razie Wrocław kojarzy mi się z brudem i chamstwem. Może mi
ktoś zarzucić, że za mało znam miasto, za krótko w nim byłem... przyznam
szczerze, że nie chcę go lepiej poznawać. Dziękuję - wystarczy. Wiem, że w
tym mieście żyje sporo ludzi wybitnych, znam ich choćby z książek. Jednak
widzę, że przepaść pomiędzy elitami tego miasta, a przeciętnymi mieszkańcami
jest ogromna. Nie dziwię się zatem, że władze miasta szukają pracowników
nawet w dalekim Londynie.